Udaje że Cię nie znam

Podobno na świecie nie ma już normalnych i zdrowych ludzi. Są tylko jeszcze niezdiagnozowani, albo źle zdiagnozowani . Współcześni lekarze, czy diagności nie są chyba jednak, tak bardzo wybitnymi specjalistami, skoro nie potrafią od setek, a nawet tysięcy lat ogarnąć człowieka. Chociaż w sumie to trudno im się dziwić, bo przecież na głupotę nie ma skutecznego leku. To pewnie dlatego wciąż spotykam na ulicy tylu ludzi, tylu pseudo znajomych, którzy mają wręcz na twarzach wymalowane; „Udaję, że Cię nie znam”. Zwłaszcza, jeśli chodzi o kobiety, które w końcu znalazły swoją miłość.

Kobiety, to mistrzynie kamuflażu

Dlaczego? To bardzo proste; Nowa sukienka, idealny makijaż, szpilki w których nigdy wcześniej jej nie widziałeś i nowy przyjaciel u boku. Chociaż pewnie przyjaciel, to zbyt mało powiedziane. Mijasz ją jak zwykle, z uśmiechem na twarzy i przejacielskim „Cześć!”, a Ona patrzy na Ciebie, jak na jakiegoś kosmitę. „Gościu, z choinki się urwałeś? Przecież ja Cię nie znam!”. Jak widać gwiezdny pył miłości z nieznanej galaktyki jednak może zaszkodzić. Nie wszystkim, ale na pewno tym najmniej odpornym na nagłą zmianę sytuacji.  No, bo sami przyznacie, że to nie jest normalne, żeby idąc ulicą trzymać się z jednym facetem za rękę, a drugiemu mówić „cześć”. 

„Nie ma mowy! Jak ja mu się z tego później wytłumaczę? A co jak zapyta skąd się znamy? Przecież nie powiem mu, że byłam z nim na piwie, po ostatniej zdanej sesji, bo zacznie się o wszystko wypytywać, albo co gorsza; zacznie być zazdrosny!”

Przechlapane, co nie? Więc lepiej jest pewne znajomości ukryć przed całym światem. Tym bardziej, że przyjaciel zna Cię od podstawówki, a faceta masz dopiero od trzech miesięcy. Wyobrażasz sobie, co by było, gdybyście przez przypadek spotkali się na jakiejś wspólnej imprezie i zaczęli rozmawiać w stylu; „A pamiętasz…?” Przecież to by była totalna katastrofa, a z miłości to już na pewno nici!

Nie znam Cię

Ale, żeby nie skupiać się tylko na kobietach i żebyście nie nazwali mnie szowinistą, to na pocieszenie powiem Wam, że mężczyźni wcale nie są pod tym względem lepsi. Ba! Czasami są nawet gorsi od kobiet!

Mężczyźni świetnie udają

I to zarówno kiedy są w towarzystwie, jak i wtedy, kiedy są sami, ale ewidentnie nie mają ochoty z Tobą gadać. Oczywiście doceniają to, że stali się przyjacielem od zwierzeń, ale wiecie jak to jest; Co za dużo to nie zdrowo. Więc, to nie tak drogie Panie, że Was olewamy. My tylko dyskretnie chcemy dać Wam do zrozumienia, że potrzebna nam jest chwila spokoju. Tego wewnętrznego z którym sami często nie potrafimy sobie poradzić. No, bo przecież to nie jest normalne, żeby tak po prostu od „Cześć” przejść do tego, że świetnie nam się wczoraj gadało i można by to powtórzyć. Zdecydowanie prościej jest przejść ze spuszczoną głową i udawać, że przecież „Prawie Cię nie znam”. Tym bardziej w towarzystwie znajomych. No, bo wiecie; my sami w sobie nie potrafimy być do końca obiektywni i dopiero nasi bliscy przyjaciele często ściągają nam klapki z oczu, albo też nami manipulują. 

„Stary patrz! To Ona, ta znajoma o której wspominałeś. No niby ładna, ale stylu to ona nie ma za grosz. I jeszcze ta torebka z lumpeksu. Na bank z lumpeksu, bo widziałem gdzieś taką ostatnio na targu, na przecenie.”

I co robi w tej chwili idealny mężczyzna i  Twój wierny przyjaciel? Odwraca głowę i jak gdyby nigdy nic przechodzi na drugą stronę ulicy z wymalowanym na twarzy napisem; „Udaję, że Cię nie znam”. I to nie dlatego, że mu się nie podobasz, czy dlatego, że nie ma o ochoty z Tobą rozmawiać. On po prostu, podobnie jak reszta ludzi na świecie nie potrafi wybierać. Między tym co chce zrobić, a co zrobić powinien. Między swoim fatalnym stanem psychicznym tego dnia, a tym, że 100 metrów dalej siedzi ktoś, kto może mu pomóc go poprawić. Pytanie tylko po co, skoro prościej jest powiedzieć sobie…

Udaję, że Cię nie znam

Czasami mam wrażenie, że ludzie są naprawdę nienormalni. Z jednej strony chcą kontaktu z drugim człowiekiem, chcą miłości, przyjaźni, zrozumienia. Z drugiej; jak tylko nadarzy się taka okazja, to unikają Cię jak diabeł święconej wody. Bo co? Bo mam zły dzień? Wiesz, wbrew pozorom czekolada jednak nie zawsze działa. Ale jeśli ten argument Cię nie przekonuje to wyobraź sobie, że właśnie dziś jest Twój najgorszy dzień ever. W pracy/ szkole totalna katastrofa, w domu III wojna światowa z powodu brudnych garów w zlewie. Jedyne czego chcesz, to uciec gdzieś, gdzie wszyscy dadzą Ci w końcu święty spokój! Więc co robisz? Wychodzisz z domu i zupełnie przypadkiem spotykasz znajomego z którym wieki się nie widziałeś chociaż w szkole byliście najlepszymi kumplami. I już chcesz się jako pierwszy odezwać, kiedy orientujesz się, że Twój dawny przyjaciel olewa Cię z wymowną miną w stylu; Udaję, że Cię nie znam! 

PS. I co teraz, łyso Ci?

  • Cześć tudzież dzień dobry odpowiadam zawsze. Nie zawsze zatrzymuje się na „pogawedke” a to z braku czasu a to z braku chęci przerabiania po raz kolejny tematu „musimy się kiedyś spotkać na dluzej” Niektóre znajomości nie przerwaja próby czasu, ba nie chce nikogo usprawiedliwiać, ale niektórzy ludzie bardzo się zmieniają fizycznie. … 🙂

    • Nie cierpię hasła:” musimy się kiedyś spotkać na dłużej. ” To taka gadka, byle coś powiedzieć i udawać, że Cię to obchodzi. Mijają dwa dni (żeby tylko) a o rozmowie nikt nie pamięta. I utrzymywanie ze wszystkimi kontaktu jest niemożliwe, więc nic dziwnego, że po kilku latach można nie poznać przez przypadek dawnego sąsiada z klatki – to normalne. Nienormalne jest, kiedy znajomi od dobrych kilku lat, z dnia na dzień przechodzą obok siebie, jak gdyby nigdy nic.

  • Szczera prawda

    • Prawda jest najważniejsza 🙂

      • Wierzę, że zawsze prawda, choćby nawet jak okrutna jest lepsza od kłamstwa oraz, że zawsze zwycięży

  • Ja zawsze mam ubaw w takich sytuacjach. Sekundowe spojrzenie w oczy a potem uwagę przyciąga kreacja chodnika. Kiedyś myślałam, że takimi prawami rządzi się młodość, ale chyba dorosłe życie w niczym nie ustępuje głupocie.

    • Najgorsze, jak nie zdażysz się obrócić w drugą stronę a już zaczynać się śmiać 😀 No bo z jednej strony; niby czym tu się przejmować, a z drugiej, to jednak trochę perfidne zagranie.

      I w tym wypadku myślę, że dorosłe życie to pojęcie względne.

  • Istnieje jeszcze trzecia strona medalu: tacy jak ja z zerową niemal pamięcią do twarzy, co o ile nie widują kogoś prawie codziennie przez kilka(naście) miesięcy lat i nie rozmawiają z tą osobą też prawie codziennie, to w otoczeniu innym niż to, które jest zazwyczaj (np. uczelnia, praca…) mają duży problem z rozpoznawaniem twarzy i nigdy nie są w 100% czy to ta osoba czy może tylko ktoś podobny. A już jak mówimy o jakimś przeskoku czasowym, kiedy to się nie widzieliśmy, to w ogóle totalna dezorientacja. On/Ona, a może nie, może tylko ktoś podobny, w sumie… panika – taka prawdziwa i jak tu umknąć z chodnika, żeby głupio nie było, a potem gryzie to cholernie przez kolejny dzień. Brrr. Zwykle staram się zachować pogodny wyraz mordy i jak druga strona się uśmiechnie, skinie głową czy coś, to grzecznie odwzajemnić gest – często nie mając zielonego pojęcia skąd się znamy i pamiętając twarz jak przez mgłę snu :/ A potem ktoś idący ze mną pyta kto to był, a ja: nie mam pojęcia, chyba studiowaliśmy razem, ale zabij zamorduj, próżnia i imienia sobie nie skojarzę (choć pewnie je pamiętam, tylko nie umiem dopasować do niego twarzy i vice versa).

    Do dziś pamiętam jak na początku liceum błogosławiłam to, że musimy nosić identyfikatory, plus kojarzyłam ludzi z klasy po kolorach ubrań itd. Twarze… eeeeee. :/ Części ludzi z pracy, po czterech latach, nadal bym chyba nie rozpoznała na ulicy. Na korytarzu w firmie jest kontekst, ale w tłumie miałabym ten paraliżujący cień wątpliwości. :/

    • Znam też takich ludzi. W sumie to też trudno im się dziwić; raz, że jeśli się widzi kogoś raz na dwa lata i nie jest to rodzina, to można człowieka nie zauważyć, dwa: że mnóstwo ludzi na świecie jest do siebie podobnych. A jak się jeszcze ubierają w tym samym sklepie, to już w ogóle.

      Ja akurat jestem typem człowieka, który ma fotograficzną pamięć do twarzy, ale też zdarzają mi isę sytuacje, w których ktoś się do mnie uśmiecha, a ja nie potrafię obie przypomnieć skąd tą osobę znam.
      Mamy taką tendencję (medialną), że wszyscy powinni wyglądać podobnie, bo taka jest teraz moda. A ja myślę, że właśnie dzięki temu, że ktoś ma niecodzienną urodę, charakterystyczne rysy twarzy – łatwiej jest go zapamiętać 🙂

  • Zawsze staram się mieć w miarę pozytywny wyraz twarzy i zdarza się, że po prostu czasem zupełnie obcy mi ludzie zagadują mnie na ulicy :-). Dlatego zawsze odpowiadam cześć i uśmiecham się, choć czasem nie mam w ogóle pojęcia do kogo.

    • Prawdę mówiąc to jest genialne, kiedy obcy ludzie widzą w Tobie człowieka godnego zaufania, kogoś pozytywnego, tylko przez to, że jest się uśmiechniętym. Problem polega na tym, że ludzie nie patrzą sobie w oczy, bo jakby patrzyli, to za każdym „cześć” kryłby się uśmiech 🙂

  • Anna

    Takie sytuacje weryfikują znajomości i to, czy dana osoba jest/ była warta naszej uwagi i energii.

    • A weryfikacja, choć dziwnie to brzmi w odniesieniu do ludzi, czasami się przydaje.

  • LeonSiPL

    U mnie może to tak wyglądać, gdy nie założę soczewek. Nie widzę z daleka twarzy, więc nie wiem czy ta osoba z podniesioną ręką to znajomy, który mi macha, czy ktoś po prostu chce się podrapać po czubku głowy ;D

    • Czasami mam wrażenie, że połowa ludzkości powinna nosić soczewki, ale specjalnie ich nie zakłada 😀 Ale z tym machaniem, to rzeczywiście jest kłopotliwe, nawet jak dobrze widzisz. Mnie się często zdarza, że machający „ktoś” chce, żeby znajomy za moimi plecami go zauważył, a nie ja 😀 I wtedy się naprawdę zastanawiam; „Czy ja znam tego człowieka?.” 😀

  • Jeśli byłabym uczestniczką sytuacji, którą opisałeś i to byłby faktycznie najgorszy dzień życia to podeszłabym do tego kumpla i z bezczelnym uśmiechem na twarzy powiedziałabym: „Cześć! Co u Ciebie słychać?”. Nie będę się wybielać, bo zdarzyło mi się udawać, że kogoś nie znam, ale to zawsze wychodziło z dwóch stron i w sumie nie jest mi z tego powodu przykro. Z moim kolegą z podstawówki praktycznie codziennie widzieliśmy się na siłowni i on nigdy nie mówił mi cześć i właśnie udawał, że mnie nie zna. Gdy kiedyś spotkaliśmy się na imprezie otwarcie go o to spytałam i co on odpowiedział? Że bał się, że ja mu nie odpowiem, oboje zaczęliśmy się śmiać i tej absurdalnej sytuacji i od tego momentu mówi mi cześć zawsze ; )

    • Miałem kiedyś takiego znajomego, kumpel z klasy. Kiedyś w wakacje ni stąd, ni z owąd odezwał się do mnie, czy nie wpadnę do niego na grilla. Byłem zaskoczony, ale przyszedłem. W sumie przegadaliśmy i przesiedzieliśmy u niego na ogródku prawie całe wakacje. W między czasie zdążyłem się dowiedzieć, że ta wiadomość, po której pierwszy raz przyszedłem do niego na grilla, to była taka zapchajdziura. Na szczęście, lub nieszczęście, po wakacjach wszystko wróciło do normy i ten sam znajomy zaczął udawać na korytarzu, że się nie znamy. I to też jest właśnie ta relacja dwustronna o której piszesz. Tylko, że Twój kolega jednak odważył się z Tobą pogadać i koniec, końców wyszła z tego dobra znajomość. Ja swoją po tej akcji zakończyłem, bo czasami nie warto udawać, że się gokoś zna, czy w zasadzie, nie zna 🙂

  • Wszystko zależy od sytuacji i rzeczywistych relacji.

    • Grunt, żeby te relacje były.

  • Rafau Ikswoktur

    Kozacki tekst! Faktycznie tak jest, zgadzam się 🙂 dlatego staram się specjalnie prowokować czasami takie spotkanie krzycząc jak wariat: „HEJ! Pamiętasz mnie?” i ostentacyjnie macham w jej/jego stronę ręką. Działa w 100% przypadków 🙂

    • Wyobraziłem sobie własnie tą sytuację i pękam ze śmiechu. Nie dlatego, że to Twoja sprawka, ale dlatego, że mam teraz przed oczami swój obraz machacza pospolitego, kiedy sprawia mi to frajdę, a ludzie patrzą się jak na wariata 😀 Ale, co do machania w stronę znajomych, to działa 😉

  • Aleksandra Stawarz

    Przyznam, że należę do tych osób, które często nie zauważają innych, ale naprawdę nie robię tego celowo! Idę, patrzę przed siebie, ale nie widzę. Serio, nieraz ktoś idzie naprzeciwko mnie, staje niemal przede mną, a mój mózg nie ogarnia 😛 no ale zakładam, że nie o takie przypadki chodzi… najlepiej to olać. Denerwować się to znaczy mścić się na własnym zdrowiu, a najgorzej robić to przez głupotę innych. 😉

    • Sam mam takich znajomych, którzy zauważają drugiego człowieka, dopiero kiedy staje przed nimi, bo nie są do końca pewnie, czy to na pewno On. Poza tym w tłumie ludzi prawie każdy wygląda tak samo, a nie sposób pamiętać na raz wszystkie cechy charakterysteczne wyglądu 700 znajomych z fejsa.

      Ja akurat poruszyłem temet ignorantów, ale tych na świecie jest niestety mnóstwo i masz rację, że szkoda sobie zatruwać nimi życia 🙂

      • Ola

        Ja z kolei jestem po tej drugiej stronie – ogarniam wzrokiem, raczej podświadomie, cała okolice i często zdarza mi sie widzieć znajomą twarz. Nastepuje dokładnie to, co opisała Aleksandra – stoimy prawie naprzeciwko siebie i NIC. Zdarzyło mi się nawet kiedys, kiedy zainicjowałam kontakt, zobaczyć po chwili plecy niedoszłego rozmówcy 😀 Tłumacze sobie, ze najwyraźniej pogrążeni są w wewnętrznym dialogu, ale tak po prostu, po ludzki nie czaję! 🙂

        • Terz tak mam. Dziś nawet będęc w Rybniku spotkałem koleżnakę ze studiów. Nie spodziewałem się tego zupełnie, ale jak się okazuje, muszę mieć zawsze oczy dookoła głowy. Najbardziej w takich momentach jakie opisujesz denerwuje mnie ignorancja. Ale widocznie na niektóre dolegliwości nie ma leku 🙂

  • Tak już niestety jest żyjemy w świecie, który jest coraz bardziej pozorowany.

    • Każdy gra i każdy jest aktorem. Szkoda, że nie ma żadnego reżysera, który nad tym panuje.

  • Piotr Nosal

    Ja cierpię na brak pamieć do twarzy i co gorsza imion… Rzadko na szczęście zdarzają mi się sytuację, że ktoś udaje, że mnie nie zna 🙂 uf!

    • No wiesz, ja nie wiem, czy jest się z czego cieszyć. Ale do póki nie dostajesz za to w twarz, to jest okej 😀

  • Przykre, ale prawdziwe. 🙂 Czasami zastanawiam się, co się tym ludziom w głowach dzieje, że nie potrafią docenić, jak ważne są relacje z innymi ludźmi, nie tylko z tymi, którzy mają wypchane portfele lub są „na stanowisku”.

    • Wiesz kiedy ludzie się ogarniają? Wtedy, kiedy leżą sami na łóżku i nie potrafią wstać. Obcego nie chcą do siebie dopuścić, a swojego nie ma. Wtedy nawet wypchany portfel niewiele daje.

  • Natalia Zborowska

    Mocne, zwłaszcza początek „niezdiagnozowani – źle zdiagnozowani”…. Ok przyznaje się miałam parę takich sytuacji, ale do osób natrętnych, z którymi raz czy dwa spotkałam się na imprezie znajomych, a potem zaczepiali mnie na siłowni, na przystanku, bo pech chciał okazało się, że mieszkają na tym samym osiedlu co ja. Inny problem polega na tym, że ludzie się zmieniają i nie okłamujmy się, jak widziano daną osobę w liceum, po czym przez 10 lat nie widziano – to sorry, ale nawet ja ludzi nie rozpoznaje 😀 Co prawda jak ktoś mówi mi „część” to odpowiadam, a dopiero potem się zastanawiam „ale kto to był”. Natomiast udawanie, że się kogoś nie zna, bo się „wyrwało ciacho” i boże świat stoi otworem bo mój/ moja jest naj…to inna sprawa. Też miałam taką koleżankę, natomiast szybciutko wróciła jej pamięć do znajomych kiedy chłopak „kopną ją w tyłek” i się okazało, że biedna sama nikogo nie zna….

    • Natrętów też nie trawię i działają na mnie tak samo jak komary. W takim wypadku sam ludzi ignoruję i to nie dlatego, że nie mam czasu, czy coś w tym stylu, ale dlatego, że po prostu ich nie znam, gadaliśmy przez przypadek i na tym koniec. Nie wiem czemu niektóryz nie potrafią tego zrozumieć.

      Po 10 latach spotkałem kiedyś na konferencji dawną nauczycielkę ze szkoły. Gdyby nie to, że mam pamięć do twarzy i skądś ją kojarzyłem, to pewnie bym nawet nie zwrócił na nią uwagi. To, że powiem komuś cześć wcale mi nie zaszkodzi, ani mojej reputacji, ale dziwne uciekanie, albo odwracanie wzorku – porażka!
      Jak się ludzie chcą budzić po kilku latach z ręką w nocniku, to ich sprawa, ale żeby potem płaczu nie było.

  • Super tekst, w 99% trafna „diagnoza” 😉 Kiedyś mnie to irytowało, kiedy ktoś udawał, że mnie nie zna. A teraz? Teraz to mnie to śmieszy jacy ludzie są głupi i nieraz taka sytuacja poprawiła mi humor.. 😀

    • Na szczęście w 99%, bo zawsze można postawić szansę na ten 1%, który w przypadku ludzi potrafi naprawdę wiele zmienić. Zawsze to jest jakaś iskra nadzieji. Z ludźmi musimy nauczyć się, żyć, ale tych głupich, nauczyć się unikać 🙂

  • Iwona Kmita

    Moim zdaniem w ten sposób zachowują się głupcy i źle wychowani.

    • Niestety takich nam dzisiaj nie brakuje.

  • Dorota Mazurkiewicz

    Na prawdę udał Ci się ten tekst. Fajnie i mądrze napisane.

    • Dziękuję za miłe słowa.

  • Nie lubię takich ludzi i sama taka nie jestem. Zdarzało mi się przejść koło znajomego obojętnie, ale to dlatego, że go nie zauważyłam, czy nie poznałam. Nie olewam ludzi. Czy jestem sama, czy jestem z kimś. Czy jestem ze znajomym, chłopakiem, czy przyjaciółką. Po prostu nie. Mam swoją przeszłość, mam swoje znajomości, wiec dlaczego mam je wypierać, skoro to one mnie ukształtowały?

    A tak btw. proponuję większą uwagę skupić na korekcie tekstu, bo sporo literówek, parę razy polskie znaki tam, gdzie ich nie powinno być. W pewnym momencie trochę się męczyłam czytaniem, bo tylko czekałam na kolejny błąd, ale poza tym to tekst świetny! 🙂

    • Czasami ktoś się inaczej ubierze i wtedy jest taki sam problem, kiedy spotykamy człowieka podobnego do naszego znajomego. Ja nawet kiedy jestem na spacerze z dziewczyną to zawsze witam się ze moimi znajomymi. Nie widzę powodu unikania ich, no chyba, że latami się do mnie nie odzywają, ale w takich sytuacjach nie ma czego żałować.

      PS. Literówki poprawione. Najprawdopodobniej przy kolejnym czytaniu tekstu, sam już wiedziałem, gdzie i co było napisane, dlatego niestety przegapiłem kilka błędów. Na co dzień staram się ich unikać, ale przy dłuższych tekstach muszę się strasznie pilnować.

  • Ależ przywaliłeś tematem. I bardzo dobrze!
    Są takie osoby, co myślą sobie, że jak oni udają, że Cię nie widzą, to Ty również będziesz udawać.
    Hehe, naiwniacy 😉

    • Tak mi jakoś siadło to napisałem, co myślę 😀
      Samemu z resztą też udawanie mi nie wychodzi 😛

  • Dominik

    szczerze mówiąc zdarzało się, że osoby udawały, że mnie nie znają, takie sytuacje spotykały mnie na służbie. 😉
    Szkoda, że tak ludzie postępują, na szczęście podchodzę do życia z uśmiechem i na takie sytuacje mam wyj*ebane nie przejmując się nimi. ;P

    • Jak nauczymy się obracać to w żart, to życie będzie niezmiernie ciekawe 😀

  • Zdarzało mi się spotykać z takim zachowaniem, choć pewnie i o mnie ktoś mógł pomyśleć podobnie – nie mam pamięci do twarzy i zdarza mi się kogoś nie rozpoznać. 😉 Jednak nigdy nie udaję, że kogoś nie znam.

    • Myślę, że to działa w dwie strony; Ty kogoś nie zauważysz, ale ta osoba się odwróci i Cię zawoła. A to nie to samo co totalne olanie.