Nie warto być dziś chrześcijaninem

Dzisiejszy świat jest jakiś dziwny. Naprawdę! Rodzisz się w jednym miejscu, żyjesz w drugim a umierasz w trzecim. Jakby tej życiowej gonitwy było mało, to w żadnym z tych miejsc, nie będziesz wystarczająco dobrze zrozumiany. Zwłaszcza jeśli jesteś chrześcijaninem. Będąc dzieckiem i tak cię nikt nie słucha, bo tylko dużo biegasz, dużo krzyczysz, wszystkiego chcesz a nie wymagasz od siebie. Jako dorosły zaczynasz rozumieć, że czasami lepiej jest trzymać język za zębami, bo tak będzie dla Ciebie i Twojego sukcesu zawodowego najbezpieczniej. W końcu na starość, kiedy ma się już ten bagaż życiowych doświadczeń, to i tak zostaje się samemu, bo przecież nikt teraz nie ma czasu na rozmowę, kiedy jest tyle rzeczy do zrobienia.

I tak naprawdę, to nie chodzi o to, że podałem tutaj przykłady trzech grup ludzi. Nie chodzi też to, że masz teraz znaleźć czas na wysłuchanie drugiej osoby. Przecież dobrze wiemy, że to się i tak nie stanie, bo wymyślona przeze mnie historia, to taki przykład osoby wierzącej. A wszyscy dobrze wiemy, że nie warto być dziś chrześcijanienem. Zwłaszcza Młodym, wierzącym w ideały, bo bardzo szybko możesz spać na ziemię. Bo…

Bycie Chrześcijaninem jest nudne

Nudne i strasznie uciążliwe. No, może trochę przesadziłem, ale w każdym razie; niemodne.  Bo, żeby jeszcze chodziło tylko o Mały Katechizm, czy Bierzmowanie to tam pół biedy. Problem w tym, że bycie chrześcijaninem to też zasady:

  • W niedzielę idziesz do kościoła.
  • W święta idziesz do kościoła (zaś to samo).
  • Z kumplami w piłkę (przepraszam, na Play’u) nie pograsz, bo trzeba iść w niedzielę do kościoła.
  • Żeby tylko synowi nie wpadło do głowy być ministrantem, bo kolegów to już na pewno wtedy nie znajdzie. A co dopiero dziewczyny.
  • Pomagasz obcym, bo tego wymaga od Ciebie chrześcijański ideał (To nieważne, że tak naprawdę pomaganie sprawia Ci frajdę).
  • Darujesz sobie ten kawałek mięsa w piątek, a dzieki temu solenizant będzie musiał zamówić dla Ciebie dodatkowe danie. (Teoretycznie, dla ludzi, którzy mają różne uczulenia też się to robi, ale to nieważne).
  • Nie ubierzesz na imprezę sukienki, która ma wycięte połowę pleców, bo nie wypada. Zostaniesz w zamian za to uznana za własną babcię, bo nikogo nie będzie obchodzilo to, że masz jakieś tam zasady.
  • Nie chodzisz na imprezy gdzie rozlewa się alkohol (W takim razie musiałbyś być nigdzie nie chodzić).
  • Będziesz musiał chodzić na religę w szkole, chociaż tak naprawdę to strata czasu i mógłbyś w tym czasie odrobić zadanie. W domu nie było kiedy, bo grałeś na Play’u.
  • Jak zrobisz na ulicy znak Krzyża, to ludzie uznaję cię za kosmitę.
  • O noszeniu Krzyża na piersiach to już nie wspomnę (lepiej się do tego publicznie nie przyznawaj).
  • Zamiast GTA na telefonie masz zainstalowaną aplikację „Pismo Święte” – porażka…
  • I na sam koniec (nie)szczęśliwej 12; Nie umawiasz się z chłopakiem, który nie towiera przed Tobą drzwi….do Kościoła 😀

To jakiś żart?

I wiecie; gdyby tak spojrzeć zupełnie serio na te zasady (do których oczywiście się przyznaję), to wyszło by, że jestem totalnym nudziarzem, który najchętniej to wybrałby się na Sylwestra z dwójką. Po północy to jedynie kompocik i nyny, bo rano trzeba o świcie przywitać Nowy Rok, a pierwsza Msza jest o godzinie o której wstają tylko kury. Na Studniówce po Światowych Dniach Młodzieży oczywiście podpierałem ściany, bo nie było krzeseł, a w Krakowie to było tak nudno, że jedynie media zrobiły sobie z tego atrakcję turystyczną. A przez ostatnich jedenaście lat swojej służby przy Ołtarzu udawałem. Nikt, kto naprawdę wysoko ceni własne wartości nie udaje przez 11 lat! 

Bycie chrześcijaninem to nie zasady a tolerancja

Tylko, że to wszystko o czym piszę tak bardzo ładnie wygląda; w teorii. Bo można być chrześcijaninem, chodzić na Mszę Świętą trzy razy w tygodniu i za każdym razem rzucać dychę na tacę. Tyle tylko, że to będzie bardziej popisówka niż wiara. Można być przez 5 lat ministrantem i wynieść dla siebie tylko tyle, żeby wystarczyło na nowego Assasina. A co z życiem? Można też nosić Krzyż jako znak Chrześcijaństwa na zewnątrz a w środku być twardszym niż góra lodowa. I można też nie znać wiary Chrześcijańskiej, nie wiedzieć kim był Chrystus, ale być po prostu dobrym człowiekiem.

Bycie dziś chrześcijaninem to ujma na honorze

Z resztą, co tu mówić o honorze. Przecież nikt normalny nie cieszy się z tego, że dostał na Święta bluzę, choć mógł dostać Powerbank. Nikt przy zdrowych zmysłach nie uśmiecha się widząc dzisięciu podobnych do siebie charakterem ludzi, którzy śpiewają na Chwałę Bożą. Prędzej pomyślisz sobie, że to jacyś wariaci. Tylko, że tak to już dziś jest, że jak w coś bardzo mocno wierzysz, jak masz w życiu jakiś stały system wartości (taki od pokoleń), jeśli potrafisz się cieszyć z naprawdę małych rzeczy, to zostaniesz uznany za popaprańca. 

Chrześcijaństwo a wiara

Pomyśl sobie teraz ile takich „popaprańców”, którzy wierzą w swój system wartości, ginie każdego roku. Jedni dlatego, że są radośni, inni dlatego, że zrobią Znak Krzyża. Są jeszcze tacy (jak ja i Ty), którzy poświęcają swój czas, żeby móc dzielić się tą radością w innych częściach świata. A potem giną, bo komuś „z góry” to się nie spodobało. Ja dziś mogę liczyć tylko na pytanie: Po co to robisz?. I oczywiście próbę wybicia mi tych „głupot” z głowy. No cóż; mówi się trudno. Trzeba posłuchać, kinwąć głową, ewentualnie nie zgodzić i uargumentować to w miarę rzeczowo (choć i tak jak ma wybuchąć z tego III wojna światowa, to wybuchnie). A jedyne czym można się przejmować, to własny rozwój. I nawet, jeśli ktoś w rzeczowej dyskusji zacznie ci wyrzucać, że nie dasz sobie nic powiedzieć, że Twoje argumenty (choćby były najbardziej rzeczowe i  nawet historyczne) nic nie znaczą – byłem uczestnikiem takiej dyskusji…  Nie przejmuję się tym, bo jeśli wierząc znajdujesz w sobie siłę, jeśli wierząc jesteś w stanie sprawić swoją obcenością, że druga osoba będzie szczęśliwa to…

Warto być Chrześcijaninem

Warto być chrześcijaninem, bo może ktoś dzięki Tobie potrafi odnaleźć w sobie radość. Pewnie mocno mi się dostanie za ten tekst, bo internety są okrutne, ale to nieważne. Lajki pójdą w dół, a statystyka będzie wyglądać jak zjazd ze skoczni mamuciej, ale to nieważne. Bo jeśli masz w sobie wystarczająco dużo samozaparcia, żeby powiedzieć Kowalskiemu „Nie”, a Bogu „Tak!”, w imię własnych wartości, to warto być chrześcijaninem.