Nie przeklinam, bo nie lubię

Prowadzę tego bloga z różnym skutkiem od dwóch lat, ale znawcą językowym nigdy nie byłem, nie jestem i nie będę. Nie chodzi mi o to, że nie znam języka polskiego, ale o to, że raczej nikły procent ludzi zna na pamięć cały słownik języka polskiego ze wszystkimi wyjątkami. Dlaczego tak sądzę? Wystarczy popytać swoich znajomych, która wersja jest poprawna: wziąść, czy wziąć? Zanim ta cała dyskusja dobiegłaby końca, to przez pokój przetoczyłaby się fala łacińskojęzycznych epitetów, bo przecież Polacy potrafią dyskutować.  Przepraszam Was bardzo, co ja napisałem? Polacy potrafią dyskutować? Bzdura! Polacy najlepiej na świecie to potrafią przeklinać, dlatego zaczynam się mocno zastanawiać, czy aby na pewno utożsamiam się z tym narodem, z jednego prostego powodu: Nie przeklinam, bo nie lubię!

Nie przeklinam w towarzystwie

Nie ma znaczenia, czy jest to towarzystwo kobiet, czy mężczyzn. Kiedyś spotkałem się z taką teorią, że niby przekleństwa z ust kobiet brzmią jeszcze bardziej wulgarnie, niż wypowiadane z ust mężczyzn. Powiedzcie mi, proszę Was bardzo: A jakie to ma znaczenie! Nie wiem, może kobiety przeklinają płynniej, może z większą gracją, a może po prostu te słowa wypowiadane z ich ust nie brzmią jak przekleństwo, tylko jak miód na czyjeś serce? W takim momencie chyba pozostaje wyobrazić sobie jedno: że ta właśnie kobieta jest, będzie, albo mogłaby być matką Twojego dziecka. 

Z drugiej strony oczywiście jest mężczyzna: ten, który jest głową rodziny, więc musi być silny i męski. Pytanie tylko, czy męskość tkwi w sile głosu i tym, jakiej ilości i jakiej jakości wulgaryzmów się użyje. Pod tym względem zawsze byłem odmieńcem, bo wolałem i nadal wolę się zamknąć niż pierdnąć* jakimś przekleństwem, żeby pokazać, że potrafię! Chyba jedynym wyjątkiem mogłaby być sytuacja, o której pisałem ostatnio, przy okazji szczytu gimnazjalnego. Tam nikt nie przebiera w słowach, a kury sypią się jak z rękawa, tylko nie od nauczycieli. Oni przecież nie mogą przeklinać, bo są wzorem do naśladowania, z którego ponad połowa tych ludzi i tak sobie nic nie robi. Chyba że… zdarzy się jakiś wyjątek.

Durna moda na przeklinanie

Bez powodu, najczęściej w towarzystwie, albo ze zdenerwowania, bo na przykład kawa się komuś na spodnie rozlała. Ja rozumiem, że takie nagłe rozlanie kawy i to jeszcze w dodatku ciepłej może wywołać lekkie poddenerwowanie, ale ono nie sprawi, że kawa znowu znajdzie się w filiżance. Spodnie można zaprać, można zmienić, przebrać się w kąpielówki, ewentualnie kreatywnie w spódnicę. No dobrze, że spódnicą może w przypadku panów przesadziłem, ale to naprawdę nie jest powód, żeby używać słów, których znaczenia i tak nikt nie rozumie. 

Kiedy naprawdę jest powód, żeby przeklinać to wszyscy milczą

W czasie, kiedy ja pisałem ten tekst, mój przyjaciel na swojej tablicy fejsbukowej udostępnił ten film. Po obejrzeniu tego filmu wyjątkowo pozwalam wam przeklinać, bo takiego…zachowania nie można zostawić bez komentarza.

ps. Dla zainteresowanych: film przedstawia obecną sytuację Wenezueli. Podczas Światowych Dni Młodzieży miałem ogromną przyjemność poznać troje młodych, wspaniałych i radosnych ludzi, którzy właśnie teraz walczą o życie.