Nie mamy ze sobą kontaktu

Na świecie jest tyle problemów społecznych, że cała Wikipedia do opisania ich to za mało. Z resztą z problemami jest tak jak z ludźmi; wszystkim pomóc się nia da. Przynajmniej nie w 100%, no bo każdy problem jest inny, do każdego problemu trzeba podejść indywidualnie a my dzisiaj nie mamy na to czasu. Nie mamy czasu nawet na to, żeby się ze sobą przywitać a co dopiero, żeby mówić na temat jakiegokolwiek kontatku. Jest tylko szybkie;

– Cześć.
– Cześć.

No i to by było tyle w temacie jakiegokolwiek kontaktu z drugim człowiekiem. Żadnego; „Co słychać”, żadnego „Co u Ciebie?”, „Jak leci?”. Bo wszyscy wiedzą, że leci za szybko. Za dużo obowiązków, za mało czasu i brak jakiegokolwiek kontaktu ze sobą, jakiejkolwiek Relacji!

O co chodzi z tym kontaktem?

Bo może nie wszyscy czują bluesa z tematem. Nie dla wszystkich kontakt wiąże się z relacją. Tym bardziej, że jak przeczyta to jakiś elektryk, to pewnie zaraz do mnie napisze, że oferuje swoją pomoc. A ja mu na to, że z całym szacunkiem, ale co on może wiedzieć na temat kontaktu? Przecież pracuje tylko z gniazdkami i z kablami a nie z drugiem człowiekiem. A ludziom potrzebna jest relacja, bo bez relacji, to z kontaktu mogą być tylko nici.

Chociaż w sumie nić też jest dobrym rozwiązaniem, jeśli chodzi o zacieśnianie kontaktu.

Zabawy „z” i „bez” kontaktu.

Wiem, że nić kojarzy wam się tylko i wyłącznie z szyciem i wyszywaniem, ale uwierzcie mi, że pozornie zwykła nić może być genialnym narzędziem do tworzenia kontaktu między ludźmi. Dlaczego? To proste! Bo nić z zasady ma łączyć ze sobą dwa punkty. To teraz uruchomcie swoje szare zwoje i wyobraźcie sobie taką sytuację;

Idziesz jak co dzień ulicą i nagle słyszysz, że ktoś do Ciebie woła: Cześć Witek!, ale Ty nie masz pojęcia; ani kto woła, ani z której strony. Nie możesz dojrzeć twarzy, bo dookoła jest mnóstwo ludzi, więc zdajesz się tylko i wyłącznie na swoją intuicję, lub po prostu olewasz to, że ktoś do Ciebie wołał i idziesz dalej. To by było na tyle z możliwości kontaktu. Ale można inaczej…

Nić kontaktu

Można rzucić do drugiej osoby taką nić kontaktu, niekoniecznie materialną. No, bo domyślam się, że gdyby każdy z nas, mówiąc do osoby naprzeciwko, najpierw rzucił jej nitkę, to stworzyła by się niezła pajęczyna. I wątpię, że ktoś potrafiłby się z niej wyplątać. Ale mnie chodzi o nić mentalną. Taką w której wołasz; Cześć Natalia, Wojtek! itd…, i w tym samym momencie uśmiechasz się do tej osoby. Próbujesz złapać wzrokowy kontakt, a kiedy już Ci się to udaje podchodzisz bliżej. Witasz się uściskiem dłoni, czy przytuleniem i od razu czujesz się w takim towarzystwie lepiej. Dlaczego? Bo dostajesz rzecz bezcenną; uśmiech drugiej osoby. Piękna wizja, prawda?

Tylko szkoda, że w rzeczywistości z tej wizji wychodzą nici. Null, zero, beznadzieja, po prostu porażka! 

Kontakt z drzewem

Bo boimy się kontaktu z drugim człowiekiem. Co mówicie, że o to nie tak? Że nie mamy czasu? Gówno prawda! Skoro masz czas zapalić fajkę, skoro i tak stoisz na przejściu dla pieszych na czerwonym, skoro i tak stracisz dwie godziny czasu w poczekalni u lekarza, to znaczy, że masz te 30 sekund, żeby mówiąc; cześć, dziękuję, która godzina?; podać dłoń, uśmiechnąć się i powiedzieć miłego dnia. Niby to tylko podanie dłoni, niby to tylko głupi uśmiech a tyle zmienia.

Tylko po co cokolwiek zmieniać? Po co podawać komuś rękę przy powitaniu skoro to niehigieniczne? Po co narażać się na jakieś bakterie, choroby itd., skoro można po prostu powiedzieć „cześć” i pójść swoją drogą. Po co przy pocieszaniu swojej żony, swojego dziecka, przyjaciółki się przytulać, skoro można powiedzieć; „Hej! Nie łam się, wszystko będzie dobrze!” Przecież to prawie to samo, co nie?

Tylko dzieci nie unikają kontaktu

Unikają go rodzice i przepisy. Bo dziś jeśli pracujesz z drugim człowiekiem, jeśli pracujesz z dziećmi, to na wszystko musisz mieć zgodę rodzica na piśmie. I niedługo dojdziemy do tak paradoksalnych sytuacji w edukacji, że żeby przytulić płaczące dziecko, przebrać mu buty, czy wytrzeć twarz po obiedzie będziemy musieli mieć zgodę na piśmie. O dorosłych nawet już nie wspominam, bo dziś i tak, nikt już sobie dłoni na przywitanie nie podaje…