Błędy w pracy to podstawa

Uwielbiam ludzi profesjonalnych w swoim działaniu. Takich, którzy każdy element swojego życia mają zaplanowany i poukładany. Podziwiam ich za to, że potrafią tak znakomicie przewidywać przyszłość, ale jeszcze bardziej podziwiam ich za to, że potrafią nie popełniać błędów. Znacie takich ludzi, prawda? A może sami tacy jesteście?

Moja fascynacja profesjonalistami wzięła się stąd, że sam nie potrafię nie popełniać błędów. Wiem, że to, co teraz przeczytaliście jest straszne, ale to dopiero ostrzeżenie, bo naprawdę jest jeszcze gorzej… Ja od trzech miesięcy ciągle, dzień w dzień popełniam jakieś błędy. Po godzinie 23 są to błędy językowe, ale wtedy już nie pracuję. Między godziną 15 a 19 są to błędy komunikacyjne, bo człowiek jest takim dziwnym stworzeniem, którego nigdy do końca nie da się zrozumieć (teraz już wiecie, dlaczego zostałem pedagogiem 😀 ). Na szczęście pozostał nam jeszcze czas od rana do południa (kiedy na przykład jesteśmy w pracy)  i wtedy tych błędów pojawia się najwięcej.

Pierwsze błędy są zawsze najgorsze

Wchodzisz rano do szkoły, pracy, sklepu i ktoś właśnie zachodzi ci drogę… Właśnie teraz wyobraziłeś sobie tę sytuację i śmiejesz się z ilości wypowiedzianych, łacińskich epitetów. Tym bardziej że nie znasz łaciny. I niby tu i teraz nas to bawi, ale jak spojrzysz na tę sytuację z perspektywy czasu, to aż wstyd ci się do tego przyznać. Potem jest już tylko gorzej, bo każda napotkana osoba wkurza cię jeszcze bardziej. Myślisz sobie „Wytrzymam do śniadania”. Po śniadaniu na pewno będzie lepiej. Taa jasne… Zwłaszcza że po śniadaniu czekają na ciebie dokumenty.  I to jest właśnie ten moment, w którym każdy z nas powinien się ogarnąć, ale pytanie, jak skoro pracujesz w tym dopiero kilka tygodni?. Każdorazowe wypełnianie dokumentu przyprawia Cię o mdłości, bo tak naprawdę nikt Ci nie powiedział, jak właściwie masz to zrobić. No i co teraz?

Nic! Nie masz wyjścia. Po prostu musisz zacząć się uczyć na własnych na błędach, których o dziwo nie popełniałeś na studiach, bo przecież nikt Cię na studiach nie nauczył jak wypełniać dokumenty! Dlaczego? A no dlatego, że my, nauczyciele mamy takie specyficzne środowisko. Najpierw na studiach, gdzie wykładowcy twierdzą, że nie ma sensu nam ładować takiej ilości wiedzy o dokumentach, skoro i tak wszystko zobaczymy już w pracy. I poniekąd się z tą teorią zgadzam, bo studia to dobry czas, żeby skupić się na swoim rozwoju osobistym, ale… To nie rozwiązuje problemu, bo przychodzisz do pracy i dowiadujesz się, że tak naprawdę to nie wiesz nic.. Zaczynasz od zera budować swoją świadomość, że ten dokument, który leży przed tobą, za chwilę zaważy o dalszych losach tego dziecka. No ale co z naszymi błędami?

Nie da się uniknąć błędów

A dorośli? Mam wrażenie, że dziś coraz częściej starają się być ostrożni, starają się nie wychylać za bardzo przed szereg i robić to, na czym się znają najlepiej. Resztę niech zrobi za nas ktoś inny. Na przykład zadanie z matmy może przecież zrobić korepetytor (pisałem na ten temat już wcześniej-klik). Tego właśnie nauczyła nas szkoła… Ucieczki od tego, czego nie wiemy i kombinowania. Tylko że dorosłe życie szybko weryfikuje nasze braki, a za swoje błędy trzeba zapłacić. Szkoda tylko, że bolesnym kopem w tyłek, po wielu latach życia w szklanej kuli. Upss…właśnie się rozbiła.