Za moich czasów

Życie nie było proste

Dawno, dawno temu…(albo, jak, kto woli; „za moich czasów”) było sobie życie. (Nie! Nie chodzi mi teraz o ten film edukacyjny na jednej ze stacji telewizyjnych). Było życie, które polegało na ciągłym polowaniu  i smażeniu surowego mięsa na ogniu. Było życie dworskie, gdzie szlachta przepijała dosłownie wszystko co się dało. Było też życie na kartki; od dziesiątego, do dziesiątego, kiedy to do sklepu stało się po kilka godzin po szynkę, którą wykupił już sąsiad. Teraz ludzie potrafią się tylko buntować, narzekać jak im to jest źle i żądać a starszyzna w naszym kraju ogranicza się tylko do stwierdzenia; 

Za moich czasów…

Aż słyszę te wszystkie babcie i dziadków, którzy idąc ulicą spoglądają na dziecko z tornistrem obładowanym prawie tak samo jak ich siatki z zakupami. Patrzą na nie z takim politowanie, jakby to było ich własne i jakby miało 6 lat, chociaż tak naprawdę ma już dziesięć. Przyglądają się bardzo uważnie, powiedziałbym, że nawet czasami czekają aż dziecko podejdzie i zapyta; Może pani w czymś pomóc? A tymczasem jedyne na co mogą liczyć, to pytanie; Przepraszam, wie pani, która jest godzina? No bo w końcu starsze panie zawsze noszą zegarek. 

I to jest właśnie ten moment, kiedy pozornie litościwa babcia oburzając się mówi (jak nie krzyczy); Za moich czasów, to było nie do pomyślenia, żeby dziecko nie spytało się starszej osoby, czy jej w czymś nie pomóc! No dobra, zgadzam się z tym, że taka sytuacja może i było nie do pomyślenia, ale… Nie do pomyślenia było też to, żeby sześciolatek nosił tornister w sumie ważący 4,5 kilograma. (Choć szczerze mówiąc, to nie jestem pewien, czy to nie tyle samo co w tych siatkach, które ona właśnie niesie).

Za moich czasów…

Młodzież bawiła się w podchody, jeździła na obozy harcerskie, ciężko pracowała, żeby zarobić na wakacje, nie jadła takich świństw na podwórkach, nie zachowywała się na imprezach jak stado rozwścieczonych bawołów i nie siedziała cały czas z telefonem w ręce… Tylko jednego ludzie nie biorą pod uwagę; że to było dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści lat temu! Od tego czasu mnóstwo rzeczy się zmieniło; jedne na lepsze, inne na gorsze. Nieważne! To już nie są tamte czasu, które tak naprawdę, to pewnie wcale nie były takie cudowne, jak mówią. Dlaczego?

grill
Na tych wszystkich obozach harcerskich z tego co mi wiadomo, też było niezłe chlanie. Różnica polegała tylko na tym, że bez względu na to co się w nocy działo, trzeba było rano wstać i wrócić do życia. A efekt tego był taki, że harcerz, po takim obozie wracał często bardziej poszkodowany niż przed! No, bo znowu rodzice musieli wydać hajs na nowe ciuchy, bo z poprzednimi, to nie dało się już nic zrobić 😛
I jasne, że oprócz jeżdzenia na te obozy młodzież też ciężko pracowała, tylko w jakich warunkach? Bo to, że znajdowali robotę na wakacje nie ulega wątpliwości. O tym, że często na czarno, to już nikt nie mówi. No, bo przecież synek poszedł, zarobił i ma! Całe szczęście, że nic mu się podczas tej roboty nie stało.

Ludzie nie jedli też świństw, bo ich po prostu nie było! No dobra, może były, ale nie aż tyle co teraz. Skakali po płotach i wspinali się na drzewa (zwłaszcza te na cudzych ogródkach), żeby pozrywać trochę owoców, ale przynajmniej mieli pewność, że to co jedzą to naprawdę jabłko. No i okej, może nieraz ktoś ich na tym gorącym uczynku przyłapał, ale przynajmniej mieli co wspominać. Czy to było dobre?
Jasne, że nie, bo przecież uczyło kraść, tylko ludzie nie zwracali na to aż takiej uwagi, albo po prostu nie byli takimi egoistami. Tylko też jeśli trafiłeś na rozwścieczonego właściciela, który wylazł na ciebie z kijem, to nie mogłeś zrobić nic, nawet jeśli połamał Ci żebra. No, bo przecież to ty ukradłeś jabłka!

Za moich czasów

ludzie

Młodzież nie zachowywała się na imprezach jak stado rozwścieczonych bawołów. Bo nie było do tego aż takich możliwości, albo umiejętności jak dzisiaj. Zaczynając od kupna na nielegalu wódki, po której jednak mniej można się było spodziewać kociołka panoramixa kiedyś niż dziś, a kończąc na wyskakujących z balkonu ludziach, którzy twierdzą, że potrafią latać. Tylko, że to jeszcze wcale nie świadczy o tym, że było bezpieczniej!
Po pierwsze, jak ktoś chciał, to sposób na kupno tego, czy owego i tak znalazł. Po drugie; czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, a przynajmniej jak nie sercu to sąsiadom. Dzisiaj niestety jednorazowe wyjście na piwo, na ogródki, może się skończyć mandatem. I nie mówię tu tylko o jakimś tam wałęsaniu się po alejkach, ale o kulturalnym grillu na własnym ogródku. Wystarczy wścibski, niedzielny spacerowicz. 

Ludzie nie siedzieli też na każdym kroku z telefonem w ręce, bo ich po prostu nie było na nie stać! Z resztą komórki, srajfony i inne cuda nie były aż tak bardzo dostępne na każdym kroku, jak to jest teraz. Tylko, że z tymi telefonami, czy raczej komórkami, to też jest druga strona medalu. No, bo jak dajmy na to, dziecku się coś stało; pobili, okradli w sklepie, czy po prostu się zgubiło, albo w wersji lajt, po prostu zasiedziało na podwórku, bo tak fajnie i ciepło było wieczorem, to rodzice najczęściej wtedy musieli krzyczeć na całe osiedle z balkonu, a jak to nie poskutkowało to pofatygować się na dół i zwiedzić pół osiedla. Tymczasem Ty, jak gdyby nigdy nic, zdążyłeś już wrócić do domu.

Za moich czasów

To jest tu i teraz. Więc za kilka lat (nawet dwa, czy trzy), ja swoim kuzynom, młodszym kolegom, czy dizeciom na podwórku, będę miał takie same prawo powiedzieć „za moich czasów” jak teraz robią to moi rodzice, dziadkowie, czy starsi ludzie przypadkowo spotkani na ulicy. Nie rozumiem tylko jednego;

Wszyscy bardzo dobrze widzą jak szybko dzisiejszy świat się zmienia. Dzieje się to tak szybko, że nikt z nas nie potrafi już nad tym nadążyć – z tym się wszyscy zgadzają. To dlaczego słysząc z ust dwudziestokilku letniego człowieka; „za moich czasów” ludzie z pokolenia moich rodziców, czy dziadków; padają śmiechem?

  • Za moich czasów na koloniach się chlało, i to sporo, uciekało się w nocy z hotelu na spacery po plaży połączone, w jakże, z imprezą. Paliło się fajki, których oficjalnie nikt z nas nie mógł kupić. I na szczęście smartfonów nie było, bo wszystko odbywało się jakoś spokojniej i nikt nie zrobił nam zdjęcia, które później mogło trafić do sieci 🙂

    • Takie szaleństwo jest dobre, bo kiedy jak nie w młodości się wyszaleć? Grunt tylko, żeby wyjśc z tego cało i bez strat. Mówimy „za moich czasów”, ale tak naprawdę myślimy „za pięknych czasów”, które być może już nie wrócą. Smutne jest tylko to, że za tamtych czasów wspomnienia były naprawdę prawdziwe, bo nawet ja pamiętam najpiękniejsze chwile z podwórka pod blokiem. A dzisiaj pojęcie za moich czasów nabiera już zupełnie innego znaczenia. Nie zmienia to faktu, że „za moich/ naszych czasów” będzie zawsze, niezależenie od tego czy ma się lat 15, 30, czy 65 🙂

  • Moje czasy są teraz, dopóki żyję 😉 ale to prawda, że czasy szybko się zmieniają – ja, mając lat 20, co chwila słyszę od swojego 9 lat starszego partnera – „bo za moich czasów…”

    • Takie porównywanie jest czasami strasznie denerwujące, zwłaszcza, kiedy słyszymy to od bliskich nam osób. Tym bardziej, że na upływający czas, wpływu nie mamy.

  • siewca zamętu

    człowieku, to co się kiedyś działo to nasz rozum nie ogarnie, jak kiedyś słyszałem o wyczynach sędziwych sąsiadek na kopce siana w łanach zboża czy w autobusie stojącym na poboczu w lesie to myślę sobie, że to były czasy. Spróbuj dziś zaciągnąć żonę, nie mówiąc już dziewczynę na kopkę siana to z pewnością nie uzna Cię za romantycznego ale za kogoś kto nie zapewnia im minimum standardu do wiadomych czynności.
    A tak w ogóle to ciekawe na co my będziemy narzekać będąc po 60-tce

    • Po prostu jako ludzie jesteśmy coraz bardziej sztywni, lub coraz mniej spontaniczni. I tu nie chodzi tylko o relacje partnerskie, ale o relacje międzyludzkie ogółem. Narzekamy ciągle i na wszystko zamiast cieszyć się z małych rzeczy. Może to jest przyczyną ciągłego ” za moich czasów „.

  • Wiesz co, ja też zaczęłam używać zwrotu „za moich czasów”. Szlag mnie trafia, kiedy widzę dzieci ze srajfonami, srajpadami i innym tego typu sprzętem za kilka tysięcy złotych. Dzieci, które nie znają świata innego, niż wirtualny. Dzieci, które nie interesują się niczym. Serce mnie boli,kiedy przypominam sobie beztroskie czasy swojego dzieciństwa,a potem widzę takie szare, bezpłciowe masy, często dzieci nadzianych rodziców.
    I powiem Wam, że źle się dzieje, z roku na rok jest coraz gorzej. Widzę to na koloniach,na wycieczkach, na co dzień na ulicy. A wiecie, co jest najgorsze? Że lepiej nie będzie. I za kilkanaście lat to my nie będziemy potrafili nawiązać żadnego kontaktu z kolejnym pokoleniem…

    • Ja moje dzieciństwo uważam za genialne i tego się będę trzymał. Nawet jeżeli te dzieci, teraz mówią, że jest super, to do prawdziwego szczęścia im daleko. Tylko, że teraz pojęcie szczęścia jest już zupełnie inne niż „za moich czasów dzieciństwa”. Z roku na rok powtarzamy „za moich czasów”, ale niestety mam wrażenie, że ta radość gdzieś nam ciągle ucieka. Bo dziś mówimy jeszcze „za moich czasów” z tą radością, ale co będzie jutro?

  • Moje czasy są tu i teraz, więc nie muszę mówić za moich czasów. 😛 Często jest tak, że to co było kiedyś wydaje się lepsze, bo np. było beztroskie, bo byliśmy młodsi, bo mieliśmy mniej na głowie. Co było minęło, niezależnie od tego czy było fajne czy nie. Można sobie powspominać, ale trzeba robić wszystko żeby TERAZ było dobre. 🙂

    • Chodzi bardziej o to, że nie potrafimy docenić często tego co mamy teraz. Dostrzegamy te wszystkie zalety dopiero po latach, kiedy można już spokojnie, popatrzeć na wszystko z dystansem. Wtedy właśnie mówimy; „za moich czasów”. Mimo wszystko, ja też wierzę, że „dziś” może być piękne 😉

    • Szkolne inspiracje

      Zgadzam się. „Za moich czasów” wcale nie musiało być lepiej, było po prostu inaczej. Zawsze starsze pokolenie narzeka i będzie narzekać na młodzież.

      • A potem młodzież stanie się starym pokoleniem i też będzie narzekać.

      • Na szczęście nie wszyscy narzekają. 🙂

  • Bardzo prawdziwy tekst. Zwłaszcza jak się posłucha naszych rodziców czy dziadków dla których przeszłość zawsze była lepsza. Chociaż zauważyłem ostatnio, że mi też czasami zdarza się powiedzieć ,,za moich czasów to było tak czy tak”. Każde czasy są inne i dlatego walczę z tym 🙂

    • Widocznie dla nas, nasza przeszłość też staje się lepsza od tego co teraz. Różnica jest tylko taka, że nasi rodzice i dziadkowie mają więcej tego, życiowego doświadczenia. Czasy się zmieniają, ale ludzie nie bardzo.

  • Jakby za tych ICH CZASÓW zaszczepili w swoich dzieciach inne wartości, to może byłoby inaczej – ale i to jest tylko wolno płynąca teoria 🙂
    Wolimy te stare (nie) dobre czasy, bo mamy nam nimi kontrolę – to rozdział zamknięty, nic się już nie wydarzy. To tak, jakby dobrze mówić o człowieku dopiero wtedy, gdy umrze. Najczęściej się to właśnie robi. Ci ludzie „z tamtych czasów” w „swoich czasach” mieli swoje zmartwienia i jestem pewna, że choć raz wypowiedzieli zdanie „Dokąd ten świat zmierza?”. No ale są uprzywilejowani – już nigdy nie będą mieć 20 lat. Mogą więc zrobić podsumowanie.

    • ps. ale jednak twierdzę, że ZA MOICH CZASÓW to kilka rzeczy było lepszych ;-p

      • Dajesz! Tutaj możesz śmiało wymieniać 😀

        • Komórki były mniejsze 😀

          • Najpierw był większe a dopiero potem okazało się, że jednak mniejsze 😀

          • A teraz znów są większe. Chcę tych mniejszych:)

    • No właśnie; teoria… Bo jak widać nie tylko rodzice dziś mają wpływ na wychowanie dzieci.
      O rodziałach zamkniętych można wspominać, ale nie można już z nimi wiele zrobić a (czasami) szkoda…Dzisiaj też są tacy, którzy zastanawiają się dokąd ten świat zmierza, tylko, że największe wpływ mają jednak ludzie młodzi a nie Ci, którzy za chwilę powiedzą; „za moich czasów”. A co do podsumowań, to myślę, że warto je robić w każdym wieku 🙂

  • hahahaha tak ! 🙂 stwierdzenia – za moich czasów, albo kiedyś było inaczej zdecydowanie należą do grona moich ulubionych 🙂 . W mojej pracy (pracuję w korporacji) z dnia na dzień jest zmian tyle, że człowiek nie ogarnia, a wszyscy kielni, którzy przychodzą ze zdziwieniem mówią ” bo kiedyś było inaczej”. Kiedyś strasznie mnie to wkurzało, ale teraz doszłam do perfekcji w odpowiadaniu im, ze kiedyś to dinozaury tez były, a Flinstonowie chodzili bez butów 😀

    • Ciesze się, że akurat trafiłem z tematem 😀 Myślę, że czasem warto „kiedyś bylo inaczej” obrócić w żart. Zwłaszcza wtedy, kiedy staje się to nadzwyczaj denerwujące 😀

  • Nie ma co porównywać – wszystkie epoki, pokolenia rządzą się swoimi prawami, na które ma wpływ taka masa czynników, że wiadomo jest, że tak samo jak czas idzie do przodu tak i postęp, zachowania ludzkie, kultura, cała nasza przestrzeń życiowa. Raz zmienia się na lepsze, raz na gorsze. Już na pewno nie ma co mówić: kiedyś było lepiej. Pewnie, w pewnych aspektach z pewnością tak, ale też wiele rzeczy było znacznie gorszych i nie oszukujmy się, że jest inaczej. 😉

    • Nie warto prównywać, ale warto czasami jednak spojrzeć wstecz na pewne sprawy, czy zachowania. Z dystansu wiele rzeczy widzi się lepiej, chociaż niewiele można z nimi już wtedy zrobić. Każda epoka ma swoje plusy i minusy. Wszystko zależy od tego, których jest więcej 🙂

  • I poczułam się staro 😛

    A teraz „za moich czasów” w wersji hard:
    Miałam raz szefa, starszego dziadka, artystę plastyka, ilustratora książek, co myślał, że jest architektem, konstruktorem i bogiem w jednej osobie.
    I niemal co dzień słyszeliśmy od niego jak to za dawnych czasów kreśliło się na desce kreślarskiej i wszystko szło szybciej niż teraz na komputerach.
    Raz nie wytrzymałam. Powiedziałam mu: Oki, ja kreślę na kompie, a Pan to samo robi ręcznie.
    Jak myślisz, kto wygrał? 😉

    • Hehe, pozamiatałaś! 😀

    • Ten Twój szef chyba za bardzo chciał się wczuć w swoją rolę i mu nie wyszło 😀 Wybrał pojedynek w trójkę z Tobą i komputerem więc jak na dwa do jednego to już na starcie był stracony. Ale co do wyniku, to myślę, że nie wygrało żadne z was, tylko komputer 😛

  • Taka już chyba natura ludzka, że tak porównujemy, doszukujemy się tego, co było gorsze, by twierdzić się w przekonaniu, że teraz jest lepiej. I na odwrót.

    • Najgorsze w tym wszystkim jest takie popadanie w skrajności. Raz to jest lepsze a raz tamto. Nie potrafimy się na nic zdecydować ani też znaleźć złotego środka.

  • No z ust 20latka „za moich czasów” faktycznie brzmi śmiesznie 😛

    • Bardzo zabawne 😛 Chociaż i tak dobrze wiesz, że nawet 10 lat temu wszystko wyglądało inaczej; zaczynając od zabaw na podwórku a kończąc na telefonach.

      • To prawda! Aż strach pomyśleć co będą mówiły/wspominały nasze wnuczki (znaczy prędzej Twoje bo ja dzieci mieć raczej nie będę miała ;).

        • Dlatego czasami lepiej jest nie myśleć 😀

  • Ewelina

    To taki konflikt pokoleń. Zawsze będziemy porównywać. Ale serio, irytuje mnie widok dzieciaków w domu przed kompem, TV czy telefonem, gdy na dworze jest ciepło. Młodzi rodzice dzisiaj są bardzo zapracowani i idą na łatwiznę. Brakuje jednak tych pełnych blokowych podwórek, pomazanych kręcą chodników.

    • U nas to jest! Ale nie możemy oczekiwać, że dzisiejsze dzieci zadowolą się zabawką w postaci kółka popychanego patykiem. Czasy są inne, bo rozwój technologiczny poszedł bardzo naprzód i tym samym zmienił świadomość i mentalność ludzi.

      • To fakt, że zabawki są dzisiaj już inne, bardziej gadżeciarskie, ale te najprostsze drewniane wcale nie odeszły do archiwum, czy muzeum. Po prostu w stosunku do takiego smartfona są bardzo drogie ,bo dziecko użyje ich 5 razy i się znudzi a telefonu będzie używało dalej. Tylko pytanie, czy to naprawdę jest rozwój?

        • O tym można by dyskutować. Polecam film dokumentalny pt.”Pułapki rozwoju”.

          • Dziękuję. Na pewno obejrzę go z ciekawością.

    • Nie to, żebym też nie miał co robić w domu, ale czasami po prostu szkoda zmarnować tak piękną pogodę. Z zapracowaniem rodziców wiąże się jeszcze jedna rzecz, poza tym, że dzieci zamiast pograć w piłkę grają w Fife – chodzi mi o zaburzenia rozwoju; zaczynając od tych najwcześniejszych związanych z logopedią a kończąc na zaburzeniach w sferze intelektualnej.

  • Jak się wspomina dawniejsze czasy, to dochodzą sentymenty, nostalgia, świadomość, że było się młodszym i piękniejszym i idealizuje się te wspomnienia. Nie pamięta się, że nie było cukru (teraz jest foch jak w sklepie zabraknie cukru trzcinowego albo ktoś nie może dostać ksylitolu), że nie było ładnych ubrań i trzeba samemu zdobywać materiał, szyć i kombinować i nikt nie nazywał tego bycia „młodym projektantem” i nie robił z tego sztuki, że aby napisać referat, to się ślęczało godzinami w czytelniach i bibliotekach, bo nie robiło się kopi ksero (nie wspominając o ctrl+c+ctrl+v z netu) tylko przepisywało informacje z książek (najpierw na brudno, potem w domu na czysto), że wielu ciekawych książek ani płyt nie było wcale, bo była cenzura, że za granicę jechać można było tylko do „Demoludów” i to raczej tylko wtedy, jak się miało znajomości, itd. Może niektórym „dawne czasy i życie” teraz wydają się prostsze, ale nie do końca były, bo trzeba było ciągle coś „zdobywać”, „załatwiać”. A na telefon (w domu, na kabel) jeszcze w latach 90tych czekało się czasami kilka lat. Prościej było o tyle, że po prostu nie wiedzieliśmy czego jeszcze nie mamy i tego nie pożądaliśmy i zadowalało nas niewiele.

    • Najlepiej byłoby być poza tym wszystkim, poza emocjami związanymi mniej lub bardziej z przeszłością, tylko czy tak się da? Kolejek po cukier nie pamiętam, ale ze szkoły pamiętam jeszcze jak szukałem książek po ciotkach, żeby dobrze napisać zadanie domowe, czy jakiś referat. Zdarzało się, że wtedy zaangażowana w szukanie książek była cała rodzina. Wiele rzeczy było trudniej dostępnych, ale za to zdobycie ich dawało nam o wiele większą radość niż dzisiaj.

      Dziękuję, że zwróciłaś uwagę na czasy w których jeszcze mnie nie było. Ja dzisiaj widzę różnicę patrząc dziesięć lat do tyłu a co dopiero jeśli patrzy się do tyłu lat dwadzieścia i więcej.

  • Tak to już wszytsko jest skunstruowane, że czas upływa i wszystko się zmienia. Nic na to nie poradzimy. Za 10, czy 20 lat też będziemy mówić „za moich czasów” bo normalnym jest porównywanie pewnych okresów w życiu człowieka. Ważne,myśle, jest to aby zawsze takiemu porównaniu towarzyszyła jeszcze jedna myśl- „Za moich czasów było inaczej, ale teraz jest zdecydowanie lepiej”. I takiej zmiany na lepsze życzę wszystkim czytelnikom tego bloga.
    PS. Popraw literówki na początku tekstu : Politowanie(m) i czmyś 🙂

    • Wiesz, przypomniała mi się taka jedna piosenka w kontekście tego o czym piszemy. Na pewno ją znasz, bo to z filmu „Maszyna zmian”. Z resztą tam zmiany są lekkim szaleństwem, trochę tak jak w naszym życiu. Każdy z nas żyje inaczej, ale na swój sposób dobrze 🙂
      PS. Dzięki za uwagi 🙂

  • Bardzo nie lubię tego gadania, szczególnie, że strasznie często za nim idzie idealizowanie tych „dawnych czasów” do granic możliwości i dochodzimy do absurdów pt. jak to w PRLu było wspaniale i sielsko.

    • Idealizowanie do granic możliwości też jest domeną naszych czasów. Myślę, że tak prędko się tego nie pozbędziemy, ale warto próbować z tym walczyć.

  • Dzisiejszy świat tak jak piszesz ma plusy i minusy, ja chyba widzę
    więcej niestety tych minusów… Na każdym kroku te telefony u dzieci,
    nałogowy internet, gorzej ze znalezieniem pracy, więcej niezdrowej
    żywności i ludzie jacyś bardziej niemili, egoiści. A w telewizji to nic
    nie ma jak dla mnie,”za moich czasów…” 😀 kiedyś w telewizji zawsze
    było co obejrzeć. No i fakt, teraz same kable za płotem czy za ścianą i
    nawet dziecka nie można uderzyć – bezstresowe wychowanie (i potem
    wyrastają takie o!).

    • Najczęściej widzimy więcej tych minusów, bo są bardziej bolesne. Niestety bez telefonu dzisiaj, to jak bez ręki, bo ciągle coś, albo ktoś nas goni. Najbardziej jednak przeraża mnie egoizm. Bo tak naprawdę, to każdy z nas może kiedyś potrzebować pomocy. Wydaje mi się, że dopóki ludzie nie mieli tego pędu życia było lepiej. Może momentami trudniej, ale za to prostsze rzeczy przynosiły dużo więcej szczęścia. W telewizji, to przynajmniej kiedyś była wieczorynka a teraz z 30 minut, skrócili jej czas do dziesięciu. Czasami mam wrażenie, że sami, sobie robimy na złość.

      • No co Ty gadasz!? Jeszcze skrócili do 10min…kara jakaś dla tych dzieci 🙁

  • Sama łapię się, że coraz częściej używam właśnie tego zwrotu „za moich czasów”, mam prawo z racji wieku, ale też z sentymentu za tym co było kiedyś, zdaję sobie sprawę jak błyskawicznie zmienia się się świat, a jednak mocno kibicuję niektórym zmianom, choć zastanawiam się dokąd one nas zaprowadzą. 🙂

    • Myślę, że właśnie nie z doświadczenia, ale z sentymentu większość młodych ludzi też używa tego zwrotu „za moich czasów”. Zmiany są po prostu czymś naturalnym, choć nie zawsze idą w tym kierunku, którym byśmy chcieli.

  • To ja już się boję myśleć, do którego pokolenia bym został zakwalifikowany; tak, jeszcze pamiętam dinozaury i czasy, gdy nikt o komórkowcach nie słyszał 😀

    • Nie wyglądasz, jakbyś pamiętał dinozaury, więc chyba coś ściemniasz pod tym względem. A telefony stacjonarne, to wiesz, nawet ja pamiętam, ale wtedy to już był praktycznie ich koniec 😀

      • Ja to jeszcze pamiętam tą radość rodziców, gdy nam telefon po wieloletnim oczekiwaniu założono. Kto to dziś zrozumie?

        • Ja!! Nam założono telefon stacjonarny gdy miałam 18 lat czyli…y….. 16 lat temu .

          • No i wtedy dało się żyć? A teraz bez komórki z domu to ani rusz…

        • Ja już jestem z ery komputerów i mając 9 lat dostać komputer to było dla mnie coś (bez internetu oczywiście).