Zmazywacz jest ci niepotrzebny

Bez problemu mógłbym ten tekst zacząć od interpretacji hasła „perfekcjonizm”, a potem poświęcić temu hasłu kolejne dwa tysiące słów i nadal byłoby mało. Dążenie do perfekcji jest dla nas rzeczą tak naturalną, że niedługo stanie się umiejętnością wrodzoną, a nie nabytą. Oczywiście sam problem jest bardzo złożony. Myślę, że gdybym zapytał znajomych, co sądzą na ten temat, to wielu zaczęłoby się zapierać rękami i nogami, że dążenie do perfekcji idzie dzisiaj w złym kierunku. Paradoks polega na tym, że tak samo ty, jak i ja, w naszej codzienności staramy się wszystko zrobić perfekcyjnie, czyli bezbłędnie. Popadamy przy tym w bezsensowną sztuczność. Chcemy ukryć coś, co prędzej czy później i tak wyjdzie na jaw, bo nie da się błędów ukrywać w nieskończoność.

Błędy można poprawić zmazywaczem

Temat błędów jest bardzo obszerny, ale ja chciałbym się dzisiaj skupić na jednym, niezwykle ważnym przedmiocie, który w szkole pomaga nam te błędy przezwyciężać. Tym przedmiotem jest oczywiście zmazywacz!

Zmazywacz stał się takim nieodłącznym przyjacielem każdego ucznia. Nie chcę powiedzieć, że najlepszym, ale chyba niewiele mu do tej roli brakuje. Towarzyszy dzisiaj uczniom na klasówkach, sprawdzianach, a nawet podczas pisania prac domowych. Podczas pisania prac domowych! Być może domyślacie się już, co chcę wam dzisiaj powiedzieć. 

W podstawówce rodzice bardzo mocno chronili mnie przed kontaktem ze zmazywaczem. Oczywiście jak na typowego ucznia przystało, mocno się o to wściekałem. Nieraz bywało tak, że nad jednym opowiadaniem siedziałem do 22:00, bo znowu zdarzył mi się błąd. Tym razem ortograficzny, więc z takim błędem, pracy napisanej w domu nie oddam. Mogłem się wtedy na siebie powściekać, mogłem sobie popłakać, pokrzyczeć, ale pracę i tak trzeba było przepisać na nowo. Dzięki temu teraz wiem jak napisać wyraz rzeżucha. Całe szczęście, że na Komunię dostałem encyklopedię, w której mogłem sprawdzić, jak się ten wyraz pisze. 

W szkole podstawowej nauczyłem się popełniać błędy i nauczyłem się cenić swój czas.

Dziś zmazywacz to standard

Pewnie część z was uważa, że niepotrzebnie się denerwuję jednym, głupim zmazywaczem. W sumie co mnie obchodzi, co wasze dzieci mają w piórnikach, tym bardziej, że nie ja za to płaciłem? Obchodzi mnie przede wszystkim dlatego, że jak uczeń przychodzi do mnie na korki (pisałem już o korepetycjach wcześniej), to chcę, żeby coś z tych korków wyniósł (niekoniecznie mój długopis). Może jestem naiwny, że mi na tych uczniach tak zależy, ale czasami te korki są jedyną szansą na to, żeby uczeń cokolwiek załapał.

Dlaczego tak bardzo denerwuje mnie zmazywacz?

W zeszłym tygodniu na zajęciach miałem dodawanie i odejmowanie z przekraczaniem progu dziesiątkowego. W sumie niby taka prosta i przyjemna rzecz, ale jak się okazało, też może sprawiać wiele trudności. Na początku poszło pytanie: Ile mi zostało z tych dziesięciu? Potem następne: Ile jeszcze muszę dodać? 
W końcu powiedziałem: Licz i spróbuj sam. I teoretycznie wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że po drugim skreśleniu przykładu i zmazaniu już napisanego przykładu nie zmażesz. Błąd zostaje i nawet zmazywacz teraz już nie pomoże.

  • No i co teraz? Usłyszałem.
  • Nic. Skreśl to i pisz dalej, a na następne zajęcia przychodzisz bez zmazywacza.

Nie usłyszałem sprzeciwu. Zamiast tego zobaczyłem tylko spuszczoną z rozpaczy głowę, ale jakoś specjalnie mnie to nie ruszyło. Na następne zajęcia ten sam uczeń przyszedł już bez zmazywacza. 
Po tej lekcji zacząłem się zastanawiać nad tym: Jakie mam prawo wnikać w to, co uczniowie przynoszą na zajęcia ze mną? W sumie to żadne, bo to nie moje przybory, ale skoro lekcje są płatne, to może jednak warto by było, żeby dziecko nie przychodziło z podejściem: „Ja płacę i ja wymagam”?

Nie wszystko da się zmazać, wymazać, skreślić

Czego dziecko uczy się, używając zmazywacza? Właśnie tego, że wszystko można poprawić i napisać jeszcze raz, bez żadnych konsekwencji. Tylko że w życiu to tak nie działa. W życiu każde nasze działanie, każda decyzja niesie za sobą konsekwencje, z którymi musimy się zmierzyć. Możliwe, że zmazywacz nie jest idealnym przykładem, ale jest jedną z możliwości pokazania dziecku, że najlepiej jest się uczyć na własnych błędach.