Jak wygląda u polaków pierwsza pomoc?

Albo raczej, musiałbym napisać; Jak bardzo pierwsza pomoc u polaków nie wygląda. No, bo niby jak ma wyglądać, jeśli nawet gimnazjalistom ten skrót na pierwszy rzut oka kojarzy się z takim przedmiotem jak Podstawy przedsiębiorczości. Niewielu z nas tak naprawdę wie z czym to się je, ani z której strony bułkę ugryźć, żeby było dobrze.
Dwa, że nawet jak się przypadkowego ucznia zapytasz; Czy miał kurs Pierwszej Pomocy w szkole, to odpowie, że jasne! Że miał taki kurs i przez to odwołali mu lekcje, ale to by było na tyle korzyści. Dlaczego? Bo, to nie był kurs, tylko pokaz i totalna masówka, z której żaden z uczniów, nawet jeżeli chciał, to nie nic sensownego nie wyniósł.

Tych 150 uczniów nie przeszło żadnego szkolenia z udzielania Pierwszej Pomocy. Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że mieli przedstawione jakieś podstawy, skoro po wyjściu z sali gimnastycznej zapamiętali pewnie tyle, co po 45-minutowej lekcji, czyli nic! No, to właściwie; Po co, komu, Pierwsza Pomoc?! Bo dzięki niej…

Możesz uratować komuś życie!

Tak wiem, że to marny biznes. Nawet bardzo marny, bo przecież tracisz swój cenny czas, dzieki temu pewnie i pieniądze. W dodatku musisz w ciągu 30 sekund przypomnieć sobie, co i jak po kolei się robiło, a w tym czasie obok Ciebie umiera człowiek. 

Po tych 30 sekundach, które w danej chwili wydają Ci się być połową Twojego życia, decydujesz się na pozycję boczną, bezpieczną a później nawet na masaż serca. W końcu jakiś przypadkowy przechodzień, widząc Twoje zaangażowanie w ratowanie ludzkiego życia, decyduje się Tobie pomóc, dzwoniąc po pogotowie. I teoretycznie można by powiedzieć, że cała historia kończy się dobrze. W końcu karteka przyjechała, poszkodowany żyje, więc wszyscy powinni być szczęsliwi. Wszyscy, tylko nie Ty…

Bo właśnie w tej chwili zauważyłeś, że Twoje nowiutkie gacie są całe uwalone krwią i innymi wydzielinami poszkodowanego. Więc niby z czego się tu cieszyć? Że gacie pójdą do kosza? Że prawdopodobnie bedziesz się musiał tłumaczyć szefowi z Twojego godzinnego spóźnienia do pracy? Że najprawdopodobniej Cię wyleją, więc nawet zwrot pieniędzy od Państwa za utracone mienie Ci nie pomoże? A może z tego, że…

Uratowałeś komuś życie!

Czy to naprawdę nie ma dla Ciebie żadnego znaczenia? Przecież to w końcu Ty, jako jedyna osoba spośród setki ludzi zatrzymałe się, żeby po to, żeby pomóc drugiej osobie. Czyli jednak nie jest z Tobą aż tak źle. Czyli, że masz w sobie jeszcze resztki człowieczeństwa. No chyba, że naprawdę te gacie i ta robota znaczą dla Ciebie więcej niż ludzkie życie, to w tym momencie grubo się pomyliłem. Bo zatrzymałeś się tylko przez przypadek a Twoja wartość wynosi 100zł. Czyli tyle, co nowe spodnie. 

Pierwsza pomoc, to nie żart

więzienie

Możesz mówić co chcesz; że to nieprzydatny kurs, że szkoda wyrzucania pieniędzy na takie rzeczy, że przecieżkażdy wie na czym polega Pierwsza Pomoc – w teorii! Bo faktyczynie, może Ci się udać uratować ludzkie życie bez jakiegokolwiek kursu. Może Ci się udać raz, drugi, trzeci, ale za dziesiątym razem ktoś umrze i co wtedy zrobisz? Będziesz sobie wmawiał, że zrobiłeś co mogłeś, czy może jednak uznasz, że brakuje Ci fachowej wiedzy? A może wcale się nie zatrzymasz, żeby pomóc, tylko jak inni; popatrzysz i odejdziesz? 

To Twój wybór. Tylko nie zdziw się jak kolejne trzy lata życia spędzisz za kratkami.

  • Pierwsza Pomoc to ważny aspekt, na którym warto się pochylić. Ja sama mam za sobą lekcje na przysposobieniu obronnym (całkiem dobrze przygotowujące), krótki kurs na kursie prawa jazdy oraz ten najważniejszy 2-dniowy kurs pierwszej pomocy, który uczulił na wiele spraw. Mimo to uważam, że taki kurs od czasu do czasu powinniśmy powtórzyć. To że raz go zrobiliśmy nic nie znaczy, bo kilka lat później możesz już go nie pamiętać. Warto powtarzać, by zawsze być w stanie uratować czyjeś życie. A może to my będziemy potrzebować takiej pomocy pewnego dnia? I też będziemy musieli liczyć na takiego przechodnia który to zatrzyma się i pomoże lub nie…

    • Bez pochylania się to o Pierwszej Pomocy nie ma co mówić 😀 Tylko, że już Ty sama zwracasz uwagę na to, że nie zatrzymałaś się na zwykłym, godzinnym szkoleniu. Ja osobiście polecam taki dwudniowy kurs, bo jest przede wszystkim praktyczniejszy. Wiadomo, że wszystkich sytuacji nie przerobisz. Do tego dochodzi dodatkowy stres itd.

      I wiesz, najlepsze jest to, że porwadzący takie kursy mówią nam o tym, że warto je powtarzać, tylko my sami o tym zapominamy. A kiedy przychodzi co do czego, to znowu pojawia się lęk, że niewiele z kursu pamiętam.

      Jak wiele jednak nadal zależy od nas ludzi, a nie tylko od maszyn.

  • Nie wiem, jak to wyglądało w Twojej szkole, ale ja w LO miałam przez rok edukację dla bezpieczeństwa, w wymiarze godziny czy dwóch tygodniowo. Uczyli nas ewakuacji, opatrywania ran, postępowania w przypadku różnych wypadków i innych sytuacji, na ocenę zaliczaliśmy praktyczną resuscytację i bandażowanie, a oprócz tego mieliśmy wykazać się wiedzą teoretyczną. Dodatkowo nauczycielka prowadząca przekonała wielu z nas do zrobienia takiego dużego, certyfikowanego kursu ze specjalistami. Dużo mi z tamtego okresu w głowie zostało.

    • U mnie EDB wyglądało tak tylko przez pół rok jak zmienili nam nauczyciela. Uważam, że pół roku to zdecydowanie za mało jak na szkołę średnią. Ale cieszę się, że Ty miałaś taką możliwość, żeby zweryfikować swoją wiedzę z Pierwszej Pomocy. Oby takich szkół i takich nauczycieli, jak Twoi było jak najwięcej.

  • Wczesniej o tym nie myślałam ,ale ostatnio odbywałam kurs na wychowawcę kolonijnego na ktorym mieliśmy kurs z prawdziwego zdarzenia. Wstyd się przyznać,ale mając 26 lat pierwszy raz ćwiczyłam sama na fantomie . Uważam ze taka umiejętność powinna być w nas kształtowana od dziecka. Tak malo potrzeba by uratować komuś życie

    • Rozumiem, że mówisz o kursie Pierwszej Pomocy z prawdziwego zdarzenia? Bo wiesz; kurs wychowawcy, to jest raczej formalność a prawdziwa praca zaczyna się na obozach – hardcore!

      Ale pocieszę Cię, że ja mam 22 lata i dopiero w tym roku zdecydowałem się pójść na kurs. W sumie wyszło przez przypadek, ale nie żałuję i polecam każdemu.

      • Tak wiem. Kurs to tylko kropla w morzu bo w sytuacji kryzysowej dopiero wychodzi czy rzeczywiście cos potrafimy. Myśli ze dobrym rozwiązanie to wprowadzenie takich kursów w każdej szkole już od gimnazjum . Bo to strach zazwyczaj nas hamuje i ogranicza a strach wynika zazwyczaj z niewiedzy i braku doświadczenia .

        • No właśnie. Stres, wszyscy Ci patrzą na ręce i jeszcze ta presja czasu. Uważam, że nawet już w szkole podstawowej, w staryszch klasach warto te kursy wprowadzać, ale z odpowiednią dydaktyką 🙂

  • Ola Figura

    Udało mi się być na kursie pierwszej pomocy za darmo, za pracę w wolontariacie. Byłam dwa razy. Pierwszy raz – kurs był dwudniowy, ale strasznie się stresowałam i robiło mi się słabo. Szczególnie przy tematach związanych z krwią, wystającymi kośćmi itp. Przez to nie pojawiłam się drugiego dnia. Nie dałam rady. Potem kolega mnie wyciągnął na następny, tym razem jednodniowy. To dało mi dość dużo, ale są marne szanse, że nie zrobi mi się słabo na widok człowieka leżącego w kałuży krwi

    • Ja też przez wolontariat załapałem się na kurs, ale poniekąd z przymusu i wcale nie twierdzę, że nie było warto. Drugi raz poszedłem już do towarzystwa i byłem tylko jeden dzień, ale dzięki temu uświadomiłem sobie, że warto takie rzeczy powtarzać. Z kolei reakcje ludzi na wypadek są różne, ale przecież zawsze możesz być tą drugą osobą do pomocy, która zajmie się wezwaniem karetki w razie potrzeby 🙂

  • Uczę pierwszej pomocy w szkole – często, gęsto to orka na kamienistym gruncie. Bo po co, na co nigdy mi się nie przyda. Jednak gdy dowiadujesz się, że uczeń uratował komuś życie udzielając prawidłowo pierwszej pomocy to czujesz, że jednak ma to sens, że czasami wręcz łopatologiczne wbijanie zasad prawidłowego i co najważniejsze skutecznego postępowania na miejscu zdarzenia powinno być czymś normalnym w szkole.

    • Najtrudniejszy człowiek do zniesienia, to człowiek uparty, ale na każdego można znaleźć sposób. A w przypadku uczniów cieszy ten przypadek 1/10. Bo w końcu ktoś musi być pierwszy a w wieku szkolnym największym autorytetem często są koledzy.

      Druga sprawa, że w naszych głowach zawsze jakaś informacja zostaje, choćby najmniejsza. Dlatego kurs warto powtarzać, bo człowiek za każdym razem zwraca uwagę na coś innego.

  • Starałabym się pomóc, chociaż nie wiem, czybym potrafiła

    • Czasami nawet pozornie drobny gest może uratować komuś życie 🙂

  • Dominik

    byłem już chyba z 5 razy na kursie pierwszej pomocy, uważam, że powinno być to obowiązkowe w szkole licealnej czy gimnazjalnej jako jeden z przedmiotów czy elementów np w-f.

    • Też myślę, że to dobry pomysł. Ale wątpię, że komuś u góry chciało by się układać do tego program. Pewnie uznano by, że są ważniejsze przedmioty, jak. chemia.

  • Pierwsza pomoc jest niezwykle ważna. Ja sama zastanawiam się nad takim kursem, bo przyznam, że moja wiedza w tym zakresie nie jest zbyt oszałamiająca. Niestety w szkole nie przykłada się do tego wagi. Uczymy się wielu niepotrzebnych rzeczy, a nie te, które naprawdę są przydatne, są zaniedbywane. Moim zdaniem ćwiczenia z pierwszej pomocy powinny pojawiać się w każdej klasie szkoły podstawowej i średniej. Dzięki temu pierwsza pomoc stałaby się czymś naturalnym, co robilibyśmy wręcz odruchowo.

    • Ja również się udam. Niby miałam, innym razem koleżanka mi tłumaczyła, ale ciemna jestem w tych sprawach. Jednak wiem, że nie zostawię osoby w potrzebie, nawet gdybym miała coś zrobić źle – będę robić.

      • Plusem jest to, że takie kursy trwają dwa dni. Niby to nie jest dużo, ale warto mieć przynajmniej minimalne pojęcie o pewnych schorzeniach i sytuacjach. A jakby policzyć ile czasu spędzamy w ciągu roku na fejsie, to okazuje się, że te dwa dni, to wcale nie tak dużo 🙂

    • Na szczęście życie nie kończy się na szkole a dopiero na niej zaczyna. Dlatego właśnie trzeba ten czas dobrze wykorzystać. To czego w szkole nie znajdziemy, czyli te różne kursy, jak kurs Pierwszej Pomocy warto nadrabiać samemu. Tylko trzeba mieć zawsze kogoś, kto nami w kierunku tego kursu pokieruje 🙂

  • Chiba adrenalina pokierowala by mnie aby dzialac i pomoc pomimo niepewnosci i strachu. Daria xxx

    • I taką pozytywną drenalinę to ja lubię 😀

  • właśnie sobie uświadomiłam, że nie mam pojęcia o pierwszej pomocy. moje pojęcie ogranicza się do wklepania odpowiedniego numeru na klawiaturze telefonu. niestety.
    pamiętam jakieś szczątkowe wiadomości z „kursu” pierwszej pomocy w szkole. jak widać, to było o wiele za mało.

    • To jest jeden z elementów. Też cenny chociaż nie zawsze warto stawiać go na pierwszym miejscu przy ratowaniu życia, bo czasem może być za późno.
      Dwa, że szkoła to dziś tylko instytucja, które wiele wymaga, ale niewiele uczy.

  • Pierwsza pomoc jest bardzo ważna!! Wydaje się nam, że nigdy nas to nie spotka, ale skoro nie żyjemy na odludziu, podróżujemy środkami transportu, to tak – prędzej czy później będziemy świadkami czyjejś krzywdy. Co wtedy? Powiem tak: lepiej jest zareagować, bo jak dla mnie, przejście obok osoby potrzebującej pomocy jest gorsze niż własna krzywda. To brak honoru po prostu, a to gorsze niż śmierć – dla mnie.

    Druga sprawa; zawsze, w każdej chwili to TY możesz być w takiej sytuacji. Gdy straciłam przytomność i wzrok w autobusie, lata temu, nikt nie zareagował, nikt mi nie pomógł :- / Patrzyłam przez mgłę na ludzi, którzy po prostu udawali, że mnie nie ma, że nic się nie dzieje. Tak straciłam świadomość: pamiętając, że nikt z dorosłych ludzi , takich na każdym kroku oceniających innych, nic nie zrobił, by pomóc 17-latce. Sama wyczołgałam się z autobusu i położyłam na ławce na przystanku. Czekałam, aż odzyskam siły i powlokłam do ośrodka.
    Nie każcie ludziom tracić wiary w drugiego człowieka, ze strachu. czyt; z tchórzostwa.

    • Na tym właśnie polega życie, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich sytuacji. Ja jestem zdania, że warto inwestować w siebie, bo jeśli coś Cię naprawdę interesuje, to Twoje umiejętności prędzej, czy później się przydadzą. I tak właśnie jest z pierwszą pomocą.

      I ja wiem, że honor, to sprawa osobista i nie powinienem wchodzić z butami w niczyje życie, ale co innego jeśli jest ono zagrożone.

      Myślę, że takich sytuacji jak Twoja jest więcej, tylko ludzie o nich nie piszą, bo obją się odezwać. Nie wszyscy są w końcu blogerami. I smutne jest to, że prawdziwe w krytycnzych momentach życia okazuje się powiedzenie; „Umiesz liczyć? Licz na siebie!”
      Kiedyś na lekcji wf-u przeskakiwaliśmy nogami między piłką. Nogi mi się poplątały i stanąłem obiema na piłce. Efekt był taki , że trzasnąłem glową o betonowe boisko i chyba na ok 60 sekund straciłem przytomność. Potem przyszedł nauczyciel i spytał się, czy nic mi nie jest.

  • Prawda.
    Warto jeszcze poruszyć kwestię ocen człowieka. Niejednokrotnie mija się ludzi, którzy leżą nieprzytomni na ławce, ulicy, ale nikt z tym nic nie robi..bo pijak i bezdomny.

    Osobiście przerażają mnie tego typu sytuację. Słabo mi na widok krwi, wypadku i ambulansu. Czy potrafiłabym pomóc komuś, gdybym tylko ja była obok? Wydaję mi się, że tak. Tylko problem byłby taki, że musieliby również i mnie zabrać do szpitala bo zapewne zemdlałabym.

    • Fakt. To trudno ocenić, bo raz, że taki pijak nie zawsze jest źle ubrany i brudny a dwa, że jeżeli osoba leży na boku ulicy, to od razu jest postrzegana za nawaloną. A w sumie to prosto jest to zweryfikować. Wystarczy do takiego człowieka podejść i jeśli nie czuć od niego alkoholem i różnymi innymi zapachami, to znaczy, że naprawdę potrzebuje pomocy.

      Widok krwi przeraża wiele osób, ale wiesz… To nie zawsze jest tak, że ranny krwawi a i tak nie otrzymuje pomocy.

  • Antypatycznie Antypatycznie

    Kurcze ale naskoczyłeś ! ja traktuje pierwszą pomoc bardzo poważnie, bo wiem, że od tego może zależeć życie mojej mamy, dziewczyny, brata, taty, moje zależy od kogoś i tak dalej. Nigdy tak naprawdę nie możemy przewidzieć jak się zachowamy, czy będziemy wszystko pamiętać z pierwszej pomocy ale warto do tego podejść i spróbować, ja jakoś miesiąc może dwa temu siedziałam wieczorami nad filmikami o wypadkach, jak się zachować co robić, o zakrztuszeniu, niemowlakach, itp itd. żeby wszystko sobie co jakiś czas utrwalać. ludzkie życie jest wartością nadrzędną ni nawet nie można go porównywać z brudnymi gaciami. 🙂

    • Czasami tak naskakuje, jak mi coś wpadnie do głowy 😀 I oczywiście wiem, że nikt z nas nie jest w 100% profesjonalistą przy wykonywaniu RKO pod presją. Zwłaszcza, jesli nie ćwiczy się tego na co dzień. Ale mimo wszystko uważam, że lepiej jest zrobić cokolwiek, niż narazić się za ciąganie po sądach.

      A z tymi brudnymi gaciami, to był pierwszy przykład, jaki wpadł mi do głowy 😀

  • Kurs pierwszej pomocy powinien być obowiązkowy dla każdego, bo to, zaraz po oddychaniu, najważniejsza umiejętność, którą powinniśmy nosić we krwi.

    • No i powinno się o nim pamiętać tak samo jak o oddychaniu 😉

    • Zgadzam się. I to od najmłodszych lat uczone.

  • Kurs pierwszej pomocy przechodziłam kilkakrotnie, ale nadal nie czuję się w 100% w pełni przygotowana. Miałam okazję reanimować moją mamę przed przyjazdem pogotowia, ale zarówno przed i po interwencji niestety było za późno i umarła. Obecnie jako matka myślę o kursie pierwszej pomocy dla dzieci, najpewniej zainwestuję 500+ na drugą córę na tą rzecz właśnie.

    • Ja pierwszy kurs robiłem 1,5 roku temu a pół roku temu poszedłem jako przypomnienie, tak przy okazji, bo znajomy powiedział mi, że potrzebują jeszcze jednej osoby, żeby ćwiczyć w parach. Teraz w sumie nasunęła mi się myśl, że dobre byłoby go znowu powtórzyć.

      Nie miałem tak trudnej sytuacji co prawda jak Twoja, ale to rzeczywiście musiało być traumatyczne przeżycie. Niemniej jednak uważam, że to jest umiejętność, która przydaje się tak samo a nawet bardziej niż prawo jazdy.

      • To jest coś w co warto inwestować i sobie przypominać tak czesto jak to możliwe 🙂

  • No coś tych kursów za sobą mam – choć bardzo krótkich, to intensywnych. 2x uczyli naszą grupę ratownicy medyczni ale pod katem wypadków drogowych, jak zabezpieczyć miejsce wypadku, jak prawidłowo (i kiedy) wezwać pierwszą pomoc, jak reanimować. Największe przeżycie, to działanie na manekinach – w tym na takim dziecięcym. Właśnie to mocno mnie poruszyło, bo jeśli się ma dziecko w domu…
    A pomocy jeszcze nie musiałem udzielać, choć wzywałem już pogotowie – okazało się, że do pijaka. Choć panowie potraktowali go z pełnym zrozumieniem, choć tyle dobrze…

    • Ja dwa razy byłem n takim kursie, gdzie na pierwszym było głównie o pierwszej pomocy przy urazach i chorobach. Za drugim razem dopiero usłyszałem o wypadkach drogowych. Poszedłbym po raz trzeci na kurs, po to, żeby pewnie znowu czegoś nowego się dowiedzieć, ale tez po to, żeby przypomnieć sobie starą wiedzę.

      Ty mówisz, że dla Ciebie przeżyciem jest działanie na dziecięcym manekinie i masz rację, ale ja z kolei nie wiem jak mocno byłbym zestresowany, gdybym taką reanimację musiał wykonać rzeczywiście na dziecku.

  • Oczami Humanistki

    Chodząc jeszcze do szkoły zauważyłam, że z reguły uczniowie mają wywalone na Edukację dla bezpieczeństwa. Uważam, że powinno się korzystać z takich zajęć i poczytać ten cholerny podręcznik, bo może kiedyś naszej pomocy będą potrzebować nasi rodzice. Ja np. pamiętam zajęcia EDB z liceum jak przez jakieś 3-4 lekcje robiliśmy RKO przez 15 minut bez przerwy. Robiliśmy to w parach – ja robiłam masaż serca, a koleżanka wdechy, a później na odwrót. Właśnie te zajęcia zostały mi w głowie. A tak jeszcze wracając do pierwszej pomocy to uważam, że Polaków często nawet gówno obchodzi, że ktoś może potrzebować pomocy. Raz jak szłam na przystanek tramwajowy zobaczyłam, że pod słupem leży facet z krwawiącą skronią. Widziałam, że próbował się podnieść, ale nie mógł. Oczywiście przystanek pełny dorosłych ludzi. Nikt nie zwrócił uwagi. Dopiero ja z jakąś dziewczyną zareagowałyśmy, podeszłyśmy do gościa i wezwałyśmy pogotowie. Jeszcze mam jedną świeżą akcję. Idąc z rodzicami na parking w jednej z nadmorskiej miejscowości zobaczyliśmy, że pod blokiem na trawniku leży jakiś chłopak (na oko jakoś 28 lat). Po prostu schludnie, czysto ubrany chłopak, nie zionął alkoholem, bo nachylałam się z tatą nad gościem, żeby sprawdzić czy oddycha. Normalnie facet leżał w samym słońcu (było wtedy w słońcu ponad 30 stopni). Próbowaliśmy go obudzić, a facet nic. Zadzwoniliśmy na pogotowie, bo podejrzewaliśmy, że może jest na coś chory. Byliśmy bardzo zaniepokojeni, bo z ust zaczęła lecieć mu piana… Ku naszemu zdziwieniu dyspozytorka jakimś znudzonym głosem powiedziała do mojego taty ,,ale na pewno nie może go pan dobudzić?”. Kurde gościu nie daje znaku życia i na nic nie reaguje. W końcu za jakieś dwie minuty przyjechała karetka i wtedy dowiedzieliśmy się, że pogotowie już było u tego gościa i zlecili, żeby zabrała go straż miejska. Ale czemu przez tyle czasu nie przyjeżdżała? Ile ten facet miał leżeć na tym słońcu? W końcu bodajże to był ratownik medyczny powiedział, że na przyszłość mamy nie wzywać karetki, bo może jej zabraknąć np. dla mnie lub mamy. Wyszło na to, że pan sam nas uczył znieczulicy. Oczywiście mój tato powiedział, że wezwaliśmy karetkę, bo facet nie wyglądał na żula, nie śmierdział wódą. To chyba powinno się chwalić, że się nie zostawia ludzi w środku miasta na pastwę losu. Co jeśliby się okazało, że chłop miał cukrzycę i spadł mu cukier…
    Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Mężczyzna został zabrany przez pogotowie.
    Przepraszam, że się tak rozpisałam, ale frustruje mnie to, gdy ludzie przechodzą obojętnie obok potrzebujących.

    • Wiesz w czym taki problem? W obowiązakch i konsekwencjach ich niewypełnienia. Na przykład na język polski, czy matmę to się uczniowie przygotowują, bo zaraz może Cię nauczyciel wziąć do tablicy, spytac i dać jedynkę, zrobić kartkówkę itd. A na EDB? Masz zadanie to zostaniesz nagrodzony, ale jak go nie masz, to najcześciej Ci się upiecze, bo zgłaszają się najczesciej ochotnicy. Problem jest w systemie i podejściu. EDB ma też zdecydowanie za mało godzin w trakcie całej edukacji szkolnej w stosunku do innych przedmiotów.

      Obojeność ludzi w tym wypadku rzeczywiście jest przerażająca, ale jeszcze bardziej przeraża mnie brak wyobraźni ludzi. No, bo wiesz, zanim zadzwonisz na pogtowie, zanim przyjedzie karteka itd… Powinno to torwać do 15 minut a bardzo często trwa ok 45. Do tego czasu poszkodowany, czy ranny może już nigdy nie odzyskać przytomności, nie wstać, jeśli ktokolwiek, chocby najbardziej nieudolnie nie zdecyduje się na pierwszą pomoc.

      Inna kwestia, że od lat Służba Medyczna od lat boryka się z problemem braku karetek…