Każdy chce być numerem jeden

Mam ostatnio taką niemoc twórczą, że nawet ciężko zwalić winę na jesień. Pogoda oczywiście pozytywnie nie nastraja do życia, ale to jeszcze nie koniec świata i nie powód do tego, żeby stwierdzić, że życie jest totalnie do kitu. Zastanów się nad tym przez chwilę; przecież wstajesz rano, o własnych siłach idziesz do toalety, potem otwierasz pełną żarcia lodówkę (no, chyba że jesteś studentem) i o własnych siłach idziesz do roboty. Kolejne osiem godzin odfajkowane, dniówka z głowy, kasa leci, tylko co z tego skoro ciągle jej brak… A może to wcale nie brak kasy jest problemem? Może po prostu nie potrafisz/nie chcesz pogodzić się z tym, że nie zawsze możesz być numerem jeden?

Wszędzie tylko chora rywalizacja

Inaczej znana nam też pod pojęciem; konsumpcjonizm. Wszędzie tylko doganianie, podnoszenie poprzeczki, ciągłe dodawanie sobie obowiązków. W imię czego jak się pytam? Szczęścia? Ludzie! Jakiego szczęścia? Przecież to, co się dzisiaj z naszym życiem dzieje, to jest jakiś cyrk na kółkach. I można obwiniać za to siebie nawzajem, teściową, sąsiadkę, czy media-tak naprawdę to wszystko jedno, bo przykład zawsze idzie z góry.

Być numerem jeden w szkole

Jeśli jesteście już któryś raz na tym blogu, to pewnie macie teraz ten stan typu: „A ten znowu o tej szkole…”. Ja Was oczywiście jak najbardziej rozumiem, bo sam niezbyt chętnie wspominam szkolne czasy. Wszystko to z jednego, prostego powodu, a są nim oceny!

To wszystko teraz jest przecież takie proste; umiesz-dostajesz 5, nie umiesz, dostajesz 1 i po kłopocie. Tylko w tym wypadku bycie numerem jeden wiąże się z jak największą ilością piątek (przynajmniej w Polskiej szkole). Każdy uczeń stara się więc, żeby mu jak najlepiej poszło na sprawdzianie, żeby wpadła kolejna piątka do dziennika, żeby średnia była wysoka, no i oczywiście, żeby na koniec dostać świadectwo z czerwonym paskiem. Bo przecież w szkole nie chodzi o to, żeby zrozumieć, żeby coś z tej lekcji dla siebie wynieść. Najważniejsza jest średnia i to czy pomimo nazwiska z końca listy znajdziesz się wśród prymusów na liście z numerem jeden-ten najlepszy.

Na liście startowej z numerem jeden pojawił się…

Nieważne kto, nieważne ile ma lat, jakim jest człowiekiem. Ważne, że na swojej koszulce startowej ma numer jeden. Wystartował, wszyscy go dopingują, biją mu brawo, podają kubek wody, a on co? Kończy zawody jako ostatni. Porażka…mówią kibice, ale on tak nie uważa, bo przecież pobiegł najlepiej, jak tylko potrafił, zrobił to na miarę swoich możliwości, ale to nic! To nieważne, bo i tak jest uważany za przegranego. W końcu miał koszulkę z numerem jeden!

Z pozycji kibica pewnie nawet nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, jak bardzo druzgocące musi to być dla tego człowieka. Wszyscy na niego patrzą, wszyscy oczekują, że stanie na wysokości zadania. Tylko oczekują od niego, czy raczej od numeru na koszulce? Szkoda gadać, lepiej wziąć się do roboty.

Jak być numerem jeden w życiu?

To proste! Trzeba mieć dobrą robotę i mnóstwo hajsu na koncie, a najlepiej to na dwóch, żeby się wszystko pomieściło. Tylko żeby mieć tę kasę, ciepłą posadę i biurko prezesa to trzeba się najpierw naharować ja wół, żeby zdobyć ten wymarzony awans. Trzeba być ambitnym, cierpliwym, kreatywnym i przede wszystkim patrzeć w każdej chwili na swoje plecy, czy przypadkiem ktoś tam za nimi nie stoi.

numer-1

Awans w pracy, na studiach, czy gdziekolwiek indziej wiąże się przede wszystkim z kombinowaniem, jak i komu się podlizać. Są tacy, co z dnia na dzień potrafią się zmienić o 180 stopni, ale to jasne, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o kasę. A potem się ludziom w głowach przewraca i koniec jest taki, że sprzątać nie ma komu…

Znowu na chwilę wrócę do mojej ukochanej szkoły. Pamiętacie, jak byliście jeszcze takimi dzieciakami, których rodzice do szkoły przyprowadzali? Nie powiecie mi chyba, że żadnemu z was nie zdarzyło się kiedyś zapomnieć tornistra ze świetlicy, albo spakować po lekcjach zeszytu do torby. A ile to razy wchodziło się do szatni, przebierało buty, a potem zapominało wziąć tych na zmianę do domu? Zwłaszcza na samym początku, kiedy zaczynaliśmy lekcje w pierwszej klasie. To dopiero była heca! „Pani ostatnio mówiła, że zmieni nam się sala, ale na jaką?” Pamiętacie, kto wtedy przychodził nam zawsze z pomocą? Osoba z najmniejszym autorytetem w całej szkole; Pani szatniarka! Kobieta, która wiedziała wszystko i zawsze.

Ja wiem, że to fajnie być człowiekiem sukcesu, być znanym i lubianym, móc nie martwić się tym, co przyniesie jutro, tylko że zapomnieliśmy o jednym… To te małe rzeczy, razem, tworzą coś wielkiego.

  • Nie można być najlepszym we wszystkim. Każdy ma w sobie jakąś cechę, którą odpowiednio pielęgnując i rozwijając może doprowadzić do perfekcji. I paradoksalnie dla każdego bycie numerem jeden może oznaczać coś trochę innego 🙂

    • Niektórym się wydaje, że można. Myślę, że sam mógłbyś bez zastanowienia wymienić 5 takich osób z Twojego najbliższego grona. Też uważam, że indywidualne zainteresowania odróżniają nas na tyle, że bez sensu jest się tego pozbywać za cenę sukcesu, czy bycia numerem jeden (różnie interpretując).

      • Fakt, niektórzy tak myślą, ale im szybciej uświadomią sobie jak dalecy są od prawdy, tym lepiej dla nich;)

        • I dla nas, jeśli z nimi przebywamy 🙂

  • Krystyna Polek

    własnie patrzenie/próba bycia zawsze numerem jeden odciąga nas od radości z życia, od zauważania naprawdę pięknych rzeczy w otoczeniu. I po co? Po co ciągle się goni, śpieszy, zaciska zęby? Po to by stwierdzić, że znowu się nie udało. Lepiej zamknąć na chwilę oczy, odetchnąć i… otworzyć ponownie by rozejrzeć się i uświadomić sobie, że jest pięknie w około i cudowni ludzie 🙂

    • Ta gonitwa jest dzisiaj pomylona. Ciągle tylko bieg, bieg i bieg, ale nikt tak naprawdę nie zastanawia się za czym? I najlepsze w tym wszystkim jest to, że potem okazuje się po fakcie, że nadal nie jesteśmy szczęśliwi. Tylko spokój nas dziś uratuje 🙂

  • Nie zawsze ten przysłowiowy numer jeden jest zawsze najlepszy;) Współpraca zamiast rywalizacji zazwyczaj pozwala osiągnąć więcej niż by się z pozoru mogło wydawać:)

    • Ja bym powiedział nawet, że numer jeden bez całej reszty, która za nim jest niczym. Z resztą nawet w totolotku jedynka z zerami tworzy coś wielkiego. Nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób, ale może to być ciekawa metafora 🙂

  • Ja nie mam parcia na bycie najlepszą. Raczej przyświeca mi idea robienia tego, co kocham. W swoim tempie, na swoich zasadach.

    • Mam wrażenie, że przychodzi w życiu taki etap, że albo się z tego wyrasta, albo się już po prostu z takim podejściem zostaje.

  • Nigdy nie byłam numerem jeden. No, w liceum byłam numerem jeden jeśli chodzi o średnią. Przez 2 lata. W trzeciej klasie zostałam numerem dwa, bo stwierdziłam, że nie będę rysować żadnych „świętych obrazków” na religię. Przez to nie miałam 6 na koniec i ktoś mnie wyprzedził średnią. Dramat, co nie?
    O! Zajęłam też pierwsze miejsce w konkursie geograficznym… Ponieważ byłam jedyną osobą, która brała w nim udział. To też się liczy… prawda? 😀
    Cóż, bycie numerem jeden po prostu nie jest mi pisane 😉

    • A byłaś przez tą średnią numerem jeden też dla siebie, czy głównie dla innych. Bo może wyszło trochę tak, jakbym krytykował wszystkich co mają piątki – to nie tak. Chodzi o to, żeby te piątki zdobywać dla siebie, dla własnej przyjemności, a nie z konieczności wymagań stawianych przez innych.
      Przedmiot religii w szkole, w kwestii oceniania też nie jest prowadzony często tak jak powinien, mimo, że jest to „przedmiot”, który zwłaszcza nie musi być objęty obowiązkową rywalizacją.

      W każdym bądź razie, obojętnie na którym miejscu, warto być sobą 🙂

  • Najlepiej być numerem trzy! Będąc numerem dwa popadasz w kompleks względem numeru jeden, a będąc numerem jeden zdajesz sobie sprawę, że ze szczytu można już tylko spaść i boisz się tego upadku. A jako numer trzy cieszysz się, że jesteś chociaż na podium.

    • A to też różnie bywa, bo zawsze można będąc numerem trzy, mieć do siebie pretensje, że nie wyszło lepiej. Ale faktycznie to już jest przesada.
      Można też kontrowersyjnie podejść do sprawy, że od „dna” można się przynajmniej odbić, a z góry-no właśnie, tylko spaść 🙂

    • Genialna koncepcja 😀

    • Przyznam, że coś w tym prawdy jest. 🙂

  • W temacie szkolnego oceniania polecam książkę „O! Słoń przed stopniami”. Dla mnie ten system jest chory, bo uczy nas kombinowania i zakuwania na jeden raz i pokazuje, że używanie rozumu nie jest w życiu najważniejsze. I potem taki spaczony przez szkołę idzie do pracy i powiela schemat pod hasłem „wyścig szczurów”.

    • No właśnie… Mamy uczyć wychowania a zamiast tego dzieci same uczą się kombinowania. Bo im po prostu ten system nie odpowiada. Tylko w momencie w którym dzieci jeszcze mogą się rozwijać przez zabawę to jest okej. Problem pojawia się na etapie edukacyjnym, gdzie powinny już samodzielnie i krytycznie myśleć.

  • Dokładnie, to małe rzeczy tworzą coś wielkiego.
    O wiele więcej człowiek osiąga dzięki współpracy a nie rywalizacji!

    • Im szybciej to zrozumiemy, tym lepiej dla nas. A myślę, że przede wszystkim dla pokolenia, które teraz właśnie siedzi w szkolnej ławce 🙂

  • Taka chora rywalizacja nie prowadzi do niczego dobrego. Wyścig szczurów w którym zapominamy co jest tak naprawdę w życiu ważne. Ja podziękuję. Zaczekam obok i popatrzę…

    • Patrzenie na to z boku jest dużo ciekawsze. To jakby oglądać najlepszy kabaret na świecie i do tego jeszcze za darmo 🙂

  • Powinieneś był zdefiniować człowieka sukcesu, bo pozostawiłeś go jako twór całkowicie enigmatyczny. Czy to ktoś zadowolony ze swojego życia, kochany i kochający, spełniony, lubiany, szanowany, cieszący się poważaniem, posiadający grono znajomych, dla których jest gotów się poświęcić, podobnie jak oni dla niego? Czy to ktoś dający miłość najbliższym, czujący wsparcie rodziny, dla kogo praca to tylko jeden z ważnych aspektów życia? Ktoś, kto z zadowoleniem żegna kolejny dzień kładąc się do łóżka i z wiarą wita nowy? – Jeśli tak, to wcale z nikim nie trzeba się ścigać.

    Bywa, że świat faktycznie pędzi na ślepo jak ten samochód z zepsutymi hamulcami na filmie szpiegowsko napadackim, ale nie wydaje mi się, by istniał odgórny nakaz rywalizowania z kimkolwiek i o cokolwiek. Sukces rodzi się w głowie. Zwolnij, po prostu zwolnij i nie oglądaj się na nikogo.

    A propos, zerkam tu od pewnego czasu, publicznie uzewnętrzniłem po raz pierwszy, a blog uważam za całkiem skoczny.

    • No dobra, standardowo trochę przegiąłem z tą generalizacją, bo człowiek człowiekowi nie równy i sukces sukcesowi też. Chodziło mi jednak o kwestię takiego „parcia na szkło”, ale w kwestii „szeroko rozumianego materializmu”.

      Uczuciea o których piszesz są dla nas czymś naturalnym, czymś w pewien sposób „wyssanym z mlekiem matki” – jak obserwujemy po dzieciach. Oczywiście z czasem one też dojrzewają, ale to jest sukces którego nie da się policzyć żadną miarą.

      Nikt nas rzeczywiście do tego wyścigu szczurów zmusić siłą nie może, bo człowiek ma własny rozum. A ta cała szopka odnośnie sukcesu pieniądza to po prostu presja społeczna, czyli nakaz niepisany. A skoro niepisany to nie zawsze trzeba go przestrzegać.

      Dzięki za ten komentarz.

  • Często też zapomina się o tym, że jak już jest się tym numerem jeden, trzeba bardzo uważać. Bo wielu „życzliwych” dookoła. No a poza tym upadek ze świecznika bywa bolesny. Ludzie byliby bardziej szczęśliwi, gdyby mieli więcej dystansu do siebie i częściej potrafili wrzucać na luz.

    • I wychodzi, wychodzi podstępna natura. Spiski, knowania, „życzliwi”, nieufność, pesymizm. Czemu od razu zakładać najgorsze? Obawiać się wejścia na górę, tylko dlatego bo można z niej spaść? Bądź, co gorsza, zostać zrzuconym? Eeeee… Chyba nie tędy droga. Po co się myć w takim razie, skoro jutro znowu mogę się ubrudzić?
      Powiem jak ktoś kto przeczytał niezliczoną ilość artykułów w „Charakterach” i „Sensie”. Pozostałe pisma psychologiczno motywujące, których zalew ostatnio można obserwować, prenumeruję i ustawiam na półkach aby goście widzieli. Kołcz z własnego nadania, dla którego żadne ludzkie wnętrze nie ma tajemnic. Istotnym czynnikiem w ludzkich poczynaniach moim zdaniem, to nie dać się wtłoczyć w nurt „muszę”. Nie nakręcać samemu sobie sprężyny. Ulica, świat niech pędzi. Ja nie muszę.

      • Wiecie; ja to widzę trochę jak taką „dwubiegunowość”, bo z jednej strony uczestniczymy (chcąc, nie chcąc) w tym wyścigu szczurów. Przynajmniej pośrednio. Z drugiej strony trzeba mieć do tego wszystkiego wielki dystans, żeby się zbytnio nie zafiksować. Sukces tak, ale nie za cenę własnego szczęścia 🙂

    • No tak, życzliwości w życiu nigdy zbyt wiele. A kwestia dystansu do siebie nie odnosi się też w sumie, tylko do numeru jeden, ale do każdej naszej roli.

  • Chyba żyjemy teraz w takich czasach, że każdy chce być i mieć najlepiej, najdrożej i max kreatywnie. I trochę mnie to przeraża jak patrzę na swojego syna – bo jak tu przygotować dziecko do podróży w dorosłość żeby było szczęśliwe, odważne, kreatywne… dobrze, że istnieje pojęcie „wystarczająco dobry rodzic”. Dzięki temu jeszcze jakoś śpię po nocach 😀

    • Żeby ludzie żyli kreatywnie w granicach rozsądku, to by jeszcze ni było najgorzej. Problem polega właśnie na „być i mieć”. Mam wrażenie, że przygotowanie dzieci, wychowywanie ich do dorosłego świata jest coraz trudniejsze.
      W kwestii wychowania nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego, ale możemy zrobić wszystko co w naszej mocy 🙂

  • Na dzień dzisiejszy wyleczyłam się już z tej ambicji bycia z przodu, na pierwszym miejscu. To miejsce oznacza również pierwszy „odstrzał”, niejednokrotne „sparzenie” czy „spalenie”. Zdecydowanie wolę 3-4 rząd 🙂

    • Mnie po prostu przeraża ten nawał roboty kiedy jest się na pierwszym miejscu. Jestem takim trochę leniem, bo wolę być szczęśliwy i mieć czas dla siebie 🙂

  • Trudno to nazwać nawet chorą rywalizacją – to jest po prostu nasza rzeczywistość. Ostatnio gdzieś przeczytałam, że w dzisiejszych czasach nawet sukces osobisty i rozwój duchowy są z góry zdefiniowane i mają przebiegać według ,,5 sposobów na”…

    • Ale nie możesz zaprzeczyć, że ta rzeczywistość jest chora. Ja rozumiem, że pewne sposoby są już sprawdzone i utrwalone, ale to nie powinno być przeszkodą do szukania nowych dróg „swojego” sukcesu.

      • Nie, absolutnie! Uważam, że to straszne i presja, jaką wywiera na nas taka rzeczywistość jest bardzo szkodliwa, a trzeba być bardzo silnym, żeby to pokonać i powiedzieć ,,ja żyję po swojemu, nie chcę góry dolarów i domu na plaży, kręci mnie coś innego”.

        • Trzeba mieć w sobie dużo samozaparcia, ale w gruncie rzeczy to potem daje nam prawdziwe szczęście 🙂

  • A ja lubię być ostatnia. Niektórzy z przodu takie zgrabne tyłeczki mają… 😉

    • Jak widać bycie na ostatnim miejscu ma swoje plusy 😀

      • Zawsze trzeba dostrzegać pozytywy 😉

  • Trochę to uprościłeś za bardzo 😉 Bo sukces to nie tylko podlizywanie, ale najczęściej ciężka praca… oczywiście jednym trochę łatwiej coś przychodzi innym trudniej, ale też zwykle nie Ci co byli prymusami w szkole osiągają w życiu dorosłym największe sukcesy.

    • Ja już chyba tak mam, że żeby wszystko wyjaśnić za jednym razem to bym musiał książkę napisać, bo w postach zawsze czegoś brakuje. Ale zauważyłaś bardzo fajną rzecz, że paradoksalnie dziś sukces nie musi, a często nawet nie jest okupiony ciężką pracą, albo nie zawsze Ci, którzy wydaje nam się, że osiągną coś wielkiego, rzeczywiście to osiągają.

  • Ten wyścig jest naprawdę czymś niezdrowym.

    • Na szczęście nie jest niczym obowiązkowym, jeśli odpowiednio się na to spojrzy.

  • Można też wymyślić sobie jakąś fajną, bardzo ciasną niszę i być w niej liderem 🙂

    • I wtedy to wygląda nawet bardziej naturalnie 🙂

  • Bardzo potrzebny tekst.
    To, ze się porównujemy, gdzieś tam z jaskini się wywodzi, gdy człowiek musiał żyć w stadzie by przeżyć, nie było pojęcia indywidualizmu; wszyscy pracowali na to samo, mieli wspólny cel.

    Ja jestem za tym, by pokonywać swoje własne ograniczenia, ale a) nie porównywać się do innych b) mieć wyższe wartości w tym życiu niż pieniądz czy sukces.

    • Mam nadzieję, że komuś się przyda. Człowiek z natury właśnie jest istotą stadną i mam wrażenie, że pomimo cywilizacji zachowaliśmy część zachowań naszych przodków. Problem w tym, że cele teraz już mamy inne, to znaczy, każdy ma swój.

      W życiu można być naprawdę szczęśliwym ,ale trzeba wiedzieć, kiedy w dążeniu do sukcesu powiedzieć STOP.

      • albo…..poczuć to, co naprawdę jest sukcesem 🙂

  • Najlepiej być numerem jeden dla siebie, a co do rywalizacji z innymi, polecam tekst „A wsadźcie se w dupę ten sukces”, świetny jest.

    • Tytuł brzmi świetnie i coś czuję, że jest w iście takim stylu jaki mi odpowiada. A mogłabyś podrzucić link?

  • Ostatnio zauważam ile dobrego daje wyzbycie się hierarchii. Nie jest to takie proste, gdyż od małego jesteśmy poddawani temu w szkole. A tak naprawdę jest to jedna wielka ściema i iluzja. Pozdrawiam!

    • No właśnie, żeby rozwiązać ten problem trzeba zacząć od początku, tylko nie wiem, czy ten początek rywalizacji zaczyna się w wieku dziecka, czy przy wejściu w dorosłość, bo i jedno i drugie po części jest prawdą. Może to i jest iluzja, ale niestety ona dziś nami rządzi 🙂

      Pozdrawiam Cię również ciepło 🙂

  • Trzeba być ambitnym, cierpliwym, kreatywnym

    Jasne, że trzeba. Ale dobrze też znaleźć pracę/zajęcie, które jest jednocześnie hobby i przynosi zarobki, wtedy to życie tak nie boli, wiesz? 🙂

    I to chyba dobrze, żeby sobie wysoko postawić poprzeczkę?

    • Wiem, bo ja właśnie jestem w trakcie takich dążeń, które po studiach, oprócz pieniędzy, albo poza nimi przyniosą mi też satysfakcję. Chyba nawet coś, kiedyś o tym pisałem 🙂

      I zgadzam się, że trzeba stawiać sobie wysoko poprzeczkę, ale z realnym do osiągnięcia celem 🙂

  • A ja myślę, że nie każdy chce być numerem jeden. Powiem więcej – marzą o tym nieliczni. Większość ludzi potrzebuje lidera, których ich poprowadzi, weźmie odpowiedzialność. Wolą wyrzec się potencjalnie większych korzyści dla świętego spokoju. Wszystko byle nie musieć myśleć 😉

    • No właśnie; odpowiedzialność. Nie chodzi o to, że nie chemy być numerem jeden, ale o to, że boimy się odpowiedzialności. Pół biedy jak ta odpowiedzialność dotyczy tylko nas, ale trudniej jeśli mamy być odpowiedzialni za kogoś.

  • Natalia Chmiel

    Mi się też wydaje, że nie będziemy mieli takich rozterek, kiedy tak naprawdę, w pełni, szczerze i z całego serca zaakceptujemy siebie takimi jakimi jestesmy. :))

    Pozdrawiam
    Natalia

    • Oby tak było, ale bardziej niż sobie życzyłbym tego pokoleniu tych dzieci, które teraz są w podstawówce 🙂

  • Masz rację małe szczegóły są w życiu ważne i warto je zauważać 🙂 To one tworzą naszą codzienność. Dzisiejszy świat strasznie pędzi, większość osób chciałoby mieć dużo kasy, dobre stanowisko i najlepiej nic przy tym nie robić. Co za czasy…. Z drugiej strony mam już dość słuchania o tym jak planować sobie czas by – by zrobić jak najwięcej. Tak, tak dołóżmy sobie jeszcze więcej zajęć, bo przecież mamy za mało. Pracujemy, ciągle pracujemy i zapominamy by odpocząć, docenić bliskich i tych którzy nas otaczają, ale też by siebie docenić i cieszyć się tym co mamy… Dokąd pędzi ten świat? Czy wszyscy możemy być numerem 1? Myślę, że tak, ale musimy sami siebie docenić 🙂

    • Wiesz, ja też należę do tych co chcieli by mieć wystarczającą ilośc pieniędzy, żeby móc się przy życiu utrzymać. Problem polega na tym, że moje podejście teraz jest jeszcze nieco inne, bo aktualnie jestem studentem. Wystarczą mi korepetycje 3 razy w tygodniu, stówka wpadnie do kieszeni i jest okej. Pewnie teraz stwierdzisz, że nie mam co z życiem robić, ale na szczęście tak to wygląda tylko od poniedziałku do czwartku. Potem jest powrót do domu i do rzeczywistości. Dobrze, że w domu przynajmniej przez weekend, póki co mogę trochę odpocząć 🙂

  • Wyścig szczurów nikomu jeszcze nie wyszedł na dobre, to prawda. Ale czasem każdy marzy o tym, by być tą jedynką.

    • Marzenia są dobre, o ile się w nich za bardzo nie zapętlimy i nie zatracimy kontaktu z rzeczywistością.

  • Widzisz a ja nie mam ambicji brać udziału w wyścigu szczurów, chcę zyć w zdrowiu, robiąc to co lubię. Trywialne? Może jednak od kiedy zakończyłam karierę w judo, skończyłam z rywalizacją jako taką, jeśli już to staram się po prostu robić coś jak najlepiej potrafię dla samej siebie 🙂

    • W sporcie jest to jeszcze bardziej widoczne niż w życiu, chociaż może też częściej zawodnicy mają ludzkie odruchy, jeśli chodzi o zasady fair play. A jeśli ktoś nakręca się i w sporcie i w życiu to rzeczywiście może się marnie skończyć 🙂

      • W sporcie i w życiu warto zawsze grać fair play, nie nawidzę „chorej ambicji” i dążenia po trupach do celu – moim zdaniem takie osoby są zakomleksione i próbują sobie coś udowodnić.

        • Szkoda tylko, że kosztem innych a nie siebie.

  • Tekstowni.pl

    Myślę, że trzeba się mocno potłuc w tym wyścigu o pierwszeństwo, żeby siąść wreszcie na tyłku w kącie, spokojnie leczyć siniaki i – jak to ładnie napisałeś – cieszyć się małymi rzeczami, które razem tworzą coś wielkiego.

    • Czasem się tak zastanawiam ile razy trzeba spać, albo jak mocno trzeba upaść, żeby przestać się wspinać wyżej niż to konieczne.

  • Heh wyścig szczurów. Lepiej robić swoje i cieszyć się małymi rzeczami. Często o nich zapominamy…