Za moich czasów

Życie nie było proste

Dawno, dawno temu…(albo, jak, kto woli; „za moich czasów”) było sobie życie. (Nie! Nie chodzi mi teraz o ten film edukacyjny na jednej ze stacji telewizyjnych). Było życie, które polegało na ciągłym polowaniu  i smażeniu surowego mięsa na ogniu. Było życie dworskie, gdzie szlachta przepijała dosłownie wszystko co się dało. Było też życie na kartki; od dziesiątego, do dziesiątego, kiedy to do sklepu stało się po kilka godzin po szynkę, którą wykupił już sąsiad. Teraz ludzie potrafią się tylko buntować, narzekać jak im to jest źle i żądać a starszyzna w naszym kraju ogranicza się tylko do stwierdzenia; 

Za moich czasów…

Aż słyszę te wszystkie babcie i dziadków, którzy idąc ulicą spoglądają na dziecko z tornistrem obładowanym prawie tak samo jak ich siatki z zakupami. Patrzą na nie z takim politowanie, jakby to było ich własne i jakby miało 6 lat, chociaż tak naprawdę ma już dziesięć. Przyglądają się bardzo uważnie, powiedziałbym, że nawet czasami czekają aż dziecko podejdzie i zapyta; Może pani w czymś pomóc? A tymczasem jedyne na co mogą liczyć, to pytanie; Przepraszam, wie pani, która jest godzina? No bo w końcu starsze panie zawsze noszą zegarek. 

I to jest właśnie ten moment, kiedy pozornie litościwa babcia oburzając się mówi (jak nie krzyczy); Za moich czasów, to było nie do pomyślenia, żeby dziecko nie spytało się starszej osoby, czy jej w czymś nie pomóc! No dobra, zgadzam się z tym, że taka sytuacja może i było nie do pomyślenia, ale… Nie do pomyślenia było też to, żeby sześciolatek nosił tornister w sumie ważący 4,5 kilograma. (Choć szczerze mówiąc, to nie jestem pewien, czy to nie tyle samo co w tych siatkach, które ona właśnie niesie).

Za moich czasów…

Młodzież bawiła się w podchody, jeździła na obozy harcerskie, ciężko pracowała, żeby zarobić na wakacje, nie jadła takich świństw na podwórkach, nie zachowywała się na imprezach jak stado rozwścieczonych bawołów i nie siedziała cały czas z telefonem w ręce… Tylko jednego ludzie nie biorą pod uwagę; że to było dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści lat temu! Od tego czasu mnóstwo rzeczy się zmieniło; jedne na lepsze, inne na gorsze. Nieważne! To już nie są tamte czasu, które tak naprawdę, to pewnie wcale nie były takie cudowne, jak mówią. Dlaczego?

grill
Na tych wszystkich obozach harcerskich z tego co mi wiadomo, też było niezłe chlanie. Różnica polegała tylko na tym, że bez względu na to co się w nocy działo, trzeba było rano wstać i wrócić do życia. A efekt tego był taki, że harcerz, po takim obozie wracał często bardziej poszkodowany niż przed! No, bo znowu rodzice musieli wydać hajs na nowe ciuchy, bo z poprzednimi, to nie dało się już nic zrobić 😛
I jasne, że oprócz jeżdzenia na te obozy młodzież też ciężko pracowała, tylko w jakich warunkach? Bo to, że znajdowali robotę na wakacje nie ulega wątpliwości. O tym, że często na czarno, to już nikt nie mówi. No, bo przecież synek poszedł, zarobił i ma! Całe szczęście, że nic mu się podczas tej roboty nie stało.

Ludzie nie jedli też świństw, bo ich po prostu nie było! No dobra, może były, ale nie aż tyle co teraz. Skakali po płotach i wspinali się na drzewa (zwłaszcza te na cudzych ogródkach), żeby pozrywać trochę owoców, ale przynajmniej mieli pewność, że to co jedzą to naprawdę jabłko. No i okej, może nieraz ktoś ich na tym gorącym uczynku przyłapał, ale przynajmniej mieli co wspominać. Czy to było dobre?
Jasne, że nie, bo przecież uczyło kraść, tylko ludzie nie zwracali na to aż takiej uwagi, albo po prostu nie byli takimi egoistami. Tylko też jeśli trafiłeś na rozwścieczonego właściciela, który wylazł na ciebie z kijem, to nie mogłeś zrobić nic, nawet jeśli połamał Ci żebra. No, bo przecież to ty ukradłeś jabłka!

Za moich czasów

ludzie

Młodzież nie zachowywała się na imprezach jak stado rozwścieczonych bawołów. Bo nie było do tego aż takich możliwości, albo umiejętności jak dzisiaj. Zaczynając od kupna na nielegalu wódki, po której jednak mniej można się było spodziewać kociołka panoramixa kiedyś niż dziś, a kończąc na wyskakujących z balkonu ludziach, którzy twierdzą, że potrafią latać. Tylko, że to jeszcze wcale nie świadczy o tym, że było bezpieczniej!
Po pierwsze, jak ktoś chciał, to sposób na kupno tego, czy owego i tak znalazł. Po drugie; czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, a przynajmniej jak nie sercu to sąsiadom. Dzisiaj niestety jednorazowe wyjście na piwo, na ogródki, może się skończyć mandatem. I nie mówię tu tylko o jakimś tam wałęsaniu się po alejkach, ale o kulturalnym grillu na własnym ogródku. Wystarczy wścibski, niedzielny spacerowicz. 

Ludzie nie siedzieli też na każdym kroku z telefonem w ręce, bo ich po prostu nie było na nie stać! Z resztą komórki, srajfony i inne cuda nie były aż tak bardzo dostępne na każdym kroku, jak to jest teraz. Tylko, że z tymi telefonami, czy raczej komórkami, to też jest druga strona medalu. No, bo jak dajmy na to, dziecku się coś stało; pobili, okradli w sklepie, czy po prostu się zgubiło, albo w wersji lajt, po prostu zasiedziało na podwórku, bo tak fajnie i ciepło było wieczorem, to rodzice najczęściej wtedy musieli krzyczeć na całe osiedle z balkonu, a jak to nie poskutkowało to pofatygować się na dół i zwiedzić pół osiedla. Tymczasem Ty, jak gdyby nigdy nic, zdążyłeś już wrócić do domu.

Za moich czasów

To jest tu i teraz. Więc za kilka lat (nawet dwa, czy trzy), ja swoim kuzynom, młodszym kolegom, czy dizeciom na podwórku, będę miał takie same prawo powiedzieć „za moich czasów” jak teraz robią to moi rodzice, dziadkowie, czy starsi ludzie przypadkowo spotkani na ulicy. Nie rozumiem tylko jednego;

Wszyscy bardzo dobrze widzą jak szybko dzisiejszy świat się zmienia. Dzieje się to tak szybko, że nikt z nas nie potrafi już nad tym nadążyć – z tym się wszyscy zgadzają. To dlaczego słysząc z ust dwudziestokilku letniego człowieka; „za moich czasów” ludzie z pokolenia moich rodziców, czy dziadków; padają śmiechem?