Chodziłem do gimnazjum i wyszedłem na ludzi

Jeśli mogę powiedzieć „pamiętam jak…”; to znaczy, że mając lat 23, jestem już stary, czy że czasy tak szybko się zmieniają? Biorąc pod uwagę wszystkie za, przeciw i pomiędzy nie uważam, żebym jako student czuł się staro. Może jedynie przychodząc do swojego dawnego przedszkola, czy szkoły czuję się dziwnie, bo krzesła i ławki są trochę za małe. Najdziwniejsze jednak jest to, że chodząc do gminazjum, wcale nie miałem uczucia, że ławka jest za mała, że nie ma miejsca, żeby na niej coś położyć. Pewnie dlatego, że w gimnazjum nikt nie nosił książek! Za to…

W gimnazjum naprawdę toczyło się życie

Toczyło się dosłownie wszędzie; w szkole, w klasie, na korytarzu, wszędzie, gdzie tylko było to możliwe. Jakkolwiek by tej młodzieńczej twórczości nie nazwać, to było to dla nas, trwające cały rok, prawdziwe święto. Niby były jakieś odgórnie ustalone zasady co wypada, co nie wypada, ale tak naprawdę każdy tylko szukał sposobu, jak je ominąć. Ci, którzy w gimnazjum chcieli się przypodobać nauczycielowi, a nie swoim kolegom oczywiście ich przestrzegali. No, ale bądźmy szczerzy, taki gimnazjalista, który tylko chodzi do szkoły, ciągle się uczy, pilnie odrabia zadania domowe i na każde pytanie nauczyciela zna odpowiedź, to nudziarz!

Jedno jest pewne: przyjaciół to on w tej szkole nie znajdzie. 

Jak zapytacie przypadkowych przechodniów, w wieku 40+ z czym kojarzy im się gimnazjum, to odpowiedzi będą różne, ale najczęściej niestety negatywne. Można by pójść trochę w taką nadinterpretację, że gimnazjum, to taka jedna wielka dżungla, do której wpuszcza się ludzi w okresie dorastania, żeby, albo się nawzajem wytłukli, albo się po kolejnym takim tłuczeniu wychowali. Ja zdecydowanie obstaję za tą drugą opcją.

W gimnazjum dowiesz się prawdy o sobie

Nie czarujmy się, bójki w gimnazjum istniały, a wasze dziecko wcale nie jest do tego stopnia zauroczone koleżanką z równoległej klasy, żeby nie zauważyć ściany i potem wmawiać rodzicom, że takie śliwki to rozdają, jak się źle usiądzie na szkolnym krześle. No dobrze; taka opcja w gimnazjum to akurat była możliwa. Bądź co bądź bójki istniały, ale…

Nie popadajmy w skrajności. To wcale nie było tak że, jak się wychodziło na przerwę, to wiadomo było, że ktoś zaraz dostanie lanie. Poza fizyczną formą przemocy bardzo popularną była też przemoc psychiczna i tu zaczyna się problem… Jeśli ktoś idąc do gimnazjum nie wyrobił sobie umiejętności dogadywania się z ludźmi, dostosowania się do sytuacji i zamknięcia ust na kłódkę w odpowiednim momencie, to po prostu nie miał życia. Alfabet obelg i wulgaryzmów w trakcie takiego jednego dnia szkolnego to był chleb powszedni. 

Wyobraźcie sobie teraz takiego ucznia, któremu nie zależy na piątkach, ale nie ma zamiaru się dostosowywać pod coś, co mu ewidentnie nie pasuje.

„Patrzcie jaki grzeczny chłopczyk. Pewnie już się uczy na kolejny sprawdzianik. Nie! On już jest nauczony na trzy kolejne do przodu. Pewnie nawet dziewczyny nie szuka, bo przecież w książkach ich nie ma”.

W najgorszym wypadku znowu miałeś kosz na głowie, dostałeś plecakiem zrzuconym z trzeciego piętra (Ty lub nauczyciel), albo zamiast godziny wychowawczej; godzinne kazania; Jak to można było zwiać z historii i schować się w 15 osób w jednej toalecie?!

Mimo że podałem tutaj dwa totalnie skrajne przykłady, to w nich jest cała prawda o gimnazjum, bo to właśnie tam poznawało się prawdziwych wrogów (tych, którzy wsadzą Ci kosz na głowę) i prawdziwych przyjaciół (tych, którzy zdejmą Ci ten kosz z głowy i jeszcze pomogą posprzątać nie Twój bałagan).

Czas gimnazjum to próba charakteru

Jeśli idąc do gimnazjum, nie miało się silnego charakteru, to ani rodzice, ani szkolny pedagog wcale nie był z tego powodu zadowolony. Wiecie; rozwiązać koleżeński problem przez szkolnego pedagoga, to tak jak skazać samego siebie na trzyletnią drogę krzyżową. Ci, którzy ją przetrwali, na pewno to potwierdzą. 

Na szczęście poza mrocznymi stronami, ciemnych murów gimnazjum istniały też te bardziej kolorowe strony, jak wspólna integracja przy zadaniu domowym. Naprawdę zdziwilibyście się jak wcześnie w poniedziałek rano, jest w stanie wstać uczeń, żeby tylko wpaść do kumpla z zeszytem. 

Wiesz mamo, muszę jutro wcześniej wstać, bo będziemy u Wojtka się uczyć…(Jak przejść do kolejnego poziomu w Mortal Kombat)”. A zadanie? Przecież już w piątek Krzysiek miał zeszyt od koleżanki, tylko jeszcze nie było czasu, żeby to zadanie przepisać. Dwa; że kto widział być takim egoistom, żeby samemu zadanie domowe odpisywać. Dużo lepiej robi się je w dziesiątkę!

Była też druga opcja; „15 minut przed…”, ale korzystało z niej zdecydowanie mniej osób.

Jak zrobić, żeby się nie narobić?

Ci najbardziej kreatywni i odkrywczy próbowali co lekcję odkryć, ile jest możliwości wkurzenia nauczyciela tym, że znowu nie ma się zadania domowego, albo tym, że po raz kolejny nikt nie wie, co przed chwilą powiedziane. Oczywiście nauczyciele też mieli na to swój sposób; jednym, jaki pamiętam były wężyki. Wężyk polegał na tym, że każdy w klasie miał przekazać jedną informację na dany temat, ale informacje nie mogły się powtarzać. Jak ktoś bardzo chciał, to nie było trudno zarobić kolejną jedynkę w dzienniku. No chyba, że nauczycielka oddawała sprawdzian, to wtedy nawet trzy.

Było też grono osób mądrych i kreatywnych. Taka osoba w klasie to był skarb, drugi za nauczycielem oczywiście! Ten przyjaciel klasy zawsze wiedział, w jaki sposób można nauczyciela zagadać, zapytał o pogodę, czy nawet o Słowackiego (chociaż Słowacki był na polskim dwie epoki temu). Byli tacy, co potrafili zrobić wszystko, żeby tylko nie zostać zapytanym, ale…

Nauczyciel w gimnazjum

Nie zawsze było tak pięknie, bo… Czasami nauczyciel podsłuchał mniej dyskretne dyskusje na korytarzu. Nie było za to żadnych punktów minusowych z zachowania, bo one i tak nie działały. Po wejściu do klasy czekała za to na wszystkich niespodzianka!

Temat lekcji: W jakich sytuacjach uczniowie najczęściej używają wyrażenia „o bulwa*!”?

W ten właśnie sposób trzydzieści osób przegrywało życie przez kolejne pół godziny. Naprawdę byli tacy, którzy w zamian woleli napisać kartkówkę! Zdziwilibyście się, ale w takich chwilach zdarzały się nawet czyny heroiczne! Na przykład: ktoś proponował, że weźmie na siebie wszystkie punkty minusowe z zachowania za całą klasę, albo, że napisze trzy dodatkowe prace domowe. A nauczyciel był nieugięty. Tak! Bolało bardziej niż od ciągłego pisania długopisem przez 30 minut. 

Oczywiście cała klasa znała winowajcę tego zamieszania, ale…(to jest to miejsce, w którym bieg rzeczy się zmienia), nikt nie odważył się go wydać! 

Po pierwsze: nikt nie chciał zostać kablem. Po drugie: ta nauczycielka na pewno by się o tym dowiedziała, a nikt nie chciał kolejnego kazania. Argumentem nie do podważenia było to, że: Jesteśmy klasą, więc musimy się trzymać razem! 

Nauczyciele w gimnazjum byli naprawdę przebiegli

Wiecie jaką umiejętność wyniosłem z lekcji języka polskiego w gimnazjum? Umiejętność pracy w grupie. Mój nauczyciel był w stanie wysłuchać i spełnić (chociaż w jakimś stopniu) naprawdę wiele naszych, klasowych próśb, ale był jeden warunek: mieliśmy być zgrani. To nie miała być jakaś tam odstawiona szopka na 45 minut lekcji. Byliśmy obserwowani na każdej lekcji i każdej przerwie. Jak ktoś dopiekł Ci na historii, to na kolejnym polskim cała klasa wiedziała, co nasz czeka… 

Gimnazjum było szkołą życia

Mógłbym powiedzieć, że cały ten okres gimnazjum był jedną, wielką lekcją wychowawczą. Nauczyciele (ci z prawdziwego zdarzenia) zawsze wiedzieli komu, co i kiedy mają powiedzieć. Do dziś pamiętam lekcję polskiego, na której nauczycielka, cytując kolegę z przerwy, zrobiła nam 40 minutowy wykład po łacinie. Jeszcze nigdy w życiu nie usłyszałem takiej ilości przekleństw, w tak krótkim czasie. Po wyjściu z klasy naprawdę każdy miał dość.

Gimnazjum naprawdę było szkołą życia, bo z młodzieżą w wieku dorastania nie mógł pracować byle kto. Przez tych naście lat nauczyciele wypracowali sobie już wszelkie możliwe sposoby i metody pracy z młodzieżą. Z tą trudną też, a może w szczególności. A teraz… Teraz tych naście lat pracy poszło z dymem i wszyscy na nowo poczują się jak dzieci, a chyba nie o to chodziło.