Przecież też przyjechałeś tu do pracy

Generalnie lubię pracować z ludźmi, choć muszę się wam przyznać, że nie zawsze jestem w stanie ich zrozumieć. Nie zawsze poznaję pobudki, którymi kierowali się, wybierając ten kierunek studiów, czy tę aktywność. Do tego zawsze byłem przekonany, że jeśli wybierasz dany kierunek studiów, czy ubiegasz się o pracę, to powinna Cię ona choć trochę interesować, no bo inaczej to nie ma sensu. Ani ty nie będziesz szczęśliwy, ani też ludzie, którzy będą z Tobą mieli kontakt. 

W pracy na etat ma to ogromne znaczenie, ale w pracy dorywczej niewiele mniejsze. Może i moje dwumiesięczne doświadczenie to nie jest najlepszy przykład w całej blogosferze, ale jaki mam to wam dam. A przykładów ludzi, którzy przyjechali na miesiąc, czy dwa do pracy i zachowują się, jakby pozjadali wszystkie rozumy, widziałem przez wakacje na pęczki. 

Dwie grupy ludzi których spotykamy w pracy

Ten podział jest bardzo prosty i uważam go za jedyny skuteczny w dobieraniu sobie dobrych znajomych w pracy. W pierwszej grupie są ci, z którymi się dogadasz a w drugiej ci, z którymi to nie przejdzie, choćbyś nie wiem jak bardzo tego chciał. No po prostu nie ma opcji.  To zachowanie osób, z którymi nie da się dogadać już nawet nie jest denerwujące. To jest po prostu szczyt Januszostwa, a takich szczytów też próbowałem pokonać kilka. No i niestety nie zawsze mi się to udawało. 

Nie potrafiłem się z ludźmi zawsze dogadać głównie dlatego, że pracowałem w street arcie, który rządzi się własnymi prawami. Na przykład takie bardzo powszechne prawo, to prawo pierwszeństwa. Kto pierwszy zaklepie sobie miejsce i się rozstawi, ten wygrywa. A wygrywało się głównie większą kasę z dniówki, więc było o co walczyć. No więc idę sobie ze współtowarzyszem na miejsce pracy, przebieram się ładnie za maskotkę i po godzinie co? Ciśnienie podniesione do takiego poziomu, że żadna melisa nie pomoże. Otóż kilka metrów obok staje kolejna maskotka i to jeszcze dokładnie ta sama. 

Podchodzę więc do człowieka i się kulturalnie pytam, czy może się przenieść w inne miejsce, bo ani on, ani ja nie będziemy mieli z tego pieniędzy. Na co ten odpowiada, że się nie przeniesie, bo nie. No i nie pogadasz: przeniesiesz się, to stracisz klientów. Można by zrobić małą awanturę, ale jakby to wyglądało, jakby najmilsza postać z bajki zaczęła się na środku ulicy awanturować? No słabo…

Na szczęście w street arcie też czasami pracują ludzie

Choć to, co teraz napiszę może wydawać wam się dziwne, to czasami naprawdę łatwiej jest się dogadać ze śmiercią, niż z drugim minionkiem. No wiecie, konkurencja od razu rodzi hejt i chęć wygarnięcia maskocie, że skoro się śpi do 12, to do minimum przyzwoitości należy zwinięcie się i poszukanie innego miejsca. Niestety typowy Janusz biznesu tego nie zrozumie i jeszcze stanie obok Ciebie, że niby jest twoim przyjacielem. Szkoda tylko, że kasą się nie podzieli.

Miałem też przyjemność pracować obok kolegi przebranego za śmierć i choć brzmi to śmiesznie, to właśnie śmierć sprawiała najmniej problemów. Nie dość, że kolega potrafił się przesunąć trzy metry dalej, to jeszcze zawsze wołał: Jak się masz Minionku?! Myślicie, że ludzie od tej przebranej śmierci uciekli i przyszli do minionka? Wcale nie! 

Ci, którzy chcieli mieć zdjęcie ze śmiercią poszli do śmierci a ci, którzy chcieli z minionkiem poszli do minionka. Proste. Byli te tacy, którzy najpierw robili zdjęcie z minionkiem, a potem ze śmiercią, albo na odwrót. I biznes się kręcił i każdy był zadowolony? Można? Można!

Jak widać, bycie Januszem biznesu nie zawsze się opłaca. Czasami lepiej zostać człowiekiem-nawet w maskocie 🙂

  • To faktycznie bezsensowne zachowanie, jak stoją obok siebie dwie takie same postacie. Nie wiem co ten koleś myślał, że zaraz Cię rozbolą nogi i znikniesz?

    • Myślał, że skoro zapłacił za miejsce i sprzedaje zdjęcia, to ma prawo mnie z tego miejsca wykopać. Moje nogi były bez znaczenia 😀

  • A gdybyście połączyli siły i kasą podzielili się na pół?

    • To by nie było głupie, gdyby rzeczywiście razem można było zarobić dwa razy więcej, ale realnie to mało opłacalny biznes. lepiej rzeczywiście jest się dogadać 🙂

  • Jak obserwuję ludzi na takich akcjach w plenerze to często dochodzi do powtarzającej się sytuacji. Im bardziej nachalna „maskotka” tym mniejszy odnosi sukces. Niestety spora część osób tego nie rozumie.

    • Nie wiem na czym dokładnie polega ten trik, ale tak właśnie jest. Możliwe, że to kwestia niezrozumienia idei, ale w gruncie rzeczy i tak jak już ktoś cię nie zbluzga, nie skopie i nie uzna tylko i wyłącznie za atrakcję turystyczną, to już jest dobrze.

  • malamiiiiiiiii

    Hej Narwany! 😉 W pełni się z Tobą zgadzam w kwestii podejścia niektórych ludzi d pracy z innymi… Januszy biznesu spotkałam w swoim życiu naprawdę wielu…….
    Ale ten street art pobudza moją wyobraźnię ;)) podzieliłbys się może z jakimiś filmikami z tej pracy? Ja bym chętnie zobaczyła jak to wyglądało. 😉 Tym bardziej, że to Minionek, których jestem fanką!!! 😀

    • Ja jestem pewien, że wielu takich Januszy jeszcze na swojej drodze poznam, wiec trzeba się jakoś uodpornić. Na priv napiszę Ci bardzo chętnie więcej o tej pracy 🙂

  • No pewnie, że można, ale nie każdy rozumie, że biznes i konkurencja to zysk dla obydwu stron? Wystarczy stosować zasady fair play…

    • Jednak dla niektórych stosowanie takich zasad okazuje się za trudne. Nie tylko w pracy, ale też w życiu i na uczelni.

  • Byłeś minionkiem 🙂 cudowne chociaz chyba wolałabym zdjęcie ze śmiercią 🙂
    A ludzie? Cóz zawsze trafi się jakiś burak 🙂

    • Ja tam nie wiem, bo przy 30 stopniach w cieniu to się przynajmniej pocieszałem, że tej śmierci musi być jeszcze cieplej 😀 Co do ludzi, to dorzuciłbym do buraków jeszcze Januszy 😀

  • whaat? kiedy Ty bawiłeś się w pluszaka?? 😀