Samodzielność level hard

Nie wiem jak wy, ale ja, jak słyszę „samodzielność”, to mam w swojej głowie obraz małego dziecka, takiego które w zasadzie ledwo co nauczyło się chodzić. I chociaż poza umiejętnością chodzenia niewiele jeszcze potrafi, to kiedy tylko chcesz mu pomóc krzyczy: „Nie! Ja sam!”, „Nie! Ja sama”.

Samodzielność level easy

dziecko

Na szczęście lub nieszczęście rodziców, ta chwila nie trwa zbyt długo. Zazwyczaj do pierwszego upadku, pierwszego skaleczenie, stłuczenia szklanki, czy ubabrania się obiadem. Potem zazwyczaj jest wielki krzyk i płacz. I na tym kończy się samodzielność. Przynajmniej w tym wieku. Ale jest jedna rzecz, której myślę, że wielu z nas mogło by takiemu dziecku pozazdrościć. Dziecko, po tym całym krzyku, płaczu i totalnej katastrofie, wstaje i próbuje dalej! A my? My zazwyczaj, po piątej, no dobra, trochę przesadziłem, po trzeciej nieudanej próbie po prsotu się poddajemy. Wmawiamy sobie, że to nie ma sensu i wracamy na stare śmieci. A przecież nie na tym polega samodzielność.

Kolejny etap, to ten, kiedy po wielu nieudanych próbach, po niezliczonych upadkach uda nam się w końcu wsiąść na rower tak, żeby z niego nie spaść po przejechaniu dwustu metrów. Aaa no i oczywiście bez drąga na bagażniku, za który tata w każdej chwili będzie mógł nas złapać, żebyśmy nie zaryli znowu o ziemię. (Mama pewnie by się z zająca na obiad ucieszyła, ale z zakrwawionej łazienki już trochę mniej). Po roku udaje Ci się w końcu opanować trudną sztuką jazdy na rowerze, ale rodzice i tak obawiają się o twoją przyszłość.

Samodzielność level medium

auto
Pal licho jak taka sytuacja zdaży się raz, czy dwa, no bo w końcu; „Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”. Gorzej jeśli po raz dwudziesty w tym tygodniu wracasz z zakrwawioną nogą; „…bo tej dziury tam wcześniej nie było…”. Rodzice widząc twój ból zamykają się w pokoju na dwugodzinną naradę, żeby w końcu oznajmić Ci radosną wiadomość: IDZIESZ NA PRAWO JAZDY!
Pomijam już fakt, że jak nie zauważyłeś dziury na chodniku, to na pewno zauważysz ją jadąc autem za dwadzieścia kafli (jeszcze nie twoich, tylko od rodziców), bo nie chodzi tu o dziurę, ale o samochód. W końcu każdy osiemnastoletek je ma, no bo jak to tak; prawo jazdy bez samochodu?
Także prędzej, czy później (najczęściej jednak kończy się na „prędzej”) jest i samochód. No to teraz jest już patent na podryw.

Masz już samochód, więc do pełni szczęścia i oczywiście samodzielności, brakuje Ci tylko tego, żeby wyprowadzić się z domu. Masz już w końcu te 18, (a nawet więcej) lat  na karku, więc nikt Ci tego nie może zabronić.

Samodzielność level hard to…

mieszkanie

Własne mieszkanie! Zakupione i opłacane oczywiście przez rodziców, tyle tylko, że mieszkasz w nim sam. Sam sobie pierzesz, prasujesz (jak ci się chce, a jak ci się nie chce, to nie prasujesz), gotujesz i chodzisz na zakupy. Sam sprzątasz po obiedzie i decydujesz, kogo do mieszkania wpuścić a kogo nie. Ale za wszystkie twoje zachcianki i usterki w mieszkaniu po imprezie (a raczej za ich naprawę) nadal płacą rodzice. Nadal nie stać Cię na ubezpieczenie auta, nie mówiąc już o tym, żeby zapłacić za własne wakacje. Bo przecież jesteś jeszcze młody! Masz na głowie studia, dziewczynę, znajomych, może jakiś wolontariat i imprezy (oczywiście tylko od czasu do czasu).

Samodzielność level hard!

Zastanawiacie się pewnie teraz; „Co ten narwany znowu wymyślił? Jaka samodzielność? Czy on w ogóle wie o czym pisze? A właśnie, że wiem, bo samodzielny to ja nie jestem na pewno. Mogę powiedzieć, że jestem zaradny; w końcu do pierwszej pracy poszedłem sam i nikt mnie do tego nie zmuszał. Jak na autostradzie, jeszcze w trakcie jej budowy, zakopałem się razem z rowerem w glinie, to przez kolejne 2,5 kilometra niosłem go na plecach sam. Trzy lata temu wyjechałem na studia do zupełnie obcego miasta, bez żadnych znajomych, ani nawet kontaktów, a w zeszłym roku wyjechałem jako wychowawca na kolonie, gdzie żeby dotrzeć na miejsce musiałem pociągiem przejechać całą Polskę z przesiadkami w miejscach o których dotąd nie miałem zielonego pojęcia. I przeżyłem! Nawet z naszym polskim PKP 😀

Samodzielność taka fajna

Samodzielność, to nie jest taka prosta sprawa, bo mając lekko ponad 20 lat, ani nie jesteś po studiach, ani nie masz zazwyczaj stałej pracy, więc i kredytu nie dostaniesz. Także z własnym mieszkaniem możesz się pożegnać przynajmniej na kolejnych kilka lat. Oczywiście są i tacy, których na to wszystko stać, ale ilu tak naprawdę ich jest? Niewielu! A i wśród nich znajdą się tacy co pewnie nie raz woleliby wrócić do domu, bo zastanawiają się jak połączyć koniec z końcem, tak, żeby przetrwać do dziesiątego.
Naprawdę jesteś samodzielny? A może tylko tak Ci się wydaje?

  • Ja jestem-tak napisałam w pierwszej chwili. Bo przecież pracuję, zarabiam, płacę rachunki, sama się utrzymuję. Czy aby na pewno jestem samodzielna? Przecież wciąż mieszkam w domu moich rodziców, bo nie stać mnie na własne mieszkanie. I nie będzie mnie stać. Chyba, że wygram w lotto. 😛 I mimo, że mam w tym domu swój kawałek podłogi, to jednak nie o tym marzyłam. Czyli nie jestem samodzielna. 🙂 Ale za to jestem dzielna, nie poddaję się i staram się żyć normalnie w kraju w którym normalnie żyć się nie da.

    • Skoro masz pracę, to już jest coś, bo masz na własne wydatki i nie musisz się o to prosić rodziców. Ale rzeczywiście własny kąt, to zupełnie inny komfort życia. Inna sprawa, że znalezienie czegoś co nam odpowiada, w kwocie, która nam odpowiada, wcale nie jest takie proste i tu akurat Cię rozumiem. Inną stroną samodzielności jest zaradność, a tą z tego co piszesz, już masz, więc gratuluję 🙂

      • Gdybym była zaradna, to może byłabym bogata, a nie jestem,więc chyba nie jestem zaradna. 😛 Ale fakt faktem, odkąd skończyłam 19 lat i zaczęłam pracować, żyję z tego co zarobię.:-)

        • A ja myślę, że nie bogactwo jest wyznacznikiem zaradności 🙂

  • Kiedy byłam w przedszkolu chciaĺam do szkoły, kiedy byłam w szkole chciałam na studia, teraz jestem samodzielna, z mężem i dzieckiem. Co mi w tym przedszkolu nie pasowało? 🙂

    • Człowiek chyba zawsze najbardziej chce tego, czego nie może w danej chwili dostać 😀 Tak właśnie jest z naszą samodzielnością 😀

  • Uważam, że jestem samodzielna, aczkolwiek tylko po części. Mam prawo jazdy, ale nie mam samochodu – bo mnie nie stać, a rodziców w życiu nie zdecydowałabym się na niego naciągać. Przy okazji nadal z nimi mieszkam, bo pracuję dopiero trzeci miesiąc i co prawda będzie dłużej, bo dostałam umowę na stałe do 2022 r. akurat wczoraj, ale jeszcze długo nie będzie mnie stać na własne mieszkanie. A przynajmniej nie samej. Może za jakiś czas? Z drugą połówką? Kto wie.

    I wiem, że w wielu kwestiach poradziłabym sobie sama – tak, umiem się przesiadać z polskim PKP, chociaż zdarzyło mi się już zgubić i przegapić stację – to wiem też, że to samodzielności level hard jeszcze daleka droga, mimo że 20 lat przekroczyłam kilka lat temu i spokojnie mogłabym mieć już swoją rodzinę i swój dom. Chociaż nie, w dzisiejszych czasach, żeby tak szybko iść na swoje i nie martwić się o przeżycie do dziesiątego to trzeba należeć jednak do niewielu -> „Oczywiście są i tacy, których na to wszystko stać, ale ilu tak naprawdę ich jest? Niewielu!”

    Pozdrawiam – bardzo mądry tekst! 🙂

    • Ja gdyby nie to, że kupiłem auto pół na pół z rodzicami, to też nie wiem, czy bym je teraz już miał. Chociaż w sumie, w tym roku siostra zrobiła prawko, więc pewnie i tak by do kupna auta prędzej, czy później doszło a tak przynajmniej mam w tym swój wkład.
      Z kolei jak już się zarabia, to najczęściej bardzo trudno jest coś odłożyć na potem, bo w trakcie jes mnóstwo nieprzwidzianych wypadków. Widzę, to bardzo dobrze u mnie w domu, dlatego wiem, że od momentu w którym zacznę pracować, czeka mnie jeszcze długa droga do pełnej samodzielności.
      Kiedy będę mógł powiedzieć, że należę do tych „niewielu”? Czas pokaże. Mam nadzieję, że już za 3 lata, ale to oczywiście są tylko plany 🙂

      Bardzo miło mi Cię tutaj gościć 🙂 I dziękuję 🙂

  • Biorąc pod uwagę Twoje definicje, to chyba już od jakiegoś czasu jestem samodzielna. Sama się utrzymuję, mieszkam daleko od rodziny i staram się wszystkie sprawy załatwiać bez niczyjej pomocy. Czuję się zaradna życiowo. I pewnie bez wyjechania na studia nigdy by się to nie udało :).

    • To w sumie tylko moje przykłady, bo definicję i tak każdy może mieć swoją. Zwłaszcza, że człowieka nie da się dopasować do jednego wzoru 🙂 A w samodzielności chodzi przecież o to, żeby umieć sobie w życiu poradzić, kiedy zostaniesz zupełnie sam.
      A co do wyjazdu na studia; wiem o czym mówisz, bo sam 2,5 roku temu zrobiłem to samo 🙂

  • Ja na studia nie wyjeżdżałam, mając 21 lat wyprowadziłam sie do (wtedy) chłopaka, klatkę dalej od mojego rodzinnego domu, ale miałam pracę, studiowałam zaocznie i utrzymywałam się sama, pomimo tego, że dosłownie obok byli rodzice 😉 Duma nie pozwalała i do tej pory nie pozwala na jakieś pożyczki od rodziców, nie po to wyprowadziłam się, żeby dalej być na ich garnuszku 🙂 Obudwoje z mężem jak na swój wiek, mieliśmy bardzo sprecyzowane plany, wiedzieliśmy do czego dążymy i osiągnęliśmy to 🙂 bez pomocy rodziców, sami 🙂

    • Chyba trochę Ci zazdroszczę, bo gdybym ja miał teraz pracę, dzięki której mógłbym się sam utrzymać, to na pewno nie mieszkałbym w akademiku. Bo niby jestem 100 kilometrów od domu, ale na własne utrzymanie mnie nie stać. Może dlatego, że póki co nie mam żadnego przymusu, nie goni mnie żaden deadline, że za 3 dni muszę się wyprowadzić, znaleźc mieszkanie i sam utrzymać.
      ps. Gratuluję, że wam się wszystko udało 🙂

  • Samodzielność to bardzo względne pojęcie. Dla niektórych szczytem samodzielności są samotne zakupy albo samotna wycieczka do innego miasta. Wydaje mi się, że jestem na pograniczu, jestem samodzielna w decyzjach. Decyduję, jak ma wyglądać moje życie. Nie jestem jednak samowystarczalna. Szczególnie finansowo. Czyli zgodnie z tym, co napisałeś jestem po prostu zaradna 🙂

    • To bardzo dużo zależy od wielu czynników: od wieku, od towarzystwa, do tego w jakiej się kto rodzinie wychował, jakie miał doświadczenia życiowe, czy musiał w wieku 18 lat już na siebie zarabiać, czy nie. Przykładów można mnożyć i mnożyć. A samodzielność? Zwykle wiąże się z ryzykiem na które nas (młodych ludzi) niestety rzadko kiedy stać – finansowo oczywiście. Ale zaradność też ma swoje plusy i to całkiem dużo, Powiedziałbym, że jest przedsmakiem samodzielności a to też jest ważne 🙂

  • Ja nie wyjechałam na studia, lvl hard nie osiągnęłam, ale czuję się na niego gotowa. Za kilka lat nadejdzie i myślę, że to będzie fajne wyzwanie na całe życie 🙂

    • Dla każdego level hard znaczy co innego. Wyjazd na studia poza domem to zawsze ryzyko, dlatego próbować można, ale też nie zawsze warto 🙂

  • Haha, wreszcie jestem! 🙂
    Fajny wpis. Fakt, wszystkim nam wydaje się, że jesteśmy samodzielni, kiedy jesteśmy z dala od domu, sami decydujemy, czy będziemy sprzątać mieszkanie, czy mieszkać w syfie i czy kupić chleb czy bułki. Tylko to wszystko za kasę rodziców.
    Dobra, odkąd zaczęłam pracować sama opłacałam mieszkanie, zakupy, wszelakie wyjazdy i inne rozrywki hedonistyczne. No ale cóż… Wyjechałam za granicę na studia, koniec pracy, koniec kranika z pieniędzmi. Tak i teraz po powrocie żyję na koszt rodziców czekając, aż rozkręci się sezon i z mojego kranika znów popłyną pieniądze. Takie życie…

    • Wiesz…jest pozytywna strona tego medalu. Idąc do sklepu, nawet jeśli wydajemy kasę rodziców, to przynajmniej część z nas zagląda wtedy (może pierwszy raz w życiu) na rachunek. I wtedy dopiero nam się oczy otwierają, kiedy widzimy, że w zasadzie to nic nie kupiliśmy a pięć dych nie nasze. Mówi się, ża żadna praca nie nie hańbi i ja się z tym zgadzam, bo jadąc nawet na sezon do pracy trzeba się często nieźle nawywijać, żeby coś z tego wynieść.

  • Jakbyś mi w myślach czytał 😉 Ostatnio też się dużo nad tym zastanawiam.. Samodzielność.. Dla mnie samodzielność, to mieszkanie bez rodziców, pracowanie tam, gdzie się chce, płacenie za swoje rachunki, za swoje mieszkanie także, za swoje wyjazdy. Bycie zależnym tylko od siebie (no i pracodawcy 😛 ) decydowanie o sobie samym, robienie tego co się chce i ponoszenie odpowiedzialności za własne błędy..

    • Obawiam się, że muszę Cię rozczarować…nie czytam w myślach 😀 Ale temat samodzielności to bardzo ciekawa kwestia, zwłaszcza wśród ludzi młodych; np: takich jak ja. Tak naprawdę, każdy z nas chce być niezależny, tylko musimy się liczyć z tym, że to też boli.

      • Haha 😉 polemizowałabym z tym czytaniem w myślach 😛 A tak serio – masz rację, musimy się liczyć z tym, że to może zaboleć i przysporzyć wielu kłopotów.. Ale nic tak nie daje pewności siebie jak samodzielność 😉

        • Czasami, żeby się otrząsnąć, potrzebne są radykalne środki. Poza tym; jak nie boli, to znaczy, że nie żyjesz 😀

  • Powoli wstępuję w te kręgi samodzielności. W październiku zaczęłam studia, przeprowadziłam się i przez większą część czasu muszę radzić sobie sama. Nie jest łatwo, ale też nie jest przytłaczająco trudno. Wszystko da się ogarnąć, jeśli tylko się chce. 🙂

    • Ja ten etap mam już za sobą, bo jestem już na trzecim roku. Najgorzej jest wtedy, jak trzeba coś, gdzieś załatwić, bo zaczyna się latanina a w Cieszynie, to jest strasznie uciążliwe, takie bieganie z górki i pod górkę. To chyba jest ta największa trudność. Poza tym do wszystkiego da się przyzwyczaić, to tylko kwestia czasu.

  • No akurat ja jestem samodzielna od wielu, wielu lat. Moi rodzice już nie żyją. Mieszkałam z rodzicami do pewnego momentu ale kiedy podjęłam decyzję, że idę do pracy to spakowałam manele i się wyprowadziłam i od tego czasu odpowiadam za siebie sama. Nie powiem, że czasem wsparcie innych jest potrzebne bo życie pisze różne scenariusze i nie ma nic w tym złego aby korzystać ze wsparcia rodziców czy partnera. Co ciekawe często olbrzymie dążenie do samodzielności odcina nas od relacji bo nie potrafimy prosić o pomoc, a w tym wszystkim najważniejsze jest aby żyć i cieszyć się życiem po swojemu.

    • Ja mam nadzieję, że jeszcze wiele, wiele lat samodzielności przede mną. Jednak póki co muszę skończyć studia, przynajmniej jedne. Nie zmienia to faktu, że coraz częściej myślę o tym, jakby tu się szybko usamodzielnić. Wsparcie rodziców jest czymś bardzo cennym, ale mieszkając z nimi ciąglę czuję tą zależność, co najmniej finansową. Umieć prosić o pomoc też jest trudną sztuką, zwłaszcza, kiedy się uprzemy, że chemy być samodzielni.

  • U mnie jest tak ze pomimo tego ze jestem samodzielna to i tak wiele razy mimo wieku patrze na swiat przez pryzmat dziecka. Wtedy dzwonie do mamy i proszę o poradę. Pozdrawiam, Daria xxx

    • Patrzenie na świat przez pryzmat dziecka czasami się przydaje 😉 Z kolei; dziecinna bezradność to już co innego. Myślę, że nawet samodzielni i zaradni ludzie czasami dzwonią do swoich rodziców po radę 🙂 I dzięki za odwiedziny. Wpadaj częściej 😀

  • Jestem osobą samodzielną już od dawna. Po skończeniu szkoły średniej bardzo rwałam się do tego, by jak najprędzej się usamodzielnić, choć proste to nie było. Usamodzielnianie się – tak jak piszesz – jest wieloetapowym procesem. Ale jeśli zachodzi taka konieczność, korzystam z pomocy innych – gdy sama o to poproszę. I nie postrzegam tego w kategoriach zamachu na własną zaradność. Być samodzielnym to jedno, a Zosią-Samosią za wszelką cenę to drugie.

    • Wydaje mi się, że kiedyś było większe parcie na to, żeby się usamodzielnić. Przecież moi rodzice w wieku 23 lat brali już ze sobą ślub. Ja mam 22 lata i jestem dopiero na trzecim roku studiów. Chociaż myślę sobie, że gdybym nie miał wyobru, to i praca by się znalazła i studia bym dał radę dokończyć – najwyżej na zaocznych. Mówi się, że nie od razu Rzym zbudowano, więc też nie od razu po wyprowadzeniu się „na swoje” da się bez pomocy rodziców połączyć koniec z końcem – przynajmniej nie w każdym przypadku. Także, tak jak zauważyłaś, zawsze warto mieć kogoś, kogo możemy o tą pomoc poprosić.

  • łoj. niby mieszkam bez rodziców. mam własne dziecko. utrzymujemy się sami, a raczej mąż nas utrzymuje. mamy swój dom i samochód. rodzice nie wzięli za nas kredytu. ani nie kupili domu ani auta. ani nie dają nam kasy na utrzymanie. ale czy to juz samdzielność? nadal jak cos mi się zepsuje to najpewniej się czuje jak naprawia mi to tata 😉 po rady dzwonie do mamy… dobrze mi z tym

    • Samodzielność tak, bo żyje się na własną rękę a przez to, w trakcie uczy zaradności. Dobrze jest mieć kogoś, do kogo zawsze można zadzwonić po radę, oby tylko nie za często 🙂

  • Od momentu kiedy poszłam na studia mieszkam sama i choć nadal pomagają mi rodzice i bez nich prawdopodobnie byłoby mi ciężko ze względu na utrzymanie się i skończenie studiów to jednak radzę sobie sama jak tylko mogę i staram się być niezależna.

    • Znam ten stan 😀 Mieszkam od jakiegoś czasu w akademiku, który w zasadzie opłacam sam, ale to tyle. Na dojazdy i jedzenie już mnie nie stać 😛 Ale takie zycie w akademiku też jest całkiem fajne, bo to w końcu przedsmak dorosłego, samodzielnego życia 🙂

  • No cóż fizycznie samodzielna nigdy nie będę – ale mysle samodzielnie 🙂 a co taka moja wariacja nt. samodzielnosci 🙂

    • Wydaje mi się, że paradoksalnie akurat Ty o samodzielności wiesz dużo więcej niż niejeden człowiek 🙂