Nie mam wielu wymagań ale…

Sprawa wymagań interesowała mnie, odkąd pamiętam. Nie wiem, czy zaczęło się to w szkole, czy może wcześniej, kiedy całe dnie spędzałem w domu, a rodzice pilnowali, żebym nie wymyślił jakiejś abstrakcyjnej zabawy, która skończy się oczywiście wielkim krzykiem. Już wtedy wymagali ode mnie dyscypliny, albo raczej, próbowali mnie jej nauczyć. No właśnie…próbowali.

Teoretycznie wymagania towarzyszą nam od zawsze, ale uczymy się z nimi żyć i je wykorzystywać dopiero po kilku, jak nie kilkunastu latach  życia. Na początku wymagają od nas rodzice, potem wymagają koledzy i na samym końcu my uczymy się wymagać od innych. Zaczynamy mieć swoje zasady, swoje przyzwyczajenia i swoje widzimisię, aż wreszcie zaczynamy wymagać nie tylko od siebie, ale też od tej drugiej osoby.

Najtrudniejszym momentem jest chyba ten, kiedy w naszym życiu pojawia się ktoś wyjątkowy. Najtrudniejszym, bo z jednej strony, niby jesteśmy z kimś, kto wydaje się nam być idealny, a z drugiej; „Mógłbyś być xyz…”. Dla tych wszystkich, którzy jeszcze nie domyślają się, o co może mi chodzić, przychodzi czas wyjaśnień. Prędzej, czy później usłyszysz od bliskiej Ci osoby, że jesteś super, ale mógłbyś w sobie jeszcze zmienić to, to i tamto. Właśnie dlatego najbardziej na świecie bawi mnie, kiedy słyszę zdanie…

Nie mam wielu wymagań, ale…

Właśnie za tym „ale” kryje się cała litania do naszej miłości, żeby zrobiła w końcu coś ze sobą i ze swoim życiem. Nie znaczy to oczywiście, że bliska ci osoba jest totalnym leniem, ale ma jedną taką cechę, która doprowadza Cię do szału. Zaczynasz więc syzyfową robotę, żeby uświadomić tej drugiej osobie, że robi coś nie tak, albo, że po prostu robi coś źle. 

Najczęściej zaczyna się od jakiejś głupiej rzeczy typu; krojenie marchewki. Potem dochodzi do tego seler, pietruszka, jajko, szczypiorek i wychodzi z tego sałatka jarzynowa, której nikt nie chce jeść, bo wygląda paskudnie. Zamiast oddaniem sałatki komuś naprawdę głodnemu, kończy się trzecią wojną światową, a przecież można prościej.

Mam parę wymagań

Zazwyczaj ludzie nie zaczynają rozmowy ze sobą w ten sposób. Z jednej strony to dobrze, bo przecież na początku znajomości nie powinno się stwarzać od zaraz nieprzyjemnej atmosfery. Z drugiej strony; każdy z nas lubi mieć wszystko czarno na białym, lubi wiedzieć, na czym stoi i z kim ma do czynienia. Zawsze chcąc poznać drugą osobę, musimy poznać jej wszystkie wymagania, a tymczasem w luźnych rozmowach, coraz częściej słyszę, że; „Co do moich znajomych, przyjaciół, kolegów z pracy, dziewczyny, chłopaka, to nie mam wielu wymagań. Po prostu chcę, żeby byli.”

No tak, jasne, rozumiem! Mogą się z Tobą kłócić za każdym razem, kiedy przedstawiasz im swoje poglądy, ale to nic! Najważniejsze, żeby po prostu byli. 

Im więcej wymagań, tym lepiej

Lepiej dla mnie, dla Ciebie i dla innych, jeśli oczywiście cenisz sobie szczerość. Niekoniecznie od razu taką do bólu i niekoniecznie na pierwszym spotkaniu, bo też nie na tym polega budowanie relacji, ale… Nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy w imię przyjaźni rezygnują z tych wymagań, bo tak naprawdę nie rezygnują z nich, ale z siebie. 

Pół biedy, jeśli chodzi o jakieś pierdoły typu; szklanka, czy kubek, bo przecież z jednego i z drugiego można się napić. Co innego, jeśli musisz zrezygnować na przykład ze znajomych, z codziennego czytania kilku rozdziałów książki, z czarnego humoru, który jest dla Ciebie charakterystyczny. Po prostu z czegoś, co jest częścią Twojej rzeczywistości, częścią Ciebie, Twoim znakiem rozpoznawczym. 

Ten sam schemat przyzwyczajeń, czy zasad wykorzystujemy przy znalezieniu znajomych, przyjaciół, czy nawet miłości, więc jak z tego schematu powoli zaczynają wypadać elementy, to, to już nie jesteś Ty! Nie Ty = Nieszczęśliwy…

Czy można nie mieć wymagań?

Pytanie retoryczne… Oczywiście, że nie! Nie masz wymagań, to nie istniejesz (wersja z fejsbukiem to ściema). Jak nie masz wymagań, to nie jesteś sobą, a to przecież niemożliwe. 

Na świecie jest całe mnóstwo ludzi i garstka wariatów. Tę garstkę cenie najbardziej, bo to są ci, którzy zrezygnują ze swoich wymagań, tylko jeśli mają istotny powód i tylko, jeśli wiedzą i widzą, że warto. W każdym innym przypadku rezygnowanie ze swoich wymagań nie ma sensu, bo ani Ty nie będziesz szczęśliwy, ani ludzie wokół ciebie. 

Mam całe mnóstwo wymagań

Wymagam od siebie, ale też od innych i pewnie dlatego nie potrafię się dogadać zawsze i z każdym, choć powinienem. Jestem też dobrym aktorem, więc jeśli mi na czymś/ na kimś bardzo zależy, mogę chwilę poudawać człowieka, którym nigdy nie będę, ale…

Na dłuższą metę takie udawanie nie ma żadnego sensu. Każdy z nas, w relacji z drugim człowiekiem ma jakieś wymagania i każdy wie, z czego nie jest w stanie zrezygnować, więc…

Po co kłamać, że nie mam wielu wymagań?

 

„Jeżeli mnie nie znosisz, kiedy jestem najlepszy, to nie zasługujesz na mnie, kiedy jestem najgorszy”. M.M

  • Trudny temat. Bo jak się za bardzo skupisz na swoich wymaganiach, to możesz w ogóle za bardzo skupić się na sobie i zamknąć na drugiego człowieka. Z drugiej strony, z tak zwanej miłości można porzucić wszelkie wymagania, ale i zgubić w tym siebie. I tak źle i tak niedobrze. 🙂

    • Nie ma prostych tematów, no chyba, że je sobie bardzo mocno okroimy. Najtrudniejszą rzeczą jest chyba rzeczywiście poznanie siebie i własnych wymagań, bo jeżeli będziemy orbić coś wbrew sobie, to będziemy ciągle nieszczęśliwi. A miłość? Ona chyba ciągle czegoś od nas wymaga 🙂

  • I brak i nadmiar wymagań jest niedobry. We wszystkim trzeba znaleźć złoty środek.

    • Znaleźć jest jeszcze w miarę łatwo. Najtrudniej jest się z nim pogodzić.

  • Określając sztywno swoje wymagania , zamykamy się w klatce, w której zamykamy się na ludzi a takrze ograniczamy nas samych na proces tworzenia w jakim karzdy z nas uczestniczy , jesteśmy istotami transcendentalnymi a twożenie sztywnych ram wymagań przypomina wiązanie sobie rąk i zamykanie oczu , panta rei , raz się uginamy by kiedy indziej nacisnąć, czasem na odwrót w tych samych kwestiach tylko w innym czasie z innym człowiekiem czy w innej sytuacji. Należy zmieniać się dostosowywać i otwierać na możliwości nie odwrotnie,

    • Myślę, że warto sobie okreslić kilka takich głównych zasad i wartości, którymi będziemy się w życiu kierować i nie rezygnować z nich. Całą resztę uzupełnią ludzie z którymi się spotkamy. Człowiek cały czas się zmienie i to, że mając lat 18 określi sobie jakieś zasady, nie znaczy, że w wieku lat 30 ich nie zmieni.

  • siewca zamętu

    masz słuszne uwagi, że ludzie kłamią gdy mówią, że nie mają oczekiwań co do znajomych czy partnerów i ważne dla nich jest sama ich obecność. Wierzę jednak, że gdy tak mówią to autentycznie tak myślą, bo czują się samotni tyle, że tak naprawdę sami się okłamują.

    • Fakt, że czasami ludzi po prostu dobija samotność i wtedy, no cóż, oszukują siebie do pewnego sotpnia. Nikt jednak długo w ten sposób nie wytrzymał.

  • Wymagania to jedno a zmienianie partnera na własne podobieństwo to zupełnie inna sprawa. Oczekiwania i wymogi są dobre bo klarownie okraslają granice, jednak istnieje też kompromis i to on odgrywa kluczową rolę w związkach

    • Masz rację, ale jedno z drugim najczęściej się łączy. Nie wyobrażam sobie też budowania relacji bez pewnych, ustalonych granic, bo inaczej będziemy sobie szkodzić na własne życzenie. A kompromis? Mam wrażenie, że to jest całe życie.

  • W całokształcie się z Tobą zgadzam. Wymagania są normalne, ale jeżeli czyjeś wymagania za bardzo ingereują w moją osobę, to nie utrzymuję z tą osobą kontaktów. Ludzie są różni i trzeba to zaakceptować.

    • No tak. Każdy z nas jest się w stanie zmienić i poddać pewnym wymaganiam, ale też każdy ma swoją granicę. Jeżeli zaczynamy je przekraczać, to relacje same się sypią.

  • Miłość, akceptacja i partnerstwo to coś innego niż podpasowanie drugiej osoby pod WŁASNE wymagania imo.