Komunijny cyrk

Jest kilka takich dni w życiu każdego czlowieka, które pamięta się (albo powinno się pamiętać) do końca życia, bo są po prostu dla nas ważne. Tutaj wymieniać by można długo zaczynając od urodzin, przez osiemnastki, czy własne wesele. I tak jest w życiu każdego człowieka bez wyjątku, bo żeby dorosnąć trzeba przejść przez kolejny etap. W przypadku ludzi wierzących takim kluczowym etapem jest dzień Pierwszej Komunii Świętej. Brzmi pięknie, prawda? Szkoda tylko, że tak naprawdę jest to jeden, wielki, komunijny cyrk!

Cyrk na kółkach

Mówi się, że jest to jeden z najważniejszych dni w życiu każdego chrześcijanina, że to kolejny etap w życiu duchowym, że (podobno) Komunia to świadome przyjęcie Boga do swojego serca. No to ja się Was pytam, gdzie przy odstawianiu całej komunijnej szopki jest ta świadomość?! Bo przepraszam bardzo, ale to całe latanie, załatwianie sali, przymierzanie strojów i najważniejsze; kupowanie prezentów – jakoś mi się z Komunią nie łączy.

To po co o tym piszę? Bo tak to właśnie dzisiaj wygląda.  Człowiek się stara, wszystko planuje, zamawia, stroi salę, pilnuje, żeby dziecko miało wszytsko ładnie uprane, uprasowane i przyszykowane. Po czym przychodzi dzień Komunii, a za oknem leje jak z cebra. Modlisz się więc (nie o to, żeby Twoje dziecko myślało w tym dniu za co chce podziękować Bogu, ale…) o to, żeby Twoja pociecha niczego sobie przez przypadek nie ubrudziła. Już cieszysz się z faktu, że jesteście pod kościołem, kiedy patrząc na swoje dziecko z tyłu orientujesz się, że nie wygląda jak dziecko pierwszokomunijne, ale jak dalmatyńczyk. Nic tylko siąść i płakać…

komunia

Co ja teraz zrobię? Jak moje dziecko będzie wyglądało? I to wszystko przecież jeszcze bedzie na zdjęciach i na filmie…który zobaczysz może raz, włożysz do szafy i zapomnisz, że istnieje. No dobra, ale…

Co z prezentem?

Bo to przecież jeszcze większy problem niż ten cały komunijny strój, sala, jedzienie, czy to wszystko razem wzięte. I jeszcze najlepiej, żeby było to coś wyjątkowego (patrz. wyjątkowo drogiego). No, bo przecież Komunię ma się raz w życiu a dziecku trzeba dać prezent. I to nie byle jaki, żeby nie było pokrzywdzone i żeby dzieci w szkole się z niego nie nabijały. W końcu dla zaproszonych gości to też jest okazja do wykazania się; kto da więcej! Ten da laptopa, tamten PS3 a ktoś inny jeszcze skuter. Ludzie, litości!

Czy naprawdę jesteśmy aż tak wielkimi idiotami, żeby myśleć, że dziecko w wieku 8 lat dzisiaj nie ma już swojego laptopa? Więc po co mu drugi? A skuter? Przecież jeszcze nawet nie może na nim jeździć! To jeszcze rower może bym zrozumiał, ale jak już to najlepiej ten za dwa tysiące. Genialny pomysł! Tym bardziej, że za rok, czy dwa dziecko z niego wyrośnie i trzeba będzie kupić nowy. No dobra, ale ktoś powie; to nie, tamto nie. No, to co właściwie takiemu dziecku kupić? 

Czekoladę, bombonierkę, jakąś interesującą książkę, karty do gry, planszówkę (która notabene, nie kosztuje 50zł). W końcu to Komunia a nie parapetówka na nowym mieszkaniu. Ale i tu znajdą się upierdliwi, którzy będą twierdzili, że dziekco musi coś z Komunii zapamiętać, mieć jakaś pamiątkę. A kto powiedział, że musi?
Z resztą w takiej chwili największym prezentem powinien być dla nas sam Bóg, o ile jesteśmy tego świadomi…

Komunijny cyrk, komunijna porażka

Porażka, bo powiedzmy sobie szczerze, które z tych dzieci w wieku ośmiu lat jest świadome tego daru, który ma przyjąć? No właśnie… To teraz pytanie za 100 punktów; Po co posyłać na siłę ośmioletnie dziecko do komunii? Czy jest jakiś przepis, który mówi o tym, że dziecko nie może iść do komunii dwa, pięć, czy nawet dzieśięć lat później. No, ale przecież jak nie pójdzie to będzie gańba przed ludźmi…Tylko, że ten sakrement ma sens tylko wtedy, kiedy jesteśmy tego świadomi. Bądźmy szczerzy; które ośmioletnie dziecko jest?

  • U nas komunia za rok, a już zdarzają się pytania o prezent. Na szczęście widzimy, że rower za mały się robi, a na „górala” syn będzie nawet w przyszłym roku za mały, więc będzie zrzuta na rower. Do tego pewnie kasa i dziecko będzie się z pełnej skarbonki cieszyło.

    • W sumie to chyba dobrze, że pytania o prezenty pojawiają się wcześniej, bo przynajmniej można uniknąć niewygodnych sytuacji. Ja też na komunię dostałem parę złotych. Z tego co pamiętam i tak pieniądze trzymali rodzice, ale były one moje. Poza tym zdarza się też tak, że pieniądze z komunii potem przeznaczone są na nowe ubrania, nowe meble, co akurat w tym czasie, kiedy dziecko ma 7/8 lat nie jest wcale takim głupim pomysłem.

  • Marta Mikulska

    Dużo racji w tym co piszesz… dzieci podczas komunii myślą bardziej o prezentach, niż o duchowym wymiarze tego wydarzenia. Najgorsze, że rodzice nie są lepsi 🙁

    • Nie no…Nie wymagajmy zbyt wiele. Przecież rodzice przed komunią dziecka nie mają nawet czasu myśleć o wymiarze duchowym.

  • Moja siostrzenica ma za rok komunie i też już zaczynam się zastanawiać co kupić :). Też uważam, ze ten cały szum to przesada, ale kocham moją siostrzenicę i jak mam okazję to lubię ją obdarowywać 🙂 (A za wiele tych okazji nie mam, bo mieszka na drugim końcu świata :()

    • Rok to z jednej strony jeszcze trochę czasu, z drugiej; wszyscy wiemy, że to szybko mija. Oczywiście wiadomo, że chrzestni zawsze chcą się jakoś wykazać. I ja to rozumiem. Wiesz, wydaje mi się, że najważniejsze, żeby ten prezent był jednak praktyczny, bo o ile dzieciom jest to wszystko jedno, to rodzicom już nie.

  • Smutno na to patrzę, a impreza już za rok. Głównie dlatego, że młody na teraz ma w każdym dniu tygodnia jakieś dodatkowe zajęcia, które lubi. Przed Komunią robi się „chrystianizację” z cyklu w czym by jeszcze dzieci musiały regularnie uczestniczyć i z tego co rodzice starszych dzieci mówią – dzieci po prostu padają na nos po dwugodzinnych wielokrotnych próbach. Gdzieś w drodze przygotowań traci się cały wymiar religijny. Do tego kolejne opłaty (ksiądz, katechetka, kwiaty itd, itp) i wymuszone zakupy a to kolor butów ma tyć taki a nie inny, a garnitur (!), a sukienka – dziecko rośnie, zakup a nie wypożyczenie stroju w którym wystąpi raz (no i plus późniejsze nabożeństwa) a budżety domowe nie są z gumy. Prezenty to już kwestia indywidualna, akurat to „jakoś ogarniemy” bo i impreza będzie kameralna.

    • Z perspektywy czasu (a komunię miałem 14 lat temu) wróciłbym do przygotowań dzieci przed komunią, które odbywały się wyłącznie w salkach przy parafii. Ale może mam też takie wrażenie dlatego, że trafiłem wtedy na bardzo mądrą katechetkę, która notabene miała córkę w moim wieku, więc potrafiła zrozumieć, że poza przygotowanie dzieci w salkach jest jeszcze mnóstwo innych obowiązków związanych z komunijnym świętem. Na strojach komunijnych moi rodzice akurat zaoszczędzili, bo kupili je sami – właśnie dzięki temu byłem jedynym dzieckiem/chłopakiem ubranym na czarno 😀 Moi rodzice wtedy dużo rzeczy przygotowywali sami, ale i dużo wcześniej to co się tylko dało. Dlatego właśnie na kilka dni przed komunią było tylko takie: „Nie wariujmy, przecież i tak prawie wszystko jest gotowe”. I to była prawda, bo do komunii czułem się przygotowany.
      Odpisywałem też Oli w komentarzu, że moje prezenty nie był jakieś z choinki. Oprócz bombonierek, dostałem piłkę, która, gdy pękła zamieniła się w paletki, encyklopedię, którą mam do dziś i pieniądze, które przeznaczyliśmy z siostrą na komputer – pierwszy. A Ty, jak Ciebie znam, to na pewno to jakoś ogarniesz 😉

      • Cóż, komentuję raz jeszcze po roku. Na tydzień przed dniem „K”. Wszystko zależy od tego kto prowadzi przygotowania. Bo u nas, poza niewielkimi zgrzytami, było fajnie, bo fajna siostra to prowadziła.
        Ale tak z przekory napiszę, że tak, bywają nawet dziewięciolatki bez własnego laptopa. Który będzie głównym (bardzo wymarzonym) prezentem, który na dodatek jest absolutnie składkowy (czyli każdy jeśli chce dokłada się tyle, ile chce) i każdy inny podarunek jest mile widziany (wiem, że np. będą szachy wraz z chętnym do gry). 😉
        Za to dowiedziałem się już jaki jest cyrk przy przygotowaniach do bierzmowania i ja Ci napiszę – weź to opisz. Tylko zasięgnij języka jak to w okolicznych kościołach odbywa – włos się jeży na głowie. Serio.

        • Ja ostatnio jeszcze bardziej jestem za wszelkimi uroczytościami i wydarzeniami prowadzonymi przez zakonników i siostry zakonne.

          Przywyczaiłem się już do twojej przekorności, więc na pewno jest tak jak piszesz. Biorąc pod uwagę, że do Komunii idzie trzydizestak dzieci, to niemożliwe jest, żeby rodzina każdego, była rodziną milionerów.
          W takim wypadku ten komputer, który jest prezentem komunijnym będzie czymś ważnym i mama nadzieję, że tak jak było w moim przypadku, posłuży długo.

          A tekst o bierzmowaniu predzej, czy później się pojawi.

  • Komunia przestałą być uroczystością religijną. Dzisiaj polega to głównie na tym, że rodzice prześcigają się w tym, aby ich dzieci wyglądały tego dnia jak najlepiej i aby urządzić jak najlepszą imprezę, aby sąsiedzi i goście nie mówili, że u nich ,,bieda”. Goście z kolei z tego samego powodu prześcigają się na prezenty. Samo przyjęcie sakramentu schodzi na plan… ostatni.

    • Cały problem polega chyba na tym, że dziś z Komunią, tak jak z weselem wiąże się przyjęcie, które jest po uroczystości. Wydaje mi się, że gdyby nie one, to wszystko wyglądało by inaczej. Druga sprawa, to ta, że jak ktoś jedzie pół Polski na komunię chrześniaka, to wypadało by go jakoś ugościć, żeby dobrze to wydarzenie zapamiętał. Ja rozumiem, że tu chodzi o względy rodzinne, ale czasami chyba z tą opinią „co ludzie powiedzą” przesadzamy…

      • Ugościć jak najbardziej to zrozumiałe. Tylko często to jednak nabiera raczej charakteru, aby było ,,na bogato” by się jakoś pokazać w rodzinie, że dobrze nam się wiedzie i niekoniecznie chodzi tu o troskę o samego gościa, a raczej o nas samych – jak nas po tym przyjęciu zapamiętają.

        • W końcu to jedna z nielicznych takich okazji, gdzie pokazując się przed rodziną można się nieźle dowartościować, co nie?

  • Ja doskonale pamiętam dzień swojej pierwszej komunii. Pamiętam że byłam bardzo przejęta cała magią tego wydarzenia. Pamiętam też że byłam bardzo rozczarowana, że ciało Chrystusa to zwykły opłatek i nie poczułam wielkiego wow 😉
    Jako prezenty dostałam pismo święte, dwa pierścionki złote, dwa łańcuszki z medalikami i kolczyki. Wszystkie te prezenty mam do dziś i to mi wystarczy 🙂
    Mam nadzieję, że moi synowie też przyjmą ten sakrament świadomie jak na dzieci, a cała rodzina nie zdziczeje w komunijnym szale.

    • Ja pamiętam, że jako jedyny chłopiec byłem ubrany na czarno a wszyscy inni chłopcy mieli białe stroje komunijne 😀 Z praktycznych prezentów, które mam do dziś została mi encyklopedia i piłka, zamieniona na paletki. Mimo wszystko myślę, że to dobrze, że z takimi prezentami kojarzy mi się moja komunia. Wróć…pamiętam jeszcze, że pieniądze z komunii poszły na komputer, który przeżył 12 lat.
      A teraz zostaje mi tylko życzyć Ci rzeczywiście jak najmniejszego, komunijnego szaleństwa 🙂

  • Niestety obecnie większość sakramentów utraciła charakter religijny a złapała ten imprezowo przymusowy. Przymusowy bo albo wypada, albo wszyscy tak robią. Chrzcimy dziecko bo wypada, do komunii idą prawie wszyscy, więc weź nie puść dziecka. Ślub się bierze bo biała suknia, piękna kościelna oprawa. Do bierzmowania młodzież jest zmuszana dwuletnimi przygotowaniami, po których ma serdecznie dosyć kościoła i zazwyczaj zaraz po bierzmowaniu przestaje do niego chodzić. Prawdziwa wiara utraciła swe znaczenie, może dlatego, że jest Polakom narzucana, jak nie przez tradycję, to przez polityków lub księży. Korzystamy z sakramentów z przyzwyczajenia, z musu, bo się boimy co powiedzą inni. Masz rację, robimy z tego cyrk, a to co najważniejsze staje się nieważne.

    • Nikt nie mówi, że impreza jest zła, ale nie można przy tym zapominać, kto jest w tym dniu najważniejszy i dlaczego ta cała impreza. O ile w przypadku chrztu i komunii jest to nazywane kolejnym etapem w chrześcijaństwie, o tyle akurat bierzmowanie nazywamy dziś „sakramentem odejścia”. Jeżeli człowiek ma naprawdę wolną wolę i własne zdanie, to teoretycznie nie można mu niczego narzucić. Niestety, tylko teoretycznie.

  • Mądry tekst. Irytuje mnie, że Komunie są wystawne niemalże jak wesela, a przeżycia duchowe się nie liczą.

    • A niby każdy mówi; Jak to dobrze, że wesele jest tylko raz w życiu.

  • U mnie była skromna komunia i taką samą przygotują Bulbie. A największym przeżyciem była dla mnie pierwsza spowiedź.
    Szaleństwo komunijne, które z duchowością nie ma zbyt wiele wspólnego, wynika z zatracenia się rodziców. Nic dziwnego, że i reszta rodziny, ogłupiona, wyskakuje z kasiory i skupia się na materialnym aspekcie tego wydarzenia.

    • Pierwsza spowiedź to rzeczywiście „mocne” przeżycie. Chociaż i tak w stosunku do komunii to jest pryszcz, bo trwa kilka minut a nie kilka godzin. I wiesz, myślę, że ten efekt zatracenia duchowości też może być rodzinny niestety…

  • Nie mam dzieci własnych, ale z przyjaciółki opowiadań wiem, że dzieci same nalegają na komunię – bo gdyby do komunii nie poszły, to byłyby inne niż reszta, to nie dostałyby prezentów, a to dzieci zapamiętują z komunii niestety. Ogólnie cała szopka z komunią jest zawstydzająca.

    • Ja też własnych nie mam, dlatego mam jeszcze trochę czasu, żeby pewne kwestie przemyśleć. Teraz w teorii a kiedyś starać się stosować w praktyce. Osobiście uważam, że prezenty na komunię, tak jak i w życiu to tylko dodatek.

  • U mnie na komunii było mało gości, więc i prezenty dość ograniczone, a za pieniążki wyremontowali mi pokój. Myślę, że to było fajne rozwiązanie, z dziecinnego zrobił się bardziej młodzieżowy i wtedy to mi odpowiadało 🙂 Aczkolwiek nie przypominam sobie, żeby było to dla mnie jakieś szczególne duchowe przeżycie, raczej zbędny stres przed spowiedzią i ekscytacja z powodu wyboru sukienki. Gdybym miała wybór jako osoba dorosła nie zdecydowałabym się, niestety, jako dziecko po prostu poszłam jak wszyscy, jako nastolatka zostałam zmuszona do bierzmowania. Myślę, że wybory w zakresie wyboru religii powinny być dokonywane przez osoby świadome, posiadające jakiekolwiek własne wartości.
    Już się martwię, bo za rok idziemy z TŻ na komunię do jego chrześniaka, a jak ja na quada nazbieram… 😀

    • Taki prezent to ja rozumiem. Tym bardziej, że w nowym pokoju od razu lepiej się mieszka. No i o dziecinnej tapecie można w końcu zapomnieć. U mnie taka niestety wisiała do momentu naszej wyprowadzki.
      Zawsze będę zdania, że ważne decyzje w naszym życiu powinny być podejmowane świadomie. A przecież nikt nie mówi, czy ta świadomość ma przyjśc w wieku 10 lat, czy nawet 30.
      A co do quada, to myślę, że wersja zabawkowa nie jest aż tak droga 😀

  • Adrianna

    Moja komunia była skromna, niewielu gości, a prezentów (których już praktycznie nie pamiętam) jeszcze mniej. Było to kilkanaście lat temu, ale już wtedy można było odczuć wśród dziecięcych rówieśników jakąś taką rywalizację „kto dostał więcej, u kogo było więcej gości, kto miał komunię w knajpie” itd. Zauważyłam, że teraz jest jeszcze gorzej, bo dzieciaki są coraz bardziej rozpuszczone i nauczone tego, że dostają tablety, najnowsze modele telefonów, laptopy… To nie tylko straszne, ale i smutne.

    • Ja nawet bałem się przyznać do tego, że nie miałem komunii w żadnym lokalu tylko na sali, gdzie normalnie odbywają się imprezy górnicze, bo to było przy kopalni.
      Zmieniły się czasy i zmieniły się zabawki. Teraz nie liczy się już „co”, ale „za ile”. I jak tu mówić dzisiaj o szczerych intencjach?

      • Adzik tworzy

        To ja nie miałam komunii ani w knajpie, ani na sali, tylko w domu 🙂 Było strasznie ciasno, ale za to atmosfera była rodzinna.

  • Pamiętam swoją komunie, skromna w małej przydrożnej knajpce z najbliższą rodziną i niewielkimi prezentami. Ja co prawda mieszkałam też z babcią, która mnie wprowadzała w cała tą ważną otoczkę komunii. Fakt jest taki, że dziś nabiera to innego znaczenia, na prezent kłady, konsole, suknie jak na ślub do tego kosmetyczka, fryzjer (chodzi mi o dziecko) i wielka impreza w prestiżowej sali.

    • Z prestiżu pamiętam tyle, że nasze przyjęcie komunijne (moje i mojej siostry) odbywało się w przykopalnianej sali, gdzie normalnie górnicy mają imprezy. Komunię mieliśmy też razem, bo tak było prościej i praktyczniej. Salę tata załatwił trochę po znajomościach, dzięki czemu nie kosztowało to tyle kasy. Było skromnie, ale za to oryginalnie 🙂

  • Świetny wpis i punkt widzenia! 😉 Zauważam tendencje, że ten cyrk zaczyna przechodzić na coraz mniejsze dzieci – niedawno jeden kolega stwierdził, że ochrzci dziecko w przyszłym roku… W końcu wynajęcie lokalu kosztuje, a już przecież tyle poszło na samą wyprawkę.
    Nie dajmy się jednak zwariować. To jak podejdziemy do TEGO dnia zależy od nas. Nie nakręcajmy więc jedni drugich, a oszczędzimy stresu sobie i swoim dzieciom.
    Pozdrawiam,
    Dawid

    • Kosztuje…Ludzie chyba naprawdę nie znają się na tym co kosztuje, co nie kosztuje i w zasadzie ile. Po pierwsze chrzciny nie są uroczystością tak huczną jak wesele. Druga sprawa, że jeżeli chodzi o sam chrzesto to proboszcz nie ma prawa wyznaczać za niego konkretnej kwoty, więc ten kto mówi tu o dużych pieniądzach chyba nigdy się nad tym nie zastanawiał.

      • Wiesz, dla jednych w chrzcinach liczy się to co duchowe, dla innych czy zrobią wrażenie na gościach. Dla tych drugich chrzciny mogą stanowić twardy orzech do zgryzienia 😉
        Dawid

        • Tym badziej, że goście po chrzcinach pojadą do domu a dziecko zostanie, razem z kwestią wychowania (podobno w wierze).

  • W tym wieku dzieci są bardziej świadome prezentów, niż samego znaczenia sakramentu komunii. Czekają na ten dzień z niecierpliwością, a i owszem, ale bardziej nie mogą się doczekać xbox’a, tableta, czy smartfona. Wydaje mi się, że rodzice również. Dla mnie to jest niepojęte, ale to niestety nie jest domeną tylko i wyłącznie komunii. Obecnie tak jest z większością kościelnych uroczystości, począwszy od Chrztu.
    No cóż, świat się zmienia, a my potulnie za nim podążamy. Ja na swoją komunię od chrzestnej dostałam bombonierkę,a najpiękniejszy prezent dostałam od rodziców, zegarek z białym paskiem, chyba nawet nie skórzanym 😉

    • Wiesz, myślę, że zbyt wielkie znaczenie przypisuje się dziś do słowa „prezent”. No i możemy tutaj pod wieloma względami dyskutować, ale mnóstwo nawyków odnośnie wychowania jednak nabiera się w domu.
      Ja byłem w wielkim szoku jak dostałem na bierzmowanie skórzany portfel od chrzestnej a wszystko dlatego, że wujek był u mnie świadkiem. Z komunii, podobnie jak u Ciebie pamiętam najbardziej mnóstwo bombonierek, których już potem nie mogłem zjeśc i rozdawałem je na podwórku 😀 Dostałem też encyklopedię, która dopóki nie miałem w domu internetu bardzo mi pomogła. Bo najważniejsze, moim zdaniem, to żeby ten prezent nie był drogi, ale praktyczny.

  • Katarzyna Wójcik- Respendowicz

    To prawda,niestety.

    • Prawda najczęściej jest bolesna a ludziom taki ból ciężko przezwyciężyć.

  • No i z bólem serca muszę się z Tobą zgodzić :P.
    Zdecydowanie za wcześnie na Komunię i zdecydowanie przybiera to formę cyrku i przepychu z sakramentem niewiele mając wspólnego.

    • Z bólem serca, to do kardiologa musisz się udać, albo do kogoś, kto w Twoim przypadku się na tym zna 😀 A na Pierwszą Komunię nigdy nie jest za późno. Skoro ludzie tyle czekają czasami ze ślubem ( z różnych przyczyn) to w tym wypadku też nie zaszkodzi poczekać.

      • Ale ta rewolucja musiałaby zacząć się chyba od kościoła- a to skostniała i pazerna instytucja wiec marne szanse :/.

        • Nie tylko. To znaczy, to jest tylko jedna strona medalu. Żeby to miało jakiś efekt, to ta rewolucja musiała by się zacząć jednocześnie w kościele i u rodziców.

  • Zawsze najlepsza jest prostota, a nie wystawność, która przesłania duchowe aspekty wydarzenia.

    • Dla mnie uosobieniem tej prostoty jest dziecko, które nie potrzebuje na podwórku zabawek ze sklepu, bo samo potrafi je sobie znaleźć i zrobić.

  • Pamiętam, jak dostałam rower na komunię. Był górski! Złożyły się na niego dwie babcie <3 Ciotka uszyła kiecę komunijną, a mama cieszyła się, że odziedziczy ją siostra … Niestety, wsiadłam w kiecy na rower, pognałam hen daleko czując się wolna. Wjechałam w dziurę, zrobiłam fikołka, podarłam kiecę, zakrwawiona wróciłam do domu z kierownicą w rękach (po resztę roweru poszedł tata). Najpierw sprawdzono czy faktycznie ze mną ok (eee tylko parę zadrapań, rozwalona głowa -do szycia nie trzeba i siniaki), no i zaczęły się wywody, płacz, a do dzisiaj wypominanie 😀 To były czasy 😀

    • Takiej to dobrze, mnie rower na komunię to się nawet nie marzył 😀 Ale sukienkę komunijną to moja siostra też miała szystą przez mamę i z tego co pamiętam, to nawet udało się ją komuś oddać jeszcze potem – nie skończyła tak marnie jak Twoja 😀
      A co do roweru, to jeśli dziecko ma Twoje geny, to lepiej kup mu rower składany 😀

      • Ja byłam poobijana to i on niechaj będzie 😀
        Co tam, jak będzie po mamie to już się boję, tego przyszłego łobuza.
        No chyba, że po tatusiu ułożony będzie, to na rower spojrzy po 20 roku życia ;p

        • I takie podejści mi się podoba. Byłabyś bardzo dobrym pedagogiem! A tak na poważnie, to podobno geny dziedziczy się co drugie pokolenie 😀

  • Alicjares

    Oj , racja co piszesz. Niestety tak to wygląda, goście prześcigają się w wymyślaniu „najdziwniejszych ” , najdroższych prezentów a dzieci nie bardzo wiedzą o co w tym wszystkim chodzi….smutne

    • Z jednej strony smutne, a z drugiej jak się to wszytsko oglądu z boku, to śmieszne.

  • Też mi się nie podobają te nowe zwyczaje, ostatnio słyszałam w radiu dyskusję na temat komunijnych prezentów i ceny podane tam były z kosmosu. Przecież to nie o to chodzi… Ale to bynajmniej nie wina dzieci, a rodziców, ciotek i innych babć. Najgorsze jest to, że jak sami zrobimy nieco skromniejszy prezent ale np. pomysłowy albo ogólnie komunia naszego dziecka będzie skromna to może być mu przykro. Chociaż najlepiej jakoś to wszystko mądrze wyjaśnić, a niech inne rodziny patrzą lepiej na siebie.

    • Dzisiaj wszystko rozchodzi się o kasę. Bez sensu… Jakby nie można było uroczyście, ale skormniej. Ja wiem, że trzeba się przed rodziną pokazać z dobrej strony, ale to nie zawsze musi wiązać się z takimi pieniędzmi. Dzieci w tym wieku i tak szybko o komunii zapomną, w sumie to rodzina też 🙂

  • Anna Wojtyna

    Dzisiaj komunia to akcja restauracja. Szkoda. Ja miałam komunię w domu, było ciasno, ale fajnie i rodzinnie. Prezentem w tamtych czasach były złote łańcuszki i zegarki. Dzisiaj? Szkoda słów, nawet dron czy skuter. Fajnie dostać coś superowego, fajnie obdarować bliskie nam dziecko świetnym, trafionym prezentem. Ale szkoda, że zapomina się o tym, jaki największy prezent ma to Komunijne dziecko – przyjęło w pełni Boga. A czy może być coś ważniejszego dla chrześcijanina? Mam nadzieję, że szał komunijny nie dopadnie mnie i mojej rodziny, gdy za kilka lat będę robić komunię dla córki.

    • Też chcieliśmy mieć komunię w domu, ale zapowiedziało się kilka osób więcej i to dojazdowych więc nistety nie wypaliło. Niemniej jednak wspominam to też bardzo miło bo przyjęcie było na sali górniczej, więc atrakcji nie brakowało.
      Chciałbym, żeby ludzie w końcu kiedyś pojęli, że te wszytskie prezenty tak naprawdę będę istniały tylko przez 5 minut.

  • nie mogłam przejść obojętnie obok posta zatytułowanego w ten sposób… ja (NA SZCZĘŚCIE) nie mam i jeszcze długie lata nie będę mieć w swojej rodzinie komunii, ale wystarczą mi obserwacje tych dzieciaków – a właściwie ich rodziców i najbliższych – w sklepach z pamiątkami, ze strojami, czy przed kościołem. Ludzie! Tyle razy mówi się negatywnie o tzw wyścigu szczurów, a co robi się z młodymi mózgami 8-latków? Muszę wyglądać jak miniaturka panny młodej, mieć drogą suknię, wystawne przyjęcie weselne, a do tego dostać coś czym będę mogła się pochwalić potem w klasie…
    Kiedy i JAK do tego doszło?! Ja swoją Komunię miałam ok 20lat temu i tego jeszcze nie było…

    • Jak ja szedłem do komunii to dzieci musiały mieć identyczne białe stroje, które założyło się kilka razy i szły w odstawkę. Kosztowało to ok 100zł. W sumie to ciuchy w sklepie też tyle kosztują a jednak zakładamy je częściej.
      A prezenty, jeśli już mają być powinny być jakąś drobną, albo przydatną naprawdę rzeczą. Nie ma co robić niepotrzebnego cyrku.

  • Ludzie w ogóle nie zastanawiają się nad duchowym aspektem sprawy całej. Tylko kasa, prezenty…

    • Cóż zrobić, przecież takie mamy czasy…

  • Za moich „czasów” szczytem marzeń większości na prezent był „wigrus” albo „jubilat’ prawie każdy dostawał Biblię, czasami łańcuszek na szyję z krzyżykiem, do tego bombonierka i parę złotych w kopercie. A same imprezy były dla najbliższej rodziny w domu, a nie w restauracjach i hotelach.

    • A możesz mnie oświecić, co znaczą to niewyjaśnione znaki, razem składające się na wyrazy, których nie znam?
      Tata, też mi opowiadał, że u nich na komunię każdy dostawał Biblię, niestety ja już tych czasów nie doczekałem. Trochę szkoda…

  • Mnie to szaleństwo aż tak nie dotyczyło, stara jestem i już. 🙂 ale przeraża mnie, jak obserwuję, co teraz się dzieje i w jaki sposób jest to organizowane. Toż to prawie jak wesela:P

    • Z tą starością to znowu nie przesadzaj 😉 Chociaż faktycznie bywa tak, że w przypadku młodych ludzi, to wesela są dużo skromniejsze.

  • Dzięki! Właśnie się zorientowałem, że jeździłem kiedyś na takim. Pamiętam, że nie miał przerzutek, więc to dopiero była frajda 😀

  • Pamiętam swoją komunię, dla mnie, wtedy jeszcze dziecka naprawdę głęboko wierzącego, to było fantastycznie przeżycie. Cieszyłam się ze spowiedzi, z tego, że przyjmę eucharystię. Ksiądz naprawdę dobrze nas do tego przygotował, dużo wiedzieliśmy, to nie było ślepe klepanie formułek.

    Niestety, też zauważam ten cyrk. I jest mi przykro, tak po prostu, że religię można aż tak spłaszczyć. I że często robią to rodzice.

    • „Pamiętam swoją komunię…”. Myślę, że dziś jesteś jednym z wyjątków wśród osób, które naprawdę ją pamiętają. Ja pamiętam, że sam, na raz, cieszyłem się i stresowałem. I to było bardzo dziwne uczucie, ale w gruncie rzeczy cieszyłem się z tej komunii i nie mogłem się jej już doczekać.

      Tylko, że faktycznie ogromne znaczenie ma to, kto nas do tego sakramentu przygotowuje. A niestety nie każdy ma do tego dar 🙂

  • Mam to szczęście, że mogę obserwować to z boku. Bez dwóch zdań w Polskim wydaniu Pierwsza Komunia to mini wesele. Cyrk konsumpcji i rodzinnych ambicji. Ducha to tu żadnego nie ma. Na szczęście u nas wygląda to zupełnie inaczej. Ducha jest jakby więcej. 🙂 Wewnętrzne, silne przeżycie.

    • Jest duch – możliwości finansowych. Nie wiem, czy do końca o tego Ducha chodzi w przypadku Komunii, no ale mogę się założyć, że w wielu przypadkach tak to właśnie wygląda. Dobrze, że ja swoją komunię już miałem i mogłem ją dobrze przeżyć.

  • Pamiętam, jak na mojej komunii mama robiła kluski śląskie i się rozleciały… Jest co wspominać dzisiaj 🙂 Na szczęście udało się ominąć tego komunijnego szału, więc może jest jeszcze nadzieja w ludziach?

    • Szczególnie jak rodzice są zaangażowani nie tylko w przygotowanei dzieci, ale jeszcze w sprawy organizacyjno-techniczne, to jest jeszcze większy stres. Z drugiej strony, takie wspomnienia są, jak napisałaś, jeszcze piękniejsze 🙂