Czy na pewno chcesz to opublikować na fejsie?

Problem goni problem. Takie mamy czasy i nic na to nie poradzisz. Jeśli jesteś ekologiem, możesz uratować jedno drzewo miesięcznie, może nawet kilka, ale wszystkich lasów Polski nie ochronisz. Możliwe, że pracujesz w Służbie Zdrowia i codziennie musisz decydować o ludzkim życiu, o tym, czy najpierw zawieźć na salę operacyjną pacjenta z jedynki, czy z trójki. Niezależnie od tego, którą opcję wybierzesz, ona zawsze będzie zła. Masz dwie możliwości; pogodzić się z tym, że tak już po prostu jest, albo nie. W drugim przypadku zawsze będziesz miał o coś pretensje, będziesz zawsze nieszczęśliwy i będziesz na siłę próbował szukać sprawiedliwości. Gdzie tę sprawiedliwość możesz dzisiaj znaleźć najszybciej? Oczywiście, że na fejsie! Pytanie tylko…

Czy na pewno chcesz to opublikować na fejsie?

Ludzie dziś powariowali. Cały świat zaczyna się ze sobą przekomarzać, zaczyna dyskutować, czy po prostu się ze sobą komunikować na fejsie. Życie publiczne już od pewnego czasu, zamiast toczyć się w normalnym świecie, toczy się w wirtualnej rzeczywistości. No dobra, to jeszcze jestem w stanie jakoś przełknąć, ale… Wszystko ma swoje granice prywatności, a niektórzy jak widać, mają z tym problem. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zaczynasz być nie jedną, ale trzema, pięcioma, czy dziesięcioma osobami.

Problem zaczyna się, kiedy nie potrafisz rozróżniać emocji drugiej osoby, a Twój (nie)śmieszny żart staje się podkopaniem czyjejś reputacji. Problemem w końcu zaczynasz być ty sam, kiedy decydujesz się opublikować na fejsie informacje, które dotyczą osoby z konkretnym imieniem i nazwiskiem. Przecież to takie oczywiste, że skoro jesteś w danej grupie z tym człowiekiem (w pracy, na studiach, czy gdziekolwiek indziej), to nie musisz się go pytać o zgodę na wstawienie informacji, którego jego dotyczą, z konkretnym imieniem, nazwiskiem i jeszcze najlepiej numerem telefonu. 

Trzy rodzaje postów, których nie musisz opublikować na fejsie

1. Twoje życie rodzinne

Mówiąc krótko; Twoje życie to twój problem. Oczywiście w rzeczywistości nie zawsze to działa w ten sposób, ale w wirtualnym świecie nic nie jest Twoje i nic nie jest prywatne. Do czego piję? Do fejsa rzecz jasna i do jego przecudownych statusów, które mają nam umilać życie i sprawiać, żebyśmy poczuli się jak w domu. Bzdura! W swoim domu, możesz robić co chcesz, ubierać się jak chcesz, wieszać na ścianach zdjęcia, jakie tylko chcesz i nikomu nic do tego (chyba że to mąż, albo żona). 

Rodzinny facebook

Na fejsie twoją ścianę widzą wszyscy; ci, których lubisz i ci, których nienawidzisz też, albo raczej przede wszystkim. Wrzucisz jedno  rodzinne zdjęcie, a oni je przerobią w jakimś średniej jakości programie, na takie, które pokazuje Cię w stanie bardzo interesującym, na imprezie 5 lat temu. Nic z tym wtedy nie zrobisz, bo zdjęcie będzie już krążyło po internecie, nawet jak pozbędziesz się znajomego, który je wrzucił. Pół biedy, jeśli jesteś na nim tylko Ty, ale co jeśli jest na nim cała Twoja rodzina? Zaczyna się robić problem, a ludzie czasami totalnie bez zastanowienia wrzucają każde zdjęcie na fejsa, żeby się tylko pochwalić, jacy to oni nie są kreatywni. 

Wszystko fajnie, dopóki sprawa nie dotyczy rodziny. Ile jest w życiu takich wydarzeń jak ślub, narodziny dziecka, czy nawet (nikomu tego nie życzę) wypadek samochodowy? Jedno, dwa, pięć? Nieważne ile, ważne, że są to chwile wyjątkowe i nie każdy z Twoich 1300 znajomych (z tego 700, których widzisz rzadziej niż raz do roku) musi o nich wiedzieć. Szczerze wątpię, żeby tych 1300 ludzi aż tak przejmowało się Twoim życiem. Co robią tymczasem młode mamy? „Za 5 miesięcy spodziewam się dziecka” – status na fejsie. Po co komu to wiedzieć? Przecież i tak nie zaprosisz na chrzciny albo ślub 1300 osób.

2. Życie towarzyskie 

Na potrzeby własne, sprawy sercowe ludzi w wieku 13+ do powiedzmy 20+ też zaliczam do życia towarzyskiego. Dlaczego? Bo w większości ludzie, których poznajemy w tym czasie, niewiele będę miali z nami wspólnego za 10, czy 15 lat, chociaż zdarzają się wyjątki. Często, chociaż spotykamy ich tylko raz w życiu, odgrywają w nim wielką rolę. Świetnym przykładem są tutaj te zdjęcia z imprezy sprzed 5 lat, o czym też wspominałem już wcześniej. To zdjęcie prawdopodobnie niewiele będzie miało już teraz z Tobą wspólnego, bo zmieniłeś w tym czasie ubiór, fryzurę, dom, pracę. Przede wszystkim jednak to Ty się zmieniłeś i zmądrzałeś. A zdjęcie? Jest twoją przeszłością, której i tak się nie pozbędziesz, bo siedzi w twojej głowie, więc po co jeszcze ogłaszać te życiowe wpadki całemu światu? No nie ma sensu.

Nie mówię, że teraz wszyscy na raz mają stać się internetowymi ascetami, ale tak naprawdę na wszystko jest sposób. Wszyscy dobrze wiemy, że teraz jakakolwiek impreza urodzinowa, czy domówka bez alkoholu to żart. Smutne, ale prawdziwe. To wcale nie oznacza, że na każdym, albo co drugim zdjęciu musi być widać stół zastawiony na zmianę chipsami i alkoholem. Ktoś to potem wrzuci na fejsa i masz problem, bo na przykład jesteś jakimś kierownikiem, albo nauczycielem… Zdjęcie zawsze można sobie zrobić przed stołem, tak żeby go zasłonić a przecież i tak każdy wie, co tam było, albo czego nie było.

3. Twoje sprawy prywatne

Napisałem „sprawy prywatne”, chociaż tak naprawdę o tym, co dzisiaj prywatne jest, a co nie jest można by dyskutować bardzo długo. Najprościej rzecz ujmując, sprawy prywatne to takie, które dotyczą mnie bezpośrednio i wszystkie informacje z nimi związane powinny trafiać bezpośrednio do mnie. To teraz pytanie za 100 punktów do wszystkich, którzy byli kiedyś w szkole; Ocena jest sprawą prywatną, czy nie jest? I tu zaczyna się problem, bo w szkole do dziennika papierowego i elektronicznego nie ma dostępu tylko sam uczeń, nawet jeśli jest pełnoletni. 

Podobno większość ludzi może pod tym względem odetchnąć dopiero na studiach, bo tam nie liczy się już tak bardzo sama ocena, tylko to czy zdasz semestr bez warunku, ale… To wszystko to znowu tylko piękna teoria a często jest tak, że o swoich  wynikach z egzaminu dowiadujesz się jako jeden z ostatnich. O tych negatywnych też….

Opublikować, czy nie opublikować?

Ilu ludzi, tyle opinii na temat ocen na studiach, ale z jednym na pewno zgodzą się ze mną wszyscy; Oblany egzamin nie jest niczym przyjemnym.  Wątpię też, że każdy ze studentów pragnie o tym ogłosić całemu światu, że właśnie oblał egzamin. Na to oczywiście też są sposoby, bo wystarczyłoby napisać, że; „Osoby, których tutaj nie ma, muszą przyjść na kolejny termin.” Na pewno nikogo nie zmotywuje fakt, że wszyscy zobaczą przy jego nazwisku: negatywny.

Tutaj też oczywiście trochę uogólniam, ale ludzie są różni i nie każdemu taka forma przekazywania informacji może odpowiadać. Najprościej oczywiście jak zwykle byłoby zapytać, czy wszyscy wyrażają zgodę na taką formę przekazywania informacji, ale są na świecie ludzie, dla których takie pytania są zbyt trudne.

Co opublikować a czego nie?

To pytanie jest tak śliskie, jak chodnik, którym szedłem wczoraj do sklepu i nie ma jednej dobrej odpowiedzi na to pytanie, chociaż… Wszystko tak naprawdę zależy od tego, jakim jesteś (profilem) człowiekiem i co chcesz, żeby ludzie o tobie pomyśleli. Sprawy prywatne (te z pozytywnym i te z negatywnym skutkiem) i tak zawsze najlepiej rozwiązuje albo świętuje się z najbliższymi, a nie w internecie.