Przecież to wszystko trzeba będzie potem posprzątać!

Jak wiecie albo i nie wiecie, mam zamiar w tym roku akademickim, ukończyć kolejne studia. Tym razem pedagogiczne. Zarówno plusem, jak i minusem tych studiów jest fakt, że spotykam tam ogromną ilość kobiet (niektóre z nich znam nawet osobiście). Nie ma w tym oczywiście nic zaskakującego, ale jest coś, co mnie przeraża… Nie, nie są to same kobiety, ale raczej ich reakcje na myśl o niestandardowo przeprowadzonych zajęciach. Pisząc o niestandardowych zajęciach, mam na myśli jakąś inną formę aktywności niż większość z nas zna ze swojej szkoły. To może być inna forma codziennych zajęć np. przeprowadzona na zewnątrz (o ile jest dobra pogoda). Może to być także inne zaaranżowanie przestrzeni sali. Przychodzi mi też do głowy kilka pomysłów na przeprowadzenie zajęć z wykorzystaniem różnych ziaren, ale nawet nie wiem, czy mam kontynuować tutaj tę myśl. Dlaczego? Raz na zajęciach podałem taką kreatywną propozycję na forum grupy i w zamian usłyszałem od koleżanki…

 

„Przecież to wszystko trzeba będzie potem posprzątać!”

Usłyszałem to i od razu mnie zbiło z nóg, pomimo tego, że siedziałem na krześle. Wcale nie dlatego, że nie lubię sprzątać, ani dlatego że mam z tym problem, bo jeśli się chce, to każdy problem można pokonać. Moja koleżanka chyba nie chciała go pokonywać. Nie chciała też wykazać się odrobiną kreatywności, bo ważniejsze było to, że trzeba będzie posprzątać… A cała sprawa dotyczyła mandali. 

Mandala to rysunek na planie koła, technika plastyczna stosowana w pracy zarówno z dziećmi, jak i dorosłymi. 

W kulturze zachodu mandala została spopularyzowana za sprawą słynnego szwajcarskiego psychoanalityka i psychiatry Karola Gustawa Junga. Dostrzegł on terapeutyczne działanie mandali, która wykonywana spontanicznie odzwierciedla stan psychiczny autora. Tworzenie mandali pomaga w odzyskaniu równowagi i harmonii wewnętrznej. [przypis]

W przypisie jest przykład tego, jak wygląda taka mandala na obrazku i na papierze, tylko że papier w formie kartki A4 zaczyna być dla dzieci nudny… Przecież praktycznie każdą pracę plastyczną wykonują na kartkach rysunkowych bloku A4. No ile można?! 

Alternatywnie i kreatywnie mandalę można wykonać na przykład na folii malarskiej albo na papierze szarym, zwanym też inaczej pakowym. Do wypełnienia takiej mandali można użyć nie tylko farb czy kredek, ale też na przykład różnych ziaren (maku, kaszy, ryżu itd.). Tylko że ziarna się wszędzie sypią i rozsypują, więc generalnie jest problem… bo to wszystko trzeba będzie posprzątać. Problem, który leży w nauczycielu (w tym przypadku w nauczycielce), do tego przyszłym nauczycielu. Młodym, ambitnym, wykształconym…, ale nie popadajmy od razy w stereotypy. Przecież nauczyciele w naszych szkołach, ci z wieloletnim stażem też byli kreatywni tylko trochę inaczej. 

Kreatywność to wyjście poza schemat

Tylko że szkoła jest pełna schematów. Schemat wstawanie, schemat siadania, schemat ustawionych ławek w klasie i schemat dzwonków co 45 minut. To jak w tej rzeczywistości uczniowie mają się wybić poza schemat? Biorąc pod uwagę dzisiejszy temat, to może powinny się nauczyć sprzątać jakoś inaczej niż zwykle? Na przykład przy śpiewając piosenkę, której się ostatnio nauczyli? 

To była pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy po 23:00 słuchając VentunoTV na Youtubie,więc jeśli macie swoje propozycje to piszcie śmiało. Ja tymczasem wrócę do sprzątania, dziś nietypowo rękami i nogami.

Posprzątać można rękami, więc i malować można rękami

To, co jeszcze mnie nurtuje w naszej edukacji to fakt, że zbyt rzadko łączymy ze sobą wiedzy z różnych dziedzin. Pamiętam, że w szkole zamiast sztuki, miałem osobno plastykę i osobno muzykę. Dziś na szczęście dzieci w szkole słuchają podczas wykonywania prac plastycznych, piosenek których uczyły się już wcześniej, ale tak się zastanawiam… Czy plastyka nie mogłaby być arteterapią?

Nie, bo trzeba będzie więcej sprzątać…

W czerwcu skończyłem kolejny kierunek związany z edukacją osób niepełnosprawnych. Nie oznacza to wcale, że czuję się w pełni kompetentny w tym zakresie, bo do tego potrzebne są lata, a nie miesiące. Mimo to połączenie tamtych studiów i obecna  magisterska uświadomiły mi, że przecież helooł… Te rzeczy się ze sobą mogą i powinny łączyć, a jakoś w szkole tego nie zauważyłem. No chyba, że…

Może zapytajcie swoje dzieci czy na plastyce w szkole malowały cokolwiek rękami albo stopami? Mogę się mylić, ale stawiam hipotezę, że nie, bo to wszystko trzeba będzie potem posprzątać…

 

  • W szkółce moich dzieci – wiejskiej i małej – widzę jak bardzo wszyscy starają się właśnie wychodzić poza szablon. Są lekcje wyjściowe czy wyjazdowe, eksperymenty, ławki ustawiane są na różne sposoby, a nie w rzędach. Mandali nie robili, ale już prace z nitkami czy ziarnami widywałam. Dziwi mnie jedno: czemu dzieci nie mogą sprzątać? Przecież to też część nauki!

    • Jak widać wielki świat nie zawsze przynosi tyle korzyści ile byśmy chcieli. Wiejska szkoła, inne pieniądze, inne możliwości. Zawsze podziwiałem jak pięknie wyglądają szkoły na wsiach i tego mi w mieście bardzo brakuje.

      Chociaż nie można generalizować, że tylko szkoły na wsiach wyglądają pięknie. Niemniej jednak wiejskie tereny dają dużo możliwości „z natury” które dobrze jest wykorzystać. W szkole zawsze chciałem żeby lekcje były ciekawe i tak jak piszesz: jak się chce to można. Można się uczyć i z książek i przez doświadczenia. A samo sprzątanie to też doświadczenie; życia przede wszystkim 🙂

  • Mandali nie polecam – ogólnie opieranie się na elementach terapii Dennisona pożytku nie przynosi, nawet jeśli jest popularyzowane przez innych myślicieli 😉 co nie zmienia faktu, że tekst „przecież trzeba będzie posprzątać” mnie przeraził 😀

    • Działanie terapeutyczne może i rzeczywiście jest znikome, ale mandali można też używać pobudzając kreatywność dzieci. Można też wykorzystać niestandardowe narzędzia do tworzenia mandali jak przeróżne ziarna, piasek, ziemię. Sam fakt wykorzystania takich przedmiotów już pobudza nieszablonowe myślenie, którego w szkole nadal brakuje 🙂

      A sprzątanie nie musi być wcale przerażające 🙂

  • Zdarzało mi się prowadzić warsztaty artystyczne dla dzieci i naprawdę dla mnie nigdy było problemem to, że sobie łapy pobrudzą i narobią bałaganu, zaganiałam je zresztą potem do sprzątania;) Robiłam z nimi różne rzeczy, m.in. masę solną, dekupażowanie butelek, malowanie. Nie ma bata, żeby się nie nabrudziło.

    • Jak będziesz jeszcze kiedyś takie warsztaty przeprowadzać to poproszę o zaproszenie do udziału. Mogę robić za dziecko i oczywiście ładnie posprzątam 😀

      Nabrudzić przy dekupażu na pewno się nabrudziło, ale ta technika jest tego warta!

  • Najlepiej sprzątanie obrócić w zabawę 🙂

    • Od razu mieszkanie jest przyjemniejsze i świat jakiś mniej złośliwy 🙂

  • Będąc z dziećmi na imprezie urodzinowej i patrząc na leniwie sprzątającą animatorkę, która jeszcze (chyba z żalu za to zadanie) pokrzykuje na dzieci, wiesz co zrobiłam? Więcej tam nie poszłam. Nie cierpię sprzątać, ale mam świadomość, że im bardziej brudząca zabawa tym lepiej rozwija, i uspokaja pociechę. No i ta świadomość zarówno w roli rodzica, jak i nauczyciela/animatora godnego polecenia i zapamiętania, powinna zwyciężać

    • Też bym tak zrobił na Twoim miejscu. Jak byłem w wakacje w pracy to też spotykałem różnych ludzi, którzy teoretycznie mieli być atrakcję turystyczną i zabawiać ludzi a czasami po prostu byli tam tylko dla kasy. Nie powiem: każdy ma prawo do zmęczenia ( a tu jeszcze potem trzeba posprzątać), ale szczególnie w pracy z dziećmi, wymagane jest zaangażowanie przez cały czas.

      Pamiętam u siebie takie chwile kryzysu w pracy i to wcale mnie w tym momencie nie bawi. Mam dzięki temu jednak większą świadomość, że praca z drugim człowiekiem (szczególnie z dziećmi) to nieustanna praca nad sobą.
      Życzę Ci, żebyś spotykała kreatywnych ludzi na swojej drodze 🙂

  • Uderzyłeś w cały system polskiej edukacji 😀 Ponieważ nauczanie jest moim powołaniem, nienawidzę bylejakości – zawsze wyobrażałam sobie (nie wiedzieć czemu) studia jak te amerykańskie, gdzie nauczyciel jest naprawdę mega zaangażowany, angażuje uczniów i razem odkrywają nieznane lądy , bez żadnych ograniczeń – sama wprowadziłam ten system do mojego nauczania ; nie było dla mnie problemu, by wyjść ze studentem/ami na zajęcia językowe na kawę i mówić tylko w obcym języku, albo zaaranżować im rozmowę w obcym języku z obsługą lotniska zagranicą – i dla mnie to był standard. Kiedy znajome lektorki zobaczyły takie dziwactwo, zapytały „Chce ci się??!” .
    …. A potem niespodziewanie przejęłam ich grupy firmowe, które chciały lektora, który nie spędza 60 min. z nosem w książce.

    • Ostatnio ten system sam w siebie trochę uderza. A ja…piszę tylko o tym czego doświadczam lub doświadczałem. Niestety studia (w praktyce) nijak mają się do rzeczywistości a skończyć je mogą nawet Ci, którzy nie czują w sobie powołania do tej pracy. Tylko pytanie po co? Skoro do końca życia mam pracować w tym zawodzie to niech to będzie coś co naprawdę sprawia mi radość, coś co czuję i coś co sprawi, że ludzie będą widzieli, że nie jesteś/em np. Pedagogiem z przypadku.

      I może rzeczywiście samo sprzątanie nie należy do najprzyjemniejszych czynności, ale jeśli te wszystkie „dziwactwa” dają efekt, to może warto to robić. Może nawet warto potem posprzątać 😉

      • …..”samo sprzątanie nie należy do najprzyjemniejszych czynności, ale jeśli
        te wszystkie „dziwactwa” dają efekt, to może warto to robić. Może nawet
        warto potem posprzątać ;)” i powie Ci to każdy pasjonata motocykli ;-p

        • Myślę, że nie tylko każdy pasjonat motocykli, ale w ogóle każdy pasjonat 😉

  • Bardzo podoba mi się takie coś jak niestandardowe akcje, pomysły, inicjatywy. Uwielbiam ludzi, którzy wychodzą z własnymi inicjatywami, a nie siedzą w kącie i narzekają 🙂 Zgadzam się więc, że kreatywność to wyjście poza schemat 🙂

    • Nie zawsze tak było, ale jeśli mój przyszły zawód określa się jako „zawód z misją” to tutaj nie mam miejsca na przypadek. Jest za to miejsce na kreatywność i z tego co widzę jest tego miejsca bardzo dużo 🙂 Zatem czas przełamać schematy 🙂

  • Smutne 🙁 Człowiek by liczył na to, że razem z młodością kolejnych adeptów będzie w parze szła „postępowość” (czyt. większe rozpasanie kreatywności) a tu… cytując byłego ministra… „ch…, dupa i kamieni kupa” 😉

    • Tak jak teoria nie zawsze idzie w parze z praktyką, tak też młodość nie zawsze równa się kreatywność. Postęp w edukacji też jest dzisiaj inaczej mierzony 🙂

  • Kreatywność to coś co jest potrzebne w moim zawodzie, dlatego tym bardziej mi się podoba 🙂 A tak w ogóle – kapitalny wpis 🙂

    • Na szczęście Twoje Doodle przykuwają uwagę. Przynajmniej moją przykuły, więc mogę Ci pogratulować. No i chyba przydałoby się jeszcze, żeby ta nasza kreatywność nie została kiedykolwiek zgnieciona.

      ps. Dzięki 🙂

  • Odwieczne zdziwienie „Bo inni są inni…” („niż ja”, lub „od tego jacy chcialbym, żeby byli”)…
    Bierz to na klatę i rób swoje! Zmienianie świata zawsze zaczyna się od nas samych 🙂

    • Ja mam wrażenie, że bardziej „Tacy jak ja są inni…”, ale na to nie mam wpływu, albo bardzo niewielki. Mam za to wpływ na siebie i nie zamierzam się tak łatwo poddawać 🙂

  • Szkoły w tej sprawie pewnie się nie zmieni, nawet przez lata. Można jednak starać się zmienić rodziców, aby bardziej kreatywnie podchodzili do zabawy z dziećmi. Potem jakoś się to posprząta. 😉

    • Szkoły całej nie, ale nie widzę problemu, żeby zarówno rodzice jak i nauczyciele poczuli w sobie potrzebę zmiany, chociaż to będzie dłuuugi mozolny proces 🙂

  • Nie chcę pluć we własne gniazdo, czy jakoś tak, ale niestety z moich obserwacji wynika, że kobiety mają większe problemy z kreatywnością. Taką właśnie kreatywnością pełną gębą. Nie mówię, że wszystkie kobiety oczywiście, ale np. w pracy wolę z tego względu pracować z mężczyznami. Dura lex, sed lex 🙁
    No i środowisko nauczycielskie też średnio kojarzy mi się z kreatywnością. Chyba tylko jednego nauczyciela (biologi) miałam prawdziwie kreatywnego. Co nie zmienia faktu, że nie warto się zrażać – rób swoje, jeśli czujesz, że to będzie dla Ciebie dobre 😉
    A propos plastyki, moja siostra kończy właśnie ASP i prowadzi zajęcia z niewidomymi. Rozwaliło mnie jaką niewidomi ludzie mogą mieć kreatywność mimo braku kluczowego zmysłu – zdjęcia ich prac mnie rozwaliły :O

    • Możliwe że to kwestia problemów z kreatywnością, ale możliwe też że to bardziej problem z dokładnością. Ja na studiach rzadko kiedy trzymam się dokładnie tego co mam w prezentacji i co jakiś czas przez to muszę na nią zerkać 😀
      Widzę jednak że mamy podobne doświadczenia, choć nie chodziliśmy do jednej szkoły, bo ja też pamiętam tylko jednego takiego nauczyciela (uwaga!) z matematyki. No, ale skoro był ten jeden, kreatywny nauczyciel, to znaczy że jednak można! Ta, też zamierzam tego dokonać 🙂

      ps, Chętnie zobaczyłbym choć jedną taką pracę 🙂

      • Powodzenia! 🙂

        Uśmiechnę się do siorki, żeby mi wysłała fotkę 😉