Nie warto być dziś chrześcijaninem

Dzisiejszy świat jest jakiś dziwny. Naprawdę! Rodzisz się w jednym miejscu, żyjesz w drugim a umierasz w trzecim. Jakby tej życiowej gonitwy było mało, to w żadnym z tych miejsc, nie będziesz wystarczająco dobrze zrozumiany. Zwłaszcza jeśli jesteś chrześcijaninem. Będąc dzieckiem i tak cię nikt nie słucha, bo tylko dużo biegasz, dużo krzyczysz, wszystkiego chcesz a nie wymagasz od siebie. Jako dorosły zaczynasz rozumieć, że czasami lepiej jest trzymać język za zębami, bo tak będzie dla Ciebie i Twojego sukcesu zawodowego najbezpieczniej. W końcu na starość, kiedy ma się już ten bagaż życiowych doświadczeń, to i tak zostaje się samemu, bo przecież nikt teraz nie ma czasu na rozmowę, kiedy jest tyle rzeczy do zrobienia.

I tak naprawdę, to nie chodzi o to, że podałem tutaj przykłady trzech grup ludzi. Nie chodzi też to, że masz teraz znaleźć czas na wysłuchanie drugiej osoby. Przecież dobrze wiemy, że to się i tak nie stanie, bo wymyślona przeze mnie historia, to taki przykład osoby wierzącej. A wszyscy dobrze wiemy, że nie warto być dziś chrześcijanienem. Zwłaszcza Młodym, wierzącym w ideały, bo bardzo szybko możesz spać na ziemię. Bo…

Bycie Chrześcijaninem jest nudne

Nudne i strasznie uciążliwe. No, może trochę przesadziłem, ale w każdym razie; niemodne.  Bo, żeby jeszcze chodziło tylko o Mały Katechizm, czy Bierzmowanie to tam pół biedy. Problem w tym, że bycie chrześcijaninem to też zasady:

  • W niedzielę idziesz do kościoła.
  • W święta idziesz do kościoła (zaś to samo).
  • Z kumplami w piłkę (przepraszam, na Play’u) nie pograsz, bo trzeba iść w niedzielę do kościoła.
  • Żeby tylko synowi nie wpadło do głowy być ministrantem, bo kolegów to już na pewno wtedy nie znajdzie. A co dopiero dziewczyny.
  • Pomagasz obcym, bo tego wymaga od Ciebie chrześcijański ideał (To nieważne, że tak naprawdę pomaganie sprawia Ci frajdę).
  • Darujesz sobie ten kawałek mięsa w piątek, a dzieki temu solenizant będzie musiał zamówić dla Ciebie dodatkowe danie. (Teoretycznie, dla ludzi, którzy mają różne uczulenia też się to robi, ale to nieważne).
  • Nie ubierzesz na imprezę sukienki, która ma wycięte połowę pleców, bo nie wypada. Zostaniesz w zamian za to uznana za własną babcię, bo nikogo nie będzie obchodzilo to, że masz jakieś tam zasady.
  • Nie chodzisz na imprezy gdzie rozlewa się alkohol (W takim razie musiałbyś być nigdzie nie chodzić).
  • Będziesz musiał chodzić na religę w szkole, chociaż tak naprawdę to strata czasu i mógłbyś w tym czasie odrobić zadanie. W domu nie było kiedy, bo grałeś na Play’u.
  • Jak zrobisz na ulicy znak Krzyża, to ludzie uznaję cię za kosmitę.
  • O noszeniu Krzyża na piersiach to już nie wspomnę (lepiej się do tego publicznie nie przyznawaj).
  • Zamiast GTA na telefonie masz zainstalowaną aplikację „Pismo Święte” – porażka…
  • I na sam koniec (nie)szczęśliwej 12; Nie umawiasz się z chłopakiem, który nie towiera przed Tobą drzwi….do Kościoła 😀

To jakiś żart?

I wiecie; gdyby tak spojrzeć zupełnie serio na te zasady (do których oczywiście się przyznaję), to wyszło by, że jestem totalnym nudziarzem, który najchętniej to wybrałby się na Sylwestra z dwójką. Po północy to jedynie kompocik i nyny, bo rano trzeba o świcie przywitać Nowy Rok, a pierwsza Msza jest o godzinie o której wstają tylko kury. Na Studniówce po Światowych Dniach Młodzieży oczywiście podpierałem ściany, bo nie było krzeseł, a w Krakowie to było tak nudno, że jedynie media zrobiły sobie z tego atrakcję turystyczną. A przez ostatnich jedenaście lat swojej służby przy Ołtarzu udawałem. Nikt, kto naprawdę wysoko ceni własne wartości nie udaje przez 11 lat! 

Bycie chrześcijaninem to nie zasady a tolerancja

Tylko, że to wszystko o czym piszę tak bardzo ładnie wygląda; w teorii. Bo można być chrześcijaninem, chodzić na Mszę Świętą trzy razy w tygodniu i za każdym razem rzucać dychę na tacę. Tyle tylko, że to będzie bardziej popisówka niż wiara. Można być przez 5 lat ministrantem i wynieść dla siebie tylko tyle, żeby wystarczyło na nowego Assasina. A co z życiem? Można też nosić Krzyż jako znak Chrześcijaństwa na zewnątrz a w środku być twardszym niż góra lodowa. I można też nie znać wiary Chrześcijańskiej, nie wiedzieć kim był Chrystus, ale być po prostu dobrym człowiekiem.

Bycie dziś chrześcijaninem to ujma na honorze

Z resztą, co tu mówić o honorze. Przecież nikt normalny nie cieszy się z tego, że dostał na Święta bluzę, choć mógł dostać Powerbank. Nikt przy zdrowych zmysłach nie uśmiecha się widząc dzisięciu podobnych do siebie charakterem ludzi, którzy śpiewają na Chwałę Bożą. Prędzej pomyślisz sobie, że to jacyś wariaci. Tylko, że tak to już dziś jest, że jak w coś bardzo mocno wierzysz, jak masz w życiu jakiś stały system wartości (taki od pokoleń), jeśli potrafisz się cieszyć z naprawdę małych rzeczy, to zostaniesz uznany za popaprańca. 

Chrześcijaństwo a wiara

Pomyśl sobie teraz ile takich „popaprańców”, którzy wierzą w swój system wartości, ginie każdego roku. Jedni dlatego, że są radośni, inni dlatego, że zrobią Znak Krzyża. Są jeszcze tacy (jak ja i Ty), którzy poświęcają swój czas, żeby móc dzielić się tą radością w innych częściach świata. A potem giną, bo komuś „z góry” to się nie spodobało. Ja dziś mogę liczyć tylko na pytanie: Po co to robisz?. I oczywiście próbę wybicia mi tych „głupot” z głowy. No cóż; mówi się trudno. Trzeba posłuchać, kinwąć głową, ewentualnie nie zgodzić i uargumentować to w miarę rzeczowo (choć i tak jak ma wybuchąć z tego III wojna światowa, to wybuchnie). A jedyne czym można się przejmować, to własny rozwój. I nawet, jeśli ktoś w rzeczowej dyskusji zacznie ci wyrzucać, że nie dasz sobie nic powiedzieć, że Twoje argumenty (choćby były najbardziej rzeczowe i  nawet historyczne) nic nie znaczą – byłem uczestnikiem takiej dyskusji…  Nie przejmuję się tym, bo jeśli wierząc znajdujesz w sobie siłę, jeśli wierząc jesteś w stanie sprawić swoją obcenością, że druga osoba będzie szczęśliwa to…

Warto być Chrześcijaninem

Warto być chrześcijaninem, bo może ktoś dzięki Tobie potrafi odnaleźć w sobie radość. Pewnie mocno mi się dostanie za ten tekst, bo internety są okrutne, ale to nieważne. Lajki pójdą w dół, a statystyka będzie wyglądać jak zjazd ze skoczni mamuciej, ale to nieważne. Bo jeśli masz w sobie wystarczająco dużo samozaparcia, żeby powiedzieć Kowalskiemu „Nie”, a Bogu „Tak!”, w imię własnych wartości, to warto być chrześcijaninem. 

  • Wielu ludzi boi się przyznać do tego, że jest się Chrześcijaninem, bo tak jak napisałeś to „hańba na honorze”. Kolejne krzywe spojrzenie do kolekcji i być może 10-ciu znajomych mniej na facebooku. Świat jest okrutny, a ja podziwiam ludzi którzy mają odwagę otwarcie powiedzieć co im w duszy gra. Otwarcie przyznać się do tego czy owego. Wiara nie powinna być naszą hańbą, bo przecież każdy w coś wierzy, więc dlaczego jest tyle hejtu? Świat stanął na głowie i obrócił się trzy razy.

    • Tolerancja środowiska zależy od przypadku chrześcijanina. Sama znam jednego głęboko wierzącego, którego znajomi dookoła nie trawili, bo narzucał im swoje poglądy. Rozumiecie, ogólnie człowiek był jak najbardziej w porządku tylko rozmowa z nim zawsze sprowadzała się do jednego. Denerwowało mnie niesamowicie, że jako niewierząca byłam w jego oczach (jego rodziców również) gorsza. Żyjmy i dajmy żyć innym. Ale żebyście mnie źle nie zrozumieli – normalnych chrześcijan, którzy nie grzebią innym w życiu szanuję jak najbardziej – lubię idealistów. 😉

      • Narzucaniem swoich poglądów nikogo nikt jeszcze nie zbawił a wręcz przeciwnie. Właśnie dlatego bardzo duża część społeczeństwa nie otwiera drzwi świadkom Jehowy. Byłem nieraz w odwrotnej sytuacji, gdzie jak tylko zaczynał się temat wiary to nasz znajomy od razu zaczynał bluzgać na wszystko co z tym tematem związane. Najlepsze, że nikt mu jeszcze wczesniej nic złego nie powiedział. No, ale tak już czasami jest jak się trafi na upartego. Warto szanować różne ideały 🙂

        • Sama kiedyś otwarłam drzwi Świadkom, bo od zawsze lubię dyskutować i chciałam usłyszeć ich poglądy na niektóre sprawy. Nie chciałbyś słyszeć po fakcie kazania mojej babci, serio.
          Jeśli chodzi o szacunek – jak najbardziej. Gdyby tak wszyscy się wzajemnie szanowali, świat byłby cudownym miejscem.

          • Nie chciałbym słyszeć, ale domyślam się co mogła powiedzieć. I nawet jeśli osobiście nie zgadzam się z różnymi poglądami świadów Jehowy, to są to przecież też ludzie.

    • Na fejsie, to może Cię nie susuną tak odrazu, ale mogą się przestać odzywać, bo znowu przy jakimś temacie zaczną się niekulturalne różnice poglądów. To nie jest tak, że muszę każdemu powiedzieć o swojej wierze, ale jak już takie tematy wychodzą, to nie mam zamiaru się tego wypierać. A nawet jeśli kotś ma inne wierzenia to przecież jest jego wolny wybór.

  • Warto być dobrym człowiekiem. Religia to dodatek, a cytując klasyka: „religia to mandragora dla mas” ;>
    i choć czasem chciałabym powtarzać za Lennonem „imagine there’s no religion”, to mam świadomość tego, że z braku religii ludzkość prowadziłaby święte wojny np. w kwestii tego, czy do frytek używać keczupu czy majonezu (oczywiście, że majonezu, infidels!), nie jest to więc skuteczne rozwiązanie. Religia na bok, skupmy się na etyce i filozofii, chciałabym powiedzieć też, że na moralności, ale niestety tym słowem też niektórzy lubią sobie wycierać.

    • Religia, jakby na to nie patrzeć zawsze na świecie istniała, tylko w zależności od czasów była różna. Patrząc na historyczne plemiona; ich wierzenia to tez była swego rodzaju religia. I tego się nie uniknie. Chciałoby się powiedzieć, że moralność jest tu rozwiązaneim problemu, ale niestety dziś głównie z powodu moralności wybuchają konflikty.

      • no więc właśnie. sama moralność nie jest takim złym zjawiskiem, to raczej jej obrońcy bywają groźni, zupełnie jak obrońcy religii różnych wyznań. Stąd jednak wolę trzymać się etyki. Oczywiście, religie są od dawna, ale od jakiegoś czasu mamy też naukę 😉

        • Wydaje mi się, że najgorsze jest popadanie w skrajności i nie akceptowanie innych wyznań. Ale tak, jak napisałaś: jedni wolą etykę, inni Religię.

          • akurat „woleć religię od etyki” brzmi dla mnie trochę strasznie. żadna religia z etycznym postępowaniem nie powinna się wykluczać.

          • Masz rację, ale jak być zadała pytanie przeciętnemu Kowalskiemu: Wolisz religię czy etykę, to myślisz, że nic nie wybierze?

          • przeciętny (tzw. statystyczny) Kowalski nie istnieje, jest tylko figurą retoryczną. Ja nawiązałam do Twojej wcześniejszej wypowiedzi o tym, że jedni „wolą religię” od etyki. Ujmę to inaczej – zakładając, że Latający Potwór Spaghetti faktycznie istnieje, nie będąc zawczasu religijna, „szkodzę” sobie. Nie postępując etycznie – szkodzę innym. Ergo – lepiej dla ogółu, żeby religijni ludzie nie uważali, że wyzwanie zwalnia ich od etycznego postępowania. A ci tzw „statystyczni Kowalscy” mogliby nawet mieć jakieś samodzielne zdanie w fikcyjnym dylemacie „religia czy etyka”, gdyby szkolnictwo nie decydowało za nich ;>

          • Powiem Ci, że sam uważam, że etyczne postępowanie zawera się też qw dekalogu i ja jako chrześcijanin nie wyobrażam sobie postępować ani wbrew sobie, ani wbrew inny, żeby im zaszkodzić. Dlatego myśle, że etyka i religia muszą się ściśle ze sobą wiązać.
            O dylematach dyskutowania w szkolnictwie też już pisałem, ale to inna dyskusja 🙂

  • A tytuł jak zawsze prowokacyjny. 😛 Pewnie że warto! Zastanawiam się czy celowo użyłeś słowa chrześcijanin, zamiast np. katolik. Bo myślę że gorsze reakcje są na słowo katolik. I trochę się im nie dziwię. Mnie samej nie raz się oberwało od braci katolików, tych „świętszych” ode mnie. Mam czasami wrażenie że główną zasadą kościoła katolickiego jest ‚grzesznych upominać’ i „tylko ja mam rację”. A przecież w tej wierze nie o to chodzi. Stąd chyba tyle niechęci do katolików. Choć nie powiem jest też dużo naśmiewania ot tak żeby wyśmiać, żeby upokorzyć, zrobić z nas zacofane średniowiecze. No ale tak było, jest i będzie. 🙂
    Jestem chrześcijanką i nie wyobrażam sobie bez tego życia. 🙂 Być może za mało o tym mówię, za mało piszę, chyba dlatego że nie lubię się z wiarą narzucać. Nie uznaję fanatyzmu religijnego. Nawet swoim dzieciom pozostawiłam wybór. Niestety nie wybrały tak jakbym chciała, ubolewam, ale staram się to uszanować.
    Chyba czas zrobić kilka chrześcijańskich wpisów? 🙂

    • Tytuł jak tytuł. Ja już chyba nie umiem inaczej 😀 A pojęcie Chrześcijanin jest dużo szersze i dlatego go użyłem 🙂 Jako człowiek i jako chrześcijanin nie uważam, że mam rację, bo przecież w każdej chwili mogę się pomylić, może to zweryfikować pierwsza, lepsza sytuacja. Nie warto się tak wywyższać. I chyba najgorsze są teksty typu; „A bo Ty jesteś wierzący”, albo „Mów ciszej, bo xyz się obrazi”. Jak ktoś nie ma odwagi dyskutować, to nawet ciezko jest się obraźić.

      Wybór zawsze warto mieć, ale warto też dawać swoją osobą dobre świadectwo. Nie ma w tym żadnego fanatyzmu a nieraz działa. Nie mam swojej rodziny, ale rodzice (tak mi się wydaje) tym bardziej powinni szanować wybory swoich dzieci.

      PS. Myślę już od jakiegoś czasu nad nową kategorią wpisów 😉

  • Ewelina b.

    Szczerze powiedziawszy zupełnie nie rozumiem. Chyba żyjesz w zupełnie innym środowisku niż ja, czego Ci w ogóle nie zazdroszczę. Nigdy, przenigdy nie spotkałam się z sytuacją, w której fakt, że jestem wierząca bądź przyznanie się do tego było traktowane jako ujma na honorze. Mieszkałam w wielu miejscach i spotykałam na swej drodze różnych ludzi. Myślę, że cała sztuka to po prostu nie wykrzykiwanie swoich mądrości prosto w cudze ucho. Chrystus kazał nam kochać ludzi. A miłość to również szacunek. Najmniej szacunku zwykle dają Ci, którzy najwięcej go wymagają- bardziej święci niż papież w niedzielę w pierwszej ławce. Wiarę ma się w sercu. Ma być dla nas podporą i motywacją do ciągłego czynienia dobra. Pismo Święte mówi, że chrześcijan poznaje się po uczynkach. Zamiast gadać o wierze bądźmy dobrzy, szanujmy ludzi. Przedstawiasz życie Chrześcijanina jako pełne wyrzeczeń. Serio? Wydaje mi się, że da się pogodzić wiarę ze wszystkim. I nawet da się wyjść pokopać w piłkę.

    • Bardzo słusznie 🙂 Też nie miałam nigdy żadnej przykrości z tego powodu. A już na pewno nie takiej, którą bym się przejęła, a jestem dość emocjonalną osobą 🙂

      Życie osoby wierzącej jest totalnie normalne i właśnie tak powinno być pokazywane. Inna sprawa, że nie jestem za religią, w której dokładamy sobie mnóstwo rzeczy, których Bóg wcale od nas nie wymaga, a wręcz ich nie chce. Wiara wymaga jakichś zasad, samodyscypliny itd., ale wcale nie jest tak bardzo dziwna wśród innych poglądów, które reprezentują inni. Bardzo niewiele jest rzeczy, których tak naprawde jawnie nie moglibyśmy robić tylko sztucznie ze względu na wiarę, a jednocześnie takich, ktore sa uznawane za normalne, naturalne w „mysleniu ludzkim”. Nie ma nic złego w pasjach, w graniu w piłkę, w piciu alkoholu, w wyglądaniu ładnie przez kobietę itd. Po prostu wszystko z umiarem. Nie grasz w piłkę cały dzień, bo są obowiązki – normalne i bez wiary. Nie chlejesz do upadłego – można tak myśleć bez wiary. Nie wystawiasz tyłka za przeproszeniem, bo zwyczajnie po ludzku się szanujesz i nie masz ochoty tak się ubierać – no to chyba żadne wyrzeczenie. I tak dalej…

      • Ewelina b.

        W pełni się zgadzam. Nie rozumiem zatem autora postu i tego wyimaginowanego męczeństwa za wiarę.

        • Nie chodziło mi tym wpisem o męczęństwo, ale bardziej o sposób przedstawienie pewnych rzeczy z punktu widzenia młodego czlowieka 🙂

      • Niemniej jednak uważam, że żeby być dziś chrześcijaninem to trzeba być osobą mimo wszystko odważną. Nie nachalną, ale odważną. A przede wszystkim radosną. A co do pogladów, to myślę, że to jest kewsita ludzkiej moralności i tego co naprawdę jest złe. Tak jak ktoś tutaj już wczesniej w komentarzu napisał; w zasadzie wszystko jest ujęte w Dekalogu. Reszta jest już kwestią interpretacji.

        A akurat te przykłady z graniem w piłkę itd. to były napisane z przymróżeniem oka 🙂 Trochę kontrowersyjne, ale jak cały temat 🙂

    • To pewne, że zyjemy w różnych środowiskach. Będąc jeszcze w szkole podstawowej tak tego nie dostrzegałem, ale im byłem starszy, tym więcej pojawiało się sporów, chociazby dlatego, że rozumiesz, chodzę w niedzielę do kościoła. I chociaż w tej chwili mam 22 lata i podchodzę do sprawy zupełnie inaczej, to wtedy chcialo mi się po prostu krzyczeć i płakać z niezrozumienia.

      Nigdy też nie byłem osobą, która na siłę chce kogoś, do czzegoś przekonać, a szczegolnie do wiary, bo takie działanie się po prostu mija z celem. I myślę, że wielu ludziom, najtrudniej jest zaakceptować. Zaakceptować to, że ktoś może mieć inne poglądy, albo, że będzie chciał nas na siłę przekonać do swoich racji.

      A co do uczynków, to masz rację, bo nieraz spotkałem już ludzi, którzy, może mieli inne poglay od moich, ale byli po prostu życzliwi.

      ps. Z tą piłką to było tak pół żartem-pół serio 🙂

      • Ewelina b.

        Tak, rozumiem. Też chodzę w niedzielę do Kościoła. I uwierz mi albo nie, ale prowadzę całkiem normalne, radosne życie. Skończyłam nawet studia, mieszkając poza domem na studenckim mieszkaniu. Noszę na szyi krzyżyk i praktycznie nigdy go nie zdejmuję. Otwarcie mówię o swojej wierze, o tym, ile dla mnie znaczy. Mam różnych znajomych, w tym ateistów, agnostyków i zwyczajnie wierzących-niepraktykujących i nigdy wiara nie była między nami kością niezgody.
        Twój post przedstawia życie Chrześcijanina jako życie pełne wyrzeczeń, smutne i nudne. A przecież żyjemy wszyscy normalnie. Przecież wiara daje nam tyle radości i nie wiem, jak dla Ciebie, ale dla mnie jest w codziennym życiu oparciem. Nikt nie każe nam chodzić przecież w pokutnym worku i umartwiać się stale nad własnym losem.

        A co do przekonywania do swoich racji. Szczerze powiedziawszy, to właśnie ze strony zagorzałych katolików, którzy najwięcej powinni okazywać szacunku bliźniemu (bo tak uczy Chrystus) tego zrozumienia płynie najmniej. I jeśli miałabym patrzeć na ludzi, którzy o tej wierze mówią najwięcej i próbują nawracać (tak, księża również) dawno przestałabym chodzić do Kościoła.
        Tak, rozumiem, że przykład z piłką jest przykładem pół żartem- pół serio.

        • No to pod względem poglądów jedziemy na tym samym wóżku, więc jeżeli czymś Cię uraziłem, to wiedz, że nie było to moim zamiarem. Wszystkie te zewnętrzne symbole wiary są najistotniejsze dla mnie samego niż, po to, żeby ktoś wiedzial, że ja jestem wierzącym Chrześcijaninem. Tosię wtedy mija z celem.

          Jka wyjechałem na studia to dopiero mi się oczy otworzyły, bo rzeczywiście spotkałem ludzi z różnych części Europy i o róznych poglądach religijnych, z różnych wyznań. I dopiero w takim gronie dyskutując, niekoniecznie na tematy wiary, czlowiek uczy się akceptować bliźniego.

          Przedstawiłem życie Chrześcijanina jako nudne, nie dlatego, że tak uważam, ale żeby uświadomić (nie tylko sobie), że naprawdę tak nie jest. Z resztą spotkałem wielu ludzi, którz dali mi tego piękne świadectwo. Sam patrze na wiarę bardzo indywidualnie, bo rzeczywiście te niektóre kazania i listy pasterskie to noo…

  • Wiesz, jestem Chrześcijaninemi przyłączę się do głosu, że jakoś nie czuję się prześladowany, szykanowany, wytykany palcami. Swoje zasady mam, miałem i będę miał. Nie musiałem nigdy unikać imprez gdzie lał się alkohol, bo jakoś towarzystwo uznało, że ja po prostu nie piję i … już. Jeśli czyjeś zachowanie mi nie odpowiadało, to zmieniałem towarzystwo.
    Natomiast nigdy nie czułem pociągu do znajdowania źdźbła w oku bliźniego, tak samo jak niekoniecznie musiałem nawracać wszystkich wokół. Mam duży szacunek do tych znajomych, którzy po prostu wierzą i żyją wiarą. I zdziwię Cię – podobnie jest z moim otoczeniem, które po prostu szanuje taki wybór.
    Ale to ma drugą stronę. Niech kochany Kościół Katolicki szanuje też odmienność poglądów. I niech przestanie wreszcie do wszystkiego się wtrącać, z polityką na czele. Może spróbuje zrozumieć jak wygląda życie prostego, zwykłego człowieka, może zacznie mówić prostszym językiem.
    Mam jeszcze trochę innych „prostych porad” dla księży, ale właściwie czemu mam sobie i Tobie psuć humor pod tym wpisem? 🙂
    Podsumowując, „bycie złym i fałszywym człowiekiem” to ujma na honorze. A czy ktoś wierzy w takie czy inne bóstwo, to już jest jego radość, bądź problem.

    • Ewelina b.

      Napisałeś dokładnie to, co sama chciałabym powiedzieć. Chrześcijanin nosi wiarę po pierwsze w sercu i nie potrzebuje ani się z nią obnosić, ani nawracać kogokolwiek na siłę. Chrystus mówi przede wszystkim o miłości, jako głównej wartości. A miłość, jak wszyscy wiedzą cierpliwa jest, łaskawa jest i nie unosi się pychą 😉 zatem jeśli chcemy być szanowani, szanujmy innych i ich poglądy. Myślę, że zarówno w moim, jak i Twoim przypadku brak szykanowania i naśmiewania się z nas, jest efektem tego szacunku dla innych właśnie 🙂

      • Bez wiary w sercu nie ma o czym rozmawiać oczywiście. Jest jednak dość liczne grono osób, które bez zbędnego nawracania ludzi noszą dumnie Krzyż na piersiach. I nie widzę w tym nic złego, bo z drugiej strony na to patrząc; świadomość, że ktoś jest wierzący może być początkiem interesującej romowy, czy znajomości. Bardziej miałem na myśli to, że wiara dziś z różnych względów przestała być modna. Dostrzegam to zwłaszcza wśród ludzi podobnych moim wiekiem.
        Mieszkam po sąsiedzku też z Ukraińcami, Białorusinami (jest jeszcze kilka innych narodowości) i powiem Ci, że nawet rozmawialiśmy ze sobą kilka razy na temat wiary w ramach wymiany doświadczeń. Nikt nikogo nie obrażał, ani nie nawracał 🙂

    • Chyba nacisnąłem Ci na odcisk, ale wiesz dobrze o tym, że akurat te kilkaprzykładów zachowań było napisanych z przymróżeniem oka. Sam też bardzo szybko zrozumiałem to (bo musiałem, kiedyś o tym napiszę), że bez alkoholu świat też będzie istniał.

      Sam też jestem taką osbą, która prędzej wymieni swoich 10 wad, niż zalet, jakby mnie ktoś zapytał. Tak już mam, więc nie będę u kogoś szukał dziury w całym, albo nawet potarganym. Z resztą obecnie na studiach mam bardzo duży procent artystów, którzy nie zawsze podzielają moje poglądy, ale.. Mieszkamy w jednym akademiku, więc nawet jak już zaczniemy dyskutowac na tematy religijne, to każdy stara się zorzumieć. No dobra, zdażyło mi się kilka wyjątków, gdzi już same hało: Chrześcijaństwo wywowyłwało faję takiego gniewu, że rzucalo piorunami. Nawet nie było sensu zadawać pytania: „Dlaczego?”

      Pewnie już zauważyłeś, że ja od politykowania na tym blogu jestem daleki, bo po prostu uważam, że nie zawsze warto. I tu się zgadzamy, bo zawsze życie z drugiej strony wygląda inaczej. A niestety smutna prawda jest też taka, że pewien odstetek tych, którzy wybierają Seminarium, idą dla „zawodu” a nie powołania i to prędzej, czy później wychodzi.

      Dlatego nie warto udawać, warto być sobą 🙂

      • Ja to zmierzam do tego, że w życiu niesłychanie ważne jest nastawienie, bo ono bardzo polaryzuje naszą percepcję ale też i „ściąga” pewne wydarzenia. Bardzo dobrze rozumiem co chciałeś przekazać w tekście – żebyś właśnie spojrzał na otoczenie od strony 10 zalet, nie 10 wad 🙂
        Mam to szczęście, że kilka lat temu sporo młodszy ode mnie Francuz, w odpowiedzi na moje katastroficzne roztrząsania „co by było gdyby było” zatrzymał mnie i powiedział: „Paweł, nie ma problemów, są tylko rozwiązania”. Od tego momentu tak właśnie staram się postępować i myśleć – bo to cholernie upraszcza myślenie, działanie i oddziałuje na ludzi. Wiem, że czasem życie nas przeczołga, sponiewiera i spadniemy na dno – ale dopóki tam nie jesteśmy, róbmy swoje, myśląc pozytywnie 🙂

        • W peirwszej chili myślałem, że się rozmineliśmy z tym rozumowaniem, ale nie wyszło jak widać tak tragicznie.
          A co do tego Francuza; to bardzo mądry człowiek. Obyśmy tylko w głowie umieli sobie tak poprzestawiać, żeby widzieć te rozwiązania. No i takie myślenia daje nam więcej radości z życia 🙂 Dopóki oczywiście w to wierzymy.

  • Kamila

    Myślę, że trudno nie wierzyć w nic- jak w piosence.

    • Zdecydowanie slowa tej piosenki są bardzo prawdziwe 🙂

  • A ja się muszę bardzo zastanowić co Ci napisać, bo żyjemy w zupełnie innych bajkach 😉
    Ale spokojnie, swój kij w mrowisko Ci tu wsadzę.

    • Tak, tak, domyśliłem się, że będziesz się nad tym zastanawiać. Ale wiesz, ja nie mogę być chyba wygodnym Blogerem, także czekam na ten kij 😉

      • Wiesz, ja się nie zastanawiam co napisać, lecz jak 😉 Zatem, tego… No, wiesz…

  • ja po prostu, brak mi słów by cię opisać 😀

    • Też tak czasami mam w stosunku do siebie, ale chyba już się przyzwyczaiłem 😀

  • Bardzo prowokacyjny tekst.. gdy rzuciłam okiem na podpunkty – przeraziłam się. Musiałam wczytać się w cały tekst.. Warto być dobrym człowiekiem a zasady chrześcijańskie (dekalog) pokrywa się z zasadami moralnymi każdego człowieka określanego jako „dobrego”.

    • Tytuł i podpunkty to moja specjalność, dlatego wiem, kto i kiedy czyta tekst „po łebkach” 😀 Dekalog ma tylko 10 zdań, ale jakby tak sobie je rzeczywiście rozbić na drobne, to wychodzi zbiór moralnych zasad dla każdego i w każdej epoce 🙂

  • Poruszasz bardzo wiele wątków w tym artykule. Jak dla mnie bycie chrześcijaninem wcale nie oznacza, że ktoś jest ,,nudny” i musi robić to co wypada. Znam wielu szalonych chrześcijan, którzy żyją według zasad swojej wiary 🙂

    • Wiem, że jest tu wiele wątków i niektóre z nich powinny być bardziej rozwinięte, ale chodziło mi bardziej o „ten sens”. Myślę, że wiara chrześcijańska potrzebuje dziś takiego pozytywnego szaleństwa 🙂

  • Dawid napiszę krótko, bo nie jest to „mój” temat. Tolerancja powinna płynąć z obu stron, z kościoła również, a ja bardzo często tego nie widzę.

    • Otóż to. Tolerancja z obu stron.

    • Mimo, że to akurat jest „mój temat” (przynajmniej tak uważam), to jeśli chodzi o tolerancję, to się zgadzam.

  • Ja dla higieny mojego umysłu nie chodzę do kościoła – nasłuchałem się tam takich kazań, że nie jestem w stanie ustać ich do dzisiaj. Nie zmienia to faktu, że niezależnie czy chodzisz do kościoła i praktykujesz czy też podejmujesz decyzję, że nie chodzisz – powinieneś traktować każdego z szacunkiem i maksymalną tolerancją dla jego „duchowej higieny” i jego wyborów w tym zakresie. Ja bynajmniej staram się tak postępować i szanuję ludzi, którzy chodzą do kościoła. Mam nawet kolegę, który o mało księdzem nie został i też uroczo potrafiliśmy się różnić w kwestiach światopoglądowych.
    Pozdrawiam 🙂

    • Jestem w tanie to zrozumieć. Jak rozmawiamy tutaj o szacunku i kulturze, to przecież oczywiste. Myślę, że takim lekarstwem bylo by nie podejmowanie tematów o których nie ma się pojęcia. Piszę to z perspektywy osoby, która chodzi do kościoła, czasami nawet częściej niż raz w tygodniu. Ale wolny wybór to podstawa.

      A sami klerycy, to też jest bardzo specyficzna i kreatywna grupa ludzi 🙂 Cieszę się, że wpadłeś 🙂

  • Nudą to raczej powiało w takim sztampowym potraktowaniu tematu ;).

    Chrześcijanin też człowiek i wielu z nich prowadzi bardzo ciekawe i bogate życie. Fizyczne i duchowe :). Ja tam bardzo zazdroszczę chrześcijanom (czy katolikom? nie wiem, o których dokładnie pisałeś – część chrześcijańskich wyznań wydaje się być mniej obwarowana :)) – wiary i radości, jaką z niej czerpią.

    • Wybacz, ale to pierwszy tego typu wpis na tym blogu. Być może w przyszłości będzie iwęcej pod odrębną kategorią. Mam nadzieję, że wtedy już nie bedzie pobieżnie. Wśród wielu moich znajomych mam też takich, którzy mieszkają poza Polską; w Brazylii, czy Meksyku. Oni to dopiero czerpią z tej wiary radość 🙂 Myślę, że wiele moglibyśmy się od nich nauczyć.

      • Wybaczam. Aczkolwiek nie wiem co :D.

        O nie, Brazylia, Meksyk i klimaty gospel (przy okazji wspominam) są dla zbyt ekstrawertyczne ;). Przynajmniej w tej części stereotypowe ;).

        • To, że trochę zbyt skrótowo potraktowałem temat.
          Jak przyjechali do nas Meksykanie i Brazylijczycy to też byliśmy lekko zszokowani ich kulturą i sposobem bycia 😀

          • Napisałam „sztampowy”, a nie „skrótowy” ;).

          • Pierwsze razy nigdy nie są takie jak być powinny 🙂 Obiecuję, że się poprawię.

  • Fakt, bycie katolikiem wymaga dziś więcej odwagi niż jeszcze 20-30 lat temu. Ale jeśli naprawdę wiesz dlaczego wierzysz – to jest ci o niebo (!) łatwiej iść przez życie 🙂

    • Ludzie się zmieniają i świat też się zmienia. Wszystko jest dzisiaj takie szybkie a Chrześcijaństwo jednak namawia; Zwolnij! Sam w sowim życiu rozwiązałem już w ten sposób wiele swoich dylematów 🙂

  • ja mysle, ze w dzisiejszych czasach byc latwo, kimkolwiek tylko chcemy:)))
    Europa, swiat jest tak roznorodny pod wzgledem wiary i przekonan, a mozliwosci jakie mamy, podrozujac za swoim miejsce na mapie sa ogromnie proste.
    wystarczy tylko znalezc miejsce na świecie i ludzi, wśród których będziemy się czuć dobrze, niezależnie w co wierzymy i komu się kłaniamy:)

    • Wiesz, wydaje mi się, że masz rację mówiąc, że dziś możemy być kimkolwiek chcemy. Myślę też że warto jednak być sobą, stałym i niezmiennym w swoich wartościach. A, że wśród ludzi nam podobnych jest łatwiej, to wiadomo nie od dzisiaj 🙂

  • Ja bardzo, bardzo, bardzo dawno nie spotkałam osoby wierzącej, tak serio, na poważnie. Dopiero w pracy. Koleżanka jest przemiła, sympatyczna, można z nią pożartować nawet na pieprzne tematy, nie wiem jaka jest na co dzień, ale myślę, że jakby więcej wierzących było takich uśmiechniętych, o zdrowym podejściu do życia, nie uznających nachalnego namawiania na nawrócenie się niewierzących, to byłoby super 🙂

    • Czyli jednak jest coś w tym co napisałem i nie tak prosto jest spotkać osobę prawdziwie wierzącą i żyjącą tym. I to własnie o to chodzi, żeby być osoba do tańca i do różańca. A dziś mamy ten problem, że nawet jak wejdziesz do kościoła, obrócisz się w prawo, czy w lewo, to ciężko jest zobaczyć uśmiech. Naprawdę z usmiechem na twarzy jest dużo łatwiej niż z konkretnym argumentem 🙂

  • Według mnie warto być dobrym człowiekiem. Tak zwyczajnie. Takim, który myśli nie tylko o sobie, ale i o innych. Czy i w co wierzy? Jego sprawa. Dopóki nie robi krzywdy innym, jest uważny i zwyczajnie dobry, dopóty nie interesuje mnie jego wyznanie. Bądź jego brak.

    • Też uważam, że od takiego podejścia powinno się zacząć. A to z kolei wiąże się z tolerancją, bo bez tolernacji, to nawet jak czlowiek bedzie dobry, to nie bedzie komuś poasowało zachowanie, ubiór itd. Po prostu jakieś niewiele znaczące szczegóły. Tym bardziej, że przy dzisiejszych migracjach ludzi możemy spotkać każdego 🙂

      • Dokładnie tak, jak mówisz 🙂 Tylko dla mnie ten dobry=tolerancyjny również 🙂

  • Coś czego nie ma w tym tekście, a co jst chyba dość istotne – to fakt, że nikt nie jest „Chrześcijaninem z wyboru” – mamy to narzucone… ba płacimy podatek, nawet jeżeli wierzący nie jesteśmy.

    W mojej ocenie trzeba żyć tak, aby nikomu krzywdy nie zrobić, dawać tę radość z życia innym i mieć poczucie, że czegoś się dokonało – cieszyć się z małych rzeczy, a nie od małego zmuszać, jednocześnie zniechęcać tych, którzy może w przyszłości sami doszliby do wniosku, że w to wierzą…

    … dla mnie chrzest w obecnej formie to takie hmmm… jakby przychodził poseł Partii X na porodówkę i mówił – „Pani syn będzie należeć do naszej partii czy się mu to spodoba czy nie, najwyżej kiedyś się zbuntuje”… to identyczna sytuacja, bo młody, a moze trochę starszy już się w końcu zbuntuje – identycznie jest z wyborem płci dla dzicka, któe się urodziło ze „wszystkimi” narządami, a potem płacz, że jak trochę dorosło to chce mieć odwrotnie (statystycznie ponad 80% dochodzi do tego wniosku) …

    … odejść też nie odejdziesz bo wypisanie się z kościoła to „anulowanie wszystkich sakramentów” – załużmy, że kiedyś bym się nawrócił, moja druga połowa wymusiła na mnie ślub kościelny i co ? od nowa chrzest, komunia, bierzmowanie ? … to taka trochę manipulacja ?

    P.S. wiem, że należy wierzyć w Boga „w niebie” a nie na ziemi… ale od smego początku każdy robi wszystko, abym liczył tylko na siebie.

    • Tak, to jest kwestia o którą rozpętała się już niejedna burza, że wszyscy w danym kraju płacą podatek, chociaż nie powinien on ich dotyczy. Myślę jednak, że sprawa trochę ucichła z tego względu, że tak samo jest z naszymi podatkami od dochodów. Dużej części tych pieniędzy nigdy nie zobaczymy, więc nic nam z tego a pracować każdy musi.

      Co prawda dziś radość, radości nie równa, ale bez niej żyć się nia da. A jeśli zastosujemy się do zasady: Nie rób drugiemu co Tobie niemiłe, to życie staje się jeszcze prostsze. A dziś dużo wszędzie mówi się tylko o wielkim sukcesie a nie o małych krokach dochodzenia do niego. Co do wyboru płci to się akurat nie wypowiem, bo nie spotkałem się z takimi opiniami, ale co do Chrztu…

      Czasami sobie myślę, że może lepiej by było przyjąć ten Chrzest w podstawówce, kiedy dziecko trochę podrośnie i samo powie: „Ja tego chcę”.
      Sam znam kilka osób, które pewnie by się z kościoła wypisały, ale kalkulują sobie ilość „przymuszonych lub nie” zysków i strat.

      Myślę, że jeśli ktoś wierzy i pragnie przyjmować Sakramenty Święte to nie powinno się mu tego odmawiać, choćby za „konkretną cenę”.

  • Wiele osób myli bycie chrześcijaninem z byciem katolikiem. Chrześcijanin żyje zgodnie z zasadami natury (celowo nie napiszę Boga). Ogólnie jest dobrym człowiekiem. Katolik (w ekstremalnej wersji katol) lata do kościoła przy każdej okazji a potem wbija nóż w plecy każdej osobie, która nie zgadza się z poglądami jego i innych katoli. Prawdę mówiąc nie znam żadnego chrześcijanina (a przynajmniej ten się nie ujawnia), znam za to wielu katolików, bo afiszują się swoim katolicyzmem na każdym kroku. I wiecie co? To dzięki nim zdecydowałem się na agnostycyzm. Niedzielę wolę spędzić w ciepłym gronie rodzinnym niż pędzić do kościoła a w drodze powrotnej opluć całą partię opozycyjną, imigrantów, Żydów i parę innych grup o innych poglądach 🙂

    • Dlatego; tak jak napisała Basia; tytuł był sprytnie przemyślany. Dziś katolicy przez różne dziwne zawiłości są postrzegani jako dość specyficzna grupa ludzi. A prawdziwy Chrześcijanin powinien oprócz osoby wierzącej, być osoba myślącą. Mówię tu też o kwestii własnych zasad moralnych, bo przecież o tym też jest temat.

      Myślę, że jest to też kwestia pewnych wzorów (mniej lub bardziej odpowednich) postępowania, czy zachowania, do których się przyzwyczailiśmy. I warto to sobie czasami przewartościować. Te zewnętrzne sybolem mają swój wydźwięk, ale bez szacunku dla drugiego człowieka, to nie ma sensu 🙂

      • Wydaje mi się, że dzisiaj jedynym prawdziwym Chrześcijaninem jest Franciszek, mimo (a może właśnie dzięki) kontrowersji, jaką budzi.

        • Myślę, że to bardzo dobry wzór do naśladowania a imię te nie jest przypadkowe 🙂

  • cfarm

    Trudny temat 🙂 Sądzę, że nie trudno jest się przyznać do tego, że się jest chrześcijaninem i wierzy się w Boga, znacznie trudniej jest żyć wg zasad, które to chrześcijaństwo za sobą niesie – i nie mówię tu o zasadzie nie zakładania zbyt wyciętej sukienki (bo to lekka przesada) – tylko o byciu w kościele – uczestniczenia we Mszy św., a nie tylko chodzeniu do kościoła, o uczestniczeniu w rekolekcjach, o podejmowaniu rozmów na tematy wiary i na tematy, które często nie są w głównym nurcie…. Także najważniejsze, to żyć w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami 🙂

    • Tak naprawdę nie ma prostych tematów, prostych pytań i prostych odpowiedzi. Proste może wydawać sie tylko ich omijanie. No właśnie… Bo powiedzieć może każdy, tylko, że slowo ma dzisiaj wielką moc i do czegoś nas zobowiązuje. Tak też zobowiązuje deklaracja bycia chrześcijaninem.

      Wiem, że przykład z sukienką był przesadzony, ale może właśnie dzieki temu ktoś zwrócił uwagę na, bo nie o samą sukienkę tu chodzi. Dobrze o tym wiemy.
      Powiem tak; trudniej jest żyć tymi zasadami, kiedy rzeczywiście zaczynamy jest stosować w swoim życiu i widzimy z drugiej strony opór. Wtedy dopiero zaczyna się wiara i Chrześcijaństwo. Takie jest moje doświadczenie po corocznych rekolekcjach 🙂

  • Hmm… faktycznie tematyka dosyć ciężka. Masz dość osobliwe spojrzenie na kwestie wiary Chrześcijańskiej, pewnie wynikająca z jakiś bliżej nieokreślonych doświadczeń. Cóż Chrześcijaństwo to nie tylko prezenty i udział we mszach, ale też podążanie za wartościami, jak poszanowanie do innych wierzeń, podążanie za tym co dobre i co kochasz oraz dbanie o najbliższych. Wiadomo nikt nie jest idealny, ale twoje zdanie jest dość… Na tym skończę, masz prawo do własnego zdania, ale ja mam zdecydowanie inne.

    • Nie trzeba być Chrześcijaninem czy w ogóle wierzącym, żeby podążać za wartościami (wielu osobom wydaje się, że niewierzący łamią wszystkie przykazania i na potęgę popełniają 7 grzechów głównych i setkę pomniejszych), szanować i tolerować inne religie (ateiści są często bardziej tolerancyjni niż ci, którzy uważają siebie za dobrych katolików), czy dbać o najbliższych.

      • Owszem, znam wspaniałą osobą, która jest nie wierząca, ale generalizowanie Chrześcijaństwa, że jest to ujmą i nie warto nim być to się nie zgadzam.

        • Ten fragment akurat był prowokacyjny 🙂

          • Domyślam się, że temat miał swój cel i widzę po komentarzach że dyskusja rozgorzała.

          • I co najważniejsze:nikt tu nikogo nie obraża.

    • Czy nieokreślonych doświadczeń, to bym nie powiedział. Raczej nieco odmiennych pewnie od Twoich, ale dla mie bardzo wartościowych. Właśnie dzięki tym doświadczenieom poznałem wielu prawdziwych Chrześcijan – normalnych ludzi i wcale nie takich idealnych.
      Biorę te pod uwage to, że ilu ludzi na świecie, tyle różnych doświadczeń.

  • Nigdy nie wnikam w niczyje zwyczaje lub ich brak, jeśli chodzi o wiarę. Jednak szczerze irytują mnie osoby obnoszące się ze swoim katolicyzmem, a jednocześnie robiące codziennie rzeczy sprzeczne z miłosierdziem i jakimkolwiek dobrem. Żyjące w zgryzocie, obłudzie i złośliwości, coś na zasadzie – modli się pod figurą, a diabła ma za skórą…Nie rozumiem tego…

    • Nie o to chodzi w życiu, żeby oceniać ludzi tylko pod kątem wiary – to oczywiste, chociaż z różnymi sytuacjami już się spotkałem. Mimo, że jestem katolikiem, to nie uważam, że jestem od kogoś lepszy, bo najgorszą rzeczą jest mierzenie kogoś swoją miarą. I oczywiście nie stosowanie sie do tego, co się mówi samemu 🙂

  • Bardzo dobry tekst!

  • Reni Blog

    Mysle, ze to sprawa indywidualna czy oplaca sie czy tez nie byc Chrzescijaninem. Jak juz wybierzemy to czy chcemy byc dobrym Chrzescijaninem i co to dla nas znaczy, bo dla kazdego moze znaczyc cos innego. Tak jak pisales o chodzeniu do kosciola itd. Ja tam sie takimi rzeczami nie stresuje, jak bylam nastolatka to ciagnelo mnie do kosciola, a teraz wole pojsc na spacer. Pozdrawiam😊

    • Każdy z nas patrzy na wiarę inaczej i to jest normalne 🙂 Też jednak o to w tym wszystkim chodzi, że jedna wiara, łączy ludzi z róznych kultur, którzy zupełnie inaczej ją przeżywają. Tak było na ŚDM, ale powinno też tak być na co dzień.

  • Wiara to nic prostego, nie można się jej nauczyć, trzeba po prostu wierzyć. Mieszkając w Pl moja wiara mocno podupadła, ale przez ostatnie lata wraca. Duża tu zasługa lokalnej parafii, to zupełnie inny świat. Mieszkam w UK i z ochotą idę na mszę, moje dzieci także idą tam z przyjemnością a nie z poczucia obowiązku.

    • Masz rację, tego nie da się nauczyć, ani wyuczyć, to po prostu trzeba czuć i w to wierzyć. Polska jest pod tym względem bardzo specyficznym krajem. Ale nie powiem, że warto teże generalizowac, bo od czasu do czasu poznaje się ludzi, także księży, dzieki którym można tą wiarę dozyskać.
      Myślę jednak, że w UK jest więcej ludzi róznych kultur i to jest niebywały plus 🙂

  • Usłyszałam niedawno od znajomej ateistki, że chrześcijanie mają łatwiej. Że żyje im się łatwiej.
    I chociaż to stwierdzenie bardzo odbiega od tego, co się mówi w „mainstreamie”, to ja – chrześcijanka – zgadzam się z nim w stu procentach 🙂

    • Pomijając fakt, ateistka, czy nie, ale zgadzam się z tym co powiedziała. Ale ma to też drugą stronę medalu, którą jest właśnie „tolerancja”.

  • Właśnie najlepsze w byciu chrześcijanem jest to, że nic nie musisz. To nie sekta. Tu jesteś wolny.

    • To nie tylko wolność słowa, ale też działania w imię tych wartości. Mimo to coraz częściej mało w tym Chrześcijaństwie radości.

  • s.Klara

    Ciekawy blog i bardzo fajny tekst.Polubiłam,aby wrócić w wolniejszym czasie.Pozdrawiam.