Każdy chce być numerem jeden

Mam ostatnio taką niemoc twórczą, że nawet ciężko zwalić winę na jesień. Pogoda oczywiście pozytywnie nie nastraja do życia, ale to jeszcze nie koniec świata i nie powód do tego, żeby stwierdzić, że życie jest totalnie do kitu. Zastanów się nad tym przez chwilę; przecież wstajesz rano, o własnych siłach idziesz do toalety, potem otwierasz pełną żarcia lodówkę (no, chyba że jesteś studentem) i o własnych siłach idziesz do roboty. Kolejne osiem godzin odfajkowane, dniówka z głowy, kasa leci, tylko co z tego skoro ciągle jej brak… A może to wcale nie brak kasy jest problemem? Może po prostu nie potrafisz/nie chcesz pogodzić się z tym, że nie zawsze możesz być numerem jeden?

Wszędzie tylko chora rywalizacja

Inaczej znana nam też pod pojęciem; konsumpcjonizm. Wszędzie tylko doganianie, podnoszenie poprzeczki, ciągłe dodawanie sobie obowiązków. W imię czego jak się pytam? Szczęścia? Ludzie! Jakiego szczęścia? Przecież to, co się dzisiaj z naszym życiem dzieje, to jest jakiś cyrk na kółkach. I można obwiniać za to siebie nawzajem, teściową, sąsiadkę, czy media-tak naprawdę to wszystko jedno, bo przykład zawsze idzie z góry.

Być numerem jeden w szkole

Jeśli jesteście już któryś raz na tym blogu, to pewnie macie teraz ten stan typu: „A ten znowu o tej szkole…”. Ja Was oczywiście jak najbardziej rozumiem, bo sam niezbyt chętnie wspominam szkolne czasy. Wszystko to z jednego, prostego powodu, a są nim oceny!

To wszystko teraz jest przecież takie proste; umiesz-dostajesz 5, nie umiesz, dostajesz 1 i po kłopocie. Tylko w tym wypadku bycie numerem jeden wiąże się z jak największą ilością piątek (przynajmniej w Polskiej szkole). Każdy uczeń stara się więc, żeby mu jak najlepiej poszło na sprawdzianie, żeby wpadła kolejna piątka do dziennika, żeby średnia była wysoka, no i oczywiście, żeby na koniec dostać świadectwo z czerwonym paskiem. Bo przecież w szkole nie chodzi o to, żeby zrozumieć, żeby coś z tej lekcji dla siebie wynieść. Najważniejsza jest średnia i to czy pomimo nazwiska z końca listy znajdziesz się wśród prymusów na liście z numerem jeden-ten najlepszy.

Na liście startowej z numerem jeden pojawił się…

Nieważne kto, nieważne ile ma lat, jakim jest człowiekiem. Ważne, że na swojej koszulce startowej ma numer jeden. Wystartował, wszyscy go dopingują, biją mu brawo, podają kubek wody, a on co? Kończy zawody jako ostatni. Porażka…mówią kibice, ale on tak nie uważa, bo przecież pobiegł najlepiej, jak tylko potrafił, zrobił to na miarę swoich możliwości, ale to nic! To nieważne, bo i tak jest uważany za przegranego. W końcu miał koszulkę z numerem jeden!

Z pozycji kibica pewnie nawet nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, jak bardzo druzgocące musi to być dla tego człowieka. Wszyscy na niego patrzą, wszyscy oczekują, że stanie na wysokości zadania. Tylko oczekują od niego, czy raczej od numeru na koszulce? Szkoda gadać, lepiej wziąć się do roboty.

Jak być numerem jeden w życiu?

To proste! Trzeba mieć dobrą robotę i mnóstwo hajsu na koncie, a najlepiej to na dwóch, żeby się wszystko pomieściło. Tylko żeby mieć tę kasę, ciepłą posadę i biurko prezesa to trzeba się najpierw naharować ja wół, żeby zdobyć ten wymarzony awans. Trzeba być ambitnym, cierpliwym, kreatywnym i przede wszystkim patrzeć w każdej chwili na swoje plecy, czy przypadkiem ktoś tam za nimi nie stoi.

numer-1

Awans w pracy, na studiach, czy gdziekolwiek indziej wiąże się przede wszystkim z kombinowaniem, jak i komu się podlizać. Są tacy, co z dnia na dzień potrafią się zmienić o 180 stopni, ale to jasne, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o kasę. A potem się ludziom w głowach przewraca i koniec jest taki, że sprzątać nie ma komu…

Znowu na chwilę wrócę do mojej ukochanej szkoły. Pamiętacie, jak byliście jeszcze takimi dzieciakami, których rodzice do szkoły przyprowadzali? Nie powiecie mi chyba, że żadnemu z was nie zdarzyło się kiedyś zapomnieć tornistra ze świetlicy, albo spakować po lekcjach zeszytu do torby. A ile to razy wchodziło się do szatni, przebierało buty, a potem zapominało wziąć tych na zmianę do domu? Zwłaszcza na samym początku, kiedy zaczynaliśmy lekcje w pierwszej klasie. To dopiero była heca! „Pani ostatnio mówiła, że zmieni nam się sala, ale na jaką?” Pamiętacie, kto wtedy przychodził nam zawsze z pomocą? Osoba z najmniejszym autorytetem w całej szkole; Pani szatniarka! Kobieta, która wiedziała wszystko i zawsze.

Ja wiem, że to fajnie być człowiekiem sukcesu, być znanym i lubianym, móc nie martwić się tym, co przyniesie jutro, tylko że zapomnieliśmy o jednym… To te małe rzeczy, razem, tworzą coś wielkiego.