Lekcje WF-u w szkole podstawowej to fikcja

Przyznam, że trochę to trwało, zanim po ostatnim samobójstwie się pozbierałem. No, ale teraz już jestem, mam nadzieję, że na dłużej i że nie będę samobójcą po raz kolejny. Na pewno nie przez kolejne dwa lata, bo mniej więcej tyle zostało mi do skończenia studiów. I w sumie to nie wiem, czy mam się cieszyć, czy płakać, bo z jednej strony; Jest Super! Siedzę sobie wygodnie na studiach, robię na dobrą sprawę już trzeci kierunek i jedyne co mnie na tę chwilę przeraża, to świadomość wysokiego wieku emerytalnego, którego mogę nie odżyć i możliwość (albo jej brak) znalezienia pracy, mimo najszczerszych chęci. Ten, kto mnie zna, pewnie się domyśla, że wcale mi ta wygoda nie odpowiada, no bo ja, w końcu jestem Narwany.
Na szczęście albo niestety przyszła rola Pedagoga Specjalnego, będzie wymagała ode mnie wielkiej kreatywności. Takiej samej, jakiej wymaga się dziś od nauczycieli Zintegrowanej Edukacji Wczesnoszkolnej na lekcjach WF-u w szkole.

Lekcje WF-u to porażka

Zanim jednak zacznę na dobre marudzić, to wypada mi wrócić na początek, albo jeszcze nawet wcześniej i wyjaśnić Wam skąd w ogóle takie herezje w mojej głowie. No to już wyjaśniam.

Po pierwsze; nie są to żadne herezje, tylko fakty, a że w szkole  niektórzy z nas byli ostatni raz ponad dekadę temu (a może nawet więcej), to możecie nie wiedzieć, że za lekcje WF-u w szkole (w klasach 1-3) odpowiada wychowawca a nie żaden tam wuefista.

Po drugie; należy Wam się wyjaśnienie; dlaczego fikcja?

Wychowanie Fizyczne (jak nazwa wskazuje) to w teorii wychowanie do aktywności fizycznej. Do nauczycieli wychowania fizycznego ( a w klasach 1-3 do wychowawcy klasy) należy więc obowiązek stworzenia uczniom takich warunków, żeby (zwłaszcza na wczesnym etapie edukacji) ich ręce, nogi, mięśnie, kości i przede wszystkim MÓZG rozwijały się prawidłowo. Generalnie rzecz biorąc niby proste zadanie, a jednak wuefiści jak widać, nie podołali. Po pierwsze dlatego, że nastawili się na uprawianie sportu, zamiast uprawianie wychowania fizycznego, a to są dwie różne rzeczy. Po drugie (co wynika z pierwszego) nauczyciele wychowania fizycznego bardzo sztywno trzymają się zasad oceniania; Jeśli nie zrobisz 50 pajacyków, nie zaliczysz ćwiczenia. Czy tak ma wyglądać lekcja WF-u w szkole? Jasne, że nie!

Lekcje WF-u to nie konkurs

W którym bijemy rekordy i zabijamy się o najlepsze oceny. To nie rywalizacja o sekundy, ale współpraca i pomoc. To nauka zdrowego stylu życia, a my zrobiliśmy dziś z tego dyscyplinę sportową. Ludzie! Jak można?! Jak można wpajać dzieciom zdrowy styl życia przez rywalizację. Jak można dziecku obniżyć ocenę za to, że wykonało 50 pajacyków w ciągu minuty, a nie 100? W końcu, jak można sprawić, żeby najlepsi przyjaciele ze szkolnej ławki, na lekcji WF-u stali się dla siebie na 45 minut wrogami?

rywalizacja

Tak macie rację, że to jest niedorzeczne, ale to wszystko dzieje się dziś w naszych szkołach. Skutek jest taki, że dla dziecka z nadwagą, z cukrzycą, z problemami psychicznymi lekcja WF-u jest lekcją najgorszą z możliwych. Bo dziś już nawet na lekcji WF-u wychowują nas i Wasze dzieci do rywalizacji, do mody, do uprawiania sportu, zamiast kultury fizycznej. W końcu namawiają młodych ludzi, żeby wyglądali tak jak gwiazdy w mediach; szczupłe, wysportowane i dzięki temu szczęśliwe.

To wszystko wina systemu

Systemu, który na każdym etapie edukacji każe nam dzieci oceniać a nauczycielom robić systematyczną ewaluację. Systemu, który mówi, że za wychowanie fizyczne Waszych dzieci w klasach 1-3 odpowiada ten sam nauczyciel co za nauczanie zintegrowane (kolejne trudne pojęcie, które oznacza normalną lekcję). Jeśli choć trochę interesujecie się tym, co dzieje się w szkole i jak wychowywane są Wasze dzieci, to proszę was; powiedzcie, że Was też to boli. To, że Wasze dziecko, możliwe, że w jedynym miejscu, w którym może się kultury fizycznej nauczyć, po prostu ją olewa, bo nauczyciel stworzył sobie z tego konkurs. To, że nauczyciel, który ma na głowie dwudziestu paru uczniów, których musi nauczyć czytania, pisania, liczenia, jak odróżnić liście klonu od liści kasztanowca i jak się w stosunku do siebie kulturalnie odnosić, żeby wszystkim w szkole było milo i przyjemnie musi jeszcze zorganizować dzieciom lekcję WF-u, pomimo że nikt się go o to nie zapyta, czy chce i przede wszystkim; czy potrafi. Ten nauczyciel ma to po prostu zrobić i już. Bo tak rozporządzenie przewiduje.

To ja się Was (nie tylko rodziców) teraz pytam; Czy w takiej szkole da się dziecko fizycznie i kulturalnie wychować?