To tylko 5 złotych

Ciągle się zastanawiam ile tak naprawdę znaczą dla nas pieniądze. Ile znaczy głupie 5 złotych. Bo jakby tak popatrzeć na człowieka z boku, to nie może przecież bez nich żyć! Jakby zapytać przeciętnego Kowalskiego; Ile dla Pana/Pani znaczą pieniądze? , to pewnie zaraz usłyszę; Wie Pan, pieniądze są w życiu ważne, ale zdrowie jest najważniejsze. Wiecie, co jest w tym wszystkim najgorsze? Hipokryzja! 

Jak się zapytałem ludzi w badaniach do pracy licencjackiej, czy są za pełną integracją, to wszyscy odpowiedzili, że tak! Oczywiście! Przecież niepełnosprawnym trzeba pomagać. Tylko wiecie, jaki jest problem? Kolejne pytania dotyczyły częstotliowści kontaktu z osobami niepełnosprawnymi i sytuacji udzielania im pomocy. Jak się domyślacie; czestotliwość była znikoma. I w tym momencie ja już nie wiem, czy ludzie naprawdę boją się pomagać, czy są tak wielkimi hipokrytami. Bo każdemu z nas dobrze się mówi, że chcę pomagać. Gorzej, jeśli mamy wyciągnąć z własnej kieszeni jakąkolwiek kasę. 

Da Pan 5 złotych?

„Nie! Nie mam mowy! To moje 5 złotych. Z resztą nie znam Cię człowieku.”

Niby to niewielka kwota, ale zobaczcie jaki sprawia ludziom problem. I, żeby nie było, to nie jest tak, że Narwany sobie wymyślił, że ludzie nie chcą pomagać. Narwany widział, to na własne oczy na Maltańskich Zbiórkach Żywności. Pewnie ktoś z Was teraz sobie myśli; „Przecież to żebranie…” . A ja się akurat z tym nie zgadzam, bo żebranie to proszenie się o kasę przez osobę, która mogłaby coś ze swoim życiem zrobić, ale jej się nie chce. Nie chce się jej zmieniać swojego życia a co dopiero życia innej osoby, bo przecież niepełnosprawny ma lepiej a to w końcu moje 5 złotych. 

Wiecie jaki ludzie popełniają błąd prosząc o pomoc? Chcą pieniędzy! A przecież nie od dziś wiadomo, że łatwiej jest nam kupić biednemu dziecku na ulicy dorżdzówkę za dwa złote, niż dać pieniądze do ręki. Bo nie wiadomo co z tymi pieniędzmi zrobi, a dwa, że pewnie i tak stoi za tym „Da Pan 5 złotych?” ktoś drugi. Tylko, że o ile takie podejście do ludzi, którzy nagabują na ulicy mnie nie dziwi, to takie samo podejście do pomocy drugiemu człowiekowi już tak. Dlaczego? Już wyjaśniam.

 Nie 5 złotych a konkretna pomoc

Rozumiem, że ktoś może nie chcieć wrzucać swoich pieniędzy do puszki na kweście, bo nie wie, co się potem z nimi stanie. Rozumiem też poniekąd ludzi, którzy wolą przelać pieniądze z konta bankowego, ale nie rozumiem ludzi, którzy wychodzą ze sklepu z pełnym koszem jedzenia na tydzień a nie potrafią od siebie dorzucić paczki makaronu, czy głupiej czekolady. No wybaczcie, ale nie rozumiem, nie zrozumiem i nie chcę zrozumieć. Nie dlatego, że jestem niewychowany i nie mam serca, ale dlatego, że dla mnie w takiej sytuacji nie ma żadnego „ale”. Potrafisz kupić chipsy za 6 złotych, kolejną swieczkę do domu za 10, albo książkę za 40? To znaczy, że stać Cię na dobroczynny gest, tylko Ci się nie chce! Nie masz za gorsz zrozumienia dla drugiego człowieka i jesteś takim samym egoistą jak Twój siąsiad, który zarabia miliony. A może nawet gorszym. 

Ja już oddałem swoje 5 złotych, a Ty?

Dlaczego piszę, że gorszym? Bo widziałem na własne oczy ludzi, którzy robiąc dwie siatki zakupów, jedną ofiarowali specjalnie dla niepełnosprawnych dzieci, które już za niecały miesiąc wyjadą na swoje, może jedyne w tym roku wakacje. Byli też tacy, którzy wrzucili do koszyka jeden sok, czy jedną czekoladę. Nieważne! Bo nie chodzi o 5 złotych, ale o sam gest!