Wyrzućcie z domu lalki barbie!

Święta oficjalnie dobiegły końca, chociaż okres Bożego Narodzenia, jako ten, kiedy śpiewamy kolędy, jeszcze nie. Wiem, że każdy z Was ma swoje życie i średnio interesuje was to, co dzieje się u mnie w drugi dzień świąt, dlatego zawsze zostaje wam opcja tego czerwonego iksa w prawym górnym rogu. Śmiało, nie krępujcie się 🙂 Teraz wiem, że zostali Ci najwierniejsi czytelnicy i Ci którzy są tak uparci jak ja. I bardzo dobrze, bo od czasu, do czasu trzeba być upartym, zwłaszcza jeśli chodzi o lalki barbie…  Zabawki oczywiście.

Lalki barbie, podobieństwa i różnice

Abstrahując już od dzisiejszej ilości zabawek w dzisiejszych domach, wszystkich świątecznych prezentów (udanych mniej lub bardziej); pamiętacie jeszcze dziś swoje zabawki z dzieciństwa? Nie chodzi mi o to, że teraz macie mi wymieniać, co po kolei stało na której półce w domu w 67. Bez przesady. Chodziło mi tylko o to, czy pamiętacie, bo to jest właśnie ta różnica między kiedyś a dziś. Kiedyś była jedna zabawka na parę lat, może nawet zabawki od kolegi (tak, miałem takie). A dziś? Dziś to plastik is fantastic, na chwilę i na tym koniec. Możecie mi zarzucić, że się nie znam. Że wypowiadam się na temat, o którym nie mam zielonego pojęcia, ale to nie będzie prawda. Nie mając własnej rodziny, jestem tak naprawdę w tej chwili najbardziej obiektywny, jeśli chodzi o to co dzieci mają, co dostają i czym się bawią. Jak myślicie, że na praktykach, na kolędzie, w markecie, czy nawet w kościele tego nie widać, to sprobuję was z tego błędu chociaż w minimalnym stopniu wyprowadzić. Widać! I nie trzeba wcale być pedagogiem, żeby to zauważyć. Wystarczy po prostu mieć otwarte oczy i trzeźwy umysł.

I kupić dziecku prawdziwą lalkę

Taką szmacianą, która przetrwa dłużej niż jeden dzień bez urwanej głowy, czy jakiejkolwiek innej kończyny. Taką, która kształtem dużo bardziej przypomina człowieka niż patyk. Taką, która nada się do zabawy w dom i na teatrzyk (chociaż wątpię, że dzieci dzisiaj jeszcze się tak bawią, może nieliczne). Chodzi mi też o taką zabawkę, która w swoim przeznaczeniu niekoniecznie była by tylko dla dziewczynek i niekoniecznie pokazywała, że musisz być fit. Zresztą, nie wiem dlaczego nie doczepiłem się jeszcze do męskiego wzorca, jakim stał się Ken. No wiecie, taki, ni to chudzielec, ni to mięśniak. Na temat charakteru tych postaci się nie wypowiem, bo takich bajek na szczęście nie oglądałem, chociaż wiem, że istniały/istnieją. Wystarczy mi akurat w tym przypadku tylko ta zewnętrzna, plastikowa skorupa. 

Chudzielce, szkielety, dosłownie skóra i kości, z którejkolwiek strony, by na to nie patrzeć. I może czepiam się szczegółów, może trochę przesadzam, ale te zabawki przypominające kształtem człowieka, to jest jakiś wzór. To jest moda na bycie pięknym, zgrabnym, wysportowanym. Najbardziej przeraża mnie chyba to, że ta moda wkracza w życie dzieci, jeszcze za nim pójdą do przedszkola. Chwała temu, kto ma w takim momencie rozsądnych rodziców, którzy nauczą dziecko być tolerancjnym. W końcu nie zawsze nasza waga zależy tylko i wyłącznie od nas.

Lalka barbie to symbol cywilizacji

Cywilizacji, która upadła. Upadła przez to, że sprowadziła człowieka to konkretnego wzoru. Jedynego właściwego i idealnego, a przecież wszyscy dobrze wiemy, że nic takiego nie istnieje. To po co wmawiać to dzieciom, przez pseudo edukacyjne bajki? Żeby dać ludziom wzór. Jeden, taki sam dla wszystkich, a wtedy będziemy zawsze piękni, doceniani przez innych i podobno szczęśliwi. Podobno, bo nie będziemy sobą, więc co nam po takim szczęściu? Ta pseudo radość z bycia fit, to taka medialna sieczka, która już wielu ludziom zamydliła oczy. Oczywiście to nie jest tylko wina lalek barbie, czy mediów. To jest dużo szerszy problem, który może dotyczyć braku wzorca w rodzinie, braku wsparcia w bliskich i szukania go na siłę gdzie indziej. Tylko to jest tak samo, jak z ciastkami w święta i polską gościnnością-też nikt nie myśli o skutkach ubocznych (efekt jojo i te sprawy :D) .

Lalka barbie to dobry wybór

Dla jednych lalka barbie będzie tylko plastikową zabawką, dla innych wzorcem jak przy odrobinie wysiłku można dobrze wyglądać (tylko że dobrze, wcale nie znaczy idealnie, bo ideały nie istnieją). Mam na myśli dobry wybór, bo może to dziś jedyny sposób na porównanie tego, co jest prawdą, a co fikcją. A fikcją jest zewnętrzny ideał.

Ilu jest na świecie ludzi chorych na cukrzycę albo też osób z Zespołem Downa. Przecież oni sobie takie drogi sami nie wybrali. Tak wiem, że młodzież, która jest w okresie młodzieńczego buntu nie myśli w tych kategoriach. Chodzi o to, że przecież ten zewnętrznie (z pozoru) chory człowiek może być chodzącym ideałem. Osobą, która docenia to, co ma a nie jak wygląda. A lalki Barbie?  Lalki są symbolem czegoś nieosiągalnego, więc może to i dobrze, że dzisiaj dzieci bawią się zabawkami tylko przez 5 minut, a potem rzucają je w kąt. Przynajmniej się nie frustrują tak bardzo, jak ja 😀