Młode gwiazdy to nie gwiazdy

Pewnie patrząc na tytuł, poczuliście się trochę jak w kosmosie. Niestety muszę Was rozczarować – podróż tam jest dużo droższa i nie stać mnie nawet na to, żeby zafundować ją sobie. To wcale nie znaczy, że nie możemy o nich podyskutować, zwłaszcza że gwiazdy mamy nie tylko w kosmosie. Gwiazdy to podobno też ludzie, a przynajmniej jakiś ich rodzaj, który na swój sposób ma nam umilać życie; na przykład śpiewając. Tak podobno robią piosenkarze na otwartych koncertach. Gwiazdy sceny muzycznej, które podbijają nasze serca, zazwyczaj po prostu śpiewając, ale nie tylko, bo…

Nie wszystkie gwiazdy potrafią śpiewać

Nie mówię tańczyć, czy opowiadać kawały, no ale jak się jest wokalistą zespołu to śpiewać wypadało by umieć. Nie zawsze zrobi to za ciebie publiczność, perkusista czy nawet playback. I mimo, że jest to śmieszne to nadal mamy zespoły, gdzie wokaliści wychodząc na scenę zbierają hajs za playback. Pal sześć jak jest to dobrze dograne, ludzie się bawią i nikt nie zwraca na to uwagi, ale to wyjątki.

Czasami jednak nie da się tego playbacku nie usłyszeć, a uszy aż więdną. Może to ja jestem jakiś przewrażliwiony, ale mimo wszystko więcej jestem w stanie wybaczyć artyście, który śpiewa naprawdę na żywo niż takiemu, który ma zamiar ten koncert odbębnić. A mam wrażenie, że tak właśnie zachowują się też młodzi wokaliści – zrobić show wokół siebie zamiast śpiewać dla publiczności i do domu. Mają po 20, no może 25 lat, nagrają jedną piosenkę, która stanie się hitem lata i w zasadzie na tym prawie koniec. No dobra, może nie koniec, ale w każdym razie długa, długa przerwa. 

Dlaczego zespoły, które powstały w latach 90 i wcześniej potrafiły nagrywać płyty co dwa/trzy lata i na każdej z nich znalazł się jakiś hit, który znam ja, Ty, nasi rodzice a może nawet dziadkowie. Szczerze mówiąc, trochę mnie to przeraża. Przeraża mnie myśl o tym, że za kilka lat nie będzie już prawdziwych artystów-piosenkarzy. Będą tylko śpiewacy sezonowi-piosenka na sezon lub dwa i wystarczy. Prawdę mówiąc, to już się zaczyna.

Za co jeszcze nie lubię młodych gwiazd?

Wcale nie za to, że mają po dwadzieścia parę lat i nie za to, że robią karierę, podczas kiedy ja muszę się użerać ze szkołą, czy studiami. Dużo bardziej denerwuje mnie to, że tak naprawdę śpiewają cokolwiek i bez sensu. To nawet nie chodzi o to, że część z tych piosenek jest na jedną i tę samą nutę, ale o to, że to ciągle są piosenki o tym samym; o miłości, o zdradzie, o smutku. No ile można?

gwiazda numer jeden

To już chyba czasami wolałbym posłuchać piosenki, która dobrze brzmi, chociaż słowa nie mają tam większego sensu. A już najbardziej to mi uszy więdną, jak słyszę piosenkę sprzed 30 lat wykonywaną przez artystę, który ma ich tyle samo. To co on własnych piosenek nie ma, że musi cudze śpiewać? No przepraszam bardzo, ale jak wybieram się na koncert zespołu „xyz”, który ma trwać 1,5 godziny, to liczę, że przez półtorej godziny usłyszę ich piosenki, a nie że w trakcie swojego koncertu wokalista zacznie śpiewać „Przeżyj to sam”.

Ostatnio byłem na koncercie takiego jednego zespołu, gdzie wokalistka zaczęła śpiewać, ale skończyła już czymś w stylu; „La la la la, nie pamiętam co było dalej”. Do dziś jestem w głebokim szoku, że sam bez żadnego przymusu się na ten koncert wybrałem. Jedyny plus taki, że wstęp był za darmo. Tylko że na koncertach to nie o to chodzi.

To po co koncert?

Ludzie przychodzą tam po to, żeby się dobrze bawić; śpiewać, klaskać a tymczasem wokalista na scenie zachowuje się, jakby śpiewał sam dla siebie. No dobra, ja rozumiem, że ktoś ma trudności w złapaniu kontaktu z większą liczbą ludzi niż 5, rozumiem, że to może jest kwestia kilku lat doświadczenia. Jestem w stanie ogarnąć to wszystko, ale poza brakiem kultury. Nie do pomyślenia jest dla mnie, że wokalista w trakcie swojego występu odwraca się do publiczności tyłem. Piosenka trwa 4 minuty, a wy przez 2 oglądacie sobie jego plecy. Nie, żebym się czepiał, ale na tego typu eventach i tak już ludzie są do siebie obróceni plecami, więc jak przychodzą słuchać i oglądać artystę na żywo, to dobrze by było przynajmniej zobaczyć jego twarz. To oczywiście jest przypadek już bardzo skrajny, ale i taki zdarzyło mi się oglądać.

Piosenki, których nie zna nikt.

Niby to dziwne, ale jednak coraz częściej się zdarza, że zespól zaczyna coś grać a Ty się zastanawiasz, czy na pewno przyszedłeś na dobry koncert, bo kompletnie tej piosenki nie kojarzysz. Pół biedy jak jest to jedna pięciominutowa piosenka, ale jak są już trzy, to chyba coś jest nie tak. To tak, jakby przez 1/3 koncertu zastanawiać się „gdzie właściwie jestem?” To właśnie dlatego po dzisiejszych „gwiazdach muzyki” i Dniach Miasta zostanie tylko gwiezdny pył.