Nie ożenię się z popielniczką

To nie będzie tekst w stylu łatwych, miłych i przyjemnych. Miło to było poczytać o Kopciuszku, chociaż i on miał za zadanie nam pewne rzeczy uświadomić. Tylko że historia Kopciuszka była w gruncie rzeczy szczęśliwa, a ta dzisiejsza nie będzie. Od razu Wam mówię; nie nastawiajcie się na żaden Happy end, bo nawet znajomość mojego nazwiska Wam nie pomoże. Zresztą nie będzie to miało dzisiaj nic do rzeczy. Będzie za to o przyszłości, która mnie czeka, a może nie tylko mnie, będzie trochę o zatruwaniu życia sobie i innym. Będzie też jak zwykle o zasadach, o których oczywiście mało wiem i prędko się nie dowiem, z prostego powodu…

Nie ożenię się z kobietą i popielniczką

No może; z kobietą która pali tyle papierosów, że metaforycznie, choć kontrowersyjnie moża by ją porównać z popielniczką. Dlaczego ją a nie jego? Głównie dlatego, że jestem meżczyzną i piszę z męskiego punktu widzenia. Pisanie o mężczyznach, z punktu widzenia mężczyzny jest za mało rzeczywiste jak dla mnie.

Mogę powiedzieć, że warto być chrześcijaninem, choć dobrze wiecie o tym, że takie słowa, które padają z moich ust, nie będą prawdą. Mogę zasugerować ludziom, żeby wyrzucili z domu lalki Barbie, ale i tak mnie nikt nie posłucha, bo przecież dziecko musi mieć się czym bawić. I zawsze myślałem, że jak będę pisało o kimś, to ludzie będą czytać, będą wchodzić na bloga po hasłach z kosmosu i oczywiście będą się nie zgadzać, bo mają do tego prawo. W końcu chodzi też o ich życie. Moje życie i moja sprawa, skończy się w momencie, kiedy będę chciał założyć rodzinę. Przede wszystkim dlatego, że zaczyna się zbiorowa odpowiedzialność za drugie życie, a ja nie życzę sobie, żeby ktoś zatruwał moje. To tyczy się tak samo kobiet jak i mężczyzn. Nie wyobrażam sobie życia, w którym dzień bez papierosa to dzień stracony, gdzie obiad zamienia się w paczkę dotleniaczy. 

Ciekaw jestem; jakby tak zamiast obiadu, przez trzy dni podawać „chmurze dymu” paczkę papierosów. Ile by wytrzymał? Jak obstawiacie? To jest taka bardzo kiepska forma porównania, jak czuje się człowiek, dla którego Twoje towarzystwo kończy się palpitacyjnym atakiem kaszlu. Takim, że prawie płuca można wypluć, ale co to, kogo obchodzi. W końcu to moje życie i moja sprawa. To ja zdecydowałem się na bycie popielniczką. Tak! Popielniczką, bo człowiekiem, kogoś kto zaczyna dzień od papierosa i kończy z papierosem nazwać nie można. 

Z kobietą i popielniczką jest jak z moją emeryturą

To na co pracowałeś, zobaczysz może po śmierci. Wizja emerytury dla ludzi młodych na tę chwilę jest marna, bo przecież należę to grupy tych, którzy jej nigdy nie zobaczą. I to jest chyba najważniejsza rzecz, która łączy się z byciem popielniczką. Tego, że nią jesteś, też prawdopodobnie za życia nie zobaczysz. Po prostu Ci mózg prędzej wypali.

Najbardziej szkoda mi nie popielniczki jako rzeczy, czy człowieka-smoka a ludzi, którzy muszą z nią żyć. Chociaż wróć…nie muszą, tylko chcą. 

Wiecie jakie kobiety najbardziej podziwiam? Takie, które potrafią w tym momencie postawić na swoim, które widzą to zagrożeniem smogiem pierwszego stopnia. Podziwiam te kobiety, które potrafią powiedzieć:

Wybieraj! Albo ja, albo ona!

Pytanie tylko co jest tańsze w utrzymaniu? Albo co się bardziej opłaca. No bo sami przyznacie, że mówienie do paczki papierosów: „Wiesz, brakuje mi Ciebie w łóżku…” brzmi słabo, bardzo słabo. Z drugiej strony nie zawsze da się wybrać, bo nie zawsze warto.

Z popielniczką nie można mieć zdrowej relacji

Nie można mieć zdrowej relacji ani z popielniczką, która leży na stoliku, ani z tą o której piszę przekornie, mając na myśli palącą jak smok kobietę. Teraz nie chodzi mi już tylko o to, ile ten małżeński trójkąt ze sobą wytrzymał, ale o to, co komu szkodzi bardziej. A szkodzi przede wszystkim dzieciom. Pomijając już fakt, że nawet bez popielniczki w domu można zostaż biernym palaczem, to nie wyobrażam sobie zatruwać życia własnym dzieciom. Szczerze?

Myślę sobie, że kobiety, które nie potrafią swoją jednostką centralną tego ogarnąć, po prostu nie powinny mieć dzieci. Co prawda niby są jakieś tam dziwne głosy, które mówią, że jak kobieta odstawi fajki odpowiednio wcześnie, to dziecku nie powinno zagrażać żadne niebezpieczeństwo. Moim zdaniem to głupota. Przecież dziś nikt, nigdy nie może być pewny, czy dziecko urodzi się zdrowe, więc po co je jeszcze bez sensu, niepotrzebnie narażać?

Z popielniczką się nie wygląda

W sumie to nie powinienem tak mówić, bo to przecież niepedagogiczne. Z popielniczką, tak jak z człowiekiem się nie wygląda, tylko po prostu się jest. Wróć! Popielniczkę w domu się ma, ale z drugim człowiekiem, którzy pali tak, jakby miał się z tą popielniczką utożsamiać się jest, się zyje i funkcjonuje. No dobra, a teraz prawdziwa wersja wydarzeń; Kobieta z papierosem w ustach nie dość, że nie wygląda, to jeszcze śmierdzi (Mężczyzn wyjątek od reguły nie obowiązuje). Obojętnie ile by tych perfum na siebie nie wylała i ile by one nie kosztowały, to nic jej nie pomoże, bo palacz po prostu śmierdzi. Tu nie ma co dyskutować, takie fakty. 

Teraz tak już totalnie z punktu widzenia mężczyzny; Widzisz kobietę, ten wymowny ruch głową, włosy odsunięte na jeden bok. Ubiór też niczego sobie, bo podkreśla tylko to, jak pięknie wygląda. Patrzysz na nią jak na zwierciadło i w tym momencie ona zaczyna się uśmiechać, a Twoim jedynym odruchem jest odruch wymiotny. Naprawdę, gdybyś mógł, dałbyś jej na tego dentystę. Tylko skąd masz pewność, że nie wyda tego na fajki?

  • Patrz jaka to paranoja z tymi używkami. Z jednej strony palenie szkodzi i jest obowiązek oznaczania pudełek dziwnymi hasłami. Z drugiej państwo chętnie czerpie zyski z podatków i akcyz. Podobnie z alkoholem, na co idą pieniądze z koncesji alko? No na działania anty-alko. Plus akcyza i podatek. Takie przekładanie z lewej kieszeni do prawej, kosztem społeczeństwa.

    • W Polsce jak zwykle biznes musi się kręcić. Myśle, że kwestia tych akcyz, to jest jakaś możliwość dla przedsiębiorstw tytoniowych a od strony pańsstwo jak zwykle szuka dziur na których może się wzbogacić. Szkoda, że to nie działa tak korzystnie dla szarych ludzi. A same kampanie? Uważam, że połowa nie powinna się pojawić, bo jeśli mówimy o uzależnieniu od tytoniu, czy lakoholu, to te kampanie powinny aż dawać po oczach – ja osobiście takiej kampanii nie pamiętam.

  • Zgadzam się z Bookworm, że z alkoholem jest podobna sprawa co z papierosami. Człowiek, który spożywa alkohol nie pachnie ładnie a do tego jeszcze głupio się zachowuje. Czemu nie zakazać wszystkich używek? Ale tak, wiem, kultura nie jest po to, żeby była spójna i konsekwentna, ale po to, żeby skutecznie nas łudziła, że życie i nasze sprawy mają sens. Dziś palenie modne a kilka lat później odpychające. W sumie wszystko jedno. Tak jak ze smogiem.Czy kobiety i mężczyźni pachnący czymś w rodzaju zdechłego ssaka są atrakcyjni? Pewnie nie, ale niektórzy powiedzą, że smród to spisek korporacji i za zwalczanie się nie zabiorą.

    • Głupie zachowanie do granic możliwości jeszcze można wytrzymać, ale ze smrodem już gorzej. Zakazanie używek…no cóż, bądźmy szczerzy, wpłynęlo by jeszcze gorzej nie tyle na gospodarkę (oczywiści też), ale na bunt społeczeństwa. Dopóki mnie ten problem nie dotyczy osobiście to patrzę na te wszystkie używki z lekkim przymróżeniem oka. Tylko, no właśnie; dopóki nie dojdzie to do takiej sklai jak ze smogiem, jeszcze możemy spać w miarę spokojnie.

  • dorosła

    Po pierwsze, dehumanizowanie ludzi, którzy palą jest nie tylko niepedagogiczne, ale czymś czego się robi (wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi, chrześcijaninie* (przypominam, że wg zasad języka polskiego nazwy wyznawców religii piszemy małą literą, apeluję: zapoznaj się z zasadami pisowni Twojego języka ojczystego oraz z budowaniem tekstu [wstęp, rozwinięcie, zakończenie] bo póki co, Twój blog to wariacja na temat zasad gramatyki języka polskiego i logicznej spójności tekstu). „Popielniczką, bo człowiekiem, kogoś kto zaczyna dzień od papierosa i kończy z papierosem nazwać nie można.” Po drugie dlaczego tylko krytykujesz kobiety za palenie (przy dzieciach i ogólnie). Mężczyzna nie jest członkiem rodziny? Skoro bardzo lubisz patrzeć na wszystko stereotypowo, dlaczego nie wspomniałeś o roli ojca, jako o symbolu przykładu dla dzieci? Jaki przykład daje palący ojciec dzieciom? Dlaczego nie skrytykowałeś palącego na ulicy pozornie atrakcyjnego mężczyznę i nie przedstawiłeś go jako istotę (jak już ustaliłeś, to nie człowiek) z czarnymi zębami, której odór czuć w promieniu miliarda km od niego?
    Nie pozdrawiam.

    • O tym samym pomyślałam, dlaczego w tekście jest mowa tylko o kobietach? Pan popielniczka może i nie płodzi dzieci, ale tak samo jak matka – „chmura dymu” jest wzorem jako rodzic, ma żółte zęby i śmierdzi.
      Swoją drogą, co z elektronicznymi papierosami? Sama korzystam z takowego i nie śmierdzę, nie dmucham w ludzi toksycznym dymem (na pojęcie „substancje smoliste” składa się ich jakieś 7000, a liquid do „e-fajki” ich nie zawiera) i nie mam żółtych zębów. Nie zamieniłabym również obiadu na nowy liquid, bądźmy realistami! Jestem ciekawa, czy mieszczę się w twoje pojęcie popielniczki związane raczej z truciem i smrodem niż samym uzależnieniem. 😉

      • Karolina; jestem mężczyzną i pierwszy tekst jaki przyszedło mi do głowy napisałem z puntku widzenia mężczyzny. Nie mówię, że palenie przez mężczyzn uważam za w pełni dopuszczalene, ale to temat na inny post. Cierpliwości.

        E-fajki rzeczywiście są dziś dużo lepszą alternatywą niż tradycyjne papierosy, pomimo, że nie są wcale tak nieszkodliwe, ale przynajmniej nie śmierdzą. Przykład z obiadem był przyznam dość absurdalny, ale wziąłem pod uwagę cenę paczki papierosów standardowych i średnią denę obiadu na mieście. Przyznasz, że się zgadza, stąd to obsurdalne, ale z drugiej strony może dające do myślenia porównanie. Przynajmniej dla osób niepalących.

        • Cierpliwa jestem, spokojnie. Dzięki wielkie za sprostowanie, sama często, jako kobieta, ograniczam się do poruszenia tematu podając tylko „męskie” przykłady.
          Jeśli chodzi o obiad, cenowo porównanie jest okej, chociaż śmiem zaprosić do katowickiego Talerza i Szklanki – w cenie paczki fajek możesz zjeść aż dwie porcje pierogów!

          • Sprostowanie zawsze się przydaje, bo człowiek ma w glowie tyle myśli, że czasami trudno wszystko przelać na papier, czy na bloga. Na tematy płci przeciwnej piszę się generalnie dużo łatwiej.

            A do Talerza i Szklanki pewnie zajrzę po sesji 😉

          • Wiadomo, wiadomo!
            Czyżbyś był z okolic?

          • Zajrzyj na fcb 🙂

          • Właśnie widzę, żeś prawie sąsiad. 😉

    • Rozumiem, że kwestia porównania jest mocno kontrowersyjna, ale nie mielibyśmy o czym dyskutować, gdyby palenie rzeczywiście nie było szkodliwe i to nie tylko dla palacza. Druga rzecz, że oczywiście mogłem wymyślić inny tytuł, ale jeśli ktoś zwrócił uwage na tytuł, to myśle, że rozważył też problem o którym piszę.

      Pisałem kiedyś typowe teksty, które zgadzały się z budową (wstęp, rozwinięcie, zakończenie), ale wydawało mi się to zbyt nudne. Próbuję iść w kierunku bardziej towartego tekstu, dlatego nigdy też nie rozstrzygam problemu. To jest czas na komentarze innych osób, bo nie jestem alfą i omegą.

      Masz rację, że muszę uderzyć jeszcze w drugą stronę, odnośnie palenia, które dotyczy mężczyzn, ale poświęcę na to osobny tekst. O samej roli ojca ( w przyszłości zamierzam napisać coś większego niż tylko post na bloga 🙂

  • Z wieloma argumentami się zgadzam, Narwany. Palacze śmierdzą, mają żółte zęby i zwykle ledwo ślepia otworzą, a ich pierwsza myśl to: papieros. Wiem, bo sama sprawdziłam. I strasznie mi wstyd. I już pal licho, że w Twoim tekście nie ma mowy o palaczach płci męskiej. Tłumaczę to sobie tym, że jesteś mężczyzną, a zatem patrzysz na związek się z drugą osobą z męskiego punktu widzenia.

    Ale tak się zastanawiam. Wiesz… to, że ktoś pali, niekoniecznie byłoby decydujące dla mnie w kwestii ślubu czy choćby związku. Gdybym pokochała kogoś i miała zrezygnować z tej miłości tylko przez fajki, to tak naprawdę zachowałabym się równie egoistycznie, co palacze buchający na mnie w miejscach publicznych. Nie jestem przekonana, czy zrobiłabym taki krok w tył. Raczej w przód, pomoc mu zerwać z tym nałogiem. Z mężem mi się udało.

    A tak już na sam koniec, to znacznie trudniejszym przypadkiem są alkoholizm, którzy niszczą swoje wątroby, trzustki itd., a swoim bliskim zdrowie psychiczne.

    • Jest też taka strona medalu, że nie chodzi tylko o trucie siebie, czy rodziny, ale są też przypadki ludzi to o czym piszą zdarzyło się naprawdę), że zaczyanjąć dzień od kawy i papierosa nie dożywają 60-tki. Pytanie teraz, czy w takiej chwili krzywdzą bardziej siebie, czy rodzinę?

      Dzięki wielkie za zrozumienie, że tekst napisany był z mojego punktu widzenia, bo mam świadomośc, że zabrakło kilku przeciwnych argumentów, ale nadrobię to innym razem.

      Gratuluję Ci/Wam samozaparcia i wytrwałości, bo rzeczywiście nie wziałem pod uwagę tego, że mógłbym się zakochać w kobiecie, która jednak pali. Myślę, że nie bez znaczenia jest też to, że ja ze względów zdrowotnych nie chcę brać od ust papierosów. I tak, jest w tekście ten mój subiektywizm, przyznaję.

      Problem alkoholizmu, z którym się zgadzam, przemyślę również, ale to już kiedy indziej 🙂

  • Dostaje Ci się nieco po garbie, ale chyba zasłużyłeś tym razem. Lubię zerknąć co wypisujesz, ale powyższy tekst, może nie nazwałbym słabym, lecz… chyba bardziej nieprzemyślanym. Gdzieś na pograniczu dobrego smaku. Bo o ile z generalnym założeniem nie sposób się nie zgodzić, o tyle sztubel śmierdzi jednakowo w ustach kobiecych, jak i męskich. Fakt, który został, jak pewnie zdążyłeś się zorientować, zauważony.
    Twój blog, możesz prowadzić go w sposób dowolny. Piętnować każdego za kim nie przepadasz. Ludzi będących na bakier z higieną, kobiet w białych kozaczkach, zgrilowanych na skwarkę miłośników solarek. Tylko, że dopóki palacze przestrzegają norm międzyludzkich, zaciągają się w miejscach do tego przeznaczonych, przestrzegają zaleceń prawnych, to Twój tekst jest przejawem dyskryminacji.
    Nie, by było jasne. Nie cierpię papierosów i papierosowego smrodu. Z radością przyjmuję kolejne ograniczenia miejsc dla palaczy. Cieszę się, że knajpy stały się wolne od papierosowego dymu, bo dzięki temu mogę z nich korzystać i nie odczuwać dyskomfortu.
    Nie zgodzę się, że papieros kobiecie nie przystoi. Przystoi, lecz tylko… na szklanym ekranie. Tylko w filmie kobieta ze sztublem potrafi wyglądać zmysłowo, a mężczyźnie nadaje on sznytu. Szklany ekran papierosowi służy. Ale nie elektryczny. Wyobrażasz sobie, Boguś Linda jako pies Franz wyrzuca z siebie słowa – Ty stara dupa jesteś – po czym zaciąga elektryczniakiem. Groteska.
    A tekst bym wyszlifował przed puszczeniem.

    • Popełniłem błąd, że nie wziąłem się od razu za porównywanie punktu widzenia męskiego i żeńskiego, ale to nadrobię już innym razem. Nie mam zarzutów do osób, które palą same sobie, bo to ich sprawa, ale jestem uczulony na dym tytoniowy w towarzystwie, a z tym często nieuchronnie się spotykam. Nie chodzi mi też o sam fakt miejsc przeznaczonych do palenia i (nie)palenia.

      Wychodząc na chwilę z imprezy, żeby móc odetchnąć powietrzem mimowolnie spotykami się z ludzmi, którzy są naszymi dobrymi znajomymi i z którymi mamy ochtę podyskutować. Palą na dworze, więc zarzutów nie ma, tylko teraz to już kwestia komfortu psychicznego ile jesteśmy w stanie wytrzymać.

      Nie wspomniałem tutaj rzeczywiście o mediach, ale Ty to już robiłeś i rzeczywiście zarówno mężczyźni jak i kobiety palące, na szklanym ekranie są pokazywani, jako ci seksi. A przykład z Lindą jest dobry, ale rzeczywiście przekonuje mnie tylko na szklanym ekranie.

  • Pogadamy jak się zakochasz w palaczce. 😛 Będziesz przymykał oczy na wszystkie jej wady, na palenie też. 🙂 Choć oczywiście będziesz ją namawiał do rzucenia. Tak jest u mnie. Żyję z palaczem (nigdy nie pali w mieszkaniu) i wcale nie jest on popielniczką. 🙂
    Schemat działania nałogu jest taki sam przy uzależnieniu od fajek i od alkoholu, ale papierosy nie zmieniają świadomości i psychiki , nie robi się po nich głupot, nie ma się zaników pamięci i nie krzywdzi się rodziny, (jeśli się nie pali w mieszkaniu i nie dmucha im w twarz). Alkoholizm jest gorszy. O wiele gorszy w skutkach. Nie ma co porównywać.

    • W stu procentach się zgadzam.

      • Rozumiem, ale (subiektywnie) jest kilka rzeczy, które w moim przypadku sprawiają, że myślę tak a nie inaczej. I najwazniejszą jest zdrowie, także moje.

    • bueheheh!! dokładnie to odpisałam!
      Gófniasz nie zna jeszcze życia 😀

      • Z tym, że nie znam jeszcze życia to trochę pojechałaś, ale myślę, że już niedłgo będzie szansa, żeby się przekonać, że to nie do końca prawda 🙂

        • Nosz to było żartem przecież, spokojnie Panie Narwany :).

          • Rozumiem, rozumiem, ale tekst o mnie i tak się niedługo pojawi. Czekam tylko na to, aż przyjdą odpowiednie dowody 😀

          • oo, brzmi intrygująco 😀

          • Jeszcze się nie przyzwyczaiłaś? 😀

          • Kontrowersyjnie to wszystko opisałeś (oczywiście celowo, jak zawsze) :-), ale tak naprawdę masz rację, bo palenie to okropny nałóg, a niestety bardzo dużo ludzi młodych sięga po papierosy. Bardzo. I to jest trochę smutne.

          • Jak nie mają co z pieniędzmi robić (oby swoimi) i ze swoim zdrowiem, to mogę tylko powiedzieć, że szkoda mi braku świadomości tych ludzi 🙂

          • chyba nie 😉

    • Tak wiem, że Blogierak już o tym wcześniej wspomiała. Tylko patrzę też na to z tej strony, że samo namawianie do rzucenia palenia niewiele daje, dopóki człowiek sam tego nie zechce zmienić. A samo palenie, bierne też, ma wpływ na różne zaburzenia neurologiczne. Potwierdzone info, dlatego się tak bardzo tego wystrzegam. To mój punkt widzenia. Cenie też i to bardzo ludzi, którzy tak jak twój mąż potrafi wyjść, kiedy chce zapalić i przekonałem się już o tym nie raz meiszkając w akademiku.

      Biorąc pod uwagę nałóg to rzeczywiście alkoholizm jest o wiele gorszy w skutkach, ale to z koleji inny problem pod którym też się pewnie kiedyś (nie)podpiszę.

  • A wiesz, że oddychanie powietrzem zatrutym smogiem równa się wypaleniu 2 tysięcy papierosów rocznie? Z perspektywy Polski tonącej w smogu – palimy wszyscy.

    • W tej chwili jedyne co pozostaje mi napisać, to to, że Cieszę się, że nie mieszkam w Krakowie. Tylko co jak się okaże, że się tam kiedyś przeprowadzę, ale znajdę drugą osobę, która tam mieszka? Kwestii smogu chyba nie da się uniknąć.

  • Oj to prawda, że jak się kiedyś w kimś bardzo mocno zakochasz to wybaczysz jej wszystkie wady. Olśnienie przyjdzie po ok. 2óch latach. To wtedy mniej więcej ludziom spadają klapki z oczu i zaczynają dostrzegać partnera nieco mniej idealnie 🙂

    • Powiedzmy, że poznałem to uczucie i wiem o czym mówisz. Pewne klapki z oczu spadają dopiero w swoim czasie. Może problem jest w mniejszej ksali jak nie masz nikogo, albo nie jesteś z kimś na stałe.

  • Podpisuję się pod tym rękami o nogami. Moja rodzina paliła od zawsze, matka mnie truła jeszcze przed narodzinami. Jestem chyba pierwszy, który się z tego wyłamał, chociaż nie ukrywam, że miałem okresy popalania – wiadomo, wszystkiego trzeba spróbować, poudawać, że się jest dorosłym. Potem sobie odpuściłem i moja awersja do fajek wzrosła jeszcze bardziej. Do tego stopnia, że nawet widząc kogoś z papierosem (nawet na filmie), czułem smród dymu. Czuję, jak ktoś pali w większej odległości ode mnie. Po wizycie u mamy czy w pubie zawsze muszę wietrzyć lub nawet prać ubranie (z kurtką zimową problem, bo mam jedną).
    Kiedyś chodziłem z palaczką i nawet udało mi się ją oduczyć na jakiś czas. Potem wróciła do palenia a my się skończyliśmy.

    • Chyba jako jeden z nielicznych tutaj maszpodobne uczulenie do mojego. Pewne rzeczy odstrzega się właśnie tak jak piszesz dzięki rodzinie (sam miałem taki przypadek). Nie ukrywam, że gdybym urodził się w rodzinie palaczy to nei wiem, czy byłbym na tyle silny, żeby się wyłamać. Nie jestem w stanie tego przewidzieć, bo życie nie działa wstecz.

      Dobrze, że wspomniałeś o tych przesiękniętych dymem ubraniach, bo to są rzeczy o których zapomnieć się nie da, a potem jednak człowiek przynosi to do domu. Sam nie mogę wytrzymać, kiedy moja kurstka po prostu jest przesiąknięta tym dymem. Na pewno tak jak nie prosto jest palaczowi rzucić, tak mnie nie było by prosto być z palaczem.

  • Paliłam długo, ale kilka dobrych lat temu powiedziałam sobie „dość”. Od tamtej pory nie zapaliłam ani jednego papierosa i obecnie naprawdę dziwię się sobie, jak w ogóle mogłam te świństwo jarać. Przeszkadza mi dym, przeszkadza mi smród. Moi rodzice palą – często do nich zaglądam. Są „pouczeni”, by się przy mnie powstrzymać, bo jeśli mam od nich wychodzić śmierdząca jak popielniczka i na dodatek z bólem głowy, to daruję sobie odwiedziny.
    Palacze śmierdzą tak samo – nie ma znaczenia czy jest to kobieta, czy facet.

    • Po pierwsze to wypada mi powiedzieć; Gratuluję zwycięstwa! Nałóg to zawsze nałóg i tak samo mogą zniszczyć życie papierosy, jak gry komputerowe. Sam straciłem kiedyś mnóstwo czasu na jednej grze sieciowej. Najtrudniejsza jest sama świadomość, kiedy wiesz, że musisz wejść do ludzi, którzy palą i już na wejściu czujesz tytoń. Z rodzicami musi być jeszcze trudniej, bo to są ludzie, których się naprawdę kocha.

  • Trochę mnie uderzyło to jednostronne podejście. Tak, jakby faceta temat nie dotyczył. Ale rozumiem, że Twój blog, Twoje podejście do ludzi. Niemniej, dziś mocno generalizujesz 🙂

    Daleka jestem od radykalnych stwierdzeń i wstrzymałabym się od mówienia „nigdy” 😉 Zgadzam się co do meritum: palacze śmierdzą. Palacze mają żółte palce i pożółkłe zęby. Palacze wydają majątek na coś, co za chwilę puszczają z dymem. Trując siebie (ich wola!) i innych.

    Sama nie palę, choć nie powiem: zdarzyło mi się popalać. Nigdy jednak fajki nie miały w sobie czegoś tak pociągającego, bym się im poddała na dłużej 😉

    • Zgeneralizowałem nieco sam siebie, ale jeśli chodzi o papierosy, to nic mnie do nich nie ciągnie, a wręczo odpycha. Dopóki wiem, że kontakt z taką osoba palącą jest na chwilę, to jeszcze pół biedy. Nie jestem w stanie sobie wyboraźić takie relacji na dłużej , bo po prostu ten dym jest dla mnie tak duszący, ża aż nie do wytrzymania.

      Oprócz zbędnego (moim zdaniem) wydawania pieniędzy, bo można by było przenaczyć te 15 zł na coś innego, jest jeszcze kwestia ubrań, których się nie pozbywamy. Ktoś już wczęśniej napisał, że z ubrań tą woń czuć najbardziej i najdłużej.

  • No i dobrze. Nie przepadam za palaczami. Sama nigdy nie miałam papierosa w ustach. Paląca kobieta w ciąży to dla mnie szczyt okrucieństwa wobec nienarodzonego. Papierosy to zło. I jak dla mnie to świadectwo sporej słabości tkwiącej w człowieku. Życzę Ci zatem niepalącej kobiety, która podbije Twoje serce.

    • Ja też nie przepadam, ale oczywiście toleruję o ile jest to kontakt, taki na daną chwilę. Nie wiem czemu, ale palącej kobiety odrzuca mnie jeszcze bardziej niż od palącego mężczyzny. Wiem, że ludzie mają różne nałogi i sam też pewnie mam coś na sumieniu, ale mimo wszystko chciałbym móc żyć i oddychać w swoim domu świeżym powietrzem.

      Mam nadzieję, że to życzenie się spełni 🙂

  • Paliłam jak smok, przepalałam kupę kasy i rzuciłam z dnia nadzień jak zaczęłam zbierać kasę na wózek. Teraz mam takie zboczenie, że pomagam finansowo tym bez nałogów 😉

    • Gratuluję, że udało Ci się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Napisałaś też drugą ważną rzecz, że zdrowie jest bezcenne, ale człowiek przekonuje się o tym często bardzo późno.
      Myślę, że Twoje zboczenie jest czymś cudownym 🙂

  • Zapominasz o jedynm- serce nie sługa i czy pokochasz popielniczkę czy nie, Ty o tym nie decydujesz tylko chemia/serce- nie rozum 😛

    • Być może serce nie sługa, ale u mnie chyba jednak przeważa rozum. Tak było już nieraz, chociaż nie wykluczam, że może się kiedyś okazać, że jest inaczej.

      • No właśnie rozum w opcji miłość nie działa 😛

        • I tak i nie. Jak ludzie zaczynają widzieć różnice, których nie sposób pogodzić to wtedy zaczyna działać rozum. Tyle tylko, że jeśli z tych przyczyn coś się rozpada, to może to nie była miłość?

  • Co niektórzy się porozpisywali, a ja powiem tylko tyle.

    POCAŁUJ NIEPALĄCĄ POCZUJESZ SMAK ŻYCIA

    😉

    • No coś w tym pewnie jest 😉

  • Założę się, że jakieś 2 lata temu trochę sceptycznie podeszłabym do tego wpisu. Dzisiaj kiedy nie palę, a jest to zasługa mojego chłopaka, w 100% Cię rozumiem.
    Choć z drugiej strony, jeśli oboje palą, nie widzę w tym nic złego, każdy jest przyzwyczajony do tego smaku/zapachu.

    • Spodziewałem się, że komentarze pod tym postem będą różne, w zależności od doświadczeń. Na pewno osoby takie jak Ty, którym udalo się rzucić palenie mają na ten temat wiedzej do powiedzenia niż ja, skoro nigdy nie paliłem i nie zamierzam.

      Masz też rację, że gdybym urodził się w rodzinie palaczy i związał z palącą kobieta, to nie widziałbym problemu. Mimo wszystko dziś cieszę się, że nie palę nie tylko z tego względu, że mi zdrowie nie pozwala 🙂

  • W sumie to aż dziwne, że wiele osób w moim otoczeniu, zarówno w rodzinie jak i wśród znajomych pali i paliło odkąd pamiętam, a ja sama nigdy nie zaczęłam i raczej już bym nie zaczęła. Ktoś chce to niech pali, jego sprawa, ja nawet nigdy nie miałam potrzeby, aby zapalić:)

    • Myślę, że to kwestia mocnego charakteru i jakiejś mocnej grupy ludzi, którzy utwierdzili Cię w przekonaniu, że nie warto 🙂 Oczywiście mogę się mylić, bo w mojej nabliższej rodzinie nikt nie pali, więc mój punkt widzenia jest zupełnie inny.

      Jeśli chodzi o używki, to zgadzam się z Tobą, że wystarczająca jest odpowiedź na pytanie: Czy ja tego potrzebuje?

  • czytajkomiksy.pl

    Palaczce, zdecydowanie powiedział bym „Nie”. Wspólne życie to kompromisy, ale często jest problem gdy nie da się go wypracować. Palenie może być punktem zapalnym 😉

    • No właśnie; są takie rzeczy w których da się pójśc na kompromis typu: gotujesz ty, gotuję ja, czy zamawiamy pizzę? Są i takie, które będą podważały to tego stopnia kwesitę naszych zasad, że po prostu rozum prędzyej, czy później powie: NIE.

  • Nie przepadam za paleniem, ale różnie w życiu bywa. z racjonalnym myśleniem i sprawami sercowymi różnie bywa 🙂

    • U mnie bardzo długo te dwie sprawy się kłóciły a uwierz mi, że nie chodziło o papierosy 🙂

  • Palenie to nie jest trzecie oko, mozna sie z tym uporać sama nie pale od 4 lat a paliłam 14…da się.

    • Mam wrażenie, że w tym wypadku każda motywacja jest dobra. Oby tylko była skuteczna.
      ps. Gratuluję sukcesu 🙂

  • Ty nie możesz, nie dasz rady, ktoś inny może i da 🙂 ten ktoś prawdopodobnie i na nią wpłynie gdy w grę wchodzić będzie dziecko. Kobieta również potrafi racjonalnie spojrzeć na świat, a gdy przy tej ‚czterdziestce’ stwierdzi, że pora na dzieci to motywacja będzie na tyle duża, że i popielniczke odstawi. Oczywiście z odpowiednią osobą przy boku. Temat kontrowersyjny, to fakt 😉

    • Nie mówię, że nie, bo ludzie są różni. A bardzo prawdopodobne, że gdy będzie chodziło o dziecko to sytuacja sama diametralnie się zmieni. Zresztą jak czytam komentarze różnych osób, to dochodzę do wniosku, że tego czy ktoś pali, przestał itd. nie da się przewidzieć nigdy do końca. Mimo wszystko, grunt to trafić na odpowiednią osobę 🙂

  • Sama mieszkam pod jednym dachem z palaczem i powiem tak. Nie jest łatwo. Ale ustaliliśmy pewne zasady. Nie pali w domu, tylko na balkonie lub na ogrodzie. Po przyjściu myje ręce.

    Przy mnie raczej nie pali, a przy dziecku nigdy. Da się wytrzymać. 🙂

    • Przerobiłem to samo przez rok, tyle tylko, że w akademiku. Wróć…prawie dwa lata, pominąłem jednego wspólokatora 🙂 Przeżyć się dało jak wychodzili na korytarz, albo otwierali okna. Nie zmienia to faktu, że ubrania jednak mieli te same, ale masz rację, że w takim przypadku jak Twój to wszystko jest kwestią dogadania 🙂

  • No to się odezwę jako ta, która swego czasu, jakieś 13 lat temu do ówczesnego chłopaka, obecnie męża mówiła, nie dziękuję za pocałunki, gdy ten przychodził do mojego ówczesnego domu rodzicielskiego…jak popielniczka. Podziałało, nie pali 😛

    • Może to i jest jakiś sposób, tylko wiesz…nie jestem pewien, czy on działa tak samo w drugą stronę. Mam wrażenie, że dzisiaj dużo więcej zależy od kobiety 😉

  • Mnie osobiście brzydzą ludzi, którzy palą jak smoki. Nie dość, że zatruwają życie sobie to jeszcze innym. Najbardziej irytuje mnie jak ktoś idzie przede mną i zaczyna palić. Takich to z miejsca bym odstrzelał.

    • Powiem Ci, że nawet już dymu papierosowego w akademiku zaczynam mieć dość. Na szczęście przyszły rok (pod względem akademika) będzie moim ostatnim.