Korepetycje to nie wolontariat

Maj jest bardzo gorącym czasem (i nie chodzi tu tylko o temperaturę) dla wszystkich uczących się. Maturzyści już za chwilę rozpoczną swoje pierwsze w życiu, tak ważne egzaminy. W końcu przygotowywali się do nich solidnie przez całe trzy lata. W końcu, te kilka godzin wyjętych z życia zaważy na ich dalszej przyszłości, ten egzamin, to ich być, albo nie być. Dlatego tak wielu uczniów, czy raczej musiałbym powiedzieć, rodziców; decyduje się dziś na to, żeby jednak znaleźć te dodatkowe parę złotych i opłacić swojej córce/ swojemu synowi korepetycje. Najczęściej robią to na miesiąc, no góra dwa miesiące przed.

No i w sumie z jednej strony trudno im się dziwić, bo przecież dzisiaj zarówno dzieci, jak i rodzice mają taaaki wybór. Wybierając korepetycje mogą przebierać w ofertach tak samo jak przegrzebują półki w marketach, kiedy wiedzą, że jest promocja. No i w sumie jest w tym trochę racji, bo dzisiaj, w zasadzie korepetycje są dla każdego i każdy może ich udzielać. No, dobra, ale przejdźmy może do konkretów. Zaczniemy dziś od odpowiedzi na pytanie;

Jak znaleźć korepetycje?

I to nie byle jakie, tylko te najlepsze, żeby w krótkim czasie i najlepiej za niewielkie pieniądze osiągnąć sukces. Mówicie, że to niewykonalne? Dzisiaj? W czasach kiedy absurd godni absurd? Nic bardziej mylnego!

uczeń

 1.Korepetycje w MOPS-ie

 

O jakości usług tej instytucji lepiej jest się nie wypowiadać, ale…nie jeśli chodzi o korepetycje. Co prawda nie udzielają ich wielcy specjaliści z danej dziedziny, żadni uczeni ani profesorowie, tylko zwykli uczniowie a nawet studenci, ale czasami myślę sobie, że może to i nawet lepiej, bo nie robią tego za pieniądze. Ale, ale…w gruncie rzeczy nie robią też tego tak zupełnie za darmo. Po skończonej robocie mogą bardzo często liczyć w punkcie na ciepłą herbatę a nawet coś słodkiego. Muszą co prawda prowadzić przy tym dosyć szczegółową dokumentację swojej pracy, ale biorąc pod uwagę, że jak trafią w tym MOPS-ie na ogarniętych ludzi to mogą nawet zyskać całkiem niezłe referencje – no to sami przyznacie, że biznes is biznes. Czyli całkiem całkiem. dodatkowym plusem jest to, że korki są prowadzone przez uczniów, dla uczniów, więc i sposoby nauki są przez lata już sprawdzone.  Jedyną wadą jest to, że tak naprawdę, to hajsu z tego nie ma.

 

2. Korepetycje w szkole

Te też są całkiem atrakcyjne, bo po pierwsze; są w szkole, czyli na dobrą sprawę jak chcesz się jeszcze douczyć to nie musisz nigdzie daleko tyłka ruszać. Druga sprawa, że nawet tutaj wybór jest całkiem spory. Po pierwsze możesz iść na dodatkowe zajęcia do swojego nauczyciela z przedmiotu. Jak Ci jego system nie spasuje, to za zgodą prowadzącego możesz się douczyć u innego nauczyciela, nadal w tej samej szkole i nadal za darmo (to jak wielu uczniów z tego korzysta to już inna sprawa). To, że za te dodatkowe godziny nauczyciele mają jednak płacone nie jest już wcale takie oczywiste. Bo, to wszystko tak naprawdę zależy od tego, w ramach jakich godzin (nauczyciela) się te zajęcia odbywają.

W ostateczności jest jeszcze trzecia opcja, że któryś z Twoich zdolnych kolegów zgodzi się (oczywiście tutaj nadal za darmo) w ramach swoich dobrych chęci takich korepetycji udzielić. Problem tylko w tym, że uczniowska pomoc tutaj, to tylko teoria. Prawda jest taka, że mało komu się chce, bo marny z tego biznes. Siedzisz po godzinach, uczysz jakiegoś lenia, któremu się totalnie nic nie chce a jedyne na co możesz liczyć, to punkty z zachowania. Dlatego ta opcja korepetycji jest raczej martwa. 

3.Profesjonalna pomoc studencka

I to nie jest żadne żart, bo ona naprawdę istnieje i ma się całkiem dobrze. A wszystko rozbija się o to, że studenci (najczęściej polibudy, albo kierunków pedagogicznych) decydują się zamiast scrollowania fejsa udzielać korepetycji. Niby to jest bardziej pracochłonne, ale w końcu hajs na alko nie rośnie na drzewach. W zależności od zachcianek takiego studenta, ale też jego wykształcenia, znajdziecie ceny do 15-30 złotych za godzinę zegarową. Tylko, że znowu na taką formę pomocy mało kto się decyduje, bo nie dość, że to mało opłacalne, to jeszcze czasochłonne.

Po pierwsze musisz najczęściej do tego ucznia dotrzeć sam. Autobus pochłania czas i pieniądze, dlatego większość studentów bierze takie oferty, gdzie da się jednak w krótkim czasie dojść pieszo. Mało kto jednak docenia takie poświęcenie, gdzie deszcze, nie deszcz, śnieg, czy inne kataklizmy, na korki trzeba dotrzeć. No, więc siedzisz na tych korkach za dwie dychy za godzinę, patrzysz na tego biednego człowieka, który nawet z metod studenckich niewiele ogarnia a za karę, że akurat przyszedłeś w złą pogodę nie dostaniesz nawet kubka ciepłej herbaty. I możecie mi wierzyć lub nie, ale z tą herbatą (na szczęście jednak nie w każdym przypadku), to prawda.

książka


4. Korepetycje w domu u nauczyciela


Teoretycznie mają one największy sens, bo się za nie najwięcej płaci, ale i to nie zawsze prawda. To znaczy, to że się najwięcej płaci, to tak, ale niekoniecznie , że jest to zawsze najlepsza metoda nauki.
Po pierwsze najczęściej jest u dobrego korepetytora większa liczba uczniów niż tylko jeden, więc albo wybiera on sobie metodę grupową, co jest mało sprzyjające, (zwłaszcza, że płacisz za to jednak te 40zł za godzinę), albo wybiera metodę 1:1. Tylko, że jak czas Ci się skończy, to najczęściej nie ma już żadnego: „Jeszcze pięć minutek”. Druga sprawa jest taka, że jak się okaże, że Ci system korepetytora nie spasował, to jest problem. Bo raz, że płacisz za to od 40-50 zł za godzinę a dwa, że jak już się na takiego korki zapiszesz, to nie licz, że u kogoś innego, od tak, znajdzie się wolne miejsce.
Prawdziwym problem polega jednak na tym, ze 40 zł za godzinę to wcale nie tak tanio, więc na takie korepetycje może sobie pozwolić tylko burżuazja. No chyba, że się ma znajomości.

Apel korepetytora


To, którą z tych opcji wybierzesz, zależy tylko do Ciebie. Mam tylko jedną prośbę. Jeżeli wysyłasz  swoje dziecko na korepetycje; nie oczekuj cudów! Przez godzinę zegarową można zrobić średnio 5/6 zadań. Jak człowiek nie usiądzie nad tym w domu i nie przerobi tego jeszcze raz, od początku do końca sam, to przepraszam bardzo, ale pretensje można mieć tylko do siebie. Tym bardziej, że z tych 60 minut robi się w rzeczywistości 45-50. Bo trzeba zeszyty przygotować, coś do pisania, bo trzeba sobie przypomnieć co było ostatnio na lekcji a nierzadko nie na jednej, tylko na trzech poprzednich. O czymś zapomniałem? A no tak! Zadanie domowe! Bo przecież to najważniejsza rzecz na korepetycjach.