Wyrzućmy wszystkie krzesła z imprezy

Jakoś tak mnie ostatnio wzięło, że to będzie kolejny już tekst na tym blogu o imprezach i imprezowaniu. Może komuś się wydawać, że to przecież jest logiczne; impreza wiąże się z dobrą zabawą, którą potocznie nazywamy imprezowaniem. Z tym że imprezowanie też każdemu kojarzy się inaczej, dlatego należy Wam się sprostowanie. Dzisiejszy post będzie o tych wszystkich imprezach, na które już dawno przestaliśmy chodzić, bo zastąpiły je domówki, ale… Obojętnie, czy idziemy dziś na domówkę, czy na bankiet, na wesele, czy hucznego sylwestra na 200 osób, to zawsze zwycięzcą imprezy jest, a w zasadzie to są krzesła.

Dzisiejsze imprezy to krzesła party

Podobno zawsze do zorganizowania imprezy, potańcówki jest jakaś okazja; mogą to być urodziny, może być jakaś okrągła rocznica. Mówię o imprezach, bo tak nazywa się dziś wydarzenia, gdzie ludzie się dobrze bawią. No wiecie; siedzą, jedzą, piją, śmieją się, obgadują sąsiadów, a na samym końcu, to już nawet krzesła im nie są potrzebne, bo są tak odważni i tak silni, że postanawiają podpierać ściany, żeby się przypadkiem od tej zabawy nie zawaliły. Takim najbardziej znanym, największym wydarzeniem roku, które bez najmniejszego problemu można nazwać „krzesła party” jest nasz huczny Sylwester!

Zauważcie sami, że obojętnie ile byśmy na tę imprezę nie wydali, to zawsze powielamy jeden i ten sam schemat; Przychodzimy, ściągamy wierzchnie ubranie, szukamy swojego miejsca na ziemi, a potem szczęśliwi siadamy na krześle… A dyskoteka gra! Tylko nie wiadomo komu…

Wyrzućmy krzesła z imprezy!

Każdej bez wyjątku! (Oczywiście w tym wypadku stypy do imprez nie zaliczam z oczywistych względów). Ja nie wiem, czy ludzie naprawdę dzisiaj są tak bogaci, żeby wydać stówę, czy dwie na kilka godzin i nawet się nie ruszyć na parkiet. Oczywiście mówię to z punktu widzenia osoby młodej, dla której te dwie stówy to już jest taki szczyt możliwości finansowych. Piszę to dlatego, że obojętnie, czy masz lat 20, czy 45, to wszyscy dziś cierpimy na tę samą dolegliwość; syndrom kanapowy… Najlepiej usiąść wygodnie na kanapie, pufie, krześle, stołku, a nawet na podłodze, bo przecież nawet podłoga jest dobrym miejscem, jeśli nie chcesz tańczyć, a nie masz możliwości usiąść na krześle, bo na imprezie nie ma krzeseł… Zaraz, zaraz…

Ale jak to nie ma krzeseł?

Aż wyobraziłem sobie tę sytuację, wyobraziłem sobie tę setkę osób i ich zrozpaczone spojrzenia. Normalnie nic, tylko się zapaść pod ziemię. A co jak będę zmęczony? No to pójdziesz do domu, proste! Może ja jestem jakiś dziwny, może jestem z innej planety, ale jak już idę na imprezę, na której jest muzyka i ponad setka osób, to wypadałoby trochę potańczyć. Przynajmniej tyle, żeby nogi bolały następnego dnia, bo nie liczę, że będą bolały do następnej potańcówki. No chyba że ktoś tak często imprezuje, tańcząc przez całą noc, to należą mu się gromkie brawa.

zabawa

Wiecie co mnie najbardziej dziwi, co mnie wprowadza w stan głębokiej depresji (tak głębokiej, że nawet czekolada nie pomaga)? Chwila, w której widzę na jednej sali dwie grupy ludzi; jedni tańczą na środku parkietu, a drudzy siedzą pod ścianą jak na tureckim kazaniu i wyglądają dosłownie jak na stypie. No dobra, z tą stypą znowu trochę przesadziłem, ale dobitnej już chyba tego ująć się po prostu nie da.

Brak krzesła nie jest rozwiązaniem problemu

Rozwiązaniem są chęci! W końcu chcieć to móc. I chociaż niewielu z Was w to dziś wierzy, to ja jestem żywym świadkiem tego, że można. Można przez całą noc bawić się bez alkoholu, można przetańczyć zabawę, nie zajmując przy tym na stałe swojego krzesła. Można w końcu włożyć wygodne buty, zabrać ze sobą najważniejszą rzecz, jaką jest uśmiech i popędzić na salę do zupełnie obcych ludzi. Jest jedno „ale”. Tych ludzi musi łączyć coś więcej niż miłość do krzesła, czy kanapy. Rozwiązanie zagadki jest bardzo proste; Radość! Radość z tego, że możesz być tu i teraz, że możesz się świetnie bawić, śpiewać i tańczyć, nawet jeśli jesteś osobą na wózku.

Dlaczego o tym wszystkim piszę i czy to ma jakiś głębszy sens? Dla mnie tak, bo na Studniówce po ŚDM bawiłem się genialnie i byłem jedną z ponad pięciuset osób, które udowodniły, że można!

  • Masz rację, sama nie lubię na imprezach osób, które częściej siedzą przy stole niż tańczą na parkiecie. Też uważam, że alkohol nie jest wyznacznikiem dobrej zabawy (choć w naszym społeczeństwie dopiero kilka głębszych „napędza” ludzi do zabawy). Ale dla mnie impreza – jeżeli jest w gronie znajomych czy rodziny – to także czas na rozmowy, zwłaszcza jeżeli długo się nie widzieliśmy 🙂

    • Wiesz, ja po prostu przez ostatnich kilka lat chyba za dużo się nasiedziałem na domówkach, a że jestem człowiekiem raczej towarzyskim, to brakowało mi „innych” ludzi do podyskutowania, ludzi o różnych poglądach, ale kulturalnych. Druga rzecz, że zmęczyło mnie już „kanapowanie” i rozumiem, że niektórzy lubią sobie posiedzieć i podyskutować, ale ja tak chyba nie potrafię 🙂

  • Świetny wpis!

  • A ja będę taka, że się nie zgodzę, o!

    Po pierwsze, na styl amerykański i u nas zyskują na popularności „stojące” bankiety, które różnią się od posiadówek tylko tym, że właśnie nie ma na nich krzeseł. Owszem, zazwyczaj są to dość formalne spotkania, na których je się tylko małe krakersiki z kawiorem, więc trzeba przyjść sytym, ale mimo wszystko – są. I są też ludzie, którzy dobrze się odnajdują w takich sytuacjach. Ale to akurat średnio istotny argument, bo nie o takich imprezach mówisz.

    Po drugie natomiast (to już jest to istotniejsze, co chcę napisać), nie każdy lubi tańczyć. I to wcale nie znaczy, że jest sztywniakiem. Nie musi też mieć jednej nóżki bardziej, żeby zostać rozgrzeszonym – po prostu są osoby, które na parkiecie czują się fatalnie. Nie wierzę w żadne „jakby chciał, to by zatańczył, bo nie ważne jak, ważne, że w ogóle”. Wyciąganie kogoś na parkiet na siłę tylko zniechęci taką osobę do spędzania z nami wieczorów. Jak nie chce, to nie chce – koniec tematu.

    Uważam, że udana impreza to taka, na której każdy gość czuje się dobrze bez względu na swój temperament i ma towarzystwo podobne sobie. Jeden chce przetańczyć całą noc, inny świetnie będzie się bawił, dyskutując z nowymi znajomymi w kuchni, a trzeci do spółki z czwartym będą układali domek z krakersów, opowiadając sobie nawzajem co suchsze suchary. I każdy będzie zadowolony, bo spędzi czas z ludźmi, których lubi, ale również w sposób, który lubi. Warto to brać pod uwagę podczas planowania domówek.

    • A ja tak myślałem, że przyjdzie ktoś kto się nie zgodzi i byłem tego w pełni świadomy pisząc ten tekst 🙂 Jako, że jestem jeszcze zbyt młody, to na takie bankiety o jakich piszesz nie uczęszczam i tez przyznam się, że niewiele o nich słyszałem. A może to po prostu nie moja branża.

      mam też świadomość, że nie każdy lubi tańczyć, tak samo jak mam świadomość tego, że można być introwertykiem 🙂 I wtedy wyciąganie takie osoby na siłę i tak nie poskutkuje, co nie znaczy, że to się nie zdarzy, bo przecież na wydarzeniu na ponad 500 osób nie sposób jest znać wszystkich, więc rzeczą naturalną jest, że jeśli spróbujesz kogoś takiego wyciągnąć na parkiet to spotkasz się z odmową 🙂

      Mimo, że na „Studniówce po ŚDM” nie było zbyt wielu krzeseł to i tak były różne grupy osób. Jedni tańczyli w parach prze całą noc, inni, którzy przyszli sami, tańczyli w wielkich „single party” kręgach. Byli też i tacy co po prostu siedzieli pod ścianą, bo albo byli zmęczeni, albo też czekali cierpliwie aż ktoś ich w końcu do tego tańca poprosi, bo było zdecydowanie więcej kobiet niż mężczyzn. Zapomniałem o jednym: motywem przewodnim imprezy było „Zejście z kanapy”, więc też uczestnicy mogli się spodziewać, że nie będzie leniuchowania 🙂

  • Z tym Sylwestrem to mam lepsze rozwiązanie – wydaj 1000 zł zamiast 100 i wtedy na pewno żal Ci będzie siedzieć przy stole całą noc:-)
    Ja tam lubię siedzieć i nie chciałabym nikogo na siłę uszczęśliwić brakiem krzesła. Tańczyć, może bym i czasem po tańczyła ale z kim? ? Mało kto potrafi tańczyć. Ja tez nie umiem więc o czym my mówimy. Chyba jednak ważne jest to, że ludzie chcą po prostu spędzić czas razem, czy nie?

    • Pracuje dla jednej sieci klubów jako Marketing Team… chodź z reguły mam rezerwacje przy której spędzam 3/4 czasu, ale uwierz mi, że są osoby, które wydają dużo więcej niż 1000 na barze i siedzą na swojej rezerwacji z grupką znajomych. Fakt moja praca tam głównie sprowadza się do online i rozmowy z ludźmi więc jak nie siedzę to poznaje masę osób – ciężko mnie wyciągnąć na parkiet, aby to sie udało to musze miec naprawdę mega dobry dzień… jedyne miejsce, gdzie szybko idzie mnie wyciągnąć do „tańca” są wesela 🙂

      • O, zatem: chodzić na wesela. Organizować wesela i na nie chodzić! 😀

      • Są kluby i kluby, tak jak ludzie i ludzie. jednych alkohol rozluźnia a innych rozleniwia (tych drugich jest więcej). Sam ostatnio spotkałem się z taką sytuacją, że koleś w studenckim klubie tańczył z dziewczyną i z piwem w ręku. Te logiki już pojąć niestety nie potrafię 🙂

    • Jak już będę zarabiał, to na pewno na coś takiego się porwę, a póki co mam zamiar wybrać się na Sylwester Młodych o ile znowu będzie organizowany 🙂 I na pewno nie będę wtedy siedział przy stole 🙂

      Powiem Ci też, że na siłę nikogo do tańca nie ciągnę, ale zawsze kulturalnie to proponuję i wtedy większość osób się zgadza – nie z grzeczności, ale dlatego, że wolą zatańczyć niż siedzieć samemu. Tak miałem właśnie na tej Studniówce po ŚDM. Fakt, faktem, że charakter samej imprezy tez był specyficzny, bo jakbym tak poszedł na dyskotekę, to pewnie bym tylko usłyszał: „Nie, nie i nie!” 😀

      A czasami po prostu trzeba olać to, że się nie potrafi tańczyć i pójść na żywioł 🙂 Ale bez drugiego człowieka, to moim zdaniem żadna zabawa nie ma sensu i tu się zgadzam 🙂

  • Tia tak różnica
    miedzy tańczącymi na wózkach a tymi na nogach – że jednych bolę ręce a drugich nogi 🙂

    • Wózek wcale tak bardzo nie przeszkadza w dobrej zabawie, a nawet i w tańcu. Na ostatniej imprezie byłem tego świadkiem 🙂

  • Tak, czasami brak krzeseł dobrze by wpłynął na imprezę. A najlepiej to już jest z krzesłami na weselach. Przychodzą goście „nietańczący” i tylko obserwują innych i tańczących. Zwłaszcza, że większość gości weselnych się zna. Siedzą i obserwują. Czasem to nawet rozumiem. Bo niektórzy jak np. starsze ciocie czy dziadek panny młodej mogą nie dać rady tańczyć. Jest jednak taka grupa gości, którym zwyczajnie nie chce się ruszyć tyłka z krzesła. O zgrozo!

    • Wiesz, ja tam lubię sobie ludzi przez chwilę poobserwować, ale tylko po to, żeby potem do nich dołączyć, a nie siedzieć i obgadywać kiecki, czy inne ważne szczegóły. Najbardziej jednak mnie przeraża, kiedy widzę młodych ludzi, w swoim wieku, znudzonych życiem 🙂

  • Myślę, że każdy z nas jest inny i ma inne poczucie „zabawy.” Jeżeli ktoś nie będzie chciał tańczyć to nawet brak krzeseł go nie zmusi 😉

    • Fakt. Wtedy znajdzie sobie swoje miejsce na podłodze i będzie szczęśliwy nawet jeśli w oczach innych będzie to wyglądało co najmniej dziwnie 🙂

  • Aleksandra Kasprzyk

    Bardzo ciekawy pomysł, o którym bym nie pomyślała. 😉 Może dlatego, że zbyt rzadko bywam na imprezach. 🙂 Super, tak jak ścian nikt nie powinien podpierać tak i na krzesłach nie powinno się rozsiadać. No, chyba, że impreza nuda, że można tylko siedzieć to lepiej faktycznie wyjść i posiedzieć w domu.

    • Ja przyznam Ci się szczerze, że tez nie chodzę na imprezy co weekend, ani tez nawet minimum raz w miesiącu. Problem w tym, że jak już bywam, to najczęściej kończy się na: usiąść i jeść ile wlezie. No dobra, od czasu do czasu można się odezwać, tylko ważne, żeby wiedzieć kiedy i nie wywołać wojny. Powiem Ci, że po kilku latach takich domówek miałem dość i potrzebowałem odmiany. udało się i polecam to każdemu, kto tylko ma ochotę się trochę poruszać 🙂

      • Aleksandra Kasprzyk

        No to mamy podobne wspomnienia z imprezy 😀 Chociaż z drugiej strony, trudno pozbyć się krzeseł, gdy mieszkanko malutkie i nawet nie ma gdzie potańczyć. Można zatem uznać, że podłoga to nie krzesło, a można siedzieć. 😀 To taki żart, więc bez obrazy, bo cały sens wpisu jak najbardziej rozumiem. 😉 Cieszę się, że udało Ci się świetnie bawić. Oby następne też były tak udane. 🙂

        • Powiem Ci, że o takiej interpretacji jeszcze nie pomyślałem 😀 A żart nie był z tych po których warto się obrażać.

  • A ja jestem z tych nietańczących. Chociaż jak już idę na imprezę to faktycznie poskakać, ale dobrze jest mieć gdzie usiąść i napić się soczku w spokoju. Ale ja jak chodziłam na imprezy to zaczynałam o 21, a w domu byłam o drugiej czy trzeciej.
    Z drugiej strony, posiadówki u znajomych to jednak w większości siedzone, z dobrą muzyką, dobrym jedzeniem i rozmowami, bo to dla mnie główna rozrywka.

    Pytanie: co komu leży 😉 jak chcę potańczyć to idę do klubu na koncert.

    • Dla nietańczących też są odpowiednie imprezy, kwestia tylko tego, że trzeba dobrze poszukać i dobrze dobrać sobie znajomych na takie wydarzenia. Niemniej jednak uważam, że czasami warto się trochę rozerwać w tym dzisiejszym pośpiechu. Mam też świadomość tego, że nie każdy jest na tyle wytrzymały fizycznie, żeby stać przez 12 godzi na nogach, nawet jeśli to jest jedna, czy dwie imprezy w całym roku.

      Jasne, że domówki też są dobrym sposobem na integrację, czasami nawet lepszym niż jakieś większe imprezy. Czasami jednak warto coś w życiu zmienić, żeby nie było tak monotonnie 🙂

  • ja bym chyba zmienila na: wyrzucmy wszystkie komorki z imprezy:)
    chodzi o te telefoniczne, a nie mozgowe, oczywiscie ma sie rozumiec!

    • Pomyślę o tym w jakimś kolejnym tekście, ale wiesz; jak nie ma gdzie siedzieć to nawet pisanie wiadomości na komórce nie jest takie wygodne. No i można się z kimś niechcący zderzyć, bo ekrany telefonów są dziś prawie tak samo duże jak tablety 🙂

  • A moim zdaniem dla każdego coś miłego.
    Jak mam chęć tańczyć, to idę tam, gdzie większość się bawi w ten sposób i tańczę, ile wlezie. Jak robimy posiadówkową domówkę, to nikogo nie dziwi, że nie odprawiamy balu. Nie jestem też za tym, by kogokolwiek zmuszać do tańczenia, czy też do siedzenia. A jak ktoś zapłaci gruby hajs za imprezę i mimo to siedzi – jego wybór, jego prawo. 🙂

    • Zgadzam się z tobą, bo każdy jest inny, ale znasz mnie już jako blogera i wiesz, że piszę teksty bardzo przewrotne, do których trzeba podejść z lekkim przymrużeniem oka 🙂 Druga rzecz jest taka, że pisałem ten tekst głównie z własnej perspektywy, osoby która ostatnie kilka lat przesiedziała na domowych „party” i potrzebowała w końcu odmiany.

      Najważniejsze, żeby wiedzieć jakie się ma oczekiwania i wybrać odpowiednią imprezę 🙂

  • Bardzo odważne podejście ale coś w tym jest. Czasem sama jak się rozsiądę na kanapie na jakiejś imprezie to w ogóle nie chce mi się wstać 😀

    • Czasami się zastanawiam, czy moje podejścia, zwłaszcza na blogu nie są zbyt odważne, ale potem patrzę na niektórych ludzi i po prostu nie potrafię się powstrzymać 😉

      • Pisz, pisz. Ważne żeby mieć swoje zdanie i umieć je wyrażać 😉

  • Kontrowersyjne 😉 Z jednej strony się zgadzam – być może jakby tych krzeseł nie było, impreza rozkręciła by się bardziej. Z drugiej – jeśli ktoś przychodzi na imprezę i siada przy stole zamiast szaleć na parkiecie, to nawet jak mu te krzesła zabierzesz, tańczyć nie będzie.

    Nie ten temperament, nie to potrzeby, nie to poczucie rytmu. A tym, którzy nie mogą usiedzieć w miejscu, krzesła na pewno przeszkadzać nie będą.

    • Znasz moje wcześniejsze teksty i wiesz, że od czasu do czasu pojawiają się tu takie kontrowersyjne tematy. Ale może właśnie dzięki temu wywiązują się wartościowe dyskusje na których sam mogę skorzystać 🙂

      To była bardzo specyficzna impreza, więc i prześlenia są po niej specyficzne. Nie każe się każdemu z nimi zgadzać, bo wiem, ze ludzie są różni. Pisząc ten tekst miałem jednak w głowie cały czas obraz tych ponad 500 ludzi młodych, którzy przyszli się bawić, tańczyć, integrować i którzy odpowiedzieli na wezwanie; „Zejścia z kanapy”.

      Z drugiej strony nawet pedagodzy mówią, że jak chcesz osiągnąć, to przede wszystkim; nic na siłę 🙂

      • Co do zasady masz rację 😉 Jeśli impreza jest przewidziana jako z założenia taneczna, „zabranie krzeseł” mogło by pomóc. Pytanie, czy oprawa muzyczna dawała radę, czy to nie było na zasadzie: „przy tym nie da się zrobić nic, napijmy się” 😉

        • Wodzireja mieliśmy świetnego! Nie umiał co prawda miksować piosenek, ale zabawę potrafił rozkręcić jak trzeba i to był plus. I ja wiem, że mieliśmy szczęście, bo kapele weselne często stosują zasadę; „przy tym nie da się zrobić nic, napijmy się”.

  • Ja niecierpię korpo-standing-party, bo jestem wyłączona z rozmowy, jedzenia i picia, bo stoiki sięgają mi sporo ponad głowę. I nie mogę stać zbyt długo, bo kończy się to bólem nogi. Nie przeszkadzają mi posiadówy.

    • Tak, wiem co masz na myśli pisząc ten komentarz, pomimo, że sam takiej sytuacji osobiście nie doświadczyłem. Niestety wśród wielu zalet integracyjnych imprez nadal wadą jest to, że nie o wszystkich organizatorzy są w stanie pomyśleć.

      Jednak jeśli mogę coś dodać na swoją obronę, to powiem Ci, że na tym wydarzeniu była jedna, jedyna dziewczyna na wózku, która chciała tam być, bawiła się z nami i tańczyła Poloneza. Wyszła chyba jakoś po pierwszej, ale dla mnie, przyszłego Pedagoga Specjalnego, ważne było to, że Ona tam po prostu była 🙂

  • Ostatnio miałem 2 wesela i tylko mięczaki się nie bawiły. 😉 Poza tym wesela zawsze „zamykam” – czyli jestem w grupie, która ostatnia opuszcza parkiet. 😉

    • Aż Ci zazdroszczę, bo u mnie w najbliższym czasie nic takiego się raczej nie szykuje, a szkoda, bo bym sobie chętnie potańczył. Dobrze jest móc takie wesela odpowiednio wspominać, ale tu też dużo zależy od tego z kim na to wesele idziesz, albo kogo tam spotkasz.

      Sam musisz przyznać, że nie każdy ma w sobie taką wewnętrzną motywację, żeby się świetnie bawić na weselu samemu, nawet kiedy inni siedzą. Do tego potrzebny jest charakter 😉

      • Ekipy miałem zacne w obu przypadkach do zabawy, tak więc nudy nie było. Tak jak wspominasz podstawa to właściwa osoba towarzysząca. 😉

        • Choć jedna osoba zrozumiała w końcu mój punkt widzenia. Dzięki 😉

          • Iść na zabawię i się nie bawić – to bez sensu. Zwłaszcza, że wesela to wesołe uroczystości, na których cieszymy się jazem z „młodymi”. 😉

          • I trzeba je przecież jakoś odróżnić od stypy.

  • Zaciekawiłeś mnie. Jest gdzieś dostępna galeria z fotkami ze studniówki poŚDMowej? To było spotkanie rejonu czy ogólnopolskie wszystkich zaangażowanych w przygotowanie?

    Byłem niejednokrotnie na weselu bezalkoholowym i ludzie się tam świetnie bawili. Wszystko zależy od tego, kto jest zaproszony, a nie co stoi na/przy stole 🙂

    • Zdjęcia z imprezy znajdziesz na Fanpage’u Młodzi dla Młodych 🙂 Ogólnie rzez biorąc to wydarzenie było na terenie Archidiecezji Katowickiej, ale jak ktoś z poza regionu załapał się na wejściówkę to nie wyrzucali 🙂

      Impreza trzeba przyznać, była specyficzna, ale chyba dzięki temu tak bardzo mi się na niej podobało 🙂 A zdjęcia znajdziesz tutaj:
      https://www.facebook.com/mlodzidlamlodych/?ref=ts&fref=ts

  • janielka

    Ja myślę, ze lepiej byłoby zebrać wszystkie telefony, wyłączyć telewizory i komputery i będzie ok.:)

    • Faktycznie, telefony dzisiaj nie służą już dziś na imprezach tylko za latarki 🙂

  • A ja powiem tak, wg mnie nie ma co sie zmuszac do imprezowania a najlepsza zabawa jest wtedy kiedy sami chcemy i my wybieramy, a takze jestesmy w gronie osob z ktorymi czujemy sie naturalnie. Przede wszystkim nie ma co sie dostosowywac tylko dlatego ze wiekszosci cos pasuje. Jesli nam sie nie podoba powinnismy umiec po prostu zrezygnowac i nie oznacza to ze jestesmy dziwni czy aspoleczni. Dla kazdego dobra zabawa oznacza cos innego. Zaciekawiles mnie tymi zdjeciami ze studniowki SDM, widzialam juz u znajomych i z tego co widze po zdjeciach to naprawde zabawa byla super! Pozdrawiam!

    • Impreza z musu, lub taka gdzie robisz coś wbrew sobie zawsze będzie najgorszą imprezą. Oczywiście dużo zależy od ludzi, ale nie bez znaczenia jest też charakter danej osoby. Ludzie dzielą się generalnie n tych którzy; bez problemu wyjdą Ci na parkiet i będą szaleć do białego rana; tych którzy chętnie potańczą, ale potrzebują czasu, żeby się zaklimatyzować i na końcu tych, którzy wolą po integrować się na siedząco 🙂

      Sam zdecydowałem się na tą imprezę dosyć spontanicznie, ale nie żałuję!

  • E tam nie są winne krzesła, ale temperament czy podejście do tematu 😉 Zresztą można mieć inne oczekiwania w stosunku do imprezy 😉 Jedni wolą pogadać przy dobrym drinku, inni szaleć 😉

    • Masz rację; temperament też tutaj robi swoje, ale nie można powiedzieć, że w każdym przypadku to się sprawdza. A same oczekiwania często się też weryfikują w trakcie imprezy 🙂

  • Podzielam zdanie Pierwszej Damy. Grunt to czuć się na imprezie po prostu dobrze i na luzie. Ja z tych nie tańczących jestem, zdarza mi się czasem, ale generalnie nie lubię. Wolę posiedzieć, pogadać, podyskutować i naprawdę denerwuje mnie, gdy ktoś za punkt honoru stawia sobie wyciągnąć mnie na parkiet, gdy nie mam na to ochoty.

    • Wiesz, mimo, że jestem tańczący, to wydaje mi się, że za punkt honoru czasami warto sobie postawić: „Przypadkiem kogoś nie wkurzyć, że chcę potańczyć”. Na szczęście z moich doświadczeń wynika, że da się wyczuć osobę, która chętnie wyjedzie na parkiet i tą która tego nie zrobi 🙂

  • Lubię tańczyć, kocham też muzykę. Jednak jeśli spotykam się ze znajomymi żeby pogadać, to niekoniecznie wyobrażam sobie stanie, czy pląsanie wbrew umówionemu celowi spotkania. Krzesła po to wymyślono żeby na nich siedzieć :-). Wszystko zależy jednak od sytuacji i kontekstu.

    • Nie no, jak się umawiamy, żeby pogadać, to gada się nawet niewygodnie na stojąco 🙂 Chodzi mi raczej o paradoks pójścia na imprezę taneczną po to, żeby szukać wzrokiem krzesła 🙂

      • :))) bywały i takie wesela, że ludzie siedzieli i obgadywali tych co tańczą i nawet z nich się nabijali… cóż ja należę do tych co tańcują do upadłego :)))

        • Najwidoczniej nie mieli własnego życie, więc przyszli, żeby innych obgadywać 🙂 Liczy się to, że Ty się dobrze bawiłaś 🙂

  • Nie lubię stojących przyjęć, bo nie lubię jeść na stojąco, a że nie wyobrażam sobie przyjęcia bez jedzenia… krzesła są konieczne 😀 !

    Uważam, że musisz źle trafiać, bo większość imprez na które ja chodzę mają „za mały parkiet” do tańców jak wszyscy wstaną 😉 !

    Dlatego podobnie jak Pierwsza Dama nie zgodzę się!

    Ściskam 🙂

    • Też lubię jeść 😀 Czasami zdarza mi się z konieczności jeść na stojąco, ale w tym wypadku akut=rat to się stało z wyboru. Nie była to też impreza na którą poszedłem po to, żeby się najeść, więc stad też może wynikać różnica 🙂

      A z imprezami do tej pory rzeczywiście źle trafiałem, no ale może to się w końcu zmieni 🙂

  • Ja na imprezach spędzam mniej więcej 30% w każdej pozycji (siedząc, stojąc i tańcząc). Nie jestem ani mega maniaczką tańca, żeby tańczyć przez cały czas, a wiadomo, jak czasami spotykasz się z dawno niewidzianymi znajomymi (hmm, chyba głównie mam na myśli śluby, bo tylko na takie imprezy ostatnio chodzę hahaha), to masz też ochotę pogadać. No i na tych ślubach jedzenie jest pyszka, więc wiesz, idę się pobawić, ale z pustym brzuchem to tak nie mogę być, jak dla mnie dobra impreza to jest jedzenie (siedzenie), gadka ze znajomymi (stanie, najczęściej przy barze lub na papierosie, papieros najczęściej nie mój, no ale co poradzisz) i tańczenie (wiadomooo :))). Pozostałe 10 % poprawiam makijaż, idę siku, gubię się na korytarzach, spotykam kogoś w przejściu i się zagaduję, itp 🙂

    • Śluby i wesela też rządzą się własnymi prawami i trochę inną specyfiką. Większość ludzi idąc tam ma w głowie „Zapłacone, to trzeba zjeść”, a wiadomo, że od razu po jedzeniu też się nie idzie tańczyć.
      Zgadzam się też, że na weselach najczęściej dania są takie, że szkoda nie spróbować. I ja to rozumiem, bo w końcu człowiek głodny, to człowiek zły.

      Bardzo dużo zależy od tego na co się człowiek nastawia 🙂

      • I gdzie chadza 😉 jak tylko na wesela (jak ja…:P) to tak ma 🙂

        • Może coś w tym jest 😉

  • Ja oceniłbym ten pomysł pozytywnie. Nawet, jeśli ktoś nie lubi tańczyć, to zazwyczaj wynika to z obawy, jak mu wyjdzie. A wystarczy stworzyć taką atmosferę, z której będzie wynikać, że styl Twojego tańca nie ma znaczenie, a znaczenie ma to, że tańczysz bądź próbujesz tańczyć 🙂

    • Też zauważyłem, zwłaszcza na tej imprezie, że dziewczyny stały pod ścianą, bo…”ja nie umiem tańczyć”, albo też „nie mam z kim”. Niewielu ludzi przy pytaniu o taniec próbuje budować relację a wydaje mi się, że to jest w zasadzie najważniejsze 🙂

  • Lubię, gdy sa krzesła. Wolę, gdy nie ma komórek.

    • A to już jest kolejny problem.

    • tam gdzie relacja na instagramie i FB kwitnie, tam nie ma wartościowej rozmowy – coraz częściej widzę taką zależność. Jak jest o czym gadać, to nie w głowie mi komórka – chyba że muszę sprawdzać godzinę 🙂

      • Od sprawdzania godziny jest zegarek 😀

        • odzwyczaiłam się przez dziecko – zahaczałam o jej włosy karmiąc i zrezygnowałam z noszenia :o)

          • Teraz rozumiem i popieram 🙂

  • Ja się bawię i z krzesłami, jak i bez krzeseł. A czasami nawet i na krzesłach :p

    • Kreatywnie! I to się liczy na plus 🙂

  • Świetny wpis! I zgadzam się z Tobą w 100%. I co najważniejsze potrafię bawić się bez alkoholu, a nawet przetańczyć całą noc 😉

    • A potem można taką zabawę wspominać cały rok 😉