Po co komu Światowe Dni Młodzieży?

Nigdy nie sądziłem, że napiszę na swoim blogu jakąś relację, ale tak to już chyba jest, że Bloger musi umieć pisać na każdy temat. Czasami łagodny jak baranek, a czasami ostry jak brzytwa i śliski jak masło, albo moment, kiedy nie zauważysz torebki z herbaty na podłodze. Także chcecie tego, czy nie; tym razem będzie relacja z największego w tym roku wydarzenia w Polsce. Z wydarzenia, którym od trzech lat żyje cała Polska, które postawiło na nogi wszystkie służby porządkowe i przewróciło życie wielu ludzi do góry nogami. Wy też pewnie się zastanawiacie, czy Światowe Dni Młodzieży były tego warte?

Zależy co, kto liczy

Bo jakby na to nie spojrzeć, to nie było wcale tanie, ani proste do wykonania przedsięwzięcie. Tym bardziej że pielgrzymi przyjechali do Polski już 20 lipca. Przez 5 dni nocowali w naszych domach. Poznawali zwyczaje, ciekawe miejsca, jedli z nami posiłki, śmiali się, bawili, tańczyli i generalnie rzecz biorąc, próbowali sprawiać jak najmniej kłopotu. To my, tak naprawdę wymyślaliśmy sobie sztuczne problemy. Pierwsza i najważniejsza sprawa, to oczywiście pieniądze. Ubzduraliśmy sobie, że jak człowiek nie ma na tyle kasy, żeby dla siebie coś odłożyć, to jak tu jeszcze przyjąć kogoś obcego pod swój dach. No i z jednej strony jest to jakiś argument, ale nie na tyle silny, żeby nie udało się go zbić. Na dobrą sprawę, jest to całkiem proste, bo przecież idąc do piekarni nie kupujesz pięciu kromek chleba tylko na śniadanie, co nie?

A ile razy w naszych domach zdarza się tak, że nagotujemy obiadu, a potem nie ma komu tego jeść i trzeba; albo włożyć do zamrażarki, albo wyrzucić. 

Światowe Dni Młodzieży to nie uczta dla bogatych

Bo nikt z tych pielgrzymów nie przyjechał oceniać naszych domów, czy mamy w nich ładnie, czysto, bogato. Oni nawet nie mieli na to czasu, bo czas „wolny” organizowały im parafie. Wyjście rano, po śniadaniu, powrót wieczorem na kolację i nocleg. Sami przyznacie, że kilku kromek chleba na śniadanie, to nie jest zbyt wielki wysiłek, jeśli i tak robisz to samo dla siebie.

turysta

Biorąc jeszcze pod uwagę, że w mojej parafii była młodzież z Ameryki, to i tak zbyt wiele nie pospali, bo zmiana strefy czasowej ich przerosła. Zresztą nie ma tu co porównywać, bo tak jak naszych pielgrzymów przerosła zmiana godziny na zegarkach, tak nas przerosła bariera językowa. Całe szczęście, że pozostał jeszcze dobry humor, który wszystkie te bariery przegonił. Nawet taki niedouczony językowo człowiek jak ja, rozmawiał z Meksykanami o swoich zainteresowaniach, o szkole, o polskich zwyczajach. A jak zapomniałem jakiegoś wyrazu, to jechałem z definicji, albo pokazywałem na migi. Koniec, końców sposób na dogadanie się znalazł, jak nie w tą to w drugą stronę.

Liczą się chęci

Nasi goście bardzo często pytali się o jakieś przedmioty po angielsku i chcieli wiedzieć, jak ta rzecz nazywa się po polsku. Niby, to pozytywne uczucie, kiedy możesz obcokrajowcy coś wyjaśnić. Tylko że problem zaczyna się, kiedy trzeba zacząć odmieniać końcówki. Chociaż, czy ja wiem, czy to problem. Z naszego punktu widzenia to bardziej komedia. Pewnie taką samą mieli Meksykanie słysząc mój angielski. Na szczęście albo nieszczęście (zależy z której strony patrzeć) mamy w parafii księdza, który dobrych kilka lat spędził na misjach i dzięki temu znał Hiszpański. Dlaczego mówię o nieszczęściu? Bo odwiedziny młodzieży z Ameryki były tak naprawdę jedną z niewielu okazji to tego, żeby podszkolić swój angielski i porozmawiać z rówieśnikiem z innego kontynentu, jak ze swoim bratem.

Jasne, że można z kimś pisać na fejsie, albo rozmawiać przez skype’a, ale to jednak nigdy nie jest to samo, co kontakt z żywym człowiekiem. Na kompie zawsze masz możliwość włączyć translator, a na żywo musisz szukać słówek, improwizować. No ewentualnie korzystać z komunikacji alternatywnej. Powiem Wam, że w gruncie rzeczy to świetna zabawa! Niestety…

Światowe Dni Młodzieży już się skończyły

Dla mnie kończyły się dwa razy. Po raz pierwszy, kiedy nasi goście wyjechali na swoje kolejne miejsca noclegu, skąd udali się już do Krakowa. I chyba najbardziej zaskoczył mnie fakt, że nasza grupa z Wenezueli, nocowała tylko 30km od naszej parafii. Dlaczego nie mogli na te kilka dni jeszcze zostać u nas tego nie rozumiem. Mimo tej bariery językowej z mojej strony smutno było się z nimi rozstawać. Nikt już teraz nie będzie śpiewał na środku ulicy, czy w autobusie. Nikt nie będzie robił zdjęć w kopalni z lampą błyskową, nikt nie będzie tańczył pod kościołem, albo w parku, bo Światowe Dni Młodzieży w parafii się skończyły i wszyscy pojechali do Krakowa. 

Czy warto było wydać 300 złotych na Światowe Dni Młodzieży w Krakowie?

To było moje ponad 300 złotych (no dobra, to euro dofinansowała parafia), które poszło na zakwaterowanie (u rodzin, które żadnych pieniędzy w związku z tym nie dostały), wyżywienie (dobrze, że było, tylko szkoda, że rozwiązane tak marnie). Bo, jeśli chodzi o jedzenie, to w pierwszym dniu obiadokolację mieliśmy w lokalnej restauracji i tu nie można nic złego powiedzieć. Drugiego dnia miał być suchy prowiant. Miał być, bo skończyło się na tym, że jak przyjechał transport, to jedzenie nie wystarczyło dla wszystkich, mimo że było rozdawane w kilku miejscach.

kolejka

Koniec, końców jedzenie z piątku dostaliśmy w sobotę w nocy, czyli było na śniadanie. Pominę komentarz o tym, że w tym prowiancie który, dostaliśmy nie było ani grama mięsa, o chlebie już nie wspominając. Podobno były osoby, którym dostał się pełny pakiet żywieniowy. Z tego, co wiem, to była tam nawet jakaś sałatka z kurczakiem. Tego fenomenu już niestety nie jestem w stanie ogarnąć, bo jeżeli każdy płacił w danej opcji (tygodniowej, czy weekendowej) taką samą kasę, to z jakiej racji mamy nie mieć tego samego do jedzenia? Dobrze, że słodycze mają minimalną wartość kaloryczną i że każdy z nas miał jeszcze cokolwiek własnego do jedzenia w plecaku. Niedzielny posiłek zjadłem już w Krakowie, bo na kampusie czekać na niego nie było sensu.

W sektorze też wylądowałem innym niż na bilecie, ale może to i dobrze. Przynajmniej do wyjścia było blisko i każdy miał miejsce, żeby się rozłożyć, a nie gnieździć jak sardynki.

To w końcu warto, czy nie warto?

Światowe Dni Młodzieży w Krakowie pod względem organizacyjnym pozostawiają trochę do życzenia, ale tak naprawdę to dla mnie nie o kasę tu chodziło. Dzięki temu wydarzeniu poznałem wielu wspaniałych ludzi, miałem możliwość, chociaż minimalnie podszlifować swój angielski, przekonać się o tym, że nawet jeśli nie znasz go zbyt dobrze, to nie jest to tragedia, bo czasami wystarczy mieć po prostu na drugiego człowieka otwarte serce. W końcu nie wszystko da się przeliczyć na pieniądze. 

  • Skoro tyle osób bierze w nich udział, to takie dni są im bardzo potrzebne, bliskość, kontakt i dostrzeganie drugiego człowieka. 🙂

    • Ludzie po prostu dostrzegają, że działając razem zyskują nie tylko wiarę, ale też siłe do działania. Chyba jeszcze nigdy w życiu nie spotkałem się z takim entuzjazmem i energią drugiego człowieka 🙂

  • shoppingtis.pl

    Chociaż początkowo, nie planowałam wybraliśmy sie dosc spontanicznie w sobotę. Nie spodziewałam się tak pozytywnej atmosfery

    • Tak to już jest, że człowiek w momencie ważnych wyborów często się wacha. Na szczęście jak widać, wśród tych wachających znalazły się miliony odważnych ludzi 🙂

  • Mnie też się wydaje, że warto…To jednak niecodzienna okazja do przeżycia czegoś wyjątkowego 🙂

    • A wyjątkowe rzeczy nie zdarzają się codziennie, więc nie zawsze da się na to patrzeć przez pryzmat pieniędzy 🙂

  • Wow, teraz żałuję, że mnie w Polsce nie było. Te dni musiały być wyjątkowe. Uwielbiam takie rzeczy i przyjmowanie kogoś pod swój dach jest cudowne, choć zawsze trochę stresujące. Bariera językowa może mnie nie dotyczy, ale jako żem nieśmiała… to trochę mi ciężko rozpocząć rozmowę 🙂

    • To był tak naprawdę wyjątkowy tydzień. A u rodzin u których pielgrzymi zostali na trochę dłużej po Krakowie ta radośc jeszcze trwa.
      Wiesz co pomagało mi przełamać barierę jezykową? Ich uśmiech, który był bezcenny!

  • Przedostatnie zdanie to bardzo dobre podsumowanie:)

    • Cieszę się, że Cię uderzyło, bo miałem mnóstwo myśli pisząc ten tekst. Bardzo trudno to wszystko opisać, bo emocje na żywo są po prostu nie do opisania słowami 🙂

      • Mogę to sobie wyobrazić. Takie spptkania, wydarzenia zwracają nam uwagę na pewne sprawy, o ktorych zwyczajnie zapominamy w tym.szalonym pędzie życia.

        • I właśnie dlatego uważam, że warto!

  • Natalia Zborowska

    Oj ja jestem z tych Krakusów co uciekali w drugą stronę na myśl o światowych dniach młodzieży, a okazało się, że miasto było wyludniał. W sobotę jak i w niedzielę spokojnie poruszałam się po części miasta (samochodem) i jakoś nikt mi przepustki nie sprawdzał…W sumie nie bawią mnie takie rzeczy, nie na leżę do osób podążających ślepo za wiarą, natomiast czy przyniosło to jakieś korzyści dla Krakowa? zobaczymy za parę miesięcy

    • Sprawdzanie przepustek to też jest kwestia bardzo ciekawa. Między innymi dlatego nie dostałem się na swój sektor. Rozumiem fakt, że dla ludzi, których wiara katolicka nie do końca tak pociąga te wydarzenia mogą być nawet denerwujące. Z drugiej strony biorę pod uwagę fakt, że to jedna z nielicznych okazji do nawiązania kontaktu z całym światem 🙂

  • Tylko tyle? Tak krótko? Ej no weź. To były dni młodzieży a nie jeden dzień. 😛
    Żałuję, że mnie tam nie było, ale nowa praca i brak kasy trochę mnie przyhamowały. Niestety podróż do Panamy jest dla mnie jak lot na księżyc. 🙂 No ale cuda przecież się zdarzają. 🙂

    • Są rzeczy, których słowami nie da się opisać, bo to zostaje w sercu. I wiem, że nie każdy miał szansę na to, żeby być w Krakowie na ŚDM’ach, ale mimo to, każdemu polecam :)

      Panama nie będzie i dla mnie rzeczą prostą do zorganizowania, ale wierzę, że się uda!

  • Aleksandra Kasprzyk

    No cóż, nie wszędzie będzie tak perfekcyjnie jakbyśmy sobie życzyli. Najważniejsze to dostrzec jak najwięcej plusów, bo impreza przepiękna i kto wie kiedy będzie okazja, aby ją znowu powtórzyć w Polsce. Podsumowanie bardzo trafne. Przez jakiś czas uczyłam Ukraińców języka polskiego nie znając rosyjskiego, a tym bardziej ukraińskiego. Kontakt z tymi ludźmi pokazał mi, że język to nie tylko to, co możemy usłyszeć, a mowa ciała i emocje.

    • Nie można zawsze i do wszystkich oczekiwać perfekcji, to fakt. Tylko, że ludzie (ja też) mają tendencję do oczekiwań skoro wydają na to swoje pieniądze. Ale w gruncie rzeczy, to nie przez pieniądze tam pojechałem, więc trzymam się tej kwestii trochę z przymróżeniem oka. Bawiłem się w Krakowie tak wspaniale przez te 3 dni, że byłbym w stanie to jeszcze nie raz powtórzyć 🙂 Tym bardziej, jeśli widzisz szczery uśmiech drugiego człowieka. Po prostu sama radość!

  • follow creativity now

    Z mojego punktu widzenia, Krakuski biorącej czynny udział w ŚDM, na tyle na ile było to możliwe (nie byłam wolontariuszem, a tłumaczem – ochotnikiem przy policji, ale się nie przydałam:) oraz osobą goszczącą w domu 5 osób uważam, że organizacja była perfekcyjna. Żadnych korków, tłoku, przestępstw, pijaństwa, incydentów, zbędnego hałasu, awantur, śmieci na ulicach – nic z tych rzeczy – pełna kultura, radość, śpiew, wspaniałe spotkania z Papieżem… szkoda że się już skończyło … było wspaniale:)

    • Pod względem bezpieczeństwa też uważam, że organizacja była dobra, jak na nasze warunki. Co do kwestii organizacyjnych samych wydarzeń centralnych to wiele jdnak pozostawia do życzenia. Chociażby niewystarczająca ilość prowiantów wydawanych uczestnikom, lub też ich brak. Druga kwestia to kwestia bezpieczeństwa podczas wejścia na sektory, gdzie po pewnej godzinie ochrona co prawda stała, ale biletów już nie sprawdzali, więc wchodził kto chciał.

      Dla mnie najpiękniejsze jednak był same obchody, bo będąc wśród tylu ludzi, po prostu czułem bijącą od nich radość. Sam Papież z resztą też to podkreślał, że wartość ludzi młodych jest dziś nieoceniona 🙂

  • Dni młodzierzy to super inicjatywa która pozwala spotkać sie z ludźmi z innych kultur, a to według mnie jest nieocenione. Organizacja żadko kiedy nie zawodzi podczas tak dużych imprez.

    • Trzeba po prostu się z tym zmierzyć i tyle. Bardzo często ludzie oczekują nie wiadomo czego za te pieniądze, kiedy tak naprawdę okazuje się to survival.

  • Sama raczej nie wezmę udziału w takich wydarzeniach, nie rajcuje mnie to kompletnie, jednak przedstawiłeś to bardzo pozytywnie, aż się uśmiechnęłam pod nosem. Krótko i zwięźle wg własnych przemyśleń. I w końcu znalazł się ktoś, kto nie krzyczy wszystkim do uszu jaki z niego poliglota. Musisz być fajnym facetem 😉

    • Każdego z nas „rajcuje” co innego. Częściowo warunki na ŚDM’ach skojarzyły mi się z Woodstockiem, dlatego, że tam też wszyscy śpią pod gołym niebem w śpiworach. W gruncie rzeczy to jednak trochę inne wydarzenie, ale biorąc pod uwagę tegoroczne okoliczności w Europie – było to wydarzenie dla odważnych 🙂 Poliglotą nigy nie byłem, ale nie ukrywam tego. Z drugiej strony, gdybym nim było to chyba ŚDM’y nie wywarły by na mnie aż takiego wrażenia 🙂

      Cieszę się, że mimo wszystko ten post Cię zaciekawił, bo chodziło mi właśnie o to, żeby spojrzeć na ŚDM’y, trochę inaczej niż tylko, jako wydarzenie religijne 🙂

  • myśląc „ŚDM” widzę, niestety, tylko te tłumy ludzi. nie lubię takich zgrupować, zwłaszcza o charakterze religijnym – uważam, że nie da się naprawdę przeżywać wiary w tak dużej grupie różnorodnie ukształtowanych ludzi. fajnie jednak, jeśli ktoś wyniósł z tego spotkania właśnie taką międzynarodowość. ja do niedawna miałam ją na co dzień w miejscu zamieszkania, tak więc wakacje w Polsce wolałam akurat spędzić słysząc własny język 😉

    • Powiem Ci, że kiedyś też myślałem, że będąc wśód miliona osób nie będę słyszał własnych myśli. W tym roku pojechałem do Krakowa i to wszystko okazalo się nieprawdą. Miliony ludzi były, ale wszyscy i tak wołali w jednym języku „Papa Francesco!”, śpiewali hymn Światowych Dni Młodzieży w różnych językach, ale wszyscy razem. W tak dużej grupie, nawet jeśli wydaje Ci się, że masz gorszą chwilę, to zaraz usłyszysz śpiew, klaskanie, zobaczysz radośc tych ludzi, a wtedy najczęściej Oni Cię zauważają i nie chcą żebyś stał sam, ale żebyś się bawił razem z nimi. Moim zdaniem właśnie dzięki tej radości zbudowała się wiara wielu ludzi w Krakowie 🙂

      • możliwe 😉 choć jak oglądałam wywiady z uczestnikami, większość na pytanie o motywację do przyjazdu odpowiedziała „zobaczyć papieża”. hmm, może jestem hejterem, ale… uważam, że to trochę dziwna motywacja. jakoś odrzuciła mnie ta cała otoczka ŚDM, no i na co dzień jestem już trochę zmęczona międzynarodowym środowiskiem i ostatecznie cała ta impreza mnie za sobą nie pociągnęła. ale słyszę wiele dobrego, także kończę narzekanie 😉

        • Telewizja kłamie, ludzie w telewizji też bo najczęściej myślą tylko o tym, żeby się pokazać i tyle. Poza tym, jakby spytać tych ludzi po całym wydarzeniu, czy naprawdę widzieli, to pewnie 90% by odpowiedziała, że tak, ale na ekranie telebimu, więc to się nie liczy. Dla mnie dużo ważniejsze było to co usłyszałem, niż to, czy zobaczyłem Papieża. Takie gadanie jest kwestią niedojrzałości, bo tak naprawdę Papież ma być zapałką a nie ogniskiem.

          Najważniejsze jest to, ile wyciągniemy dobrych wniosków dla siebie.

          • o to mi chodzi 🙂 dla mnie ważniejsze jest raczej to, co Papież tam mówił, niż sam fakt jego zobaczenia. to jak uganianie się za celebrytą, a przecież nie w tym rzecz…

          • Na celebrytów szkoda by mi było czasu i pieniędzy.

  • Fajnie, że miałeś okazję podszlifować obcy język i poznać kulturę innych krajów 🙂

    • To był naprawdę bardzo dobry czas 🙂

  • Też byłam na ŚDM i to było coś niesamowitego! Do tej pory jak ktoś mnie pyta: jak było? Nie potrafię do końca tego opisać a co to tej sałatki to był o kurczak, który pachniał i smakował jak ryba, generalnie nie ma czego żałować 😉

    • Tego nie da się opisać słowami, to po prostu trzeba przeżyć! Ta atmosfera, śpiew, taniec, ludzie. Naprawdę; ja chcę jeszcze raz 😀

      W sumie powiem Ci, że dobrze wyszedłem na tym, że w drugim dniu nie odebrałem pakietu zywieniowego, bo jedzenie na BP było tego warte 😀

  • Dorota Mazurkiewicz

    Byłam 2 dni w Krakowie na ŚDM pracując jako wolontariuszka na rzecz europejskiej inicjatywy Mama, Tata i Dzieci. Moje wrażenia są super pozytywne, choć generalnie nie lubię takich wielkich skupisk ludzi.

    • Zawsze praca w mniejszej grupie jest bardziej komfortowa, no ale w tym wypadku to raczej było niewykonalne. Dobrze przynajmniej, że ludzie byli życzliwi 🙂

  • Śledziłam informację o ŚDM w internecie z tego co piszesz, atmosfera nadrabiała wszystko i chyba to było najcenniejsze:)

    • Tylko dzięki niej uważam, że było warto. Już przed ŚDM’ami, gdybym sygerował się tylko informacjami z mediów to by mnie tam nie było 🙂

  • Po co? Po to, żeby były korki i problemy z komunikacją, no nie? 😀

    • Dlatego uważam, że jak jakiś kraj organizacyjne się do tego nie nadaje, to nie powienien się podejmować organizacji takiego wydarzenia 😛

  • Pod osób, które pomagały w organizacji wiem, że pod względem bezpieczeństwa był jeden wielki chaos,więc cud, że tam nic się nie wydarzyło. Plusem jest kontakt z inną kulturą i zobaczenie tego wszystkiego z innej perspektywy.

    • W grupie w której byłem też wszyscy się cieszyli, że całe to wydarzenie zakończyło się szczęśliwie. Ale poza tym małym stresem, to uważam ŚDM’y za naprawdę udaną inicjatywę,która dała mi też wiele do myślenia 🙂

  • Lisa Simpson

    Nie uczestniczyłam niestety, gdyż miałam w domu malutkie niemowlę, patrząc na relacje z tv było mi trochę z tego powodu żal. Czytając twoją recenzję znów żałuję, że ominęło mnie takie wydarzenie – pomimo tych niedociągnięć o których piszesz, da się odczuć, że jednak było warto 🙂

    • Na szczęście same kazania i nauki były dostępne w internecie i nie tylko. Na pewno dla milionów ludzi było to ogromnie wartościowe i budujące przeżycie. Myślę jednak, że nie najważniejsze. Popatrzy tylko na to co się dzieje dzisiaj. Pół roku po Światowych Dniach Młodzieży i tak jakby wszystko nadal po staremu. Uważam, że nawet nie będąc fizycznie na Światowych Dniach Młodzieży można na tym skorzystać 🙂