Dlaczego nie kupię dziecku butów

Miało być dziś tak pozytywnie, tak radośnie. Powiedziałbym nawet, że motywacyjnie (choć to do mnie nie pasuje), ale nie będzie! Nie będzie miło, ani przyjemnie. Będzie za to szczerze, poważnie i ostro. Wypowiem się dzisiaj na temat o którym oczywiście nie mam zielonego pojęcia! No, bo niby skąd mam je mieć, mając tylko 22 lata na karku i brak własnej rodziny (w tym dzieci). Na sam koniec będzie konkretnie! Będzie to odpowiedź na pytanie; Dlaczego nie kupię dziecku butów – na rzepy.

 

Nie kupię Ci tych butów, bo…

Bo będę miał przez to same kłopoty. Ich brak, to tylko takie marzenia ściętej głowy na pierwszy rzut oka. Ale o co mi właściwie chodzi? Znalazł się jakiś od siedmiu boleści student pedagogiki i będzie mi teraz prawił morały. Mnie? Trzydziestoparoletniej matce, która od dobrych kilku lat wychowuje (samotnie lub nie) dwójkę dzieci?! To jest chyba jakiś żart! Tylko, że wiecie; ja nie żartuję. Ja jestem śmiertelnie poważny i mówię dziś do wszystkich rodziców; Nie kupujcie dzieciom butów na rzepy! No chyba, że jesteście samobójcami… Mówię wam to ja, student pedagogiki, który na własne oczy widział jak dziesięcioletnie dziecko nie potrafiło zawiązać butów. Bo nie chciało, bo do tej pory nie musiało tego robić, bo przecież są buty na rzepy a w ostateczności zawsze można się rozpłakać – przecież to zawsze działa. Na mnie też – jak płachta na byka.

Godzina 6:35 – znowu zaspaliśmy! Niczym scena ze słynnego Kewina. Tylko, że Kewin (jako postać był bystry). Jak dziecko nie wie, co ma zrobić ze sznurówką, to raczej o bystrości mówić nie można… Mija pierwsza minuta, druga, czapka założona, kurtka też, tylko buty tak jakby nie do końca, bo nie zawiązane. No, to ja się pytam; dlaczego?

 Bo ja nie umiem
– A próbowałeś?
– I tak mi się nie uda…Nigdy mi nie udaje…( momentalny płacz). 

Dlatego właśnie nie kupię dziecku butów na rzepy.

Bo to oznacza pójcie na łatwiznę. W końcu nie mogę się spóźnić do pracy, szkoły, na spotkanie! Więc lepiej będzie jeśli sam/a zawiąże mu te buty a jutro pójdziemy do sklepu po nowe – na rzepy. Cudowny pomysł! No po prostu genialny! Ty sobie ułożysz życie jak w Madrycie a ja przez parę kolejnych lat będę się użerał z Twoim dzieciakiem ( w przedszkolu, w szkole, w pracy), bo z Twojej winy nie potrafi zawiązać butów. Ba! To dziecko już nawet nie próbuje na sznurowane buty spojrzeć! Ono po prostu nimi rzuca o ścianę! I teraz ja, jako człowiek które ma/ lub będzie miał przez 40 godzin w tygodniu Twoje dziecko na wychowaniu mam do wyboru:

a) Rzucić tymi butami o ścianę jeszcze raz
b) Założyć i zawiązać dziecku te buty dla świętego spokoju
c) Nauczyć dziecko w 5 minut (bo tyle zostało nam do wyjścia na spacer) wiązać te cholerne buty.

buty

A ja się pytam dlaczego? Niby z jakiej racji? Przecież to dziecko nawet nie jest moje. No, to za co panu płacą? Za opiekę i pomoc. Za wychowanie również, ale piętnastki, jak nie dwudziestki dzieci a nie tylko jednego! Ja na prawdę nie rozumiem rodziców, którzy odbierając dziecko po kilku godzinach z przedszkola, czy po tygodniu z kolonii oczekują cudów.

Ważna informacja!
Umiejętność wiązania butów, to nie efekt cudu, tylko systematyczności! Codziennie a nie tylko dwa razy w tygodniu i to jeszcze w przedszkolu, gdzie poza Twoim ukochany dzieckiem jest jeszcze czternastka innych.

Ale chwileczkę, bo chyba o czymś zapomniałem. Zapomniałem Wam odpowiedzieć na pytanie! Już to nadrabiam, spokojnie.

Dlaczego nie kupię dziecku butów na rzepy?

Bo wiem ile pracy mają dziś nauczyciele, wychowawcy, opiekunowie. Ile rzeczy muszą zrobić nadprogramowo, poza opieką nad Twoim dzieckiem. Wiem, to nie z książek, ani z telewizji, czy internetu, ale z doświadczenia. Wiem, to z wyjazdów na kolonie, zimowiska, z praktyk i wolontariatu w przedszkolu integracyjnym.
Tak zamierzam w przyszłości być pedagogiem, pedagogiem specjalnym i właśnie dlatego nie kupię dziecku butów na rzepy!