Święta, święta i po świętach

Znacie ten tekst prawda? Ile razy już go słyszeliście? A ile razy po usłyszeniu go dostawaliście furii? Bo znowu trzeba się prosić szefa o to, żeby puścił godzinę wcześniej, znowu trzeba się prosić o dziekańskie, które przecież nam się należą, znowu trzeba wszystko uprać, uprasować, ugotować i upiec. Znowu trzeba będzie co najmniej dwa razy dziennie włączyć zmywarkę. Po co to wszystko? Jak to po co? Przecież są święta i dom musi wyglądać idealnie!
A przepraszam bardzo; Jak w nim żyjesz przez pozostałe 362 dni w roku, to już nie musi? No, też musi, ale to nie to samo, bo przecież…


Są święta!

Już za 3, 2, 1…Gotowi, do sklepu, STOP! Ludzie, ogarnijmy się. To nie jest wyścig szczurów, tu nie będzie żadnej nagrody za najbardziej wypakowany koszyk sklepowy, za największy prezent od zajączka (jedna z najgłupszych bajek jakie świat słyszał), ani tym bardziej za znalezienie miejsca parkingowego – co najwyżej możesz się spodziewać porysowanego auta przez niedzielnego kierowcę. Czy widzicie w tym jakiś sens? Czy takie święta naprawdę przynoszą wam radość? Bo szczerze w to wątpię.

Z resztą pewnie nie tylko ja. Tylko tak naprawdę co z tego? Co z tego, skoro co roku jest to samo. Co roku w środę popielcową ludzie walą do kościoła drzwiami i oknami. Co roku mają 40 dni na dokładne zaplanowanie wszystkich rzeczy związanych ze świętami, niektórzy nawet co roku kupują sobie te same prezenty. A potem i tak większość w wielki czwartek budzi się z palcem w dupie, bo już za trzy dni święta a ja mam jeszcze tyle do zrobienia… Szczerze?


Wkurza mnie ta świąteczna szopka

Wkurzają mnie niemiłosiernie kolejki przy kasach, z resztą chyba tak samo, jak te do konfesjonału. Ale to jeszcze nic! Chciałbym wam przedstawić moje TOP3 najbardziej wkurzających tradycji świątecznych. Gotowi? No, to zaczynamy!

Top3:
Na mojej playliście zajmuje…znalezienie miejsca pod kościołem! Wiem, że to śmieszne. Dla mnie nawet tak śmieszne, że aż głupie. Załóżmy, że ateista w dzień powszedni chce zrobić zakupy w hipermarkecie, ale okazuje się, że akurat o tej porze wszyscy dostali wypłatę i zjechali się do sklepu. Jak myślicie, gdzie znajdzie jeszcze miejsce? Pod kościołem! Przecież tam zawsze jest pusty parking. Zawsze tylko nie w święta, bo w święta jest tam taki sznur aut, że na wsiach kończy się dopiero w następnej miejscowości a w mieście…No zgadnijcie gdzie? Pod hipermarketem!

zakupy

Top2:
To wiecznie marudzący ludzie, którzy powtarzają jak mantrę tekst: Znowu te święta Wystarczy, że spotkasz trzech takich jednego dnia i samemu Ci się odechce, pomimo tego, że jeszcze godzinę temu miałeś z tego samego powodu świetny humor. Bo przecież święta to najlepszy czas na nadrobienie książkowych zaległości, to czas, kiedy choć ten raz w roku jecie wszyscy razem, rodzinnie obiad. To w końcu czas na złożenie sobie świątecznych życzeń i zatelefonowanie do kuzyna mieszkającego na drugim końcu kraju. No, bo przez cały rok nie było na to czasu, ale teraz w końcu jest! Ale nie… Nie nastawiaj się tak entuzjastycznie, żebyś się przypadkiem gorzko nie rozczarował. Bo prawda jest taka, że na dziesięciu Twoich znajomych znajdzie się przynajmniej dwóch, którym akurat teraz będzie wszystko przeszkadzało, którzy właśnie teraz stłuką wazę na zupę. I to właśnie oni będę zdania, że to wszystko przez te święta, że to ich wina, albo co gorsza…Twoja! Bo, to przecież ty od zawsze powtarzałeś im, że święta są takie cudowne, że tu super sprawa!

Top1:


To miejsce zajmuje niepodważalny mistrz w tej dziedzinie a jest nim a raczej, są nimi reklamy. Tak samo przed Wielkanocą jak przed Bożym Narodzeniem. Ledwo się zacznie Post a ci już jadą: świąteczna promocja! Kup teraz – będzie taniej. Co z tego, że ta szynka i tak do świąt nie wytrzyma, bo jest taka nafaszerowana chemią, że zanim jej spróbujesz, to wszystko co było skrzętnie ukryte w środku już zdąży z niej wyjść. No, ale przecież tak ładnie wgląda, że grzechem było by jej nie kupić. A może jeszcze trochę tego, tamtego, kiełbaska, szyneczka, czekoladki, zajączki a potem? Potem jest już tylko marudzenie, że znowu w te święta się przeżarłem. Co robi w tym momencie przeciętny Kowalski? Wyciąga rachunki z portfela i orientuje się, że znowu jest w czarnej dupie.


Czy tak naprawdę wyglądają nasze święta?

Albo, czy tak muszą wyglądać? Czy naprawdę jesteśmy tak tępym gatunkiem, że potrafimy się złapać w tą medialną sieczkę? Czy naprawdę nie można tego czasu zaplanować i spędzić inaczej? Przecież już najmłodsze dzieci uczy się tego, że narzekanie tak naprawdę nic nie zmienia. No to dlaczego co roku popełniamy ten sam błąd? Dlaczego znowu w radio słyszę starą śpiewkę: Święta, święta i po świętach?

  • Nie lubię traktowania świąt jako narzędzia handlu, mierzi mnie komercyjna otoczka. Tak samo jak „swięta made in China”, o tym u siebie pisalam. Nie jestem szczególnie wierząca, ale wolę święta jako czas dla bliskich, niż zakupy na wyścigi i maraton sprzątania w nerwowej atmosferze…

    • Teoretycznie większość z nas denerwuje komercyjno-świąteczna otoczka a jednak od lat ona działa. Czasami jest i tak, że to Ci mniej wierzący lub niewierzący potrafią ten czas bardziej docenić. My chyba po prostu nadal musimy się uczyć przebywać z ludźmi.

      • ciężkie życie socjopaty… zwłaszcza w święta ;>

        • Trudno się z Tobą nie zgodzić 🙂

  • Do listy frustrujących rzeczy dodałabym jeszcze korki w okolicy cmentarzy w dużych miastach na tydzień przed każdymi świętami. I wcale nie mam na myśli Wszystkich Świętych. Odnoszę wrażenie, że wiele osób zupełnie traci wówczas głowę i pcha się na cmentarz z wielkimi wieńcami i reklamówkami zniczy. Zastanawiam się tylko dla kogo oni to niosą – tych co tam leżą czy dla samych siebie. W końcu jeden czy drugi dziadek wpadnie pod samochód przebiegając przez ulicę w niedozwolonym miejscu, a nie każdy kierowca jest na tyle kulturalny, że go przepuści.

    • U mnie kościół jest w takiej odległości od cmentarza, że prawie o tym zapomniałem. A wygląda to tak, że jak sznur zaczyna się z jednej strony pod kościołem to pod cmentarzem z drugiej się kończy. W stronę marketu oczywiści jest to samo. Jasne, że o zmarłych warto pamiętać i ładnie to wygląda wieczorem kiedy ten znicz się pali, ale… Powinniśmy o bliskich zamarłych pamiętać na co dzień a nie tylko do święta. O korkach pod cmentarzem już nie wspomnę, bo tam też bardzo często wybierają się niedzielni kierowcy.

  • Święta Wielkanocne mam wrażenie już dawno przestały być utożsamiane ze świętem religijnym. Dzisiaj chodzi raczej o to, co ugotować, aby goście nie marudzili, a żeby było na bogato i widać było, że dobrze żyjemy, a po drugie jak wykorzystać pretekst do dni wolnych od pracy na coś na co zwykle nie mamy czasu. Jak do kościoła to raczej tylko po to, żeby sąsiedzi nie powiedzieli, że jesteśmy bezbożnikami i obowiązkowo w nowym specjalnie zakupionym na ten dzień płaszczu. Najbardziej nie mogę znieść sklepów i reklam, które zaczynają się już z trzymiesięcznym wyprzedzeniem i kolejek w Wielką Sobotę jak gdyby miał nastąpić koniec świata i wszyscy wyposażali się w produkty coby przeżyć w jakimś bunkrze zagładę. Zauważyłam też, że niegdyś bardziej się celebrowało te święta z rodziną. Siedziało się przy stole od rana często do wieczora i cieszyło wspólnym towarzystwem. Dziś wszyscy po śniadaniu wszyscy rozchodzą się do domu, żeby wreszcie odpocząć. Przykre to, ale takie już mamy chyba czasy i nie sądzę, aby się to zmieniło, a wręcz przeciwnie.

    • Teraz to jest raczej konkurs na najładniejszy koszyczek. A im wyżej go podniesiesz tym lepiej, bo przecież ważne jest tylko to, żeby potrawy zostały poświęcone. Kiedyś nie tyle celebrowało się rodzinne święta, co ludzie nie byli takimi egoistami a zazdrość nie rodziła się właśnie w rodzinie. Sam pamiętam jak jeszcze kilka lat temu cała rodzina zjeżdżała się do dziadków na święta i każdy przynosił; to ciasto, to sałatkę a to nawet jakieś owoce się zdarzyły. No, ale cóż, czasy się zmieniają. Wielka Sobota staje się wielką w marketach w Wielkanocny Poniedziałek okazją do zarobienia pieniędzy za polanie wodą – i to jeszcze nie święconą.

  • Bo tradycyjna mówi, że mieszkanie musi być na święta wypucowane, a na stołach ma być dużo żarcia i wszystkie świąteczne symbole. Bo inaczej święta się nie liczą. A ja mieszkania nie wypucowałam, sprzatnęłam tak jak zawsze na weekend. Okien nie umyłam, bo było za zimno. Jedzenie zrobiłam symbolicznie sałatka, kawałek mięsa, żurek, jaja. W Triduum Paschalne chodziłam sobie na wieczorne nabożeństwa, nakarmiłam się duchowo i w święta zrelaksowana usiadłam przy stole z rodziną. Pogoda dopisała i były to bardzo fajne święta. 🙂

    • No jeszcze co do Wigilii to się zgodzę, że ma być te dwanaście potraw, chociaż też już ludzie obchodzą to jak mogą; robiąc na przykład trzy rodzaje pierogów. Całe szczęście, że Wielkanoc poprzedza Wielki Piątek. U mnie w domu robi się na Wielkanoc trochę jedzenia, ale co do obiadu to zazwyczaj resztki zjadamy jeszcze we wtorek – bo większość i tak jest zapchana świątecznym śniadaniem i ciastkami. Na jedno to dobrze, bo przynajmniej nie trzeba tylu obiadów wymyślać. Warto na święta trochę posprzątać, ale jak nie zrobimy przy okazji porządków na strychu to tragedia się nie stanie.

      Cieszę się, że dobrze spędziłaś te święta 🙂

      • Dokładnie o to chodzi żeby nie dać się zwariować. Wszystkie zwyczaje i tradycje mają być dla nas, dla naszej przyjemności, a często się okazuje że nami rządza i zabierają nam to co najważniejsze. Umiar i luz musi być we wszystkim. W świętach i tradycjach też. 🙂

        • Brzmi prawie jak moje motto z blogspota, ale faktycznie, to racja 😀 Arystoteles już w starożytności odkrył zasadę złotego środka. To tylko my nadal jesteśmy tak uparci, że ciągle nie chcemy z niej korzystać.

  • siewca zamętu

    to prawda co piszesz, przez to wszystko naprawdę świąt może się odechcieć

    • Najgorsze jest to, że naprawdę się odechciewa..

  • Na szczęście każdy może przeżyć święta tak, jak chce -lub nie obchodzić ich w ogóle i ani trochę 🙂

    • Zgadzam się. Każdy ma wolny wybór. Chociaż w tym wypadku chyba się on nie sprawdza, bo nawet ludzie, którzy nie chodzą do kościoła idą na święconkę 🙂

      • Nawet najwięksi alkoholicy chadzają dwa razy w roku do kościoła! Tu się nie ma co dziwić 🙂

        • Całe szczęście, że chociaż wtedy są bez alkoholu. Ale to prawda. Sam z resztą miałem takiego sąsiada, chociaż myślę, że szedł do tego kościoła ze względu na żonę.

  • Kiedyś mnie to ruszało, kiedyś się tym przejmowałam, ale… Ile można? Żyję dla siebie, dla bliskich. Śmieszą mnie kilometrowe kolejki w sklepach i pustki. Jak komuś przeszkadza, że jest nie posprzątane, chętnie dam mu szmatę. Po prostu lepiej to olać, żyć dla siebie. Jak mnie denerwują informacje, to ich nie słucham.

    • Faktycznie ta świąteczna szopka trwa już dosyć długo. Grunt to nie popadać w paranoję. A najlepszym rozwiązaniem jest stanąć z boku, ewentualnie usiąść wygodnie w fotelu i patrzeć na to wszystko jak na dobrą komedię.

  • Ja już dawno wyluzowałem z okazji świąt. Nic mnie nie ruszy:) Ani reklamy, ani kolejki, ani marudzenie:) To jest obok mnie, albo i jeszcze dalej. Najważniejsze to pozbyć się pośpiechu i … wyjechać do kogoś na święta;)

    • Taki jesteś pewien, że nic Cię nie ruszy? A kapusta z grochem? 😛
      Dziś to już nie to samo co dwadzieścia lat temu i rzeczywiści coraz więcej ludzi na święta gdzieś wyjeżdża. Czy w tedy mnie marudzą, tego nie wiem, ale na pewno jest to coraz ciekawsza alternatywa. Po pierwsze nie trzeba w domu sprzątać i gotować a po drugie; jak Ci pod nas podadzą, pozmywają itd. to wręcz z nudów wtedy wychodzi się na rodzinny spacer 🙂

  • Przywykłem. Ludziska marudzą a w głębi duszy lubią święta.

    • Na coś w końcu pomarudzić trzeba. 😀

  • Oczami Humanistki

    Wreszcie ktoś napisał jak to z tymi świętami i tą całą szopką na serio jest. Wszyscy gdzieś gonią, spinają się, bo przecież wypucowane okna, czy sałatka jarzynowa jest najważniejsza… A w tym wszystkim niekiedy zapomina się o Bogu.
    Pozdrawiam! 🙂

    • Teraz na szczęście gonią już za czym innym, bo święta już minęły. Chociaż, czy ja wiem, czy to takie szczęście?

  • Moje Święta były super, chyba odnalazłam złoty środek – nie oglądać TV, nie słuchać narzekaczy, nastawić się na bliskie spotkania z miłymi dla mnie ludźmi i popatrzenie na wszystko z dystansu, bez spiny, zbędnego denerwowania się i niepotrzebnego krytykowania:)

    • Nie mówię, że jak się wyłączysz, to życie od razu stanie się piękniejsze, ale na pewno mniej problemowe. Wszystkie te nasze współczesne problemy biorą się stąd, że najpierw się nasłuchamy, naoglądamy tych bzdur a potem człowiek myśli…zamiast w święta posiedzieć z rodziną. W końcu święta mają być dla nas tym mile spędzonym czasem 🙂