Niepełnosprawny ma lepiej

Każdy z nas, niezależnie od tego kim jest w tym momencie swojego życia, jaką ma pozycję społeczną, czy status majątkowy urodził się biedny jak mysz kościelna. Każdy z nas przeszedł przez żmudny etap edukacji, bo ślepo wierzył, że to mu kiedyś coś da. Po dwunastu (a może trochę wiecej), latach edukacji okazało się, że szkoła była do niczego, nic z niej nie wynieśliśmy, praca to znalazła się przypadkiem i to nie w zawodzie a na spełnianie siebie i swoich marzeń, to nie masz co liczyć, bo Cię po prostu nie stać. I właśnie w takich momentach ludzie dostrzegają osoby niepełnosprawne. Niekoniecznie od razu te w stopniu znacznym, czy głębokim. Czasami po prostu są to osoby na wózku, albo osoby z lekką niepełnosprawnością, które wymagają pomocy tylko w wybranych aspektach życia. Ludzie patrzą na takiego niepełnosprawnego, któremu w zasadzie nic nie brakuje. Ma nowy wózek inwalidzki, nowe podręczniki w całości sfinansowane, nowy komputer do pracy w domu a do tego może pracować 32 godziny tygodniowo a i tak zapłacą mu za 40. Przecież to niesprawiedliwe, że niepełnosprawny ma lepiej!

Też chciałbym urodzić się niepełnosprawny

Zwłaszcza być niepełnosprawnym w szkole. Bo nie wiem czy wiecie, ale szkoła za niepełnosprawnych dostaje grubą kasę, którą potem musi oczywiście przeznaczyć na dostosowanie tym uczniom warunków do nauki. Ale to nie jeste w tym momencie ważne! Dlaczego? No, bo nie chodzi mi tu tylko o pieniądze, ale o to na co i dla kogo są przeznaczone. Bądźmy szczerzy, przecież każdy rodzic by chcial, żeby jego dziecko mialo jak najlepsze warunki do nauki. Dlatego co robią rodzice? Biją do psychologa. Mówią dziecku: „Zachowuj się tak, jakbyś nie wiedział o co chodzi i nawet jak będziesz znał odpowiedź na zadanie, to go nie rozwiązuj”. Po co? Żeby mieć „dys” w dzienniku i dostać orzeczenie. Problem zaczyna się wtedy, kiedy psycholog nie widzi takich podstaw, no bo wtedy trzeba iść od innego, najlepiej prywatnego, albo dać w łapę. W końcu coś mojemu dziecku od życia się należy!

A kto pomyślał o niepełnosprawnych?

Ale nie tych udawanych, tylko tych, którzy naprawdę są niepełnosprawni. Fizycznie, intelektualnie a czasem nawet jedno i drugie. Przecież Oni dostają takie samo orzeczenie (to co zrobią z nim ich rodzice, to już inna sprawa). Przecież Oni muszą z tą niepełnosprawnością żyć do końca życia a i tak często są ludźmi o wiele szczęśliwszymi od nas. Ktoś powie;” No dobra, ale przecież te niepełnosprawne dzieci mają stworzone dużo lepsze warunki. Przecież mogą iść do szkoły specjalnej, gdzie mają taki komfort nauki, takie możliwości rozowoju, których nie ma żadne pełnosprawne dziecko w ogólnodostępnej szkole.” I wiecie co jest najgorsze? Że trudno się z tym nie zgodzić. 

niepełnosprawny

Niepełnosprawny w szkole 

Nie wiem, czy byliście kiedyś w takiej szkole, która nieco stygmatyzująco nazywa się specjalną. Jeśli nie to żałujcie, bo jest na co popatrzeć! Sala do SI, do chydroterapii, do dogoterapii, Hipoterapia, Felinoterapia. A teraz wyobraźcie sobie wyposażenie tych sal i spróbujcie policzyć ile w to wszystko wpakowane jest kasy. Nienormalne, co nie? Przecież te dzieci nawet w połowie tego nie wykorzystają, bo ich poziom intelektualny na to nie pozwala! 

A teraz na poważnie; Zbadałbym iloraz inteligencji każdego, kto się pod takim zdaniem podpisze a potem go wyśmiał. Dlaczego? Bo uczniowe w szkole ogólnodostępnej mają tak naprawdę wszystko czego im do szczęścia potrzeba a i tak tego nie wykorzystują. I ja wiem, że fajnie by było mieć w szkole wannę z hydormasażem, albo łóżko wodne. Nie powiem, że wizja zajęć z Hipoterapii nie brzmi interesująco. Nawet bardzo! Tylko co mi z tego? Dla mnie takie zajęcia to była by pewnie tylko dobra zabawa i tyle. Dla niepełnosprawnych dzieci, to nie zabawa a ciężka rehabilitacja. Myślisz, że tak dobrze jest być niepełnosprawnym? Pomyłka!

Sam jesteś niepełnosprawny

Bo przez głowę Ci nie przeszło, że niepełnosprawność to choroba, której nie da się wyleczyć. Można chodzić na różne terapie i rehabilitacje. One naprawdę pomagają tym osobom lepiej funkcjonować!  Tylko, że niepełnosprawnym i tak jest się do końca życia. I wiecie; czasami tak sobie siedzę i się zastanawiam, kiedy w końcu zrozumiemy, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni! 

 

  • Jestem zdziwiona, że rodzice mogą namawiać swoje dzieci do symulacji dysleksji. Znam jedną osobę, która udawała specjalnie i dostała oświadczenie, ale robiła to z powodu wolnej pracy, tzn. nie wystarczało jej 45 min. na napisanie sprawdzianu, co wywoływało stres i niechęć do nauki. Paradoksalnie po otrzymaniu orzeczenia i dostaniu „więcej” czasu na klasówki, oceny tej osoby się polepszyły i jej stosunek do nauki się zmienił. Mimo wszystko wydaje mi się to niedorzecznym, że psycholodzy tak chętnie wystawiają orzeczenia, wg badań na dysleksję cierpi faktycznie 7% populacji, a w 30 osobowej klasie dysleksję ma średnio 4-5 osób…No, ale teraz przechodząc do głównego tematu – na szczęście nie przebywam w otoczeniu, które do niepełnosprawności podchodziło by w ten sposób, że to „lepsze życie”. Cieszę się, że poruszyłeś temat pełnosprawnych, którzy nie wykorzystują w pełni tego, co mają, np. odpowiednich warunków do uczenia się. Zdecydowanie łatwiej nam narzekać i zazdrościć innym, niż zacisnąć zęby i wziąć się do pracy.

    • Dzisiaj rodzice mogą bardzo dużo a dzieci jeszcze więcej 🙂 Ta sytuacja o której mówisz to akurat nie jest nic naadzwyczajnego a ta osoba nie odstała orzeczenia, tylko opinię, za którą nie idą dla szkoły żadne konkretne pieniądze ani wymagania odnośnie ucznia. Ale bardzo mnie cieszy, że po tej decyzji możliwości edukacyjne tej osoby się poprawiły 🙂 Po to te papierki właśnie są 🙂
      Wiesz z czego wynika wystawiania fikcyjnych i niepodpartych dowodami orzeczeń? Jak zwykle chodzi o pieniądze. Poradnie mają zdecydowanie zbyt mało godin i mało czasu na diagnozowanie wszystkich dzieci. Dlatego niestety potem trzeba wybrać, kto tej opinii, czy tego orzeczenia naprawdę, na już potrzebuje.
      Ludzie zbyt często z siebie rezygnują i zbyt rzadko doceniają, to co mają.

  • siewca zamętu

    ważne są proporcje, niepełnosprawnym potrzeba trochę więcej zasobów, żeby zrobić ich jednostki potrafiące radzić sobie w społeczeństwie, z drugiej stron nie można zapominać o zdrowych, bo inaczej dochodzi do tego typ patologii, że rodzice na siłę szukają dziecku choroby, której nie ma

    • Wiesz; wydaje mi się, że każdy z nas do wykonania pewnych czynności potrzebuje więcej czasu. Więc akurat ta kwestia jest względna. Nawet w przypadku ludzi zdrowych. Niepełnosprawni do funkcjonowania potrzebują trochę innych środków niż my, ale tak poza tym, to niczego innego im nie brakuje.

  • Asia

    Trafne spostrzeżenia!

  • Niepełnosprawny ma lepiej – Do głowy by mi nie przyszło, że można tak pomyśleć. Nie spotkałem się też nigdy z takim podejściem. Uważam, że nawet wagon złota nie wynagrodzi niepełnosprawności.

    • Masz rację! Bo nie można zawsze i w każdy wypadku przeliczać każdej, zarobionej złotówki. Trzeba umieć dzielić rzeczy na ważne i ważniejsze, bo inaczej nigdy nie będziemy szczęśliwi i sami staniemy się (myślowo) niepełnosprawni.

  • Mam męża dyslektyka, rzeczywiście tylko/aż w pisowni, pomimo tego prowadzi ze mną blog, ja go redaguję. Niestety czasem przeszkadza ta dyslekcja w życiu codziennym, jak dobrze, że ktoś wymyślił komputery 😉
    Ciekawa końcówka :p

    • No i sama widzisz, że Krzystof ze swoją dysfunkcją świetnie sobie radzi. Wystarczy tylko dobrze wykorzystać te możliwości, które rzeczywiście mamy i to obok siebie. W życiu nie ma takich przeszkód, których nie dalo by się pokonać, jeśli się tylko chce. To czy ktoś z nas ma lepiej nie zależy wcale od niepełnosprawności 🙂

  • Adzik tworzy

    Cóż… Z racji tego, że jako kilkunastoletnie dziecko miałam orzeczenie o niepełnosprawności z powodu moich problemów ze zdrowiem (teraz orzeczenia nie mam, bo po 18. roku życia wg przepisów „cudownie” ozdrowiałam, choć nadal z moim zdrowiem jest kiepsko) chętnie połaziłabym z maczugą i waliła ludzi myślących w ten sposób po łbach. NIGDY nie prosiłam się o to, żeby mieć zj*bane zdrowie do końca życia i nikomu tego nie życzę, ale jeśli rzeczywiście są tacy rodzice którzy chcą dla swoich dzieci zdobyć odpowiednie papierki o niepełnosprawności to powinni się leczyć. Niestety nie słyszałam o tym, żeby komuś udało wynaleźć się skuteczny lek na debilizm, cwaniactwo i chore pomysły.

    • Jakbyś ich tą maczugą trafiła, to może też stali by się niepełnosprawni i w końcu pomyśleliby inaczej. Problem w tym, że zbyt często nadal jesteśmy egoistami i w danej chwili myślimy tylko o tym co dla nas najlepsze. Mało kto w takim momencie patrzy na to dwutorowo; że tak naprawdę, to nie pomaga sobie, ale szkodzi inny, któtrzy rzeczywiście potrzebują pomocy.
      Na debilizm niestety nie ma leku, więc może to właśnie dlatego w dawnej klasyfikacji tak ujmowano niepełnosprawność.

  • Świetny wpis! Mi w tym temacie bardzo dużo dały do myślenia znaki na miejscach parkingowych zarezerwowanych dla niepełnosprawnych – „na pewno chciałbyś być na moim miejscu?” Nie nie chciałbym – wolę móc podejść na nogach kilkaset metrów niż wyjechać na wózku tuż pod urzędem i modlić się czy w środku jest winda…
    Dawid

    • To jest urok robienia pewnych rzeczy tylko po to, żeby się nazywało, że jest zrobione. Co z tego, że tylko w połowie. Tylko, że wiesz, jak są dofinansowania to kasa jest na praking a nie na podjazd do budynku. Problem w tym, że mamy u nas za dużo starych obiektów, których nie da się zmienić pod waględem architektonicznym. No więc jak ktoś jest np. na wózku do zostaje mu mhh… zostać w samochodzie.

      • Chodziłem do zabytkowej szkoły w której wymiana okien stanowiła wyzwanie. Mogę więc sobie wyobrazić ile zachodu jest z większymi zmianami, takimi jak budowa windy…
        Dawid

        • Pytanie tylko, czy warto stawiać dobro zabytków nad dobrem człowieka?

          • To już chyba temat na kolejny wpis… lub całą serię 🙂
            Dawid

          • Przynajmniej będzie o czym pisać 😀

  • Wydaję mi się, że ludzie, którzy tak mówią nie zdają sobie sprawy czym tak na prawdę jest niepełnosprawność, nie mają pojęcia jak wiele pracy i trudu należy włożyć, aby pomóc takim osobom, lub ile one same muszą przezwyciężyć barier, by żyć choć na przyzwoitym poziomie.

    • Wiesz, robiłem ostatnio badania do pracy licencjackiej. Jednym z pytań było: Czym jest niepełnosprawnośc intelektualna? I większość ludzi nie wymieniła nawet jednej charakterystycznej cechy. Wszyscy napisali, że są za integracją. A najśmieszniejsze jest to, że te same osoby pisały, że nie poszerzają swoich informacji o niepełnosprawności. Czasami jak się nie ma na dany temat czegoś ważnego do powiedzenia, to lepiej nie mówić nic.

  • 🙂 robi sie filozoficznie 😉 ze zdrowiem psychicznym jest podobnie nie ma ludzi zdrowych są tylko źle zdiagnozowani 🙂 Pozdrawiam ps. wolałabym mieszkać pod mostem niż mieć SMA – to taka konkluzja osoby niepełnosprawnej

    • Zdrowe podejście do filozofii jeszcze nikomu nie zaszkodziło 😛 Co do anegdoty, to słyszałem ją już w trakcie swoich 3 lat studiów kilkanaście razy i pewnie nie raz ją jeszcze usłyszę. Z tym, że to cała prawda o ludziach.
      A wiesz w czym tkwi problem? Że nikt tak naprawdę nie jest w stanie postawić się na miejscu osoby niepełnosprawnej.

      • no coż, mnie najbardziej wkurza to że nt niepełnosprawnych i np. dostosowań maja do powiedzenia ludzie zdrowi.

        • W końcu są zdrowi i więdzą lepiej.

  • Jeden z moich największych koszmarów, to stać sie osobą niepełnosprawną. Czasem o tym myślę idąc ulicą, że na wózku nie dałoby się wjechać tu czy tam.Ludzie nie zastanawiają się nad takimi przyziemnymi problemami innych…PS)dobry tytuł:)))

    • A ja myślę jeszcze inaczej; Największym koszmarem nie jest stać się niepełnosprawnym, ale nie umieć sobie z tym poradzić. Bo wiesz, bez nogi też da się żyć, tylko wygląda to trochę inaczej. I rzeczywiście na co dzień się nad takimi sytuacjami nie zastanawiamy, ale może jednak warto by było 🙂
      PS. Dzięki. Tytuł zawsze jest najgorzej wymyślić 🙂

  • „Bo uczniowe w szkole ogólnodostępnej mają tak naprawdę wszystko czego im do szczęścia potrzeba a i tak tego nie wykorzystują.” I to jest właśnie to. Ludzie zdrowi naprawdę mogą wiele, tylko albo nie potrafią, albo im się nie chce. I szukają wymówek. Bo gdybym to, gdybym tamto… gdybym był niepełnosprawny, to miałbym dostęp do tych fajnych rzeczy. Ludzie… sama się często na tym łapię, że myślę co ja bym nie zrobiła gdybym…:) I czasami to jest prawda, bo gdybym w pewnych kwestiach miała większe możliwości, pewnie zrobiłabym wiecej. Najgorszym jednak jest nic nie robić i marudzić. Bo oni mają lepiej. 🙂

    • Albo na siłę utrudniają sobie życie, co jest bardzo często przypadłością dzisiaj. Chociaż czasami utrudnianie sobie życia jest motywacyjne, kiedy wiesz, że musisz się ze wszystkim zdążyć wyrobić. Uczniowie w szkole też tak główkują i główkują, bo mają po prostu przerost wiedzy, którą nie zawsze potrafią wykorzystać. niepełnosprawni nie mają takiego problemu, bo ich wybór jest prosty; tak, albo nie. czasami to właśnie ograniczone możliwości sprawiają, że w końcu możemy zacząć myśleć w prosty sposób. Ale nie zawsze się tak da. Z kolei gdybanie nie ma sensu tak samo w przypadku ludzi zdrowych jak i niepełnosprawnych, bo zdecydowanie lepiej jest działać. Po prostu zamiast narzekać, to wykorzystać własny potencjał.

      • Tylko ze dobre wykorzystanie własnego potencjału nie zawsze jest proste. I najpierw trzeba go odkryć. 🙂

        • A z tym odkrywaniem też nie zawsze warto się spieszyć 🙂

  • Co daje takie „dys-„? Poza trochę dłuższym czasem na tych ważnych egzaminach to naprawdę nie wiem.
    Ostry tekst generalnie. U mnie w mieście szkoła specjalna nie różniła się niczym od zwykłej szkoły. Nie było sal do rehabilitacji tylko nauczyciele byli bardziej cierpliwi… albo i nie.

    • No właśnie daje naprawdę niewiele, tylko ludzie o tym nie wiedzą, bo są niedoinformowani. Tak samo jak nie wiedzą, czym się różni opinia od orzeczenia.

      ps. Chodziłaś do Szkoły Specjalnej, czy Integracyjnej?

      • ja? do normalnej 🙂
        ale codziennie wracałam autobusem z ekipą ze szkoły specjalnej, więc się nasłuchałam opowieści.

        • No to jakąś namiastkę tego co się tam dzieje rzeczywiście miałaś 🙂

  • Skomentowałabym inaczej… ale szkoda.

    • A mogłabyś rozwinąć swoją wypowiedź?

  • Takie mamy dziwne czasy, gdy opłaca się być niepełnosprawnym (z dys) czy nieprzystosowanym społecznie (rodzina dostaje pomoc). Cierpią na tym ci, którzy nie kombinują, a naprawdę potrzebują pomocy.

    • Wydaje mis się, że już wcześniej tak było. Wiesz; każdy chce sobie poprawić warunki życia, ale nie myśli wtedy o innych tylko o sobie.

      • Tylko kiedyś bycie ułomnym wiązało się z byciem żebrakiem (zależy jakie „kiedyś” bierzemy pod uwagę 😉 ), a to ni było intratne zajęcie.

        • Dziś na szczęście już dużo zmieniło się w tym temacie na lepsze. Tylko, że nadal są ludzie, którzy takie sytuacje wykorzystują.

  • eV

    W życiu nie słyszałam, aby ktoś mówił, że niepełnosprawni mają lepiej, ale może to dlatego że starannie dobieram sobie znajomych, aby nie słuchać tego typu głupot. I absolutnie zgodzę się z tym, że także pełnosprawne dzieci nie korzystają z tego, co oferują im szkoły. Jakoś nie przypominam sobie długich kolejek w bibliotece szkolnej, nie mówiąc już o jakiś zajęciach dodatkowych. Tylko wypożyczalnia łyżew w podstawówce i boisko w gimnazjum były w jakikolwiek sposób oblegane. Coś, czego pewnie pozazdrościł nie raz niejeden niepełnosprawny. Zajęcia z dogoterapii i inne wymienione we wpisie są zdecydowanie potrzebne – tak w zamian za to, na co nie mogą liczyć niepełnosprawne dzieci.

    • Na głupotę niestety ludzie jeszcze leku nie wymyślili. Ja mam taką przypadłość, że bardzo lubię przebywać z ludźmi i też ich poznawać. Tylko, że nie każdego z kim się spotkam naprawdę poznać warto. Przynajmniej mam pole do popisu, żeby choć trochę zmienić ich tok myślenia.

      A tak jeszcze teraz mi się przypomniało to o czym mówimy nie tylko na studiach ,ale i na zajęciach w Szkole Specjalnej; że jeżeli znalazłby się chętny wolontariusz w takiej szkole specjalnej, to też by mógł te udogodnienia w pewnym zakresie wykorzystać. Tylko kto chce się pakować w pracę z osobami niepełnosprawnymi?

      • eV

        Ludzie są leniwi i liczą na to, że dostaną coś bez żadnego wysiłku. I przy okazji są zazdrośni – najchętniej mieliby wszystko co każdy wokół. Dom jak jeden sąsiad, samochód jak drugi, a udogodnienia jak osoby na wózku. Najlepiej za darmo, bez wysiłku. Głupota.

        • Leniwi i zazdrośni, to chyba najgorsze połączenie, jaki można spotkać, ale zgadzam się z Tobą. Tylko jaka jest przyjemność z osiągnięcia celu bez żadnego wysiłku? Bo moim zdaniem, znikoma.

          • eV

            Moim też – ale nie każdy ma na tyle ambicji w życiu.

  • Nigdy bym nie wpadła na takie stwierdzenie i nigdy też nie słyszałam, żeby ktoś z mojego otoczenia tak myślał.. Aż jestem w szoku, że można mieć takie podejście 🙁

    • Nigdy nie mów „nigdy”. Nie wiadomo jeszcze kogo w życiu spotkasz i jakie będzie jego zdanie. Może ono być też wypowiedziane pod wpływem emocji. Także trzeba w życiu być przygotowanym na każdą sytuację.

      • To niestety prawda 🙁 Ale ja mówiłam o „nigdy”, ale do tej pory. Nie ręczę za siebie jak i tym bardziej za innych ludzi za jakiś czas, bo tak jak mówisz..pod wpływem emocji nie kontroluje się tego, co się mówi czy robi..

        • Praca z własnymi emocjami wcale nie jest taka prosta jak się wydaje 🙂

          • Dokładnie, nawet po długim czasie, kiedy wydaję nam się, że mamy to pod kontrolą coś nam się jednak wyrwie, nad czymś nie zapanujemy..

          • Taka już ludzka przypadłość. Ale nie jest nie do opanowania 🙂

  • Szkoda słów pod adresem takich osób.

    • Mówisz o zdorywch, czy o niepełnosprawnych?

      • Mówię o osobach które nie czują empatii.

        • Ty to zawsze wiesz co napisać. Ale zgadzam się z Tobą.

  • I w tym momencie przypomniał mi się pewien filmik, jak pełnosprawny zajmuje miejsce parkingowe dla niepełnosprawnych. Hasło filmu brzmiało: „Czy aby na pewno chcesz być na jego miejscu?”.

    • Możesz podesłać link? Bradzo chętnie obejrzę. A na temat zajmowania miejsc parkingowych dla niepełnosprawnych, to musiałbym osobny tekst napisać, bo mi miejsca na komentarz nie wystarczy 🙂

  • Moje gimnazjum było zintegrowane ze szkołą „specjalną”, ale nigdy nie przeszło mi przez myśl, że „oni mają lepiej, a my musimy się dostosować”. Ale wierzę, że są ludzie, którym takie myślenie może się przytrafić, taka chyba nasza podła ludzka natura wiecznych zazdrośników, nierzadko pozbawiona refleksji nad okolicznościami.

    • Takie gimnazja i takiego typu szkoły są prawdziwą przyszłością. Chociaż na tą chwilę bardzo mało ich powstaje, to koncepcja takiego zintegrowania szkół jest genialna. Między innymi dlatego, że uczniowie mogę uczęszczać na zajęcia w obydwóch trybach i integrować się naprawdę jako ludzie pełno i niepełnosprawni 🙂

      • Zgadzam się, korzyści w takim układzie czerpią obie „strony”.

  • Nigdy nie słyszałam, żeby ktoś tak mówił, ciężko mi sobie wyobrazić, że ktoś może mieć takie podejście. Spotykałam się z sytuacjami, kiedy niepełnosprawni uczyli sprawne osoby, jak korzystać z życia i być szczęśliwym, ale dla mnie to niepojęte, że można twierdzić, iż niepełnosprawni mają lepiej z powodu dostosowywania rzeczywistości do ich warunków. Zwłaszcza że w wielu przypadkach wcale tak nie jest.

    • Wielu rzeczy nie jesteśmy sobie w stanie wyobraźić – niestety lub na szczęście. Na przykład osoby niepełnosprawne z WTZ-ów; one mają tak ogromną wiedzę na temat np. stolarstwa o której my możemy tylko pomarzyć. W sumie dlaczego osoba niepełnosprawna nie mogła by mnie czegoś takiego nauczyć? W końcu, w takiej sytuacji, to ja staję się niepełnosprawny, o tego nie umiem. Ale Ty wspomniałaś o szczęściu i masz rację. Mam wrażenie, że naprawdę, żeby coś docenić, trzeba najpierw coś cennego stracić.

  • Bardzo zdziwił mnie ten post. Myślę, że jest on bardzo krzywdzący dla osób niepełnosprawnych. Mam nadzieję, że go nie przeczytają, bo zrobi im się przykro. Już same nagłówki odstraszają.

    • Ten post jest nieco przewrotny, bo taki miał powstać w założeniu, żeby ludziom zdrowym dać trochę bardziej do myślenia 🙂

  • nie wyobrażam sobie, jak można zazdrościć niepełnosprawnym owszem dotyczą ich pewne ulgi i ułatwienia. dlatego, że z powodu swojej niepełnosprawności mają trudniej. i te udogodnienia mają to jakoś wyrównać. ale sto razy bardziej wolę był taka jaka jestem, w pełni sprawna bez żadnych ulg, niż niepełnosprawna na nowym wózku i nawet z rentą za nic nie robienie w wysokości swojej normalnej pensji.

    • Tak jak już pisałem wcześniej; udogodnienia ma każdy z nas, tylko nie każdy potrafi z nich korzystać. A w przypadku niepełnosprawności często trzeba te udogodnienia samemu, kreatywnie stworzyć. Ale wiesz co? Czasami właśnie dzięki, czy przez stwarzanie tych warunków, niepełnosprawni myślą w zupełnie inny sposób. Często prostszy, bardziej kreatywny i lepszy 🙂

  • Antypatycznie Antypatycznie

    Nie wiem komu może przyjść do głowy żeby pow. że lepiej być niepełnosprawnym. Lepiej być sobą, bo tylko sobą chyba możemy być. Pełnosprawni mają swoje życie, niepełnosprawni swoje. Nie ma komu czego zazdrościć. Doceniam to mam i moje zdrowie bo jest strasznie kruche i w każdej chwili mogę dołączyć do tamtej grupy. Gorzej z powrotem.

    • A ja Ci odpowiem trochę przewrotnie. Zgadzam się, że lepiej jest być zdrowym, choć to nie od nas samych w przypadku niepełnosprawności zależy, ale… Zarówno człowiek niepełnosprawny, jak i ten pełnosprawny jest sobą. I najważniejsze jest to, jakie wartości prezentuje a nie co mu jest 🙂 A z resztą „być niepełnosprawnym” to pojęcie względne.

  • Books My Love

    Jeżeli ktoś uważa że niepełnosprawny ma lepiej bo czasem dostanie jakieś dofinansowanie, bo jak mu się uda będzie miał pracę to chyba trzeba pogratulować inteligencji.
    Niepełnosprawność do jakaś forma choroby – więc sorry ale kto wybiera chorobę, żeby dostać trochę kasy i to nie koniecznie tyle aby żyło mu się lepiej, wygodniej, dostatniej itd?
    Cieszy mnie jednak, że Polska lepiej (bądź razie w dużych miastach) traktuje niepełnosprawnych. Bo sama znam ludzi, którzy niestety są uwięzieni w swoich domach 🙁

    • Niestety, ale inteligencja jest w każdym przypadku rzeczą względną. I osobiście znam przypadki ludzi, którzy wybierają, może nie od razu niepełnosprawność, ale chorobę, lub ją symulują, żeby dostać papier, zaświadczenie, L4 itd. Bo to przecież prostsze niż wziąć się w garść. W Polsce dużo pod kątem osób niepełnosprawnych już zmieniło się na lepsze, ale niestety wciąż pozostają takie problemy jak mentalność ludzi, czy środki finansowe.

  • Szczerze mówiąc to, co opisujesz w tym artykule dla mnie to totalna abstrakcja… przerażające.

    • Tylko, że tak naprawdę, żyjemy w takich czasach, że to co dziś jest abstrakcją, jutro może stać się prawdą.

  • Katarzyna Wójcik- Respendowicz

    Również nigdy nie pomyślałąm w ten sposób. Za to przychodzą mi na myśl rodzice takich dzieci i to z ilu rzeczy w swoim życiu muszą zrezygnować opiekując się takim dzieckiem. To całkiem inna rzeczywistość i każdy z tych rodziców zasługuje na wielki uznanie i pomoc.

    • A wiesz, myślę, ża po każdym osięgnięciu celu, już sami są z siebie dumni. No i oczywiście z ich dziecka. Chociaż pochawła dal rodziców, od czasu do czasu też nie zaszkodzi 🙂

  • Kampania dobra, tylko ciekawe do ilu ludzi tak naprawdę dotrze. Zdecydowanie lepszy był ten filmik. Mocny!

  • 🙂 przewrotny ten Twój wpis Dawid 🙂 bo jak zaczynasz czytać, a nie kończysz to zostajesz w innym miejscu procesu myślowego Autora 🙂 Oboje wiemy, że to dobry komentarz na temat podejścia społeczeństwa do autentycznej niepełnosprawności. I czuje w nim dużo pozytywnych iskierek. Moje dziecko kiedyś było chore. Wydawało się, że nie ma dla niego ratunku. Spędziłam wiele czasu na neurologii dziecięcej. Woziłam je na mini-wózku inwalidzkim. Teraz chodzi, ba, biega o własnych siłach. Jeździ na skateparku. Tylko dotknęłam niepełnosprawności przez jakiś czas, lecz mam wiele miłości i szacunku dla ludzi, którzy z nią żyją. Pozdrawiam Cie ciepło. Basia.

    • Ja jestem cały przewrotny 😀 Ale cieszę się, że tekst dał Ci do myślenia nie nie był tylko kolejnym zlepkiem słów do bezsensownego przeczytania, bo się zobowiązałam.
      Nie chcę powiedzieć, że jeśli jakieś dziecko będzie dotknięte niepełnosprawnością, to będzie bardziej kochane przez rodziców, bo to nieprawda! No przynajmniej nie w każdym przypadku. Po prostu mam wrażenie, że życie dopiero wtedy nabiera sensu, kiedy zaczynasz zauważać w nim to co proste, ale piękne. A życie osób niepełnosprawnych, które mają pewne ograniczenia, po prostu musi stać się w pewnych kategoriach życia proste, żeby im jeszcze bardziej nie utrudniać. Szkoda tylko, że zdrowe osoby tak rzadko myślą w ten sposób o sobie.

  • Jeśli ktoś naprawdę myśli, że niepełnosprawny ma lepiej to po prostu niech zajmie jego miejsce- całościowo. Ja nie słyszę na jedno ucho i mam orzeczenie, ale o stopniu lekkim. Tak naprawdę do niczego mnie nie uprawnia to orzeczenie, pracuję na normalnym etacie, nie mam zniżek na komunikację itd, itp. W Łodzi jednak honorowali niepełnosprawnych (wszystkich bez wyjątku) w taki sposób, że np. do Zoo czy ogrodu botanicznego mogłam wchodzić za darmo (tak czy siak jest tam bardzo niedrogo, ale zawsze coś ;). Pamiętam pewien komentarz ” Ale Ci fajnie, wchodzisz sobie za darmo”. Moja reakcja była natychmiastowa: „Chętnie się zamienię, ja odzyskam słuch, a Ty ogłuchniesz i będzie miała darmowe Zoo. Pasuje Ci?”. Cóż, są ludzie i są parapety ;). Brawo za ten tekst.

    • Wiesz, może nie powinienem tak mówić, ale czasami szkoda, że taka zamiana miejsc jest nierealna. Człowiek zdrowy nigdy chorego nie zrozumie i nieważne czy chodzi o ból zęba, czy o niepełnosprawność.

      Bardzo dobrze wiem o tym, że orzenienie o stopni lekkim niewiele daje oprócz tego, że ma się papier w dłoni. I to obojętnie, czy jest się dzieckiem , czy dorosłym. Udogodnienia dla niepełnosprawnych co prawda są, ale nie rozwinięte do tego stopnia, żeby takie osoby mogły żyć normalnie.

      ps. Przepraszam, że przegapiłem gdzieś po drodze Twój komentarz.

  • Ola

    Padłabym, gdybym usłyszała takie zdanie. O ile nie wybuchłabym śmiechem. Z drugiej strony – naprawdę sądzisz, że ta kasa, którą szkoła otrzymuje na niepełnosprawne dziecko jest taka duża? Tak samo, uważasz, że każde dziecko niepełnosprawne ma szanse uczyć się w szkole specjalnej? I to w klasie, w która rzeczywiście będzie dostosowana do jego potrzeb? Wyobraź sobie, mieszkasz w jakimś małym miasteczku, a dziecko może uczyć się w szkole specjalnej 60 kilometrów dalej. Będziesz je codziennie tam woził? A jak Cię na to nie stać? A nawet jeśli idzie do tej szkoły specjalnej itd. to co potem? Jakieś pseudo renty, które nie starczą nawet na jedzenie…
    Kilkakrotnie byłam na różnych konferencjach związanych z uczniami niepełnosprawnymi w szkole. Niestety, tak jak piszesz jest tylko w niewielkim procencie szkół. Choć oczywiście chciałabym, żeby było jeszcze lepiej niż przedstawiać we wpisie.

    • Uważam, że pieniądze które szkoła otrzymuje z dofinansowania dzieci niepełnosprawnych nigdy nie idą na marne a środki dydaktyczne dzięki tym pieniądzom są świetnym wsparciem dla tych dzieciaków. Druga sprawa, że rozkład tych pieniędzy nigdy nie będzie tak równomierny jak być powinien, choćby ze względu na szkoły wiejskie. Niestety finansowanie szkolnictwa jest zależne na poziomie podstawowym od samorządów i tu leży pies pogrzebany.

      Miesią temu słyszałem na obozie historię mamy, której proponowano, że albo wyśle dziecka do skzoły iejskiej nierzystosowanej dla niego, tylko z asystentem, albo będzie go dowizić codziennie 40 km dalej, ale na własny koszt. I to jest porażka naszego systemu.

  • Najgorsze to jest to, że ludzie myślą, że te wszystkie pomoce i dofinansowania niepełnosprawny otrzymuje od tak, bo jest niepełnosprawny. Czasem jest tyle biegania i załatwiania papierkologi, że głowa boli. I człowiek się zastanawia, czy gra jest warta zachodu. A wiecie co jest najlepsze, że człowiek wolał by mieć zdrowe dziecko, niż dostawać pieniądze i ulgi. Żal mi ludzi co myślą, że niepełnosprawny ma lepiej. Szkoda, że żadna z takich osób nie zastanowiła się nad tym jak wyglądać będzie przyszłość chorego np. na dziecięce porażenie mózgowe czy inną niepełnosprawność psychoruchową.

    • Ja w szkole z oddziałami integracyjnymi codziennie widzę ile pracy pani Dyrektor wkłada codziennie w to, żeby te dzieci cokolwiek otrzymały; czy to nowy plac zabaw, czy windę, która powinna być podstawą. A i tak często pod koniec całego procesu okazuje się, że projekt musi być przełożony o kolejny rok, bo miasto ma za malo pieniędzy.

      Sam teraz załatwiam dla siebie dofinansowanie na studia i wypełniłem już chyba z 20 stron dokumentów a to jeszcze nie wszystko, bo kolejna część idzie przez uczelnię. Oczywiście nie sprawi to, że bęę mógł żyć bez zastawki, czy nawet, że epilepsja już nigdy nie wróci, ale jeśli te pieniądze mi się należą, to zamierzam je choć w takim stopniu wykorzystać.

      Niestety to tylko pieniądze, które zdrowia nam nigdy nie wrócą.