Pozory mylą!

Potrzebowałem 22 lat życia, kilku porzuconych przyjaźni, paru rozczarowań miłosnych i niezliczonych dotąd głębokich spojrzeń w moją stronę, mówiących; Czego chcesz?, Nie gap się!, Odwal się!, żeby móc powiedzieć wam z całą pewnością; Pozory mylą!

Mam wrażenie, że cały świat podlega nieustannej ocenie, że nie ma już nic neutralnego, że każdy medal ma tylko dwie strony, ale jest pusty w środku. Bo przecież, cokolwiek byśmy zrobili, albo czegokolwiek byśmy nie zrobili, to zostaniemy zaraz poddani surowym porcedurom tego świata, paragrafom stworzonym przez ludzi, dla ludzi i przeciwko ludziom. Skoro jest „a”, musi być też „b”, skoro jest czarne, to musi być też białe. Nie ma miejsca na szarość, na wątpliwości, na „a może…?”. Nie ma może! Jest tak, albo nie i koniec, kropka.

Gówno prawda!
czarny

Brzmi prawie, jak nazwa pewnej gry, ale nie o nią tu chodzi, ale o pozory. Nie można mówić o ocenianiu, nie wspominając o pozorach, bo przecież nawet w szkole, na lekcjach, stwarzaliśmy pozory, że się uczymy a potem przychodziła klasówka i znowu pała… Bo nie trzeba wymyślać nie wiadomo jakich przykładów, nie trzeba przeszukiwać całego wujka Google, żeby móc stwierdzić, że pozory mylą.
Prosty przykład, pierwszy z brzegu jaki przyszedł mi do głowy;

1)Przyjrzyjcie się dziecku


Najlepiej temu najmłodszemu, ale jeśli nie macie takiej możliwości, to może być jakiekolwiek inne. Powiedzmy, że bawi się kapslami od piwa. Jaka jest pierwsza reakcja? Zostaw! To nie dla dzieci! A właściwie dlaczego nie? Przecież Maria Montessori wyraźnie powiedziała, że dziecko ma doświadczać. A rodzic? Jest tylko na wszelki wypadek, gdyby coś zagrażało zdrowiu, czy życiu dziecka. Ale nie! My dzisiaj na siłę próbujemy dzieci uchronić dosłownie przed całym złem jakie tylko na świecie istnieje, wiedząc dobrze, że to niemożliwe.

2)Brudny człowiek
Dla tych, których dziecko jednak nie przekonało przedstawiam przypadek numer dwa. Test ten oblała ponad połowa przebadanych nim ludzi, którzy nie dali sobie wmówić, że pozory mylą. A test był bardzo prosty. Poproszono pewnego człowieka o wysokiej pozycji społecznej (jakiś urzędnik, bardzo dobrze znany w mieście), żeby przebrał się w robocze ciuchy, brudne, potargane, usiadł na ulicy i udawał biednego. Jak myślicie; jaka była reakcja przechodniów? Nikt! Dosłownie nikt nie zapytał się, czy czegoś potrzebuje, czy może chce, żeby kupić mu bułkę. Potraktowano go jak zwykłego menela.

Podobną prowokację przeprowadzili w zeszłym roku wolontariusze Cieszyńskiego MOPS-u a za przysłowiowego „menela” był przebrany mój kolega, który często udziela się w różnego typu akcjach społecznych i przynajmniej w środowisku ludzi młodych jest dobrze znany. Nie muszę wam już chyba mówić, że reakcja była podobna. Nie mogę powiedzieć, że taka sama, bo jednak paru kolegów go rozpoznało. Nieważne! Sytuacja była oczywista! Robert został olany, mimo tego, że przecież jest porządnym człowiekiem.

dziecko

3)Pierwsze wrażenie

To najgorsza rzecz jaka istnieje na świecie i na której praktycznie zawsze jesteśmy w stanie się przejechać. Mówimy sobie; to już ostatni raz, już więcej nie będę, a potem co? Jajko! Znowu to samo. Znowu oceniamy, porównujemy i to na podstawie czego? Pierwszego wrażenia, które często jest przecież zgubne! To tak samo jak z tym menelem, ale przyznam szczerze, że to był skrajny przykład, bo możemy być świadkami takich sytuacji codziennie a możemy też raz do roku. No dobra, ale co w końcu z tym pierwszym wrażeniem? Ciężka sprawa. Tym bardziej z mojej perspektywy. Z perspektywy człowieka, który jako mężczyzna ma 1,65m, jest rudy i nie wyszedł przed chwilą z salonu mody. Bo skoro to pierwsze wrażenie tak wiele znaczy, to jestem spalony już na starcie. No chyba, że akurat mam dobry humor i uśmiech na twarzy od ucha, do ucha. Ale i to nie na wszystkich działa. No wiecie; kwestia priorytetów.

Pozory mylą

Kiedyś miałem właśnie taką sytuację; Szedłem przez uczelniany korytarz, po zajęciach z jogi śmiechu. Miałem tak dobry humor, że chyba chciałem go przekazać każdemu kogo spotkam. Pech chciał, że natrafiłem na jakąś dziewczynę z roku niżej, która (nie wiem czemu, ale przypuszczam, że chodziło o wygląd) popatrzyła na mnie z taką pogardą, że nie wiedziałem, czy mam się bać, śmiać, czy płakać (albo po prostu tak mi się wydawało). Koniec końców, stwierdziłem, że chyba musi być z nią coś nie tak. Kilka dni później minałem ją na Rekolekcjach Akademickich, więc biorąc pod uwagę kwestie priorytetów, to chyba nie mogło być z nią aż tak źle. No, ale pierwsze wrażenie zostało i pierwsza ocena też. Więc zanim następnym razem kogoś ocenisz, pamiętaj, że pozory mylą.