Nie każdy powinien mieć prawo jazdy

Koniec roku zawsze kojarzy nam się źle. To jest taki zwariowany czas, gdzie wszystko, co działo się do tej pory po prostu się sypie. Wszystkie Twoje plany które miałeś, zaczynają topnieć, a raczej ich realizacja. Zaczyna się oczywiście przedświąteczna szopka, bo trzeba kupić coś na stół Wigilijny, trzeba jechać po prezenty, trzeba zamówić karpia i w sumie jakieś ciasto też by się przydało, bo to jest to, co na Wigilię każdy powinien mieć. Nie wiem, jak to jest, ale zawsze w grudniu ludzie po prostu wariują, żeby ze wszystkim zdążyć na czas. I teoretycznie wydawałoby się, że przecież jak masz samochód, to zdążysz. No, chyba że nie zdałeś jeszcze prawo jazdy.

Prawo jazdy nie jest dla każdego

Pamiętasz jak rodzice i dziadkowie zawsze opowiadali, jakie to było przeżycie iść na egzamin z prawa jazdy? Jak to oni się stresowali, a potem okazywało się, że egzamin był banalny. Wystarczyło tylko prawidłowo przejechać łuk i zaparkować. Potem jeszcze tylko trzeba było odebrać plastik i gotowe! Ale tak było kiedyś. Słysząc opowieści rodziców, czy dziadków i widząc to, co się dzieje w WORD’ach już wiesz, że tamte czasy nie wrócą. Zdanie egzaminu na prawo jazdy graniczy dziś z cudem.  

 

Zacznijmy od tego, że na samym początku musisz zdać egzamin teoretyczny-państwowy, a przede wszystkim zaliczyć teorię! Wbrew pozorom to wcale nie jest takie proste, kiedy komputer udowadnia Ci, że ty tak naprawdę nie zdawałeś matury, z której masz 90%. I jeśli uważasz się za człowieka inteligentnego, to gratuluję, bo ja po tym egzaminie zwątpiłem. Najbardziej rozwaliły mnie pytania zamknięte z proponowanymi odpowiedziami:

Jakim kierowcą będziesz?

a) Będę dobrym kierowcą
b) Nie będę dobrym kierowcą
c) Nie, będę dobrym kierowcą
d) To pytanie nie ma sensu

I chociaż podałem Wam najgłupszy przykład na świecie, który przyszedł mi do głowy dosłownie przed chwilą, to każdy, kto podchodził do egzaminu na prawo jazdy, wie że to prawda. 

Nie każdy powinien mieć zdolności matematyczne

Bo jak zaczniesz liczyć i przeliczać, to okaże się, że za wydaną na egzaminy kasę mógłbyś sobie już kupić auto. Może nie nowe, ale przynajmniej takie, które jeździ. Na szczęście albo nieszczęście egzamin nie kończy się na teoretycznym teście. Jeśli wykujesz bazę albo po prostu jak niektórzy będziesz miał farta, to wyjedziesz na drogę „elką” nawet nie pamiętając, gdzie jest gaz, a gdzie hamulec.

Paradoks polega na tym, że nie potrzebujesz wcale umiejętności, żeby dostać plastik. Po prostu wystarczy, że egzaminator się wyspał, że żona miała rano dobry humor, albo że po prostu limit oblewania kursantów na dziś się skończył. Hajs się zgadza, więc można już pozwolić ludziom zdawać. Dosłownie każdemu! Nie jest już ważne, czy umiesz jeździć, czy nie, czy zgasło Ci auto pięć razy, czy piętnaście, że mylisz gaz z hamulcem. Zdałeś i to się liczy. Rodzice są szczęśliwi, że nie muszą wydawać na egzaminy więcej kasy, a Ty nie masz nawet świadomości, że siadasz za kółko i odpowiadasz za życie średnio 500-1000 ludzi dziennie.

Prezent na prawo jazdy

Ale ludzi czasami kupują chyba mózg na chińskim targu, fundując dzieciakom samochód jako prezent. Czy to na komunię,  czy na święta. W sumie w dzisiejszych czasach forma prezentów chyba mnie już nie zaskoczy. Nie chodzi mi już o to, ile kto ma kasy i co chce z nią zrobić, bo to nie moja sprawa,  ale nie uważam, żeby 18-latek miał dziś na tyle rozumu, żeby jeździć Golfem IV. Przecież on nawet nie wie, jak wymienić tam żarówki. O odpowiedzialności już nawet nie wspominam. 

Bo nie wystarczy zdać prawo jazdy

Nie wystarczy zdać, nie wystarczy mieć i nie wystarczy wsiąść do samochodu. Zdanie prawa jazdy jest jak nauka gotowania; po przeczytaniu jednej książki kucharskiej nie zostaniesz Master Chefem. No nie da rady. Jak ugotujesz 1000 obiadów, to dopiero możesz mówić, że gotujesz i tak samo jest z prawem jazdy. Tylko obawiam się, że tysiąc kilometrów, to może być za mało….

Nie każdy powinien mieć prawo jazdy, bo nie każdy się do tego nadaje, ale nie mieć go dzisiaj, to jak wybrać się na maraton bez butów. Marne szanse na przetrwanie. Bez butów jednak, jak się uprzesz, to przejedziesz do sklepu na zakupy. Bez głowy już nie!

 

  • Coś w tym jest…pamiętam swój egzamin na prawko. Sam test i jazda czy to na placu, czy na mieście poszły mi wręcz wyśmienicie (wiem to nie było skromne :P). Jednak był ten moment, gdzie otrzymanie „plastiku” zależało od humoru egzaminatora – ten na szczęście miał dobry 🙂

    • Ja przyznam się nieskromnie, że 2 egzamin oblałem na jednokierunkowej, a pierwszy dlatego, że śnieg (i to też nie było skromne). Z drugiej strony, gdyby zamiast egzaminatora na fotelu obok był tylko komputer, to nikt by tego egzaminu nie zdał 🙂

  • Zdawałem prawko ponad 20 lat temu (na maluchu:)
    I wcale nie było prosto. Chociaż fakt, wtedy nie było komputerowych testów, ale jazda na mieście z gościem, który za wszelką cenę chce cię uwalić – wtedy to był standard.

    • Wiesz co jest dla mnie śmieszne? To, że podczas tych marnych 30 godzin jeździ się na jednym i tym samym aucie najczęściej. Chodzi mi o markę samochodu. Bo tak na dobrą sprawę, jakby kurs trwał 60 godzin i jeździło by się na różnych samochodach, to nawet egzaminator miałby cięzko kogoś oblać.

      • Nie wyobrażam sobie, żeby ludzie uczyli się na różnych autach, powstałby totalny chaos, bo ciężko jest takiemu początkującemu się przestawić na inne tory 🙂
        PS. Dawniej kurs / jazda trwały tylko 20 h.

        • Biorę pod uwage, że jeśli chodzi o te 20 godzin kursy, to kiedyś też jednak było mniej kierowców a w rodzinie najczęściej jedno auto. Teraz to się trochę zmieniło.

          A co do zmiany aut, to z jednej strony rozumię Twoją obawę i na samym pocżatku kursu mogło by to tak rzeczywiście wyglądac, ale wydaje mi się, że w efekcie osoba, która b ytaki kurs skończyła nie miała by później problemu wsiąść do własnego samochodu i po prostu jechać.

  • Mam prawko od 7 lat i do tej pory nie czuje się pewnie za kierownicą i niestety unikam jazdy do centrum i parkowania..

    Asia NB

    • Nie przejechałem dotąd całej polski, więc nie mogę powiedzieć, że za kierownicą czuję się pewnie, ale nauka jazd w zimie, kiedy lądujesz niewiadomo czemu na przeciwległym krawężniku. Takich rzeczy się nie zapomina, a może własnie dzięki temu wiem, że naprawdę zdałem ten egzamin.

  • I dlatego ja prawa jazdy robić nie zamierzam i się bardziej skłaniam ku realizacji marzenia z dzieciństwa – pilota samolotów – w moim budżecie są tylko ultra lekie i ew awionetki jak będzie miejsce w szkole heh. Po co ? bo chce (a jak to nietypowo będzie wyglądać w CV :p)

    Mi prawko nie jest do niczego potrzebne – wystarczy mi pociąg, bilet weekendowy który w te święta ważny jest od piątku do wtorku i za 79zl-109zł zwykłymi pociągami zwiedze pół rodziny i znajomych 🙂

    Może kiedyś zrobię… ale jakoś nie ciągnie mnie do tego 🙂

    • Przyznam się, że mnie Twoja odpowiedź lekko zaskoczyła, ale niestety masz rację. Nie od dziś się mówi, że najblezpieczniejszy sposób podróżowania to latanie. I nawet bez tego wpisu w CV.

      Mimo wszystko nie mam jednak 100% zaufania do innych środków lokomocji niż auto, bo tu już nawet nie chodzi o kasę, ale o czas i mobilność. Niestety wiele razy przekonałem się na własnej skórze o tym, że rozkładom jazdy nie można ufać 🙂

      Ale rozumiem Twoje argumenty dotyczące ceny, bo czasami naprawdę są to bardzo dobre okazje.

  • Zgadzam się w 100%. Do jazdy trzeba mieć talent i już. Inaczej można być jedynie zagrożeniem dla innych. Moje prawo jazdy jest już pełnoletnie (cholera, ależ stara jestem!). Miesięcznie robię blisko 2 tysiące km – nie wiem, czy mało, czy dużo (jak na kierowcę tira pewnie by to było cholernie mało), ale coś tam o tym ruchu drogowym wiem. I powiem jedno: niektórym naprawdę nie powinni tego prawka wydawać. No nie i…

    • Talent to może nie do końca, bo on też rozwija się w trakcie i tak było w moim przypadku, chociaż chyba nadal jest. Tzreba mieć po prostu łeb na kraku. I podziwiam kierowców, którzy jadą przez miasto i rozmawiają przez komórkę jednoczesniej, bo mnie chwilami rozprasza nawet rozmowa z drugą osobą ,która jest w aucie, a co dopiero przez telefon komórkowy.

      Co prawda ja nie robię 2 tys km miesięcznie, ale pewne rzeczy da się i bez tego zauważyć…

  • Tak, z perspektywy ponad 20 lat za kółkiem potwierdzę, że posiadanie „plastiku” (choć ja miałem jeszcze tekturkę ale za to się załapałem nawet na ówczesne międzynarodowe) ledwie _upoważnia_ do wyjazdu na drogi publiczne. Przecież ta śmieszna ilość godzin za kółkiem z kursu nie może wiele nauczyć.
    Choć z drugiej strony po prostu za kierownicą wystarczy myśleć i przewidywać. Jest kilka bardzo dobrych książek, które właśnie o tym traktują, że większości kolizji można uniknąć dzięki myśleniu na kilka kroków naprzód.
    No a poza tym powodzenia wszystkim, którzy dopiero zaczynają kręcić kierownicą 🙂

    • Powiem Ci, że dla mnie osobiście 30 godzin to było za mało i to wale nie dlatego, że nie potrafiłem jeździć, tylko dlatego, że moja „szkoła jazdy” bardzo dbała o bezpieczeństwo swojego samochodu. Nawet po dokupieniu godzin na innym kursie i zdaniu prawka nie czułem się pewnie w aucie jeszcze prawie przez kolejny rok. Przyznaję, że robienie kursu w zimie było jedną znajlepszych decyzji, ale to i tak był tylko kurs. Dopiero teraz, po trzech latach zaczynam myśleć jak kierowca, pieszy i rowerzysta 🙂

  • Ja nie mam prawa i nie czuję się z tym źle. Wręcz bawi mnie zaskoczenie niektórych, że „co? ty nie masz prawa jazdy”? Jakby to było coś oczywistego i obowiązkowego dla każdego. Nie mam, nie potrzebuję, nie kręci mnie ta zabawa. Dużo lepiej czuję się jako pasażer, nie muszę być czujny, mogę się zająć własnymi sprawami. Nie stresuję się stojąc w korku, nie muszę szukać miejsc parkingowych. A w wielu przypadkach szybciej dotrę na miejsce autobusem czy pociągiem.

    • Zaskoczenie, jak zaskoczenie. Ja bym to nazwał raczej brakiem tolerancji. Ja teraz nie wyobrażam sobie nie mieć prawa jazdy, ale biorę to bardzo ze swojej prespektywy, że nawet w razie czego sam szybciej dojadę do szpitala, niż przyjedzie po mnie karetka.

      Mam jednak świadomość tej odpowiedzialności i rzeczywiście jeśli ktoś nie czuje się na siłach, to lepiej niech się nie pakuje w prawko, bo „rodzice kazali”, bo „koledzy już mają”. Myślę, że wszystko jest kwestią priorytetów, ale bezpieczeństwo własne i innych przede wszystkim.

  • Ja zdawałam prawo jazy 9 lat temu, zasady były na granicy normalności i absurdu.

    • Jak dla mnie absurdem to jest zmiana, co rusz tej bazy pytań. Przecież to i tak o niczym nie świadczy.

  • Od wymieniania żarówek to ja mam ludzi, o! Ale tak czy siak uważam, że nie każdy nadaje się, by samochodem jeździć. Jeśli ktoś się bardzo boi, używa auta regularnie, jeździ już rok, a nadal się bardzo boi, to dla swojego dobra powinien przestać korzystać z samochodu, bo lęk przed nim przekłada się na styl i bezpieczeństwo jazdy. Kierowca niepewny swoich umiejętności to potencjalne zagrożenie.

    • A ja myślałem, że nie dasz obcym wymieniać żarówek w swoim samochodzie, bo jesteś na tyle zaradna 😉
      Masz rację, że strach jest największą przeszkodą. I z jednej strony uważam, że kurs jest od tego, żeby ten strach pokonać, ale z drugiej; jeśli ktoś po 30 godzinach nie wie, czy dał lewy, czy prawy kierunkowskaz, bo mu się to ze stresu pomyliło, to może lepiej sobie odpuścić.

      Na kursie człowiek najczęściej myśli o sobie, o tym, żeby zdać. Dopiero po tych 30 godzinach i zdanym egzaminie, zaczyna do niego docierać w co się wpakował.

      • Nie ma takiej opcji. Pieniądz musi krążyć, bo taka jest jego rola. Po to pracuję, żeby móc zlecać ludziom za kaskę zajęcia, których nie lubię/nie mam ochoty/nie umiem/NIE CHCE NA NIE TRACIĆ CZASU 😉
        W nosie mam taką zaradność, po której będę miała poranione ręce, czy brud pod paznokciami przez kolejny tydzień. A klasa skonstruowana jest w taki sposób, że wszystko jest jednym wielkim plikiem rar. 🙂 Wychowano mnie w przeświadczeniu, że pracę należy przekazywać komuś kto wykona ją najlepiej 😀

        • Faktycznie zepsutych nerwów nie sa nam w stanie wynagrodzić żadne pieniądze, więc czasami lepiej jest dać komuś coś zrobić.
          Ale pod pewnymi względami to rozumiem, bo sam czasami się dziwię, zakładając łańcuch, który zleciał; Jak to możliwe, że po jednym łańcuchu mam tak czarne łapy 😀 Ale z tą pracę, to jednak zdrowe podejście, bo po co udawać, że się wie wszystko lepiej 🙂

  • Gdy ja zdawałem to było chyba 200 pytań dosyć prostych i nikt nie kazał grzebać pod maską. Za to z samochodami było już ciekawie.Na placu było punto II i tu pierwszy zgrzyt bo można było trafić na 3d jak i 5d. Na miasto dochodził jeszcze Lanos i nigdy człowiek nie wiedział na co trafi. Co czasami naprawdę denerwowało.

    Co do żarówek i innych tylko z pozoru łatwych rzeczy do zrobienia w aucie. Kiedyś samochody były naprawdę proste. Obecnie jedyne na co może sobie często pozwolić właściciel pojazdu to dolać płyn do spryskiwaczy i dopompować koła. Wymiana żarówek w niektórych autach to masakra, dojścia przez nadkola, często nawet konieczność zdjęcia przedniego pasa z auta.

    Umiejętności za kółkiem przemilczę, bo jak czasami obserwuję innych na ulicach z perspektywy pieszego, czy też również kierowcy to zastanawiam się jak udał się im tak długo przeżyć.

    • Z jednej strony 200 pytań to jest liczba, przy której trzeba się minimalną wiedzą wykazać, z drugiej słyszałem od rodziców, że niektóre tak jak dziś też były bez sensu. Chyba nie jestem w stanie wyobrazić sobie tego stresu, kiedy nie wiesz, na jakie auto trafisz, chociaż pewnie tak jak dziś ludzie się po pewnym czasie do tego przyzwyczaili. Nie wyobrażam sobie jednak tak sfrustrowanym wejść do samochodu i zacząć jazdę.

      W peugeocie, którym jeżdze wystarczy z tyłu tylko odciągnąć materaił z bagażnika a z przodu podnieśc maskę. Widziałem jednak mnóstwo aut, gdzie trzeba ściągać cały reflektor, z powodu jednej tylko żarówki.

      Szkoda, że nie chcesz tematu pociągnąć, ale Święta są, więc tym razem Ci odpuszczam 😀

      • Kiedyś było prościej – pamiętam jak rodzice mieli najpierw poloneza, a potem felicję. To były proste autka praktycznie wszystko przy nich dało się zrobić w domu samemu. 😉

        • Kiedyś z autami było prosciej, bo wiele było takich produkcji, że mogłeś inną część wrzucić do innego auta, a teraz jest to praktycznie już niemożliwe.

  • Powiem tak, dwa pojęcia- matura i prawo jady, będą spędzać mi sen z powiek ejszcze długo długo i hen hen. W tym roku na przykład, świętowałam rocznicę rozpoczęcia prawka, siląc się na dokładność- 18czerwca. Było to oczywiście moją winą, co nie zmienia faktu, że już niezły prolog mogłam sobie odhaczyć podczas wakacji, kiedy to wzięłam się z adrugie podejście. Wykupiłam kolejnych naście godzin, co by się na nowo zaprzyjaźnić z Yariską i tak szczerze mówiąc teorię zdałam za pierwszym razem, na totalnym farcie. Moja głowa była wtedy w książkach chemicznych, ale skoro egzamin już opłacony to trzeba było spróbować. I właśnie, bez znajomości wszystkich znaków i z jako taką wiedzą wybrałam się i zdałam. Dlaczego? Bo algorytm mi sprzyjał i większość pytań była na zasadzie „Czy podczas wymijania należy zachować szczególną ostrożność?” Na praktyce już tak pięknie nie było, bo oczywiście uwalono mnie za totalną pierdołę. Nie poddałam się oczywiście i co? I za drugim razem mimo bodajże 15 błedów zdałam. Trafiłam na tego zaspokojonego o 10 rano pana egzaminatora. Tak więc z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że co jak co, ale w tym kraju prawo jazdy to chujowe prawo, wszystko to jest nieżyciowe i niesprawiedliwe. Dziś w wiadomościach mówili, że plasujemy się w czołówce wypadków drogowych i ofiar na drodzew Europie. No shit świecie… Dodam tylko, że póki co nikogo nie zabiłam, jeżdżę jakieś pół roku i dopiero mogę mówić o jakiejś tam życiowej wiedzy kierowcy, a to chyba średni wynik.

    • Na taki komentarz właśnie czekałem! Niestety sam już nie pamiętam daty zdania prawka (mówię o zdaniu a nie o wydaniu go). Pamiętam tyle, że zdawałem praktykę 3 razy po bezbłędnej teorii. Nic mi nie dały umiejętności a nawet brak tych umiejętności. Na pierwszym ezgaminie po prostu zabrakło mi szczescia, bo miałem snieg, więc do wszystkiego można się bylo przyczepić. Teorii nie pamiętam, bo wyszedłem z niej po 3 minutach.

      Trzeci termin to był po prostu fart. Za szybko jechałem i nie zdążyłem skręcić w wyznaczoną uliczkę. Potem na ksrzyżowaniu pomyliłem kierunkowskazy a na samym końcu przekroczyłem dozwoloną prędkośc w strefie zabudowanej o 20 km/h. Hit tego dnia oczywiście był taki, że każdy ten błąd zdarzył mi się tylko raz. Gdybym miał innego egzaminatora, to miałbym 4 termin. Dziś o kursie mogę już zapomnieć, bo rzeczywistość weryfikuje wszystko; wiedzę, umiejętności a szczególnie ich brak.

  • prawo jazdy teraz jest niezastąpione – jednak samochód się często przydaje. Niestety niektóre osoby jeżdżą „gaz do dechy” (co swoją drogą uważam za głupie, tak jak kupowanie auta na 18-tkę)

    • Ja po zdaniu prawa jazdy wsiadłem do auta od moich rodziców i to był dopiero stres, żeby przez przypadek czegoś nie zepsuć, nie zderzyć się, bo jednak Skoda jest trochę większa niż Toyota. Gaz do dechy w takim wypadku po prostu odpada na starcie 🙂

  • Nie kazdy nadaje się na kierowcę, zgadzam się.kontrowersyjne jest uczenie się na roznych autach. Po zdaniu prawka nie mialam nigdy problemu, aby jeździc roznymi markami, chociaż uczyłam się na jednym.

    • Tak, wiem, że w sytuacji w której cięzkie jest do opanowania jeżdzenie jednym samochodem, to nauka jazdy na dwóch brzmi jak żart. Pytanie tylko, czy większym żartem nie są dziś niektórzy kierowcy 🙂

  • Zgadzam się, że nie każdy powinien mieć prawo jazdy, właśnie ludzie mają różne predyspozycje. A w dzisiejszych czasach można żyć bez auta, naprawdę nie jest to nic strasznego.

    • Bez auta ciężko a z autem czasami jeszcze gorzej. Jednak zawsze zostaje nam alternatywa tramwaju, który nie stoi w korkach 🙂

  • mnie się czasami wydaje, że nie powinnam mieć prawa jazdy, zwłaszcza przy parkowaniu na zapełnionym parkingu zastanawiam się jak udało mi się zdać egzamin na prawko:P

    • Zapełniony parking to jeszcze nic. Najlepsze i tak są te budowana przy Galeriach Handlowych, piętrowe gdzie musisz patrzeć, żeby innego auta nie przyhaczyć a przy okazji swojego, bo wjazd jest tak wąski 😀 Szkoda, że na prawku nie jeżdżą na parkingi dla Galerii Handlowych 😀

  • Maskara, bo ja musze mieć prawko 😀 ale nie wiem jak opanować stres przed egzaminem aaaa

    • W zasadzie tylko ten stres stoi Ci na drodze, a nie światła, czy piesi 😀

  • Auto na Komunię?! Narwany, chybaś przedobrzył 😀 No, chyba że zabawkowe, ewentualnie quad.
    Tak, nie każdy nadaje się na kierowcę- choć tego nie da się stwierdzić, gdy bierzesz lekcje. Bo bycie kierowcą to coś więcej. To nie umiejętności techniczne- to jest akurat banalne . To jak z rodzicielstwem- zostać nim może każda mniej lub bardziej rozgarnięta osoba. Tj. spłodzić człowieka. Ale być rodzicem, który poniesie tę odpowiedzialność dzień po dniu to już inna sprawa. Tak samo z byciem kierowcą. Być dobrym kierowcą to pozbyć się egoizmu na drodze i zachować ostrożność.

    • ….powiedziała ta co do dziś się pyta męża czy „tam można wjechać” 😀

      • Lepiej się zapytać niż dostać mandat 😀

    • Zabawkowe co prawda, ale da się do niego dziecko tak wpakować, żeby jechało. Co Ty nigdy takich cudów nie widziałaś? 😀 Niemożliwe!
      Moim zdaniem jak się chce być kierowcą, to przede wszystkim trzeba umieć sobie radzić ze stresem. Nic tak nie paraliżuje wiedzy i umiejętności jak stre, bo własnie zobaczyłaś za oknem padający śnieg, więc wyciągasz z kurtki ostatni bilet autobusowy.

      Nigdy wcześniej nie pomyślałem o porównaniu do rodzicielstwa, ale przyznam, że to ciekawe 😉

  • Zgadzam się z Tobą, problem tylko taki, że Ci co go nie powinni mieć to jest chyba większy procent kierowców na drogach niż Ci co powinni. Przynajmniej takie są moje obserwacje jako użytkownika dróg… Mam prawo jazdy już ho ho ho i jeszcze trochę. Robiłam je w 3 czy 4 klasie liceum i nie dlatego, że jakoś silnie czułam potrzebę jego posiadania tylko raczej z faktu, że każdy robił w moim wieku, to głupio nie mieć… Teraz mam za sobą setki tysięcy przejechanych kilometrów i nadal nie uważam się za dobrego kierowcę i chyba nigdy tak nie będzie, bo są sytuacje, kiedy wolę obudzić Połówka i wybłagać, żeby zawiózł mnie do pracy 😀

    • Bo tu nawet nie chodzi na tym egzaminie o umiejętności, tylko o szczęściej. To jest prawie jak gra w totka. Gorzej jak ten totolotek zaczyna się potem na drodze. Prawo jazdy robiłem tak jak większość osób w moim wieku, na trzy miesiące przed 18, więc pod tym względem się rozumiemy. Jednak jak słucham opowiadań rodziców, czy pokolenia moich rodziców a nawet dziadków, to mam wrażenie, że dziś sam papierek „prawo jazdy” nie jest nic wart.

      • Nie jest nic wart, bo nie jest do niego przyczepione nic co by się nazywało samochód 😀 Wszak oni to wyśmienici kierowcy, dla których inni to zawalidrogi… Przykre, ale niestety prawdziwe, jak się patrzy na obecne informacje o wypadkach… o drugiej grupie przodującej to aż się mówić nie chce…

        • Sprzęgła tam mają tak wyrobione, że się dziwię jak można oblewać za to, że auto zgasło. No i jak się siada w fotelu za pasażero to już człowiek zapomina jak sam się uczył.

          A inna sprawa, że tak naprawdę cały czas powinno się być kierowcą, rowerzystą i pieszym.

  • Zdecydowanie się zgadzam, nie każdy nadaję się do prowadzenia samochodów, a jako że chwilę pracowałem jako kierowca miałem styczność na co dzień z takimi ludźmi, tragedia.