Naprawdę musisz mieć to wszystko?

Wakacje już dawno minęły, a większość na nas nie pamięta już co znaczy słowo „urlop”. Skończył się czas letniego wypoczynku, a zamiast niego rozpoczęło się narodowe narzekanie na to, że znowu 1 września, że znowu trzeba zorganizować dzieciom wyprawkę do szkoły, że znowu cały rok człowiek będzie pracował, studiował, uczył się itd., żeby po kilku, wiecznie ciągnących się miesiącach wybrać się na upragniony urlop. Tylko, czy naprawdę żyje nam się tak źle, żebyśmy musieli zaraz po urlopie aż tak narzekać? Czy naprawdę jesteśmy aż tak biedni, żeby co roku po urlopie płakać, ile to musieliśmy wydać na „same potrzebne rzeczy”, żeby móc w domu po tygodniu nieobecności normalnie funkcjonować? Chyba jednak nie, bo przecież idąc do supermarketu po chleb, szynkę, proszek do prania i mydło i tak wychodzimy z całym koszykiem zakupów. Dobrze jak tylko z koszykiem, a nie z wózkiem… 

Niestety samemu ciężko jest sobie to uświadomić, tym bardziej dziś, kiedy zapanowała moda na „koszyk 500+”. Ta liczba wydaje nam się taka oczywista, bo przecież od razu kojarzy się z kwotą 500 złotych. Kojarzy się z pieniędzmi, dzięki którym będzie można kupić wszystko to, o czym do tej pory mogło tylko pomarzyć. Nie wiem, czy z tymi marzeniami żyje się lepiej niż z rzeczywistością, ale wiem jedno: obojętnie ile zarabiasz, na pewno nie jest potrzebne Ci to wszystko!

Tylko 150 rzeczy, które musisz mieć

Tylko 150 niezbędnych do życia rzeczy. Tyle wystarczy Ci, żeby przeżyć i żeby być szczęśliwym, a reszta? Reszta jest tą wycieczką do sklepu, kiedy przyszedłeś tylko po chleb, a wyjeżdżasz z całym wózkiem zakupów. W tej chwili to o czym piszę, wydaje Wam się to pewnie totalną abstrakcją, dlatego właśnie proponuję Wam udział w eksperymencie. Uwaga, bo będzie on piekielnie trudny. Do udziału w eksperymencie potrzebujecie:

  • kartki papieru (tak wiem, że nie używaliście jej ostatnio, bo przecież są drukarki)
  • długopisu (za chwilę mnie znienawidzicie, bo pewnie w chwili, w której go najbardziej potrzebujecie, nigdzie go nie ma).
  • wyobraźni (tylko i wyłącznie tej zdrowej, która pozwoli wam odróżnić to, czego potrzebujecie, od tego co chcielibyście, żeby na tej liście było).

Gdybym był teraz w szkole, a zadanie wykonywaliby uczniowie klasy III, to mogliby mieć zwłaszcza z ostatnim punktem problem, ale wy? Wy poradzicie sobie z tym zadaniem świetnie, prawda? W końcu 150 rzeczy to o 80 za dużo, jeśli uświadomisz sobie, że tak naprawdę to do szczęścia potrzebujesz… No właśnie, czego?

Naprawdę musisz mieć to wszystko?

To pytanie nie daje mi spokoju, odkąd poznałem postać Św Brata Alberta, która dała mi solidnie do myślenia. Brat Albert wspominał o tym, że: „Powinno się być dobrym jak chleb”. W pierwszej chwili miałem taką samą reakcję jak wy, że pewnie człowiek się za bardzo zakręcił w tym wszystkim, bo przecież na świecie jest tyle rzeczy, które są nam przydatne i dobre. Dlaczego chleb? Dlaczego nie karczek, szynka parmeńska, duży Fiat, albo szwajcarski zegarek? Odpowiedź jest szalenie prosta! Nie mając dużego Fiata, też dotrzesz do celu, nie mając zegarka (niekoniecznie szwajcarskiego), też dowiesz się która jest godzina, jeśli tylko bardzo będziesz tego chciał. 

Została nam szynka parmeńska i karczek. Brzmi nieźle prawda? To spróbujcie jeść przez tydzień tylko tą szynkę albo tylko karczek bez chleba. Prędzej czy później będziecie na ten widok wymiotować

Czy naprawdę wystarczy mieć tylko chleb?

Do szynki parmeńskiej najczęściej masz jeszcze w kuchni chleb, karczek z grilla jesz z chlebem, codziennie rano na śniadanie jesz chleb (ewentualnie nie jesz śniadania, choć bardzo dobrze wiesz o tym, że to niezdrowo). Dzieciom do szkoły rodzice robią kanapki z chleba, pierwsza rzecz, o jaką poprosi Cię naprawdę głodny człowiek, to chleb. Pierwsza rzecz, o jakiej spora część z nas myśli po przyjeździe z urlopu, to nie fast food, ale kromka zwykłego chleba. I tak naprawdę, to nie chodzi tu o sam chleb, ale o symbol! Ten symbol ma Ci uświadomić, jak wiele masz i jak niewiele rzeczy tak naprawdę potrzebujesz.  Do takiego wniosku doszedłem, kiedy zamiast dwóch miesięcy wakacji spędziłem dwa miesiące nad morzem, w pracy. Wystarczyło tylko przekalkulować, czy naprawdę muszę mieć to wszystko.

No dobra, to jak tam Wasza lista 150 rzeczy? 🙂

  • Rafau Ikswoktur

    Elegancko 🙂 rozumiem, że to rozpęd przed kolejnymi wpisami. Fragment o chlebie – najlepszy. Najlepiej się czuję jak zostaję z tematem dłużej po przeczytaniu treści. Tak mam teraz. Dzięki!

    • Miałem krótką przerwę, właśnie po to, żeby się teraz rozpędzić. Mam kilka tematów w zanadrzu, więc mam nadzieję, że to będzie rozmach w dobrym, wychowawczym kierunku.
      I ja dziękuję, że mam dla kogo pisać 😉

  • Angelika | myikultura.pl

    Coś wspaniałego w tym fragmencie o chlebie. To takie prawdziwe i takie niedoceniany a wręcz niezauważalne. Genialny wpis, tak trzymaj 🙂

    • Dziękuję za miłe słowa i za udostępnienie 🙂 Prawdę mówiąc, to był ten fragment przy którego pisaniu obawiałem się, że to za niego polecą krytyczne uwagi, ale wygrało serce a nie rozum 🙂

      • Angelika | myikultura.pl

        Mocne słowa zawsze w samym autorze budzą sprzeczne uczucia. No bo co, jeśli się nie przyjmie? To jest nasze „zawodowe ryzyko”, ale to popłaca, bo dzięki temu jesteś autentyczny. Poza tym pokazujesz co jest dobre, uświadamiasz to swoim czytelnikom 🙂

        • To chyba jednak jest ze mną wszystko dobrze 🙂 Wiesz, chyba bardziej boli mnie, jeżeli nie przyjmie się w realnym życiu niż tutaj. Realnie na pewno każdy z nas jest jednak trochę inny niż tutaj, ale tak naprawdę do rzadko kiedy jesteśmy sobą. No na pewno rzadziej niż byśmy tego chcieli. Ja staram się walczyć o dobre nawyki. Ze sobą też walczę 🙂 Dzięki, że tu jesteś 😉

  • Z drugiej strony to na co nam chleb, gdy szwankuje zdrowie – moje, Twoje, najbliższych. To i ta kromka chleba staje w gardle i nie chce przejść dalej 😉

    • Tak, te dwie rzeczy powinny ze sobą współgrać, ale niestety najczęściej zauważamy to co naprawdę dla nas ważne, kiedy tego zdrowia zaczyna brakować a nie wtedy kiedy ono ma się dobrze 🙂

  • Znajdź teraz dobry chleb! ;-p
    150 rzeczy to sporo! Uświadamiam to sobie, pakując się na wakacje. Ale spokojnie znalazłabym – potrzebuję nawet mniej, resztę mam w kompie 😉

    • Już znalazłem. Jest bezcenny, dostępny kiedy tylko tego chcę i jak nie będę miał już nic, to wiem, że zostanie mi tylko On. Z takim w piekarni to już gorzej, ale też daję radę 😀
      Ja planując jednopokojowe mieszkanie zjechałem do 85 🙂

      • O! No i brawo! (co do pierwszej części wypowiedzi :-))

  • Człowieku- jaki chleb? Toż to gluten i jest passe 😛

    • Niestety mam uczulenie na bezgluten odkąd spotkałem w pracy taką jedną koleżankę. „Podobno” była uczulona, ale nawet jej lekarz o tym nie wiedział. Ja nie rozumiem po co tak wybrzydzać 🙂

  • Gdzieś ostatnio obiło mi się o uszy (lub oczy), że średnio posiadamy 1000 rzeczy. To o 850 więcej, niż nam potrzebne. Ale czy to coś złego? Myślę, że nie. Jasne, podstawowe rzeczy pozwalają nam funkcjonować, ale często te pozostałe 850 rzeczy pozwalają nam osiągnąć komfort. Albo wykonywać nasze hobby. I dopóki te 850 rzeczy nas nie dominuje, nie powinniśmy na nie narzekać, a jedynie docenić te 150 trochę bardziej. 🙂

    • Sam mieszczę się w tej średniej i na co dzień nie myślę o tym, że mam zbyt wiele rzeczy w swoim pokoju. Jest dużo takich przedmiotów, których nie używam codziennie a jednak one są. Czy ich potrzebuję tak bardzo? Myślę, że nie, ale świadomość, że użyłem tego przedmiotu miesiąc temu, bo był mi potrzebny w pewien sposób mnie ogranicza.

      Grunt w tym, żeby znaleźć tą granicę, kiedy to już nie jest posiadanie tych 850 przedmiotów więcej dla swojego komfortu, ale zbieractwo 🙂 A ta liczba oczywiście dla każdego jest inna.

  • Trudno byłoby mi ocenić realistycznie co rzeczywiście jest niezbędne, a co nie. Świetny wpis, daje do myślenia. Co do zakupów – sama nieraz zamiast dwóch rzeczy, kupuje 5-6, albo cały koszyk, jak mówisz, ale na szczęście staram się trzymać listy zakupów. 😃

    • Tak naprawdę to przy takich wyborach powinna nam pomóc druga osoba. Ktoś obiektywny, kto powie nam: „Przecież od 2 lat ani razu tego nie używałeś/aś. Po co Ci to?”
      A idąc na zakupy zawsze trzeba uwzględnić te dwie/trzy rzeczy więcej, bo akurat będzie promocja. Tylko niech to będą te dwie/trzy rzeczy a nie dziesięć 🙂

  • Pomijając rzeczy codziennego spożycia (wiadomo, jeść trzeba) to w zasadzie mam już wszytko, co mi do szczęścia potrzebne. Skończył mi się etap „mieć” i wszedłem w etap „przeżyć i doświadczyć”.

    • Jeść trzeba, żeby mózg dobrze pracował. Wybacz, ale w czwartek prowadziłem zajęcia na ten temat 🙂 Myślę, że każdy przechodzi z etapu „mieć” na „przeżyć i doświadczyć”, tylko każdy w swoim czasie.

  • Moim dzieciom wystarczyłyby parówki bez chleba. Ale ketchup musiałby być na drugim miejscu 😉

    • A podobno dzieci to wydatek wysokobudżetowy? 😀 Jednak to prawda, że im jesteśmy starsi, tym mamy więcej potrzeb, ale przede wszystkim więcej wymagań. A gdzie ta radość z parówek i ketchupu? 😉

  • Naprawdę świetny tekst! Ja dziś jem głównie sam chleb, po zatruciu pokarmowym 😉 A tak zupełnie poważnie… mam wrażenie, że jako ludzkość, w pogoni za odhaczeniem kolejnego punktu na naszej liście, zapomnieliśmy o rzeczach ważnych, a prostych. Prostych, czyli takich, które uznaliśmy za stałe, za „zawsze tak będzie”, za „bo mi się to należy”.

    • Mam nadzieję, że jednak na samym chlebie nie poprzestaniesz 😉
      Te proste rzeczy nie wymagają od nas wielkiego wysiłku, więc (dziwne, ale prawdzie) uznajemy, że nie dają aż tyle radości a to bzdura. Jeśli ktoś nie potrafi się cieszyć z codzienności to z niczego nie będzie się cieszył 😉

  • Nawet nie wiesz jak bardzo w czasach mojej podstawówki i liceum uwielbiałem świeży chleb. Zwłaszcza w wakacje to był rytuał. W końcu można było niemal bezkarnie w moim małym miasteczku szaleć z kumplami rowerami do późnej nocy. Gdy tak jeździliśmy często do samego rana to człowiek stawał się głodny. Tym sposobem często odwiedzaliśmy od zaplecza pewną piekarnię i kupowaliśmy bochenek lub dwa chleba prosto z pieca. Ten zapach i chrupiąca skórka – coś nie do opisania!

    • Niestety nie wiem, bo nie było mnie jeszcze wtedy na świecie, mogę się tylko domyślać.
      Pamiętam tylko, że jak jeszcze chodziłem do podstawówki to rodzice zawsze przywozili świeży, chrupiący chleb z piekarni i ten chleb z masłem to było coś pysznego. Teraz chleb jest nawet w marketach, ale to już nie jest ten sam smak ani ta sama radość z jedzenia 🙂