Czy na pewno chcesz to opublikować na fejsie?

Problem goni problem. Takie mamy czasy i nic na to nie poradzisz. Jeśli jesteś ekologiem, możesz uratować jedno drzewo miesięcznie, może nawet kilka, ale wszystkich lasów Polski nie ochronisz. Możliwe, że pracujesz w Służbie Zdrowia i codziennie musisz decydować o ludzkim życiu, o tym, czy najpierw zawieźć na salę operacyjną pacjenta z jedynki, czy z trójki. Niezależnie od tego, którą opcję wybierzesz, ona zawsze będzie zła. Masz dwie możliwości; pogodzić się z tym, że tak już po prostu jest, albo nie. W drugim przypadku zawsze będziesz miał o coś pretensje, będziesz zawsze nieszczęśliwy i będziesz na siłę próbował szukać sprawiedliwości. Gdzie tę sprawiedliwość możesz dzisiaj znaleźć najszybciej? Oczywiście, że na fejsie! Pytanie tylko…

Czy na pewno chcesz to opublikować na fejsie?

Ludzie dziś powariowali. Cały świat zaczyna się ze sobą przekomarzać, zaczyna dyskutować, czy po prostu się ze sobą komunikować na fejsie. Życie publiczne już od pewnego czasu, zamiast toczyć się w normalnym świecie, toczy się w wirtualnej rzeczywistości. No dobra, to jeszcze jestem w stanie jakoś przełknąć, ale… Wszystko ma swoje granice prywatności, a niektórzy jak widać, mają z tym problem. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zaczynasz być nie jedną, ale trzema, pięcioma, czy dziesięcioma osobami.

Problem zaczyna się, kiedy nie potrafisz rozróżniać emocji drugiej osoby, a Twój (nie)śmieszny żart staje się podkopaniem czyjejś reputacji. Problemem w końcu zaczynasz być ty sam, kiedy decydujesz się opublikować na fejsie informacje, które dotyczą osoby z konkretnym imieniem i nazwiskiem. Przecież to takie oczywiste, że skoro jesteś w danej grupie z tym człowiekiem (w pracy, na studiach, czy gdziekolwiek indziej), to nie musisz się go pytać o zgodę na wstawienie informacji, którego jego dotyczą, z konkretnym imieniem, nazwiskiem i jeszcze najlepiej numerem telefonu. 

Trzy rodzaje postów, których nie musisz opublikować na fejsie

1. Twoje życie rodzinne

Mówiąc krótko; Twoje życie to twój problem. Oczywiście w rzeczywistości nie zawsze to działa w ten sposób, ale w wirtualnym świecie nic nie jest Twoje i nic nie jest prywatne. Do czego piję? Do fejsa rzecz jasna i do jego przecudownych statusów, które mają nam umilać życie i sprawiać, żebyśmy poczuli się jak w domu. Bzdura! W swoim domu, możesz robić co chcesz, ubierać się jak chcesz, wieszać na ścianach zdjęcia, jakie tylko chcesz i nikomu nic do tego (chyba że to mąż, albo żona). 

Rodzinny facebook

Na fejsie twoją ścianę widzą wszyscy; ci, których lubisz i ci, których nienawidzisz też, albo raczej przede wszystkim. Wrzucisz jedno  rodzinne zdjęcie, a oni je przerobią w jakimś średniej jakości programie, na takie, które pokazuje Cię w stanie bardzo interesującym, na imprezie 5 lat temu. Nic z tym wtedy nie zrobisz, bo zdjęcie będzie już krążyło po internecie, nawet jak pozbędziesz się znajomego, który je wrzucił. Pół biedy, jeśli jesteś na nim tylko Ty, ale co jeśli jest na nim cała Twoja rodzina? Zaczyna się robić problem, a ludzie czasami totalnie bez zastanowienia wrzucają każde zdjęcie na fejsa, żeby się tylko pochwalić, jacy to oni nie są kreatywni. 

Wszystko fajnie, dopóki sprawa nie dotyczy rodziny. Ile jest w życiu takich wydarzeń jak ślub, narodziny dziecka, czy nawet (nikomu tego nie życzę) wypadek samochodowy? Jedno, dwa, pięć? Nieważne ile, ważne, że są to chwile wyjątkowe i nie każdy z Twoich 1300 znajomych (z tego 700, których widzisz rzadziej niż raz do roku) musi o nich wiedzieć. Szczerze wątpię, żeby tych 1300 ludzi aż tak przejmowało się Twoim życiem. Co robią tymczasem młode mamy? „Za 5 miesięcy spodziewam się dziecka” – status na fejsie. Po co komu to wiedzieć? Przecież i tak nie zaprosisz na chrzciny albo ślub 1300 osób.

2. Życie towarzyskie 

Na potrzeby własne, sprawy sercowe ludzi w wieku 13+ do powiedzmy 20+ też zaliczam do życia towarzyskiego. Dlaczego? Bo w większości ludzie, których poznajemy w tym czasie, niewiele będę miali z nami wspólnego za 10, czy 15 lat, chociaż zdarzają się wyjątki. Często, chociaż spotykamy ich tylko raz w życiu, odgrywają w nim wielką rolę. Świetnym przykładem są tutaj te zdjęcia z imprezy sprzed 5 lat, o czym też wspominałem już wcześniej. To zdjęcie prawdopodobnie niewiele będzie miało już teraz z Tobą wspólnego, bo zmieniłeś w tym czasie ubiór, fryzurę, dom, pracę. Przede wszystkim jednak to Ty się zmieniłeś i zmądrzałeś. A zdjęcie? Jest twoją przeszłością, której i tak się nie pozbędziesz, bo siedzi w twojej głowie, więc po co jeszcze ogłaszać te życiowe wpadki całemu światu? No nie ma sensu.

Nie mówię, że teraz wszyscy na raz mają stać się internetowymi ascetami, ale tak naprawdę na wszystko jest sposób. Wszyscy dobrze wiemy, że teraz jakakolwiek impreza urodzinowa, czy domówka bez alkoholu to żart. Smutne, ale prawdziwe. To wcale nie oznacza, że na każdym, albo co drugim zdjęciu musi być widać stół zastawiony na zmianę chipsami i alkoholem. Ktoś to potem wrzuci na fejsa i masz problem, bo na przykład jesteś jakimś kierownikiem, albo nauczycielem… Zdjęcie zawsze można sobie zrobić przed stołem, tak żeby go zasłonić a przecież i tak każdy wie, co tam było, albo czego nie było.

3. Twoje sprawy prywatne

Napisałem „sprawy prywatne”, chociaż tak naprawdę o tym, co dzisiaj prywatne jest, a co nie jest można by dyskutować bardzo długo. Najprościej rzecz ujmując, sprawy prywatne to takie, które dotyczą mnie bezpośrednio i wszystkie informacje z nimi związane powinny trafiać bezpośrednio do mnie. To teraz pytanie za 100 punktów do wszystkich, którzy byli kiedyś w szkole; Ocena jest sprawą prywatną, czy nie jest? I tu zaczyna się problem, bo w szkole do dziennika papierowego i elektronicznego nie ma dostępu tylko sam uczeń, nawet jeśli jest pełnoletni. 

Podobno większość ludzi może pod tym względem odetchnąć dopiero na studiach, bo tam nie liczy się już tak bardzo sama ocena, tylko to czy zdasz semestr bez warunku, ale… To wszystko to znowu tylko piękna teoria a często jest tak, że o swoich  wynikach z egzaminu dowiadujesz się jako jeden z ostatnich. O tych negatywnych też….

Opublikować, czy nie opublikować?

Ilu ludzi, tyle opinii na temat ocen na studiach, ale z jednym na pewno zgodzą się ze mną wszyscy; Oblany egzamin nie jest niczym przyjemnym.  Wątpię też, że każdy ze studentów pragnie o tym ogłosić całemu światu, że właśnie oblał egzamin. Na to oczywiście też są sposoby, bo wystarczyłoby napisać, że; „Osoby, których tutaj nie ma, muszą przyjść na kolejny termin.” Na pewno nikogo nie zmotywuje fakt, że wszyscy zobaczą przy jego nazwisku: negatywny.

Tutaj też oczywiście trochę uogólniam, ale ludzie są różni i nie każdemu taka forma przekazywania informacji może odpowiadać. Najprościej oczywiście jak zwykle byłoby zapytać, czy wszyscy wyrażają zgodę na taką formę przekazywania informacji, ale są na świecie ludzie, dla których takie pytania są zbyt trudne.

Co opublikować a czego nie?

To pytanie jest tak śliskie, jak chodnik, którym szedłem wczoraj do sklepu i nie ma jednej dobrej odpowiedzi na to pytanie, chociaż… Wszystko tak naprawdę zależy od tego, jakim jesteś (profilem) człowiekiem i co chcesz, żeby ludzie o tobie pomyśleli. Sprawy prywatne (te z pozytywnym i te z negatywnym skutkiem) i tak zawsze najlepiej rozwiązuje albo świętuje się z najbliższymi, a nie w internecie.

  • Krystyna

    Na pewno warto chwilę się zastanowić, zanim wrzuci się coś na fejsa. Z tym się zgodzę. Jednak też rozumiem statusy typu: Jestem w ciąży. To całkiem normalne, że gdy z czegoś się cieszymy, to chcemy, by świat o tym wiedział. A że teraz docieramy do kilkuset osób, bo fejs, to inna sprawa.

    • Oczywiście uważam, że wiadomość o dziecku jest cudowną wiadomością, tylko że z tym faktem wiąże się jeszcze mnóstwo innych rzeczy. Pisząc o tych wydarzeniach miałem na myśli młode matki, które zarzucąją swoją tablicę; „Jestem w 5 miesiącu i znowu jem ogórki z nutellą.”

  • Justyna

    Myślę że ostatnio ludzie za dużo prywatności umieszczają w sieci. Czasem się chyba nie zastanawiają nad tym co dodają i piszą.Ja nie umieszczam zdjęć swoich oraz najbliższych

    • Swoje zdjęcia jeszcze nie są taką straszną rzeczą, ale problem zaczyna się kiedy pojawia się na nich więcej niż jedna osoba. Druga sprawa, że na fejsa, jeśli mają to być posty prywatne, powinniśmy wrzucać albo jakieś która dają coś drugiemu człowiekowi, albo takie dla odmóżdżenia. Takie jest moje zdanie 🙂

  • Ja mam wrażenie, że Ci którzy skrzętnie dokumentują całe swoje życie na fejsie pragną się pochwalić, poczuć się lepszym niż w rzeczywistości są. Może chcą, żeby inni im zazdrościli…???? Niekoniecznie wszyscy muszą znać i widzieć Twoje/moje 24 godziny z życia.

    • Też wydaje mi się, że najczęściej są to ci niedowartościowania, albo dowartościowania w nieodpowiedni sposób. A zazdrość nigdy nie będzie dobrym sposobem dowartościowania.

  • Fascynuje mnie ekshibicjonizm w sieci, którym często cechują się nawet osoby na co dzień zamknięte w sobie i raczej wycofane. Wirtualne kreowanie rzeczywistości, w tym samego siebie, wciąga..

    • W tej perspektywie akurat niektórym ludziom łatwiej jest się otworzyć, chociaż dla mnie nie jest to do końca zrozumiałe. Kreowanie rzeczywistości w internecie to jedno, ale trzeba je też umieć połączyć potem z prawdziwym życiem.

  • To jest głębszy problem z samoakceptacją, pewnymi brakami z dzieciństwa, niektórym osobom trudno panować nad tym, co publikują. Poważnie mówię.

    • Domyślam się, że problem, który pojawia się na zewnątrz, tak naprawdę siedzi wewnątrz człowieka. Inna sprawa, że dzisiejszy świat takim osobom nie pomaga.

  • EVita

    Dopóki publikowane treści, zdjęcia filmy dotyczą tylko osoby, która je pokazuje…. a niech robi, co chce ze swoim wizerunkiem. Problem zaczyna się, gdy np. rodzice masowo publikują zdjęcia swoich małych dzieci i to często w prześmiewczym kontekście. To jest moim zdaniem karygodne i powinno być zabronione jakoś.

    • No tak, prywatność kończy się tam, gdzie pojawia się druga osoba. Ja rozumiem wrzucić jedno zdjęcie z dzieckiem, bo to jest swego rodzaju oznaka szczęścia, ale trzeba znać umiar. Życie tego dziecka nie może się toczyć na fejsie cały czas, kiedy ono jeszcze nawet nie potrafi chodzić. A co do godności dziecka, to bardzo dużo pisał o tym Korczak.

  • Przyczepię się do tego: „Na fejsie twoją ścianę widzą wszyscy; ci, których lubisz i ci, których nienawidzisz też, albo raczej przede wszystkim.” To nieprawda. Ścianę i każdy konkretny post widzą tylko Ci, którym go pokażesz. Jedynym wyjątkiem jest, kiedy naszemu znajomego ktoś kuknie w monitor 😀

    • Wiem, że można się do tego przyczepić, ale fejs jest częścią internetu, a rzecz wrzucona do internetu zostaje tam na zawsze. Nigdy nie wiesz, kto, gdzie, ani w jaki sposób ją wykorzysta. Same ograniczenia widoczności postów też nie są takie perfekcyjne 🙂

      • A czemu nie są perfekcyjne?
        Tylko czym się różni wysłanie zdjęcia 10 bliskim znajomym od opublikowania go dla nich na facebooku? To dużo wygodniejsze, a efekt jest ten sam – ktoś z tych znajomych może to zdjęcie nadal posłać dalej/źle wykorzystać.
        Wiadomo, trzeba publikować z głową, ale dzisiaj nawet zupełnie prywatne zdjęcia trzymamy w chmurze (dropbox, te google’owe galerie) i o tym już nikt nie myśli w ten sam sposób 😉 Udostępniasz kilku znajomym zdjęcie na dropboxie – ok, udostępnisz im na FB – źle. Chociaż efekt jest ten sam.

        • Chodziło mi o to, że i tak każdy z naszych znajomych może post udostęnić dalej i w tym przypadku ograniczenia widocznoścni nie zawsze się sprawdzają, więc nie są perfekcyjne. Ten przykład z rozesłanim zdjęcia może się różnić, ale w zasadzie tylko na samym początku, kiedy zaznaczamy, kto ma zobaczyć teoretycznie to zdjęcie. Reszta zależy już od naszych odbiorców co z tym zrobią.

          Chmur nie używam, dlatego o tym niepomyślałem, ale zgadzam się z Tobą.

  • Ja tylko czekam na posty w stylu „zrobiłem kupę patrzcie jaki klocek” + obowiązkowo zdjęcie kału. Tak serio to idzie oszaleć. Wchodzić na fb a tam milion zdjęć dzieci, koleżanek w ciąży i zdjęć z USG…

    • Ja już nawet nie chcę sobie wyobrażać do jakiego poziomu to może dojść. Rozumiem dystans do swojej osoby, ale on też powinien mieć jakieś granice.

  • No tak irytujące są niektóre łańcuszki niekończących się zdjęć pewnych zdarzeń życiowych, które dotyczą najczęściej jedynie osób je publikujących (tutaj przydatna jest opcja „Ukryj posty tego i tego użytkownika”).
    Ale Ty pisałeś głównie o tej drugiej stronie, że publikując zdjęcie możesz się nieźle wkopać w przyszłości. Wciąż o tym aspekcie myśli stosunkowo niedużo osób choć, z moich obserwacji wynika, że świadomość w tym aspekcie jest coraz większa, w czym pomagają podobne Twojemu artykuły.
    No i dochodzi jeszcze sprawa kontroli nad tym co się publikuje jak wspomniała @Miniaturowa:disqus, i co stoi za tym, że ludzie chcą publikować swoją prywatność. Sama świadomość, że kiedyś skutki mogą być opłakane w przyszłości często nie wystarczy, aby pokonać emocje i uczucia, które za publikacją stoją.

    PS. Otagowałeś ten artykuł #opublikuj, czyżby mimo wszystko jakaś sugestia? 🙂

    • Najlepsze jest to, że Ty możesz sobie takie zdjęcie chcieć zrobić z kimś dla żartu, a potem zobaczysz je na swojej tablicy, albo jeszcze na jakiejś innej stronie internetowej. Całe szczęście, że fejs zostawił jeszcze opcję ukrywania niektórych postów, chociaż i tak „ukryj” to nie to samo co „usuń”.

      Ja wiem, że są rózne pobudki; jedne zewnętrzne inne wewnętrzne. Jedne są trudniejsze od drugich. Szkoda tylko, że skutki potem są często tak bolesne.

      PS. Nie było żadnej sugestii, bo była zbyt późna pora na myślenie o sugestiach 🙂

  • Katarzyna Dela

    Daje okazję do przemyśleń. Zaczynam odczuwać, jak silną broniąjest FB.

    • Myślę, że dziś przede wszystkim młodzież za późno zaczyna to odczuwać.

  • Ej, naprawdę nie chcesz wiedzieć, kto ile razy był danego dnia w toalecie albo czy aby u każdego pada śnieg? 😉

    Pisałam kiedyś tekst o anonimowości internetu – w zasadzie o czymś, co kompletnie nie istnieje. Ale nawet w dzisiejszych czasach wielu ludzi sobie tego nie uświadamia. Wrzucają jak leci wszystko, często bardzo intymne teksty, zdjęcia, które nie powinny wyjść poza rodzinny album (o ile w ogóle powinny się tam znaleźć).

    • Problem w tym, że pewnie nawet jak nie zechcę to w jakiś posób się o tym dowiem, bo zmieni się algorytm „moich rzekomych zainteresowań”. Przyznaję się do tego, że jeszcze kilka lat temu ten tekst, tak samo jak Twój, mógłby dotyczyć mnie, ale z pewnych rzeczy na szczęście się wyrasta. Tak mi się wydaje.

  • Tłumacze uczniom cały czas by się najpierw 10 razy zastanowili się zanim wrzuca fotkę na fejsa, a potem żeby i tak jej nie wrzucali, bo to co dodają na swoje ścianki może zaszkodzić im za kilka czy kilkanaście lat. Ale często to wygląda jak rzucanie grochem o ścianę.

    • Tłumaczyć możesz, ale tylko ci rozsądniejsi to zrozumieją. Może nawet nie będą już wtedy potrzebowali tego tłumaczenia. Wszyscy pozostali zaczekają, aż rzeczywiście poniosą konsekwencje takiego działania.

  • Justyna G

    Noooooooo, niezły post powiem Ci 😉 Dobrze napisane. Powinniśmy bardziej szanować swoją prywatność, tym bardziej, że masz rację – większość osób, które mamy na fb nie obchodzi nasze życie, a tylko mogą to negatywnie wykorzystać.

    • Czy dobrze napisane to nie wiem, bo zależy do kogo to trafi. Wiem jedno, że prywatności swojej, ale też swoich bliskich warto dobrze pilnować. Prawdziwi znajomi nie potrzebują do tego fejsbuka.

  • Zaryzykuję stwierdzenie, że ludzi publikują co popadnie, ponieważ tak naprawdę nie rozumieją co robią. Większość, za przeproszeniem, gównianego contentu publikują dzieci z podstawówki i starsze panie. Te pierwsze jeszcze nie rozumieją fejsa, a te drugie już nie rozumieją.

    • Chcą być uznani, nie ważne, czy w pełni rozumieją to co robią. Inna sprawa, że nie wiem co powinno się dzieciom powiedzieć przed tym jak siądą do komputera, żeby rzeczywiście korzystały z niego z głową.

  • W ogóle nie trzeba nic publikować na facebooku. To jakiś ustawowy obowiązek posiadanie konta w mediach społecznościowych i publikowanie tam czegokolwiek? Znam ludzi którzy nigdy nie byli na fejsie ani na nk, nie są i nie będą. Znam tez takich, którzy mają konto bez zdjęć i publikowania czegokolwiek. Wykorzystują media społecznościowe do kontaktu z krewnymi i przyjaciółmi przebywającymi daleko. A oceny? Kiedyś w jednym z wrocławskich pubów za każdą 2 w indeksie było darmowe piwo. Ululałem się niemiłosiernie po jednej z sesji. A oceny na studiach są ważne, choćby dla stypendium. Jeśli liczy się dla Ciebie tylko „zdanie semestru” bez warunku, to studia są stratą czasu. Lepiej od razu poszukać roboty.

    • Powiedziałbym, że to bardziej presja społeczna posiadania tego konta, żeby nie wypaść z obiegu i żeby wiedzieć co się na świecie dzieje. Znam co najmniej dziesięć osób mojego otoczenia, które nie miały konta na fb, ale zaczęły się studia i je założyli, żeby wiedzieć cokolwiek o zmianach na uczelni. Nie mam się jak przyczepić, jeśli idzie o argument kontaktu z krewnymi – masz rację. Oceny…wydaje mi się, że są sprawą prywatną i najlepiej, żeby osoba do której należą decydowała kto ma je widzieć. A stypendium dostaje 5% studentów, co wcale nie świadczy zawsze o tym, że są zdolni.

  • trochę się nie zgadzam 😉

    każdy publikuje na fejsie to, co chce. a widocznie chce, skoro publikuje. oczywiście warto ludzi uświadamiać, jak potężnym narzędziem jest internet i social media i jakie konsekwencje mogą wyniknąć z nieodpowiedzialnego ich używania. ale wciąż nie widzę nic złego w publikowaniu na fejsie zdjęć rodzinnych czy informacji o ciąży. łatwiej i mniej nachalnie jest opublikować to na swoim profilu, niż np. wysyłać smsy do wszystkich dalszych znajomych. no i na sms wypada odpisać. a na fejsie można zalajkować i skomentować, ale można też pominąć, jeżeli temat kogoś nie interesuje. nie ma presji reagowania. uważam, że to fajny sposób na przekazywanie informacji. oczywiście wiadomo nie wszystkich i nie zawsze. ale to każdy sam decyduje, jakie są jego granice. ja jakoś nie czuję tego, żeby pisać na fejsie, że spodziewam się dziecka, czy że się urodziło. ale wiele moich koleżanek to robi i ja nic widzę w tym nic złego. w sumie to wręcz przeciwnie. cieszę się, że mogę wiedzieć co u nich. a że wrzucanie zdjęć dzieci do internetu może być ryzykowne to już nie mój problem. nie moje dziecko. ma dorosłych rodziców.

    zdjęcie z imprezy sprzed 5 lat też bym chętnie teraz obejrzała, żeby się pośmiać, powspominać. uważam, że bez przesady. o ile tylko na takich zdjęciach nie pojawiają się jakieś nielegalne akcenty. stół zastawiony alkoholem tez nie wydaje mi się niczym specjalnie niestosownym. alkohol używany z umiarem nikomu na reputację nie powinien zaszkodzić. nie uważam, żeby zdjęcie z piwem było niestosowne. nawet jak uczysz w podstawówce. każdy ma prawo do swojej prywatności i nie przesadzałabym.

    warto zastanowić się przez chwilę, zanim coś opublikujemy w internecie, ale też nie ma sensu bać się internetu. coś złego może nam się przytrafić również kiedy będziemy offline. inna często poruszana kwestia to to, że nikogo nie obchodzi co publikujemy na fejsie. no cóż. nas też nie powinno obchodzić, że kogoś nie obchodzi, skoro mamy ochotę coś umieścić na swoim profilu. to tak jakbym narzekała na nudny serial w telewizji zamiast po prostu wyłączyć tv lub zmienić kanał.

    • W publikowaniu zdjęć rodzinnych chodzi o umiar, dobry smak, żeby nie pokazywać tak każdej sytuacji z życia i o to, żeby może nie pokazywać na zdjęciach całej rodziny skoro konto należy do jednego użytkowanika, bo może pozostałe osoby mogą sobie tego nie życzyć. A z ciążą to moim zdaniem warto znać umiar, bo ciało kobiety to sprawa osobista nawet w chwili kiedy nosi ona dziecka. Wtedy jest to tym bardziej osobiste i niekoniecznie trzeba na zdjęciach pokazywać wtedy swoje ciało. Zwłaszcza kiedy wygląda tak co drugie zdjęcie.

      Z reputacją to bywa też różnie. Znam historie znajomych, którzy poszli do pracy a tam rodzice wyciągali z internetów jakieś niestworzone historie, dopisywali sobie kilka zdań i szli z tym do dyrektora. Wyobrażasz sobie jaką krzywdę można wyrządzić takim posądzeniem naprawdę dobremu nauczycielowi, którzy po prostu ma życie towarzyskie na normalnym poziomie? To jest przykre, ale prawdziwe.

      Powinno się mieć zdecydowania większy dystans do wszystkiego co jest na fejsie, jak i tego co na nim umieszczamy. Dziś prywatność w sieci to fikcja.

  • Cóż, niektórzy po prostu chcą zaistnieć, pochwalić się i robią to bez zastanowienia. Innym być może się nudzi, a jeszcze innym – jest wszystko jedno. Oczywiście, zgadzam się, że nie muszą wrzucać do mediów społecznościowych postów, które dotyczą ich prywatnych spraw. Ale może chcą? Może widzą w tym sens życia? Jak lubią pisać o tym, co właśnie jedzą na śniadanie – proszę bardzo. Niech piszą. A czy ktoś na to zareaguje, to już inna kwestia.

    Ja zawsze kilka razy się zastanowię, zanim coś wrzucę na fejsa. Czasem wrzucamy z mężem zdjęcia z wypraw rowerowych, albo z wycieczki kajakiem po Motławie. Wybieram takie zdjęcia, co do których nie mam wątpliwości, że się nadają. Od czasu do czasu garść jakichś przemyśleń albo śmieszna sytuacja, która mnie spotkała. Byle z umiarem 🙂

    Najbardziej dyskusyjną kwestią są zdjęcia dzieci – od zawsze się ten temat drąży. Znam osobę, która wrzuca na fejsa fotki swojego malucha średnio 4-5 razy w tygodniu, prezentując zakupione nowe śpioszki czy body z logo pewnego klubu piłkarskiego z Pomorza… cóż, uważam, że nie postępuje słusznie, ale najwidoczniej nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji…

    Ostatnio pewna znajoma opublikowała na Facebooku zdjęcia mieszkania po remoncie. Z nowym wyposażeniem – TV, piękne meble, kino domowe. Dwa dni później wrzuciła posta, że wyjeżdża do Anglii. Zapewne nie miała na celu zapraszać do pustego mieszkania złodziei, ale ta sytuacja tak właśnie wyglądała. Dlatego zawsze warto przemyśleć, czy to co wrzucamy, nie odbije się negatywnie na naszym życiu.

    • Zaistanieć to ja bym też chciał ,ale zdecydowanie bardziej w realnym życiu. Jak zaistniejesz w internecie to ten internet zrobi potem z Tobą co zechce. Jak zaistniejesz w realnym życiu to też jest takie ryzyko, ale przynajmniej prezentujesz prawdziwego siebie. Jak ktoś chce tak żyć to jego sprawa.

      Swego czasu miałem rózne konta na różnych portalach i też nie zawsze były na nich zdjęcia które powinny być, ale… Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć, nauczyć się na błędzie i nie popełniać go więcej. Oby tylko ten błąd nie był zbyt bolesny.

      Reklamować logo na ciuszkach można i można zrobić też takie zdjęcia, które będą pokazywały tylko konkretną częęść ubranka. No, ale co kto woli.

      PS. Uważaj na tą znajomoą jak przypadkiem znajdzie się w Twoim domu.

  • Marzena WM

    A może to działa tak, że im większa ilość postów tym jestem bardziej cool, istnieję, żyję 😀 tak samo chyba jak myślenie, że im więcej mam znajomych tym jestem fajniejszy 😉 Trzeba więc wszystko publikować, bez wyjątku! 😀 😉

    • Wiesz co, jeśli to rzeczywiście tak działa to ja nie jestem pewien czy chcę w tym uczestniczyć. W kwestii znajomych to ocena ilościowa też mi się ostatnio przejadła trochę. O żesz ty…zapomniałem napisać na fejsie, że właśnie odpowiadam na komentarze i dlatego mnie tam nie ma 😀

  • „To pytanie jest tak śliskie, jak chodnik, którym szedłem wczoraj do sklepu” 😀 ….
    Otóż to! Wiesz, dla mnie FB czy wcześniej NK to po prostu portal plotkarski; jesteś ciekawy (i jest tu zupełnie pusta ciekawość) jak życie ułożyły sobie osoby z klasy, z podstawówki? Wchodzisz na fejsa i już jest o czym gadać przy kawie z psiapsiółą 🙂 Zaznaczę, z ręką na sercu, ze ja tego nie lubię- po prostu nie lubię mówić o innych. W ogóle. ….a nawet jak ktoś lubi mówić tylko o sobie, musi się liczyć z tym, że i inni będą z powodu jego wylewności o nim gadali- bo im na to daje zgodę.

    • NK jeszcze pod tym względem było bardziej znośne, nie było tyle śmieci. O ile plotkowanie przez fejsa o tym jak tam upłynęło nam życie po 10 latach rozumiem, o tyle obgadywanie kogoś innego przez fejsa, czy jakiś inny komunikator….Słabsze niż na żywo… Dziś nawet na żywo trzeba wiedzieć z kim gadać i o czym gadać.

  • Dotykasz tu aspektu, który mnie bardzo nurtuje. Rzeczywiście, często nie mamy wpływu na to, co pojawia się w sieci – choć dotyczy bezpośrednio nas. Niesamowite jest to, że często instytucje publiczne łamią podstawowe zasady dobrego smaku i wyczucia: bo na przykład szkoły publikują bez zgody (nawet nie myśląc, że takiej potrzeba!) zdjęcia dzieci z podpisami, szczegółami dot. miejsca zamieszkania i wyników w nauce i wielu wielu rzeczy – przecież te informacje pozostają w internecie na wieki. Ja już nawet nie mówię o bezpieczeństwie wirtualnym, ale weź później próbuj zbudować markę w internecie, kiedy po wpisaniu „Karol Iksiński analityk finansowy”, Google wyrzuca ,,Karol Iksiński, zwycięzca konkursu na tekturowy zamek” plus pińćset zdjęć z dzieciństwa…

    • Najlepszym tego przykładem są różnego typu dziwne aplikacje na fejsie, gdzie czasami nawet nieumyślnie możesz sobie wpakować jakieś bzdury na tablicę. Przyznam się, że o ile zdjęcia dzieci z podpisami to jest rzecz, która w zasadzie jest już normą w niektórych miejscach, to nadal zastanawia mnie system ocen w internetowym dzienniku, bo przecież to jest sieć. Nie wierzę, że te dane są tam w pełni bezpieczne. W kwestii tych zwyciezców konkursów o których piszesz dużo mzieniło się na lepsze, bo w szkołach do których chodziłem tej prywatności akurat przestrzegano, choć domyślam się, że nie jest to zasadą wszędzie a powinno.

      • Mam wrażenie, że w większości szkół (może teraz jest już lepiej) w ogóle się nie podnosiło takiego problemu jak prywatność. Tak, jakby kadra nie zdawała sobie sprawy z tego, że internet to nie gazetka szkolna 🙂

        • Weź też pod uwagę to, że kadra też wychowuje się w dobie internetu.

          • MŁODA kadra – a taka jeszcze albo nie jest zbyt liczna, albo mało decyzyjna.

          • A dla tej starszej posługiwanie się Internetem jest często traktowane jak za karę.

  • Roman Sidło

    Temat ciekawy, mimo że cały czas znajduje się na tapecie. Osobiście cieszę się, że dojrzałem do tego, by przestać dzielić się w social media sprawami dalece prywatnymi i osobistymi. A muszę przyznać, że niestety miałem taki etap w swoim życiu, gdzie informowałem znajomych z fejsa o rzeczach, o których niekoniecznie powinni wiedzieć. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, jak niektóre wpisy potrafią być niebezpieczne. Kiedyś nawet uczestniczyłem w wykładzie, na którym policjant przedstawiał, w jaki sposób pedofile korzystają z Facebooka, na którym rodzice dobrowolnie zamieszczają informacje dotyczące swoich pociech (np. na jakie zajęcia i kiedy uczęszczają). Myślę, że w tym temacie należało postawić na edukację, edukację i jeszcze raz edukację. Ale to raczej niemożliwe za kadencji tego rządu, który najchętniej ograniczyłby się do nauczania dzieci „zdrowaś Maryjo”.

    • Myślę, że każdy z nas, tych którzy po latach 90 mieli komputer w domu, miał taki czas gdzie chciał się dzielić różnymi informacjami w internecie, ale nei zawsze wiedział, którymi warto. Wiesz, mam wrażenie, że za mało jest pod tym kątem prawdziwej profilaktyki, takiej jak np. przedstawił ostatnio Witek MIchalak. Policjanci mająwiezę, ale nie potrafią często jej przekazać młodym ludziom w taki sposób, żeby to do nich trafiło. Edukacja to dziś trudniejsze słowo niż nam się wydaje.

  • Iza

    Ja mieszkam poza krajem i FB w jakimś sensie umożliwia mi podglądanie dalszych znajomych. Sama konto osobiste traktuję jako pamiętnik. Lubię funkcję, która po czasie przypomina mi posty. W większości są one widoczne tylko dla najbliższej rodziny lub znajomych, ale nie będę udawała, że wybiórczo nie udostępniam czegoś bez ograniczeń. Ale tekst mi przypomniał o tym, że dawno nie przeglądałam FB mojego syna, ale z pozycji jego telefonu, bo przecież zawsze można opublikować post wykluczając konkretną osobę, np. sprawującą kontrolę matkę 😉 ale taki mamy układ. Uprzedzałam, że będę to okazjonalnie robiła, tylko zapomniałam o możliwościach jakie FB daje, a sama z niej korzystam. I polecam innym – zastanowić się kto i czy powinien nasz post zobaczyć. 🙂

    • Gdybym mieszkał poza krajem też bym pewnie tak zrobił, ale póki co mieszkając w kraju sporwadza się to u wielu z nas do tego, że zamiast zapukać do drzwi znajomego, zaglądamy na jego tablicę na fejsie. Drzwi za sobą do mieszkania zamknął, ale do swojej prywatności nie. Przyznam, że opcja pominięcia osoby w danym poście jest kreatywna, ale to w Twojej sytuacji ma więcej wad niż zalet. Inna rzecz, że tak naprawdę rodzice nie są dziś w 100% kontrolować sowich dzieci, bo musieli by cały dzień spędzić w internecie przekopując tzw. tablicę.

  • mojego znajomego córka napisała kiedyś na fejsie że zrobiła sobie niezłą „palcówę”, to jest ochydne, dorosła kobieta z 3ką dzieci i takie rzeczy wypisuje. Jej ojciec był wtedy poważnie chory, nie widział tego. Skupiał się na reszcie czasu jakie mu pozostały. Napisała również że musi jak najszybciej wykożystać ojca i wziąść bardzo fancy ślub zanim staruch umrze. Jak tak można!!!!!!! On zasługiwał na lepszą rodzinę. Był dla mojej rodziny jak drugi ojciec. Dobry człowiek. Ale fakt, niektórzy to na prawdę nie mają wstydu i ograniczeń. U mnie fejsbuk to kontakt ze znajomymi w Polsce, jako że jestem w UK. Pozdrawiam i zapraszam do siebie ponownie jak kiedyś najdzie cię ochotka 😉

    • To już jest rzeczywiście cios poniżej pasa i każdego poziomu, bo rodzinę owszem mona mieć różną, ale nigdy nie mówi się o rodzinie takich rzeczy a już tymbardziej nie opisuje w internecie. Niektrzy jak widać dla kasy i fejmu zrobią dużo więcej niż człowiek mółby się spodziewać. Z resztą to chyba nie jest pojedynczy przypadek.

      Kontakt z rodziną, czy ze znajomymi, to inna historia o której pisała też Iza.

      • Ja po prostu nie mogłam uwierzyć co ona wypisuje o swoim ojcu, który nieba by jej przychylił, który umierał… po prostu nie mogę. Od jego śmierci nie odzywa się do nas i dobrze, po co mi taka fałszywa znajoma? Poza tym, Richard zasługiwał na lepszą rodzinę. Pozdrawiam!

        • Częśto jest tak, że chcielibyśmy coś zrobić dla innych, żeby żoło im się lepiej, ale nie zawsze to od nas zależy.

  • Moim zdaniem jest to sprawa indywidualna. Jeżeli ktoś chce coś publikować..no cóż, niech to zrobi. Każdy powinien mieć swojego moralniaka i jakąś granicę wewnętrzną, z czym chce się upubliczniać a z czym nie. To tak samo jak w „realu” – chcesz o czymś powiedzieć to powiedz, a jeśli powiesz za dużo albo nieodpowiedniej osobie będziesz mieć nauczkę na przyszłość. Dużo też zależy od sposobu przekazu 😉

    • Z jednej strony masz rację, że to co kto publikuje to jego sprawa indywidualna. Z drugiej strony jednak, jeśli te publikowane treści godzą w inne osoby i do tego jest to publikowana na fejsie to nic już nie jest indywidualne. Nasza moralność w dobie internetu zostaje jeszcze bardziej wystawiona na próbę, ale masz rację, że sposób przekazu jest ważny tak samo na żywo jak w internecie.

  • Myślę, że niepotrzebnie marnujemy swoją energię na rozmyślania co powinni inni, szczególnie kiedy na końcu kwitujemy to zdaniem „ile ludzi tyle opinii”.
    Tak komunikujemy się dziś głownie na Facebooku. Bo komunikacja to naturalny i nieprzerwany proces. Przez to co publikujemy, jakie opinie wyrażamy, jaki styl życia promujemy tworzymy swój wizerunek osobisty. Dokładnie to samo jednak robimy w realnym życiu przez to jak się ubieramy, jak się zwracamy do swojego dziecka, czy witamy się wchodząc do sklepu.

    A to, że technologia poszła do przodu i każdy ma dostęp do publikowania masowego to już inna sprawa. Trzeba do obowiązków rodzica dorzucić naukę swoich dzieci jak mądrze z tej możliwości korzystać. Oczywiście, żeby uczyć dzieci sami musimy wypracować jakieś swoje zasady. Najważniejsze jednak, żeby było to zgodne z naszym sumieniem i wartościami. Może to nad tym w pierwszej kolejności należy się zastanowić.

    Jeśli nie chcę widzieć życia prywatnego innych klikam „unfollow”. Jeśli ktoś nie chce śledzić moich działań, może zrobić dokładnie to samo. Otaczajmy się tym czym chcemy i czerpmy z tego inspirację, zamiast skupiać się na gdybaniu 🙂
    Pozdrawiam

    • Jest torchę racji w tym co mówisz, bo rzeczywiście nie mamy wpływu na wszystkich ludzi, ale… Biorę pod uwagę to, że w przyszłości będę nauczycielem i od tego co ja powiem/zrobię będzie zależało w jakiś sposób wychowanie któregoś dziecka. Wiem, że to może być przypadek jednostkowy, ale nie wszystko da się przeliczyć na ilość.
      Tworzenie wizerunku przeniosło sie dziś do internetu, ale nie oznacza to, że nie kreujemy go w rzeczywistości. Trzeba umieć te dwie reczy dzisiaj połączyć. Niestety wielu ludzi dziś tworzy inny wizerunek siebie w internecie a inny w realnym życiu. Ja tak chyba nie potrafię.

      Studiuję Pedagogikę, więc dorzucam do tego naukę nie tylko (może kiedyś) swoich dzieci, ale też tych, na których wychowanie będę miał pośredni wpływ. A wartości? Te główne na których się wychowałem mam już wpojone na stałe. Przyjdzie czas, że trzeba je będzie skonfrontować z innymi poglądami.

      Cieszę się, że przedstawiłaś swój punkt widzenia. Pozdrowienia.

  • Ja zauważyłam, pewną prawidłowość im więcej mam znajomych tym mniej publikuję. Nie bawią mnie już oznaczanki w stylu jestem w kinie oglądam film lub restauracji i jem obiad ale jak pojadę na OWF to na 100 % napiszę jak się bawię. Po co? chociażby po to żeby FB mi przypomniał gdzie byłam o tej porze np rok temu 🙂

    • Pamiętam, że kiedyś oznaczałem się w każdym poście na fb, na każdym wydarzeniu i na każdym zdjęciu, które potem wisiało na mojej talicy fejbukowej. Z czasem mi przeszło a oznaczony jestem tylko na tych zdjęciach, które chcę, żeby były widoczne i na których widać jakieś konkretne działanie.

  • Ja traktuję zdjęcia jak zapisy z chwil. Na facebooka wrzucam tylko te chwilie, którymi chcę sie podzielić z innymi. Zresztą Ci inni często na nich też są 🙂
    A te najgorsze leżą bezpiecznie w zakamrkach mojego smartfona, ew moich przyjaciół 😀

    • Co do tematu zdjęć, to jeszcze zadziwia mnie dzisiaj to jak wiele zdjęć umieszczamy w internecie, bo mamy je w wersjach elektronicznych. Tak samo ten na fejsie jak i te w folderach na komputerze mogą przeceiż bardzo szybko zniknąć. A te papierowe? Do dziś mam zdjęcia z dzieciństwa jak miałem trzy lata. Nie opublikowałem tych zdjęć na fejsie, ale pomimo to one nadal żyją 🙂

  • Kiedyś byłem maniakiem, publikowałem, co się da tak naprawdę. Młody, głupi. W sumie nadal młody, ale już chyba nie tak głupi. Dzisiaj facebook służy mi do komunikowania się z innymi znajomymi. Szybko, przyjemnie i bez trzymania telefonu przy uchu.
    Zgadzam się z każdym słowem, które napisałeś. Gdybym mógł, podpisałbym się pod tym tekstem wszystkimi kończynami. 🙂

    • Mówi się, że młodość ma swoje prawa i chyba największe prawo to te do popełniania błedów, oby tylko z jakimś sensownym skutkiem. Mój fejs od jakiegoś czasu świeci pustkami chyba, że akurat przeczytam jakiś artykuł o niepełnosprawnych. Z ludźmi wolę porozmawiać na żywo, ale tylko z tymi, z którymi się da.

      Dzięki za Twój komentarz.

  • Szczerze mówiąc, nie ogarniam ludzi, którzy dzielą się ze światem każdym kichnięciem i pierdnięciem na Fejsie, a niektóre informacje są naprawdę niesmaczne.

    • Oczywście da się takie aktualizacje ograniczyć, ale najpierw trzeba to zobaczyć, żeby wiedzieć, kto i co publikuje.

  • Stary problem odkąd ludzie mają dostęp do sieci (nie tylko zwanej internetem). To czy wrzucisz czy nie wrzucisz to kwestia świadomości. Wskazujesz na fejsa, a nie tak dawno gógiel ładował wszystkie zdjęcia do sieci czy użytkownik tego chciał czy nie. Ba! Nawet o tym nie wiedział. Problemem nie jest to co wrzucisz z zakrapianej imprezy (trochę bagatelizuję, bo rozwiązanie jest fajne – telefony i aparaty chowa się pod kluczem), tylko to co wrzucą inni, bo na to nie masz żadnego wpływu. Obrazek dla przykładu, zrobiony przypadkiem.

    https://uploads.disquscdn.com/images/5280cbad04c5418258208214a3655d82f2c307da95ff96e1eb8e0e370674f451.jpg

    • Tutaj wychodzi kwestia dobrego dobierania sobie znajomych, bo o tym, że zdjęcia z imprezy są różne, wszyscy dobrze wiemy. Problem w tym, żeby te niewłaściwe, nie wyciekły, gdzie nie trzeba.

      • Zasada jest jedna – nie chcesz kompromitujących fotek, to ich nie rób. Każde zdjęcie zawsze gdzieś „wycieknie” i dobór znajomych nie ma tu znaczenia. Serio, serio.

        • Potem można szybko poznać zaufanych przyjaciół.

          • Czyli bierzesz pod uwagę tylko czynnik ludzki. No cóż, do czasu.

          • Nie tylko, ale głównie na tym aspekcie się skupiam tutaj na blogu. W życiu bywa różnie 🙂

  • Zlota zasada – co za dużo to niezdrowo. W ogóle umiar to uniwersalny sposób na wszystko, na internet też. 🙂 Przyznam, że zawsze ręka mi drży przed kliknięciem opublikuj, niezależnie czy to wpis na blogu czy post na fejsie, z uwagi na świadomość, że wrzucam to w sieć, czyli w coś, co może zatrzymać moje wrzuty na zawsze, nawet jeśli ja się rozmyślę. No ale nie ma ryzyka, nie ma zabawy. 🙂

    • Mam czasami takie chwile, że zastanawiam się czy coś publikować, czy nie. Zdarza mi się też, że zaczynam się zastanawiać, przed napisaniem czegoś, czy ma to sens zaczynać. Na blogu, mimo wszystko wydaje mi się to prostsze, ale może to dlatego, że to strona, którą głównie ja prowadzę i ode mnie zależu co tu będzie.