Nie każdy powinien mieć prawo jazdy

Koniec roku zawsze kojarzy nam się źle. To jest taki zwariowany czas, gdzie wszystko, co działo się do tej pory po prostu się sypie. Wszystkie Twoje plany które miałeś, zaczynają topnieć, a raczej ich realizacja. Zaczyna się oczywiście przedświąteczna szopka, bo trzeba kupić coś na stół Wigilijny, trzeba jechać po prezenty, trzeba zamówić karpia i w sumie jakieś ciasto też by się przydało, bo to jest to, co na Wigilię każdy powinien mieć. Nie wiem, jak to jest, ale zawsze w grudniu ludzie po prostu wariują, żeby ze wszystkim zdążyć na czas. I teoretycznie wydawałoby się, że przecież jak masz samochód, to zdążysz. No, chyba że nie zdałeś jeszcze prawo jazdy.

Prawo jazdy nie jest dla każdego

Pamiętasz jak rodzice i dziadkowie zawsze opowiadali, jakie to było przeżycie iść na egzamin z prawa jazdy? Jak to oni się stresowali, a potem okazywało się, że egzamin był banalny. Wystarczyło tylko prawidłowo przejechać łuk i zaparkować. Potem jeszcze tylko trzeba było odebrać plastik i gotowe! Ale tak było kiedyś. Słysząc opowieści rodziców, czy dziadków i widząc to, co się dzieje w WORD’ach już wiesz, że tamte czasy nie wrócą. Zdanie egzaminu na prawo jazdy graniczy dziś z cudem.  

 

Zacznijmy od tego, że na samym początku musisz zdać egzamin teoretyczny-państwowy, a przede wszystkim zaliczyć teorię! Wbrew pozorom to wcale nie jest takie proste, kiedy komputer udowadnia Ci, że ty tak naprawdę nie zdawałeś matury, z której masz 90%. I jeśli uważasz się za człowieka inteligentnego, to gratuluję, bo ja po tym egzaminie zwątpiłem. Najbardziej rozwaliły mnie pytania zamknięte z proponowanymi odpowiedziami:

Jakim kierowcą będziesz?

a) Będę dobrym kierowcą
b) Nie będę dobrym kierowcą
c) Nie, będę dobrym kierowcą
d) To pytanie nie ma sensu

I chociaż podałem Wam najgłupszy przykład na świecie, który przyszedł mi do głowy dosłownie przed chwilą, to każdy, kto podchodził do egzaminu na prawo jazdy, wie że to prawda. 

Nie każdy powinien mieć zdolności matematyczne

Bo jak zaczniesz liczyć i przeliczać, to okaże się, że za wydaną na egzaminy kasę mógłbyś sobie już kupić auto. Może nie nowe, ale przynajmniej takie, które jeździ. Na szczęście albo nieszczęście egzamin nie kończy się na teoretycznym teście. Jeśli wykujesz bazę albo po prostu jak niektórzy będziesz miał farta, to wyjedziesz na drogę „elką” nawet nie pamiętając, gdzie jest gaz, a gdzie hamulec.

Paradoks polega na tym, że nie potrzebujesz wcale umiejętności, żeby dostać plastik. Po prostu wystarczy, że egzaminator się wyspał, że żona miała rano dobry humor, albo że po prostu limit oblewania kursantów na dziś się skończył. Hajs się zgadza, więc można już pozwolić ludziom zdawać. Dosłownie każdemu! Nie jest już ważne, czy umiesz jeździć, czy nie, czy zgasło Ci auto pięć razy, czy piętnaście, że mylisz gaz z hamulcem. Zdałeś i to się liczy. Rodzice są szczęśliwi, że nie muszą wydawać na egzaminy więcej kasy, a Ty nie masz nawet świadomości, że siadasz za kółko i odpowiadasz za życie średnio 500-1000 ludzi dziennie.

Prezent na prawo jazdy

Ale ludzi czasami kupują chyba mózg na chińskim targu, fundując dzieciakom samochód jako prezent. Czy to na komunię,  czy na święta. W sumie w dzisiejszych czasach forma prezentów chyba mnie już nie zaskoczy. Nie chodzi mi już o to, ile kto ma kasy i co chce z nią zrobić, bo to nie moja sprawa,  ale nie uważam, żeby 18-latek miał dziś na tyle rozumu, żeby jeździć Golfem IV. Przecież on nawet nie wie, jak wymienić tam żarówki. O odpowiedzialności już nawet nie wspominam. 

Bo nie wystarczy zdać prawo jazdy

Nie wystarczy zdać, nie wystarczy mieć i nie wystarczy wsiąść do samochodu. Zdanie prawa jazdy jest jak nauka gotowania; po przeczytaniu jednej książki kucharskiej nie zostaniesz Master Chefem. No nie da rady. Jak ugotujesz 1000 obiadów, to dopiero możesz mówić, że gotujesz i tak samo jest z prawem jazdy. Tylko obawiam się, że tysiąc kilometrów, to może być za mało….

Nie każdy powinien mieć prawo jazdy, bo nie każdy się do tego nadaje, ale nie mieć go dzisiaj, to jak wybrać się na maraton bez butów. Marne szanse na przetrwanie. Bez butów jednak, jak się uprzesz, to przejedziesz do sklepu na zakupy. Bez głowy już nie!