Nie nadaję się do akademika

Trzy  lata – dla jednych to szmat czasu, dla innych z kolei, to tylko krótka chwila w życiu. Trzy lata może trwać mniej lub bardziej znaczący epizod naszego życia. W trzy lata można trzy razy stracić i dostać pracę. Można się też dwa razy przeprowadzić, jeśli kogoś na to stać. Niezależnie od tego, jak długo trwa ten epizod, na zawsze pozostawia trwały ślad gdzieś w naszej pamięci i daje do myślenia. Dla mnie takim epizodem było rozpoczęcie studiów. I to wcale nie dlatego, że pojawiły się nowe znajomości. Ja po prostu potrzebowałem tych trzech lat, żeby móc stwierdzić, że mimo mojej otwartości nie nadaję się do akademika.

Do akademika idą tylko imprezowicze

Kolejny mit związany ze studiami, który zamierzam obalić. Wcale nie dlatego, że chcę dopiec wszystkim imprezowiczom, których spotkałem na mojej trzyletniej drodze. Piszę to po to, żebyśmy mogli się pozbyć stereotypów związanych ze studentem – imprezowiczem. Uwaga! Nie każdy, kto mieszka w akademiku jest imprezowiczem (Mam wielką nadzieję, że nie wytrzeszczacie teraz swoich gałek ocznych ze zdziwienia). Jakby mnie ktoś teraz przypadkiem zaczepił na kampusie, to jestem w stanie bez problemu wymienić co najmniej 5 osób, które poszły na studia do akademika, mimo że nie są imprezowiczami. Tylko w takiej chwili z automatu nasuwa się pytanie;

Skoro nie są imprezowiczami, to po co poszli do akademika?

Na pewno nie po to, żeby się wyspać i nie po to, żeby się uczyć, bo jakby mieli taki zamiar, to zostaliby w domu. Bzdura! Racjonalnie myślący człowiek (no dobra, względnie racjonalnie) idzie do akademika, żeby nie jeździć codziennie po sto i więcej kilometrów, bo to po prostu nieopłacalne finansowo i zdrowotnie. Musicie mi uwierzyć na słowo, że wiem, co mówię, bo próbowałem tak jeździć na studia przez miesiąc i skapitulowałem.

Zrezygnowałem przede wszystkim ze względów finansowych, bo dojazdy na studia cztery razy w tygodniu wyniosły mnie tyle samo co mieszkanie w akademiku. No i nie samymi dojazdami człowiek żyje, bo w międzyczasie trzeba jeszcze coś zjeść, więc minimum 40zł dodatkowo szło na jedzenie. Pomijam tutaj już wszystkie wydatki związane z samym studiowaniem; wszystkie ksera i inne pierdoły. Koniec, końców po miesiącu wróciłem z powrotem do akademika, bo po prostu fizycznie nie byłem w stanie wyrobić. 

Pieniądze everywhere, a co ze zdrowiem?

Jedzenie, jedzeniem-wszystko fajnie, ale wypadałoby się jeszcze kiedyś wyspać. Pytanie tylko, kiedy jak zajęcia zaczynasz o 8, maksymalnie 9 a kończysz o 16, no i trzeba jeszcze dojechać do domu. Średnio taką stówkę kilometrów można pokonać ekspresówką nawet w godzinę, no ale w dwie strony to już dwie godziny-autem oczywiście. A że studenty to biedny naród, więc wszyscy jeżdżą busami – wiadomo; przystanki, ładowanie toreb do bagażnika, kupowanie biletów-to wszystko trwa, a PKS nie samolot, że nad korkami przefrunie.
akademik1
W gruncie rzeczy przyjeżdżasz do domu zmordwany (rodzice twierdzą, że niczym) i orientujesz się, że tak naprawdę, żeby zdążyć jutro na zajęcia powinieneś wstać za 5 godzin. Do wtorku, to jeszcze można wytrzymać, ale w czwartek-uwierzcie mi, że ma się ochotę rzucić tym wszystkim w trzy diabły. No, ale w końcu za mieszkanie we własnym domu i wygodę się płaci, zdrowiem także.

Jak nie do akademika to na mieszkanie. 

Tylko że mieszkanie prawie zawsze jest droższe, a jeszcze jak doliczyć sobie do tego, że niektórzy właściciele życzą sobie opłacanie miejsca przez wakacje. No nie bądźcie tacy leniwi i wyciągnijcie wreszcie te kalkulatory, przepraszam komórki… A woda z kranu i prąd też nie są za darmo. Możecie mówić, że jestem sknera, ale skoro mnie nie znacie osobiście (przynajmniej nie wszyscy), to na jakiej podstawie? Ja po prostu nie lubię wyrzucać zbędnie pieniędzy w błoto. Jak mogę sobie każdego dnia w miesiącu odkręcić kurek pod prysznicem, żeby zleciała wcześniej zimna woda, to czemu nie? Tak samo z gotowaniem, czy zmywaniem-nie muszę się patrzeć każdego dnia na licznik i zastanawiać się, czy pobiłem już rekord z zeszłego miesiąca, czy jeszcze nie. 

Dobra, przyznaję, że z roku na rok akademiki są coraz droższe, ale za komfort mieszkania obok uczelni się płaci-czasami. Bo zdarza się też tak, że Domy Studenta skupione są w jeden kompleks, z którego na wydział musisz sobie dojechać. No cóż, nie każde miasto to Cieszyn, że da się je całe przejść pieszo.
To teraz, jak już odpowiedzieliście sobie na pytanie: „Mieszkanie, czy akademik?”, zostaje jeszcze kwestia współlokatora.

Współlokator to skarb

I niekoniecznie trzeba go od razu zakopywać, chyba że nas doprowadza do szału. A może, bo ludzie są różni tak w życiu, jak i w akademiku. Problem zaczyna się w momencie, kiedy wiesz już na pewno, że to nie jest wspólne mieszkanie, ale wspólna walka. Ty chcesz zjeść i pozmywać, ale nie możesz, bo kolega zlew zawalił i zostawił. Ty chcesz iść spać, bo masz od rana zajęcia a kolega z pokoju wraca o 1 w nocy do pokoju, zapala światło i sprasza znajomych (podobno ten najgorszy etap mija po pierwszym roku). Co mówicie? Że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście? No jest, ale stracone nerwy są bezcenne. 

Chcesz wiedzieć, czy nadajesz się do akademika? Zapytaj siebie, jak wiele jesteś w stanie wytrzymać i gdzie jest Twoja granica.

  • Ja też nie nadaję się do akademika. A może sobie to wmawiam. Po prostu lubię komfort. W dodatku od początku studiów udawało mi się znajdować pokoje w mieszkaniach za całkiem małe pieniądze. Oczywiście, w efekcie wychodziło drożej, ale stosunek ceny do komfortu (i wyspania się) jest znacznie większy w przypadku stancji.
    Mój chłopak za to mieszka w akademiku od początku studiów (teraz już 5. rok). I gdyby nie to, że rzeczywiście płaci się mniej i nie ma ukrytych opłat a za prąd i wodę nie dopłaca, zrezygnowałby już dawno. Ostatnio nawet stwierdził, że jest już za stary na akademik. Za to jego współlokator nie wyobraża sobie życia poza akademikiem. Mieszkał w nim nawet w wakacje.
    Ludzie są różni i każdy ma inne wymagania, inne granice. Czasem trzeba coś przeboleć – albo brak komfortu, albo brak pieniędzy na przyjemności. I samemu trzeba ustalić priorytety.

    • O tak, komfort to zdecydowanie rzecz której w wielu akadmikach brakuje. Mimo, że warunki z roku na rok się poprawiają to nie zawsze wygląda to bajkowo. Na stancji na pewno jest cieszej i spokojniej, ale no właśnie… Jak zwykle kwestia pieniędzy.

      Ja też często zagryzam zęby, bo stancji z odpowiednim wpsólokatorem raczej nie znajdę a dojeżdżanie na tą chwilę bylo by zbyt męczące. W gruncie rzeczy jestem zdania, że trzeba coś przeżyć, żeby mieć co wspominać 🙂

  • studia? akademik? to były piękne czasy 🙂 i nie byłam typem imprezowiczki, ani kujona 😀 byłam normalna studentką, która czasem pobalowała, czasem się wyspała. Jak to w życiu bywa.
    Ahhh jak ja bym wróciła na studia! wtedy życie było takie … bez problemów!

    • To są piękne czasy ,aj się pozna odpowiednich ludzi w dopowiednim miejscu i czasie 😀 Bez nich to możesz przeżyć te studia i nawet tego nie odczuć. Nieważne, czy się mieszka wtedy w domu, czy w akademiku.

      I masz rację, że dopóki się studiuje, to generalnie większość problemów da się łatwo rozwiązać. Potem będzie już tylko gorzej 😀

  • A ja spędziłam rok w tzw. bursie. Mieszkałam pod Warszawą, uczyłam się w Warszawie i brakło mi sił na dalekie dojazdy. Z tego okresu wyniosłam bardzo fajne doświadczenie, znajomości i wbrew temu co się pisze, to był czas wyciszenia i skupienia na nauce, choć internat znajdował się w samym sercu akademickiego życia. Miło wspominam tamten czas.

    • Wiem co to bursa, bo koleżanka też tak mieszkała, ale powiem Ci, że to sie mimo wszystko od akademika trochę warunkami różni i od stylu funkcjonowania tam też. Ja jakbym miał taką możliwośc to do bursy tez bym poszedł, tylko, że niestety Franciszkanie nie prowadzą a Boromeuszki mają tylko żeńską bursę 😛

      • A ja byłam w żeńskiej i owszem. Może dlatego się tak wyciszyłam 😉

  • Akademik akademikowi nie jest równy. 🙂

    • To fakt dużo zależy od miejsca, uczelni, osób w nim zatrudnionych i studentów 🙂

      • Ja mieszkałam w idealnym akademiku, ale w Danii. Około 60 – metrowe dwupokojowe mieszkanko z łazienką oraz salonem z aneksem kuchennym, zlokalizowane w studenckim kampusie. Standard ikeowski, w każdym ‚bloku’ znajdowało się kilkanaście takich mieszkanek.
        Warunki ekstra! Jednak cena (za osobę) około 5 razy wyższa niż ta w PL, zresztą jak to w Skandynawii. 😀 Jednak fajnie wiedzieć, że i warunki dla studenta można naprawdę fajnie zadbać i z tego, co wiem, w Polsce również zaczyna się to poprawiać. 🙂

        • No w takim akademiku to od razu ma się chęć mieszkać. Tym bardziej jesli ktoś tam spędza cały rok, to chce mieć warunki komfortowe jak w domu. Fakt, że Dania jest krajem Skandynawskim też daje nam trochę inny punkt widzenia, więc z Polskimi warunkami nawet nie ma co porównywać. Stąd też bierze się cena, która dla Polaka może jest i wysoka, ale dla nich już nie 🙂 W Polsce zaczyna się coś robić w tym kierunku, ale przed nami jeszcze długie lata pracy 🙂

          • No jasne! 🙂
            W każdym razie polecam Skandynawię pod każdym względem. 😀

          • Jak uzbieram na podróż to się wybiorę 🙂

  • Też tak myślałem. Jednak akademik wybrałem bo 100km w jedną stronę i względy finansowe (drogie mieszkania) zmusiły mnie do mieszkania w akademcu. 5 lat życia. I co? I nie żałuję !! To były najlepsze młodzieńcze lata. Można to rozpatrywać w kategorii „farta” bo mieszkałem z ludźmi z mojego roku i grupy. Więc wszyscy mieliśmy tak samo zajęcia, zaliczenia w tym samym terminie, wolne tego samego dnia. Dlatego nie było problemu, jak był czas na imprezę to wszyscy razem imprezowaliśmy. Jak był czas na naukę to wszyscy razem się uczyliśmy. W sumie trochę spokojne dusze były bo tych imprez nie było 5x w tygodniu tylko 1x – tzw. studenckie czwartki 🙂 Porządku pilnowali wszyscy więc nie było problemu z brudnymi naczyniami czy zapchanym zlewem, WC zawsze błyszczało. Niejedna koleżanka się dziwiła, że same chłopaki a taki luksus czystości w mieszkaniu 🙂 Ja miałem szczęście trafiając na takich ludzi i dlatego złego słowa o akademcu nie powiem. Zdaję sobie sprawę z tego, że jeśli ktoś nie miał takiego farta to już może nie być tak miło i dlatego w pełni się zgodzę z Twoim artykułem 🙂

    • To widzę ,ze z wyborem mieliśmy podobnie 🙂 Na pewno zazdroszczę Ci ludzi, bo to z kim mieszkasz ma wielkie znaczenie. Ja pod tym względem mam jednak trochę gorzej, no bo wiesz…facet na Pedagogice 😀 Z drugiej strony od tego roku mieszkam w koncu z względnie imprezowym czlowiekiem. Nawet wychodzi na to, że to mnie więcej nie ma niż jego, także w końcu trafiłem dobrze. Jestem też zdania, że czasem warto zintegrować sie z ludźmi z poza własnego kierunku, bo to daje nam jednak trochę inny pogląd na świat 🙂 I własnie chociażby ze względu na te różne poglądy trzeba mieć szczęście do wspólokatora 🙂

  • Oj jak ja Wam zazdroszczę, wszystkim, co mieli w ogóle opcję, żeby wciąż mieszkać w domu. Ja albo miałam do wyboru gównianą uczelnię z jeszcze bardziej gównianym zestawem kierunków, albo „masz 18 lat to w sumie idź się wyprowadź”. Moja mama mnie wręcz wyganiała (nie że jakoś mocno, ale jednak), że studia to taki okres w życiu, że człowiek ma się wyszaleć, a mieszkając w domu tego nie poczuję. No to wybyłam na Śląsk, miałam 500 zł miesięcznie, co starczało ledwie na wynajęcie pokoju + bilet miesięczny, bo na uczelnię dojeżdżałam średnio pół godziny. Doładowanie do telefonu, internet mobilny i już w sumie nie miałam za co jeść. To były traumatyczne czasy dla mnie, kiedy musiałam zacząć pracować (w moim aktualnym zawodzie), za 150 zł czy ileś, za rzeczy, za które teraz biorę 10-15 razy więcej. Tragedia, ale trzeba było.

    Współlokatorzy, nie wiem, w sumie miałam tylko ludzi w pokoju obok, ale nie spał nikt (poza moim prawie-mężem) na łóżku obok. Nad akademikiem myślałam, ale nie było miejsca, a dojazd jeszcze gorszy niż z tego mieszkania, w którym byłam. Przeprowadzałam się w trakcie jednego roku dwa razy w sumie. I nie, że byłam za bogata (lol, ludzie nie dlatego się przeprowadzają).

    Moja siostra się z kolei załapała na akademik na drugim końcu Polski i jest to dokładnie taka stereotypowa sytuacja, że non stop są imprezy, non stop głośno 😉 sodoma i gomora w jednym miejscu.

    • Dobrze, że o tym wspomniałaś. Mieszkanie poza domem pod kontem finansowym często się jednak różni. Nie zawsze jest to jakaś ogromna róznica, ale czasami są sytuacje ludzi których to przerasta a nie mają wyboru. I w takich chwilach dobrze jak komuś przyanją sociala, ale jak nie to musi iśc do roboty. Sami dobrze wiemy o tym, że pogodzenie ze sobą studiów i nawet tej dorywczej pracy często graniczy z cudem nawet mając ITS. A zarobki? No nie czarujmy się, kokosów z dodatkowej roboty nie ma. Ewentualnie na te opłaty wystarczy.

      Ja napisałem o akademiku, bo na mieszkaniu nigdy nie byłem, ale sądzę, że na ten temat też można by było sklecić osobny tekst 🙂 Studia pod każdym waględem to często kwestia przypadku – tak wykładowców, jak i ludzi w grupie, albo wspólokatora. Trzeba mieć po prostu szczęście 🙂

  • będziesz miał co wspominać a w międzyczasie skończyłeś kurs „analiza kosztów akademika” … tego na zajęciach tak obrazowo nie uczą 🙂

    • Ja będę mógł po tych studiach napisać książkę i może wtedy w końcu zostanę uznanym blogerem 😀

      • Czekaj, a nie jesteś już? 😀 Pisz książkę!

        • Poczekam jeszcze dwa lata aż je skończę, bo jeszcze mi potem dyplomu nie wydadzą 😀

  • Nigdy nie dane mi było mieszkać w akademiku, bywałem tam jedynie przy okazji imprez i musze stwierdzić po czasie, że trochę żałuję. Wynajmowane mieszkanie z kumplami było super, ale myślę, że jeszcze więcej przygód mogłoby mi się przydarzyć na kampusie 😉

    • Wiesz mimo wszystko, patrząc na wady i zalety mieszkania w akademiku; kampus to jednak kampus i jego infrastruktura jest studentom przyjazna 🙂 Zawsze też plusem akademika jest to, że jak akurat zabraknie Ci o 22 soli przy gotowaniu obiadu, to jest ją od kogo pożyczyć 😀

      • Co z kolei może być też minusem… sam wiesz jak studenci reagują, gdy usłyszą „obiad” 😀

        • Reagują:”A nie wyszło Ci przypadkiem za dużo?” 😀

  • Nie mieszkałam w akademiku, nie nadaję się, niestety…wiem też co to znaczą dojazdy, co prawda nie 100 km, ale ok 60 km między miastami…i jazda autobusami, które lubią się spóźniać 😉

    • Dlatego właśnie powinna być opcja pośrednia. Na przykład metro we wszystkich większych aglomeracjach. Wtedy można by bylo zostać w domu a dojazdy też były by przyjemniejsze 🙂

  • A ja zawsze żałowałam, ze do akademika nie trafiłam i mi go nie przydzielili, ale nadrabiało się na lewiźnie – wchodzeniem ‚na gapę’ w sztucznym tłumie i ‚na kogoś’, czyli przepraszam, zapomniałam legitki, ale to ja mieszkam na 10 piętrze pod 403 😛 Gdy nie miało się notatek – szło się do akademika, jak było zadanie – szło się do akademika. Jak trzeba było pobawić się – szło się do akademika 😀 Ale fakt, chyba dzisiaj już nie dałabym rady w nim mieszkać, mimo, że kiedyś bardzo chciałam. Człowiek się starzeje i robi wygodny! 🙂 Pozdrawiam i fajnie, że na Ciebie trafiłam, zostaję na dłużej! 🙂

    • W tym wypadku akurat wygrałś, bo nas to się zawsze pytają dlaczego nie siedzimy w swoim akademiku skoro tam mieszkamy. Jak ktoś chce wejść tylko po notatki to też. I powiem Ci, że patrząc na moje okienka i wypadanie zajęć na początku tego semestru to zdecydowanie cieszę się, że jestem w akademiku i mam do niego blisko 🙂 Przychodzi jednak pewien czas, że po prostu się z tego wyrasta 🙂

      Cieszę się, że Ci się tutaj podoba 🙂

      • dobrze to ująłeś – akademik jest kozacki do czasu… a później się z niego wyrasta 😉

  • Ania nigdy nie mieszkała w akademiku, ale kiedyś mieszkała ze współlokatorem i nie wspomina tego najlepiej. My mieszkamy razem od kilku lat i nie wyobrażamy sobie by było inaczej. Ania ma pracę przy domu, Artur pracuje w domu przez Internet. Nie trzeba nigdzie dojeżdżać 🙂 Pozdrowienia

    • Ze współlokatorem w akademiku, czy na mieszkaniu trzeba mieć albo niebywałe szczęście, albo po prostu mieszkać z osobą, którą się już zna. 🙂

  • W akademikach bywa naprawdę róznie

    • I to jest zarówno plus jak i minus akademików.

  • Krystyna Polek

    o tak mieszkanie w akademiku czy w późniejszym czasie wynajmowanie mieszkania z obcym to loteria – nie wiesz na kogo trafisz i czy będziecie się dogadywać.

    • To ma swoje plusy, kiedy jesteś otwartym i imprezowym człowiekiem, bo wtedy naprawdę jest dużo pole do działania. Ale wystarczy, że choć jedna z powyższych cech Ciebie nie dotyczą i już zaczynają się problemy.

  • Ja rozważałem, żeby pójść do akademika wyłącznie z towarzyskich powodów. Ale ostatecznie mieszkanie wygrało 🙂

    • Faktycznie, jeśli ktoś nie umie wytrzymać bez towarzystwa, to akademik jest dobrym rozwiązaniem 🙂

  • Nie mieszkałam nigdy w akademiku. Zawsze miałam swój pokój lub miejsce w pokoju, lecz to drugie stanowczo odradzam, ale zawsze byłam osobą pracującą, więc mogłam sobie pozwolić, by płacić więcej.

    • I to jest właśnie ta kluczowa różnica, że jak kogoś stać na opłaty za komfortowe warunki, bo pracuje to ma dużo szczęścia. Nie ma ryzyka, że trafisz na nieodpowiedniego współlokatora. A znajomych w akademiku zawsze można odwiedzić 🙂

  • Ja w czasie studiów co prawda w akademiku nie mieszkałam, ale często tam bywałam na imprezach 😛 Wpaść tam od czasu do czasu było fajnie, ale chyba gdybym miała tam mieszkać i przygotowywać się do egzaminów, to byłoby ciężko. Takich oszołomów jak tam, to chyba nigdzie nie spotkałam 🙂 A tak na marginesie – czasy studenckie to piękna sprawa 🙂 Chętnie bym do nich wróciła 🙂

    • Zwłaszcza na bardziej imprezowych piętrach uczenie się do egzaminu odpada. Wtedy nawet opłaca się na kilka dni przeprowadzić do kogoś kto mieszka na stancji, bo tam częściej można doznać ciszy. Ale w trakcie semestru kiedy nie ma jeszcze tylu zaliczeń to warto się od czasu do czasu zintegrować.

      Tak sobie myślę, że jak za dwa lata skończę studia to też będzie mi czegoś brakowało 🙂

  • W jako takim akademiku nie mieszkałem – choć dziwnie to brzmi. Były stancje, „Hilton” i blok asystencki – studenci AWFu w Białej Podlaskiej wiedzą o co chodzi. Zawsze z dobrą ekipą i do tańca i do różańca – w stałym składzie przez całą magisterkę, bo wbrew pozorom to ludzie są najważniejsi. 😉

    • To fakt, że stała, dobra ekipa na studiach pozwoli je przetrwać, choćby nie wiem co. U mnie niestety jest z tym mały problem ,bo duszy artysty nie mam a, że Pedagogika, to kobiety jednak też mają trochę inne podejście do wychowania chociażby 🙂 Ale bez ludzi bym tu nie wytrzymał jeszcze tych dwóch lat 🙂

  • Chyba by mnie diabli wzieli na dłuższą metę, albo pieron strzelił albo poszłabym z wielkim hukiem z takiego miejsca 😉

    • Uwierz mi ,zę czasami też już miałem takie myśli. Dopiero właściwie w tym roku trafiłem tak, że nie mogę narzekać 🙂

  • Ahh, jak miło wrócić to złotych czasów studiów :)) Potwierdzam, że akademik to nie tylko imprezy. Sama miałam okazję mieszkać przez pół roku z prawniczkami i nie było mowy o jakimkolwiek hałasie po 22 😛

    • Wspomnieniami na pewno miło jest wrócić i mam wielką nadzieję, że w moim przypadku będzie podobnie 🙂 Tym bardziej, że w końcu po trzech latach studiów trafiłem w akademiku na piętro pedagogów 🙂

  • Ech, ja bezkonfliktowa jestem. A jak jednak był konflikt – to jakimś cudem ze mną nie dało się wytrzymać 😀 Bo jak mi ktoś nadepnie na odcisk to jestem wstrętna żmija!
    Mieszkałam 5 lat w bursie – taki prawie akademik tyle że bez imprez. I było super! A do tego stołówka z domowym żarciem!!!

    Ech, super to były czasy, kiedy miało się czas i siły na wszystko!!!

    • Każdy ma jakaś granicę swojej wytrzymałości i każdy ma jakieś swoje widzimisię, przez które może być ciężko z nim wytrzymać. Ja też tak mam, że zasadniczo nie przeszkadza mi, że ktoś jest imprezowy o ile nie budzi mnie dzięki temu o 3 w nocy jak mam na 8, bo jasne, że można pójść spać dalej, ale jak ludzie siedzą w tym samym pokoju to jest to prawie niemożliwe.

  • MC

    Ja mieszkałam całe studia, bywało różnie, ale nie zauważyłam żadnych znaczących problemów. Komfort był dobry, niekiedy lepszy niż na niektórych stancjach. Niestety jest to dosyć uzależnione od akademika, mieszkałam w dwóch, jeden był gorszy (pokoje po 3 os., 1 kuchnia na piętrze) wiec tańszy, drugi lepszy, więc o stówkę droższy, ale moim zdaniem stówka za dużo lepsze warunki to żadne pieniądze.
    W trakcie swoich kilku lat nie miałam też problemów z nauką i nigdy nie musiałam wyjeżdżać na czas sesji. Imprezy się oczywiście odbywały cały czas 😉
    Jeśli chodzi o dogadywanie ze współlokatorami w pokoju to nie miałam wielkich problemów, a nie jestem nawet osobą otwartą. Jesteśmy studentami, mieszkamy w akademiku, więc wiadomo, że ktoś może wrócić późno i w złym stanie. A jeśli przyjdą w środku nocy, trudno, skoro już i tak bym się obudziła to chyba bym dołączyła 😉 Wydaje mi się, że po prosu potrzeba sporo dobrej woli i można mieszkać w naprawdę fajnym klimacie.
    Jeśli natomiast nie ma opcji, żeby się dogadać, to nic straconego, dosyć łatwo załatwić sobie zmianę pokoju, administracja akademików rzadko robi problemy przy „niezgodności charakterów”, co w przypadku szukania mieszkania mogłoby być dużo większym problemem 😉

    • Ja obecnie jestem na 4 roku studiów i też cały czas mieszkam w akademiku. Po pierwsze dlatego, że cena za media nie wzrasta a po drugie dlatego, że na uczelnie mam 5 minut. Uwzględniając przy tym wszystkie zajęcia które wypadną i okienka, to nic lepszego nie mogło mi się trafić. Co od samego akademika, to miałem do wyboru jeszcze tańszą opcję, z kuchnią dla całego korytarza i łazienką na 8 osób. Komfort jednak wygrał nawet za cenę tej dodatkowej stówy.

      Otwartość na ludzi też się w akademiku liczy, chociaż ja jestem pod tym względem uparty, bo jak nie chcę nigdzie wychodzić to po prostu siłą nawet nikt mnie nie zaciągnie. Jak już wyjdę to oczywiście potrafię się bawić nawet całą noc. A tak jak mówisz w akademiku współlokatora zawsze można zmienić 🙂

  • No jakbyś poszedł do pracy i z jakimiś spoko ludzmi wynajął to byś nie kiblował w imprezowni 😛

    • Jakbym przy dwóch kierunkach jeszcze miał pracować, to pewnie bym nawet nie zdążył tego tekstu napisać, bo bym nie wiedział jak się nazywam 😀

      • Ambitny ale biedny 😛 😉

        • 80zł na tydzień i to tylko za siedzenie i tłumaczenie zadań to nie jest aż taka bieda 😛

          • jesteś bejbisiter? 😛

          • narwany

            Nie 😛 Jest o wiele lepiej, ale zgaduj dalej 😀