Czy na pewno wiesz co studiujesz?

Zanim odpowiesz na to pytanie lepiej trzy razy się zastanów, potem trzy razy przemyśl, czy dobrze się zastanowiłeś i teraz dopiero możesz się chwalić. Nie dla wszystkich jest to tak oczywiste, ale wiedza na temat tego, co się studiuje zasługuje dzisiaj na brawa. Gdybym chciał być wredny, to pwoiedziałbym nawet, że ta wiedza to znak, że zasługujesz na dyplom. Tymczasem wielu studentów (tak, ja również wśród nich byłem) na pytanie; Czy wiesz co studiujesz? Odpowiada; „Oczywiście! Przecież mam to napisane w indeksie”. Problem w tym, że często to, co mamy wpisane w indeksie (chodzi o nazwę kierunku) nijak ma się do rzeczywistości, w związku z czym po trzech latach studiów masz wyższe wykształcenie z niczego

Mało tego; tak naprawdę dowiesz się, co właściwie studiujesz, dopiero jak dostaniesz dyplom do ręki. W końcu dyplom na studiach to rzecz święta. Pytanie tylko…

Co Ci daje dyplom?

Kwalifikacje-to jasne. Nie zawsze jest jednak do końca jasne jakie. Bo wiesz; każdy może powiedzieć, że; Po trzech latach będę miał już pierwszy tytuł, ale tytuł to nie wszystko. Tytuł to tak naprawdę tylko przepustka do złożenia dokumentów do pracy, lub też na kolejne studia. Przepustka, która jest ważna, ale nie najważniejsza, bo najważniejsze są kwalifikacje. Tych niestety na dyplomie często nam brakuje. Brakuje nie dlatego, że pani z dziekanatu się pomyliła, tylko dlatego, że student na pierwszym roku jest w tym temacie nieobeznany, wręcz powiedziałbym zielony. Nie ma pojęcia gdzie takich informacji szukać ani kto może mu ich udzielić. Z drugiej strony; skąd ma wiedzieć, skoro to jego pierwsze studia? Starszych kolegów jeszcze nie ma, a pani z dziekanatu przecież też mu prawdy nie powie, bo biznes is biznes. W końcu na wydziale płacą od studenta i niby nic się nie stanie, jak na ćwiczeniach będzie o jednego mniej, ale problem w tym, że na jednym nigdy się nie kończy. Studenci trzymają się razem!

Studiujesz, pracujesz, żyjesz

Razem studiują, pracują, bawią się, przychodzą i odchodzą na uczelnie prywatne, gdzie szanuje się studenta, jego czas, ale przede wszystkim pieniądze! Bo jak zapłacisz, to wszystkiego się dowiesz, włącznie z tym, co po skończonych studiach możesz robić. To jest trochę jak taka jedna wielka wojna domowa w edukacji wyższej. Instytucje, które mają w teorii ten sam cel; wypuścić na rynek pracy wykształconych absolwentów, zamiast współpracować, robią sobie na złość.

„Ciekawe, kto w tym roku otworzy u siebie kierunek z bardziej chwytliwą nazwą?”

Ale nazwa to niestety nie wszystko, mimo że wiele uczelni na tym wygrywa, przyciągając co roku rzesze naiwnych studentów. Podobnie miałem i ja zaczynając studia powiązane z pedagogiką specjalną na publicznej uczelni. Po pierwszym semestrze studiów dowiedziałem się, że kierunek w którego nazwie  jest „z” oznacza, że do członu za literą „z” nie masz uprawnień. 

studiuj

Ja wiem, że blogerem jestem na fejsie niewielkim, ale mimo to mam wielką nadzieję, że ten tekst odbije się echem w blogosferze – zwłaszcza tej licealnej. Nie dość, że już sam wybór studiów jest sprawą dość skomplikowaną, to jak już człowiek się na nie zdecyduje, okazuje się, że nie ma uprawnień. Nie sądzicie, że to jest jakiś żart? Szkoda tylko, że nie działa w dwie strony zgodnie z jego ideą.  

Studiujesz kierunek bez uprawnień – rzuć te studia!

To chyba jedna z najgorszych możliwych opcji, ale jeśli masz plan B, to wcale nie najgorsze. Pamiętaj tylko o jednym; zdecyduj się na zmianę studiów najlepiej na pierwszym roku. Wtedy jest to po prostu jeszcze najbardziej opłacalne. Zwykle pierwszy rok na studiach jest ogólny a siatka przedmiotów kanonowa (są to przedmioty, które w większości przepiszesz na pokrewnych studiach). Po półtora roku studiów zmieniać już nie warto. Po pierwsze; zżyłeś się już z ludźmi, więc choćby za cenę dobrego towarzystwa warto na tych studiach zostać. Druga sprawa, że nawet jeśli te studia nie są Twoimi wymarzonymi i nie zdobędziesz po nich pełnych uprawnień, to zawsze możesz iść na inne studia drugiego stopnia a obecne dokończyć. W dzisiejszych czasach nigdy nie wiesz, czy ten papier, który niewielkim kosztem możesz zdobyć, za półtora roku do czegoś Ci się jednak nie przyda. Trzecia sprawa i chyba najwazniejsza w tym momencie jest taka, że; Dyplom to nie wszystko!

Liczą się umiejętności

Nawet jeśli będziesz najbardziej wykształconym idiotą, to nadal idiotą będziesz i żaden papier tego nie zmieni. Przy najbliższej okazji z awansu zawodowego, czy ze stanowiska wygryzie Cię osoba po podyplomówce i pięciu policealkach, ale z doświadczeniem, którego Ty nie masz. Bo papier ma dziś nadal wielką moc, ale trzeba wiedzieć, który wybrać.

  • Studia to poważna decyzja i warto ją dokładnie przemyśleć. Szczególnie, jeżeli są one z jakiegoś powodu konieczne, żeby w przyszłości znaleźć tę jedną wymarzoną pracę. Ale studia to nie wszystko.

    • Problem w tym, że w szkole średniej rzadko kiedy jest jakiś przedmiot, czy zajęcia na których uczniowie mogli by przedyskutowac swoje pomysły na studia. Rodzice – chcą pomóc, ale nie zawsze potrafią i często w takim wypadku zostaje metoda prób i błędów.

      Przede wszystkim najważniejsze jest to, żeby się nie poddawać, bo studia mają być tylko wskazówką do tego jak spełniać siebie i swoje marzenia.

  • U mnie kierunek studiów był wylosowany przez mamę i… przepadłam, kocham psychologię :p

    • Jak to mówią; prędzej, czy później i tak wyjdzie szydło z worka. Nie warto się pod tym względem oszukiwać 😉

  • Nic nie stoi na przeszkodzie aby po studiach rozpocząć pracę w innym zawodzie. Znam osoby, które skończyły filologię polską a są teraz księgowymi lub kadrowymi.

    • I w dzisiejszych czasach taka sytuacja jest bardzo często. To, że ktoś skończył takie a nie inne studia jednak wcale go nie skreśla jako dobrego pracownika. O wiele więcej znaczą chęci do pracy niż to co pomieszało w naszej przeszłości pod względem edukacji.

  • Zgadzam się, studia to taka trochę walka z instytucją, z dziekanatem i w sumie o siebie, i o swoją przyszłość. Czasami pójście za głosem serca kończy się kilka lat później niezbyt ciekawymi perspektywami. Lepiej wcześniej wiedzieć, co dzięki naszej pracy uzyskamy:)

    • To trochę jak walka z wiatrakami, bo mimo, że to student powinien być najważniejszy, to i tak nie wygrasz. Moje pójście za glosem serca nie skończyło się totalną tragedią i nadal po 5 latach mogę zdobyć tytuł szanowanego magistra, ale mam świadomość, że nie każdy miał tyle szczęścia co ja.

  • Tak trochę jak w moim przypadku. Szedłem na studia i nie wiedziałem co tam się będzie działo. Kierunek wybrałem bo piękne wizje przede mną roztaczano w informatorach. Kierunek w sumie taki jaki mnie interesował, ale jak się później okazało nazwa to nie wszystko. Rzeczywistość pokazała, że jest to troszkę co innego. I tak po I roku z pewnym już bagażem doświadczenia zmieniłem kierunek studiów na co innego. Tym razem już wiedziałem co w trawie piszczy. Summa summarum ten drugi kierunek skończyłem ale czułem wielki niedosyt, bo to czego miałem się nauczyć to przez 5 lat „studiowania” polizałem tylko wierzchołek góry lodowej. Zdecydowanie więcej sam się nauczyłem po studiach. Sam musiałem sobie „zdobywać” doświadczenie. Papier jest ważny, ale studia to nie wszystko. Kwalifikacje trzeba „wyrabiać” sobie samemu „po godzinach”.

    • Mnie nawet nie tyle informator zainteresował, co nazwa specjalności. Według jednego i drugiego miałem po tych studiach robić to co leży w kręgu moich zainteresowań, czyli pracować z niepełnosprawnymi. Problem w tym, że jak możesz wszystko, to znaczy, że nie możesz nic.
      Mój drugi kierunek był już o niebo lepszy, bo pozwolił mi na pracę z dziećmi, tylko, że znowu bez pełnego wykształcenia. Jak zwykle coś miało być i nie ma.

      Wczoraj pani w dziekanacie proponowała mi jeszcze drugą nauczycielską specjalność do wyboru. Ja się jej grzecznie zapytałem, czy będę miał uprawnienia do pracy we wszystkich typach placówek?A ona na to, że tylko w określonym typie. To ja grzecnie podziękowałem za informację i zdecydowałem się za zintegrowaną edukację wczesnoszkolną z wychowaniem przedszkolnym. Wolę mieć te kilka różnic programowych więcej, ale przynajmniej nie pluć sobie w brodę, że znowu coś skopałem.

      Jeszcze co do samego papierka, jak już o tym mówimy – cała prawda.

  • Ja myślałam, że jak pójdę na studia i będą do mnie mówili na Pani to, że w końcu będę traktowana jak osoba „na równi”, jako dorosła hehe….A bywa gorzej niż w gimbazie:/ Aktualnie udało mi się przerwać pierwszy rok a zobaczymy co będzie dalej – mam nadzieję, że uda mi się zdobyć odpowiednie kwalifikacje 😀

    • Z tym mówieniem na „Pan/Pani”, to też bywa różnie. Jeden wykładowca dwa lata starszy będzie kazał mówić sobie na ćwiczeniach „per Pan” a inny po imieniu. Czasami to jest dobre, bo wiesz kto w tej sali gra jaką rolę, ale są też momenty kiedy to jest po prostu przesada. Tym bardziej, że dwa lata różnicy, to prawie tyle co wcale na studiach.

      Studia trzeba po prostu przetrwać i czasami zagryźć zęby 🙂

  • Studia to ściema. Mocno się na nich zawiodłam, moje wyobrażenia nijak się miały do rzeczywistości. Teraz liczy się walka o studenta (ilość oczywiście) i pozyskanie jak największej ilości środków na nowe fotele i pozłacane tabliczki na drzwiach. A promocje uczelni to kłamstwo w żywe oczy… Ale cóż, skoro negatywne głosy na temat uczelni i studiów z impetem są tłumione, to sytuacja szybko się nie zmieni…

    • Asia jak zwykle pojechała po całości, ale wcale Ci się nie dziwię 😀 Sam już nieraz miałem takie momenty na studiach, że jakby tkoś w tamtej chwili do mnie podszedło ,to nie wiem, co by się z nim stało. I z jednej strony staram się zrozumieć to, że uczelnia żyje ze studenta, ale z drugiej czasami jak widzę te wszystkie utrudnienia i pół – prawdy, to mam dość.

      • Jak zwykle 😉 Wiesz, bardzo długo nie mówiłam otwarcie o tym, co się dzieje na uczelniach. No ale jak wysoko postawieni w hierarchii pracownicy kłamią w żywe oczy mówiąc jakie to cuda dostaniesz, jak przyjdziesz na studia, a Ty tam studiujesz, widzisz jak jest i dobrze wiesz, że te obiecanki od lat nie są spełniane no to kurde… Widzisz, jak to funkcjonuje i zamiast być dumnym studentem to wstydzisz się przyznawać do tego gdzie i co studiujesz. Ale może ja jestem przeczulona. Ci, którzy lubią nicnierobienie często sobie chwalą studia 😀

        • Wiesz, oni zawsze patrzą na to z perspektywy magistra zatrudnionego na uczelni, albo często też doktoranta. I niby to człowiek, który jeszcze nie dawno był na Twoim miejscu, ale jednak już nie ten sam. Druga sprawa, że pewnych rzeczy takiemu pracownikowi nie wytłumaczysz, bo przecież on tu pracuje; „Jak wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one.

          Ja po prostu jestem uczulony na nicnierobienie, więc tak; jesteś normalna 😀

  • Ja rzuciłam pierwsze studia po pierwszym semestrze, teraz idę na malarstwo, czyli kierunek zapychacz czasu dla niezdecydowanych życiowo ludzi, bo tak naprawdę do malowania nie potrzeba żadnego dyplomu i wykształcenie „artysta malarz” raczej mi w niczym nie pomoże. Wiem, że będę studiować bez sensu, ale jest to świadoma decyzja, więc chyba nie jest tak źle. Mnie osobiście bawią te wszystkie tajemnicze kierunki z szalonymi nazwami typu Komunikacja promocyjna i kryzysowa, Architektura informacji i tym podobne. Idziesz na studia, a plan zajęć okazuje się wielką niespodzianką, nie masz pojęcia co w ogóle można po nich robić, ale masz zajęty czas, masz po co wstawać rano. Zauważyłam, że spora część osób w młodym wieku błądzi po omacku i czeka po prostu na jakieś niespodziewane wydarzenie, które stanie się punktem kulminacyjnym w życiu.

    • Ja tam do malarstwa nic nie mam i na pewno brzmi to dużo bardziej sensownie niż ta „komunikacja promocyjna i kryzysowa”. Grunt w tym, żeby wiedzieć co chce się robić i widzieć w tym sens. Idziesz tam, bo to lubisz i nawet jeśli ten papier nie da Ci wiele szczęścia to masz tego świadomość.

      Ani w szkole, ani te na studiach nie powiedzą nam co mamy robić, jeśli sami wcześniej tego właściwie nie odkryjemy. Przypadki w wyborze studiów zdarzają się szczęśliwe, ale to jest bardziej jak możliwość wygrania w totolotka.

      • Komunikacja promocyjna i kryzysowa to akurat dobry kierunek studiów, o ile oczywiście jest prowadzony z obeznanymi w temacie praktykami. Uczy kompetencji coraz pilniej poszukiwanych na rynku pracy. Ale wypadałoby mieć wtedy pomysł na siebie i na zastosowanie umiejętności w jakiejś konkretnej branży.

        • narwany

          No i tak generalnie jest wszędzie, że jak nie masz na siebie pomysłu to leżysz.

        • Pomysła na seibie zawsze jest podstawą do wyboru kierunku i to każdego.

    • Rozeznaj się w branży. Dyplom z ASP otwiera wiele drzwi niedostępnych dla kogoś, kto go nie ma. Jeśli chcesz nie tylko malować, ale także sprzedawać swoje prace, mieć wernisaże, wisieć w galeriach sztuki itd., to zdecydowanie lepiej być tym artystą malarzem niż osobą z ulicy. Sam talent to w tym środowisku często za mało.

  • Całkowicie się z Tobą zgadzam. Znam wielu studentów, którzy poszli na studia bo się dostali i nie zastanawiali się co chcą robić później. To zazwyczaj oni mieli największe problemy ze zdawaniem i studia ich męczyły.

    • Nic nowego. Sam kilka takich przypadków znam z „własnego podwórka”, ale wiesz jak jest; „biznes is biznes” i studenci idą tam, gdzie czuję, że będzie z tego pieniądz. A potem co? Nędza, bo nie zdałem i nie wiem co mam robić z życiem dalej.

      Prawda jest taka, że jak człowiek z pasją wie o chce robić, to studia przetrwa za cenę własnego szczęścia.

  • Justyna

    Ciekawy artykuł. Powinien być lekturą obowiązkową dla wszystkich przyszłych studentów. Zgadzam się w 100%, studia studiami, ale umiejętności również mają niebagatelne znaczenie. Pozdrawiam.

    • Myślę, że o wielu tych rzeczach obecni studenci już wiedzą a przyszli nawet jeśli nie dowiedzą się z tego artykułu, to przerobią to na sobie. Chociaż patrząc z własnej perspektywy uważam, że im wczesniej się tych wszystkich faktów dowiemy tym lepiej dla nas 🙂

  • Ja tez z tych, ktorzy nie studiowali (mialam checi i nawet zaczelam), bo nie do konca wiedzialam, czy to jest to, czemu chce poswiecic kolejne 5 lat. Nie wiem, czy bede kiedys tej decyzji zalowac, na razie nie 🙂

    • Jeśli nie jest się pewnyn, to nie zawsze warto ryzykować. Pomyśl sobie, że potem przez kilka kolejnych lat pluła byś sobie w brodę, że można było pokierować życiem inaczej. Nawet za cenę dziennych studiów, nie zawsze warto 🙂

  • Co prawda studia skończyłam dawno, dawno temu, ale faktycznie pod koniec drugiego semestru zrezygnowałam, bo doszłam do wniosku, że jednak studiowanie ukochanego przedmiotu (chemia) mnie nie kręci i co ja będę robić w przyszłości? Zmieniłam uczelnię i kierunek i to był strzał w dziesiątkę. Dyplom, to dopiero początek, cały czas trzeba się rozwijać i dokształcać. Moim zdaniem w dzisiejszych czasach trzeba być człowiekiem Renesansu, czyli posiadać wiele kompetencji. Pozdrawiam, Renata

    • Na tą chwilę, gdybym mógł cofnąć czas to ze studiów z których mam obecnie dyplom też bym pewnie zrezygnował. Niestety po półtoraraoku stwierdziłem już, że lepiei to dociągnąć do końca a poza tym miałem już drugi kierunek.

      Przewinął mi się kiedyś przez głowę pomysł ze zmianą wydziału, albo uczelni, ale z drugiej strony poza ubolewaniem nad papierkiem nie było mi wcale tak źle. A teraz? Teraz zaczynam magistra, z którego papierek da mi już wszystko. A doświadczenie to odrębna kwestia, którą będę rozwijał nawet po studiach – bo warto 🙂

      Pozdrawiam Cię również.

  • Yhhh true story. System edukacji jest popaprany… W wielu krajach zaleca się przed studiami zrobić rok przerwy – wyjechać, próbować różnych prac, zastanowić się nad życiem i dopiero wtedy wybierać co chcę w życiu robić. Znam mnóstwo osób, które na siłę robią coś zgodnego z kierunkiem (mimo, że tego nienawidzą), bo według nich to sukces.
    A chyba sukcesem jest robić co się w życiu kocha, nie? Nawet jeśli nie masz z tego dyplomu.

    • Mnie ten rok by raczej nie pomógł, bo wiedziałem co chcę robić już w liceum, ale to ja. Wielu ludzi dzisiaj tego nie wie, bo nie ma skąd śię dowiedzieć i im ten rok by się bardzo przydał. Niestety teraz mamy taki pęd życia, że przecież trzeba zaraz iść na studia a potem od razu do pracy, bo inaczej 67 ucieknie.

      Z wyborem studiów, tak jak z każdym innym nie warto się spieszyć. Dyplom prawdziwego szczęścia nie daje a spełnienie swoich marzeń tak 🙂

  • Kiedy prowadziłam zakład fryzjerski i przychodziły do mnie Panie (tak te po studiach też) do pracy, to tylko utrzymywały mnie przy zdaniu, że nie tylko papier się liczy. Doświadczenie w tym zawodzie, nadal wodzi prym 🙂

    • I w tym zawodzie i w każdym innym doświadczenie to kwalifikacja numer jeden. Najśmieszniejsze jest to, że studenci dowiadują się tego dopiero od prowadzacych w zakładzie na praktykach. Paradoks polega na tym, że sami od tych praktyk uciekają.

      • Dokładnie! Miałam jedną studentkę fryzjerstwa (bez wcześniejszych praktyk) i była zdziwiona kiedy mówiłam jej, że źle myje klientkom włosy lub nakłada farbę. Dla niektórych to może dziwne, ale dobry masaż to podstawa! Pytałam jej czy nie robiła tego na zajęciach praktycznych, a w odpowiedzi usłyszałam „teoria jest ważniejsza, a zajęcia praktyczne były w weekendy … wiesz, kto w weekend chodzi na praktyki, jak trzeba odespać … ”
        To by było na tyle ;p

        • Ty byłaś zdziwiona a co po niektóre klientki musiały być pewnie oburzone. I wydaje mi się, że w większości przypadków już po zachowaniu można wyczuć, czy pracownik w swoim zawodzie jest doświadczony, czy tylko jest teoretykiem.

          Ja po trzech latach studiów jestem zdania, że teoria teorią, ale bez praktyki to się daleko nie zajdzie. Czasami więc warto poświęcić nawet te kilka godzin swojego snu i wolnego 🙂

  • Studia są fajne, wiele uczą, jeśli nie mieszkasz z rodzicami, czasem zdarza się już podczas nich pierwsza praca – a powinna zawsze! – i polecam je. Ale niekoniecznie do tego, żeby się czegoś nauczyć. Bo od tego mamy własną motywację, książki i internet, czasem kursy (np. spawania nie nauczę się z książki). Teraz liczą się umiejętności i doświadczenie, a nie papierek z szumną nazwą.

    • Uczą zwłaszcza wiele rzeczy nie związanych stricte ze studiami, ale z codziennym życiem. Na pierwszym roku co prawda pracy nie miałem, ale od drugiego zacząłem dawać korepetycje i mimo, że nie było z tego wielkiej kasy to zawsze to jakieś grosze i czas nie stracony na marne. Mimo wszystko właśnie już dzięki tym korepetycjom nabrałem doświadczenia w pracy z dziećmi, wiem w jaki sposób tłumaczyć materiał i jak momentami słabo działa ich wyobraźnia. To znaczy dla mnie dużo więcej niż same studia – zgadza się 🙂

  • nie rozumiem .. nie powiedzieli, że nie będzie po tym kierunku uprawnień na pierwszym roku? Uczelnia to ukryła/zataiła ?

    • Nie mówili ani co będzie ani czego nie będzie. Każdy się potem bawił w Sherlocka 🙂

      • Sherlock rozwiązał by zagadkę … Co teraz będziesz robił z tą sprawą ?

        • Ja mam sytuację pod kontrolą bo i tak zaczynam magisterkę-studia zamierzam skończyć. Wiesz póki co uświadamiam pierwsze roczniki 🙂

          • A uczelnia co zamierza z tą sprawą zrobić?

          • narwany

            Póki co, to nic.

          • Póki co to nic.

  • Ogólnie ze studiów jesteśmy zadowolone, ale też i w nazwie nie było ukrytych znaczeń. Uczelnia, podobnie jak szkoła średnia chce przyciągnąć do siebie uczniów, dlatego zamiast niedawnego mat-inf jest np. klasa inżynierska. Ale jak widać to działa, więc dlaczego z tego nie korzystać?

    • Jeżeli dobrze trafiłyście to nic tylko się cieszyć 🙂 Dobrze jeżeli już w szkole średniej przygotowuje się uczniów pod wybór studiów i akademicką formę. Przynajmniej przyszli studenci wybierają potem kierunki zgodne ze swoimi zainteresowaniami. Może w przyszłości będzie więcej takich szkół.

  • Och, znam ten ból. Nam na III roku (kierunek biologia) odebrali uprawnienia diagnosty laboratoryjnego, co przekreślało przyszłą pracę w labie. Oczywiście można było je zrobić na kolejnych, tym razem płatnych, studiach podyplomowych. Paranoja!
    Samych studiów, atmosfery i ekipy bym nie zamieniła. Dobrze było przeżyć te czasy 🙂 Wspaniale jest wspominam!
    pozdrawiam serdecznie!

    • Na trzecim roku? Przecież to już prawie koniec studiów o ile były na licencjacie. Nie rozumiem takiego podejścia, bo to nic dobrego w przyszłości akademickiej nie wróży. Utwierdza mnie jednak w przekonaniu, z resztą chyba nie tylko mnie, że jeśli chcesz, żeby Twoje wykształcenie coś znaczyło, to musisz za nie zapłacić. A tyle się dziś mówi o bezpłatnej edukacji.

      Masz jednak rację, że na samych studiach wytrzymujemy często tylko dzięki atmosferze 🙂

  • Studia studiami, kierunek kierunkiem. Ja już na 5 roku pracowałem w zupełnie innej branży i w sumie wtedy mógłbym już rzucić studia, bo dyplom do dzisiaj mi się nie przydał.
    Ale studia nauczyły mnie jednego. Rozwiązywać problemy, szukać rozwiązań, radzić sobie w trudnych sytuacjach a nie czekać na gotowe i podane przez nauczyciela jak w szkole średniej. Gdyby nie studia, to teraz stanąwszy przez jakimkolwiek problemem, wpadałbym w panikę a tak znajduję rozwiązanie czasami niemal z marszu. Wiem jak szukać. Wiem, jak myśleć.
    A kierunek? Prawdę mówiąc nawet nie wiem dokładnie, jak się nazywał. Jest to gdzieś napisane w dyplomie 🙂

    • Ja póki co branży zmieniać nie mam zamiaru, jednak przygotowuję się już teraz do ciągłęj nauki, robienia dodatkowych kursów i kwalifikacji, bo tego dzisiaj wymaga zawód pedagoga.
      Sam też przekonałem się o tym, że czlowiek na studiach uczy się wielu innych, dodatkowych rzeczy, które okazują się być potem niezłą lekcją życia. To jest dużo wazniejsze, żeby poradzić sobie już po ich skończeniu. Na dyplomie kwalifikacji z radzenia sobie w trudnych sytuacjach życiowych nie wypisują.

      Kto wie, może ja w Twoim wieku też już nie będę pamiętał co studiowałem 😉

  • No i właśnie dlatego, ja swoje myśli związane ze studiami rozpoczęłam już w gimnazjum. Ba, nawet chyba w podstawówce. Najgorsze jednak, jak Cię zwyczajnie na jakichś studiach nie chcą. Bo o ile wlazło się w jakieś bagno z własnej winy i olewania sprawy to ok. Gorzej jak wszedłeś tam z braku możliwości. Ja tak właśnie mam. Tzn. działam dalej z poprawką matury, jednak boję się, że przez całe życie będę beznadziejnym analitykiem, farmaceutą etc, z żalu i złości, że nie dostałam się na medycynę. Wiele osób powtarza, że paier się nie liczy, jednak w większości to właśnie jeden papier zmienić może oblicze przyszłości.

    • Mhh…mówisz o braku możliwości i niestety masz rację, bo wielu ludzi w ten sposób wybiera. Ja sam się torchę w taki sposób przejechałem, bo nie zdawałem matury z żadnej biologii, ani geografii, tylko z wosu, więc ostatecznie wybór w rekrutacji miałen niewielki. Na szczęście moje studia nie są taką totalną porażką, bo jednak studiuję to co mnie interesuje a na pewne kwestie formalne za bardzo wpływu nie mam.

      Pamiętam też ten stres wielu z nas przed maturą, no bo jak nie zdasz, albo zdasz za słabo to się nie dostaniesz na studia. A co dalej? Jak się już na te studia dostaniesz, to potem nikt Cię już o tą maturę nawet nie zapyta. I w życiu wiele jest takich krótkich ważnych chwil, które potem mogą zaważyć na naszym dalszym losie.

  • Masz rację. Trzeba uświadamiać licealistów jak wybierać kierunki i specjalności bo to jest jakiś koszmar. Ja też jestem po licencjacie z pedagogiki z animacją społeczno kulturową i….nie mam po tym kierunku kwalifikacji pedagogicznych. Jestem animatorem. Na magisterkę poszłam na pedagogikę szkolną z socjoterapią. Po tym kierunku mam uprawnienia pedagogiczne, ale szłam na te studia już ze świadomością, że nie będę po nich socjoterapeutą i cały czas w planach miałam studia podyplomowe. Dlatego uważam, że młodzież trzeba w tym kierunku edukować oraz uczelnie powinny koniecznie opisywać konkretne kwalifikacje po danych studiach.

    • Słyszałem już tą historię z animacją od koleżanki, która była ze mną na obozie jako wolontariusz. Myślałem, że takie cuda to się dzieją tylko na jednej uczelni, ale okazuje się, że nie. I kończy się to potem tak jak piszesz, że idziemy często na magisterskie bardziej z musu niż z wyboru.

  • Studia to piękny czas, ale to te wybrane z głową mogą zaprocentować w przyszłości

    • Dziś jest to mimo wszystko coraz trudniejsze.

  • wszystko zależy też od tego co chcesz w życiu osiągnąć i czym się zajmować, wybór najlepszego kierunku musi być dobrze przemyślany

    • Ja sparzyłem się już niestety dwa razy i trzeci nie zamierzam.

  • Aleksandra ma kota

    Ja studiuję kierunek którego nie jestem pewna. Zobaczę co będzie dalej ale polecam najpierw poczytać przedmioty na zajęciach bo to baaaardzo odbiega to od wyobrażeń 🙂

    • Sam coś o tym wiem. Niestety lista przedmiotów nie zawsze jest dostępna przed rozpoczęciem roku a te z poprzedniach lat też często bardzo się różnią.

  • To właściwie co? „Idź do szkoły prywatnej, a najlepiej do zawodówki”?

    • Nie. Po Prostu zanim się wybierze studia warto to trzy razy przemyśleć i sprawdzić kwalifikacje po tym kierunku. W końcu studiować można dziś w każdym wieku. A zawodówka jest bardzo dobrą opcją dla tych którzy już w gimnazjum wiedzą, że piekarz, czy dekarz to zawód właśnie dla nich.

      • Tylko, że studia (w domyśle: w Polsce) najczęściej nie mają nic wspólnego z kwalifikacjami potrzebnymi w zawodzie. Wszystko jedno co tam sobie napiszą w reklamówce. 😉 Moim zdaniem oczekiwanie po studiach, że „przygotują do prawdziwego życia”, to pomyłka. Na studiach można sobie postudiować, poznać parę nowości i wtedy już na serio zdecydować, co Cię interesuje. A najlepiej w międzyczasie już szukać okazji w zawodzie, jaki wydaje się interesujący.

        • I nie mają nas też uczyć przygotowania do zawodu, tylko krytycznego myślenia. Dla mnie od tego roku to przede wszystkim czas poznawania nowych ludzi, wolontariatu, który może zaprocentować w przyszłości. Ale czasami po prostu trzeba pójść na studia, żeby to zrozumieć.

          • Hehe, z tym krytycznym myśleniem, to byłabym ostrożna. Na publicznych raczej można nauczyć się jak zadowolić punkt widzenia profesora. 😉 A co do „towarzystwa”, to raczej też bym nie rozpatrywała uczelni na tej podstawie. No można tam spotkać ciekawych ludzi, ale można to też zrobić w zawodzie, który nas interesuje, albo zapisując się na jakieś zajęcia z zakresu naszych hobby, i wielu innych miejscach. I co za wolontariat wybrałeś? Jakie widzisz możliwości z nim związane?

          • Mozna go nie zadowalać i siedzieć cicho, albo udzielać się oficjalnie tylko w kwestiach w których się zgadzamy – ja tak robię i jestem już na 4 roku 😀 Z kolei poznanie nowych ludzi na studiach daje nam o tyle większe możliwości rozwoju, że słuchając ich przeżyć mozna skorzystać na tym co robić warto a czego być może nie – choć tu też potrzeba krytycznego myślenia jak dla mnie, bo nie chodzi już stricte o ozajęcia ale o to jak poza studiami wykorzystujemy nasze znajomości i czy one nam coś dają.

            Ja od ponad roku mam wolontariat w Fundacji Polskich Kawalerów Maltańskich. Nie gwarantuje mi on co prawda żadnej pracy, natomiast już na tą chwilę wiem, że jeśli poproszę o opinię lub jakieś kwalifikacje to je otrzymam. Dodatkowo mam możliwość uczestnictwa w wielu imprezach i wyjazdach oragnizowanych dla osób niepełnosprawnych jako wolontariusz, co daje mi przede wszystkim doświadczenie. Bez tego w moim przyszłym zawodzie ani rusz 🙂

  • E tam, liczą się dobre chęci i potencjał oraz talent..:P
    Tytuł dałabym ..po co studiujesz?:)

    • Na studiach przede wszystkim potenciał, który niekoniecznie na uczelni trzeba wykorzystać. A Tytuł zostaje, bo mi się podoba. O studiach na pewno nie piszę ostatni raz 😛

      • luzik, taka luzna propozycja 😛

  • Jak się chce dowiedzieć czegoś więcej i być człowiekiem społecznie wykształconym a nie tylko na papierze to rzeczywiście warto 🙂

    Mam nadzieję, że jak już zostanę oficjalnie magistrem pedagogiki i zacznę pracę z niepełnosprawnymi dziećmi, to moje kontakty nie zamkną się tylko w kręgu ludzi z branży. Z resztą nawet już w samym Zakonie Maltańskim jest pełno medyków 🙂

    A zakładkę edytuję w najbliższym czasie, bo górny pasek jest już trochę nieaktualny rzeczywiście 🙂

    • To brzmi bardzo ciekawie. Powodzenia z Twoim planem w takim razie. 😉

      • Dziękuję. Przyda się 🙂

  • W Polsce wszystko jest postawione na głowie jeśli chodzi o edukację wyższą. Jest presja, aby studiować, cokolwiek, mało ważne co, studiować za wszelka cenę trzeba! ;p. Więc wszyscy idą na te studia, a potem kończą je i nie widzą co ze sobą zrobić. Bo wsparcia z żadnej strony nie ma. Ale faszerowani przez studia są propagandą rodem z poprzedniej epoki. Wtedy akurat to była prawda – studia zapewniały dobrą pracę, teraz jest to wszystko bardziej skomplikowane…

    • Brakuje nam rzeczywiście ludzi z pasją i ludzi naprawdę wykształconych technicznie po szkołach zawodowych i technikach. Dwa, że na studia naprawdę powinni iść ludzie z pomysłem na siebie i podczas studiów go rozwijać a nie tak jak teraz, że idą jak leci, bo zostali przyjęci. Szczycimy się wykształconym społeczeństwem, ale ja wolałbym się szczycić społeczeństwem myślącym.

  • Maturzyści pojęcie o kierunkach studiów mają baaarzdo ogólne. Ale czemu tu się dziwić, skąd mają informacje czerpać? Wszyscy naokoło wiedzą, że prawnik zostaje adwokatem, socjolog robi ankiety, a psycholog leczy ludzi na kozetce. Same schematy na około!

    Wróciłem niedawno z pięciomiesięcznej autostopowej tułaczki wokół Bałtyku ;] Zszokowało mnie, że w krajach postsowieckich – w takiej Estonii dajmy na to – tam maturzyści maja obowiązkowego Lifetrampa, czyli spędzają czas z przedstawicielem danej profesji, stolarzem, psychologiem, dziennikarzem i dzięki temu mają większe pojęcie z czym taki zawód się je. Potem łatwiej wybrać studia, jak się ma wiedzę, a nie wyobrażenie, często mylne, na temat tego czym jest dany kierunek studiów i na czym polega dany zawód ;]

    Słyszał ktoś w Polsce o czymś takim?

    • Inforamtory studenckie to też jest jedna wielka fikcja i propaganda uczelni, żeby tylko ich do siebie przyciągnąć. Dwa, że przez te błędne informacje ludzie mają błędne oczekiwania, że studia ich do czegoś przygotują a to guzik prawda. Dopóki sobie tego nie uświadomimy, to nadal będziemy żyć w schematach.

      Poza Estonią jest wiele innych krajów, także europejskich z zupełnie innym systemem wykształcenia wyższego. Bardziej nastawionych na myślenie i oferujących jakiekolwiek praktyki z konkretnym zakładem. A u nas większość tych rzeczy musisz załatwiać sam i nie masz pewności, że Ci się uda.
      Problem polega też na tym, że w szkołach średnich powinni uczyć prawdziwi specjaliści a nie tak jak w ogólniaku tylko nauczyciele z danego zawodu na papierze. Wtedy łatwiej by było ludziom nawet w praktyczny sposób doradzić co mają w życiu robić.

      • True. Współpraca uczelni z biznesem i specjalistami to jest coś czego mi brakuje w naszym systemie edukacji. Kiedyś byłem bardziej za teoretycznym podejściem, ale to jednak nie tędy droga. Ideał studiowania dla czystego poznania naukowego powinien ustąpić na rzecz praktycznego wykorzystania wiedzy i adekwatnej do zawodu pracy! A ten ideał jest wyznawany przez bardzo wielu pracowników naukowych… W tym również sęk ;]

        • Chyba chciałeś napisać, że niewielu, albo niewielu w takiej formie jakiej byśmy oczekiwali bo jednak oni od x lat są wykładowcami na uczelni. I dobrze jeśli w przeszłości mieli kontakt z edukacją w praktyce. Gorzej jeśli nie wiedzą o czym mówią.

          • Mogłem jaśniej napisać (mój błąd), ale chodziło mi o to, że ideał studiowania dla czystego poznania naukowego jest wyznawany przez bardzo wielu pracowników naukowych. A powinniśmy iść bardziej w stronę praktyki ;]

          • narwany

            Teraz rozumiem i popieram 🙂

          • Trochę potrwa zanim coś w tym kierunku drgnie 😉

  • Kurcze, dobry tekst… wiesz co jest problemem człowieka wybierającego się na studia…? To, ze jest za młody i za głupi, no może nie głupi, źle się wyraziłam, za mało doświadczony życiowo – tak lepiej, żeby decydować o swoim losie i tym, co chce robić ze sobą później… Mało jest jednostek, które skupiają się na prawde na przyszłości i mają już w tym wieku określone cele… Najlepszym przykładem jestem… ja 😀 Fakt, wybrałam turystykę i rekreację ze względu na pasję i wrodzone włóczykijostwo… ALE – no właśnie… co mi to dało? Ano nic… Dziś pracuję w fabryce samochodów, co nie wiele ma wspólnego z turystyką, poza dawaniem mi możliwości finansowych do realizacji moich włóczykijowskich zamierzeń… Dziś, gdybym mogła raz jeszcze decydować o studiach, wybrałabym cięższą, ale słuszniejszą drogę z perspektywy lat, weterynarię. Kocham zwierzaki, zawsze kochałam, krew nie jest dla mnie straszna, życie istot ratować jestem w stanie – spełniam ważniejsze kryteria. Nadal dumam, czy nie zrobić kursu asystenta weterynaryjnego – tak utkwił we mnie ten dylemat moralno – przyszłościowy…. Ehhhh, nie ważne co się studiuje – studia to jeden z bardziej ociekających zajebistością okresów w naszym życiu 😀 Ściskam!

    P.S. łoooo matko, ale się rozpisałam 😛

    • Też uważam, że po pierwsze; ludzie zbyt wcześnie muszą podjąć decyzję o wyborze studiów i po drugie; szkoła średnia ani nie przygotowuje do ich podjecia, ani też często nie daje im takiej wiedzy o sobie, żeby mogli ten kierunek wybrać bezbłędnie. Nie ma w szkole zajęć, które rozwijały by pasje uczniów i dzięki temu wiedzieli co chcą robić w przyszłości.

      Ja popełniłem kilka błędów na początku drogi ze studiami, ale w gruncie rzeczy teraz udało mi się to naprostować. Na szczęście 😀 Pozytywne jest też to, że poza podjęciem studiów z musu, bo potrzebne będą takie a nie inne kwalifikacje, można też wybrać studia, dla samej satysfakcji. I na pewno studiuje się wtedy z przyjemnością 🙂

  • Nieprzemyślane studia lub studia na siłę to najgorsze, co mogą zrobić młodzi ludzie. Wierzcie mi, wiem, co mówię.

    • Po trzech latach studiów, które nie dały mi oczekiwanych kwalifikacji, potwierdzam.