Wyrzućmy wszystkie krzesła z imprezy

Jakoś tak mnie ostatnio wzięło, że to będzie kolejny już tekst na tym blogu o imprezach i imprezowaniu. Może komuś się wydawać, że to przecież jest logiczne; impreza wiąże się z dobrą zabawą, którą potocznie nazywamy imprezowaniem. Z tym że imprezowanie też każdemu kojarzy się inaczej, dlatego należy Wam się sprostowanie. Dzisiejszy post będzie o tych wszystkich imprezach, na które już dawno przestaliśmy chodzić, bo zastąpiły je domówki, ale… Obojętnie, czy idziemy dziś na domówkę, czy na bankiet, na wesele, czy hucznego sylwestra na 200 osób, to zawsze zwycięzcą imprezy jest, a w zasadzie to są krzesła.

Dzisiejsze imprezy to krzesła party

Podobno zawsze do zorganizowania imprezy, potańcówki jest jakaś okazja; mogą to być urodziny, może być jakaś okrągła rocznica. Mówię o imprezach, bo tak nazywa się dziś wydarzenia, gdzie ludzie się dobrze bawią. No wiecie; siedzą, jedzą, piją, śmieją się, obgadują sąsiadów, a na samym końcu, to już nawet krzesła im nie są potrzebne, bo są tak odważni i tak silni, że postanawiają podpierać ściany, żeby się przypadkiem od tej zabawy nie zawaliły. Takim najbardziej znanym, największym wydarzeniem roku, które bez najmniejszego problemu można nazwać „krzesła party” jest nasz huczny Sylwester!

Zauważcie sami, że obojętnie ile byśmy na tę imprezę nie wydali, to zawsze powielamy jeden i ten sam schemat; Przychodzimy, ściągamy wierzchnie ubranie, szukamy swojego miejsca na ziemi, a potem szczęśliwi siadamy na krześle… A dyskoteka gra! Tylko nie wiadomo komu…

Wyrzućmy krzesła z imprezy!

Każdej bez wyjątku! (Oczywiście w tym wypadku stypy do imprez nie zaliczam z oczywistych względów). Ja nie wiem, czy ludzie naprawdę dzisiaj są tak bogaci, żeby wydać stówę, czy dwie na kilka godzin i nawet się nie ruszyć na parkiet. Oczywiście mówię to z punktu widzenia osoby młodej, dla której te dwie stówy to już jest taki szczyt możliwości finansowych. Piszę to dlatego, że obojętnie, czy masz lat 20, czy 45, to wszyscy dziś cierpimy na tę samą dolegliwość; syndrom kanapowy… Najlepiej usiąść wygodnie na kanapie, pufie, krześle, stołku, a nawet na podłodze, bo przecież nawet podłoga jest dobrym miejscem, jeśli nie chcesz tańczyć, a nie masz możliwości usiąść na krześle, bo na imprezie nie ma krzeseł… Zaraz, zaraz…

Ale jak to nie ma krzeseł?

Aż wyobraziłem sobie tę sytuację, wyobraziłem sobie tę setkę osób i ich zrozpaczone spojrzenia. Normalnie nic, tylko się zapaść pod ziemię. A co jak będę zmęczony? No to pójdziesz do domu, proste! Może ja jestem jakiś dziwny, może jestem z innej planety, ale jak już idę na imprezę, na której jest muzyka i ponad setka osób, to wypadałoby trochę potańczyć. Przynajmniej tyle, żeby nogi bolały następnego dnia, bo nie liczę, że będą bolały do następnej potańcówki. No chyba że ktoś tak często imprezuje, tańcząc przez całą noc, to należą mu się gromkie brawa.

zabawa

Wiecie co mnie najbardziej dziwi, co mnie wprowadza w stan głębokiej depresji (tak głębokiej, że nawet czekolada nie pomaga)? Chwila, w której widzę na jednej sali dwie grupy ludzi; jedni tańczą na środku parkietu, a drudzy siedzą pod ścianą jak na tureckim kazaniu i wyglądają dosłownie jak na stypie. No dobra, z tą stypą znowu trochę przesadziłem, ale dobitnej już chyba tego ująć się po prostu nie da.

Brak krzesła nie jest rozwiązaniem problemu

Rozwiązaniem są chęci! W końcu chcieć to móc. I chociaż niewielu z Was w to dziś wierzy, to ja jestem żywym świadkiem tego, że można. Można przez całą noc bawić się bez alkoholu, można przetańczyć zabawę, nie zajmując przy tym na stałe swojego krzesła. Można w końcu włożyć wygodne buty, zabrać ze sobą najważniejszą rzecz, jaką jest uśmiech i popędzić na salę do zupełnie obcych ludzi. Jest jedno „ale”. Tych ludzi musi łączyć coś więcej niż miłość do krzesła, czy kanapy. Rozwiązanie zagadki jest bardzo proste; Radość! Radość z tego, że możesz być tu i teraz, że możesz się świetnie bawić, śpiewać i tańczyć, nawet jeśli jesteś osobą na wózku.

Dlaczego o tym wszystkim piszę i czy to ma jakiś głębszy sens? Dla mnie tak, bo na Studniówce po ŚDM bawiłem się genialnie i byłem jedną z ponad pięciuset osób, które udowodniły, że można!