Co za rozpieszczony bachor!

Dawno mnie tu nie było, bo pochłonęły mnie wakacje i wakacyjne wyjazdy. Żeby nie być gołosłownym, to na sam początek zastrzelę Was nudną statystyką; 2 miesiące – 4 wyjazdy, w tym dwa z niepełnosprawnymi. Stety lub niestety tylko jeden z nich z dziećmi. Stety dlatego, że praca z dziećmi jest co prawda dużo bardziej wymagająca, ale z mojego punktu widzenia każdy osiągnięty cel przynosi dużo większą satysfakcję. Niestety z dziećmi, bo nigdy nie wiesz, z kim będziesz miał do czynienia na takim obozie; bardzo często nie znasz ani dziecka, ani jego rodziców. To właśnie dlatego praca na turnusie jest dużo trudniejsza niż w placówce. Momentami tak trudna, że ma się ochotę krzyczeć; Co za rozpieszczony bachor!

Chcesz mieć bachora z głowy – wyśli go na obóz

Myśl straszna, ale prawdziwa, bo pomimo tego, że zdecydowana większość rodziców wysyła niepełnosprawne dzieci na różne kolonie, turnusy i inne wyjazdy (po to, żeby dzieci ze sobą zintegrować, żeby wyszły poza krąg swoich niepełnosprawnych rówieśników, żeby poznały nowe miejsca), to wśród nich nadal znajdą się tacy, dla których wyjazd dziecka (bachora), to idealna szansa na pozbycie się z domu kłopotu na tydzień lub dwa. Dlaczego? 

Bo niepełnosprawne dziecko to ciągłe wyrzeczenia, ciągłe zamartwianie się o jego przyszłość, o pieniądze, o to, czy jego stan zdrowia się nie pogorszy. Po tygodniu można być zmęczonym a co dopiero spędzić tak połowę, jak nie często całe swoje życie. A co z planami na przyszłość? Co z rozwojem zawodowym, z marzeniami? Mam z tego zrezygnować? Nie ma mowy! Moje dziecko musi być normalne! Sprostowanie: W tym wypadku normalne znaczy zdrowe.

To nie bachor, to normalne dziecko

Tylko trochę zaburzone rozwojowo. To dziecko, które ma trochę inne postrzeganie świata, które nie myśli często refleksyjnie, ale instynktownie. Dla wielu rodziców to problem, bo potrzebne są inne metody wychowawcze, inne zasady i przede wszystkim inne kary…

wychować bachora

To jest właśnie ten moment kiedy; siedź tutaj i nie wychodź, dopóki Ci nie pozwolę nie działa. No dobra, w przypadku zdrowego dziecka też nie, ale dla niepełnosprawnego dziecka, dla niewychowanego dzieciaka z autyzmem taki tekst działa jak płachta na byka. Ty myślisz sobie; Mam spokój na jakieś pół godziny a dziecko myśli; Poszedł sobie. Świetnie! Zaraz zrobię jeszcze większy bałagan, powyrzucam mu jego ubrania z szafy, zacznę wrzeszczeć jak to mi jest źle itd. Na pewno zwrócę tym czyjąś uwagę. Moją na pewno nie, ale to kwestia pracy nad sobą, praktyki; której nigdy zbyt wiele a przede wszystkim konsekwencji. Tego ostatniego brakuje często zarówno niepełnosprawnym dzieciom, jak i ich rodzicom. 

Jak wychować niepełnosprawnego bachora

Tak samo, jak niepełnosprawne dziecko, tylko gorzej, bo „bachor” to rozpieszczone, rozpuszczone dziecko, którego rodzicom brakuje siły na ciągłe upominanie, które nie zna konsekwencji tego, co robi a zamiast kary, dostaje nagrodę. Na przykład jakąś zabawkę, żeby siedziało cicho, chociaż 5 minut. To tak nie działa… Przecież za 5 minut znowu będziesz miał tę samą akcję, tylko ze zdwojoną siłą. Przecież to nie metoda wychowawcza a rozpuszczanie jeszcze bardziej niewychowanego dziecka, które potem jedzie na kolonie, a do swojego opiekuna zwraca się; Jesteś głupia! Nienawidzę Cię! Wy wszyscy chcecie mnie tutaj tylko karać. To mają być wakacje, a ja czuję się jak w więzieniu…

Zapomniałem o jednej rzeczy; Do tego wszystkiego warto dołożyć jeszcze informację, że w zamian za swoje dobrowolne zajmowanie się cudzym dzieckiem, próbę poprawy jego warunków życia, czy jakiegoś dostosowania, żeby mogło przeżyć w społeczeństwie, możesz zostać skopany, pogryziony a w najlepszym wypadku zbluzgany.

Wszystko jest kwestią wychowania

Bo nawet najbardziej niewychowane, najgłębiej niepełnosprawne dziecko da się nauczyć, choć minimum kultury osobistej. To już nie jest kwestia „niepełnosprawności” na którą rodzice tak chętnie zrzucają winę i obarczają obowiązkiem naprawy dziecka pedagogów. To jest kwestia „niechcemisię” więc niech zrobi to za mnie ktoś inny. Niech ktoś inny wychowa moje niepełnosprawne dziecko, bo przecież ma na ten temat wiedzę, kwalifikacje, doświadczenia. Ja jestem tylko rodzicem i spędzam z nim co najmniej połowę mojego życia.

  • Gosia

    Dla mnie to straszne jak ludzie wpierdzielają się czasem nie w swoje życie lub przesadnie się nim interesują. Jeżeli chodzi o wychowanie dziecka to ja jako matka chcę je wychowywać po swojemu i też miałam ostatnio spięcie w tej kwestii z teściówką. Ciężko komuś cokolwiek radzić jak nie miało się takiej sytuacji samemu. Znajomi wychowują niepełnosprawnego syna już 23 lata i różne jazdy z nim mają ale kochają go ponad życie. Wspieramy ich jak możemy ale nigdy nie osądzamy. Mogą na nas liczyć.

    • Rodzice – dziadkowie są starsi, więc pewne sytuacje mają już za sobą, ale jest jeszcze kwestia różnicy pokoleń i różnicy w wychowaniu. A ponad to uważam, że lepiej pod tym względem jest mieć pretensje do siebie niż do kogoś.
      Niepełnosprawna osoba natomiast też jest człowiekiem, który potrzebuje miłości i akceptacji. Nie odbierajmy więc im radości z życia tylko przez to, że są inni, bo każdy z nas jest 🙂

  • Dorośli potrafią być naprawdę bezmyślni, nie liczą się z uczuciami takich dzieci.

    • Nie do końca o to mi chodziło, ale rozumiem Twoje podejście.

  • Piekielna Strona Popkultury

    Wychowanie to nie jest jedynie kwestia rodziców, ale też społeczeństwa. Co w gruncie rzeczy sprowadza się do rodziców. nie chodzi jedynie o zakazy i nakazy, ale też o pokazywanie różnych, w założeniu dobrych rzeczy.

    • Jedno z drugim się łączy a ja bym nawet powiedział, że przeplata, bo za wychowanie dziecka jest odpowiedzialna każda osoba która ma z nim kontakt. Problem w tym, że jeśli chodzi o dzieci niepełnosprawne intelektualnie – nie kązdy wie jak się prawidłowo zachować. Sama teoria też nie wiele znaczy, jeśli jej nie wykorzystamy – tak odnośnie zasad właśnie 🙂

  • Asia Mancarz

    Bardzo ciekawy problem poruszyłeś. Oczywiście, że to rodzice powinni udźwignąć taki ciężar odpowiedzialności i nie powinni zrzucać wychowania na pedagogów i de facto obcych ludzi. Z drugiej strony jestem w stanie zrozumieć jak bardzo nieraz chcieliby odpocząć, a takie wyjazdy są bądź co bądź dobrą okazją ku temu. Jednak wychowania rodzicielskiego nic nie zastąpi i to jest pewne.

    • Tu jak we wszystkim potrzebny jest kompromis. Rodzice wysyłając takie dziecko na obóz powinni zwrocić się z jednym problemem wychowawczym – tym najgorszym a nie po prostu wsadzić do busa i tyle. A pedagodzy? W przypadku rodziców zaangażowanych w to wychowanie są rzeczywiście po to by dac rodizcom kilka dni wolnego. Gorzej jeśli rzeczywiście rodzice sobie z dzieckiem nie radzą, bo wtedy wychowawca ma po prostu, łagodnie rzecz ujmując – przechlapane

      • Asia Mancarz

        Jasne, że tak. Chciałam tylko zwrócić uwagę na fakt, że rodzice też są ludźmi z krwi i kości, i w większości przypadków nie spodziewali się, że czeka ich takiego rodzaju życie. Oczywiście, decydując się na dziecko każdy powinien brać pod uwagę, że nie będzie to zdrowy, grzeczny, różowy, idealny bobasek.

        • To fakt. Niewielu rodziców studiuje lub studiowało Pedagogikę, czy też Pedagogikę Specjalną, więc raz, że ich wiedza na starcie na ten temat jest znikoma a dwa, że przeżywają szok. Tylko, że po każdym szoku warto jednak wziąć się w garść – chociaż dla dobra dziecka.

  • Dominika Dradrach

    Ja nie lubie się wtrącać w wychowanie cudzych dzieci ale w nie których sytuacjach trudno mi nie zareagować. 6-latek wyzywający i bijący inne dzieci a jak się matce zwróci uwagę to wielce obrażona od razu leci do dziecka, nic nie powie tylko przytula i głaszcze po główce BO JAK KTOŚ MÓGŁ COŚ TAKIEGO POWIEDZIEĆ? PRZECIEZ TO ANIOŁEK!! A potem bedzie płacz i lament na starość że z aniołka kryminalista wyrósł! A to że dziecko jest chore lub niepełnosprawne wcale nie oznacza że wszystko mu wolno i nie można upomnieć lub wytłumaczyć że tak nie wolno.

    • Ja jako przyszły Pedagog Specjalny będę miał to wpisane w zawód. Czasami po prostu ordzice z pewnych rzeczy nie zdają osbie sprawy, zwłaszcza jeśli na co dzień nie interesują się aż tak niepełnosprawnością i wychowanie takiego dziecka jest dla nich jak wejście na Mount Everest. Są pewne rzeczy, które rodzice dzieci niepełonosprawnych – zwłaszcza intelektualnie – uważają za normalne a wcale takie normalne nie są – i właśnie w takich przypadkach nie zawacham się interweniować.

      • To będzie wymagało od Ciebie wiele siły i odporności psychicznej, bo dokładnie tak jak napisałeś:
        „w zamian za swoje dobrowolne zajmowanie się cudzym dzieckiem, próbę poprawy jego warunków życia, czy jakiegoś dostosowania, żeby mogło przeżyć w społeczeństwie, możesz zostać skopany, pogryziony a w najlepszym wypadku zbluzgany”
        – więc ja Ci tej siły i wiary w to co robisz bardzo życzę 🙂

        • Wierzę w to że się uda, bo uważam, że naprawdę warto! 🙂

  • Strasznie nie lubie okreslenia ‚bachor’…
    Aczkolwiek rozumiem Twoje argumenty i wiem, ze praca z dziecmi nie jest wcale latwa, nie mowiac juz o dzieciach z problemami…

    • Ja też go nie lubię i nie używam, ale to był wyjątek na potrzeby tytułu.
      Niepełnosprawnych dzieci też nie należy tak nazywać, choć pewnie w przypadku dzieci autystycznych nie jeden ma właśnie to na myśli. Mimo wszytsko uważam, że taka praca jest często o niebo lepsze niż ze zdrowymi, dorosłymi ludźmi 🙂

  • Z tym, że wysłanie dziecka na obóz to pozbycie się problemu, to bym powiedziała, że nie dotyczy to tylko dzieci niepełnosprawnych. Moja mama nie ukrywa, że czasami wysyłała mnie na zimowisko czy kolonię, nawet jak nie chciałam, bo dla niej to był tydzień lub dwa, kiedy mogła nie myśleć o tym czy wszystko jest w lodówce, czy zrobiła to czy tamto, bo ja (wychowywała mnie sama). Nie mogąc sama wziąć w pracy urlopu miała tak jego namiastkę, bo jak nie zrobiła zakupów, bo była zmęczona, to sama chodziła głodna i to było ok. Gdybym ja była w domu, to ok by nie było, no bo przecież dziecka na głodnego by nie zostawiła itd. Więc to takie ogólne. W ogóle wiele z tego co napisałeś tyczy się wszystkich dzieci z góry na dół i w poprzek, tylko z niepełnosprawnymi trochę bardziej, trochę trudniej dla wszystkich i rodziców, i opiekunów a też chyba i samego dziecka?

    • Zgadzam się, że kwestia wysyłania na obóz dotyczy zarówno dzieci zdrowych (o czym pisałem już kiedyś) jak i tych niepełnosprawnych. Jeśli chodzi o tą drugą grupę, to często potrzeba jednak dużo więcej odwagi rodzica, ale też rozwagi, bo w pewnym stopniu niepełnosprawne dzieci musza być do takiego wyjazdu lepiej przez rodziców przygotowane.

      Masz rację, że dla rodziców jest toteż dobry czas na odpoczynek, naładowanie baterii i nabranie motywacji do dlaszej, ciężkiej jednak pracy. Mam też wrażenie, że dziecko niepełnosprawne jest jeszcze większym centrum domu niż dziecko zdrowe.

      Wiele kwestii mozna podciągnąć tutaj również w odniesieniu do dzieci zupełnie zdrowych, bo to przecież też normalni ludzie. Kwestia wychowania dotyczy ich tak samo. Po prostu tak jak wspominałaś – w przypadku dzieci niepełnosprawnych jest to jednak trudniejsze.

  • Hej, zdaje się, że znasz się na wychowywaniu dzieci? Bo ja właśnie hoduję takiego małego „bachorka” i już brakuje mi sił. Myślisz, że takie upominanie, upominanie, upominanie da w końcu rezultat?

    W ciągu ostatnich dni zrozumiałam, że bez jakiej kolwiek profesjonalnej wiedzy dotyczacej zachowania, psychiki i „schematów” dzieci, nie ogarnę.

    I nie wyobrażam sobie, że wyślę go do przedszkola takiego wrednego! Nie wiem, rodzice naprawdę tak robią? Mają niegrzeczne, uciążliwe dziecko i wysyłają je gdzieś, do obcych ludzi, by odpocząć? Nie mogłabym. Czułabym sie jak zdrajczyni i kłamczuch.

    Moje dziecko jest zdrowe. Ale mimo wszystko, nie wyobrażam sobie tego.

    • Znam się – to za dużo powiedziane. Bardziej obserwuję dzieci gdzie tylko mogę; w przedszkolu integracyjnym, na różnych wyjazdach i obozach. Bo to właśnie tam nie ma rodziców i kwestie wychowania wychodzą nawet bez żadnych pytań.

      Moim zdaniem najprostszą rzecz jaką można zrobić, to jasno okreslać zasady i konsekwentnie karać za ich nieprzestrzeganie. No i oczywiście powatarzanie do skutku, nawet, jeśli przez to będzie płacz, krzyk itd.

      Na temat psychiki się nie wypowiem, bo nie mam na ten temat ani wiedzy, ani też kwaligikacji. Wszystko co napisałem wyżej, to też kwestia moich doświadczeń. A z przedszkolem warto jednak sprobować, bo tam pracują panie, które znają (a przynajmniej powinny się znać) na rzeczy. Mam tu na myśli, że mają do czynienia co roku z innymi dziećmi, więc przerabiają na raz więcej niż jedną metodę wychowawczą 🙂

  • Na pewno rodzice dzieci niepełnosprawnych czy też trudnych przeżywają częściej trudne chwile, ale wierz mi, że jako mama 1,5 Zuzy mam też objawy permanentnego wycieńczenia? Nie chodzi tu o to, że małe dziecko potrzebuje twoje pomocy, asysty i obecności non stop. Po prostu jak się chce być z dzieckiem, to cały czas masz coś do zrobienia.Rzeczy typu sprzątanie, gotowanie, opierunek to pikuś, ale fakt że bawię się z córką, pozwalam jej odkrywać świat, asekuruję i odpowiadam an jej potrzeby to wyższa szkoła jazdy. Każdy ma gorsze chwile i czasem trzeb albo prostu zadbać najpierw o siebie, odpocząć, przekazać dziecko pod opiekę partnera, babci, cioci itp. Niemniej wychowywanie bachora to głównie bezsilność i niereagowanie na potrzeby dziecka. Trzeba przytulać, bawić się, słuchać i poświęcać uwagę. Tylko tyle, i aż tyle 🙂

    • Takie 1,5 roczne dziecko na pewno daje się bardzo we znaki. Wszędzie trzeba mieć oczy dookoła głowy i zawsze otwarty umysł a i tak wszystkiego nie przewidzisz. A tu jeszcze trzeba poza tym normalnie żyć. I tu masz rację, że każdy rodzic zasługuje czasem na odpoczynek. Grunt, żeby rzeczywiście było on zasłużony – ogólnie w przypadku rodziców (nie ma tu żadnych aluzji :P).

      Z Twoim ostatnim zdaniem się w pełni zgadzam, pomimo tego, że opisałem w poście trochę starszą grupę wiekową dzieci 🙂

      • Każda grupa wiekowa potrzebuje bliskości, zrozumienia i miłości 🙂 Jest taki cytat, który mówi o tym, że dziecko nie powie: mam zły dzień, tylko poprosi o wspólną zabawę …

        • I to jest akurat to czego zazdroszczę dzieciom i czego brakuje nam, dorosłym 🙂

          • A wiesz, każdy z nas potrzebuje zabawy,nawet jak już jest dorosły – uwolnij swoje wewnętrzne dziecko:)

          • Tak, wiem o tym bardzo dobrze. Chyba po prostu jeszcze czasami się tego boję 🙂

          • No co ty, to wyzwala 🙂

    • Zgadzam się z Anią w 100%. Bardzo często brak wychowania dziecka wynika z bezsilności rodziców i tego że nie radzą sobie sami z sobą. Wychowywanie dziecka to moim zdaniem przede wszystkim spędzanie z nim czasu. Pomaganie mu w zrozumieniu rzeczywistości. Jest to mega trudne, tym bardziej że bardzo często to my dorośli tej rzeczywistości nie rozumiemy. Nie zmienia to jednak faktu, że coraz częściej okazywanie miłości powiązane jest z dawaniem prezentów i szeroko pojętym rozpieszczaniem. A tymczasem dziecko potrzebuje nas.

  • Pełen szacun że zajmujesz się tym czym się zajmujesz- ja nie miałabym cierpliwości ani serca :/

    • Robię to co lubię, ale dzięki, że tak to postrzegasz 🙂

  • MM

    straszni są rodzice którzy nie reagują na dzieci które zasługują na zwrócenie uwagi 😀

    • A momentami jeszcze straszniejsze są ich dzieci 😀

  • Kasia

    Taki tydzień odpoczynku dla rodziców czasami na prawdę jest na wagę złota. Ja byłam kochanym dzieckiem, bo jeździłam na dwa lub trzy wyjazdy co wakacje (rodzice mogli sobie na to pozwolić), więc mieli spokój przez dłuższy czas 😛

    • Tak, ja wiem, że rodzicom ten odpoczynek się należy. Chodziło mi raczej o zwrócenie uwagi na kwestię wychowania, czy przygotowania dziecka do wyjazdu, żeby się nie okazało potem z relacji, że; „To nie mój syn/córka! On/Ona się tak nie zachowuje!” 😀

  • Melduję Gotowość

    Chcę wierzyć, że żaden rodzic nie traktuje swojego dziecka jak bachora, którego trzeba się pozbyć. Myślę, że konsekwencji brakuje także rodzicom zdrowych dzieci. Myślę też, że wychowywanie dziecka jest strasznie trudne, a wychowywanie niepełnosprawnego dziecka jeszcze trudniejsze. Nie mam jeszcze własnych dzieci więc raczej nie mogę w tym temacie za dużo powiedzieć.

    • osobiście też tak myślę, chociaż czasami na różnych wyjazdach patrząc na zachowania tych dzieci mam wątpliwości. Dotyczą właśnie konsekwencji. Powiem Ci, że ja tez nie mam jeszcze rodziny ani dzieci, ale bardzo pomaga mi kontakt z nimi na praktykach i wolontariatach – wielu rzeczy można się tam nauczyć i to nawet przez tydzień. Gdyby tylko rodzice mieli tyle urlopu, żeby móc wtedy ze swoimi pocechami pojechać 🙂

  • czasami chciałoby się wychować …. innych ludzi …. którzy nie znając sytuacji chętnie oceniają.

    • Dużo łatwiej jest skrytykować niż postawić się z drugiej strony i może pomóc…

  • Czasem to prawdziwe odczucia, że na wakacjach w niektórych miejscach, okolicznościach można czuć się jak w więzieniu

    • Na szczęście nie jest to regułą.

  • eV

    Zawsze podziwiałam rodziców, których dzieci cierpią na niepełnosprawność. Bez wytchnienia, cały czas muszą być przy nich. Niestety muszę się zgodzić – ich obowiązkiem jest nauczenie nawet takich dzieci kultury. A przynajmniej na tyle, na ile to jest możliwe. A Tobie gratuluję chęci pomocy zarówno dzieciom jak i rodzicom!

    • Nie zawsze można wymagać od rodziców dziecka niepełnosprawnego, tego co od rodziców dzieci zupełnie zdrowych. Wiadomo, że są bardziej zmęczeni, bo muszą pracować na jeszcze większych obrotach, często 24/h. Tylko, że to potem naprawdę procentuje; na początku w przedszkolu i szkole – bo nauczyciel majć 5 takich dzieci jest w stanie je opanować. Procentuje też w codziennym funkcjonowaniu, przy zaufaniu społecznym.

      A warto na to zwracać uwagę, chociażby dlatego, że bardzo często osoby niepełnosprawne zwracają same, albo zwracają nam uwagę na rzeczy, których normalnie byśmy nie zauważyli 🙂

      • eV

        Pięknie powiedziane :).

  • Krystyna Polek

    Czytając Twojego posta zrodziło mi się w głowie pytanie – czy są organizowane dla rodziców dzieci niepełnosprawnych warsztaty/spotkania dotyczące postępowania i wychowywania dzieci? Może potrzebują jakiś porad w tym kierunku? No i o jakiej niepełnosprawności dziecka mówimy? Fizycznej czy o upośledzeniu umysłowym?

    • To też jest bardzo wazna kwestia, której niestety nie poruszyłem, ale dziękuję, że zwróciłaś mi na to uwagę. Mam wrażenie, że takie warsztaty to rzadkość, a jeśli już to raczej nie warsztaty, ale spotkania z nauczycielami w placówce. Za warsztaty/ kursy trzeba njaczęściej zapłacić i samemu ich poszukać.

      W akapicie; „To nie bachor, to normalne dziecko” opisana sytuacja odtyczyła dziecka z autyzmem i w tym kontekście pisałem cały tekst, aczkolwiek każdy może to interpretować indywidualnie 🙂

  • I tak i nie. Nie będę oceniać rodziców, którzy wysyłają dzieciaki, bo chcą odpocząć…Może to przykre, ale też ludzkie. mam dwójkę dzieci, czasami tak dają w kość, że mam dość. Gdy dochodzi niepełnosprawność lub inny problem, pokłady sił szybciej się wyczerpują…Dlatego staram się zrozumieć…

    • Kwestie odpoczynku rozumiem jak najbardziej. Jeśli chodzi zaś o ocenianie rodziców – no cóż – dziecko najczęściej staje się ich wizytówką. Pewna część kwestii wychowania oczywiście zależy od szkoły i od kolegów, ale mimo wszystko bardzo wazne jest to co dziecko wynosi z domu, bo na wyjazdach dłuższych niż 3 dni takie rzeczy wychodzą.

      Zmęczenie jest rzeczą ludzką i ja to bardzo dobrze rozumiem, natomiast trzeba też po takim wyczerpaniu nabrać energii.

  • „Bo nawet najbardziej niewychowane, najgłębiej niepełnosprawne dziecko da się nauczyć, choć minimum kultury osobistej”
    Prawda, tez mam takie zdanie, całkiem niedawno wspominałam o tym u siebie 😉

    • Ja się bardzo cieszę z tego, że taka Blogerka jak Ty ma u siebie podobną tematykę, bo zawsze się można czegoś interesującego dowiedzieć i to z życia a nie z podręcznika 🙂

  • Znam takie niepełnosprawne dzieci, które mimo ogromnej, wieloletniej pracy i rodziców, i mojej, i innych specjalistów, i tak czasem się zachowują jak niewychowane bachory. To nie jest takie proste, nie zawsze na podstawie zachowania dziecka można ocenić, jak ono jest wychowywane i ile pracy jest w nie włożone.

    • Tak zgadzam się z Tobą, że nie zawsze jesteśmy w stanie coś zrobić, coś zdziałać. Uważam jednak, że próbować warto choćby dla osiągnięcia najmniejszego efektu, który będzie tą radością. I nawet nad ilość włożonego wysiłku.