Dlaczego nie kupię dziecku butów

Miało być dziś tak pozytywnie, tak radośnie. Powiedziałbym nawet, że motywacyjnie (choć to do mnie nie pasuje), ale nie będzie! Nie będzie miło, ani przyjemnie. Będzie za to szczerze, poważnie i ostro. Wypowiem się dzisiaj na temat o którym oczywiście nie mam zielonego pojęcia! No, bo niby skąd mam je mieć, mając tylko 22 lata na karku i brak własnej rodziny (w tym dzieci). Na sam koniec będzie konkretnie! Będzie to odpowiedź na pytanie; Dlaczego nie kupię dziecku butów – na rzepy.

 

Nie kupię Ci tych butów, bo…

Bo będę miał przez to same kłopoty. Ich brak, to tylko takie marzenia ściętej głowy na pierwszy rzut oka. Ale o co mi właściwie chodzi? Znalazł się jakiś od siedmiu boleści student pedagogiki i będzie mi teraz prawił morały. Mnie? Trzydziestoparoletniej matce, która od dobrych kilku lat wychowuje (samotnie lub nie) dwójkę dzieci?! To jest chyba jakiś żart! Tylko, że wiecie; ja nie żartuję. Ja jestem śmiertelnie poważny i mówię dziś do wszystkich rodziców; Nie kupujcie dzieciom butów na rzepy! No chyba, że jesteście samobójcami… Mówię wam to ja, student pedagogiki, który na własne oczy widział jak dziesięcioletnie dziecko nie potrafiło zawiązać butów. Bo nie chciało, bo do tej pory nie musiało tego robić, bo przecież są buty na rzepy a w ostateczności zawsze można się rozpłakać – przecież to zawsze działa. Na mnie też – jak płachta na byka.

Godzina 6:35 – znowu zaspaliśmy! Niczym scena ze słynnego Kewina. Tylko, że Kewin (jako postać był bystry). Jak dziecko nie wie, co ma zrobić ze sznurówką, to raczej o bystrości mówić nie można… Mija pierwsza minuta, druga, czapka założona, kurtka też, tylko buty tak jakby nie do końca, bo nie zawiązane. No, to ja się pytam; dlaczego?

 Bo ja nie umiem
– A próbowałeś?
– I tak mi się nie uda…Nigdy mi nie udaje…( momentalny płacz). 

Dlatego właśnie nie kupię dziecku butów na rzepy.

Bo to oznacza pójcie na łatwiznę. W końcu nie mogę się spóźnić do pracy, szkoły, na spotkanie! Więc lepiej będzie jeśli sam/a zawiąże mu te buty a jutro pójdziemy do sklepu po nowe – na rzepy. Cudowny pomysł! No po prostu genialny! Ty sobie ułożysz życie jak w Madrycie a ja przez parę kolejnych lat będę się użerał z Twoim dzieciakiem ( w przedszkolu, w szkole, w pracy), bo z Twojej winy nie potrafi zawiązać butów. Ba! To dziecko już nawet nie próbuje na sznurowane buty spojrzeć! Ono po prostu nimi rzuca o ścianę! I teraz ja, jako człowiek które ma/ lub będzie miał przez 40 godzin w tygodniu Twoje dziecko na wychowaniu mam do wyboru:

a) Rzucić tymi butami o ścianę jeszcze raz
b) Założyć i zawiązać dziecku te buty dla świętego spokoju
c) Nauczyć dziecko w 5 minut (bo tyle zostało nam do wyjścia na spacer) wiązać te cholerne buty.

buty

A ja się pytam dlaczego? Niby z jakiej racji? Przecież to dziecko nawet nie jest moje. No, to za co panu płacą? Za opiekę i pomoc. Za wychowanie również, ale piętnastki, jak nie dwudziestki dzieci a nie tylko jednego! Ja na prawdę nie rozumiem rodziców, którzy odbierając dziecko po kilku godzinach z przedszkola, czy po tygodniu z kolonii oczekują cudów.

Ważna informacja!
Umiejętność wiązania butów, to nie efekt cudu, tylko systematyczności! Codziennie a nie tylko dwa razy w tygodniu i to jeszcze w przedszkolu, gdzie poza Twoim ukochany dzieckiem jest jeszcze czternastka innych.

Ale chwileczkę, bo chyba o czymś zapomniałem. Zapomniałem Wam odpowiedzieć na pytanie! Już to nadrabiam, spokojnie.

Dlaczego nie kupię dziecku butów na rzepy?

Bo wiem ile pracy mają dziś nauczyciele, wychowawcy, opiekunowie. Ile rzeczy muszą zrobić nadprogramowo, poza opieką nad Twoim dzieckiem. Wiem, to nie z książek, ani z telewizji, czy internetu, ale z doświadczenia. Wiem, to z wyjazdów na kolonie, zimowiska, z praktyk i wolontariatu w przedszkolu integracyjnym.
Tak zamierzam w przyszłości być pedagogiem, pedagogiem specjalnym i właśnie dlatego nie kupię dziecku butów na rzepy!

  • Dzieci chyba obecnie nie umieją wielu podstawowych rzeczy, które powinny umieć. Skoro tak dosadnie piszesz o rzepach, to ja pojadę jeszcze bardziej dosadną historią. W zerówce (mieliśmy po 7 lat) koleżanka idzie z płaczem do łazienki, nikt nie wie dlaczego. Nauczycielka wyciągnęła z niej informacje i okazało się, że nie umie dokonać czynności higienicznych po wizycie w toalecie. Musiała jej pomóc nauczycielka, to dopiero masakra! 🙂

    • Wiązanie butów a raczej braktej umiejętności to efekt lenistwa. Twój przykład jest bardziej dosadny dlatego, że to już przeszło granicę lenistwa a przerodziło się w rażące zaniedbanie.Okazuje się, że nauczyciel dzisiaj musi umieć wszystko, być chodzącą encyklopedią. A rodzic?

  • Takie czasy, nie potrafi wiązać butów, ale smartfona odblokuje każdy dwulatek 😀
    Ja Młodego już pomału obywam z podstawowymi rzeczami, butów co prawda jeszcze sam nie zawiąże, ale nie rzuca nimi po ścianach. Równie chętnie próbuje zapiąć suwak w kurtce 🙂

    • Widocznie dziś nawet blokady telefonów są zbyt prost i stworzone dla leniwców, jak i dla dzieciu na początku ich drogi przez świat. I wiesz, z doświadczeń i obserwacji wydaje mi się jednak, że i tak zapięcie tej kurtki jest dużo prostsze, nawet jeśli na początku włożysz mu ten zamek 🙂

  • Uspokoję Cię 🙂 Kupisz 🙂 Z tej prostej przyczyny, że i tak go nauczysz (sam się nauczy) wiązać buty. A gdy liczyć się będzie prostota włożenia butów a nade wszystko poprawne ułożenie stopy w buciku i jej trzymanie – to się okaże, że jedynym sposobem jest właśnie zakup butów na rzepy 🙂

    • Kupię, ale na wkładanie a nie na rzepy. Jak się nauczy rzepy zapinać, to nie będzie potem chciało przerzucić się na sznurówki. Oczywiście pozostaje jeszcze kwestia uporu rodzica,dziecka i wychowania – a ja akurat jestem uparty :P.Jasne, że od razu dziecko się sznurować nie nauczy, ale im szybciej ta nauka się zacznie, tym dla niego lepiej 🙂

      • Ja Ci tego życzę 🙂 Nam temat zweryfikował rynek i dostępność butów :), niby mamy „wszystko” a niestety prawda wygląda zupełnie inaczej 😀

        • Jaka moda, takie buty i nie wiele z tym zrobisz 😀

          • Dołożę swój głos do Pawła. Nigdy nie wybieram drogi na skróty, bo prowadzi donikąd, ale wierz mi: 1. dziecko ma frajdę, jeśli może wybrać sobie obuwie w sklepie, a w pewnym wieku ma swoje bardzo silne preferencje i akurat trafi na rzepy (przypadek), 2. panie w przedszkolu często same proszę o zakup garderoby i obuwia (zwłaszcza w Maluchach), które będą potrafiły obsłużyć dzieci 3-letne i które umożliwią im i nie zrażą ich do nauki samodzielnej obsługi własnej osoby (panie w przedszkolu nie są w stanie obsłużyć wszystkie dzieci ubierając każde z osobna w ubranie i obuwie), 3. moje dzieci przez większość miesięcy w roku biegają po ogrodzie i przemieszczają się do kilku sąsiadów (z którymi jesteśmy połączeni wewnętrznymi furtkami) samodzielnie się „wyprawiając”. Zdejmowanie i zakładanie obuwia wykonują czasem 10-20 razy dziennie i nikt, ale to zupełnie nikt nie będzie miał woli sznurowania za każdym razem butów, 4. dzieci i tak i tak nauczą się samodzielnego sznurowania butów, więc luzik 😉

          • 1. Do tego dochodzą pytanie; Dlaczego np. Paweł ma takie buty a ja nie. Co do maluchów w przedszkolu to akurat w tej grupie dzieci – racja. Chociaż tu też bywa różnie, bo są i takie, które nie dadzą sobie butów założyć, bo one chcą same – znam takie przypadki.
            Na pewno w młodszym wieku wyskakiwanie z takich butów jest dużo prostsze. Później to się nawet już sznurówek nie rozwiązuje 😀

          • No widzisz. Tak czy siak wychodzi na to samo 😉 A mówię Ci, prędzej czy później każdy sznurowadła wiązać się nauczy. Nie brać do głowy 😉

          • Wiem. Po prostu denerwuję się, jak widzę i wiem, że ktoś na siłę ten czas przeciąga 🙂

          • Szkodzi dziecku i sobie.

  • Niestety to tyczy się wielu innych czynności, zupełnie podstawowych. Czasem to po prostu wygoda rodziców 🙂

    • Za którą potem płaci się w życiu ysoką cenę. Choć niektórzy pewnie sądzą, że skoro się (w szkole, czy przedszkolu) płaci, to się też wymaga.

      • To już jest roszczeniowość, co niestety jest widoczne u dużej liczby rodziców.

        • A potem i u dzieci, które w końcu skądś te wzory czerpią.

  • Dla małych dzieci bezpieczniejsze są rzepy. Mój teraz śmiga w butach ze sznurówkami. Sam dumnie je zawiązuje.

    • Do zupełnie małych niby tak, chociaż nie wiem, czy nie lepsze są buty na wkładanie a potem od razu sznurówki. Przynajmniej dziecko nie przeciąga tej ganicy i się nie rozleniwia 🙂

      • Plachaart

        Nie wiem czy na rynku są dla małych dzieci buty zimowe na wkładanie, chyba, że tych do roku 😉 Myślę też, że to nie dzieci granicę przeciągają tylko dorośli i ich podejście. Jeśli sznurowanie butów potraktuje się jako swego rodzaju inicjację, wejście w kolejny etap dorastania to nie będzie z tym problemu.
        Nie od razu Kraków zbudowano i dziecko na początku nauki wiązania butów robi to wolno czy w domu czy w przedszkolu i ten etap trzeba przejść. Mam takie doświadczenie z nauką wiązania butów z jednym z moich dzieci: o ile w domu brałam poprawkę na to, że dziecko ucz wiązać się buty i brałam na tą czynność margines czasu o tyle Panie w przedszkolu tego czasu nie miały (co z jednej strony jest zrozumiałe) i wiązały buty za dziecko. Po czym przychodzi kolejny dzień i syn odmawia wiązania butów bo w przedszkolu Panie buty mu wiążą. Także wszystko ma dwie strony medalu. To od nas dorosłych zależy jak kreatywnie podejdziemy do tematu 😉

        • Zimowych butów na wkładanie jeszcze nie ma, ale za to są już zimowe buty na rzepy. I oczywiście zgadzam się z Tobą, że granicę w głównej mierze przeciągają, lub zaczynają przeciągać własnie rodzice. Nie mam pojęcia w jakim stopniu wiąże się to ze strachem spowodowany wejście dziecka w kolejny etap życia, ale wiem, że to częściej boją się rodzice niż dzieci.
          No i teraz odnośnie tej sytuacji przez Ciebie opisanej, to jest takie trochę trwanie w martwym punkcie, bo zawiązać dziecku buty to źle, ale nie zawiązać, też niepedagogicznie. Wszystko ma swoje plusy i minusy, dlatego na każdą sytuację tego typu musimy patrzeć z innej perspektywny. Niemniej jednak umiejętnośc wiązania butów jest dziecku przydatna 🙂

  • Pamiętam, że do ostatniej klasy gimnazjum miałam w klasie delikwentów z butami na rzepy. Serio. Serio.

    • Ciekaw jestem jak oni te gimnazjum przeżyli, zwłaszcza, że młodzież jest wtedy bardzo krytyczna.

  • Chuchasz na dziecko i dmuchasz, a potem ma 18 lat i nie potrafi zrobić sobie prania. Nie ma nic gorszego dla niego niż nadopiekuńczość.

    • Zgadza się! Dobrze jest dziecku w dążeniu do samodzielności pomóc. Tylko, że pomóc, to nie znaczy wyręczać 🙂

  • sama bym nie ubrała butów na rzepy, więc nie wiem jak można swoje dziecko tak wystroić 😉
    poza tym rzepy ciągle się rozpinają i dość szybko tracą swoją rzepowatą moc trzymania.

    • Jak nauczysz się dobrze zawiązywać sznurówki to przynajmniej masz spokój a z rzepami, no cóż…

  • Miałam w dzieciństwie jedną parę butów na rzepy, bo były bardzo ładne i pasowały do spódniczki :-D, ale z wiązaniem sznurowadeł w pozostałych parach nie miałam nigdy problemu :-D. Mam wrażenie, że współczesne dzieciaki są daleko w tyle za nami, gdy byliśmy w ich wieku.

    • Ja jedyne buty na rzepy jakie miałem to sandały 😛 Ale z czasem zaczęło mnie w nich denerwować, że moja noga ciągle się przesuwa, więc na dzień dzisiejszy są ostatecznością a zdecydowanie bardziej wolę japonki 😛 Co do adidasów ze sznurówkami – tam nie ma takich problemów, oczywiście o ile umie się je wiązać. Czasami też się zastanawiam, co właściwie wspólnego ma współczesność z cywilizacją.

  • Z jednej strony rozumiem, z drugiej trzymam kciuki, żeby życie nie zweryfikowało postanowienia, bo to różnie bywa. A potem jest jak jest. Niby ze sznurówek się nie strzela, ale jak całkiem już ogarnięte dziecko tego nie umie, to… o przypadkach nastoletnich nie chcę nawet myśleć. No i ten syndrom sznurówki przekłada się czasami na inne rzeczy. Bo łatwiej, bo rodzic zrobi sam bo tak szybciej niż nauczyć. :/ Znałam przypadek dorosłego faceta, który jako jedyny sposób ogrzania jedzenia innego niż zupa (z gotowaniem od zera to było stereotypowe minimum) znał odsmażenie i odsmażał klopsy w sosie…

    • Wiesz, mam wielką nadzieję, że moje przyszłe wykształcenie pedagogiczne utwierdzi mnie tylko w tym przekonaniu a nie będzie na odwrót. Dorośli ludzie często myślą dzisiaj w kategoriach; Jak ja to zrobię to będzie szybciej i lepiej a to niestety jest nieprawda! Samodzielności trzeba się uczyć już od dziecka a wyręczanie, to może zostawmy sobie na starość 🙂

  • Katarzyna WR

    No cóż, chyba rozpocznę naukę wiązania butów:) Moje dzieci mają rzepy,ale dałeś mi do myślenia……

    • Życzę Ci w takim razie wytrwałości i powodzenia! Z nauką, tą wiązania butów też, jest tak, że może trwać tydzień a może trwać miesiąc, więc i moment trzeba wyczuć, żeby się nie zagalopować 🙂

  • Jak najbardziej się zgadzam. Też nie mam jeszcze swoich dzieci, ale nie wyobrażam sobie, żebym w przyszłości miała zrzucić odpowiedzialność za naukę najprostszych czynności opiekunom z przedszkola. Takie rzeczy to rola rodziców i zwyczajnie byłoby mi wstyd, że tego nie ogarnęłam.

    • Nie wiem, czy to tylko kwestia wstydu, czu już braku honoru, bo lenistwiem tego nazawać się już boję. Boję się dlatego, że widząc niektóre zaniedbania dzieci (ze strony rodziców) zastanawiam się, czy jakby za wychowanie im płacili, to zrobili by to lepiej.

  • Dorośli dokładają wielu starań, by zapewnić wygodę – pytanie tylko czy sobie, czy dziecku? Różne ułatwienia, których dziś mamy pod dostatkiem, często niestety nie sprzyjają nauce samodzielności.

    • Dorośli zakładają, że to podobno działa w dwie strony – ja jestem innego zdania. Tylko, że o tym często się przekonujemy niestety za późno.

  • Ewelina Jastrzębska

    Buty na rzepy rzekomo są praktyczne ale czy na pewno?
    Jestem niania, i nawet nie wiesz ile czasu oszczedzam na tym, ze dzieci maja buty bez sznurowek ale .. Ile nerwów kosztuje mnie nauka wiązania butów? 😀
    Sama nigdy nie zastanawialam się nad tym i szczerze ? Myślę, ze moje dziecko będzie mieć obie pary. Nie chce żeby miał jakiekolwiek problemy z butami, ale chciałabym mieć jakieś wyjście awaryjne w razie porannego spóźnienia 😉

    Pozdrawiam,
    Eff

    • Zakładam, że mama na 102 oszczędza tego czasu tyle samo. Tylko, że tu też nie chodzi o to, żeby być mamą na 102, ale żeby może tata się pofatygował 🙂 Nerwy pewnie idzie przy tym stracić, ale moim zdaniem to procentuje. Weźmy też pod uwagę, to, że jeśli rodzice tego nie zrobią to obowiązek spada na wychowawcę. Najlepiej było by mieć obie pary; tą do wiązania, żeby dziecko się nauczyło i tą na rzepy – na wszelki wypadek. Grunt, żeby w tej sztuce się nie pogubić 🙂

  • Z tego co pamiętam, ja miałam takie i takie buty :). I w sumie takie rozwiązanie wydaje mi się najlepsze 🙂

    • Zgadzam się, ale… O ile umie się stawiać w odpowiednim miejscu granicę 🙂

  • Małgosia G

    Nie rozumiem. Na rzepy dziecko buty zapnie, nauczyciel nie będzie miał żadnej dodatkowej pracy przy tym. Ja do dziesiątego roku życia nosiłam buty na rzepy, nie dlatego, że nie umiałam wiązać. Potrafiłam to w wieku sześciu lat (choć po chwili buty same mi się rozwiązywały). Ale bardzo tego nie lubiłam. Pamiętam, że rodzice ćwiczyli ze mną dzień po dniu, aż w końcu się zniechęciłam i od tego czasu nosiłam tylko buty na rzepy. Aż w końcu w podstawówce sama nauczyłam się wiązać. Jak dziecko chce, to potrafi. I nie chodzi mi o naukę wiązania sznurówek, bo to zadanie dla rodzica. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek prosiła nauczyciela o zapięcie rzep 😀 No ale to mój przypadek 😉

    • Wiesz, tylko, że w niektórych przypadkach (jak w przedszkolu, czy szkole – gdzie mam praktyki) liczy się czas. Czas wyjścia na wycieczkę, czas wyjścia na basen, bo jest na daną godzinę, gdzie spóźnienie się, powoduje kolosalne straty i dezorganizację. W takich chwilach najczęściej nauczyciel musi wyręczać dziecko w zapianiu butów, bo ono tego nie potrafi – a nauka nie na tym polega. No i nauczyciel ma pod opiką większą ilość uczniów niż jeden. Zniechęcianie dziecka ćwiczeniem w każdej wolnej chwili też działa niekorzystnie i nie o to chodzi. Ważne jest, żeby ten czas na naukę zagospodarować sobie i dziecku. Można to robić w formie zabaw, czy nawet gier dydaktycznych. Oczywiście najlepiej było by gdyby dziecko się tego nauczyło samo, ale kto nam da taką gwarancję? W wieku przedszkolnym, to jest jeszcze jako, tako postrzegane, ale w podstawówce dzieci już są bardziej krytyczne i nieumiejętność zawiązania butów w pewnym wieku może się wiązać z pośmiewiskiem. A nie chodzi ani o wyręczanie, ani o pośmiewiesko przecież.

  • Wystarczy w odpowiednim momencie nauczyć dziecko sznurowania butów. Tylko tyle. Jak komuś się nie będzie chciało to nie nauczy i dziecko będzie miało problem.

    • Wbrew pozorom, wytłumaczenie tego niektórym rodzicom nie jest takie proste.

  • A czy to nie jest tak, że dziecko można nauczyć wiązać butów, a wtedy buty na rzepy nie będą żadnym szalonym wymysłem?

    • Jasne! Tak by oczywiscie było i praktycznie i korzystnie. Pytanie tylko jak wielu rodziców dziś wpadnie na taki szalony pomysł.

  • A ja kupowałam dzieciakom buty na rzepy, nawet takie preferowała ze względu na aktywność moich malców i czystą wygodę. 🙂 Równocześnie jednak miały takie wyjściowe buty sznurowane, więc nauka ich wiązania nie stanowiła problemu, bardzo szybko ją opanowały. 🙂 Ale faktycznie, znam chłopca, który jeszcze w wieku jedenastu lat miał problem z opanowaniem tej sztuki, nie z lenistwa, ale z braku stworzenia mu możliwości do nauki, wyręczania. 🙂

    • Możliwości dzisiaj mamy bardzo dużo i to zarówno rodzice jak i dzieci. W przypadku dzieciaków, to dużo zależy od ich indywidualnych możliwości i rozwoju, ale nie należy przeciągać struny. Dzisiaj już raczej każde buty są robione pod to, żeby były wygodne. Ważne też żeby były praktyczne, tak jak te na rzepy – bo czasami mogą się przydać – tylko czasami nie oznacza, że zawsze 🙂

  • 🙂 właśnie pójście na łatwiznę to chyba domena naszych czasów 🙂 buty na rzepy, pampersy, jedzenie w słoiczkach itepe 🙂

    • Coś czuję, że za niedługo hasłem naszych czasów będzie: „Życie to fast food” 😀

  • hehe, moi zacny wkurw powiem Ci! 😀 I zgadzam się- o dziwo 😛

  • Kupisz kupisz. Buty na rzepy szybciej sie zakłada i po prostu ułatwiają życie. Miałam niedawno takie, wiesz jak bardzo je lubiłam? 🙂 Aż tak, że sie zdarły. 🙂 A dziecko i tak nauczysz wiązać sznurówki, bo z Tobą ja widzę nie przelewki. Będzie musiało umieć i koniec. I dobrze. 🙂 Ale rozumiem o co Ci chodzi, dzieci znają się na telefonach i tabletach, a nie potrafią podstawowych rzeczy. Aż tak jest źle?

    • Zawsze można kupić na zkaładanie trampki – jest jeszcze szybciej 😛 Wiem o tym, że zwłaszcza dzieci mają do swoich ulubionych rzeczy – butów też – sentyment.
      A co do mnie to dzięki za taką opinię – oczywiście z tej pozytywnej strony 😀
      Wiesz, co do tego, czy jest aż tak źle, to zależy, czy wyobrażamy sobie, że może być gorzej 😛

      • Ty jesteś jeszcze większy filozof niż ja. 😀 Zawsze może być gorzej, tylko po co się tym przejmować na zapas? 🙂

        • Zapasy zawsze warto jakieś mieć 😀

          • Ale może lepiej takie spożywcze, albo finansowe? 😛

          • narwany

            Najlepiej to wszystkie 😀

          • Każde 😀

          • Nie! Nie warto problemów gromadzić na zapas, bo i tak w każdej chwili pojawiają się nowe. :-)” Dosyć ma dzień swojej biedy ” 🙂

          • No dobra, przekonałaś mnie 😛

  • Rzadkościa na moim blogu sa mezczyzni zatem z przyjemnoscia weszlam na Twojego bloga z nadzieja ze znajde jakis watek ktory mnie zainteresuje, no i prosze daleko szukac nie musialam od razu rzucil mi sie w oczy wlasnie ten post, dlaczego? Pomyslam dlaczego siadles na te buty, ale o co chodzi i z ciekawoscia czytalam post do konca.
    Ja powiem tak, ,jestem mama rocznej Marysi, ktora wkracza w swiat uczac sie wielu nowych rzeczy na raz, jedzenie, picie, zabawa, chodzenie, mowienie, poznawanie zwierzat, przyrody i wszystkiego co ja otacza. I powiem Ci TAK kupuje Marysi buty na rzepy, ciezko w tym wieku dostac wiazane buciki 🙂 A po drugie z pewnoscia potykala by sie o wlasne nogi depczac po rozsznurowanych sznurowkach ktore oczywiscie nie mogly by byc zasznurowane, powiem wiecej nie zdziwilabym sie gdyby Marysia sznurówki z butów zwyczajnie wyciagala i chodzila bez nich co za tym idzie bez butow takze 🙂
    Dlaczego wiec kupuje buty na rzepy? Bo rzepy tak bardzo ja nie interesuja a nawet jak je rozepnie, but nie luzuje sie na tyle aby spadl jej z nozki i nie gania po podworku w samych skarpetkach :)’
    A na koniec dodam ze pamietam jak szlam do zerowki i kiedy przyjmowano mnie do szkoly jednym z etapow bylo zawiazanie kokardki 🙂 Ja bede napewno Marysie uczyc wiazania, butów, kokardek, paseczkow czy czegokolwiek co powinna umiec wiazac, tak samo jak ucze ja, mowienia, jedzenia , samodzielnego picia i pozwalam poznawac jej swiat.
    Bo nie chodzi o to by NIE KUPYWAC DZIECKU BUTOW NA RZEPY tylko chodzi o to by nauczyc go wiazania sznurowek tak samo jak innych rzeczy potrzebnych w funkcjonowaniu 🙂
    Pozdrawiam

    • Cieszę się, że coś Cię tutaj zainteresowało A co do posta to, głównie chodziło mi o to, żeby zwrócić uwagę rodziców na samodzielność swoich dzieci. Ty piszesz, że z pewnością będziesz uczyć Marysię wiązania butów itd, tylko, że niestety przekonałem się w trakcie praktyk i obozów, że nie każdy rodzic ma takie podejście. Bo tak prościej i dla nich wygodniej. I wszystko jest fajnie, do czasu aż dziecko wyrasta z takich butów na rzepy i trzeba się przerzucić na wiązanie sznurówek, a dziecko po prostu nie chce, bo przywykło, że ma rzepy. Oczywiście, że dużo tutaj zależy od charakteru dzieci, ale nie raz widziałem takie, które raz przyzwyczajone do rzepów, było bardzo ciężko przestawić na sznurówki. Ba! Nawet z takim dzieckiem pracowałem i zdarzało się, że przez wiązania sznurówkę jednej osobie rozwalał się cały plan pracy grupy. U mnie takich prób do zerówki nie było i z tego co się orientuję to teraz tez już ich nie ma. A co do ostatniego zdania, to masz rację, że chodzi o to by nauczyć go wiązania sznurek tak samo jak innych rzeczy potrzebnych w funkcjonowaniu. Problem w tym, że wielu rodziców nie postrzega nauki wiązania sznurówek jako rzecz potrzebną na tą chwilę. Cieszę się, że mogłem poznać Twoje zdanie, bo przecież gdybyśmy wszyscy myśleli tak samo to życie byłoby strasznie nudne!

      • Nie wiem jak to jest z innymi dziećmi i ich rodzicami , ale wiem ze jest różnie, czasami dziecko pozostawione jest same sobie i samo musi się wszystkiego nauczy, czasami rodzice poświęcają dzieciństwo malucha nade karierę i życie osobiste, wtedy maluch pozostawiony niani, babci, cioci czy jeszcze komuś innemu często nie jest uczony tego czego powinien i tu w zupełności się z Toba zgadzam, odnnioslam wrażenie ze twój wpis noe był informacja o tym co ty zrobisz kiedy zalozysz rodzinę, ale był apelem do osób które taka rodzinę juz maja z jednej strony dobrze i popieram z drugiej jednak jest oskarżeniem ze rodzice kupujący dzieciom buty robią źle i to blad. Wszystko to to sprawa indywidualna. Ty tez kiedyś Kulisz dziecku buty na rzepy, przekonasz się 😉

        • Z butami, z dziećmi i z ich rodzicami, jak ze wszystkim innym bywa różnie. Czasami dziecko pozostawione same sobie będzie bardziej zaradne a czasami wręcz przeciwnie. Mimo wszystko sądzę, że niania to też człowiek i za coś przecież ma płacone, bo skoro została wynajęta, to rozumiem, że była taka potrzeba.
          Masz rację, że ten wpis był apelem, bo uważam, że warto czasami pewne kwestie przedstawić w trochę innym świetle a nawet podkoloryzować, żeby dały do myślenia. Może tak być, że w przyszłości zdecyduje się na buty, na rzepy, ale w zestawie, na przyszłość i na wszelki wypadek, kupię już te na sznurowanie. żeby się nie okazało, że jest za późno 🙂

  • Mielewczyk Aleksandra

    I bardzo dobrze! Popieram.

    • Ja tylko w pewnym stopniu, ale to już pewnie wiesz 🙂

  • Ciekawy wpis 🙂 Mi się buty na rzepy, jednak wydają dobrym rozwiązaniem sama zaliczyłam jako dziecko kilka spektakularnych upadków dzięki rozwiązanym sznurówkom ;p

    • Chodziło mi bardziej, żeby zwrócić uwagę takiego pójścia na łatwiznę rodziców; kupię dziecku buty na rzepy i będzie spokój. A nie na tym rzecz polega. Same buty na rzepy są dobrym pomysłem na początek, bo tak jak mówisz; spektakularne upadki jednak nie kończą się najczęściej szczęśliwie ;D

  • Intrygujący tytuł i świetny post – ja swojemu dziecku też nie kupię. 🙂 Tak samo jak nie zamierzam dopuścić do tego, żeby nie umiało pisać ręcznie, zrobić sobie jedzenia i uprać własnych ubrań. Moja mama jest nauczycielką i ta ponadprogramowa praca, o której piszesz, była w naszym domu obecna od zawsze w jej opowieściach. Chcę, żeby moje dziecko dobrze radziło sobie w świecie. 🙂

    • Tak mnie kiedyś jakoś natchnęło po praktykach. Ale tekst musiał odleżeć chyba z 4 miesiące zanim go napisałem 😀 Nie chodziło mi tak naprawdę o buty, bo to był pretekst, ale o kwestię samodzielności, albo braku, do którego możemy doprowadzić. A doprowadzić do tego mogą tak samo rodzice, jak nauczyciele. Z innej prespektywy, tylko nauczyciel zrozumie nauczyciela jeśli zaczną rozmawiać o wychowywaniu cudzych dzieci i ich nauce, choćby wiązania butów 🙂

      • Jasne, ktoś nawet napisał, że rzepy można kupić, o ile dziecko będzie rzeczywiście potrafiło obsłużyć każdy rodzaj butów. 🙂

        • Mądre słowa. W 100% popieram 🙂

  • Dzieci i tak uczy się wiązać buty, ale gdy są jeszcze malutkie 1,5r-6 lat to jednak łatwiej z butami na rzepy i panie w przedszkolu bardzo proszą o to, aby rodzice zakładali dzieciom butki na rzepy i wcale się nie dziwię. Nie zgadzam się, że dziecko zniechęci się do wiązanych przez to, że nosiło rzepy. Dzieci przecież lubią odkrywać świat i uczyć się nowych rzeczy, chętnie podejmują wyzwania, a taka nauka wiązania kokardki to dla nich zabawa.

    • Zgadzam się, że w momencie, w którym dziecko samo rzeczywiście nie potrafi jeszcze obsługiwać butów na wiązanie, rzepy są łatwiejszym rozwiązaniem i bardziej praktycznym. Myślę jednak, że ta granica u 6-latków jest już na tyle cienka, że można spokojnie uczyć ich wiązania butów a nawet należy. Dzieci w wieku 6 lat już dzisiaj są nawet w szkole, więc nie wyobrażam sobie sytuacji w której pierwszoklasista zostaje wyśmiany przez kolegów, że nie potrafi wiązać butów.