Bez samodyscypliny daleko nie zajedziesz

Jak wiecie, nie lubię czytać postów typu: Co masz zrobić ze swoim życiem, żeby było lepsze. Każdy ma swoje życie, tylko jedno i najlepiej uczy się na własnych błędach. Możesz przeczytać trzy książki miesięcznie z zakresu coachingu, ale jeśli nic z tym nie zrobisz, to na co Ci ta wiedza? Szkoda w takim razie pieniędzy na książki i czasu na czytanie a zmarnować czas można przecież na tysiąc i więcej sposobów. Na przykład skrolując fejsa i lajkując kolejne zdjęcie płynącej wody. Co z tego, że dziesiąte już z kolei? Przecież woda w Bałtyku jest gorsza od tej w Morzu Śródziemnym-zwłaszcza na zdjęciu. Litości…! 

Dwie godziny jazdy w fejsbukowym fotelu a Ty co? Nadal siedzisz w tym samym miejscu, zamiast ruszyć szanowne cztery litery i oznajmić: Jadę nad morze! Najpierw jednak trzeba chcieć, a taka forma samodyscypliny już nie każdemu odpowiada.

Bez samodyscypliny daleko nie zajedziesz

Są ludzie, którzy potrzebują bomby przy dupie, bo inaczej nic z nimi nie zrobisz. Na przykład poprosisz o kawę, a oni przyniosą Ci ją za 20 minut i to jeszcze zimne espresso, a nie zimne latte. Oczywiście, dopóki żyją sobie oni z kaktusem-do tego sztucznym-to nikomu nic nie zagraża. Co innego, jeśli jedziesz do pracy na więcej niż tydzień, pakujesz się w grono obcych Ci osób i na starcie załazisz im za skórę, bo przecież najważniejszy jest czas, który musisz mieć dla siebie. To, że na parkingu czeka już na ciebie kierowca, który ma Cię zawieźć do pracy, albo to, że ktoś po raz 10 spakował za Ciebie rzeczy potrzebne Ci do pracy, nie ma przecież żadnego znaczenia.

Dwa miesiące samodyscypliny i człowiek dostaje szału

W przypadku dyscypliny można dostać szału tak samo jak w przypadku braku dyscypliny. Tak naprawdę jedno się z drugim wiąże. W skrajnej sytuacji może doprowadzić Cię do stanu, w którym masz ochotę rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady, ale przecież nawet w Bieszczadach pieniądze nie rosną na drzewach. 

Nie od dziś wiadomo, że pieniądze i samodyscyplina mają ze sobą dużo wspólnego. Jak zapomnisz zabrać portfela i karty na zakupy, to będziesz musiał nadrobić kilometry. Czasami można zadzwonić do męża, żony, dziecka, ewentualnie psa jak jest dobrze wyszkolony i wtedy ten portfel dostaniesz. Nie każdy jednak ma w rodzinie psa policyjnego i nie każdy nadaje się do pracy w grupie. Dlaczego tak uważam? Bo, żeby pracować w grupie, to trzeba się umieć dostosować do panujących tam zasad. Naprawdę niewielu ludzi to potrafi i ja też w pewnym momencie poległem. Poległem dlatego, że zacząłem dostawać szału, pracując z osobami, których typy opisywałem niedawno. To nawet nie chodzi o to, żeby wyrabiać zawsze i wszędzie 150% normy, ale żeby po prostu być człowiekiem.

Jak działa brak samodyscypliny do bycia człowiekiem.

Denerwująco! Wyobraźcie sobie, że wstajecie rano a z pokoju, w którym nocowaliście nie da się wyjść, bo wszystkie rzeczy blokują drzwi. Wózek przemysłowy zostawiony na środku przedpokoju, załadowany ze wszystkimi rzeczami, które były przydatne wczoraj, ale trzeba je na nowo ogarnąć. Wchodzicie do kuchni, w której od ściany do ściany panuje totalny chaos. Brudne garnki są wszędzie tylko nie w zlewie, rzeczy które powinny być w lodówce są poza nią, a na podłodze pełno wody po ostatniej zabawie bańkami na mieście.

Co to ma do samodyscypliny? We wrześniu pisałem o tym, jak o mały włos nie zostałem bezrobotny na wakacje, a udało mi się w tej pracy zostać tylko dzięki samodyscyplinie. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Dlaczego? Bo poza pracą na mieście było też trochę pracy w domu: sprzątanie, gotowanie, zakupy itd., a na to już nie każdy miał siłę i ochotę. Kończyło się tak, że zanim wyszedłem do pracy, zdążyłem sobie podnieść ciśnienie dwa razy, bo kiedy „x” gotował i sprzątał mieszkanie, to „y” i „z” jeszcze smacznie spali, o godzinie 10! To już nawet nie chodzi o to, że trzeba by było zrobić sprawiedliwy podział obowiązków, ale o to, że skoro ktoś stoi na nogach od 9 i stara się, żeby jakoś to miejsce pracy siedmiu osób funkcjonowało, to można by było mu pomóc??

Lepiej bez samodyscypliny, czy bez szefa?

Usłyszałem kiedyś, że dobry pracownik, to żywy pracownik, wyspany pracownik, a nawet najedzony pracownik. To wszystko jest prawdą, ale mija się z celem, kiedy po prostu Ci się nie chce. Oczywiście w takiej chwili najczęściej w wielkich korpo odpowiednio reaguje Twój szef. Tylko co, jeśli gdzieś nagle wyjechał, albo ma ważniejsze rzeczy na głowie niż motywowanie po raz dziesiąty Grażyny, czy Janusza? Musisz zmotywować się sam, bo szef to nie mama i dopiero w takich momentach okazuje się, czy Ci na tej robocie zależy, czy masz to wszystko i wszystkich gdzieś.