Ty też masz w sobie coś z Janusza

Od jakichś dwóch miesięcy mój blog nie przypomina treścią ani trochę bloga edukacyjnego, a już na pewno nie takiego gdzie żywo dyskutowałoby się o tematach związanych z niepełnosprawnością. Zresztą znam dużo lepsze miejsca od tego na taką dyskusję jak na przykład blog Renaty. Do tego zrobiłem sobie dwumiesięczną, wakacyjną przerwę, podczas której zamiast się obijać i odpoczywać na studenckich wakacjach pojechałem do pracy nad morze. I tam właśnie spotkałem typowego Janusza i moje życie już nigdy nie będzie takie samo, bo wiem, że…

Ty też masz w sobie coś z Janusza

Możecie się śmiać z tego tekstu, ale mentalność typowego Janusza biznesu nie wzięła się znikąd. Nie została wyssana z palca, ani też wyciągnięta żywcem z książki dla dzieci. Mentalność typowego Janusza biznesu budowaliśmy sobie przez lata, kiedy to, co moje było lepsze i kiedy rzeczywiście mnóstwo rzeczy w domu robiło się samemu. Nie chodzi mi tutaj już tylko o szynki i kiełbasy, ale chociażby o zwykłe zabawki dla dzieci.

Niby to taka prosta rzecz, ale kto dzisiaj robi z dziećmi w domu różnego rodzaju kukiełki, pacynki czy maskotki? No właśnie… W moim domu też się ich już nie robiło, bo to wymaga czasu. Inna sprawa, że wymagania dzieci dzisiaj są coraz większe i sztuką jest dziecko taką pacynką zainteresować.  Nie na pięć minut i nie na 10, ale na tyle, żeby dziecko samo chciało się tą rzeczą zainteresować. Oczywiście będąc w domu, to wcale nie jest takie proste, bo pranie, sprzątanie, gotowanie, jedzenie… a dziecko czeka na rozwój wydarzeń i jego kreatywności. Jak nie dostanie tego w domu, to znajdzie sobie gdzie indziej.

Jak mentalność Janusza pobudza dziecko do działania

Na przykład u kolegi, czy koleżanki dwie klatki dalej i potem zacznie Ci drogi rodzicu, suszyć głowę, żebyś kupił, żebyś kupił! To akurat jest jedna z tych lepszych opcji, bo co jeśli niespodziewanie zabraknie ci w domu mleka i będziesz musiał/a pójść z dzieckiem do sklepu? Wtedy na pewno na mleku się tylko nie skończy, a dodatkowo wyniesiesz z tego sklepu batonika, czekoladę, samochodzik, albo lalkę. Dla swojego dziecka oczywiście. No chyba że…

Jesteś typem rodzica, który twardo trzyma się swojego zdania, który jak powie, że nie kupi, to nie kupi, a szmacianki też nie zrobi w domu, bo nie potrafi. Chwała ci za to, ale nie łudź się, że masz problem z głowy, bo na 100% na swojej drodze życia spotkasz jeszcze kiedyś studentów! Studentów, którzy może będą grali na instrumentach. Może będą amatorsko tańczyć, będą tworzyć przedziwne postacie z balonów, albo będą przebrani za postacie z bajek, żeby twoje dziecko mogło sobie z nimi zrobić zdjęcie. Tylko że oczywiście nic za darmo…

Jak rozpoznać typowego Janusza?

I właśnie wtedy, nawet nie wiesz jakim cudem, obudzi się w Tobie typowy Janusz Biznesu który powie:

„Chodź już, nie mamy czasu!”

„Nie dotykaj, nie wolno”

„To nie jest do zabawy”

„To bardzo proste, zrobię ci taką zabawkę w domu”

„Idź zrób sobie zdjęcie z minionkiem. To za darmo”

No co tu dużo pisać, taki typowy Janusz, która ani sam się nie rozerwie, ani dziecku na to nie pozwoli, bo przecież…

„Nie mam pieniędzy”

„To za drogo kosztuje”

„Sam mogę w domu coś takiego dla Ciebie zrobić”

„A tak poza tym, to po co Ci to zdjęcie?”

I na koniec najgorsza wersja Janusza, który zostawi Ci dziecko do zabawy na godzinę, czy więcej, a potem odejdzie nawet bez słowa „Dziękuję!”

No jak tu wytrzymać z takim człowiekiem. Nie dość, że sam jest marudny, to jeszcze dziecku odbiera radość z zabawy a młodym ludziom prawo do pracy.

I wiecie, nie miałbym nic przeciwko takim zachowaniom, gdyby rzeczywiście taki Janusz zobaczył na czym zabawa polega, zapytał się czy, albo ile to kosztuje (bo kosztuje na pewno). I na końcu zapytał, czy jest jakiś domowy sposób na zrobienie wystrzałowego świetlika, uszycie pacynki, czy stworzenie z balonów Scooby Doo (No chyba że naprawdę mamy dziś na świecie tylu ludzi renesansu). Tylko że wtedy Janusz, nie byłby już Januszem i ten wpis by nie powstał.