Po co nam autobusy niskopodłogowe?

Do podstawówki przez ponad rok dojeżdżałem pięknym, niebieskim, starym autobusem. Możecie mi wierzyć, albo nie, ale dojeżdżałem przesławnym Ikarusem 260. Barwę i smród tego zacnego pojazdu pamiętam do dziś. Wejście do autobusu było jak wyjście z Narnii – wszystko co piękne zostawało za tobą. Po wejściu do tego środka lokomocji człowiek naprawdę mógł liczyć na na niezapomniane wrażenia typu: trzęsące się od silnika fotele, dziura w podłodze, rozlany, śmierdzący olej silnikowy, albo nawet trunki procentowe, nie nadające się już do ponownego spożycia. 

Ikarus to taki środek lokomocji, który, jak brał zakręt, to całym pojazdem, włącznie z pasażerami. Doświadczyli tego cudownego uczucia zwłaszcza ci, którzy podczas podróży zasnęli. Na 100% obudzili się na pierwszym zakręcie.
Dodatkową atrakcją całej imprezy było wyjście na wpół trzeźwo, po schodach nie jak z autobusu, ale jak z klatki schodowej (chyba nawet w najstarszych kamienicach mają niższe stopnie). A potem sprowadzono do polski autobusy niskopodłogowe i dopiero się zaczęło.

Autobusy niskopodłogowe – czas, start

Autobusy niskopodłogowe, niskopodłogowce, jamniki, solarisy, nazwijcie je sobie, jak tam chcecie. Najważniejsze jest to, że się w końcu pojawiły i że poprawił się komfort jazdy, ale nadal nie dla wszystkich.

Na pewno za nową jakość mogą być wdzięczni wszyscy pasażerowie, ale każdy z nich i tak w jakiś sposób ciągle narzeka. A to za ciasno między fotelami, a to za wąski korytarz do przejścia, czy nawet drzwi, które nie zamykają się już, jak za blisko nich stoisz. Jak w każdym przypadku najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy autobusami nie jeżdżą, a najmniej ci, którzy po prostu jeździć nimi muszą. Oczywiście chodzi mi o osoby niepełnosprawne, na wózkach inwalidzkich. 

Po pierwsze dlatego, że muszą liczyć często na przychylność ludzi, żeby do tego autobusu wjechać. Po drugie dużo zależy od tego, czy autobus prowadzi kierowca, czy owczy samiec.

Po co niepełnosprawnym autobusy niskopodłogowe, skoro mają problem, żeby do nich wejść?

Te wszystkie niskopodłogowce dzielą się na dwa typy: pierwszy typ to ten z bardzo niską podłogą nieposiadający osobnych klap, do wyjazdu dla osób niepełnosprawnych na wózkach inwalidzkich. Drugi typ autobusów posiada trochę wyższe zawieszenie i ma problemy z podjazdem pod sam krawężnik. W tym drugim wypadku kierowca w autobusie ma osobną klapę przeznaczoną do wyjazdu osób na wózkach. Klucz do tej platformy ma niestety tylko on sam. 

Jakiś tydzień temu miałem niesamowitą przyjemność oglądać rzadko spotykane dotąd na Śląsku zjawisko. Kierowca autobusu wioząc osobę niepełnosprawną na wózku inwalidzkim, wyszedł ze swojej wygodnej kanciapy, wziął ten cudowny klucz i odblokował platformę bez żadnego problemu. Stracił na tym maks 2 minuty. Taką samą ilość czasu mógłby stać w korku albo na światłach. Niestety spotkanie takiego kierowcy to w moim regionie zjawisko nadprzyrodzone. 

Być może ten kierowca miał 2 minuty w zapasie. Tego nie wiem i nie przywiązuję do tego faktu większej wagi. Dla mnie liczy się to, że chciało mu się wyjść i tę klapę odblokować bez gadania i upominania. Ktoś mi zaraz pewnie napisze, że jak kolejne studia skończyłem, to się teraz wymądrzam. To nie tak!

Nie chodzi tylko o autobusy niskopodłogowe, ale o ludzką przyzwoitość

Nie chodzi ani o moje studia, ani o autobusy. Chodzi po prostu o to, żeby być człowiekiem. Wystarczy sobie czasami po prostu tylko wyobrazić, że sama jazda na wózku nie jest najłatwiejsza, a co dopiero wyjazd z zatłoczonego autobusu. Samo gapienie się też wcale nie ułatwia sprawy, więc zamiast się gapić zróbmy w takiej sytuacji jakiś pożytek z naszych dolnych kończyn. Niech się na coś przydadzą w tym naszym siedzącym trybie życia.

Chyba nie myślicie, że stare Jelcze zostały zmienione dlatego, że zrobiliśmy się wygodni i leniwi?

  • a może ten podjazd dla niepełnosprawnych mógłby być tak zrobiony, że i bez klucza dałoby się go otworzyć?

    • Tego niestety nie wiem, bo nie jestem inżynierem. Jedyne na czym się skupiam, to na takich rzeczach, które mogą naprawdę dobrze działać, jeśli tylko ludzie wykażą odrobinę chęci i zainteresowania 🙂

  • A wiesz, że ja nigdy nie spotkałam się z tym, żeby kierowca nie otworzył tej platformy? Człowiek, który chce z niej skorzystać wciska guziczek i kierowca wie, że musi wysiąść i ją otworzyć, i już.

    • Najczęściej jest tak jak piszesz, chociaż też spotkałem przypadki spóźnionych kierowców, których nie obchodziło nic poza czasem.

  • Raz widziałam platformę w akcji, zwykle kierowca autobusu po prostu przechyla autobus, bo mają taką maszynerię, że mega mocno pochylają się do krawężnika, przez co fajnie łatwo można wejść.

    • Obydwie opcje ułatwiają ludziom życie. Tak naprawdę, poza nieco negatywnym wydźwiękiem tego tekstu, to cieszę się widząc jak bardzo pomocne nieraz stają się te jamniki 🙂

  • Ja się jeszcze nie spotkałem z przypadkiem, że kierowca platformy nie otworzył, albo nie przychylił autobusu (jeżeli jest taka możliwość). Autobusy niskopodłogowe nie tylko niepełnosprawnych na wózkach są potrzebne, są zbawienne dla ludzi starszych.

    • To po prostu dużo zależy od człowieka, bo choć mamy autobusy niskopodłogowe, to nieraz też widziałem kierowców, który tak nieumiejętnie podjeżdżali pod krawężnik, że równie dobrze mógłby to być Ikarus.

      I takie przypadki też tyczą się tak jak napisałeś, zarówno osób niepełnosprawnych na wózkach, jak i osób starszych.

  • U nas w wawie zawsze pomagają niepełnosprawnym wejść do autobusu. Trzeba być skończonym chamem żeby tego nie zrobić.

    • Nie w każdym przypadku jestem fanem dużych miast,wielkiego rozwoju i całej tej otoczki wokół tego. Jednak w tym wypadku, jest tak jak piszesz, że w wielkich aglomeracjach takie zachowania są już prawie normą.