I tak mi się nie uda

Ostatnio pisałem o tym; dlaczego nie kupię dziecku butów na rzepy a inspiracją do napisania tego tekstu był dla mnie Kuba – mój podopieczny z Zimowiska Maltańskiego. Cytowany tekst należał właśnie do niego. Oczywiście w tamtej chwili jego narzekanie przysporzyło mi kilku, małych kłopotów, ale z perspektywy czasu myślę sobie, że Kuby; „I tak mi się nie uda„, miało być dla mnie pewną przestrogą, pewną ważną lekcją życia. Z resztą każdemu z nas zdarzyło się przecież powiedzieć…

I tak mi się nie uda

Więc, po co próbować, po co walczyć o swoje, po co starać się poprawiać oceny w szkole, ugotować innowacyjne danie na obiad, po co zapisywać się na egzamin na prawo jazdy, skoro i tak już z góry wiemy, że się nie uda. Dlaczego? Bo nigdy mi się nie udaje…  Tylko, że nigdy dla każdego będzie inne. Dla mnie może to być piąta próba, a dla Ciebie piętnasta. No dobra, trochę przesadziłem. Do piętnastej próby przecież i tak nigdy nie dojdzie, bo się poddasz. Po co się męczyć z gotowaniem, skoro można kupić obiad na mieście, albo danie ze słoika. Po co się uczyć kolejny raz na ten sam sprawdzian, skoro i tak pewnie znowu dostanę kapsko. Po co mi auto, skoro przecież jeżdżą autobusy. Po co wogóle próbować walczyć, skoro można pójść na łatwiznę i nie robić nic. Najlepiej jest siedzieć i narzekać, że mi nie wychodzi, że i tak mi się nie uda…. A zastanawiałeś się kiedyś może nad tym, dlaczego?
Dlaczego tak prosto jest powiedzieć; nie dam rady a tak trudno spróbować jeszcze raz? Wiesz dlaczego? 

Bo zawsze jest jakieś wyjście

Może nie zawsze do końca dobre, może nie zawsze moralne, ale zawsze lepsze to niż nic. W końcu nie zawsze przecież muszę to być ja, nie zawsze muszę robić wszystko sam, od początku do końca. Przecież nie wszystko musi zależeć ode mnie…
Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, co by było, jakby się okazało, że jednak nie masz innego wyjścia? Że albo w końcu za tym setnym razem Ci się uda, albo do końca życia zostaniesz naprawdę niepełnosprawny? Bo nie będziesz umiał zjeść łyżką zupy, bo nie będziesz mógł zawiązać sobie butów, bo w urzędzie każdy będzie się na ciebie patrzył jak na wariata. A nawet jeśli nie, to i tak będziesz tam główny tematem do rozmów w stylu; Ciekawe co On tu robi? Patrz! Wypełnia adres na kopercie. Pewnie i tak mu sie nie uda. Pewnie coś pomyli i znowu trzeba mu będzie pomóc. A tu taki zonk! Że pomimo braku ręki a nawet obu, pomimo tego, że przecież; On nic nie widzi!, udało się! I to wcale nie był sukces, tylko normalna, codzienna sytuacja. Tymczasem Ty, nadal siedziesz wygodnie w swoim ulubionym fotelu, z tabliczką czekolady i użalasz się nad sobą, bo i tak mi się nie uda. 

ślepy

Zmienić pracy, kupić nowych mebli do pokoju, dostać podwyżki, chociaż raz nie spóźnić się na umówione piwo, zdążyć na promocję w supermarkecie. I tego typu inne, życiowe problemy. Bo…

Co będzie jak mi się nie uda?

Nic! Kompletnie nic się nie stanie, pomimo tego, że nadal będziesz uważał ten brak nowego telewizora za największą tragedię życiową a dostanie upragnionego awansu za największy sukces! Bo prawda jest taka, że większość z nas nie ma zielonego pojęcia o  prawdziwym sukcesie, że o porażce już nie wspomnę… Większość z nas wogóle nie przykłada żadnej wagi do codziennych czynnności.
Więc, wyobraź sobie teraz, że na przykład w wyniku nieszczęśliwego wypadku tracisz wzrok (czego oczywiście nikomu nie życzę) i musisz na nowo nauczyć się żyć, przechodzić przez ulicę i jeść zupę łyżką. Zastanów się teraz, co będzie, jak Ci się nie uda.