Co ludzie powiedzą?

Człowiek jest istotą beznadziejną. I nie chodzi mi teraz o żaden Weltschmerz, czy tego typu inne dziwne sprawy, chociaż gdybym od tego na początku zaczął, to może ten tekst miałby jakiś sens. Niestety muszę Was rozczarować…Nie będzie dziś ani o języku polskim, ani o Weltschmerz. Po prostu nie chcę, żebyście wszyscy zaraz zasnęli. Zamiast tego proponuję Wam burzliwą dyskusję na temat tego; Co ludzie powiedzą?

Ale, żeby wszystko miało ręce i nogi, to zaczniemy od początku.

Jakiś niespełna miesiąc temu wpadł mi do głowy pomysł na genialny tekst! (oczywiście był on genialny tylko dla mnie). Opisałem tam moje perypetie z uczelnianego korytarza. Były tam chyba dosłownie wszystkie stereotypy jakie udało mi się usłyszeć na mój temat, w trakcie tych 15 lat mojej, jakże cudownej edukacji. Mając 1,65m wzrostu, mnóstwo piegów na twarzy, które w najcudowniejszym dla dziecka czasie (który niektórzy nazywają okresem dojrzewania) pokryły się z kolejnym cudem natury, czyli trądzikiem na twarzy i ochronę przeciwpancerną (słyszałem nieraz teksty typu: „Ściągnij ten zardzewiały hełm, wojna się już skończyła”), czyli rude włosy, nauczyłem się jednego;

Gówno mnie obchodzi co ludzie powiedzą

I życzę każdemu z Was takiego podejścia do sprawy, bo wiem, że niestety nie każdy tak ma. Największy problem w tym temacie mają oczywiście dorośli (czyli ludzie 18+). I to zarówno mężczyźni jak i kobiety. Różnica jest tylko taka, że wszystko zależy od sytuacji. No to przejdźmy w końcu do konkretów.

„Co ludzie powiedzą?” to największy problem płci pięknej. Zaskoczę Was pewnie teraz, ale najgorszym problemem nie jest tu kobiecy wygląd, ale to z kim się Ona zadaje. Możecie mówić, że to nieprawda! Że ja kłamię! Że obrażam kobiety. Uspokoję Was, mężczyzn zacznę obrażać za chwilę. 

Kobiety mają taką bardzo specyficzną tendencję, do ukrywania tego, czego (a raczej w tym wypadku), kogo się wstydzą. Jak się kobieta wstydzi w domu swojego kota, to ukryje kota, a jak się wstydzi przed koleżanką faceta, to ukryje faceta. Jego obecność, spotkanie a nawet zwykłą rozmowę, bo „Co sobie Jola pomyśli?”. Ach, to przerażenie w oczach, pot na czole i dym w nogach, bo trzeba wszystko wykombinować tak, żeby sobie koleżanka niczego specjalnego nie wyobrażała. Co z tego, że facet przyszedł tylko po zgubiony telefon komórkowy, albo zapytał o drogę. jeszcze pół biedy, jak jest wysoki, dobrze ubrany i w ogóle taki, że och i ach. Problem zaczyna się w momencie, kiedy chcesz dobrze, chcesz komuś pomóc, ale obracasz się i za plecami słyszysz śmiech koleżanek, które (z niewiadomych przyczyn) uważają , że ten człowiek to totalny fajtłapa, że no może i jest kulturalny, ale…„Widziałaś jak on wyglądał…?”.

Obracasz się, zaczynasz iść w swoją stronę. jeszcze tylko 3, 2, 1…(śmiech). Te najbardziej perfidne nie zaczekają nawet aż odejdziesz na bezpieczną odległość. Po prostu wyśmieją Cię (jak zwykle z niewiadomej przyczyny), w najbardziej nieodpowiednim momencie.

co ludzie powiedzą

I jak tu się nie przejmować tym co ludzie powiedzą?

Z resztą z mężczyznami sprawa wygląda bardzo podobnie. W sumie, to nawet tak samo, tylko inaczej.  Bo przecież mężczyźni są tacy prości. Jak im coś nie pasuje, to walą prostu z mostu i w ogóle nie przejmują się tym co ludzie o nich powiedzą. Dobry żart!

Pokażcie mi faceta, który nigdy w życiu nie przejął się tym co ludzie powiedzą o jego dziewczynie, narzeczonej, żonie a nawet nowo poznanej koleżance. No, cudów nie ma – takiego przypadku nie znajdziecie. Bo my, mężczyźni mamy prostą zasadę; „Po mnie możesz jechać ile wlezie (w tłumaczeniu na polskie; „Ile Ci się podoba”), ale od mojej rodziny, dziewczyny, czy przyjaciół; wara!” Bo nikt nie ma prawa obrażać moich najbliższych. I mimo, że mężczyźni najczęściej stwarzają takie pozory, jakby mieli wszystko totalnie w dupie, mimo tego, że doprowadzają tym swoje drugie połówki najczęściej do szału, to obojętnie, co by się nie działo, nie dadzą nikomu jeździć po swoich najbliższych. Niestety, ma to też swoje wady.

Jedną z tych najdotkliwszych jest fakt, że jak powiesz coś nieodpowiedniego na temat kobiety, to możesz po prostu dostać w pysk. I obawiam się, że żadne tłumaczenie w stylu: „Ale ja nie chciałem”, „Ja tak wcale nie myślę” tu nie pomoże. Tylko pytanie; Czy to ma sens? Czy ma sens za każdym razem dawać komuś w pysk, kiedy powie coś głupiego? Czy ma sens wdawać się w bezsensowne dyskusje i kłótnie, które i tak niewiele zmienią? W tym wypadku, niestety, tak samo mężczyźni, jak i kobiety mają z tym problem. 

To tylko gadanie

Obojętnie, czego byś na swój temat nie usłyszał, to tylko głupie gadanie. No dobra, może nie zawsze głupie, ale tak samo nie zawsze warto się nim przejmować. Czasami lepiej jest się po prostu zamknąć, obrócić na pięcie i pójść w swoją stronę. Tylko, że to wcale nie jest takie proste, bo tylko inteligentni ludzie potrafią podejść do tego z dystansem i nie przejmować się bez sensu tym, co ludzie powiedzą.

  • Niestety sztuka nieprzejmowania się nie jest prosta, ja cały czas próbuję ją stosować w życiu, raz wychodzi lepiej, raz gorzej. Jednak nie mogę powiedzieć, że nigdy nie zastanawiam się co kto pomyśli, strach przed oceną jest głęboko w nas zakorzeniony, tylko świadomy proces weryfikowania dlaczego coś robimy i jakie to ma konsekwencje pozwala nam się nie przejmować:)

    • Ja też nie jestem żadnym profesorem tej sztuki, no chyba, że takim do siedmiu boleści. Po prostu życie nauczyło mnie, że nie można przejmować się wszystkim tym co ludzie powiedzą, bo idzie ześwirować. Nie można cały czas dostosowywać się tylko do innych, ale trzeba też potrafić, być sobą 🙂
      Strach moim zdaniem jest nieuzasadniony, obawa już bardziej, Tylko, że przecież obawy możemy łatwo zweryfikować 🙂

  • Do tego trzeba dojrzeć, a lepiej wcześniej niż później, aby żyć tak jak się chce, robić co się chce i z kim się chce, ale warto iść tą drogą, życie jest wtedy prostsze i piękniejsze. Pięknego dnia spędzonego tak, jak lubisz i chcesz 🙂

    • Przede wszytskim życie jest prostsze, kiedy potrafimy się nie przejmować wszytskim co ludzie powiedzą i podejśc do tego ze zdrowym dystansem. Dziękuję i mam nadzieję, że taki własnie będzie 🙂

  • Inteligentni albo cholernie odporni. Zainspirowałeś mnie do napisania postu – ale to na kiedyś 🙂

    • Ciekawe do której kategorii ja się zaliczam 😛 I jestem ciekaw, co to będzie 😀

  • jeżeli chodzi o mnie, to musiałam po prostu dorosnąć i dojrzeć do tego, żeby przestać zamartwiać się co ludzie powiedzą. a czasami warto wysłuchać i się zastanowić. przemyśleć. może mają rację. ale może nie.

    • Zawsze warto ludzi wysłuchać, ale nie zawsze warto jest się przejmować tym co mówią, bo często plotą głupoty, żeby tylko coś powiedzieć.

  • Poruszasz bardzo ważną kwestię. Uważam, że myślenie co inni powiedzą to najgorsza blokada i hamulec w drodze do zadowolenia i satysfakcji. Też mam to szczęście, że raczej się tym nie przejmuję. Trudno jednak było mi czytać tekst, w którym tak mocno generalizujesz jak mają kobiety a jak mężczyźni. Z pewnością są różne kobiety i różni mężczyźni, więc takie uogólnianie może zniechęcić

    • Blokady i hamulce tutaj też są bardzo ważne, bo jak ich nie ma, to przejmujemy się dołownie wszystkim. Tylko, że to nie ma sensu. Totalnie nie przejmować też się nie da oczywiście, bo przecież zdanie innych może wnieść coś wartościowego do naszego życia. Najważniejsze, żebyśmy wiedzieli co jest dla nas wartościowe.
      Masz rację, że w tym tekście za bardzo generalizuję, ale ja już taki chyba jestem. Po prostu nauczyłem się o rzeczach ważnych, mówić w przesadny sposób, bo większość ludzi tylko w takich przypadkach zwraca na to uwagę.

  • Jeszcze rok temu się przejmowałam. Było, minęło.
    Bo im więcej dostaje się po dupencji, tym twardsza się staje. A jak wiadomo, aby przejść przez życie w stanie niemal nienaruszonym, trzeba mieć „złotą głowę i żelazną rzyć” 😉
    Zatem – niechaj gadają, niech się śmieją, jak widać mają tak nudne własne życie, że nic innego im nie pozostaje 😉

    • Haha, czasy się zmienają. Ludzie nie zawsze, ale im bardziej są przez los doświadczeni, tym lepiej jest im się do tego „co ludzie powiedzą” zdystansować. My na szczęście mamy swoje życie i nim się zajmujemy najlepiej jak potrafimy 😉

  • Natalia Szcześniak

    Hm… to, co mówią ludzie nie ma znaczenia w codziennych sytuacjach i tylko wted, kiedy to „co mówią” jest podyktowane zawiścią, czy zwykłym plotkowaniem. Jednak czasem jest tak, że ludzie mogą służyć ci dobrą radą, chociaż nie zawsze wyrażoną najlepiej. A z innych sytuacji – kiedy zaczynasz prowadzić swój biznes kwestia tego „co ludzie powiedzą” staje się kluczowa dla powodzenia projektu i wtedy warto starać się wypaść dobrze, żeby zyskać klientów i, no właśnie, dobrą opinię.

    • Te prawdziwie dobre rady zawsze są przydatne – o ile umiemy z nich skorzystać. Ja głównie skupiłem się na tych opiniach podtyktowanych zawiścią właśnie, ale dziękuję Ci, że wspomniałaś o dobrych radach. Wbrew pozorom nie tak łatwo jest je dostrzec a nawet od kogoś dostać, dlatego tym bardziej powinniśmy je doceniać 🙂

  • Rafau Ikswoktur

    Potrzeba akceptacji jest ludziom niezbędna do życia, dlatego często wybiegamy myślą za innych i zastanawiamy się jak zrobić coś pod kogoś-nałożyć wydziergany przez Teściową sweterek na ich przyjazd tylko, żeby Teściowa go zobaczyła to klasyczny przykład. Gorzej, jak, tak jak wspomniałeś bardzo się tym przejmujemy i zabiera nam to radość z życia i zapominamy o byciu sobą. Fajnym sobą 🙂

    • Tylko mam wrażenie, że często za bardzo przesadzamy z tą potrzebą akceptacji. W końcu nie można być zaakceptowanym przez wszystkich. Nawet z Teściową przecież to jest niewykonalne, bo są teściowe lepsze od Matek, ale są i takie, które zabić, to mało. Dlatego i w tym przypadku nie zawsze warto się przejmować. A teściowa, jak nie akceptuje naszej „inności”, to w sumie jej problem, co nie?

      • Rafau Ikswoktur

        W tym sęk! Dlatego Twój tekst jest tak ważny, żeby być sobą a nie czyimś wyobrażeniem o Tobie 😉 pozdrawiam!

  • Mam dziwne wrażenie, że panom olewanie opinii innych łatwiej przychodzi. Z drugiej strony dystans do siebie i życia nabywamy chyba z czasem 🙂

    • Nie wiem, czy to przypadkiem nie jest powiązane z tymi naszymi pudełkami a raczej z jednym pudełkiem u mężczyzn. Dystansu niestety trzeba się uczyć całe zycie, bo na to tak samo nie ma jednego wzoru.

  • Nie rozumiem podejścia ludzi do tego co inni powiedzą. Nie ważne co będziemy robili, ludzie z nudnym i mało kreatywnym życiem, zawsze będą gadali. Jak to mówią „Źdźbło w oku bliźniego widzisz, a belki w swoim nie dostrzegasz”. Ja z doświadczenia wiem, że często jest mi przykro, gdy ktoś komentuje mój wygląd, ale zdążyłam się przyzwyczaić. Zawsze nosiłam się inaczej od całej masy, ale ma to też swoje plus, większość osób mnie zapamiętuję, co ułatwia wiele spraw. Nigdy nie wstydziłam się swojego chłopaka, a gdy go poznałam wyglądał i zachowywał się zupełnie inaczej. Współczuje, że miałeś styczność z takimi dziewczynami, bo jak wiadomo uogólniać nie można 🙂

    • Czasami jest też tak, że ludzie z bardzo kreatywnym życiem wpychają się w nasze i chą je na siłę zmieniać, bo twierdzą, że nasze jest gorsze. Wiesz, ja dystansu do opinii na temat mojego wyglądu musiałem się nauczyć bardzo wcześnie, bo zanim zacząłem podstawówkę, ale w gruncie rzeczy uważam, że to było dobre. W końcu im wcześniej się tego nauczymy, tym lepiej dla nas 🙂 Dziś mam 22 lata i nauczyłem się właściwie dobierać sobie znajomych, więc nie muszę się już przejmować, tym co ludzie o mnie powiedzą, jeśli w ogóle mnie nie znają 🙂

  • coś w tym jest, ludzie lubią przystawać do powszechnie uważanych za fajniutkich. ale tak, jak niektórzy umniejszają czyjąś rangę, są i tacy, którzy z „nikogo” zawsze robią „kogoś” jedynie swoją postawą, nie oglądaniem się na pozostałych.
    ot, taka moja dygresyjka z życia własnego 😉

    • Dzięki za tą dygresję, bo właśnie takimi opiniami ten blog żyje 🙂 I myślę, że to uważanie się za „kogoś” wcale nie jest takie złe (o ile z tym nie przesadzamy), bo przecież każdy z nas jest wartościowym człowiekiem 🙂

  • „Czy ma sens wdawać się w bezsensowne dyskusje i kłótnie, które i tak niewiele zmienią?” bardzo dobre pytanie. Odpowiedź też dobra. Sęk w tym, że ludzie kochają zachowywać się bez sensu. Babrać się w tym syfie, który fundują sobie i innym.

    • W końcu to też jakaś alternatywa, do tego, żeby pokazać się, że są fajni, co nie? Tylko ogarniczyłbym to do działania na własną szkodę.

  • Człowieki są po prostu zbyt delikatne. Kobiety czy mężczyźni to nie ważne. Zawsze znajdzie się ktoś, którego opinia nas dotknie i nie wierzę nikomu kto twierdzi, że się nie przejmuje. Bo owszem może i w 90% jest to prawdą, ale coś na pewno dotyka i tych pewniaków. Ja sama wciąż walczę z zerwaniem z tym całym przejmowaniem się co Jola pomyśli. Walczę i coraz lepiej mi to wychodzi. I masz rację po stokroć… a to chłopak, a to figura, a to jeszcze coś co się zrobiło i boisz się o tym powiedzieć, bo co też koleżanka pomyśli. Straszne!

    • Na szczęś cie nie wszytskie czlowieki takie są, ale rzeczywiście cywilizacja i ‚rozwój’ chyba nas trochę cofnęły jeśli chodzi o „twardą dupę”. Najbardziej zawsze będą nas bolały opinie najbliższych nam osób, choć nie zawsze bedziemy się do tego przyznawać. Jednak jeśli chodzi o postronnych ludzi, to nie warto. Nie warto, bo nigdy tak naprawdę, nie wiedzą oni co stało za tym, że; „Kaśka ma dziś tak fatalną fryzurę”.

  • Ciekawy tekst; to nic, że wg niego ani ja, ani moje najbliższe koleżanki nie kwalifikujemy się do grupy kobiecej, bo nie mamy skłonności do ukrywania i zadawania sobie pytania „co ludzie powiedzą” 😉 Nie dzieliłabym tego na płeć, lecz na charakter/typ człowieka. pozdrowienia!

    • Nie brałbym tego jako jedyny i kluczowy wyznacznik 😀 I masz rację, że wszystko zależy w głównej mierze od charakteru, ale na pierwszu rzut oka, ludzie nie zawsze tak na to patrzą. Prościej jest podzielić ludzi na mężczyzn i kobiety. No i jakbym miał opisywać charaktery, to pewnie by mi bloga nie wystarczyło 😀

  • Antypatycznie Antypatycznie

    Ja się nie zgodzę trochę, czasem trzeba się przeciwstawić i nie mówię tutaj o przemocy a o reakcji. Zarówno kiedy ktoś przy mnie obraża kogoś innego jak i mnie. Nie powinno się olewać tego bo tego typu osoby nigdy si,ę nie nauczą, po naszej reakcji może i też nie ale zawsze to jakas mała lekcja. Byłam ostatnio na takim spotkaniu, gdzie mówiono głównie o tym jak obrażane są kobiety nawet w żartach i należy na to reagować, potem sprawa zeszła na sprawy rasowe, orientacji, religii itp. Na wszystko to potrzebna jest reakcja, czasem inteligentna ale czasem nie. Wiesz jesli ktoś ciągle uprzykrzałby mi życie, traktowałby mnie jak brzydko mówiąc śmiecia to pewnie w końcu dostałby w pysk.Niestety. albo po prostu skitowałabym jego wygląd. Nie lubię ludzi, którzy przyczepiają się do wyglądu innych, każdy z nas wygląda jak wygląda taki sie urodził i taki jest, a jak ktoś robi sobie z tego pożywkę to należy dać mu po prostu lekcje 🙂

    • Pojedyncze docinki warto po prostu zbywać, ale już te nagminne nie i tu się z Tobą jak najbardziej zgadzam. Tylko w gruncie rzeczy, trzeba umieć wybrać, którą opinią warto się przejać, którą anie a na którą trzeba zareagować. I dziękuję Ci, że o tym wspomniałaś, bo nie wszystko da się napisać w jednym tekście. Nie jestem też żądną alfą i omegą 🙂 Uprzykrzanie życia to paskudna sprawa, ale i tak nie wiem, czy zdecydowałbym się na rękoczyn. Tu bardzo dużo zależy od sytuacji i od tego jaka była by to obraza. Dużo bardziej podoba mi się opcja inteligętnego skwitowania takiego człowieka, nawet jeśli tego nie zrozumie 🙂

  • Ciężko jest nie przejmować się opinią innych – jesteśmy istotami żyjącymi w społeczeństwie i każdy z nas pragnie do jakiejś grupy należeć. Nikt z nas nie chce czuć się odrzucony czy inny, chcemy być jakąś częścią większej całości. To jest dla mnie zrozumiałe, ale zmienianie się na siłę, aby wpasować w jakiś wzór to już nie dla mnie. Wiadomo, ja też chcę, aby inni myśleli o mnie dobrze, ale jeżeli tak nie jest – trudno, ich zdanie. Ile ludzi tyle opinii i każdy ma inny gust. Dla mnie najważniejsze jest poczucie własnej wartości i to co ja o sobie uważam oraz ludzie ważni w moim życiu, których opinia jest dla mnie szczera i pomocna, bo dzięki niej jestem w stanie coś zmienić. Bardzo ciekawy post porusza niesamowicie istotny temat, bo to problemy z jakimi zmagamy się każdego dnia, pozdrawiam! 🙂

    • Człowiek to istota stadna- to fakt. Ale właśnie dlatego jest tak bardzo ważne dobieranie osbie znajomych. Jeśli masz w nich oparcie, to nie bardzo Cię obchodzi, co inni o Tobie powiedzą. Bo tak jak napisałaś wszystkim nie da się dogodzić. No i nie zawsze warto zmieniać siebie, swoje zasady, żeby przydpodobać się innym. Dzięki za Twoją opinię 🙂

  • Ja swojego czasu bardzo przejmowałam się opiniami na mój temat i starałam się każdemu dogodzić, moje wybory dyktowane byłe tym, czy się to komus spodoba czy nie. Trzeba chyba dojrzeć do tego, aby uświadomość sobie, że tak na prawdę w moim życiu chodzi o mnie i o to, abym ja była zadowolona.

    • Rozumiem Cię, bo sam w pewnym moemncie mojego życia starałem się zdobyć sympatię innych ludzi, pakowałem się w towarzystwo, które wcale nie było tego warte a potem otrzepywałem się po jakimś czasie. Ale to była metoda prób i błędów 🙂 Na wszystko przychodzi czas i do wszystkiego trzeba dojrzeć. Do (różnych) opinii na swój temat też 🙂

  • Asia

    Od jakiegoś czasu zupełnie nie przejmuję się opinią innych. Nie chodzi tu o bycie nie miłym czy agresywnym. Chodzi o życzliwe, asertywne podążanie swoją drogą 🙂

    • Asertywność w tym wypadku to zdecydowanie dobre podejście 🙂

  • Ludzie gadli, gadaja i beda gadali i jak gadaja o mnie zawsze mysle ze jakie musza miec smutne swoje zycie, ze decyduja sie gadac o moim 😉 Sciskam, Daria xxx

    • Smutne i nudne. Takimi ludźmi nie warto się przejmować, tylko trzeba im współczuć 🙂

  • Ja się nie przejmuję opinią innych, choć nie zawsze tak było. Ale zdanie męża sobie cenię i po tym jak skwitował moją fryzurę, wiem że do niej nie wrócę,never 🙂

    • Mąż to mąż. To tak samo jak w przypadku dziewczyny i chłopaka. W końcu kobiety nie stroją się dla lustra 😀

  • Ja raczej się nie przejmuje co ludzie myślą:) Robię co chce, wyglądam jak chcę i spotykam się z kim chcę 🙂

    • I takie podejście mi się podoba 🙂

  • Ja im starszy tym mniej się przejmuję, ale i tak nadal zależy mi na dobrej opinii. Dziwne to trochę jest, bo raczej byłbym za opcją „mieć wszystko w dupie i robić swoje”. I kiedyś dojdę do tego punktu z blogiem;) Nie wiem jak ale dotrę do tego miejsca;)

    • Na dobrej opinii zawsze nam zależy i będzie zależało. Grunt w tym, żeby dobrze ją rozpoznać. Bo przecież egoizm nie zawsze musi być zły. A z blogiem czasami warto powalczyć a czasami warto go po prostu olać i stwerdzić, że niech żyje swoim życiem. Nieważne co ludzie powiedzą 🙂

  • Ja się przejmuję, w sensie, no gdzieś tam w środku mnie to kuje jak ktoś mówi mi dziwne rzeczy, ale przez lata już się z drugiej strony nauczyłam nie reagować na to. O ile w podstawówce jeszcze spoko było pod tym kątem, bo kiedyś jak miałam 8 lat (i chodziłam na karate) to rozwaliłam nos starszemu chłopakowi, który coś tam do mnie brzęczał (on był chyba w 6 czy 7 klasie), o tyle w gimnazjum już taka waleczna nie byłam i byłam sobie skejtem, co w „moich czasach” wiązało się z noszeniem głównie męskich ciuchów. Po szkolnych korytarzach chodziłam z kapturem lub czapką z daszkiem na głowie, krok w kolanach, a przy kieszeni przypięty łańcuch i smycz. Och. No i dużo ludzi się nabijało, potem się okazało, że jeszcze więcej osób się mnie bało 😛 niemniej – nasłuchałam się tyle, że teraz, choć czasem się to we mnie nazbiera i muszę się wyżalić, to jednak w większości kompletnie mi to zwisa co ktoś o mnie myśli, bo prawda jest taka – jak Ci nie pasuje, to nawet nie musimy utrzymywać kontaktów – to po co się denerwować niepotrzebnie? Zdrowiej mieć to w dupie.

    • Brak reakcji akurat w tym wypadku (bo nie w każdym jest) czasami może okazać się dobry. Prawda jest taka, że ile ludzi, tyle kultur. Każdy może wybrać sobie swoją i nie rozumiem co komu do tego. W końcu to, że jesteś skejtem nie oznacza od razu, że nie masz jakichś moralnych zasad. A ludzie często patrzą tylko na to, że jest to subkultura i oceniają przez pryzmat tego jak się kto ubiera – w sensie, że inaczej. Ja też na siłę nie każe się nikomu ze mną kolegować. Kto mnie zna, wie jaki jestem i to akceptuje.

  • Ignoruję. Szkoda czasu i jak najdalej od takich.

  • Katarzyna Wójcik- Respendowicz

    Najlepiej to widać w grupach nastolatków. Potrafią być okrutni.

    • To już nie dzieci, których szczerośc jest prawdziwa i daje do myślenia. U nastolatków to po prostu boli, bo ma boleć.

  • Ja nie przejmuję się opinią osób, które nie są mi bliskie. Jednak jak uwagę zwróci mi ktoś z rodziny, to wezmę to do siebie na sto procent.

    • Tak, jednak nie da się od tego uciec. Możemy mówić, że G** mnie obchodzi co myśli sąsiad, ale gdy np.teściowa powie Ci coś osobistego, to człowiek się jednak nad tym zastanowi 100 razy bardziej.

      • Tościowa, to już inny rodzaj zażyłości rodzinnych. Z nią trzeba żyć w zgodzie, bo teściów się nie wybiera, dlatego tak bardzo nas to obchodzi 😀

    • Opinie bliskich najbardziej bolą, ale są też nam najbliższej i z reguły; najbardziej szczere.

  • Słyszałem, że nie ma ludzi, którzy się nie przejmują opinią innych i chyba coś w tym jest. Nawet jeśli ktoś jest – tak jak napisałeś – inteligentny i spływa to po nim jak po kaczce to i tak będzie to jego sposób na wypieranie tej opinii.

    • Wypieranie opinii, czy przejmowanie się nia; i jedno i drugie nie jest dobre w 100%. Kompletne nie przejmowanie się też nie. Tylko, że z której strony by na to nie spojrzeć, to ludzi dziś, jeśli chodzi o opinię innych tak bardzo histeryzują. Nie zawsze warto.

  • Przyznam, że jakieś 3 lata temu faktycznie przejmowałam się tym co ludzie powiedzą, gdy zobaczą z kim się zadaję ale teraz już mnie to nie obchodzi bo to w końcu moi znajomi/ przyjaciele i jeśli ja lubię ich towarzystwo to inni mnie nie obchodzą 😉

    • Z kim przystajesz, takim się stajesz 😀 Ale to w końcu nasi znajomi i tutaj najczęściej mamy wybór. Najważniejsze jest to, żeby czuć się w towarzystwie tych ludzi dobrze 🙂

  • Tym co ludzie powiedzą, są nakręcane największe biznesy! ; weselny, komunijny, funeralny nawet 🙂 Gdyby nie „co ludzie powiedzą”, przeciętny człowiek byłby o wiele bogatszy 🙂 Nie byłoby powiedzenia „Zastaw się, a postaw się”, „Jak cię widzą tak cię piszą” itp.

    „Co ludzie powiedzą” – na tym mnóstwo ludzi w tym kraju jedzie przez całe życie, nigdy nie odkrywając kim są naprawdę, kim pragną być, jak siebie widzą… nie mają dialogu ze sobą, bo patrzą na siebie przez pryzmat ludzkich opinii. To życiowe nieszczęście.

    Jednym z elementów ratujących przed tego typu pułapką, jest samoświadomość, zdrowa samoocena. Ja twierdzę, gdyż to sprawdziłam, że jeśli zobaczysz siebie takim, jakim widzi cię Jah, będziesz bezmiernie szczęśliwy i uwolniony. Ani nie będziesz zastanawiał się nad tym, co ludzie o tobie mówią, ani nie bedziesz oceniał innych pod tym kątem.

    Fajny post
    !

    • Ale trafiłaś, Ci powiem. O komunijnym bizensie napisałem właśnie wczoraj 😀 Ale w końcu to nie my rządzimy dzisiejszym światem, tylko media.No dobra, czasami przejmujsę się tym co ludzie mi powiedzą, ale najczęściej są to osoby mi bliskie, rodzina, dziewczyna, bliscy znajomi i wiem, że na pewno chcą dla mnie dobrze. To czy potrafię z tego zawsze skorzystać to już inna sprawa, bo zawsze trzeba pewne rzeczy przerobić po swojemu. Przerobiłem i cały czas to przerabiam. Tylko dzięki temu opinia ludzi, która jest ważna, staje się też ważna dla mnie. Dzięki za opinię!

  • Oj tam od razu gówno, gówno. Ludziska lubią się wypowiadać na tematy, które ich nie dotyczą, a my tacy jacyś niewyrozumiali :-p
    Odkąd wzorcowo i dyplomatycznie olewam ludzi, którzy próbują mieszać w moim życiu, jakoś żyje mi się lżej. Niedawno przeczytałam u Bizimummy, że tacy jak ja i Ty (i Iza też) cierpią na schorzenie po tytułem mamtowdupizm. Mi pasuje :-p

    • Czasami zdarza mi się być wyrozumiałym, ale tylko jak mam jakiś ważny powód. To znaczy, bardzo rzadko 😀 Ja lubie towarzystwo ludzi, ale czasami jestem zdania, że im jest ich w moim życiu mniej, tym dla mnie lepiej.
      A co do schorzenia, to jakie są szanse na wyleczenie? 😀 Żartowałem 🙂

      • To przypadłość nieuleczalna 🙂
        Ja kocham towarzystwo ludzi, bez nich jak bez powietrza, ale na szczęście mogę dokonywać wyborów z kim spędzam czas.

        • Dokładnie wiem o czym mówisz 🙂 A z przypadłością, jakoś postaram się żyć 😀

  • Wiesz co jest najgorsze? Odwracasz się na pięcie, idziesz sobie w swoją stronę i wmawiasz sobie, że w dupie masz to co o Tobie mówią, ale to rzucone słowo w Tobie siedzi i nie potrafisz się od niego uwolnić. Czy inteligencja to pomoże, nie sądzę. Po prostu trzeba się nauczyć mieć wywalone. Ja wciąż się uczę. Odkąd zaczęłam blogowac mam duże postępy w tej nauce. 😀

    • Ja w takich chwilach mam ochotę czasami wrzeszczeć, tak głośno, żeby to z siebie wyrzucić. Ale na szczęście przechodzi, jak tylko pójdę na rower.No dobra, przyznaję, że czasami wystarczy pół godziny a czasami dwie to mało.
      Jak mnie jakaś sprawa mniej obchodzi to mam totalnie wywalone a jak więcej, to staram się jakoś bezboleśnie odreagować. W moim przypadku dopiero potem przychodzi temat na bloga 🙂

  • Staram się nie przejmować tym, „co ludzie powiedzą”, bo generalnie mnie to je*ie. Mam jednak niemiłe wspomnienia z czasów, kiedy chciałam zakończyć studia na etapie licencjatu. Doszłam do wniosku, że magister nie jest mi do niczego potrzebny i chciałam zakończyć edukację. To, co przeżywałam wówczas w domu, mogę spokojnie nazwać małym piekłem. Moi rodzice zawsze byli wyluzowani, wszyscy mi zazdrościli takich „spoko starych”, tymczasem na wieść o końcu studiów zareagowali jak typowy zaścianek. „Co ludzie powiedzą na to, że nawet magistra nie zrobiłaś?”. Leciały epitety, które do dziś mnie bolą, mimo że mam teraz cudowne relacje z rodzicami. Minęły lata, zrobiłam tego magistra, sąsiadka nie zrobiła, ale czy ktokolwiek, poza bliskimi, o tym wie? Na czole tych nieszczęsnych trzech liter nikomu nie tatuują, więc równie dobrze mogłabym mieć za sobą tylko gimnazjum i liceum i ani nikt by o tym nie wiedział, ani nikomu nic by do tego nie było. No, ale oczywiście, „zdanie” ludzi najważniejsze na każdym kroku 😉

    • Ta metoda jest akurat sprawdzona. Co do studiów, to akurat znam kilka takich historii i moim zdaniem to jest pomyłka i to dość spora. No, bo jeśli Cię te studia nie interesują, albo chcesz zmienić profesję, na coś bardziej opłacalnego/wartościowego, to czemu nie? W końcu to Twoje życie to ty będziesz pracować do 65. I jasne, że tytuł fajnie jest mieć, tylko co nam z tego w zasadzie przychodzi? Oprócz satysfakcji?

  • Tytuł Twojego posta przypomniał mi brytyjski serial komediowy, w którym Pani Bukiet tak strasznie przejmowała się tym co ludzie powiedzą, że zamęczała tym siebie samą i całą swoją rodzinę, bliższych i dalszych przyjaciół, a nawet sąsiadów. Tymczasem, tak jak piszesz, czasem lepiej obrócić się na pięcie i pójść w swoją stronę, nie przejmując się zbytnio tym co ludzie powiedzą.

    • O tak! Ten serial to idealny przykład. Jest śmieszny i przyznaję, że ilekroć go oglądam dziś, zarówno umieram ze śmiechu, jak i współczuję dokładnie wszystkim bohaterom., Tak po latach stwierdzam, ze najbardziej wolną osobą to był Powolniak ze swoją rodziną.