Jak zniszczyć sobie życie na studiach

Studia to najpiękniejszy, najzabawniejszy i najwspanialszy czas w życiu. Z drugiej strony, jest to czas cudów, bo właśnie wtedy w życiu dzieje się najwięcej rzeczy niemożliwych: ludzie łapią dodatkową pracę, wyjeżdżają studiować za granicę, poznają szaleńców takich jak oni sami, albo nawet większych. Czasami nawet z nudów, decydują się na drugi kierunek. Dlaczego z nudów? Bo na studiach życie toczy się od sesji, do sesji. W trakcie semestru nie dzieje się zazwyczaj nic. Aktywność naukowa spada do poziomu, bliskiemu zera, a ilość zajęć, na które się chodzi (pomijając wykłady, bo i tak siedzą tam tylko jednostki) jest znikomy. To jest właśnie jeden z tych głównych powodów, dla których ludzie decydują się zniszczyć sobie życie i studiować dwa kierunki.

Dwa kierunki studiów i brak życia 

No dobrze, trochę przesadziłem z tym głównym powodem. Poza tymi, którzy się na studiach nudzą, są jeszcze tacy, którzy z pierwszym kierunkiem w 100% nie trafili, ale nie opłaca im się z nich rezygnować, bo przecież są już na drugim roku, bo za chwilę dyplom… No, to wezmę sobie drugi kierunek. Potem okazuje się, że to własnie te kolejne studia były strzałem w dziesiątkę, więc jak widać, czasami ryzyko się opłaca.

Drugą kategorią ludzi (dwukierunkowców) są ci, którzy obudzili się za późno. Nie ma w tym totalnie nic dziwnego. Najczęściej na drugim roku, wszyscy męczennicy, którzy na studiach zostali, orientują się, że rozminęli się z prawdą, że te studia, ten kierunek, jednak nie jest taki interesujący, jak się wydawało, że w dodatku nie daje pełnych kwalifikacji…. (O tym już wcześniej pisałem). Oczywiście, można też rzucić to wszystko w trzy diabły i zostać po kilku, czy kilkunastu latach milionerem, ale bądźmy szczerzy? Kto z was się na to zdecydował? No właśnie!

Życie na studiach zaczyna się…

A na dwa kierunki? Od zeszłego roku, kiedy większość uczelni w Polsce ogłosiła, że można je studiować bezpłatnie, a studenci dosłownie oszaleli na punkcie dwóch kierunków. Nadaję się, czy się nie nadaję? To nieważne, bo zawsze z jakiegoś kierunku studiów można zrezygnować. I tak zaczyna się właśnie prawdziwe studiowanie. Mógłbym nawet zaryzykować, że życia na studiach zaczyna się, dopiero kiedy studiujesz na dwóch kierunkach. Pytanie tylko…

Czy warto w taki sposób niszczyć sobie życie?

Może nie całe, ale na pewno te najpiękniejsze lata. Przecież nikt nie powiedział, że trzeba studiować te dwa kierunki naraz. Co w takim razie siedzi w głowie ludzi, którzy się na to decydują? Stalowe nerwy i rozdwojenie jaźni, z którym sobie radzą.

Moja rada jest krótka, ale dobra.  Jeśli chcesz wiedzieć, jak zniszczyć sobie życie na studiach, to wybierz się na dwa kierunki jednocześnie. To wbrew pozorom przecież wcale nie jest taki głupi pomysł. Będziesz studiować tylko rok dłużej (może nawet nie), a przy okazji zyskasz dodatkowy dyplom. Drugi dyplom na studiach zawsze daj wyższe kwalifikacje niż pierwszy, a jeśli nawet uważasz, że tak nie jest, to daje on po prostu inne uprawnienia. Podobno dzięki temu student (absolwent) jest atrakcyjniejszy na rynku pracy (tym dla bezrobotnych też). Podobno, bo przecież i tak nikt nie popatrzy jaką ocenę miałeś z psychologii (ona jest na każdych studiach), ale będzie od ciebie oczekiwał konkretnych umiejętności. To studiowanie dwóch kierunków jednocześnie, na pewno daje. I to jeszcze jakie!

Jak umiejętnie zniszczyć sobie życie i jeszcze na tym skorzystać?

Najważniejsza rzecz, jaką możecie zyskać, studiując dwa kierunki, to wyższe umiejętności społeczne. Uwierzcie mi, że możliwość dogadania się z dwoma grupami, podczas kiedy każdy ma Cię gdzieś (przecież i tak ciągle Cię nie ma na zajęciach) graniczy z cudem. W moim wypadku to jest podwójny cud. Oczywiście studiując w dwóch grupach, poznaje się zazwyczaj więcej ludzi, niż na jednym kierunku, ale lepiej jest ograniczyć się do stałego kontaktu z kilkoma osobami. Jak to mówią: im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. 

Oczywiście możesz też próbować dogadać się z całą grupą, ale wcześniej proszę Cię o wiadomość e-mail z adresem i parafią. Chciałbym, chociaż móc Cię docenić podczas ostatniego pożegnania. 

Pod tym względem najlepiej chyba wspominam gimnazjum, bo mniej, więcej było w klasie tyle samo dziewcząt, co chłopców. W chwili grozy, każdy miał jakąś alternatywę i oczywiście głos rozsądku mógł się skonfrontować z głosem serca. 

Jeśli moje dotychczasowe argumenty jeszcze Ci nie pomogły w podjęciu decyzji, to teraz podam Ci pięć argumentów, które pomogą Ci rozstrzygnąć ten dylemat. Raz na zawsze…

Trzy rady Narwanego, dzięki którym będziesz miał piękne życie na studiach.

Najważniejsze jest to, że te rady są skuteczne tak samo na jednym, jak i na dwóch kierunkach. 

  1. Olewanie zajęć, które mnie nie interesują, wcale nie jest dobre. 

Nawet jeśli masz ten cały IOS (Indywidualna Organizacja Studiów), to najczęściej i tak musisz przedmiot zaliczyć tak samo, jak inni. Musisz napisać kolokwium, zaliczyć efekty, uczestniczyć w jakimś projekcie i zrobić to wszystko, co inni. Problem tylko w tym, że mniej ogarniasz, bo nie ma Cię na połowie zajęć. 

Czy jest na to jakaś rada? Jasne! Musisz przestać się przejmować tym, że masz oblanego kolosa, albo, że zdałeś go tylko na 3.  Ocena w indeksie już jest, to znaczy, że przedmiot jest zaliczony. Reszta zależy tylko do Ciebie, a nie od tej oceny.

2. IOS nie gwarantuje Ci nic!

Im prędzej to zrozumiesz tym lepiej dla Ciebie. Dlaczego piszę, że nie gwarantuje nic? Po prostu nie chcę, żeby ktoś się rozczarował tak mocno, jak ja. Przy IOS’ ie każdy wykładowca sam ustala z Tobą warunki i termin zaliczenia. Jeśli stwierdzi, że pomimo IOS’a masz chodzić na jego zajęcia, to nie masz nic do gadania. Ba! Każdą nieobecność na IOS’ie będziesz musiał odrobić po zajęciach. Papier w takiej chwili ma znikomą wartość, bo wykładowca, to wykładowca. To On tu rządzi, a nie Ty, więc jeśli zależy Ci na zaliczeniu, to się podporządkujesz. Nawet za cenę 150% na zajęciach. 

3. Kilka przedmiotów więcej na pewno Ci zaszkodzi.

Jak nie na zdrowie fizyczne, to psychiczne. Nie na każdej uczelni przepiszesz sobie angielski ogólny, jeśli wcześniej miałeś angielski zawodowy. Czasami zdarza się nawet tak, że miałeś przedmiot o szerszej tematyce, np: Diagnostyka i terapia pedagogiczna, a teraz masz tylko terapię pedagogiczną. Dla mnie logiczne jest, że dobry terapeuta stawia odpowiednią diagnozę, ale… Jak chcecie, to możemy sobie tutaj trochę na ten temat podyskutować.

Jest jeszcze jedna sprawa, o której zapomniałem: dwóch wykładowców z tego samego przedmiotu. Jeśli w jakikolwiek sposób Ci dwaj nauczyciele nie potrafią się ze sobą porozumieć, to wiedz, że będziesz musiał chodzić znowu na ten sam przedmiot. Lepiej się z tym pogódź. 

Życie na studiach wyznacza i tak sesja

Aha! Zapomniałem! Ten magiczny IOS na dwa kierunki, przy sesji i tak niewiele daje, a przed sesją nie daje nic, poza tym, że możesz sobie ustalić z wykładowcą inny termin zaliczenia. Najczęściej jednak wygląda to tak, że przekładasz egzamin na inny termin, w którym też masz już egzamin, tylko na szczęście, na inną godzinę. 

Złota rada: Jeśli nie masz nerwów ze stali, nie wybieraj się na dwa kierunki. Jeśli jednak popełniłeś już ten błąd, jedyne co może Cię uratować to chillout i jeszcze więcej szczęścia. No dobrze; rozum na studiach też się przydaje, ale wartość tej przydatności, co chwilę jest inna 🙂

  • A gdzie jeszcze 2 rady? 😉

    PS Znam takich, którym do zniszczenia sobie życia wystarczył jeden kierunek, 😉

    • Niektórzy niszczą sobie życie nawet bez studiów 😉

      • To też prawda, ale ograniczyłem się do pewnej bliskiej mi z doświadczenia, grupy ludzi 🙂

      • Na przykład ja 😀 To znaczy, tak myśli moja mama 😉 W żaden sposób nie chcę umniejszać wartości studiów, bo zdobywanie wiedzy jest bez wątpienia super, ale tak patrząc tylko przez pryzmat moich własnych doświadczeń, nie szło mi za dobrze w życiu, gdy studiowałam. Gdy rzuciłam studia, rozwinęłam się przede wszystkim zawodowo. Jeśli jednak ktokolwiek, kiedykolwiek powie mi coś w stylu „nie dam ci awansu na to stanowisko turbo-uber-ultra dyrektora wszechświata, bo musisz mieć studia”, wtedy rozważę powrót na Alma Mater 😉

        • Jeśli ktoś tak powie, to to stanowisko funta kłaków warte nie jest – to wydmuszka.

          • A to już inna sprawa, chyba masz rację 😉

      • Mnie na szczęście jeszcze nie udało się go doszczętnie zniszczyć haha

    • Zmodyfikowałem to. Stwierdziłem, że więcej nie zawsze znaczy lepiej 🙂
      Wiesz…dla mnie jeden kierunek to za mało 🙂

  • Ale jakie zniszczenie życia? O czym w ogóle mowa? Strata kilku lat to jeszcze nie niszczenie. Od studiów mózg się nie niszcz, wręcz odwrotnie.
    Ja sam nie trafiłem dokładnie tam gdzie chciałem. W zasadzie to, co mnie interesuje, pojawiło się dopiero, gdy byłem na 4 roku. Ale nie chciało mi się już przenosić, więc dokończyłem to, co studiowałem, zaliczyłem i wrzuciłem dyplom głęboko do szuflady. 5 lat świetnie się bawiłem, poznałem fajnych ludzi, nauczyłem się rozwiązywać problemy (ogólnie, nie tylko związane ze specjalizacją, którą studiowałem). Miałem kilku kumpli, którzy studiowali na 2 kierunkach i nie narzekali. Może mniej udzielali się towarzysko, ale to już raczej zależy od charakteru. Mój bliski przyjaciel też się nie udzielał, chociaż był tylko na jednym kierunku. Po prostu go to nie kręciło. A tamci skończyli dwa kierunku, mają dwa dyplomy (nie wiem, czy się przydały) i mają świetną pracę.
    Może skoro niszczysz sobie życie, to jednak z innego powodu?

    • Tytuł był prowokacją 🙂 Osobiście uważam, że trzeba po prostu umieć sobie poradzić i być kreatywnym. Jeśli studia są przyjemnością, lub były to też bym ich nie zmieniał, a dokształcić można się zawsze. Trzeba po prostu mieć świadomość, że wybierając drugi kierunek trzeba będzie z jakiejś cześci siebie zrezygnować 🙂

      ps. Za trzy tygodnie dzięki temu podniszczeniu sobie życia będę już specjalistą na papierze 🙂

  • A ja studiowałem jedne kierunek.Nie chciałem sobie rwać głowy na dwa jednocześnie. Nawet jak się pomyliłem i na 1szym roku stwierdziłem, że to jednak nie to…to rok zakończyłem – zrezygnowałem – i podjąłem studia na innym kierunku i to już było to 🙂 a co do wykładów to tak przyznaje się ale nie chodziłem na wszystkie 😛 ale zawsze wiedziałem co się dzieje i jakoś problemu z zaliczeniami nie miałem 🙂

    • Ja miałem tą perspektywę, że drugie studia były/są na tej samej uczelni i na tym samym wydziale, więc nie ma problemów czasowych z przemieszczaniem się. Oczywiście miałem przy tym dużo szcześcia, bo jak wiadomo, przychylność wykładowców na studiach jest ważniejsza niż umiejętności i wiedza czasami 🙂 Inna psrawa, że gydbym był mniej kontaktowy, to bym chyba nie dał rady.

  • To teraz jest masowa moda na 2 kierunki? Gdy zaczynałam studia (15 lat temu) owszem, zdarzało się, że ktoś studiował 2 kierunki, ale nie było to nagminne. Ja sobie sprawę rozłożyłam na lata i studiowałam 3 kierunki….przez kolejne kilkanaście lat 😀

    • I to wielka moda, odkąd studiowanie durgiego kierunku jest bezpłatne. Z perspektywy czasu myślę sobie, że rozłożenie na kilka lat więcej tych studiów wcale nie jest takim złym rozwiązaniem 😀

      • Ale….”za moich czasów” też było bezpłatne – jak chciałeś 4 studiować to też mogłeś. To chyba później się coś zmieniło. ?

        • Tak później, bo ludzie zaczęli się zapisywać na 4 kierunki a studiowali tylko jeden.

  • eV

    Przerażają mnie ludzie decydujący się na dwa kierunki. Niektórzy z nich jeszcze do tego pracują, udzielają korepetycji. Ja już na jednym większość dnia spędzam na uczelni. Myślałam o dwóch, ale zdecydowanie bym nie wyrobiła, albo musiałabym poświęcić zbyt wiele dodatkowych aktywności.

    • Przykro mi, że Cię przerażam. Mimo wszystko wydaje mi się, że nie jestem aż taki groźny 😀 Za udzielanie korepetycji też się zabrałem, bo po 7/8 godzinach na uczleni potrzebowałem trochę zmiany otoczenia i doświadczenia w jednym 🙂 Czasami z tego powodu cierpię, ale zostały mi jakieś trzy tygodnie 🙂

  • Studiowałyśmy jeden kierunek i to w zupełności nam wystarczyło 🙂 Znamy jednak osoby, które studiowały dwa i wiecznie miały wymówkę, że nie ma ich na jednym, bo są na zajęciach z drugiego, a tak naprawdę nie były nigdzie 🙂

    • Faktycznie takie wymówki się zdarzają, ale i tak prędzej, czy później jakieś nieobecności trzeba nadrobić. Pytanie, czy warto przeciągać granicę?

      • Z pozoru nie, ale niektórzy i tak sądzą inaczej 🙂

        • „Nie dowiesz się, dopóki nie spróbujesz” 🙂

  • Ja godziłam ostatni rok studiów z pracą na etat i dwoma kursami (angielski i policealna informatyka). Da się. Jak się chce to się da! Ale rzeczywiście nie można wtedy być perfekcjonistą we wszystkim.

    • Ja zawsze powatarzam, że perfekcyjnym we wszystkim nie da się być. Druga rzecz, że gdyby nie ludzie, którzy mi nieraz pomogli, to sam bym nie dał rady. No i oczywiście do tego dochodzą jeszcze stalowe nerwy, które kilka razy mi podczas sesji puściły.

  • Moja siostra wybiera się na drugi kierunek, studiując polonistykę (edytorstwo) dorzuca sobie historię sztuki. Dla hobby. Braciszek idzie na dwa kierunki od razu, tym razem ścisłe. Tata naraz kończył historię i archeologię. Dwa kierunki nie wydają mi się jakoś specjalnie szalone, szczególnie jeżeli przy tym się nie pracuje – ot, więcej roboty, ale jeżeli jesteś ogarnięty i zdolny to wszystko połączysz. Szczególnie jeżeli oba kierunki są z pasji. Sama studiuję z pasji właśnie i chętnie dorzuciłabym sobie drugi kierunek albo specjalizację, ale na moim uniwerku wydziały są od siebie tak oddalone, że chyba bym musiała nauczyć się teleportować. Albo iść na prawo, które jako jedyne jest blisko.
    Najlepszym sposobem na zniszczenie sobie życia na studiach jest stwierdzenie, że na pewno uda mi się przeczytać 400 stron w jeden dzień. Nie polecam.