Czasami warto zostać Kopciuszkiem

Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest być bogatym? Albo inaczej; czy ktoś z nas, mógłby o sobie dziś powiedzieć, że jest bogaty. Że ma wszystko i nic więcej mu już do szczęścia nie potrzeba? Że znalazł w końcu ten stan, kiedy człowiek czuje się naprawdę szczęśliwy, spełniony? Czy to w ogóle jest możliwe?! Myślę, że nie. Ba! Jestem tego pewien, bo przecież, to ten stan, kiedy masz wszystko i możesz tylko brać od życia, co Ci się żywnie podoba. Możesz… Przede wszystkim nie liczyć drobnych w portfelu (jeśli jesteś studentem), banknotów (jeśli nie przekonuje Cię plastik w kształcie prostokąta), albo po prostu dni do wypłaty. Piękna wizja, prawda? Móc się nie przejmować pieniędzmi, bo i tak nie mają one większego znaczenia. To co? Próbujemy na jeden dzień stać się Kopciuszkiem? 

Historia z Kopciuszkiem

Przecież to bez sensu. Po co robić z siebie biedaka, kiedy tak naprawdę możesz mieć wszystko. Wystarczy tylko postawić na swoim. Tak… Macie rację; pominąłem ten fakt, że Kopciuszek miał upierdliwą macochę, równie nieznośne siostry i ojca, który śpiewał tak, jak mu zagrały.  Dziewczyna, która nie ma żadnych praw, tylko same obowiązki. Młoda kobieta, której jedynymi przyjaciółmi są zwierzęta. Dzisiaj pewnie zdiagnozowaliby jej jeszcze Schizofrenię.

A ja mam wrażenie, że Ona jako jedyna z tej specyficznej rodziny była szczęśliwa (Pomijam już fakt, że jedyna normalna). Nie, wcale nie dlatego, że miała całą masę obowiązków i nie wiedziała, w co ma ręce włożyć. Zaraz mi tu ktoś wsadzi kij w mrowisko i powie: Spróbuj pracować dzień, w dzień, od rana do nocy, nie dostawać w zamian ani grama „dziękuję” i kłaść się spać szczęśliwym. Fakt, ta dziewczyna musiała mieć piekielne życie (Przynajmniej tak na chłopski rozum). Piekielnie trudne i uciążliwe a z drugiej strony…umiała się cieszyć z banalnych rzeczy. Odłóżcie na chwilę na bok fakt, że: Ona nie miała wyboru. Może właśnie dzięki temu, że go nie miała, potrafiła się cieszyć życiem. A my dzisiaj potrafimy tylko narzekać. Bo to taka nasza cecha narodowa

Ciągle tylko narzekamy

Ciągle tylko coś nam nie pasuje, czegoś mamy za mało, za dużo, za brzydkie, za stare, za ciężki wybór. A czasami tak po prostu szukamy szczęścia albo okazji, bo nas na to stać. Nie widzę w tym nic złego, bo skoro ludzie (studenci też) pracują, to czemu nie mają później z tego nie skorzystać, nie umilić sobie jakoś życia. Proszę bardzo. Nie mam nic przeciwko wysokim zarobkom, czy dodatkowym źródłom dochodu (I tak czeka na to wszystko podatek). Mam tylko jedno „ale” przeciwko ludziom, którzy nie potrafią powiedzieć STOP i tym, którym WIECZNIE mało, wiecznie coś nie pasuje. 

Sam też czasami narzekam. No wiecie; przy 1,65m znalezienie choćby pary spodni graniczy z cudem. Tylko że w gruncie rzeczy; mam w czym chodzić. Mam gdzie spać, mam co jeść, stać mnie nawet na to, żeby zafundować sobie jakiś wypad na miasto, na shopping (choć i tak najczęściej wychodzę z niczym), czy na imprezę. Nie chodzi mi o to, że teraz każdy z nas niech najlepiej zostanie ascetą, ale o uruchomienie czasami takiej istotnej części naszego ciała, jaką jest MÓZG.

Nie musisz być Kopciuszkiem i nie musisz mieć wszystkiego!

Najgorzej to jet być taką osobą, która nauczona jest tylko brać. Taki człowiek „A masz”. „A masz to, a masz tamto?” Ciągle od Ciebie oczekuje, że coś mu dasz, bo przecież: TO MU SIĘ NALEŻY. Od dziecka nauczony był, że dostanie zabawkę, którą chce, najlepszy prezent na Komunię, najlepsze ciuchy, najlepszy samochód. I wytrzymaj tu potem z takim w klasie/ na studiach/  w pracy/ w rodzinie. Brać to tak, ale od siebie coś dać, to już nie. 

Czasami lepiej nie dostać nowego iPhona, a dostać dwie pary butów na zimę. Jak Ci się poszczęści, to w butach pochodzisz trzy sezony, a iPhon za 3 miesiące już będzie stary, niemodny, zużyty i porysowany. Kopciuszek może nie miała fury pieniędzy na koncie w banku, pewnie nie miała nawet konta w banku, bo po co? Tylko że Kopciuszek miała radość; chociażby z zerwanych polnych kwiatów, gdzieś po drodze. A my?

 

  • Coś w tym jest…to jestem takim trochę kopciuszkiem, ale cieszy mnie to, że wszystko robię sam i nie muszę o nic nikogo prosić czy czekać aż sam od kogoś coś dostanę. Trochę taką wolność w tym czuję. A znam takich co mają podsuwane wszystko pod nos…kiedyś to się skończy i jestem ciekawy jak taki człowiek sobie wtedy poradzi…gdy mówiąc szczerze sam nic nie potrafi…hmm.
    PS. ja w jednych butach potrafię 2-3 lata chodzić 😀

    • Uważa, że nie ma się czego wstydzić, a czasami wręcz przeciwnie. Tylko, że Kopciuszek nigdy tak nie zrobi. I pomimo tego, że zyjemy w świecie mediów, to każdy z nas przecież szuka jakoś tej wolności. Tylko tacy co wychowali się jako siostry Kopciuszka, no właśnie…jak sobie potem raddzą w życiu?

  • Bożena Danuta Kultys

    Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia-mówi przysłowie; wiele zależy od perspektywy patrzenia, jaką przyjmiemy. Jeśli będziemy tylko narzekać to zawsze znajdzie się kolejny powód do narzekania zamiast do zmiany.

    • Zgadzam się z tym przysłowiem 🙂 Ale i perspektywa też się często zmienia. I sam wiele razy przekonałem się o tym, że nie tak ciężko jest znaleźć w sobie odrobinę motywacji do zmiany.

  • Dla mnie zawsze liczy się tu i teraz. Fakt,ze jestem,w miarę zdrowa,mogę działać wystarcza mi do szczęścia. W końcu ktoś,od kogo jestem wyższa o cale 2 cm 😊

    • A mnie własnie te 2 centymetry mniej pomogły kiedyś to zrozumieć 🙂

      • Jak to? Opowiadaj 🙂

        • Za dużo nie mogę Ci teraz powiedzieć, bo mam w planach o tym całego posta napisać 😀

  • Narzekanie to przecież nasz sport narodowy!

    • Jakby tak zrobić obiektywne badania…:D

  • Często nie doceniamy tego, co mamy, narzekamy, nic nam nie pasuje. A wystarczy tylko pomyśleć o tym, co się ma. Być wdzięcznym, cieszyć się z każdej chwili. Takie proste, a tak często się o tym zapomina.

    • Myślenie wcale nie wychodzi nam aż tak źle, ale po drodze zmienia się za bardzo w kombinowanie. I potem znowu narzekamy. Myślę, że własnie dlatego dzieci tak wiele mogą nas dziś nauczyć.

  • Sztuką jest nie zatracić się w tym świecie, tylko poczuć radość z życia, a to naprawdę nie zależy od pieniędzy. One pomagają ale nie są najważniejsze. A ludzie zbyt często zamykają się w swoich ścianach i narzekają. A nie tak powinno być…. Bądźmy więc szczęśliwym Kopciuszkiem i …nie chodzi tu o księcia 😉

    • Ja bym poweidział, że częściej nawet bez pieniędzy, albo po ich utraci człowiek zaczyna dopiero trzeźwieć. Dobrze jest mieć cztery ściany i dach nad glową, tylko, żeby ta głowa miała trzeźwe myślenie.
      A księcia specjalnie pominąłem, bo to przecież tylko epizod 😀

  • Trudno jest nie zatracić się w tym wszystkim, zarażać wszystkich uśmiechem kiedy wokół nas tyle negatywów. To nie takie proste, ale jednak od czasu do czasu się udaje. Są takie dni, kiedy potrafię dostrzec najdrobniejsze dobre momenty wokół siebie, a potem nadchodzą takie, w których nic mi się nie chce i narzekam, narzekam, narzekam. Dlatego zaczęłam zapisywać te dobre momenty, by móc do nich wrócić w gorszej chwili 🙂

    • Nawet nie uwierzysz, ale właśnie dzisiaj rano, przy 37 stopniach gorączki przyszła mi myśl właśnie o tym uśmiechu. Tylko, że tak naprawdę to powinnismy pokonywać trudności a nie poddawać się na starcie 🙂 Szkoda tylko, że o dobrych momentach pamiętamy najczęściej jak zaczyan dziać się coś złego.

  • Ja tam się cieszę ze wszystkiego. Przypomina mi się nieco moje dzieciństwo, kiedy nie było tego wyścigu, kto jaki ma samochód, kto jak się ubrał, jakie meble na chacie, czy jaki telefon. W zasadzie to jak byłam mała, żeby zdobyć telefon, to trzeba było się natrudzić, a jak już się go miało to sąsiedzi przychodzili zadzwonić, albo przychodzili pooglądać telewizję 🙂
    W niedziele sklepy pozamykane, firmy również, w soboty większość sklepów do 14. To miało swój urok, bo człowiek miał mnóstwo czasu, a że weekend prawie każdy miał wolny, to więcej czasu spędzało się z rodziną, znajomymi, na piknikach, czy krótkich wycieczkach. Było więcej czasu na odpoczynek, więcej czasu na rozrywki i bardziej doceniało się to co się ma. Poza tym to jak teraz młodzi ludzie się ze sobą prześcigają w konsumpcjonizmie ma swoje podłoże w tym, że trudniejszych czasu nie uświadczyli i tylko narzekają, zamiast docenić. Ja tam się cieszę z życia. Mam pracę, którą lubię. Nie zarabiam tyle ile bym chciała, ale w zasadzie, to niczego mi nie brakuje, mam idealnego męża i dwójkę zdrowych kochanych dzieci. Mam czas dla siebie, na pasje i powoli rozwijam się i idę do przodu. Cieszmy się z tego co mamy. Świetny post, daje do myślenia. Przepraszam, że się tak rozpisałam 🙂

    • To ja tym razem na początek poweim, że cieszę się, że w końcu ktoś z poza „stałej czołówki” zostawił tu swoje 3 grosze 🙂 Ja niestety wychowałem się już w czasach gdzie; internet, tablet, komputer, to były rzeczy dostępne. Chociaż jak się tego w domu nie miało, to się tego nie odczuło. Przynajmiej pod tym względem, bo o zamkniętych sklepach w niedzielę mogę zapomnieć.

      Może nie miałem jako dziecko wszystkiego co chciałem, ale z drugiej strony; niczego mi nie brakowało. No dobrze; teraz dochodzę do takich wniosków, wtedy pewnie gdzieś pojawiał się wewnętrzyny, czy zewnętrzny bunt.

      A teraz? Teraz to jest jeszcze trudniej odnaleźć prawdziwe wartości i naprawdę się ich trzymać. Może trochę trywialnym przykładem, ale moim zdaniem całkiem trafnym jest sesja. Taki dziwny czas, kiedy nie liczy się kim jesteś, ale co masz (w indeksie).

      ps. U mnie się nie przeprasza. U mnie się pisze to, co się myśli 🙂 Dziękuję za ten komentarz 🙂

      • U nas był Pegazus, Atari, itp. ale każdy wolał w piłkę pokopać. Komputer pamiętam jeszcze na Windows 95, a za Internet były tak wysokie opłaty, że rodzice dawali limit czasowy. Nie każdego było stać, po prostu. Też mi niczego nie brakowało i to dosłownie, ale na ośce gdzie się wychowałam byłam jedną z nielicznych osób z normalnym domem i posiadającą kieszonkowe. Człowiek się z tym nie obnosił. Nie było podziałów. Świetnie podarowałeś to do sesji. Moje dzieciństwo, to był właśnie taki okres. Nie ważne co w domu, co w portfelu. Ważne, np. czy umie grać w piłkę.

        • Miałem pierwszy komputer na Windows 2000, do czasu aż mi go nei zawirusowało i cofnąłem się do 95 z kwadratowymi ikonkami. Masakra. Nie wyobrażam sobie pracować na czymś takim jeszcze połączonym z internetem. Pierwsze kieszonkowe też zacząłem odstawać dosyć późno, bo jakoś pod koniec podstawówki. Tylko, że poza tym kieszonkowym niczego mi nie brakowało.

          ps. Szkoda, że dziś umiejętność gry w piłkę już tak niewiele znaczy.

  • Trochę OT 😉
    Dziś dużo czytałem o smogu i kiedy zobaczyłem tytuł tego wpisu, pomyślałem, że też jest o tym problemie (jakoś zobrazowałem sobie „kopciuszka” jako vw golfa „dwójkę” w dieslu, wydalającym z siebie chmurę czarnych spalin :))

    • O takim groteskowym zwizualizowaniu Kopciuszka nie pomyślałem, ale rzeczywiście jest nad czym się zastanawiać.

  • Jako naród uwielbiamy narzekać. Taki typ. Mimo że nie jestem bogata, to mam to co najważniejsze. Rodzinę, dom, wspomnienia, radość w sercu. A tym co mam, lubię też się dzielić i pomagać. Bo to największe bogactwo

    • Całe szczęście, że zdarzają się jeszcze wyjątki od reguły. Może nie jestem do końca obiektywny pod względem „bogactwa”, bo przecież nie utrzymuję jeszcze sam siebie. Tylko, że nie o to chodzi w życiu, żeby mierzyć szczęście ilością zer na końcu. Tak jak napisałaś; jak się nie ma w sercu, to „bogactwo” na koncie w banku niewiele pomoże.

  • Ja cieszę się z każdego mojego mikro-sukcesu. Nawet jeśli jest to zupełnie trywialna rzecz. Tylko jeszcze nie mam śmiałości się tymi sukcesami chwalić…

    • W końcu to te mikro towrzą coś wielkiego 🙂 I wiesz, wydaje mi się, że powinniśmy własnie zacząć chwalić się tymi małymi sukcesami zamiast czekać nie wiadomo ile, na coś wielkiego 🙂

  • Ciężko jest być Kopciuszkiem w świecie takiego konsumpcjonizmu 😉 Z każdego kąta zaglądają do nas jakieś pokusy. Człowiek chce mieć więcej i więcej. I jeszcze więcej. A w ogóle to bardzo dużo. A potem okazuje się, że nie potrafi się cieszyć z tych najmniejszych rzeczy, które budują rzeczywistość.

    • Ciężko jest być sobą, a co dopiero Kopciuszkiem! A wszystkie te pokusy, przedmioty – to nic nie warte. Tylko, że do takich wniosków człowiek dochodzi dopiero jak ma 38 stopni gorączki, zostaje sam na sam ze sobą, chociaż na 3 dni itd.

      To jak już jesteśmy przy rzeczywistości, to dzięki wielkie za to, że pomagasz mi tutaj budować tą moją 🙂

  • Ja mogę stwierdzić, że jestem. Co prawda nie mam milionów na koncie, ale mam wystarczająco tyle, żeby nie liczyć co miesiąc, czy wystarczy na zus i nie denerwować się, gdy jest akurat posucha w zleceniach. Pracuję bo lubię, wszystko co miałem kupić, już kupiłem. Teraz czekam już tylko na lato i planuję wakacje. Pewnie niezbyt długie, bo jak się ma własną działalność, to jednak trzeba być dyspozycyjnym, ale… zauważyłem, że nie wytrzymałbym długo bez pracy 🙂

    • – Andrzej ma xyz lata, nie ma milionów na koncie, a mimo to ma jeden problem… Andrzej nie potrafi się oderwać od pracy, która jest dla niego przede wszystkim przyjemnością.
      – Czeeść Andrzeeej!

      Bez urazy, tak mi się jakoś skojarzyło, a może to ta gorączka z wczoraj jeszcze daje mi się we znaki. Myślę, że jak czlowiek jest spełniony, to nie patrzy z zazdrością na drugiego, ani z żalem na drobne w portfelu. Gunt, to potrafić cieszyć się życiem takim, jakie jest 🙂

      • Problem byłoby wtedy, gdybym uważał to za problem. Ale nie uważam. Za pracoholika też się nie uważam, chociaż z boku może to wyglądać inaczej. Może to wynika z charakteru mojej pracy. Nie jest to monotonne klepanie tego samego (jak zazwyczaj bywa w korpo) tylko zawsze coś innego. Pracując jednocześnie rozwijam się, uczę, spełniam się. Inaczej przecież bym tego nie robił, nie jestem masochistą 🙂

        • To bardziej wynika z tego, żesiedzimy po innych stronach barykady. Ja póki co mogę pisanie traktować jako hobby. Sam nie wiem, jakby się to dla mnie skończyło, gdybym miał na tym zarabiać, albo się z bloga utrzymać.

          A tak już bardziej prywatnie, to mam wielki szacunek do tego co robisz 🙂

  • Ja jestem osobą bogatą- mam wszystko, czego mi potrzeba , a nawet więcej. Stale jestem jednak uboga w duchu – ale to mnie cieszy, bo jest OK, a będzie jeszcze lepiej- zawsze jest coś nowego do „odebrania” od Jah 🙂
    To „tylko branie” mnie nie dotyczy z czym mogę z całą pewnością stwierdzić: chętnie dzielę się tym, co mam z każdym, kto jest w potrzebie – i robię to zupełnie bezinteresownie: ani dlatego, żeby mieć „plusik” w Niebie (bo wiem, że to niemożliwe) ani dla własnego, lepszego samopoczucia (to efekt uboczny). Przy czym nie muszę być kopciuszkiem 🙂

    • Mam jedno „ale” do tego co napisałaś. Jak tak śledzę Twoje teksty, to mam wrażenie, że masz w sobie ogromne duchowe bogactwo, którego odkrywanie jeszcze trochę Ci zajmie. Oby jak najdłużej i z pasją 🙂 A Bóg wie, co dla nas dobre.

      Ja sam od pewnego czasu już nie odczuwam aż takiej przyjemności z barania, jak z dawania. Bo jak widzisz uśmiech drugiej osoby, to wiesz, że właśnie dałeś komuś bogactwo 🙂

      • Dziękuję Ci bardzo – jest wspaniale, a może być jeszcze lepiej 🙂 Bo i bogactwo duchowe co prawda zdobywa się osobiście i indywidualnie, ale wspaniale, jeśli służy innym 🙂

        Tak, zgadzam się! Zwłaszcza…. że człowiek tak naprawdę na pierwszym miejscu potrzebuje akceptacji, miłosci, zrozumienia – to można mu dać za darmo. Jeśli się to ma 🙂

        • Ja chyba nie byłbym sobą, gdybym nie potrafił się radością dzielić z innymi. Inaczej to wygasa. Dlatego właśnie człowiek szuka zrozumienia. A pieniądze? Czasami lepiej by było nam bez nich 🙂

  • W ciekawy sposób przedstawiłeś bardzo ważny problem obecnych (choć myślę, że nie tylko) czasów.
    Bywa sztuką potrafić cieszyć się z drobnostek, ale gdy już się nabędzie tę umiejętność, wszystko inne przychodzi łatwiej. W każdym razie ja tak miałam. 🙂

    • Powiem Ci szczerze, że dopóki nie zacząłem pisać tego posta, to nigdy wcześniej nie pomyślałem o Kopciuszku w ten sposób. Zawsze była to dla mnie zwykła bajka. Ale jak widać, ludzie się zmieniają, bo czasy, to nie zawsze i nie do końca. Są problemy, które niezależnie, czy mamy wiek XIX, czy XXI zawsze będą istniały. Pytanie tylko, czy bedziemy potrafili w tym wszystkim znaleźć radość 🙂

  • Zgadzam się, sama pisałam u siebie już podobne teksty 🙂 Uważam, że kluczem do szczęścia i do spełnienia jest własnie docenianie tego, co się ma. Odnalezienie w codzienności radosnych chwil. Bo to z nich zbudowane jest szczęście. Nie wystarczy tylko brać od życia i wiecznie myśleć o tym, czego jeszcze nie mam. To prowadzi do frustracji i depresji. Lepiej cieszyć się życiem takie, jakie ono jest 🙂 I dawać od siebie ile możemy. Bo to, co dajemy, zawsze do nas wraca 🙂

    • Jak tylko znajdę dłuższą chwilę czasu to wpadnę. Póki co jednak godni mnie taka jedna, zła kobieta. Tylko pół roku dała mi żyć.
      I tak sobie myślę, że zastosuję zasadę Kopciuszka w nadchodzącej sesji. Po prostu zrobię swoje, a co będzie to będzie. W końcu studiuję dla przyjemności a nie dla egzaminów i ocen.

      Kto wie, może dzięki temu poznam jakichś dobrych ludzi 🙂

      • Bardzo ciekawe i… dobre podejście! Często jest tak, że kiedy odpuszczamy, udaje nam się dużo więcej niż wtedy, kiedy się spinamy i za czymś gonimy:) Powodzenia! 😉

        • Na czwartym roku przeszlo mi już to „spinanie się”. Czasami lepiej jest dać sobie spokój i po prostu żyć 🙂

  • Katarzyna Dela

    Jakbym znów wróciła z kina z seansu „Paterson”. Fajnie, wiedzieć że coś mnie jeszcze czeka, że czegoś się jeszcze mogę nauczyć. Pewnie, gdybym osiągnęła to, co wszystko, i tak bym ciągle szukała. Dziś uświadomiłam sobie, jak wiele książek mam do przeczytania. I ile jeszcze przede mną. I wiele wyborów. I mogę posterować tym życiem jak chce.

    • Nie zdążyłem jeszcze zobaczyć tego filmu, bo tak naprawdę to dopiero teraz o nim usłyszałem. Myślę, że nie ma na świecie człowieka, który osiągnał wszystko co zamierzał, więc w pewnym sensie każdy z nas jest takim Kopciuszkiem z pięknymi marzeniami. Ale chyba dzięki temu człowiekowi chce się żyć 🙂

  • Agnieszka

    Niestety, zbyt często skupiamy się na tym czego jeszcze nie mamy, zamiast doceniać to jak wiele mamy i zamiast cieszyć się z drobnych, małych, szczęśliwych rzeczy, człowiek siedzi i myśli czy jak kupi to i to, a dostatnie tamto to będzie wreszcie szczęśliwy. To też właśnie, powinniśmy uruchomić mózg i jakoś tak po ludzku dojść sobie do wniosku co tak naprawdę nas uszczęśliwia, czyni usatysfakcjonowanym i spełnionym 😉

    • I nikt z tej gonitwy jeszcze nie wyszedł szczęśliwy. Przynajmniej ja się z takimi ludźmi nie spotkałem. Spotkałem za to na swojej drodze wielu ludzi chorych, niepełnosprawnych, albo z jakimiś cięzkimi przeżyciami i cudownie mi się z nimi dyskutowało a jeszcze lepiej słuchało.
      Takie chwile dają bardzo dużo do myślenia 🙂

  • Reni Blog

    Rzeczywiście ciągle by się chciało cos nowszego, lepszego i ciągle człowiekowi mało w tej pogoni za czymś czego jeszcze nie ma. A tak naprawdę cieszyć się należy z tego co już mamy jak zdrowie, co jeść, uśmiech… Powinniśmy docenić te male codzienne radości.

    • Wiesz kiedy naprawdę zauważyłem jak wiele mam? Może to zabrzmi głupio, ale to było po wyproawdzce do akademika. Jeden pokój z dwoma łóżkami, wspólokatorem i kuchenka z dwoma palnikami. To wszystko na 4 osoby + oddzielna kabina prysznicowa i toaleta. Ale zawsze jak jadę na studia i wracam z uczelni to uwielbiam ten stan, kiedy po 60 sekundach jestem w akademiku i mogę iść odespać 😉

  • Świetny artykuł szczególnie teraz, gdy coraz więcej młodych osób (oczywiście generalizuję) cechuje postawa „MUSZĘ mieć najnowszego (np.) iphone`a bo on/ona ma, a poza tym to MODNE”. Młodzieży dotyczy to chyba szczególnie, chociaż tak naprawdę to i każdego z nas. Niewielu jest takich, co potrafi cieszyć się z drobnostek… Zresztą to nie taka prosta sztuka :).

    • Ja tutaj na blogu też trochę za bardzo generalizuję, ale chyba dzięki temu pewne tematy zyskują rozgłos. A mnie denerwuje przesadne podążanie za modą, bo za bardzo popadamy w tym wszystkim w skrajności a za mało szanujemy siebie nawzajem. A to drugi człowiek sprawia, że potrafimy się cieszyć z drobnych rzeczy, takich jak uśmiech 🙂

  • Przede wszystkim zgodzę się z tym, że nie potrafimy cieszyć się z banalnych rzeczy, ale tego nas uczono… niby nieświadomie, a jednak. Uczono nas pogoni za pieniądzem, byle by tylko kasa. A nie zwracamy uwagi na piękno każdego dnia, niestety. Będąc choćby w Anglii lub innych krajach, zauważyłem że ludzie donikąd się nie śpieszą, da się to odczuć choćby na drogach. Oni mają czas, a w Polsce? Śpieszymy się, tylko po to żeby zaoszczędzić chociaż te 5 min, ale czy warto?

    • Ja wiem, że trzeba dążyć do rzeczy wielkich, tylko kto okreslił co znaczy wielka rzecz? A do tych wielkich też przecież dochodzi się małymi krokami. Tylko, że nas już dziś małe kroki nie cieszą. Zamknięte koło. Sam jak wyjeżdzam na wakacje za granicę mam ochotę tam zostać i nie wracać do tego ciągłego pośpiechu. Może i nasi południowi sąsiedzi mają kryzysy większe niż w polsce, ale są szczęśliwi 🙂