Co za rozpieszczony bachor!

Dawno mnie tu nie było, bo pochłonęły mnie wakacje i wakacyjne wyjazdy. Żeby nie być gołosłownym, to na sam początek zastrzelę Was nudną statystyką; 2 miesiące – 4 wyjazdy, w tym dwa z niepełnosprawnymi. Stety lub niestety tylko jeden z nich z dziećmi. Stety dlatego, że praca z dziećmi jest co prawda dużo bardziej wymagająca, ale z mojego punktu widzenia każdy osiągnięty cel przynosi dużo większą satysfakcję. Niestety z dziećmi, bo nigdy nie wiesz, z kim będziesz miał do czynienia na takim obozie; bardzo często nie znasz ani dziecka, ani jego rodziców. To właśnie dlatego praca na turnusie jest dużo trudniejsza niż w placówce. Momentami tak trudna, że ma się ochotę krzyczeć; Co za rozpieszczony bachor!

Chcesz mieć bachora z głowy – wyśli go na obóz

Myśl straszna, ale prawdziwa, bo pomimo tego, że zdecydowana większość rodziców wysyła niepełnosprawne dzieci na różne kolonie, turnusy i inne wyjazdy (po to, żeby dzieci ze sobą zintegrować, żeby wyszły poza krąg swoich niepełnosprawnych rówieśników, żeby poznały nowe miejsca), to wśród nich nadal znajdą się tacy, dla których wyjazd dziecka (bachora), to idealna szansa na pozbycie się z domu kłopotu na tydzień lub dwa. Dlaczego? 

Bo niepełnosprawne dziecko to ciągłe wyrzeczenia, ciągłe zamartwianie się o jego przyszłość, o pieniądze, o to, czy jego stan zdrowia się nie pogorszy. Po tygodniu można być zmęczonym a co dopiero spędzić tak połowę, jak nie często całe swoje życie. A co z planami na przyszłość? Co z rozwojem zawodowym, z marzeniami? Mam z tego zrezygnować? Nie ma mowy! Moje dziecko musi być normalne! Sprostowanie: W tym wypadku normalne znaczy zdrowe.

To nie bachor, to normalne dziecko

Tylko trochę zaburzone rozwojowo. To dziecko, które ma trochę inne postrzeganie świata, które nie myśli często refleksyjnie, ale instynktownie. Dla wielu rodziców to problem, bo potrzebne są inne metody wychowawcze, inne zasady i przede wszystkim inne kary…

wychować bachora

To jest właśnie ten moment kiedy; siedź tutaj i nie wychodź, dopóki Ci nie pozwolę nie działa. No dobra, w przypadku zdrowego dziecka też nie, ale dla niepełnosprawnego dziecka, dla niewychowanego dzieciaka z autyzmem taki tekst działa jak płachta na byka. Ty myślisz sobie; Mam spokój na jakieś pół godziny a dziecko myśli; Poszedł sobie. Świetnie! Zaraz zrobię jeszcze większy bałagan, powyrzucam mu jego ubrania z szafy, zacznę wrzeszczeć jak to mi jest źle itd. Na pewno zwrócę tym czyjąś uwagę. Moją na pewno nie, ale to kwestia pracy nad sobą, praktyki; której nigdy zbyt wiele a przede wszystkim konsekwencji. Tego ostatniego brakuje często zarówno niepełnosprawnym dzieciom, jak i ich rodzicom. 

Jak wychować niepełnosprawnego bachora

Tak samo, jak niepełnosprawne dziecko, tylko gorzej, bo „bachor” to rozpieszczone, rozpuszczone dziecko, którego rodzicom brakuje siły na ciągłe upominanie, które nie zna konsekwencji tego, co robi a zamiast kary, dostaje nagrodę. Na przykład jakąś zabawkę, żeby siedziało cicho, chociaż 5 minut. To tak nie działa… Przecież za 5 minut znowu będziesz miał tę samą akcję, tylko ze zdwojoną siłą. Przecież to nie metoda wychowawcza a rozpuszczanie jeszcze bardziej niewychowanego dziecka, które potem jedzie na kolonie, a do swojego opiekuna zwraca się; Jesteś głupia! Nienawidzę Cię! Wy wszyscy chcecie mnie tutaj tylko karać. To mają być wakacje, a ja czuję się jak w więzieniu…

Zapomniałem o jednej rzeczy; Do tego wszystkiego warto dołożyć jeszcze informację, że w zamian za swoje dobrowolne zajmowanie się cudzym dzieckiem, próbę poprawy jego warunków życia, czy jakiegoś dostosowania, żeby mogło przeżyć w społeczeństwie, możesz zostać skopany, pogryziony a w najlepszym wypadku zbluzgany.

Wszystko jest kwestią wychowania

Bo nawet najbardziej niewychowane, najgłębiej niepełnosprawne dziecko da się nauczyć, choć minimum kultury osobistej. To już nie jest kwestia „niepełnosprawności” na którą rodzice tak chętnie zrzucają winę i obarczają obowiązkiem naprawy dziecka pedagogów. To jest kwestia „niechcemisię” więc niech zrobi to za mnie ktoś inny. Niech ktoś inny wychowa moje niepełnosprawne dziecko, bo przecież ma na ten temat wiedzę, kwalifikacje, doświadczenia. Ja jestem tylko rodzicem i spędzam z nim co najmniej połowę mojego życia.