Wszyscy chcemy pomagać

Generalnie rzecz biorąc, jesteśmy mocno zepsutymi ludźmi. Jesteśmy egoistami, którzy idąc ulicą widzą tylko swój czubek nosa, a kiedy ktoś poprosi nas o pomoc; wniesienie wózka na trzecie piętro, czy pomoc z zbiórce na jakiś charytatywny cel, to nagle okazuje się, że mamy mnóstwo ważniejszych spraw do zrobienia, które nie mogą czekać ani minuty, choć tak naprawdę to zwlekamy z nimi już od dwóch miesięcy. No i wszystko byłoby okej, gdyby nie to, że jak zapytać przeciętnego Kowalskiego; Co można zrobić dla bezdomnych/niepełnosprawnych itd., to okazuje się, że nagle, wszyscy chcemy pomagać!  Tylko…

Jak pomagać dobrze?

Może trzeba pomóc sąsiadce wnieść zakupy, albo przygotowac obiad w domu? Może pojechać do babci umyć okna, albo pomóc bratu w zadaniu? Przecież to w końcu pomoc, co nie? Oczywiście, macie rację. Tylko, że dużo prościej jest pomóc swojemu, niż obcemu. Dużo łatwiej jest zrobić/ pomóc w czymś co sprawia nam przyjemność, w czym czujemy się dobrze. Co innego jeśli mamy pomóc obcej osobie i to na żywo, a nie w internecie. Nie zrozumcie mnie źle; bardzo cenię ludzi, którzy co miesiąc przelewają konkrętną kwotę dla potrzebującego, którego osobiście poznali, albo też tych, którzy co roku przeznaczają swój 1% podatku na jakąś fundację. To ważne, bo dzięki temu można zorganizować bez problemu, na przykład; letnie kolonie dla niepełnosprawnych dzieci.  Tylko wiecie co mnie boli? Że najczęściej Ci, którzy te środki przesyłają, nie mają zielonego pojęcia jak taki wyjazd wygląda. 


Nie każdy może sobie na taką atrakcje pozwolić – to fakt; bo remont w domu, bo zaplanowane od roku wakacje, bo są tylko dwa tygodnie urlopu, więc trzeba go dobrze wykorzystać. Rozumiem to i tym bardziej cenię sobie ludzi, którzy potrafią w takich chwilach z własnego urlopu zrezygnować. Ale jeśli ten wyjazd ma być jedną z nielicznych okazji w roku do spędzenia czasu z rodziną, to naprawdę nie trzeba rezygnować ze wszystkiego, żeby tylko pomóc niepełnosprawnym. Nie na tym rzecz polega…

Pomagać może każdy

I to niekoniecznie zaharowując się na śmierć przy dźwiganiu wózka, bo wystarczy na przykład; wybrać się na koncert charytatywny, albo wziąć udział w kiermaszu świątecznym. Może nam się wydaje, że przecież to bez sensu, że idąc na taki koncert ja wcale nie pomagam, tylko stoję jak kołek. A co z podopiecznymi?

pomoc

Myślicie, że dla kogo Oni występują? Dla siebie? Każdy taki występ to mnóstwo pracy, mnóstwo prób, stresu i płaczu. Po co? Po to, żeby pokazać, że przecież heloł! Ja żyję, oddycham, czuję i też chcę się czuć potrzebny! A Ty nie chcesz przyjść na mój koncert, bo wolisz siedzieć w domu przed telewizorem.

A potem czytam w ankietach odpowiedz typu; Ja nie wiedziałem, że coś takiego wogóle się organizuje, Jak czytałem ostatnio gazetę, to nic o tym koncercie nie pisało (co z tego, że gazeta była sprzed tygodnia), Nie widziałem nigdzie informacji o tym wydarzeniu, albo najlepiej: Nie wyskoczyło mi w proponowanych wydarzeniach na fejsie.
Mówicie, że się czepiam, że szukam dziury w całym? Nieprawda! Ja po prostu uważam, że…

Żeby pomagać, wystarczy chcieć! 

A jak ktoś nie chce, to niech mi nie wciska kitu, że jest za integracją, ale sam siedzi wygodnie w domu i grzeje dupsko nie robiąc kompletnie nic w tym temacie. Albo jeszcze lepiej; uważa, że mamy za mało styczności zosobami niepełnosprawnymi, ale jak tylko nadarzy się taka okazja, to odwraca głowę tłumacząc sobie, że; Przecież nie wiem jak jej/jemu pomóc, a nie chcę zaszkodzić.  Tylko, że czasami bardziej zaszkodzić się już nie da…

Więc zanim cokolwiek powiesz, zastanów się, czy naprawdę chcesz pomagać?!

  • Święta prawda. Trzeba po prostu chcieć. I mierzyć siłę na zamiary, bo tak jak mówisz, czasem wystarczy iść na koncert… To tak niewiele, a może bardzo pomóc. Małe gesty, które dla nas nic nie znaczą, mogą ucieszyć innych. I tyle, to powinna być wystarczająca motywacja, by nie szukać głupich wymówek typu ja nie wiedziałem/facebook mi tego nie wyświetlił w proponowanych.

    • Tym bardziej, że jestemy tylko ludźmi. Każdy z nas, więc nie wymaga się od nas cudów. Tylko, że czasami sami się nakręcamy, myśląc, że jak nie zrobimy niczego wielkiego; np. Nie kupimy niepełnosprawnemu dziecku wózka, którego potrzebuje to nasza pomoc nie ma sensu. Popadamy w dziwne skrajności a przecież czasami wystarczy zacząć od uśmiechu, podania ręki i odpowiedzi na pytanie; Co „Ja” mogę zrobić?

  • Niestety człowiek tak ma, że bardziej interesuje się tym, co mu bliskie. I nie chodzi tylko o pomaganie, ale o wszystko. Nie wiem, na ile to jest zmienialne.

    • Myślę, że kwestia zmiany, to kwestia postawienia się z drugiej strony. A prawda jest taka, że to wcale nie jest takie proste i niewielu ludzi to potrafi.

  • Z jednej strony jest tak jak mówisz – ludzie nieszczególnie interesują się tematem. Ale z drugiej – takie wydarzenia trzeba nagłaśniać naprawdę solidnie. Lokalna prasa, którą mało kto czyta, raczej nie jest wystarczająca. Ja regularnie śledzę lokalne portale, a i tak często coś w mieście mnie omija.

    • Ach, dodam jeszcze, że rzeczywiście ludzie wolą pomagać, jeśli mają coś na wyciągnięcie ręki, ale warto to docenić, bo niektórzy nie zdecydują się nawet na to.

      • Patrzac od tej strony to rzeczywiście należy docenić tych, którzy mają jakiegolwiek chęci, bo przecież dla potrzebującego liczy się każda, nawet ta najmniejsza pomoc.

    • Media to jest druga kwestia, bo jeśli komuś zależy, żeby nagłośnić sprawę dziury w chodniku to tak będzie i będę o tym huczały media i gazety. Ale jak już chodzi o jakiś koncert charytatywny, to gdzie tam. Przecież to nie jest sprawa medialna.

  • Czasem wystarczy niewiele by pomóc. Tak jak napisałeś, trzeba chcieć.

    • Tym bardziej, że każdy i tak pomaga na tyle, na ile ma ochotę.

  • Jak przeczytałam Twój post to od razu przypomniały mi się kandydatki na miss, które chcą, żeby na świecie był pokój i chciałby pomagać potrzebującym…
    Zgodzę się, że czasami ludzie nie zdają sobie sprawy jak niewiele trzeba zrobić, by pomóc innym. Najważniejsze jednak, że są ludzie, którzy wiedzą i potrafią zarazić innych umiejętnością i pasją pomagania. Poza tym trzeba przyznać, że dobrze nam wychodzą działania stadne: wośp, akcje w celu zarejestrowania się w banku dawcy szpiku, ostatnio popularne internetowe zbiórki też w to wchodzą. Zaczynajmy i od nich, bo pomaganie jest wciągające, tu się raz udzielisz, tam drugi i już cię ciągnie.
    Pozdrawiam,
    Targetowa

    • Ach te Miss… Zarabiają takie krocie za samo pokazanie się, że jakby każda oddała połowę tego swojego honorarium, to nie potrzebowałyby pleśc takich bzdur przed całym światem.

      Na szczęście z pomaganiem jest tak, że nie da się go zmierzyć jedną miarą. Dlatego właśnie potrzebujący podkreślają zawsze, że liczy się każda pomoc. Ja sam przyjeżdząjąc z różnych turnusów dla niepełnosprawnych słyszę, że pewnie musiało być super itd. Ale zawsze wtedy ucinam dyskusję i mówię; Wiesz co? Spróbuj też następnym razem. No cóż, nie zawsze wychodzi. Zbiórki są dużo bardziej popularne, bo potrzeba na to mniej czasu i mniej własnego angażu, jeśli chodzi o udział. Jeżeli to ma być pomoc na dobry początek, to ja jestem jak najbardziej za!

  • Cóż ja się będę rozpisywać, uwielbiam Twoje posty ot co. Ten zresztą też, bo sama mam podobne odczucia. Od kilku sporych lat jestem w przeróżnych wolontariatach i organizując event charytatywny to cholernie boli jak jest mało ludzi i Ci występujący po prostu czują się źle, że ich praca nie jest doceniana. Wydaje mi się, że każdy powinien znaleźć sposób na pomaganie, dla innych bedzie to ta kwota, dla kogoś pomoc w schronisku czy hospicjum dla innych szlachetna paczka. Dla każdego coś jest, wystarczy chcieć.

    • A ja bardzo się cieszę z takich komentarzy, bo w końcu nie piszę tylko dla siebie 😉 Faktycznie, nawet jeśli nie jesteś organizatorem, tylko zwykłym wolontariuszem imprezy, to roboty jest w tak zwany kit! I załamujesz się, bo przydałyby Ci się jeszcze dwie pary rąk swoich, nie mówiąc już o cudzych. A potem w przerwie idziesz się napić wody i widzisz zdjęcia Twoich znajomych z np. kajaków. No i jasne, że nikt im na te kajaki nie zabroni iść, ale jak pisze się do nich po 5 razy o pomoc, to najczęściej jest zero odzewu.

      Świetnie ogląda się występy, czy relacje z takich imprez, ale ta radość jest jeszcze większa, jeśli wiesz ile pracy zostało tam włożone. Także z Twojej strony.

  • Moim zdaniem najważniejsze by uczyć młodych ludzi tego czemu warto pomagać i jak to robić. Jak bardzo wiele możliwości, a młodzi ludzie często o tym nie wiedzą albo boją się podjąć takiego wyzwania. Kiedy byłam wolontariuszką w jednym programie to zawsze pytaliśmy dzieci czy wiedzą kim jest wolontariusz. Zazwyczaj dzieciaczki nie umiały wyjaśnić albo nie wiedziały na czym to polega. A jak wiadomo to czego dzieci nauczą się kiedy będą małe zaowocuje w przyszłości.

    • Przede wszystkim; Jak to robić! Bo z pomaganiem nawet Ci najmłodsi nie mają problemu. I to działa też w dwie strony; Robisz bałagan? To pomogę Ci zrobić jeszcze większy! 😀 No dobra, a teraz na poważnie. Wielu ludzi dzisiaj chce pomagać, ale czują się do tego zobowiązani, jeśli wiedzą, że są w tym temacie dobrzy na 101%. A w pomaganiu nie zawsze chodzi o to, żeby być perfekcjonistą, ale żeby dać wskazówkę.

      Z wolontariatem też nie jest wcale tak prosto, bo tylko Ci najwytrwalsi chcą w takich rzeczach uczestniczyć. No powiedz sama; kasy z tego nie ma, przyjemności – nie zawsze, albo nie od razu; więc właściwie po co? I moim zdaniem, sztuką jest wyjaśnić dziecku na czym polega prawdziwy wolontariat, że nie dostanie za pomoc koledze w zadaniu paczki chipsów, tylko zwykłe („niezwykłe”); Dziękuję!

      • Wielu ludzi wciąż jeszcze nie wie jakie są możliwości.Kiedy wspominam czasem o tym co robię poza studiami ludzie są zdziwieni, że są takie możliwości. Moim zdaniem wolontariat powinien być czymś naturalnym. Z drugiej strony wiem, że często tacy ludzie jak pedagodzy, psycholodzy są często nieco wykorzystywani. Zamiast ich zatrudnić chociaż na częśc etatu proponuje im się wolontariat mydląc oczy, że może kiedyś znajdzie się tam dla nich praca. Trzeba też umieć siebie cenić.

        • Ja dopiero na drugim roku zorientowałem się, że mimo iż Pedagogika ma być taka praktyczna, to same studia polegają tylko na robieniu prezentacji w przeróżnych programach. I tak naprawdę to dopiero na wolontariacie poznałem specyfikę mojej przyszłej pracy – a podobno miały mi to pokazać studia. Zostały mi jeszcze dwa lata studiów, więc mam nadzieję je wykorzystać i wolontariat akurat daje mi tą możliwość. Wiem też że po studiach nie będę miał na takie akcje zbyt wiele czasu.

  • Ola

    Bardzo fajna perspektywa. Wydaje mi sie, ze najważniejsze to walczyć z takim przekonaniem, ze pomaganie wymaga bardzo duzo wolnego czasu (np wolontariat) albo bardzo duzo pieniędzy (czyli nie symboliczna „złotówka”, ale koniecznie pokaźny datek np. na rzecz schroniska czy domu dziecka). Dokładnie tak jak piszesz, to jest o wiele prostsze niż nam sie wydaje (albo niż sami sobie wmawiamy, usprawiedliwiając własne lenistwo). Mozna pomagać na bardzo wiele sposobów i zarówno w małej skali (ja mam ustawiony automatyczny comiesięczny przelew 10 zł na schronisko na Paluchu – niby nic, ale to więcej niż nic :)), jak i w dużej skali (np. kompletowana co roku Świąteczna Paczka). Trzeba tylko chcieć!

    • Tak naprawdę pomagamy przecież też sobie na co dzień. Pomagamy rodzinie, znajomym, doradzamy w różnych sprawach, więc nie jest to dla nas niczym obcym. Problem w tym, że „swój, to swój, a nie obcy”. Tylko tak naprawdę nigdy nie wiadomo, kiedy my będziemy potrzebowali jkiejś pomocy, więc nie można się zamykać na krąg tylko znanych nam ludzi. Ta symboliczna złotówka raczej nas nie zbawi a naprawdę może wiele zdziałać. Przecież swiat jest ogromny a składa się z małych rzeczy 🙂

  • Chcę pomagać i pomagam. Od 4 lat jestem wolontariuszem w osiedlowej świetlicy, gdzie pomagamy dzieciakom w zadaniu domowym, organizujemy im zabawy, wyjazdy, obozy w wakacje, pomagamy im i sprawiamy żeby choć trochę żyło im się lepiej. A na kiermaszach świątecznych bywam bardzo często ale jako jeden z organizatorów 😉

    • Mam koleżankę na studiach, która też już od dobrych kilku lat ma wolontariat w świetlicy środowiskowej. Jak słucham jej historii, to sobie myślę, że w takiej placówce nie można się znaleźć przez przypadek. I mógłbym powiedzieć, że taka praca wydaje mi się dużo trudniejsza niż wyjazd na obóz z niepełnosprawnymi, ale to nieprawda, bo każdy mierzy to inną miarą i do innego pomagania jest stworzony. Najważniejsze, żeby to pomaganie dawało nam radość 🙂

  • Rafau Ikswoktur

    Lubię Cię czytać 😉 świetny tekst 🙂
    pozdrawiam

    • A takie komentarze jak Twój sprawiają, że ciągle chce mi się pisać 🙂 Dzięki!

  • Ludzie się po prostu dzielą na jednych, którzy pomagają odruchowo i drugich, na których przeczytanie tego tekstu nie zrobi żadnego wrażenia i spłynie jak powiadomienie na fejsie…

    • I jednych i drugich mi trochę szkoda, ale z innego powodu. Tych którzy pomagają szkoda mi, bo pomaganie to cieżka praca i bez wsparcia może momentami dobijać. Z kolei tych drugich, po których ten tekst spływa, szkoda mi, bo Oni pewnie też będą kiedyś potrzebowali pomocy. Mam nadzieję, że ją znajdą.

  • Narwany jak to narwany – pojechał po całości 😀
    Nie tylko „chcę” bo chcenia nie da się tak łatwo wygenerować. Trza się zastanowić „po co?”. Nie sądzisz, że gdyby siłą napędową była miłość do drugiego człowieka, to wszystko wyglądałoby inaczej?

    • Z jednej strony masz rację, z drugiej; od „chcenia” się wszystko zaczyna 🙂 Ale pomagani musi być sensowne, bo inaczej nasze pieniądze, wysiłki, czas idą na marne. Ale pieniędze to jednak nie wszystko. Czasami lepiej jest postawić na uczucia, bo to się naprawdę bardziej opłaca 🙂

  • Z pomaganiem innym osobom jest tak, że albo się to czuje i chce to robić, albo, tak jak napisałaś, lepiej zająć się sobą. Ja nigdy nie byłam wolontariuszką, nie pomagałam w taki sposób, ale co roku przekazuję 1% podatku.

    • Bo każda forma otwartości na potrzeby drugiego człowieka jest ważna.

      • I każda tak samo potrzebna 🙂

    • Każdy człowiek jest inny, ale też dzięki temu każdy pomaga w inny sposób. No przynajmniej może pomóc. To, czy chce, to już inna sprawa. A ten 1% o którym tyle się mówi ma naprawdę wielką moc, bo domyślam się, że to między innymi, dzięki niemu mogłem się znaleźć jako wolontariusz na obozie z osobami niepełnosprawnymi w Szczyrzycu 🙂

  • Nie powiem abym zajmowała się pomaganiem dzień w dzień, ale jednak od czasu do czasu staram się. Przykładowo projektuję charytatywnie ulotki szczególnie związane z 1% podatku :). Jak byłam aktywnym harcerzem to pomagaliśmy bardziej aktywnie.

    • Jak to mówią; Każdy orze, jak może 🙂 Jeśli patrzeć od tej strony, że każdy wracajac z pracy dostanie taką ulotkę, to jest większa szansa, że znajdzie się zainteresowany, niż przez reklamę na fejsie 🙂

  • a wiesz, że ja myślę, że oprócz pomagania, trudniejszą sztuką jest przyjmowac pomoc.czasami ludzie są za dumni, aby przyznać się do problemów, do tego, że nie umieją sobie z czyms poradzić. wiele osób nigdy nie poprosi innych o pomoc ze wstydu, ale z niewiedzy, gdzie szukac tej pomocy.

    • Faktycznie. O tej stronie medalu zapomniałem, a przecież od tego wszystko się zaczyna. Bo nikomu tak naprawdę nie można pomóc na siłę. Z drugiej strony zaskakujące jest też to, że mając tyle działających instytucji i tak rozwinięte media, nadal są osoby, które nie wiedzą, gdzie, ani jak szukać pomocy.

  • Ja myślę, że każdy może pomagać tak, jak chce i nie nam to oceniać. Oczywiście warto wskazywać różne możliwości, zachęcać itd. ale każdy ma prawo wybrać sposób pomagania sam. Jeden zapłaci pieniądze, a inny pojedzie jako wolontariusz na turnus rehabilitacyjny. Nie wiemy nigdy, dlaczego ludzie decydują się na jedną lub drugą formę. Nie zawsze decyduję lenistwo.

    • Jeżeli tylko ta pomoc jest skuteczna to się z Tobą zgadzam. Sposobów pomagania jest mnóstwo, jednak przerażające jest to, że mimo wszystko wielu ludzi dzisiaj nie wie tak naprawdę, że tuż obok nich jest osoba potrzebująca, albo instytucja, której mogliby się przysłużyć.

  • Nie wszyscy są z natury i potrzeby idealistami i społecznikami. Są ludzie którzy żyją spokojnie, nie angażują się w wiele inicjatyw i czasem po prostu nie wiedzą jak mogą pomóc. Albo inaczej, wydaje im się, że oni nie mogą pomóc w żaden sposób. Warto ludziom mówić jaka pomoc jest potrzebna, wielu naprawdę spadają wtedy łuski z oczu, bo okazuje się, że oni naprawdę mają moc żeby coś zrobić.

    • Jakby wszyscy byli społecznikami, to by było nudne. Ludzie którzy na co dzień nie angażują się w akcje społeczne najczęściej też o nich nie wiedzą. I tutaj są dwie strony medalu, albo też dwie kategorie ludzi; Ci którzy nie wiedzą, bo się nie interesują i Ci, do których informacja o możliwości pomocy nie dotarła, bo przecież nie chodziło o chodnik po domem.

      Masz też rację co do informowania ludzi jakiej pomocy się od nich oczekuje, bo mówiąc o potrzebie pomocy do wszystkich, tak naprawdę mówimy o niczym i do nikogo.

  • Pomagamy już nie odwracając głowy od niepełnosprawnych. Wyobraź sobie: Kołobrzeg, skwar, tłum ludzi. Para starszych ludzi na podjeździe, pan na wózku. Żona normalnie go pewnie wozi, ale pod górę nie dałaby rady. Szuka wzrokiem kogoś do pomocy. I znajduje kogo? Matkę z 3 dzieci, która musi najpierw wszystko postawić, poczekać aż dzieci będą trzymać się za rączki, bo nikomu z całego molo się nie chciało pomóc. Żenada!

    • Tam gdzie są wszyscy, tam też najczęściej do pomocy nie ma nikogo. I w sumie to niewiadomo, czy się z takiej sytuacji cieszyć, czy też płakać. A może jedno i drugie? Bo to świetnie, że ktoś temu starszemu człowiekowi pomógł, ale dam sobie rękę uciąć, że przynajmniej pięciu przechodniów (samych) szło właśnie w tym momencie na kawę i to tą samą drogą.

  • To prawda, na co dzień jesteśmy zamknięci w swoim świecie. Kultura wolontariatu w naszym społeczeństwie nie istnieje. Ale nie wyobrażam sobie nie pomóc starszej osobie spotkanej na ulicy.

    • Ja się tak zastanawiam. Bo chcemy być tacy podobni do naszych zachodnich sąsiadów, ale jeśli chodzi o system pomocy potrzebującym to wciąż jesteśmy te 100 lat do tyłu.

  • Aśka

    Ważną kwestię poruszyłeś, mam ogromny szacunek do ludzi, organizujących różne akcje charytatywne, nawet na niewielką skalę. Sama staram się co roku przeznaczyć 1% na jakąś zaufaną fundację, a częściej wspieram również Fundację Razem Łatwiej z Pzń 😉

    • Szacunek to jedno, ale właśnie ta pomoc, choćby finansowa-najmniejsza przy organizacji takich wydarzeń jest bezcenna. I myślę, że każdy w swojej najbliższej okolicy może znaleźć organizację, której może pomóc.

  • Pomagać też trzeba umieć, odpowiednio wsłuchiwać się w potrzeby potrzebujących, często zdarza się, że nasze wyobrażenie właściwej pomocy daleko odbiega od faktycznych uwarunkowań, lepiej jeśli nasze działania ukierunkowane są we właściwym kierunku.

    • problem w tym, że zbyt częśto mierzmy innych swoją miarą. Tak najczęściej wygląda mimo wszystko dziś każda forma pomocy. A sam kierunek – tu już dużo zależy od chęci – skoro ktoś się podjął działania, to oznacza, że raczej je ma.