Nauczmy młodzież dyskutować

Pamiętam jeszcze, choć było to już prawie dwa tygodnie temu, jak zarzuciliście mi, że jeśli na imprezie nie ma krzeseł, to mało komu będzie chciało się dyskutować, bo dłuższa rozmowa, czy nawet dyskusja na stojąco jest po prostu niekomfortowa. Przyznam się Wam szczerze, że wziąłem sobie ten argument bardzo do serca; aż tak bardzo, że zacząłem się (jak to ja) zastanawiać nad tym, jaki związek mają krzesła z integracją i jak zwykle w tych myślach wylądowałem w szkole. Tak, wiem o tym, że już was to nie dziwi. Zacząłem myśleć nad sensem i bezsensem dyskusji, na lekcjach w szkole i po chwili mnie olśniło, że przecież heloooł; myśmy w szkole nie dyskutowali. Co prawda, nauczyciel/ka pytał się nas; Jakie jest nasze zdanie na ten temat?; no, ale wiecie; to było totalna fikcja. 

Wystarczyło, że moja interpretacja wiersza odbiegała od tego, co jest zapisane gdzieś tam, w magicznym programie, który miała nauczycielka i to wystarczyło, żebym z polskiego zarobił pałę. Nie było pytania: Dlaczego tak uważasz? Nie było żadnej możliwości dyskusji! Tylko wiecie, ja w tej chwili jestem na czwartym roku studiów i zapomniałem już, jak to jest nie móc mieć własnego zdania…

Ale jak to mamy dyskutować?

Przypomniała mi o tym dopiero moja grupa do Bierzmowania, ale może najpierw zacznę od początku. Zacznę od tego, że działając przy mojej parafii od dobrych kilku lat, w tym roku po raz pierwszy zdecydowałem się poprowadzić grupę do Bierzmowania. Tak szybko, jak się zdecydowałem, tak samo szybko się rozczarowałem… Myślałem, że ludzie w wieku 15 lat to już mają wyrobione swoje zdanie na pewne tematy, że mają nadmiar energii do działania i, że przede wszystkim chcą dyskutować. Bo chcą, tylko problem w tym, że nie mogą!

Podzieliłem moją grupę na dwa zespoły. Pierwszy miał wymyślić dziesięć argumentów za przyjęciem sakramentu Bierzmowania, a drugi miał podać dziesięć argumentów przeciw. Pomyślałem sobie; Nic prostszego chyba nie mogłem wymyślić? No i znowu się przeliczyłem…

Spojrzałem najpierw na te kartki; całe zapisane. No to teraz spróbujcie te argumenty sobie nawzajem, w grupach przedstawić. I było tylko takie…Yyyy, ale jak to?! Trzy razy zapytałem się ich; W czym mają problem? Dopiero za trzecim razem jedyna odważna dziewczyna powiedziała: No, bo proszę Pana, my w szkole na lekcjach nie dyskutujemy. Po prostu nie możemy mieć własnego zdania i tyle.

To po co nam taka szkoła?!

Po to, żeby naśladować? Naśladować to mogą dzieci jeszcze na początku w przedszkolu (byle tylko te zachowania dobre), a w szkole mają nauczyć się myśleć! W teorii, bo jak to wygląda w praktyce, wiecie sami. Musisz myśleć, ale tylko wtedy, kiedy przepisujesz zdanie z tablicy; musisz dyskutować, ale tylko wtedy, kiedy zostaniesz o to poproszony, a swobodna to może być tylko wypowiedź pisemna na zadany przez nauczyciela temat. Taka tam naturalna swoboda wypowiedzi.

W gruncie rzeczy, chcemy tego czy nie, musimy naśladować nauczyciela; czytać to, co nam każe, pisać wtedy, kiedy każe i wypowiadać się na określony temat. O czymś zapomniałem? Ach tak! Nie może zadawać zbyt wielu pytań, no bo, co jak się okaże, że te pytanie są zbyt mądre? Co będzie, jak się okaże, że Twoje pytania, pytania Twojego dziecka wykraczają poza materiał danej klasy? Będzie problem, bo może się okazać, że nauczyciel nie jest na nie przygotowany i co wtedy?
Wyobrażam sobie teraz taką sytuację, kiedy po zadanym przez ucznia pytaniu, wypowiada się jego kolega, po prostu mu na nie odpowiadając. Spokojnie…nie bójcie się, taka sytuacja na pewno w szkole nie będzie miała miejsca, bo to nauczyciel w tej klasie ma być autorytetem, a uczeń swoją wiedzą nie może przewyższać mistrza!

W szkole nie można dyskutować! 

W szkole nie można dziś dyskutować, bo co jak się okaże, że nauczyciel nie zna odpowiedzi? Straci swój autorytet, albo raczej pseudo autorytet. Mówię pseudo, bo uważam, że nauczyciel nie musi wiedzieć wszystkiego i nie musi mieć zawsze racji. Uwaga! Nauczyciel może się nawet pomylić, a uczeń ma prawo (albo nawet obowiązek) go poprawić! I możecie mówić, co chcecie, ale ja uważam, że prawdziwy nauczyciel dopiero wtedy zyskuje w oczach ucznia autorytet, kiedy jest gotowy się przyznać do błędu, kiedy potrafi powiedzieć, że czegoś po prostu nie wie, ale się dowie na następną lekcję! W końcu nikt z nas nie jest Alfą i Omegą. No, ale skoro w szkole dziś takich autorytetów nie ma, to uczniowie naśladują ten autorytet, który jest.

dyskutować

Uczeń naśladuje mistrza i stara się być jak najlepszy, nieomylny. Koniec końców klasa dzieli się na tych, którzy wiedzą wszystko i tych którzy, nawet jeśli czegoś nie wiedzą, to się do tego nie przyznają, bo przecież to wstyd! Wstydem dziś w szkole jest nie wiedzieć i wstydem jest się kogokolwiek zapytać. Zapytasz się nauczyciela, to Ci się oberwie, że przecież on to już kilka razy mówił; zapytasz się kolegi z ławki, to Cię wyśmieje, że tego nie wiesz. Najczęściej jednak młodzież się z siebie nawzajem nabija, kiedy ktoś z sali zadaje tak zwane…

 Głupie pytanie…

To nie ważne, że tak naprawdę nie ma głupich pytań, to nieważne, że w trzydziestoosobowej klasie młodzież jest przeróżna, bo najważniejsza jest norma. Normą w szkole jest, że wszyscy robią to samo, myślą tak samo, zawsze zgadzają się z nauczycielem (nawet jeśli nie ma racji) i są dzięki temu najmądrzejsi. Tak! To paradoksalnie oni wyznaczają w tej klasie poziom. Jeśli więc jesteś dziś uczniem słabym, takim, który potrzebuje więcej czasu, więcej pomocy, albo też takim, dla którego materiał przeznaczony na trzecią klasę podstawówki to za mało… Nic Ci na to nie poradzę, będziesz się musiał dostosować, bo…

W szkole nie ma czasu na pytania

Lekcja dziś trwa 45 minut i najważniejszą rzeczą w ich trakcie jest zrealizować materiał, a jeśli zostanie czas, to można zadawać pytania. Czyli nie można zadawać pytań, bo nigdy nie ma na to czasu, a najważniejszy w klasie nie jest uczeń, tylko temat lekcji. Koniec końców, nawet jeśli dziecko chce zadać nauczycielowi pytanie, to nie ma kiedy. Teoretycznie jest jedno rozwiązanie tego problemu, bo przecież można by się było zapytać kolegi/koleżanki. Tylko jak, skoro siedzi do Ciebie obrócony plecami? Pomijając już fakt, że mówienie od czyichś pleców nie jest zbytnio przyjemne, to chodzi tu przede wszystkim o kontrolę. Jak siedzisz do kogoś obrócony plecami, to trudniej jest Ci z nim dyskutować, więc nauczycielowi łatwiej jest taką klasę kontrolować. Przecież o to nam chodzi w edukacji, prawda?

  • Mocne :), ale taka jest prawda. Po co uczeń ma dyskutować? Jak ma być przecież wykształcony na element szarej masy, niezdolnej do samodzielnego myślenia, którą potem można łatwo sterować.

    • Chyba system edukacji ma jakieś mylne pojęcia na temat osoby wykształconej. Ale tak to już jest, nie tylko w szkole, że jak zaczynasz myśleć i dyskutować to pojawiają się same problemy.

  • Podejrzewam, że niektórzy nauczyciele też nie są nauczeni dyskusji,bo chodzili do szkół, w których tego nie uczono. A po drugie czy nie jest tak, że uczniowie może i by podyskutowali, ale niekoniecznie o temacie lekcji. Miałam kiedyś okazję obserwować lekcję wychowawczą. Niektórzy chłopcy bardzo chętnie się do dyskusji rwali, ale poziom tej dyskusji był żenujący. Tak jak często żenadą jest poziom dyskusji np na fejsie. Nie wiem kto powinien uczyć dyskusji. Może najpierw rodzice? „Jesteś, za mały, za młody, nie masz nic do powiedzenia” – tak bywa najczęściej. Zresztą rodzice między sobą też nie zawsze potrafią dyskutować. W szkołach liczy się system i program. Kto więc ma tego nauczyć? I czy w ogóle dyskusji trzeba się uczyć? Moim zdaniem do dyskusji potrzebne są trzy elementy: wiedza w temacie( no chyba że to jakiś temat ogólny) i przede wszystkim SZACUNEK dla innego zdania, dla drugiego człowieka, z którym się dyskutuje i dla jego odmienności. No i odwaga, żeby ogłosić swoje odmienne zdanie. 🙂
    A! Dobre gadane też znacznie dyskusję ułatwia. 🙂

    • Zgadzam się z Tobą, że jeśli dizsiejsi nauczyciele nie doświadczyli dyskusji na swoich lekcjach to prowadząc zajęcia mogą mieć z tym problem, ale… Przecież życie nie kończy się na szkole, przecież jest jeszcze rodzina, znajomi, środowisko pracy; tam przecież też się dyskutuje. Albo jak spotykamy kogoś przez przypadek na ulicy i czekamy razem na autobus do pracy, to chociazby o komunikacji autobusowej się dyskutuje.

      Może to i prawda, że znajdzie się część takich uczniów, którzy sytuację dyskusji wykorzystają do tego, żeby lekcję rozwalić, ale też, po pewnym czasie im się to po prostu znudzi. Wiem o tym, bo znajomy opowiadał mi swoją historię jak wypróbował tą metodę w jednej z średnich szkół. Po kilku nieudanych próbach już sami mogą zacząć się mimo wszystko interesować tematem lekcji.

      Moim zdaniem za bardzo zaczynamy rozgraniczać; rodzice, nauczyciele itd. Przecież nauczyciel w klasie najczęściej też ma swoje dziecko, swoją rodzinę, więc nie powinno być dla niego problemem; nauczenie dziecka, że trzeba uszanować zdanie innych i że można isę nie zgodzić, ale trzeba wiedzieć dlaczego. A druga rzecz, że jeśli rodzice nie próbują z dzieckiem dyskutować, to w szkole ma ono jedyną taką możliwość.

      Wszystko jest kwestią praktyki i konsekwencji. Jeśli rodzice i nauczyciele będą konsekwentnie mówili: Uszanuj zdanie innych, to za którymś razem w końcu się to uda 🙂

      • Pod warunkiem, że sami szanują zdanie innych. Sama gadka to za mało, przykład trzeba dać, nie tylko pouczać. 🙂

        • Tak, tak. Zgadzam się z tym co mówisz 🙂

  • Wiesz, wydaje mi się, że szkoła ma ogromny wpływ na to, że wychodząc ze szkoły jesteśmy takimi równo (jednakowo) ociosanymi kołkami. Myślę, jednak, że na ten cały problem składają się również inne czynniki: Rodzina, znajomi, otoczenie, Kościół i wiele, wiele innych. Szkoła ogranicza – to oczywiste, mimo iż każdy chyba miał fajnego nauczyciela to było widać, że nie radził sobie często z systemem.

    Ja miałem sytuację we wczesnej podstawówce: Na plastyce narysowałem bałwana, słońce i żółty śnieg ;-). Nauczycielka zadzwoniła do rodziców, że jak to tak, że to nie o to chodziło i że to nie ładnie i że dostanę słabą ocenę. Na szczęście riposta rodziców była celna: Skoro idzie do szkoły i widzi, żółty śnieg, to rysuje to co widzi nieprawdaż?

    Martwi mnie również kwestia globalizacji i dostępu do Internetu. Niby bardzo rozwijamy się w tej kwestii, ale tworzymy jednocześnie pokolenia robotów nieumiejących rozmawiać ze sobą jak człowiek z człowiekiem…

    • Szkoda tylko, że nie ciosają nas w taki sposób, żeby dało się z tego cokolwiek innego kiedyś ulepić. Ja wiem, że na problem dyskusji, tak jak na problem wychowania nie można patrzeć tylko przez pryzmat szkoły. Dziecko obraca się w różnych środowiskach i to one wszystkie mają wpływ na wychowanie, ale…

      Jakby spojrzeć na to tak teoretycznie, to prawie połowę swojego życia poświęcamy edukacji. Pytanie, co z niej tak naprawdę wynosimy. Chodzi mi o to, że jeśli dziecko w skzole spędza prawie pół dnia, to w takiej chwili nauczyciel przejmuje wszystkie funkcje wychowawcze i staje się dla tego dziecka niejako rodziną. Dlatego ma takie samo zadanie, nauczyć dziecko szacunku i dyskusji. Prolbem w tym, że tych dziecki jest w takiej chwili ponad 20.

      Nawet Twoj przykład z tym rysunkiem pokazuje, że nie chodzi o to, żeby było twórczo i tak jak dziecko sobie wyobraża, ale żeby było to zgodne z systemem. A karą ma być ocena, która o niczym tak naprawdę nie świadczy. Ale brawa, dla mądrych rodziców!

      A interent jest kolejnym elementem kontroli i najgorsze jest to, że wkroczył też do szkół. Więc poza ławką szkolną, podręcznikiem i brakiem integracji na przerwach, bo są za krótkie; mamy jeszcze internet i wszechmocne WI-FI. I dyskutuj tu człowieku z systemem, ale uważam, że próbować warto 🙂

  • Całkowicie się z Tobą zgadzam. System od jakiegoś czasu uwiera mi jak mało co. Nie mogę zrozumieć, jak można tak otumaniać ludzi i robić z nich bezmyślne roboty. Nie dawać możliwości do wyrobienia własnego zdania i podzielenia się nim. Nikt nie umie odpowiedzieć na zadane pytanie, a jedyne co można usłyszeć to „bo matura”. Bezsens i brak perspektyw. Zabijanie kreatywności i ciekawości świata.
    Czego my oczekujemy od takiego systemu?

    • Wiesz, wydaje mi się, że zrozumieć jest to jeszcze całkiem łatwo, ale już pogodzić się z tym faktem, dużo gorzej. Wszyscy dzisiaj próbujemy ten świat ujednolicić, żeby dobić do jakiejś normy, tylko, że tej normy tak naprawdę nie ma. Nawet matura jest tego dowodem, bo zaniża minimum przeciętne do 30%.

  • Dzisiaj się zgadzam w 100% 🙂 🙂 Żadnego „ale”. Co mi jeszcze przychodzi do głowy, to oprócz tego, że nauczyciele mają swoją opinię i ona ma być opinią uczniów, to fakt, że czasami nauczyciele po prostu wolą odbębnić lekcję i 45 min, dzwonek, do widzenia. NIe chce się im dyskutować 🙂

    • Nie chce im się dykutować, bo to wymaga wyrzeczeń i wiedzy – nawet tej której nie mają. Niby mogli by się douczyć, ale po co? Przecież to nauczyciel ma być w klasie Alfą i Omegą.

      • Ula z prostoofinansach

        Znam co najmniej 2 nauczycielki, które próbowały to zmieniać (całkiem niedawno). Jedna z nich straciła pracę, druga ją zmieniła…. Nie jest mile widziane gdy komuś się chce. Gdy próbuje się czegoś swoich wychowanków uczyć, pokazywać normalne życie. A szkoda, wielka szkoda.

        • Mam to szczęście w nieszczęściu, że jeszcze jestem przed rozpoczęciem pracy, ale przyznam, że bardzo ciekawe jest dla mnie to o czym piszesz. Zwłaszcza w perspektywie przyszłej pracy. No, ale jak widać nawet swoje ambicje trzeba dziś dorównywać do przeciętnej…

          • Ula z prostoofinansach

            Mam nadzieję, że coraz rzadziej będziemy musieli się „równać” w dół… Marzy mi się, żeby wyrównywać ku najlepszym…

          • Ale bez niezdrowej rywalizacji, bez przekraczania tej zdrowej granicy 🙂

  • Ostatni akapit – sedno! Jestem z wykształcenia polonistką, niestety nie pracuję w szkole, ale miałam praktyki w podstawówce, gimnazjum, liceum. Brakowało mi tego czasu na rozmowę, na wnioski, na wnioski nawet inne niż program nauczania i klucz odpowiedzi wymaga.

    • Zamiast tego (zakładam, że) zostałaś zarzucona stertą papierkowej roboty i to ona była najwazniejsza. A polonista z zasady powinien uczniów inspirować do dyskusji, bo przecież na tym „w teorii” opiera się interpretacja tekstu. No nie może być, bo przecież najważniejszy jest klucz. I na tym koniec myślenia.

  • ja akurat miałam dobrego nauczyciela języka polskiego. i on mówił wprost, że to ciekawe. że mam prawo tak sądzić. tylko, że jak napisze tak na maturze, to nie dostanę punktów. więc żebym się zastanowiła teraz, nie co ja myślę, tylko jaka powinna być odpowiedź. dzieci w szkole nie uczą się myśleć. uczą się odgadywać co autor (wiersza, podręcznika, zadania) miał na myśli.

    u nas jak ktoś zaczynał zadawać za dużo pytań i nie daj boże odbiegały one od tematu nauczyciel od razu czuł, że chcemy odejść od tematu i zmarnować jak najwięcej czasu lekcyjnego. czasami faktycznie tak było. czasami.

    • Dobrze jest mieć nauczyciela, który mówi prawdę i nie daje wyboru, ale tłumaczy dlaczego tak jest, albo pozornie daje wybór. nie wiem dlaczego tak jest, ale wszyscy dzisiaj obją się pytań, boją się zadawać pytania i na nie odpowiadać. I to obojętnie, czy szkoła, praca, czy spotkanie integracyjne.

  • Niestety tak to wygląda.. a potem idziemy w dorosłe życie i co? Dopiero się uczymy 🙂

    • pytanie tylko w takim razie, czego uczy szkoła jak nie życia?

      • Mnie życia raczej nie koniecznie uczyła. Studia już prędzej. W szkole byłam uznawana za kujona i nerda 🙁 – nie żebym nim nie była, ale dopiero jak byłam starsza udało mi się wydostać ze skorupki. Do tego moje pasje było ciężko rozwijać w małym mieście :/

        • A ja wręćz przeciwnie. W szkole byłem przeciętniakiem, a w ogolniaku bywało, że lądowałem nawet na dwójach. A teraz wylądowałem na pedagogice i tylko się utwierdzam, że nauka na pamięć zamiast dyskusji wtedy nie miała sensu. Ale zgadzam się z Toba, że w małym mieście ciężko jest przełamać niektóre stereotypy.

  • Sama prawda ten wpis, niestety 🙁

    • Same puenty od Ciebie ostatnio dostaję 🙂

  • Niestety umiejętność dyskutowania w narodzie wymarła albo niewiele jej do tego brakuje

    • Tak wiem o tym, ale uważam, że; „Nie dajmy się zwariować”.

  • Ja miałam chyba duże szczęście do odpowiednich nauczycieli, bo z moich lekcji (zwłaszcza języka polskiego, ale to wcale nie był wyjątek) pamiętam naprawdę dużo ciekawych dyskusji. Jasne, też żyliśmy w strachu przed kluczem maturalnym, ale gdzieś w tym wszystkim znajdowało się miejsce na wymianę poglądów. Bardzo to teraz doceniam.

    • Zazdroszczę, bo ja nawet w gimnazjum nie miałem na lekcji czasu na dyskusję. Myślę głównie o języku polskim, ale na innych przedmiotach był generalnie podobnie. Tak, wtedy nie było strachu, bo w gimnazjum nikt nie podchodził do gzaminu na poważnie. W ogólniaku to co się działo, to już inna, smutna historia.

  • To prawda, młodych ludzi trochę sie szarpie – albo mają być skrajnie posłuszni albo skrajnie samodzielni – bywa, ze to się po prostu wyklucza, a ich trzeba motywować.

    • „Trochę” to bardzo delikatnie powiedziane. Oni dziś nie mają wyboru; ma być tak i koniec a to się z motywacją nie ma nic wspólnego.

  • Niestety. Pamiętam jak marzyłam o studiach, o niekończących sie rozmowach o dyskusjach własnie i co… rozczarowałam się. Później jak zaczęłam uczyć i zadawać pytania studentom na początku milczeli z tych samych przyczyn co Twoja grupa. Nie umiemy dyskutować i nie umiemy przyjmować innego zdania niż nasze. Moja prawda jest najmojsza i już.

    • Naprawdę szkoda mi jest tych ludzi, bo widzę w nich potencjał, tylko uśpiony. Poszli do szkoły i stali się robotami, chociaż wcale im to nie odpowiada. A najlepsze jest to, że na studiach wcale nie jest dużo lepiej pod tym względem. Studenci to uważają się przy profesorach za takich małych.

  • Ula z prostoofinansach

    A ja miałam nadzieję, że po wielu, wielu latach kiedy ja kończyłam szkołę to się w końcu zmieniło…. Przykro, że tak nie jest. Szkoła bez dyskusji nie ma sensu, praca bez dyskusji jest niczym, życie bez własnego zdania to nie życie…
    W dzisiejszym świecie nie trzeba wszystkiego wiedzieć, trzeba umieć znaleźć odpowiedź. Zgadzam się w pełni z przytoczonymi w tekście tezami. Niestety można powiedzieć, w pewnym sensie, że nie mamy edukacji 🙁

    • Ja jestem o tyle w lepszej sytuacji, że szkołę skończyłem jakieś 4 lata temu, więc pamiętam jeszcze co się tam działo i mogę na świeżo sprawdzać czy coś się zmieniło. Dyskusja niestety nadal jest w szkole marzeniem a przecież bez niej nie jesteśmy w stanie dowiadywać się nowych rzeczy, bo od kogo?
      Nowości trzeba doświadczyć a doświadczeniem trzeba się dzielić.

      Jest jedna rzecz, z którą ja się nie zgodzę, bo to nie jest tak, że nie mamy edukacji – nie mamy wychowania. A jedno bez drugiego nie ma sensu.

  • Szkoła uczy słuchać. I myśleć. Nie wiem, tak to przynajmniej u mnie działało. Do dyskusji była lekcja z wychowawcą albo panele dyskusyjne, które rzadko bo rzadko, ale się zdarzały.
    Mnie tam liceum nauczyło słuchać i myśleć nad tym, co mówi nauczyciel, a notatki robiłam tak, żeby były dla mnie zrozumiałe i to najważniejsza umiejętność, którą wyniosłam ze szkoły – niezbędna na studiach i później w „prawdziwym” życiu też.

    Dyskusje są fajne, to można na szczęście robić w internecie 😉 ale też, kultura dyskusji.. cholera 😀 z tym jest problem, fakt.

    • Słuchać i myśleć, ale nie dyskutować. A moim zdaniem dzięki zadawaniu pytań człowiek uczy się najwięcej. problem w tym, że nawet biorąc pod uwagę przedmioty, to na niewielu z nich jest możliwość dyskusji pod temat lekcji. No okej, jest lekcja wychowawcza, raz w tygodniu, ale… tu z kolei wychodzi inna kwestia charyzmy nauczyciela, żeby potraffił na tej wychowaczej uczniów zachęcić do dyskusji, zamiast do samowolki, albo nadrabiania materiału.

      Ja niestety w szkole poddałemsię systemowi i robiłem te notatki, które były podyktowane i z których niewiele wyniosłem. Też chyba najcześciej jeśli przestawałem notować, to nauczyciel się pytał: A Ty czemu nic nie piszesz? Na studiach już takich pytań nie ma, bo robisz to naprawdę dla siebie. Tylko, że nauka dyskusji dopiero na studiach to jak dla mnie trochę późno.

      Z kolei dyskusja w internecie, choć jeste jakąś alternatywną formą, to dla mnie nie jest już tym samym, aczkolwiek rozumiem Twój punkt widzenia 🙂

      • Wiesz, tu nie chodzi o to, żeby nie robić notatek wcale, tylko żeby wyłapać te najważniejsze informacje i je właśnie spisać w sensownej formie.

        Nadal twierdzę, że szkoła ma nas uczyć słuchać i myśleć, a nie może nauczyć nas wszystkiego. Nie każdy musi umieć dyskutować – fajnie by było, ale sporo ludzi nie czuje nawet takiej potrzeby. Po to powstał reddit, fora i bloga, żeby ludzie, którzy mają coś do powiedzenia, mogli dyskutować z ludźmi, nawet spoza własnego środowiska.

        Szczerze, online musi większości ludzi wystarczyć, bo przynajmniej u mnie, takich sensownych ludzi do pogadania nie jest dużo. Umiejętność dyskusji to jedno, ale żeby faktycznie mieć coś do powiedzenia to jeszcze inna sprawa, a nic bardziej nie wkurza niż „nie znam się, to si wypowiem”.

        • Tak, tak. Zgadzam się, bo w końcu co za dużo to niezdrowo. Fakt, faktem, z wielu przyczyn dziś w szkole dyskutuje na lekcjach tylko nieliczna cześć uczniów. Reszta to bierni słuchacze, albo śpiący marzyciele 😀

          Ale odnośnie tego co napisałaś przychodzi mi do głowy jeszcze jedna myśl: skoro nie wszyscy lubią dyskutować na żywo i publicznie, to dobrze by było, żeby powstawały alterantywy; fora dyskusyjne dla czuniów, ale nie tylko. Chodzi mi o to, że bardzo często na tych forach są sami uczniowie, w tym samym wieku, albo podobnym. coraz częściej powstają takie, gdzie wypowiadają się osoby w zróznicywanym wieku, ale moim zdaniem nadal jest ich za mało.

          Dyskusja na żywo jest ważne, ale jeśli to nie zawsze jest możliwo, to warto szukać alternatywy 🙂

  • newangel

    hej. czytam Twojego bloga od dłuższego czasu i przeczytałam wszystkie Twoje posty. jestem pod wrażeniem Twojej błyskotliwości, świeżego spojrzenia i tego, że nie boisz się nazywać rzeczy po imieniu. dobrze, że jest ktoś, kto nie boi się poruszać trudnych tematów, o których niestety tak rzadko rozmawiamy. ale piszę komentarz po raz pierwszy. wcześniej tylku obserwowałam.
    ale dość słodzenia 😉
    mam do Ciebie pytanko, czy nie myślałeś o założeniu vloga? możesz dzięki temu bardziej bezpośrednio rozmawiać ze swoimi czytelnikami-widzami, a i tam jestem pewna, że są tematy, które łatwiej wyrazić mówiąc, niż pisząc. jestem pewna, że wielu Twoich fanów ma podobne zdanie!
    a teraz do Was kochani! pokażmy, że tego chcemy!! pokażmy, że jest nas więcej z niestandardowymi poglądami i że chcemy mieć nową przestrzeń do dyskusji.

    • Cześć. Jestem pod wrażenie, że naprawdę Ci się chciało to wszystko przecyztać, bo chyba nawet ja dotąd tego nie zrobiłem 😀 Nie wiem ,czy jestem odwazny, bo na pewno znajdzie się ktoś kto jest dużo odwazniejszy ode mie i kto pisze jeszcze bardziej twardo. No, ale przynajmniej się staram 🙂

      Powiem Ci szczerze, że już kilka osób pytało się mie o to, czy nie założyłbym vloga, ale do tej pory nie myślałem o tym poważnie. Kila miesięcy temu się to zmieniło, bo facebook tnie zasięgi i coraz mnie osób widzi wartościowe treści. A vlog jest jakąś alternatywą. No i nie trzeba wtedy tyle czytać 😀

      Myślę, że nowy rok przyniesie mi dobrą motywację, do tego, żeby w końcu zacząć pod tym kątem działać 🙂

      Dzięki za komentarz!

  • Macierzynstwo-raz!

    Niestety – sama rzeczywistość 🙂

    • Na szczęście rzeczywistość zależy też od nas samych i tego co z nią zrobimy 🙂

  • Szkoła, szkołą, wszystko w ogólniaku zależy od nauczyciela.
    Skończyłam dwa kierunki studiów. Jeden dziennie, drugi zaocznie. W dwóch miastach, na różnych uczelniach. W prywatnej wyższej szkole i na polibudzie. Na Polibudzie nauczyciele byli zachwyceni dyskusjami w grupie. Prowadzący jakby wyrywali się z sztywnych ram. Sama grupa – pracująca – żywo dyskutowała na każdy możliwy temat. Natomiast schemat pisania mrg był beznadziejny, techniczny i zabijający opinio twórczość. W wyższej szkole (prywatnej) dyskusja była częścią obowiązkową każdych zajęć a praca lic. mogła mieć choćby 25 stron, byleby wniosła coś nowego do tematu i podjęła próbę odpowiedzi na dany problem. Za to ludzie bez życiowego doświadczenia, nie muszący pracować, nic nie umieli wnieść do zajęć… Nie problem jest dyskutować, problem jest znaleźć ludzi do dyskusji, którzy coś do niej wniosą 🙂

    • Oj tak! W ogólniaku naprawdę wszystko zależy od nauczyciela. Nie wiem już dlaczego tak jest, że w prywatnym szkolnictwie wszystko wygląda inaczej, lepiej, choć uczą tam często Ci sami wykładowcy i nauczyciele, co w szkolnictwie publicznym.

      Przecież jeśli tworzysz sobie miejsce i warunki pracy, to im lepsze relacje w grupie, tym lepiej się pracuje. A sztywne ramy, gdzie jest ta pseudo dyscyplina już do lat nie spełniają swojego zadania. To się właśnie tyczy dyskusji, bo w niej tak naprawdę nie da się wszystkiego zaplanować i wszystkiego przewidzieć – to jest dobre!

      Pisanie pracy dyplomowej, choć podobno ma być twórcze też wiąże się najczęściej z tworzeniem tego, co będzie odpowiednie pod schemat.

      ps. Do tych, którzy coś do dyskusji wniosą, dodałbym jeszcze ludzi, którzy będą potrafili coś z niej wynieść 🙂

  • Poruszyłeś bardzo znaczącą kwestię. Umiejętność dyskusji jest ważna w kilku aspektach – po pierwsze, jako element inteligencji emocjonalnej w kontaktach z ludźmi, co baaaardzo ułatwia życie (jeśli umiemy dyskutować), a po drugie, dużo uczy. Poznajemy inne punkty widzenia, daje nam to do myślenia – trzeba cały czas nie bać się dyskusji

    • Ja już nie mówię nawet o dyskusji, ale żeby ludzie potrafili się ze sobą po prsotu komunikować. To już samo świadczy o naszej inteligencji. Ale w relacjach z ludźmi trzeba też nauczyć się dawać a nie tylko brać i to nam przychodzi trudniej. Szkoda, bo wszystkiego w książkach nie wyczytamy.

  • Wydaje mi się, ze trochę uogolniasz. Naprawdę wiele zależy od nauczyciela, ktory prowadzi zajęcia. Myślę, ze coraz częściej młodzi nauczyciele otwierają młodzież na dyskusję. Póki im się chce…

    • Być moze trochę uogólniam, ale ten temat trochę ze strony przyszłego pedagoga i dlatego podzielam zdanie Uli, które pisała wyżej. Chodzi o to, że jak nauczyciel zacznie uczniom za bardzo otwierać oczy, to może tego nie przetrwać 🙂

  • Nie sposób się z Tobą nie zgodzić. Pociesza mnie to, że choć także ze względu na klucze na egzaminach gimnazjalnych i maturalnych uczniowie uczą się pisać takie testy, to są również nauczyciele, którzy podchodzą do tego w sceptyczny sposób, inspirują młodzież, rozwijają w nich zdolność krytycznego myślenia – a może tylko ja miałam szczęście do takich pedagogów.

    • Jest jedno „ale”. Ci nauczyciele też są częścią naszego systemu edukacji, ale na swój sposób, wtedy kiedy to możliwe próbują przełamać szkolne standardy. I właśnie tych naucycieli najlepiej i najdłużej zapamiętają uczniowie.

      Ja też miałem w szkole kilku takich nauczycieli, choć oczywiście były to wyjątki 🙂

  • Od razu na myśl przyszedł mi kawałek Pink Floyd „Another Brick in the Wall, Part 2″… Szkoła to instytucja, a instytucje mają to do siebie, że wszytsko lubią wciskać w ciasne ramki. Na szczęście zdarzają się naprawdę wspaniali nauczyciele – sama miałam przyjemność mieć takich.

    • Reczywiście teledysk do tej piosenki oddaje całą prawdziwość tekstu który napisałem. Jak mogę z Tobą trochę podyskutować, to powiedziałbym, że mamy dziś, tak jak 20/30 lat temu mylne pojęcie szkoły jako własnie tej instytucji. Szkoła powinna nam się kojarzyć z wychowaniem, z relacjami, z nauką, ale po to, by wynieść z tej nauki coś pożytecznego dla siebie w danym momencie. Dla mnie szkoła to przede wszystkim miejsce, w którym powinno się dzieci wychowywać. Tylko, że instytucje szkolą, a nie wychowują. I tu mamy pojęciowy konflikt tragiczny…

  • Małgorzata Jopek

    Moja nauczycielka z polskiego wszystko czytała ze ściąg oklejonych okładkami z Myszką Miki (żeby nie było widać zawartości), więc o czym można było dyskutować… :/ Najważniejszy jest klucz odpowiedzi i basta!

    • Też miałem taki przypadek w szkole, bo nauczycielka uczyła nas przedmiotu o którym nie miała zielonego pojęcia. Wystarczyło jej schować zeszyt, albo żeby tego swojego zeszytu zapomniała i już traciliśmy 45 minut lekcji.

      Wiesz, jak ktoś jej zadał pytanie a nie miała tego zeszytu to był problem. I jak tu z takim nauczycielem dyskutować? Nawet jeśli naprawdę kogoś temat fizyki interesował, to się po prostu nie dało.

  • Totalnie się zgadzam. Do dziś pamiętam, że w szkole, gdy nauczyciel o coś pytał klasę, to każdy bał się odpowiedzieć. Bo każdy bał się, że się myli. Również ja wolałam siedzieć cicho i się nie wychylać, nawet jak myślałam, że znam odpowiedź. Bo co będzie jeśli jednak nie mam racji? Wszyscy usłyszą, że palnęłam głupotę i będzie wstyd. A prawda jest taka, że powinno się nauczać wyrażać własne zdanie i takiej odwagi, żeby nie bać się niewiedzy lub pomyłki, bo przecież na błędach się człowiek najlepiej uczy.

    • O właśnie! O to mi chodzi. Dziś szkoła nie jest dla każdego, ale jest dla ludzi którzy mogą si e pochwalić wiedzą. A co z tymi, którzy naprawdę są jej głodni? Co z tymi, którzy chcą się czegoś dowiedzieć, nawet za cenę swojej pomyłki przed całą klasą? Dziś jest tak: Pomyliłeś się, to znaczy, że jesteś głupi. Jak można było tego nie wiedzieć?” Skoro nie można pytać, to po co chodzić do szkoły?

      Paradoksalnie w życiu nie chodzi o to co jest prawdą, ale o to co ludzie uważają za prawdę. Więc jakby pomyło się w klasie 25 osób, to by to było normalne, a tak nie jest. Głupotą to jest mówić, że się wszystko wie i rozumie, kiedy jest zupełnie inaczej.

  • To akurat zależy od nauczyciela. Sama małam kilku takich, z którymi dyskusja była samą przyjemnością. Natomiast w trzeciej klasie liceum wypisałam się z katechezy, bo ksiądz, chociaż chciał dyskutować, to został zaszczekany przez moich kolegów z klasy. Nie mogłam tego użerania się znieść i po prostu sobie religię odpuściłam i w spokoju w czasie tej godziny odrabiałam inne lekcje. Ksiądz niestety trafił na „intelektualistów”, którzy go zakrzyczeli i znerwicowany odmówił po kilku miesiącach udzielania lekcji w naszej klasie :/
    Polacy to chyba generalnie mają problem z dyskutowaniem. Nie tylko Ci młodzi, ale także Ci starsi a nawet Ci w sile wieku. Jak sobie przypomnę większe wyjścia i imprezy, to takie rozmowy są zazwyczaj jednym wielkim przekrzykiwaniem się a czasem nawet do obrazania dochodzi…

    • Bardzo dużo dziś zależy w szkole od nauczycieli. Chyba nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak dużo. A sama dyskusja jest potrzebna na wszystkich przedmiotach, nawet (jeśli jest w szkole, to jest to przedmiot) na religii. A problem w tym, że księża idą do szkoły najczęściej bez żadnego przygotowania pedagogicznego.

      Specjalnie napisałem; „Nauczmy młodzież dyskutować”, po to, żeby kolejne pokolenia dorosłych ludzi nie popełniały już tego samego błędu. Masz rację, że wszyscy mamy problem z dyskusją, ale teraz szczególnie warto postawić na młodzież 🙂

  • Teraz, po reformie edukacji to dopiero smiech bedzie. Bedzie „prawdziwa historia”, „jedyna sluszna edukacja obywatelska” no i religia koniecznie.
    Gdzies przeczytalam, ze teraz edukacja polega na zdawaniu egzaminow a nie na refleksji i logice. To nie jest edukacja tylko pamięciówa – wykuj, zdaj, zapomnij.

    • Ja się z jednej strony cieszę, a z drugiej ubolewam nad tymi zmianami. Cieszę się, że jestem jeszcze na studiach i przynajmniej przez kolejne dwa lata nie będę miał z tymi zmianami do czynienia. Z drugiej ubolewam, bo już teraz wiem, że dostanie się na stanowisko w edukacji będzie prawie niemożliwe. Da mi to jednak czas na (przynajmniej częściowe) rozpracowanie tego systemu i przygotowanie się do działania. W końcu każdy system da się obejść i przerodzić przedmioty teoretyczne w przedmioty praktyczne, tylko trzeba wiedzieć jak.

  • Prawdziwy autorytet wręcz zachęca do dyskusji, wymiany poglądów, wyłapywania pewnych nieścisłości, dzięki temu zyskuje uznanie, prestiż i możliwość uczestniczenia w intelektualnej przygodzie. 🙂

    • I takich autorytetów w edukacji nam trzeba. No może nie nam, ale tym dzieciom. W końcu chodzi o to, żeby w końcu w szkole zaczęło się dziać lepiej i żebyśmy mieli ludzi naprawdę wykształconych. 🙂

      • Obawiam się, że to w dużej części tylko nasze pobożne życzenia, choć w końcu to my sami w tym uczestniczymy.

        • Rozumiem o co Ci chodzi, ale w końcu co chwilę mamy jakieś życzenia i nie zawsze wszystkie się spełniają.

  • Nie umiemy dyskutować, bo wydaje się nam, że jest jeden wzór, jedna prawda. Nie rozumiemy, że można mieć różne opinie i nadal jest dobrze. Co do nauczycieli…ech, pamiętam w ósmej klasie podstawowki, gdy nauczucielka od niemieckiego płakała (!) na lekcji, że jej nie słuchamy…Porażające….Pokazać jej podczas lekcji, że nie ma racji to jak podłożyć sobie kłodę…po co? Uczniowie myślą, wiedzą, że pewne rzeczy nie opłaca się robić

    • Jeden wzór, bo tak uczą nas w szkole. jest jedno rozwiązanie i nie ma lepszego. Z resztą nawet nauczyciele w szkołach nie pozwalają na wyrażanie swobodnych opinii, ale próbują tak nakierować uczniem, żeby wyszło, że to oni mają rację. Myślę, że to, e nauczycielka płakała, wcal nie było głupie, ani słabe.
      Ale przynajmniej potrafiła uczniom otworzyć oczy 🙂

  • Myślę, że cały nas system edukacji wymaga zmiany od podstaw. Podejrzewam, że przyczyną tego stanu rzeczy jest wiele lat PRLu, tendencji do niewychylania się, unikania wyróżniania się z tłumu (bo może to być podejrzane). Lepiej milczeć, niż powiedzieć coś źle, bo zostaniesz ukarany. Taka mentalność była budowana przez nauczyciel w czasach mojej edukacji szkolnej. Dobrze, że pracujesz nad zmianą tego stanu rzeczy 🙂

    • Nie żyłem stety, lub niestety w PRL-u, chociaż słyszałem o tamtych czasach dużo od starszych, doświadczonych życiowo osób. Mam wrażenie, że zmienił się tylko sposób indoktrynowania uczniów, ale sposób został ten sam.

      Badrzo chciałbym, żeby moje pokolenie-mój rocznik zaczął to wszystko zmieniać na plus, na szkołę nie tylko marzeń, ale tą rzeczywistą 🙂

  • Bo szkoła to jeden wielki szablon, a właściwie schemat wg którego należy postępować. A potem właśnie ludziom narzuca się pewne normy wg których mają postępować, to nie potrafią sami z siebie nic powiedzieć czy zrobić. W pewnym sensie zabijana jest kreatywność.

    • A potem ludzie wychodzą ze szkoły, próbują się wybić ze schematu, ale są już z nim tak żżyci, że nie potrafią. A kreatywność…no cóż. Tego człowiek powinien się uczyć od dziecka, bo potem jest już coraz gorzej.

  • zaiste szkoda, że system edukacyjny nie uczy dyskusji, negowania i argumentowania. O „Erystyce” można się dowiedzieć ewentualnie na studiach, a i to nie wszystkich. Ale skoro system kształci (albo „formuje”) obywateli pod najłatwiejszy do kontrolowania władzy format, to czemu miałby uczyć dyskutowania. Uczeń ma zapamiętać formułki, a nie podważać sens ich wkuwania.

    • „Zaiste” – Dawno tego nie słyszałem. Ja cieszę się, że skończyłem już tą edukację szkolną, bo czułem się w niej po prostu drętwo. A cały problem polega na tym, że za dużo w tym wszystkim polityki. Zauważ, że co zmiana władzy, to zmiana sposobu nauczania i zmiany w szkolnictwie.

      • też się cieszę, że obowiązkowa edukacja już za mną i mogę wybierać, czego i od kogo się uczyć, choć miałam szczęście spotkać też nauczycieli wymagających myślenia, a nie tylko zdolności zapamiętywania. a na zmianach w systemie co prawdą raczej nie cierpią nauki ścisłe (chyba, że w końcu dzieciaki przestaną się uczyć teorii kopernikańskiej, jako niezgodnej z nauką kościoła 😉 ) ale społeczne już niestety tak. i jak tu nie marzyć o rządach filozofów 😉

        • To jest własnie ten alement, którego mi brakuje; możliwość wyboru czego chcesz się uczyć. Może gdyby była dyskusja – swobodna i miżliwość wyboru-od czasu do czasu to uczniowie też wynieśliby ze szkoły coś więcej. A tak; jest ocena i na tym koniec.

  • Sonia Dziech

    Mój horror z lekcji języka polskiego: „co autor miał na myśli? ” Wolałam nic nie odpowiedzieć, niż usłyszeć, „źle !”
    Pozdrawiam 🙂

    • Oblałem w ten sposób maturę próbną z Polskiego, ale na szczęście to już przeszłość 😀

  • Justyna

    Prowadząc zajęcia wręcz liczę na burzliwą dyskusję. Niestety, bardzo często nie udaje mi się wciągnąć moich uczniów. Być może to doświadczenia edukacyjne ich zniechęciły, ale ja bardzo sobie cenie wymianę myśli i nigdy nie uważam, że mam monopol na wiedzę i rację.

    • Bardzo dużo zalezy nie od jednego nauczyciela, ale od wszystkich, z którymi ma się zajęcia. A problem leży też w środku, bo z drugiej strony wszyscy nauczyciele marzą o tym, że młodzież na lekcjach w końcu zacznie się odzywać.

  • kto pyta ten błądzi

    • NIestety tak to dziś wygląda.

  • Na początek nauczmy się komunikować rozmawiać i czytać ze zrozumieniem 🙂

    • Tak…To będzie bardzo wymagające zadanie 😉