Chodziłem do gimnazjum i wyszedłem na ludzi

Jeśli mogę powiedzieć „pamiętam jak…”; to znaczy, że mając lat 23, jestem już stary, czy że czasy tak szybko się zmieniają? Biorąc pod uwagę wszystkie za, przeciw i pomiędzy nie uważam, żebym jako student czuł się staro. Może jedynie przychodząc do swojego dawnego przedszkola, czy szkoły czuję się dziwnie, bo krzesła i ławki są trochę za małe. Najdziwniejsze jednak jest to, że chodząc do gminazjum, wcale nie miałem uczucia, że ławka jest za mała, że nie ma miejsca, żeby na niej coś położyć. Pewnie dlatego, że w gimnazjum nikt nie nosił książek! Za to…

W gimnazjum naprawdę toczyło się życie

Toczyło się dosłownie wszędzie; w szkole, w klasie, na korytarzu, wszędzie, gdzie tylko było to możliwe. Jakkolwiek by tej młodzieńczej twórczości nie nazwać, to było to dla nas, trwające cały rok, prawdziwe święto. Niby były jakieś odgórnie ustalone zasady co wypada, co nie wypada, ale tak naprawdę każdy tylko szukał sposobu, jak je ominąć. Ci, którzy w gimnazjum chcieli się przypodobać nauczycielowi, a nie swoim kolegom oczywiście ich przestrzegali. No, ale bądźmy szczerzy, taki gimnazjalista, który tylko chodzi do szkoły, ciągle się uczy, pilnie odrabia zadania domowe i na każde pytanie nauczyciela zna odpowiedź, to nudziarz!

Jedno jest pewne: przyjaciół to on w tej szkole nie znajdzie. 

Jak zapytacie przypadkowych przechodniów, w wieku 40+ z czym kojarzy im się gimnazjum, to odpowiedzi będą różne, ale najczęściej niestety negatywne. Można by pójść trochę w taką nadinterpretację, że gimnazjum, to taka jedna wielka dżungla, do której wpuszcza się ludzi w okresie dorastania, żeby, albo się nawzajem wytłukli, albo się po kolejnym takim tłuczeniu wychowali. Ja zdecydowanie obstaję za tą drugą opcją.

W gimnazjum dowiesz się prawdy o sobie

Nie czarujmy się, bójki w gimnazjum istniały, a wasze dziecko wcale nie jest do tego stopnia zauroczone koleżanką z równoległej klasy, żeby nie zauważyć ściany i potem wmawiać rodzicom, że takie śliwki to rozdają, jak się źle usiądzie na szkolnym krześle. No dobrze; taka opcja w gimnazjum to akurat była możliwa. Bądź co bądź bójki istniały, ale…

Nie popadajmy w skrajności. To wcale nie było tak że, jak się wychodziło na przerwę, to wiadomo było, że ktoś zaraz dostanie lanie. Poza fizyczną formą przemocy bardzo popularną była też przemoc psychiczna i tu zaczyna się problem… Jeśli ktoś idąc do gimnazjum nie wyrobił sobie umiejętności dogadywania się z ludźmi, dostosowania się do sytuacji i zamknięcia ust na kłódkę w odpowiednim momencie, to po prostu nie miał życia. Alfabet obelg i wulgaryzmów w trakcie takiego jednego dnia szkolnego to był chleb powszedni. 

Wyobraźcie sobie teraz takiego ucznia, któremu nie zależy na piątkach, ale nie ma zamiaru się dostosowywać pod coś, co mu ewidentnie nie pasuje.

„Patrzcie jaki grzeczny chłopczyk. Pewnie już się uczy na kolejny sprawdzianik. Nie! On już jest nauczony na trzy kolejne do przodu. Pewnie nawet dziewczyny nie szuka, bo przecież w książkach ich nie ma”.

W najgorszym wypadku znowu miałeś kosz na głowie, dostałeś plecakiem zrzuconym z trzeciego piętra (Ty lub nauczyciel), albo zamiast godziny wychowawczej; godzinne kazania; Jak to można było zwiać z historii i schować się w 15 osób w jednej toalecie?!

Mimo że podałem tutaj dwa totalnie skrajne przykłady, to w nich jest cała prawda o gimnazjum, bo to właśnie tam poznawało się prawdziwych wrogów (tych, którzy wsadzą Ci kosz na głowę) i prawdziwych przyjaciół (tych, którzy zdejmą Ci ten kosz z głowy i jeszcze pomogą posprzątać nie Twój bałagan).

Czas gimnazjum to próba charakteru

Jeśli idąc do gimnazjum, nie miało się silnego charakteru, to ani rodzice, ani szkolny pedagog wcale nie był z tego powodu zadowolony. Wiecie; rozwiązać koleżeński problem przez szkolnego pedagoga, to tak jak skazać samego siebie na trzyletnią drogę krzyżową. Ci, którzy ją przetrwali, na pewno to potwierdzą. 

Na szczęście poza mrocznymi stronami, ciemnych murów gimnazjum istniały też te bardziej kolorowe strony, jak wspólna integracja przy zadaniu domowym. Naprawdę zdziwilibyście się jak wcześnie w poniedziałek rano, jest w stanie wstać uczeń, żeby tylko wpaść do kumpla z zeszytem. 

Wiesz mamo, muszę jutro wcześniej wstać, bo będziemy u Wojtka się uczyć…(Jak przejść do kolejnego poziomu w Mortal Kombat)”. A zadanie? Przecież już w piątek Krzysiek miał zeszyt od koleżanki, tylko jeszcze nie było czasu, żeby to zadanie przepisać. Dwa; że kto widział być takim egoistom, żeby samemu zadanie domowe odpisywać. Dużo lepiej robi się je w dziesiątkę!

Była też druga opcja; „15 minut przed…”, ale korzystało z niej zdecydowanie mniej osób.

Jak zrobić, żeby się nie narobić?

Ci najbardziej kreatywni i odkrywczy próbowali co lekcję odkryć, ile jest możliwości wkurzenia nauczyciela tym, że znowu nie ma się zadania domowego, albo tym, że po raz kolejny nikt nie wie, co przed chwilą powiedziane. Oczywiście nauczyciele też mieli na to swój sposób; jednym, jaki pamiętam były wężyki. Wężyk polegał na tym, że każdy w klasie miał przekazać jedną informację na dany temat, ale informacje nie mogły się powtarzać. Jak ktoś bardzo chciał, to nie było trudno zarobić kolejną jedynkę w dzienniku. No chyba, że nauczycielka oddawała sprawdzian, to wtedy nawet trzy.

Było też grono osób mądrych i kreatywnych. Taka osoba w klasie to był skarb, drugi za nauczycielem oczywiście! Ten przyjaciel klasy zawsze wiedział, w jaki sposób można nauczyciela zagadać, zapytał o pogodę, czy nawet o Słowackiego (chociaż Słowacki był na polskim dwie epoki temu). Byli tacy, co potrafili zrobić wszystko, żeby tylko nie zostać zapytanym, ale…

Nauczyciel w gimnazjum

Nie zawsze było tak pięknie, bo… Czasami nauczyciel podsłuchał mniej dyskretne dyskusje na korytarzu. Nie było za to żadnych punktów minusowych z zachowania, bo one i tak nie działały. Po wejściu do klasy czekała za to na wszystkich niespodzianka!

Temat lekcji: W jakich sytuacjach uczniowie najczęściej używają wyrażenia „o bulwa*!”?

W ten właśnie sposób trzydzieści osób przegrywało życie przez kolejne pół godziny. Naprawdę byli tacy, którzy w zamian woleli napisać kartkówkę! Zdziwilibyście się, ale w takich chwilach zdarzały się nawet czyny heroiczne! Na przykład: ktoś proponował, że weźmie na siebie wszystkie punkty minusowe z zachowania za całą klasę, albo, że napisze trzy dodatkowe prace domowe. A nauczyciel był nieugięty. Tak! Bolało bardziej niż od ciągłego pisania długopisem przez 30 minut. 

Oczywiście cała klasa znała winowajcę tego zamieszania, ale…(to jest to miejsce, w którym bieg rzeczy się zmienia), nikt nie odważył się go wydać! 

Po pierwsze: nikt nie chciał zostać kablem. Po drugie: ta nauczycielka na pewno by się o tym dowiedziała, a nikt nie chciał kolejnego kazania. Argumentem nie do podważenia było to, że: Jesteśmy klasą, więc musimy się trzymać razem! 

Nauczyciele w gimnazjum byli naprawdę przebiegli

Wiecie jaką umiejętność wyniosłem z lekcji języka polskiego w gimnazjum? Umiejętność pracy w grupie. Mój nauczyciel był w stanie wysłuchać i spełnić (chociaż w jakimś stopniu) naprawdę wiele naszych, klasowych próśb, ale był jeden warunek: mieliśmy być zgrani. To nie miała być jakaś tam odstawiona szopka na 45 minut lekcji. Byliśmy obserwowani na każdej lekcji i każdej przerwie. Jak ktoś dopiekł Ci na historii, to na kolejnym polskim cała klasa wiedziała, co nasz czeka… 

Gimnazjum było szkołą życia

Mógłbym powiedzieć, że cały ten okres gimnazjum był jedną, wielką lekcją wychowawczą. Nauczyciele (ci z prawdziwego zdarzenia) zawsze wiedzieli komu, co i kiedy mają powiedzieć. Do dziś pamiętam lekcję polskiego, na której nauczycielka, cytując kolegę z przerwy, zrobiła nam 40 minutowy wykład po łacinie. Jeszcze nigdy w życiu nie usłyszałem takiej ilości przekleństw, w tak krótkim czasie. Po wyjściu z klasy naprawdę każdy miał dość.

Gimnazjum naprawdę było szkołą życia, bo z młodzieżą w wieku dorastania nie mógł pracować byle kto. Przez tych naście lat nauczyciele wypracowali sobie już wszelkie możliwe sposoby i metody pracy z młodzieżą. Z tą trudną też, a może w szczególności. A teraz… Teraz tych naście lat pracy poszło z dymem i wszyscy na nowo poczują się jak dzieci, a chyba nie o to chodziło.

  • Też chodziłam do gimnazjum i nie żałuję. To był bardzo fajny okres życia.

    • W końcu czasy szkolne wspominamy do końca życia 🙂

  • Wspominam czasy gimnazjum jako bardzo burzliwe. Tymbardziej, że trafiłam do takiego z niezbyt pochlebną renomą. W okolicach Świąt Bożego Narodzenia trzeba było uważać aby na przerwie petardy Ci do kaptura nie wrzucili, a ucieczki przez okno? Chyba tylko ja tego nie próbowałam. Wolałam zwalniać się z lekcji, symulując złe samopoczucie 😀

    • Przeżyć coś takiego to też jest swego rodzaju wyczyn i przygoda. Oczywiście nie o wszystkim potem powinno się dzieciom opowiadać, ale na pewno czasy szkolne mają w sobie „to coś”. W gimnazjum tych wspomień rdzi się jeszcze więcej, choć niestety nie wszystkie są pozytywne. W danej chwili myśli się najczęściej o dobrej zabawie a dopiero po kilku latach, o konsekwenacjach. Co przeżyjemy, to nasze 🙂

  • Mnie osobiście gimnazjum bardzo zniszczyło i ogromnie żałuje tego okresu. Szkoda, że nie da się wymazać 3 lat życia, zrobiłabym to. Wiesz, poszłam do gimnazjum mając te 13 lat. Poznałam całkowicie innych, nieodpowiednich ludzi i jak dzieciak wsiąkałam wszystko jak gąbka. Nie było to lekcja wychowawcza, bo przez kilka miesięcy nie było mnie w szkole, mnóstwo piłam i paliłam, a dziecko 13 letnie nie powinno pić wódki. Miałam sporo kłopotów z policją, z bójkami, z kradzieżami. Jak teraz patrzę na ten okres to się bardzo tego wstydzę i tak wyszłam na ludzi, ale jedynie dzięki moim rodzicom, którzy do końca o mnie walczyli. Nie chciałabym żeby mój dzieciak chodził do tego samego gimnazjum co ja, bo moje było najgorsze w mieście – niestety. Ale też nie jestem za usuwaniem gimnazjów, w sumie na ten okres buntowniczy ciężko znaleźć jakiś lek.

    • Patrzysz teraz na to z perspektywy czasu i widzisz osobę, która nie chciałabyś być. To chyba dobrze? Tego co było w przesłości nie cofniemy, źle dobranych znajomych i innych dziwnych tego konsekwencji.

      Rodzice od najmłodszych lat próbują nas wychować na porządnych ludzi, ale wszyscy wiedzą, że młodzież to młodzież i jeśli chce, to i tak zrobi po swojemu. Wniosek; człowiek uczy się na błędach. Gdybyś nie poszła do tego gimnazjum byłabyś pewnie, zupełnie inną osobą, a tak miałaś swoją szkołę życia.

  • Jeśli chodzi o 40+ to weź poprawkę na to, że my nie znaliśmy tego wynalazku, bo był system 8+4 😉 więc jedynie możemy się wypowiadać jako rodzice gimnazjalistów, lub politycznie – zlikwidować/nie likwidować 😉

    • Mam świadomośc tego, że twedy gimnazjum było czymś abstrakcyjnym, ale chodzi mi bardziej o postrzeganie młodzieży przez tę grupę wiekową. Tak jak nie każdy pies to burek, tak nie każdy gimnazjalista jest niewychowany. punktu widzenia rodzica też chętnie posłucham, bo nie mam z nim wiele wspólnego 🙂

  • A ja nie chodziłem do gimnazjum i też wyszłem na ludzi 😉

    • O to całkiem jak ja. I co ciekawe, moje dzieci też do gimnazjum nie pójdą. Ale, żeby nie było, że nie wiem w takim razie, o jakim tworze się wypowiadam – pracowałam w gimnazjum. Jakoś szczególnie przyjemnie tego okresu nie wspominam.

      • Za moich czasów nie było jeszcze gimnazjów, ale po 6 klasie podstawówki poszedłem prosto do liceum muzycznego (znaczy się wyprzedziłem trendy 😉

        • Paradoks szkoły muzycznej polega na tym, że to w zasadzie jest szkoła zawodowa. Wybitnym osiągnięciem jest to, że jednak szkoły muzyczne cieszą się dobrą renomą.

      • To może powiesz coś więcej z perspektywy nauczyciela, bo to na pewno będzie interesujące 🙂

        • Oj, miałabym o czym opowiadać 😉

          • Śmiało. W końcu Ty też tworzysz to miejsce 🙂

    • I uważasz, że gimnazjum było niepotrzebne?

      • Nie chodziłem do gimnazjum i dlatego dziś piszę „wyszłem” zamiast „wyszedłem” 🙂

        • Dobra, dobra. Tego można się akurat samemu wyuczyć 😀

  • Ja do gimnazjum nie chodziłem i też wyszedłem na ludzi 😉 Myślę, że najwięcej zależy od danej szkoły, nauczycieli i ludzi, którzy tam pracują lub się uczą. Niezależnie od tego, czy to podstawówka, gimnazjum czy LO.

    • Myślę, że głównie od podejścia ludzi. Zarówno tych, którzy uczą w gimnazjum, ale też tych, którzy się o gimnazjum wypowiadają, nie zawsze mając pewne informacje. Chodząc do gimnazjum słyszałem wiele negatywnych opinii na temat gimnazjalistów ogólnie, ale nikt nie powołał się na daną szkołę.

  • Ja byłam pierwszym rocznikiem po reformie, jeśli chodzi o gimnazjum, więc na nas jeszcze eksperymentowano (w zasadzie, to jakby się tak zastanowić, na każdym roczniku eksperymentują ;)). Bardzo się angażowałam w różne szkolne inicjatywy, gazetki szkolne, konkursy, olimpiady i takie tam, plus miałam z grubsza fajną ekipę, więc dobrze wspominam ten czas. Dużo gorzej miałam w liceum, ale to już inna bajka.

    Moja siostra uwielbia prowadzić warsztaty z dziećmi z gimnazjum, co z początku było dla mnie sporym zaskoczeniem (przecież to najgorszy wiek!). Okazuje się, że młodzież wtedy jest na tyle duża, żeby „ogarniać” bardziej złożone problemy i na tyle młoda, żeby „nie gwiazdorzyć, że coś im nie uchodzi” 😉

    • Ruda Paskuda

      Ja też z pierwszego rocznika 🙂 Ale z perspektywy czasu i po obserwacji 6 lat młodszego brata wychodzi mi, że co rocznik późniejszy to było gorzej, ponoć 🙂

      • No fakt, jak moja siostra poszła do gimnazjum to nauczyciele też tak mówili 🙂

    • Teraz jak już zamykają gimnazja, to też eksperymentują. Ciekawe co im z tego eksperymentu wyjdzie. Ja pamiętam czas gimnazju, jako ten, kiedy naprawdę miałem ochotę się w wiele rzeczy angażować i to nie tylko związanych z moimi znajomymi. Wystarczyła po prostu ludzi czymś żywo zainteresować.

      Myślę, że to też dobry czas na pokazania młodzieży w kreatywny sposób, że dużo dziś zależy od nich. Tak buduje się poczucie odpowiedzialności, choćby za powierzone zadanie, czy ich inicjatywę. Tak, ja tak samo zapamiętałem gimnazjum 🙂

  • Ty wyszedłeś na ludzi. Ja znam takich, którzy na ludzi nie wyjdą. Wręcz przeciwnie cofają się do poziomu małpy, która nie zeszła jeszcze nawet z drzewa.

    • Wszystko zależy na jakich ludzi się po drodze trafia i co się z takiej relacji wyciąga dla siebie. Widocznie niektórych ich aktualny stan rzeczy odpowiada.

  • Ruda Paskuda

    Rocznik ’86 melduje się! Ja nie wiem do jakiego gimnazjum chodziłeś, ale moje było zupełnie inne i tak na prawdę, z perspektywy czasu, liceum potem wcale się nie różniło. Po prostu, jedna szkoła po drodze więcej. 🙂

    • Nazywało się najlepsze w mieście, ale czy tak było to nie wiem. Ważne jest to, że spotkałem tam naprawdę dobrych pedagogów, którzy potrafili nas zintegrować i wychować. Dzięki nim też my się nawzajem wychowywaliśmy.

  • Jestem z tych, którzy gimnazjum nie kończyli i to nie dlatego, że do 18-ti podstawówkę wałkowali. Ale patrząc na te dzieci, które zarz po rozdaniu świadectw 6 klasy idą się zapić i popalają po kątach, kiedy to miesiąc wcześniej ganiały z kila lat młodszymi po podwórku i wchodzili na drzewa po zielone jeszcze jabłka, to chce mi się tylko zapłakać. Bo tak bardzo chcą być dorośli, a jeszcze ani zarost na brodzie, ani rozum w głowie…
    Jestem ze wsi – też mówi się, że z wieśniaków nic nie ma. A jednak!

    • Z tym się zgadzam. Sam pewnie dorastając nieraz uważałem, że tylko ja mam rację, a wcale tak nie było. Zjadanie rozumów, to jednak nic w porównaniu z „dorosłym używaniem świata”. Nie mam pojęcia kogo w wieku 15 lat stać dziś na paczkę fajek.

      Też chodziłem po drzewach i zrywałem jabłka z różnych, możliwych miejsc. To była świetna zabawa!
      ps. Podobno jestem z miasta 🙂

  • Gimnazjum znam z opowieści. Twoją opowieść dopisuję jako kolejną. Znam podstawówkę – osiem klas. Szkołę życia bardziej kojarzę z wojskiem niż z gimbazą.

    • „Szkoła życia” w gimnazjum to bardziej sztuka przetrwania tego czasu z dobrym skutkiem. Mam nadzieję, że moja opowieść da też komuś do myślenia.

  • Marta Gie

    no cóż…mogłabym napisać prawie że to samo jako ktoś kto skończył system 8 klasowy…nie dane nam jest tych systemów porównać bo nikt nie przeżył ich na własnej skórze w tym samym czasie…

    • Porównywać nie warto i jest to niemożliwe. Jedyne co możemy zrobić to dzielić się własnymi opiniami, ale oczywiście z głową. Szkoła jest tylko szkołą i tworza ją różni ludzie od których mnóstwo zależy 🙂

  • Ja byłam drugim rocznikiem po reformie i szczerze? Nie wspominam gimnazjum zbyt dobrze. Nie, właściwie w ogóle go nie wspominam! Wyparłam ten okres z pamięci. Gdybym kontynuowała naukę razem z dotychczasowymi przyjaciółmi z klas 1-6, pewnie byłoby inaczej. Ale niestety, stworzono gimnazja. Pełne głupich lasek, które uważają się za dorosłe, bo przecież mają już cycki i noszą stringi. I równie „dorosłych” chłopców, bo mają włosy pod pachami i potrafią komuś przyjebać, a najodważniejsi są z grupką kolegów u boku. Taaa. Słowo „gimnazjum” to dla takich szczyli był swego rodzaju prestiż. Że to już nie podstawówka. A we łbach pustka. Sorry, ale nie. Nigdy więcej.

    Każda reforma edukacji ma swoich zwolenników i przeciwników. Ale tak naprawdę dopóki się jej nie przeprowadzi, nie sprawdzi efektów, to trudno wydawać jakiś osąd. Ja gimnazjum przeżyłam na własnej skórze i uważam, że wprowadzenie takie podziału na placówki edukacyjne to była głupia decyzja.

    • Wiesz, mogło to też wynikać z tego, że nauczyciele jeszcze mimo wszystko eksperymentowali. Młodzież na pewno nie dorosła do tej zmiany, bo na to potrzeba lat. Teraz też obawiam się podobnego chaosu, mimo tego, że idea tej zmiany jest dobra. Siła chłopaków w gimnazjum zawsze była mocno przesadzona; tak samo w języki, jak i w ich fizyczności, dlatego potem często dla takich przypadków kończyło się to wieloma skutkami ubocznymi.

      Jeśli chodzi o dziewczyny, to niektóre były bardziej rozgarnięte od chłopaków, a inne mogłyby się od nich wiele nauczyć. Dziewczyny zawsze były bardziej pyskate i wywoływały większą burze niż to było tego warte. Dziewczyny nie kończą na jednym szlagu tylko wywołują od razu akcję na całą szkołę i tu jest pies pogrzebany. Nauczyciele nie byli przygotowania na jedną nową metodę wychowawczą, a co dopiero na dwie.

      • Z pewnością nie byli przygotowani. Cóż, teraz pewno też nie do końca będą. A na wiecznych zmianach najbardziej cierpią dzieciaki i młodzież, których powinno się wspierać w dorastaniu, a nie fundować im ciągle jakieś przygody. Oby za dobrą ideą poszło coś jeszcze, bo inaczej kolejna reforma będzie o kant tyłka.

        • Nie twierdzę, że gimnazjum było w 100% dobre, ale skoro gimnazja funkcjonowały tyle lat, to ta szkoła musiała mieć jakieś podstawy. Teraz te podstawy i cała reszta została zrównana z ziemią. Dzieci i młodzież na pewno będą potrzebowały czasu, żeby się na nodo dostosować do tej sytuacji. Chyba tylko wydawnictwa będą tak naprawdę zadowolone z tej zmiany.

  • Wkurza mnie temat gimnazjum. Skończyłam je 3 lata temu. U mnie było inaczej, niż opisywałeś (może przyczyną był stan klasy: 3 chłopaków i 17 dziewczyn). To był naprawdę super czas, poznałam nowych znajomych i, co najważniejsze, pożegnałam się z klasą z podstawówki, której szczerze niecierpiałam. Podobne zdanie ma moja siostra gimnazjalistka. Przy likwidacji gimnazjów tworzy się niepotrzebny bajzel, a dzieciaki będą się dłużej męczyć w podstawówkach. A im więcej roczników w podstawówce, tym gorzej, bo różnica pomiędzy pierwszakami i ósmoklasistami będzie ogromna. Już im współczuję.

    • Mnie też on na swój sposób ekscytuje, ale myślę, że w obecnej sytuacji to normalne. Rzeczywiście zapomniałem dodać, że w mojej klasie było 18 chłopaków i potrafiliśmy się dużo bardziej zgrać niż damska część klasy. Tak jak już wspominałem wcześniej, mnóstwo zależy od ludzi, bo to też oni stworzyli gimnazja.
      Dziś kiedy dzieci tak szybko dorastają myślę, że te różnice wychowawcze będą jeszcze bardziej widoczne w szkole 8 klasowej niż za czasów moich rodziców.

  • Też załapałem się na gimnazjum i nie żałuję. Dzięki temu miałem nie 2, a 3 różne klasy i znaczie więcej znaojomości. Bywało naprawdę róznie, ale ogólnie zawsze było zabawnie 🙂

    • To był czas nowych doświadczeń i nowych znajomości. Jasne, że nie wszystkie były dobre, ale pewnie gdyby ich nie było, to nie byłbym teraz tym człowiekiem, którym jestem. A z drugiej strony: człowiek potrzebuje też od czasu do czasu trochę rozrywki 🙂

  • Gimnazjum to było to. Pierwsza wóda walona w szatniach przed wf`em. Aż się łezka w oku kręci,

    • Myślę, że dzięki takim komentarzom jak ten, i takim zachowaniom gimnazjaliści stracili swoją szansę.