To tylko prezent

Kolejny dzień, tydzień, miesiąc i rok. Kolejna okazja, rocznica, miesięcznica – no nieważne, jak zwał tak zwał. I to się zwykle tak zaczyna, zupełnie niewinnie od kwiatka, porcelanowej figurki, czekolady. Zaczyna się po prostu od rzeczy drobnych, które nie kosztują zbyt wiele, a cieszą tak, że nie sposób nie podskoczyć do sufitu. Dobrze, że sufity, czy raczej stropy są dziś wystarczająco trwałe. Pytanie tylko, czy prezent przetrwa, no bo wiecie prezent to rzecz, przedmiot, materia raczej średnio trwała. Wystarczy, że zostaniesz sama w domu, włączysz sobie muzykę i wpadniesz w taneczny wir sprzątania. Dosłownie chwila nieuwagi i porcelanowy słonik bez trąby i ucha wygląda szkaradnie, wazonu posklejać się już nie da, a kwiaty to mogą jednie przyozdobić kosz na śmieci. Myślisz sobie:Tragedia! Co ja teraz zrobię? Przecież to był prezent od niego…”

Prezent, czy przyzwyczajenie?

To na „p” i to na „p”, więc w zasadzie jakby ktoś był uparty, to może powiedzieć; „Co za różnica?”. Oczywiście macie racje twierdząc, że jedno z drugim się łączy. W końcu w całym roku kalendarzowym mamy mnóstwo okazji do dawania sobie prezentów. Powiem więcej; większość z nich powtarza się przecież cyklicznie, ale to wcale nie znaczy, że mamy się przyzwyczajać do prezentów. Powiedziałem prezentów, nie okazji, bo okazji jest mnóstwo, a jak Wam ich brakuje, to okazję zawsze można sobie stworzyć. Prezent tymczasem to tylko rzecz, zwykły przedmiot, który jest wadliwy; może się zepsuć, spalić, zniszczyć, połamać i to zupełnie niespodziewanie. Oczywiście jestem w stanie zrozumieć frustrację kogoś, kto dostaje na urodziny litrowy kubek na swoją ulubioną kawę, wkłada go do zmywarki, a po godzinie wyciąga w częściach. Sam bym się pewnie w pierwszej chwili zagotował, ale na dłuższą metę zastanów się, czy warto…? Powtórzę to jeszcze raz, bo może na początku było niewyraźnie napisane…

To tylko prezent

prezent

Nawet jeśli się popsuł, rozsypał, no nie wiem…może podpalił, to nadal tylko prezent, który można przecież jeszcze raz kupić. A jeśli nawet był to ten jeden, jedyny w swoim rodzaju prezent, to pamiętaj o jednym; prezent można odkupić, ale pamięci bliskiej osoby o Tobie nie kupisz za żadne pieniądze. I naprawdę niezależnie od tego ile byś zarabiał, niezależnie od tego ile wkładu pracy własnej miałeś w przygotowanie tego upominku, to on za kilka chwil może uledz destrukcji. I co zrobisz? Potniesz się z tego powodu? Uwierz mi, że nie warto, bo nie liczy się to, co masz, ale kim jesteś.

Najlepszy prezent to Ty

To straszne, ale nawet nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić jak wielu ludzi na świecie nie wierzy w siebie i we własne możliwości. Nie dlatego, że nie chcą, ale dlatego, że z wielu różnych przyczyn po prostu nie potrafią. Bardzo możliwe, że znasz kogoś takiego, kto nie ma wsparcia w najbliższej rodzinie, kogoś, kto praktycznie co chwilę podejmuje błędną decyzję, często przez zwykłą niewiedzę. Uważasz, że dla kogoś takiego ma znaczenie zegarek za dwie stówy? Pewnie i ma, ale co z tego, skoro nic nie wnosi do jego życia. A co jeśli ten zegarek się zepsuje? Przecież nie będzie go stać na kupno drugiego, takiego samego. Właśnie w takich chwilach przydaje się obecność drugiej osoby i to dużo bardziej niż jakiś tam prezent. Sęk w tym, że musimy zrozumieć jedno: prezent nie jest rozwiązaniem problemów i nie jest rzeczą bezcenną. Nie ma sensu się użalać nad rozlanym mlekiem, bo mleko możesz kupić nowe, a przyjaźni nie kupisz za żadne pieniądze. Przyjaźń to po prostu najlepszy prezent, jaki możesz sobie wymarzyć.

  • Poświęcany czas może być ogromnym prezentem, sama lubię drobiazgi – dobry obiad, wspólnie obejrzy film 🙂

    • No właśnie. Ogrom nie zawsze musi oznaczać wydanie pokaźnej kwoty 🙂

  • Często znajomi się dziwią, że nie potrzebuję na urodziny czy imieniny prezentu, bo dla mnie ich obecność ze mną w ten dzień już jest prezentem.

    • Przyzwyczailiśmy się już do tego, że na urodziny i inne rocznice dajemy sobie coś co wiąze się z finansami. A spróbował by ktoś teraz przyjść na urodziny bez prezentu, to chyba by został spalony samym wzrokiem.

      • Czasem „wrabiam” tak znajomych i zapraszam niby przypadkiem na grilla, a później okazuje się, że to urodzinowy grill 😉

        • Powiem Ci, że to jest całkiem niezły pomysł. Też muszę tak zrobić w lutym 😉

          • Nie śmiej się, sezon grillowy rozpoczynamy czasem na początku marca 😉

          • Jeśli zima będzie wyglądała tak jak dotychczas, to z rozpoczęciem sezonu grillowego Cię wyprzedzę 😀

          • Ula z prostoofinansach

            Nam się kiedyś zdarzyło robić grilla w sylwestra…. Gril elektryczny na balkonie w bloku…. Był to tylko dodatek ale … wspomnienia bezcenne 😉

          • Jak będę kiedyś jeszcze mieszkał w bloku i zrobię parapetówkę to też spróbuję 😀

          • W pamięci zostaje, ale tak jak pisze Ola dym może zabić i nas i sąsiadów (nawet przy grillu elektrycznym). Choć w sylwestra inni mieli przynajmniej zamknięte balkony.

          • Dlatego mimo wszystko preferuję grilla jednak na świeżym powietrzu 😀

          • Byłam kiedyś na takim grillu i wiatr wiał w złą stronę i w mieszkaniu można było dym ciąć siekierą 😉

        • Podoba mi się ten pomysł. 🙂 Tylko że kiedy zapraszasz w okolicach daty urodzin to i tak się pewnie domyślają. 🙂

          • W okolicach daty moich urodzin akurat jest sesja 😀

          • Na szczęście (a może i nie) – nie każdy pamięta 😉

  • Hm. Nie mam przyjaciół obok siebie (oprócz narzeczonego), więc lubię czasem uśmiechnąć się do bransoletki, którą noszę i która jest prezentem od przyjaciela właśnie… Bo to taki drobny gest, który zawsze poprawi mi humor, nawet jeśli sam On jest daleko.

    A rzeczy przecież też trzeba lubić i dbać o nie. Nie ważne czy prezent czy nie, ale skoro coś już w domu stoi, to nie po to, żeby do tego nie przywiązywać wagi? Jestem minimalistką, ale zawsze mi smutno, jak coś mojego się zniszczy, czy to płyta, czy koszulka. Mimo, że to rzecz, to i tak… nie po to ją mam, żeby jej zaraz nie mieć. I nie zawsze to tylko rzecz, czasem w jakiejś małej pierdółce jest ukryty ładunek emocjonalny, jakieś wspomnienie, które uleci, gdy nic nam o nim raz na jakiś czas nie przypomni…

    • Nie twierdzę, że takie drobne gesty, bransoletki i inne tego typu rzeczy nie cieszą, bo cieszą każdego. I zgadzam się z Tobą, że jeśli bliska osoba jest daleko od nas, to wtedy warto mieć od niej jakiś materialny upominek, który zawsze będzie obok nas. Nikt też nie lubi, kiedy prezent od bliskiej osoby zostaje przez przypadek zniszczony, bo ten przedmiot rzeczywiście może nam przypominać o jakimś ważnym wydarzeniu. Jednak kiedy tego prezentu, tej pierdołki nie da się już odsyskać, to wtedy zawsze zostaje nam właśnie drugi człowiek 🙂

      • A czasem nie zostaje człowiek… I wtedy jest problem i powód do lamentu.

  • Najlepsze prezenty to takie, których nie można kupić za pieniądze. Coś czego na co dzień nie mamy, czyjaś obecność, wspomnienia..

    • Może nawet nie dlatego, że nie można ich kupić za pieniądze, ale dlatego, że trudno je wycenić. Wbrew pozorom, nie wszystko ma swoją cenę i to co jej nie ma powinno się liczyć dla nas najbardziej 🙂

  • Dla mnie najlepszym prezentem jest czas jaki ktoś dla mnie ma. Wspólnie spędzone chwile są dla mnie najważniejsze i bezcenne. Podobnie ze wspólnymi przeżyciami – wyjazdami, chwilami na spacerze, rozmowach, czy wspólnym szaleństwie na placu zabaw czy innym ciekawym miejscu;)

    • Czas jest bezcenny i chociaż ma minuty i godziny, to zawsze nam go brakuje i dlatego tyle dla nas znaczy. A wspomnienia ze spotkań z bliskimi nam ludźmi zostają w naszej pamięci i w naszym sercu o wiele dłużej niż wszystkie zmaterializowane prezenty 🙂

  • Tak czytam Twój tekst i patrzę na niego z perspektywy mojego dziecka, które na 10 lat i jest jedynym moim dzieckiem. Dzieci w dzisiejszych czasach mają dosłownie wszystko i bardzo trudno trafić z kolejną zabawką czy nawet książką. Dlatego też od dłuższego czasu Zuzka dostaje zamiast prezentu wyjątkowy dzień. Taki dzień, gdzie wszyscy odkładamy telefony, tablety, laptopy. I jesteśmy po prostu razem. Bez pośpiechu. Bez pracy i wszystkiego, co na codzień nas bardzo absorbuje. Uśmiech Zuzki po takim dniu jest bezcenny 🙂

    • Ja patrzę na problem z trochę innej perspektywy, bo jak już pewnie wiesz nie mam jeszcze rodziny, ani dzieci. Ze względu jednak na specyfikę moich studiów mam kontakt z dużą ilością dzieci, z resztą co niektóre moje koleżanki też już mają swoje rodziny, więc choćby przez takie obserwacje, czy nawet opowiadania o tym co dziecko dostało na prezent, albo co inne dzieci z klasy dostają można się wiele dowiedzieć. Daleko szukać nie trzeba, bo Komunia Święta też została zmaterializowana. Ale te wszystkie tablety i inne gadżety nie zastąpią nam obecności drugiego człowieka 🙂

  • Mądrze prawisz, ale ja stwierdzam, że kiedyś (czas dla drugiej osoby, spędzenie dnia razem) nie było prezentem, nie musiało nim być. To w dobie komputeryzacji, tabletów smartphonów i innych. zatracamy siebie w codziennym biegu życia i pogoni, no właśnie pogoni za czym? za pieniędzmi? bo na pewno nie za szczęściem. i Słusznie dzisiaj czyjaś obecność jest dla nas prezentem.

    • Też tak myślę, że zdecydowanie za dużo dziś pędzimy. Kiedyś, żeby zaktualizowac dane to się dzwoniło do znajomego a teraz wystarczy kliknąć dwa razy. Z pieniędzmi z resztą jest podobnie i to chyba właśnie dlatego nas do nich tak ciągnie, bo każdy powtarza, że; „Ty też możesz zostać milionerem”. Ale nikt już nie myśli o tym, żeby zostać milionerem w życiu a nie tylko na koncie w banku.

  • Chris

    Ja mam inny pogląd na „prezentową” sprawę. Są one ważne i się liczą. Nawet bardzo.

    Ale! Prezent to nie rzecz, znaczy nie rzecz jest tu najważniejsza, ważne są emocje czy wydarzenia które z prezentem zostają związane.

    Ja np. uwielbiam gromadzić różne kubki. Ale kubek który bym kupił tak po prostu w sklepie na „I” jest dla mnie bezwartościowy. Liczą się kubki, które przypominają wsparcie jakiejś inicjatywy, podróży (i emocji w tejże) czy poświęcenie wiele uwagi jakiejś sprawie, idei.

    Tak wiec prezent, a raczej to co dostajemy jest mało istotne. Ważny jest moment obdarowywania. I to właśnie najlepiej widać po dzieciach (tych młodszych), dla których większą radością jest odpakowywanie rzeczy z 5 pudełek w sobie niż sama rzecz.
    Pozdrowienia! 😉

    • Masz rację. Coraz częściej prezenty są albo olewane, albo kupowane na odczepnego, na ostatnią chwilę. Z resztą jakby się postawić w sytuacji osoby która go dostaje w sposób: „Masz, to dla Ciebie” – prezent rzucony na stół, no to rzeczywiście porażka. Z tym też wiąże się inny problem, że ludzie dziś nie potrafią sobie okazywać emocji a w prezentach jak sam napisłeś, właśnie o nie chodzi!

      Ja mam taką manię zbierania beloczków z różnych miejsc w których byłem na świecie. I niby to jest tylko zwykła pierdołka, ale nawet nie wiesz ile radości sprawia mi, kiedy dostanę taki brelok od kogoś znajomego, który o tym pamiętał. Pamiętał i to się właśnie liczy. To smutne, że brakuje nam dziś takiej zwykłej dziecięcej radości właśnie, choćby ze zwykłego odpakowywania prezentu.

      Dzięki za ten komentarz 😉

  • Dla mnie prezenty są jak symbole, pamiątki rzeczy ważnych – to nie są „tylko prezenty” :).
    Idąc tą drogą nie ma sensu nosić obrączek :).

    • Nie zgadzam się, że nie ma sensu nosić obrączek. Obrączki to symbol, że ktoś obdarował nas wielką miłością. Oczywiście, tu strzelam sobie torchę w stopę, no ale trudno. Dla swojej obrony może powiem, że są symbole ważne i ważniejsze, tak samo wspomnienia.

      I z każdym prezentem te odczucia są inne, jedne głębsze, drugie trochę mniej głębokie. Mnie osobiście utrata obrączki (może w przyszłości) bolała by bardziej, niż stłuczenie porcelanowego słonika – nawet jeśli byłby on związany z którąś ważną rocznicą.

      • Prezenty od bliskich też są dla mnie takim symbolem :). W zasadzie nawet większym niż obrączka, bo obrączki nie noszę, a o wszystkie prezenty dbam.
        Kwestia ważności i głębi symboli, dlatego myślę, że nie można jednoznacznie stwierdzić „to tylko prezent” ;).

        • Tu już wchodzimy powoli w kwestie indywidualnego podejścia. Dla jednej osoby ważny będzie pierścionek, a dla innej zwykły doniczkowy kwiatek. Z kolei symbol dla każdego oznacza coś innego i z prezentem jest podobnie.

          Jednak w całej tej idei obdarowywania siebie prezentami najważniejszy pozostaje drugi człowiek.

  • Ula z prostoofinansach

    Zdecydowanie się zgadzam. Prezent to tylko rzecz. Ważniejsze jest, że ktoś pamiętał. Mnie wystarcza jedna czerwona róża na prezent, a i niebieski polny chaber byłby super prezentem. To tylko miły dodatek. I oby nigdy nie stał się zobowiązaniem do …. oddawania, czegoś w podobnej cenie.

    • To jest dla mnie też fenoment nie do odgadnięcia, pod pewnymi względami. Róża w kiosku kosztuje 6 zł, tulipany w Biedronce (chyba jest ich siedem), w bukiecie ok 9 zł. Tulipany więdną po 3/4 dniach, róża tak samo. Doniczkowy kwiatek osztuje ok 10/15zł a jednak to te cięte kwiaty kobiety najbardziej uwielbiają dostawać. Nie zrozumiem, ale może to i dobrze, bo nie o pieniądze tu chodzi 🙂

      A „oddawanie” prezentu w podobnej cenie, jest dla mnie po prostu ciosem poniżej pasa.

      • Oddawanie to jakaś dziwna „tradycja”, a jeszcze jak ludzie zaczynają się prześcigać żeby było drożej…. masakra, a ma przecież być przyjemnie.

        • W takim wypadku czlowiek się już nawet cieszy (choć nie powinien), że święta są tylko dwa razy do roku.

  • Pięknie napisane. Z czasem prezenty stają się mniej wazne…na etapie przedszkolaka mają jednak wielkie znaczenie 😉 co jest oczywiste 😉

    • Patrząc nawet od storny materialnej; blakną, żółkną, tracą kolor, niszczą się, zmywają. A człowiek pozostaje na zawsze.

      Etap przedszkolny, to dopiero nauka poznawania prawdziwych wartości a od czegoś trzeba zacząć 🙂

  • Najlepszy prezent to ty. Zgadzam się w stu procentach. Czyjaś obecność, chwila uwagi, czas poświęcony tylko nam… to najlepszy prezent jaki może być. I tyle ode mnie. 🙂

    • Tyle od Ciebie, jak i od każdej innej osoby to bardzo dużo. Ba za poświęcony drugiej osobie czas nikt nam nie płaci, nie musi. To jest bezcenne 🙂

  • mi na takowe uroczystości wystarczą życzenia i pamięć:) bibeloty się niszczą lub gubią a miłe słowa zostają na zawsze

    • Ze swojej strony mogę powiedzieć tylko, że z takich prezentów, to najbardziej sensowne są kartki okazjonalne, bo ani się przesadnie nie niszczą, nie gubią a zawsze zostaje jakieś miłe wspomnienie 🙂

  • obserwuję:)

  • Aleksandra Stawarz

    Dlatego ja już od dawna proszę o bardzo praktyczne prezenty 😛 wiem, że tak czy inaczej ktoś coś mi kupi, bo to silniejsze od niektórych przyzwyczajenie 😉 i często proszę o naprawdę przydatne rzeczy, których akurat potrzebuję. O wiele bardziej cenię sobie np. jakiś sprzęt domowy, akcesoria kuchenne niż kolejną bibelotę, która będzie się kurzyła na półce 😉

    • Powoli zaczynamy dostrzegać, że te praktyczne rzeczy są o wiele cenniejsze. To właśnie dlatego prezenty ślubne nie są już przelewane na konto, albo są w mniejszym stopniu. I taka forma prezentu jest świetna, bo przecież pieniądze i tak poszły by na pralkę, czy lodówkę a poza tym jest jeszcze całe mnóstwo codziennych wydatków.

  • Zgadzam się z Twoją tezą. Prezent to manifestacja tego kim jesteśmy dla danej osoby i jak długo będziemy o tym pamiętali tak długo nie będzie ważne co się stało z prezentem 🙂

    • Ja rozumiem, że każdy po utracie prezentu-przedmiotu odczuwa jakiś smutek, zwłaszcza jesli wiązę się on z jakimiś przeżyciami. Ale to druga osoba, to ta relacja liczy się najbardziej. Pięknie to ujęłaś 🙂

  • Slowl.pl

    Dobrym pomysłem, żeby się nie przywiązywać nadmiernie do przedmiotów, może być robienie sobie takich prezentów, które nie będą się kurzyły na półce, ale dostarczą jakichś wspólnych przeżyć – na przykład bilet na koncert, do kina czy gdzie tam ktoś lubi chadzać, albo wspólna wycieczka…

    • Z koncertu zawsze pozostają wspomnienia i bilet a z wycieczki zdjęcia. I na pewno plusem jest to, że może z takiej okazji skorzystać więcej niż jedna osoba. Wtedy taka wycieczka dopiero sprawia radość 🙂

  • Z naciskiem na szczęście

    Bliskość osób jest ważniejsza niż jakieś głupie prezenty. 🙂
    Pozdrawiam 🙂

    • Na sam temat bliskości tez już kiedyś pisałem. A kwestia prezentów jest po prostu inną stroną tego medalu 🙂

  • No i niby masz rację, prezenty są mniej ważne jak pamięć i obecność drugiej osoby, ale…no właśnie…wybrałbyś się gdzieś bez prezentu? Na urodziny, imieniny, parapetówę, komunię itp.? Nie lubię prezentów z okazji, bo są wymuszone. Nie lubię wymuszonych prezentów. Lubię takie spontaniczne i od serca. 🙂

    • Nie zawsze prezenty z jakiejś okazji są wymuszone. Często są dobrą okazją do zastanowienia się, co drugiej połówce/bliskiej osobie może sprawić radość. Taką nadprogramową. Może coś, co pozwoli jej się poczuć wyjątkowo? Wymuszony, to taki prezent na zasadzie, że na ostatnią chwilę idziesz i kupujesz cokolwiek. A to krawat, a długopis, ewentualnie jakaś inna pierdoła bez zastanowienia.

      • Oczywiście. Jeśli dobrze znasz daną osobę i wiesz że coś jej sprawi przyjemność, to jak najbardziej. Ale często po prostu nie wiesz co danej osobie sprawiłoby radość, a prezent kupujesz bo wypada. I taki prezent często jest nietrafiony,trafia gdzieś do pudła lub do kosza. Trochę to bez sensu. Dlatego dobrym pomysłem jest lista prezentów. Stosuje się już ją na ślubach. Listy do Mikołaja też powinien pisać każdy,nie tylko dzieci. 🙂

        • Właśnie sobie przypomniałem, jak pisałem list do Mikołaja i przyciskałem go cegłówką do parapetu, żeby nie zwiało, a rodzice musieli go później zabierać zza okna jak zasnąłem. Haha, dzięki za to wspomnienie 🙂

          • Cegłowką do parapetu? Hahaha. Nieźle. Ale to bardzo logiczne. 🙂 A ja w tym roku zamierzam napisać list do Mikołaja, a co tam. 🙂

    • Nie wybrałbym się do kogoś bez prezentu, ale nie dlatego, że ja tak uważam, tylko dlatego, że taki jest trend społeczny. No i wiesz, choć kwiatek wypada kupić wtedy. Z kim przystajesz, takim się stajesz.

      • No właśnie. Wypada. Taki raczej przymus społeczny. Bo głupio bez. Nie mówię że tak jest zawsze, bo czasami aż się chce zrobić komuś przyjemność, taką materialną. Jednak mam wrażenie, że najczęściej kupujemy coś aby kupić a osoba przyjmująca udaje, że jej się prezent podoba. Bez sensu. Najbardziej to jest widoczne na Boże Narodzenie. Dlatego też jestem zdania, że najważniejsza jest druga osoba, a nie prezent. 🙂

        • Ja bym powiedział, że nie tylko Boże Narodzenie, ale wszystkie większe święta to ten sam problem z prezentem. I o tyle dobrze, jeżeli wiemy wcześniej czego komuś potrzeba. A też samo domyślanie się komu, czego potrzeba jest bardzo trudne, jeśli nie mamy wyraźnych wskazówek. Chociaż czasami nawet te mogą mylić 🙂

    • Nie do końca się zgodzę. Prezent z okazji nie musi być wymuszony. Owszem, jak się nie ma pomysłu, albo obdarowuje osobę, której się właściwie nie zna, to można kupić skarpetki i tyle. Ale! Można też kupić skarpetki np. z Ryanem Goslingiem (mam takie!), a wtedy to już będzie prezent przemyślany (pod warunkiem, że adresatka prezentu lubi Goslinga).

      • Skarpetki to na pewno najlepszy prezent na świecie, bo zawsze cieszą i zawsze się przydają 😀

        • Myślę, że trzeba zapytać o opinię jakiegoś ojca, który co roku pod choinkę dostaje naprzemiennie skarpetki i krawat. 😀

          • Może się jakiś tutaj zgłosi i wtedy go zapytamy, czy ma już krawaty i skarpetki we wszystkich kolorach. 😀

      • Wiadomo, że najlepiej jest gdy się zna potrzeby osoby którą chce się obdarować i jest się w stanie to zakupić, zrobić, zorganizować. Wtedy radość jest po obu stronach i tej która prezent daje i tej która przyjmuje. Tylko czy znamy potrzeby wszystkich do których się wybieramy z jakiejś okazji? Fakt, można zapytać. Tylko że osoba pytana nie zawsze wie co by chciała, albo się krępuje bo rzecz pożądana jest zbyt droga, albo powie co chce, a to nie do końca będzie odpowiadało jej wyobrażeniu o prezencie. Obdarowywanie to skomplikowana czynność. 🙂

  • Lubie bardzo dawać prezenty. Sprawia mi nie zwykłą przyjemność szukanie czegoś co będzie miało „to coś”. Lubie dawać prezenty, które pokazują,że słucham danej osoby i ją znam. I sama lubie takie prezenty otrzymywać. Nawet jeśli to drobiazgi.

    • Mnie dużo większą przyjemność sprawia dawanie komuś prezentu i jego uśmiech, który po prostu jest bezcenny. Oczywiście niespodzienianki nadal są dziś mile widziane, jednak tak jak wspomniałaś to nie mogą być prezenty kompletnie z przypadku.

  • Najlepszym prezentem jest pamięć o innych, zwłaszcza o przyjaciołach. Tak jak wspominasz o sobie także musimy pamiętać, bo zatracenie do jakiego czasami doprowadzamy bywa zgubne w skutkach.

    • Przyjaźń jest naprawdę wiele warta, ale trzeba z niej też umieć właściwie skorzystać dla siebie – często uzmysławia nam co możemy w sobie zmienić, żeby ten prezent, ta pamięć o nas była jeszcze lepsza 🙂

  • Zasiałam gdzieś między wierszami na swoim blogu podobną myśl. Napisałam, że stać mnie na obiad w lepszych restauracjach w mieście, ale najcudowniejsze są chwile, gdy kupuję kebsa w okolicznym turku i raz na miesiąc (gdy wraca z Poznania) z moim chłopakiem próbujemy nie umazać się znów sosem ‚słodka cebulka’. Najważniejszy jest czynnik ludzki, którego przez bardzo długi czas nie miałam. Jeśli chodzi o prezenty, to naprawdę nie przywiązuję do nich wagi. Chyba, że są drobne i spersonalizowane. O moją srebrną bransoletkę dbam bardziej niż o siebie 😉 Ale masz rację- ludzie wokół otrzymanych rzeczy często i gęsto tworzą zbyt napompowane otoczki. Przeczytałam gdzieś, że są różne języki, którymi można powiedzieć o miłości, jedni na widok przygotowanej kolacji się popłaczą, inni czując dotyk skóry partnera, jeszcze inni najbardziej celebrują słowa lub czas. Jednak jak tak się czasem porozglądam, to mam wrażenie, że motyw z prezentem najlepiej zdaje egzamin. A chyba trochę szkoda..

    • Jeśli chce Ci się szukać mojego prywatnego profilu, to chętnie ten post przeczytam 🙂
      My dzisiaj zdecydowania za dużo kombinujemy, wymyślamy a prezent to powinna być rzecz prosta i od serca. Nawet taka jak ten kebab z którego potem można się pośmiać.

      Wszystkie rzeczy materialne cieszą, najbardziej jak są nowe, ale też często jeśli wiążą się z kimś bliskim. Problem w tym, że w sytuacji krytycznej (prezent się psuje) trzeba umieć to oddzielić. A dziś za dużo na świecie jest pieniądza.

  • Piękne i trafne podsumowanie!
    Lubię dostawać prezenty, ale pod warunkiem, nie są wymuszone i dawane na odwal. Sama jeśli mam komuś dać coś z przymusu, rezygnuję, bo co to za podarek, jeśli nie stoi za nim dobra intencja i życzliwość wobec drugiej osoby?

    • Dziękuję 🙂 Szkoda, że tylko podsumoania mi takie wychodzą, no ale cóż 🙂 Ja po prostu najczęściej w takich przypadkach „z przymusu” nie wybieram się po ten prezent sam. Zawsze można się powołać na odpowiedzialność zbiorową. Nietrafiony prezent, to zdecydowania najgorsza z możliwych opcji.