Mieszkam w więzieniu i jest mi z tym dobrze

Każdy z nas ma w swoim indywidualnym słowniku takie wyrazy, których wypowiedzenie przez drugą osobę, przyprawia nas o mdłości. Kategorie tych wyrazów oczywiście są przeróżne, od kalmarów, aż po książki. Tak jak nie wszystko, co pływa, nazywa się rybą, tak też nie każdy, kto czyta blogi, musi uwielbiać książki. Powiedzmy, że na tym etapie wszystko jest jeszcze jasne, proste i oczywiste, więc idziemy o krok dalej. Wszyscy mamy tendencję do tworzenia skojarzeń; mniej lub bardziej szczegółowych.  Chcecie przykładu? Proszę bardzo!

Przykład: Kotek, miłe zwierzę, bo go ciągle w domu nie ma. Od razu kojarzy nam się z mlekiem, które pije. Mleko kiedyś brało się od krowy, dziś przedszkolaki powiedzą, że jest przecież ze sklepu. W sklepie równie odbrze znajdziesz też cielaka, na kolorowej etykiecie, naklejonej przez specjalną maszynę, którą obsługuje Twoja mama. Jej szefem jest sławny przedsiębiorca, znany z tego, że w swojej firmie zatrudnia także tych osadzonych w więzieniu.

Ta historyjka oczywiście jest przeze mnie wymyślona i nijak ma się do rzeczywistości, ale jest dobrym początkiem tego, o czym będzie dalsza część tego tekstu. A będzie dosyć nietypowo, bo o więźniach i więzieniu. Nie, nie będę pisał dziś o systemie resocjalizacji w naszym kraju, ale o tym, jak sami sobie tworzymy wygodną klatkę z kratami i własnym spacerniakiem. 

Dlaczego mieszkam w więzieniu

Ja, chociaż nie tylko ja. Mieszkasz tam też Ty, Twój sąsiad, przyjaciel, wróg i wróg Twojego wroga, który podobno z tego powodu, jest Twoim przyjacielem. Przykra prawda jest taka, że to na własne życzenie, jesteśmy więźniami w swoim domu. 

Obojętnie gdzie byś nie mieszkał (w domu, w bloku, w akademiku), to zawsze będziesz miał po swojej prawej lub lewej stronie jakiegoś sąsiada. W akademiku współlokatora, a w bloku czasami natręta, który nie daje Ci spokoju i tłucze kotlety już od piątej nad ranem. Tak naprawdę nie wiesz, jakim jest człowiekiem, ale na podstawie tłuczka i kotletów (chociaż o 5 nad ranem brzmiało to, jak młot pneumatyczny), przypiąłeś mu już łatkę najbardziej upierdliwego człowieka wszechświata. 

Nie obchodzi Cię to, kim jest, ani co tak naprawdę w życiu robi ten człowiek, bo ważniejszy jest dla Ciebie Twój, święty spokój. W końcu masz tyle rzeczy na głowie, że nie masz czasu zajmować się cudzymi sprawami.

Przypadki chodzą po ludziach

Pochłonięty własnym życiem, obowiązkami, od czasu do czasu, jakimiś przyjemnościami też, nie masz czasu na to, żeby wyjść do ludzi, czy żeby wpaść na kawę do sąsiada… Zaraz, zaraz! A tak właściwie, to kto mieszka za ścianą?

Jeśli to pytanie przed chwilą was rozbawiło, to bardzo się cieszę, bo mniej, więcej taki był jego cel. A teraz pora, żeby podejść do tego tematu na poważnie. Czy naprawdę nigdy w życiu nie zaniepokoił was fakt, że nie wiecie, kto jest waszym sąsiadem? Nie mówię tutaj teraz o skrajnych przypadkach ludzi, którzy mają jakieś problemy, ale o tych wszystkich, których nazywamy „Kowalskim”. Mówię o ludziach, którzy na przykład: są muzykami z powołania, średnio co drugi dzień, grają jakiś koncert, albo uczestniczą w innym wydarzeniu muzycznym. Jak się tyle jeździ po świecie, to normalne, że Cię w domu więcej nie ma, niż jest. A kiedy przychodzi ten upragniony weekend, tak samo Ty, jak i Twój sąsiad zaczynacie się zachowywać jak osadzeni. Zamykacie się każdy w swoich czterech ścianach jak w więzieniu i każdemu się wydaje, że jest szczęśliwy. 

Każdy z nas żyje w więzieniu

Cztery ściany i własny nos. Tak najprościej można dzisiaj opisać przeciętnego Polaka, któremu dobrze jest we własnym domu. Ani się z niego zbytnio nie wychyla, ani nikomu nie przeszkadza. Od taki sobie cichy, prosty człowiek….. Uwaga! Tak rodzi się egoizm.

Egoizm, bo przecież nie potrzebujesz nigdy, niczyjej pomocy. Zawsze, ze wszystkim radzisz sobie świetnie sam. Oprócz egoizmu jest jeszcze jedna rzecz; Schizofrenia. To taki stan, kiedy zaczyna Ci się wydawać, że masz w tych swoich czterech ścianach wszystko, czego potrzebujesz, a tak naprawdę nie potrafisz już znieść widoku kota na kanapie, chociaż sam tego kota kupiłeś. 

Szczerze? Czasami sobie myślę, że chyba nawet więźniowie mają ze sobą lepsze relacje, niż my ze swoimi sąsiadami.