Nie wyślę swojego dziecka na obóz

Nie żebym już planował, ale wiecie, czasami trzeba myśleć przyszłościowo. Na tą chwilę, jedno wiem na pewno:

Nie wyślę swojego dziecka na obóz, dopóki go dobrze nie wychowam. 

Większość ludzi (zwłaszcza tych starszych) narzeka, że: „Ta dzisiejsza młodzież….to jest taka niewychowana…” A ja jak kolejny raz słyszę taki tekst, to mi się z automatu nóż w w kieszeni otwiera (dobrze tylko, że to nie dzieje się naprawdę, bo bym już dawno poszedł siedzieć). Czepiają się dzieci i często tylko dzieci, jakby to tylko one były wszystkiemu winne.  A przecież każdy głupi wie, że dziecko od najmłodszych lat powtarza wszystko to, co usłyszy; w szkole i w domu. I jakby tylko głupio gadało, to jeszcze byłby mały problem, ale jak się zaczyna zachowywać tak, że masz ocohotę je trzasnąć, to lepiej się powstrzymaj. 

obóz

Po pierwsze: Wszystko co zrobisz/powiesz może być użyte przeciwko Tobie. 

Po drugie: Twojego podopiecznego nie masz prawa dotknąć nawet placem i nawet w sytuacji, kiedy wsadzałby Ci łeb do kibla. 

Smutne, ale prawdziwe.

No niestety, możesz się starać jak tylko bardzo chcesz i może Ci to nawet świetnie wychodzić, do chwili, kiedy zaczniesz stawiać ostre granice, bo dzieci ich nie lubią. Różnica jest tylko taka, że te młodsze (8-12 lat), przy odpowiedniej motywacji są w stanie się podporządkować, te starsze; tylko jeśli chodzi o dyskotekę i inne tego typu atrakcje. Słuchają Cię tylko wtedy, kiedy im to pasuje a poza tym mają Cię głęboko w dupie, bo i tak nic nie możesz im zrobić. A już najgorsze są dziewczyny 15+, bo w głowie im tylko chłopaki, dyskoteki… Resztę dopowiedzcie sobie sami. Miałem raz na koloniach taką właśnie zabójczą grupę i dlatego stwierdzam, że to był mój pierwszy i ostatni raz, bo oczywiście, jak sie chce, to można, ale nie za taką kasę. Wyobraźcie sobie teraz, że wyjeżdzącie z grupą piszczących nastolatek, latających tylko za męskimi klatami i uciekającymi za nimi z pokojów. Macie w tej chwili w głowie wszystkie najgorsze opcje tego co właściwie może się stać, aż po tak zwaną wpadkę.
Właśnie za to wszystko dostajecie średnio 600zł a w najgorszym wypadku pozew o alimenty.

Dlaczego nie wyślę swojego dziecka na obóz?

dziewczyny

A jak Ci taka panienka 16-letnia ucieknie na dyskotekę to innej kolonii, to co zrobisz? Na logikę wypadałoby powiedzieć, że po nią tam pójdziesz i przyprowadzisz, ale to tylko tak pięknie brzmi. Po pierwsze zostawiając grupę bez opieki narażasz się na jeszcze większe niebezpieczeństwo, że coś się komuś stanie. Po drugie nawet, jak już po tą pannę wyjdziesz, to co właściwie możesz zrobić? Powiedzieć, jej, że ma wracać do budynku i mieć głupią nadzieję, że Cię posłucha? W tym momencie uświadamiasz sobie jak bardzo jesteś w dupie. Kiedyś to jeszcze można było takiemu smarkowi przetrzepać skórę, kazać posprzątać wszystkie kible i  zrobić wiele innych wychowujących rzeczy. A teraz? Teraz to możesz tylko siedzieć i patrzeć za 600zł w prezencie. Na dobrego psychiatrę może być za mało.

Po co są obozy?

W sobotę wróciłem z IV Zimowiska Maltańskiego o którym więcej tutaj. Powiem Wam, że wybawiłem się tam lepiej niż na jakiejkolwiek imprezie i to z niepełnosprawnymi dziećmi. No dobra, oczywiście byli tam też inni wolontariusze, ale to głównie dzięki tym dzieciom to zimowisko się odbyło, bo gdyby nie one to kim mielibyśmy się opiekować?
Cały czas mam w głowie jeszcze piosenkę „Bieginie biegnie mały osioł…” przy której dzieci bawiąc się miały taką radochę. No dobra, my też mieliśmy taką samą radochę jak oni, a może nawet momentami większą. Wiecie, jakbym miał porównać te dwa wyjazdy, to po prostu no, niebo a ziemia. Nie dość, że już samym dzieciom zależy na tym, żeby w końcu poznać trochę „normalnego życia”, to jeszcze przy każdej okazji obdarowują Cię swoim uśmiechem. Na takie chwile naprawdę warto czekać, bo właśnie wtedy widzisz jak wielki sens ma twoja praca. A wychowawcy? Też robią wszystko, żeby zajęcia były jak najlepiej zorganizowane, jak najatrakcyjniejsze i żeby wszyscy czuli się szczęśliwi. W końcu to też ich wolny czas. A to wszystko oczywiście za darmo! 

 

  • Kra

    Ja bym nie przesadzał z tą niekaralnością. Zawsze jest odwołanie do
    autorytetu – kierownika kolonii/obozu (przeważnie groźnego i
    strasznego). Zawsze istnieje możliwość tel. do rodziców, wysłania nagany
    do szkoły czy odesłania z obozu (w skrajnych przypadkach) ponieważ jest
    to w regulaminie podpisywanym przez rodziców.
    Może z „przetrzepaniem skóry” to ironia ale os. chcąca lub bijąca dzieci sama ma problem ze sobą.
    Co
    do tykania palcem – tknąłbym palcem, rękom, nogom, czymkolwiek jeżeli
    sytuacja stwarzałaby zagrożenie zdrowia czy życia podopiecznego. Zasady,
    zasadami a praktyka, praktyką (trochę jak w świecie 4 kółek).

    • Z kierownikiem sprawa nie jest taka oczywista, bo działa tylko u młodszych dzieciaków, którym w sumie wystarczy upomnienie od wychowawcy i już jest spokój. Co do odsyłania dzieci z kolonii, to taka opcja jest, ale tylko w teorii, bo który rodzic płacąc za kolonie się na to zgodzi? Z dotknięciem podopiecznego to wcale nie jest takie proste, bo Ty mówisz o zagrożeniu jego życia, a co z Twoim? Potem taki smark nagra Cię na komórkę i wyśle to nie wiadomo gdzie.

      • Kra

        Masz racje. Ciężko z tym odesłaniem, ale gdyby np. jakiś dzieciak zaczął się ciąć i grozić, że się zabije? Ja absolutnie nie podjąłbym ryzyka prowadzenia go dalej. Kojarzę (z opowiadania z pierwszej ręki) sytuacje gdzie kierownicza rozwiązała całą kolonię (dzieciaki z domu dziecka) właśnie po próbie cięcia się w nocy przez jedną kolonistkę. Ciężko, ale da się. Grunt to mieć plecy i wsparcie u kierownika obozu.

        • Po takiej próbie rozwiązała kolonię? No to widać jakie świetne miała przygotowanie pedagogiczne. Nic tylko pogratulować.

    • Nie wiem czy pracowałeś kiedyś z młodzieżą czy to na obozach, koloniach, wycieczkach czy też w szkole. Zapewniam Cię Twoja ocena jest daleka od rzeczywistości.

      • W tym roku byłem na dwóch turnusach – na drugim z młodzieżą dorastającą I oni jak nie chcą to nie trzymają się żadnych zasad.

      • Kra

        Otóż masz mnie, nie pracowałem. Przynajmniej w tego słowa znaczeniu – nie miałem żadnego zysku finansowego. Ale jeśli chodzi o pracę pro bono to tak. I fakt, może jak są dzieciaki na wyjazdach dofinansowanych to im się bardziej chce. Może. Choć skrajne przypadki zdarzają się i tutaj. Co do rzeczywistości – jest taka jaką chce się żeby była, widzi się to co się chce.

        • Widać to było od razu po Twoim komentarzu niestety. Skrajne przypadki, czy raczej wyjątki od reguły zdarzają się wszędzie, ale dzieci zdecydowanie są bardziej chętne do pracy i zabawy na koloniach za darmo niż tych opłaconych przez rodziców.

      • To było widać od razu po komentarzu, ale w końcu człowiek uczy się całe życie 🙂

    • Nie chcę być nie miła, ale wydaje mi się, że nigdy nie byłeś na koloniach/obozie w roli wychowawcy, skoro tak łatwo wypowiadasz się o tykaniu palcem, rękĄ, nogĄ, czymkolwiek. Podejrzewam, że kilka razy wyjechałeś na kolonie jako dziecko, sporo lat temu – a wiadomo, kiedyś były inne czasy troszkę. Teraz młodzież jest zupełnie inna, bo inaczej wychowywana, przebywająca w otoczeniu tak różnym od tego z lat np. 90. Niestety, dzieciaki teraz mają inne priorytety, inne wartości wyznają. Znam takich chłopaków co wrócili do domu z obozu letniego po 5 dniach, bo im jedzenie nie smakowało. Wolą KFC, zapiekanki i frytki, tak jedzą w domu. Komputer i TV są ciekawsze – zamiast wycieczek czy sportu. Po co przebywać w grupie, zwiedzać ciekawe miejsca, skoro w domu wszystko da się zobaczyć „na kompie”. Może nie powinnam tak uogólniać, bo nie wszystkie dzieci są takie. Ale coraz więcej jest takich młodych ludzi.

      • Kra

        Z góry wybaczcie błędy – godzina nie ta…
        Co do tykania, może źle to ująłem, chodzi mi o rozdzielenie np. osób które się biją lub przytrzymanie dzieciaka, który ma atak furii i chciałby roznieść wszystko dookoła.
        Nadal będę bronił dzieciaków – to nie jest „złe” pokolenie, „inne priorytety” to po prostu INNE priorytety.
        Po pierwsze jeżeli dziecko (starsze) wyjeżdża wbrew własnej woli i jest zmuszane przez rodziców to tylko pogratulować rodzicom…
        Po drugie z takimi dzieciakami idzie się na układ, daje możliwość kreowania zajęć, wpływania na to co będzie na obozie. Najlepiej wybrać wyłaniającego się „dowódcę grupy” i włączać go do życia kolonijnego (reszta może pójdzie za nim). Wybacz, ale nie raz rozmawiałem z dzieciakami wprost, np. „czy lubią jak się na nich krzyczy” czy np. „widzą sens w tym zachowaniu”. Wynikły z tego bardzo ciekawe rozmowy. Wystarczy nie unosić za wysoko głowy. Wystarczy samemu przyznać się do swoich błędów, włączyć w życie kolonijne, poprosić o pomoc i da się zbudować grupę. Oczywiście, jeżeli nie trafi się na mocno skrajne, patologiczne przypadki (te fakt, rozwalą w mak wszystko). Choć z drugiej strony pewnie mają powody do takiego zachowania… Czasem kontakt z wychowawcą to 1250% kontaktu z rodzicami, których w domu po prostu nie ma…

        • Wszystko to co piszesz ma jakiś sens, ale nie wszytsko razem. Są dzieci z którymi trzeba wejśc w bliższą relację, ale są i takie (najczęściej te strasze) gdzie w tej relacji trzeba wyznaczać wyraźne granice bo inaczej wedą Ci na głowę, a potem będę straszyły sądami i nie wiadomo czym jeszcze. Wspomniałeś o przynawianiu sie do błędów – w przypadku młodszych dzieci jasne! Tak własnie zorbił Korczak, ale jak masz do czynienia z gimnazjalistami to często przyznanie się do błędu prowadzi do końca Twojej kariery, bo skoro wychowawca popełnia takie błędy, to jak niby ja mam gosłuchać? Jeszcze mi się coś stanie…

      • Moniko, wszyscy tutaj uogólniamy, ale właśnie dzięki temu wychodzą te nasze codzienne problemy. Na studiach uczymy się o różnych metodach pracy z dziećmi, tylko ,ze one nijak się mają do praktyki to raz, a dwa, że są już po prostu przestarzałe! Nie prosto jest wychowywać się w dzisiejszym świecie.

  • Wychowawca kolonii zbyt wiele zrobić nie może, takie czasy. Ale myślę, że jeśli będzie kreatywny i będzie umiał umiejętnie zorganizować czas dzieciom czy młodzieży, pociągnie za sobą tłumy. Choć przyznam,że w cielęcym wieku robienie tego co niedozwolone, z dala od rodziców, jest kuszącą perspektywą dla nastolatków. I chyba najbardziej o to chodzi. Niemniej mogę sobie wyobrazić, co nęci młodych obywateli i to mnie przeraża, bo za moich czasów nęciło zupełnie coś innego.

    Ja swoje dziecko będę puszczać na obozy. Oczywiście na harcerskie. Jeździłam ze swoją drużyna i zastępem (byłam zastępową :D) – to były cudowne czasy. Dzięki nim mam wspaniałe wspomnienia.

    Cieszę się, że wybawiłeś się w doborowym towarzystwie i wróciłeś do nas wypoczęty, z nową energią 🙂

    • Prawdę mówiąc, to wychowawca dzisiaj nie może w zasadzie nic. Kreatywność w takim wypadku jest bardzo mile widziana, ale nigdy nie ma gwarancji, że nie znajdzie się jakaś czarna owca. Wydaje mi się, że mimo wszystko chodzi tu o brak wyobraźni młodzieży, która w danej chwili myśli tylko o dobrej zabawie.
      Harcerskie obozy, czy rekolekcje, albo obozy integracyjne z niepełnosprawnymi to już trochę inna bajka, tylko, że na takie z kolei nie każdy się nadaje. A ja na zimowisku bawiłem się z niepełnosprawnymi wręcz świetnie i bardzo chętnie to powtórzę 😉

      • Kra

        No właśnie. Myślą o „dobrej zabawie”. Pytanie dlaczego. Pewnie coraz większy odsetek depresji, brak rodziców w domu (po dwóch stronach – korpo czy też patologii) mają duży wpływ, że w końcu chcą zaszaleć. I jest to spoko, byle tylko było kontrolowane (chodzi mi oczywiście o pozytywne „szaleństwo 🙂 ).
        BTW, niedługo ma się pojawić (a może już jest…) kampania o depresji wśród dzieci i młodzieży.

  • A po co przetrzepywać skórę, skoro to nie działa i jeszcze rodzi traumy i skłonność do zachowań przemocowych w przyszłości? Wystarczy dobry obóz – ja bywałam na tych harcerskich i nikt tam nie latał za męskimi klatami (ani zresztą żeńskimi). Były śluby, ale żaden się nie skończył wpadką 😉 Byłam zresztą też na normalnych, chodziłam tam nachlana rumem z colą i żyję. Raz chcieli mnie odesłać, a raz musiałam coś tam podpisywać. No i ostatecznie nie wylądowałam w kryminale. Młodość polega między innymi na popełnianiu błędów, tak się odnajduje siebie. A wiek nastoletni to już za późno na zakazy i nakazy. Wtedy albo się ma w domu mądrego nastolatka, albo można mu skoczyć:)

    • Harcerskie obozy są świetne, tylko obawiam się, że nie wystarczająco dla dzisiejszej młodzieży, która najchętniej to by cały dzień wygrzewała się na leżaku z piwkiem w ręku. Oczywiście fajnie jest mieć jakieś pokręcona wspomnienia z kolonii. Zupełnie inaczej patrzy się na to kiedy jest się uczestnikiem a inaczej kiedy jest się wychowawcą. Zostaje tylko liczyć na rozsądną młodzież a tej wbrew pozorom nie brakuje, tylko trzeba wiedzieć gdzie szukać 🙂

      • Rozsądna młodzież to promile, a w bardzo optymistycznej opcji kilka procent. Sam działam w „Strzelcu” od prawie 8 lat, jeśli miałeś dłuższą styczność z harcerstwem to pewnie miałeś także kontakt pośredni lub bezpośredni z nimi. Jest młodzież, która lubi się zmęczyć, nie boi się ubrudzić i jest „karna”, ale to naprawdę wyjątki. 😉

        • Z harcerstwem nie mam niestety wiele wspólnego, bardziej ze zorganizowanymi koloniami i wyjazdami różnego typu. Tam też można ten „rozsądek” zaobserwować.

    • „Młodość polega między innymi na popełnianiu błędów, tak się odnajduje siebie.”

      Niestety na koloniach, wycieczkach i wszelkiego rodzaju zorganizowanych wyjazdach za takie „błędy: odpowiada wychowawca, względnie kierownik całego grajdołka, bo dopuścił do takiej sytuacji, że nie przewidział co w stanie kretyńskiego jest wymyślić młody element.

      • No tak, zasadniczo za nieletnich odpowiadają dorośli, ci lub inni, i fajnie jest jak się do tego nadają, bo często się nie nadają. Ale nieposyłanie własnego dziecka na obóz dlatego, że na pewno coś odwali? A później ludzie się dziwią, że im ich dzieci nie ufają, że nie chcą z nimi rozmawiać i że kontakt po wyprowadzce z domu w magiczny sposób się urywa…

        • Posyłać na obóz oczywiście warto, ale mnie chodzi o to, żeby robić to z głową. Niektóre dzieci na kolonie się po prostu nie nadają. A niemała część rodziców wysyła swoje dzieci na dwa tygodnie, żeby mieć po prostu spokój. Skrajnie niebezpieczne sytuacje na obozach wynikają właśnie z tego, że rodzice nie rozmawiają ze swoimi dziećmi.

      • I własnie dlatego więcej na kolonie ze zdrowymi dziećmi nie jadę. Może to wynika z moich złych doświadczeń z pewną firmą, ale dzięki temu przekonałem się do pracy z młodszymi dziećmi i w mniejszych grupach. No i zawsze to jakieś doświadczenie życiowe 😀

  • Pięknie napisane ale i tak jeszcze nie przytaczasz drastycznych przykładów. Pracowałem przez 5 sezonów na wakacjach jako wychowawca kolonijny i widziałem wiele. Picie alkoholu, palenie fajek i innego syfu oraz kradzieże to najdrobniejsze z przewinień. Wspomnę słowo o rodzicach, często gęsto są jeszcze gorsi niż ich dzieci – nowobogaccy, z ego ponad Mount Everest, myślący, że są świętymi krowami, czepiający się byle czego, a na każe zwrócenie uwagi reagują agresją. Miałem nawet takich, którzy straszyli mnie sądem! Ale to pikuś – rodzice często ukrywają choroby swoich dzieci, problemy emocjonalne, alergie itp. tylko po to by biuro nie zdyskwalifikowało takiego dzieciaka w przedbiegach do danego typu kolonii. Przykłady? Dzieciaki z zaburzeniami pamięci, łykający garści psychotropów, ze stanami lękowymi, agresywni, z ADHD (które tak naprawdę nie istnieje), miałem nawet takich co próbowali się targnąć na swoje życie.

    • Kra

      Czy się nie da pracować? Czy ja wiem… Pewnie jest to inna praca od „dzieci lasu”, pokolenia lat 70-90. czy obozów harcerskich ale inna nie znaczy zła. Świat się zmienia, zmienić też powinno się podejście do zakorzenionych stylów prowadzenia kolonii. Ot co.

      • Nie wiem jak by można zmienić style prowadzenia kolonii za bardzo. Patrząc na dzisiejsze dzieci internetu to trzeba by je było zamknąć chyba na 24/h tylko i wyłącznie z ich laptopami.

    • Masz trochę większe doświadczenie ode mnie, więc nie dziw się że drastyczne zdarzenia mnie nie spotkały. Mam czasem jednak wrażenie; czy to na koloniach, czy w przypadku innych wyjazdów, że to właśnie rodzice są najgorsi. W sumie to wszystko potem widać na dzieciach. A odnosząc się do Twojego przykładu to miałem pod opieką dziewczyną z MPD, która na dobrą sprawę nie powinna na te kolonie pojechać. Ale w końcu w karcie rodzic może napisać to co chce. A wi-fi to niedługo trzeba będzie wpisywać w standard za który płacą rodzice dziecka wyjeżdząjącego na kolonie.

  • Podpisuję się obiema rękami! Też pracowałam na koloniach, co prawda na drastyczne przypadki jeszcze (odpukać!) nie trafiłam, ale napatrzyłam się. Może nawet bardziej na pilotażach, bo tym bardziej się zajmuję. Zgadzam się, patologia to normalność, dzieciaki wymagają all inclusive, jak ustalasz reguły i stawiasz im granice to jest bunt, kiedy do nich mówisz, mają słuchawki w uszach, a za zwrócenie uwagi straszą rodzicami i skargą do biura. I wszystko robisz najczęściej za marne pieniądze… Na pewno nieproporcjonalne do zaangażowania i odpowiedzialności.
    Najgorsze jest to, że winą za zachowanie niewychowanych dzieci na koloniach obarcza się wychowawcę. Jeśli rodzice nie wychowają dzieci w ciągu kilkunastu lat, to jak niby w 10 dni ma to zrobić wychowawca na koloniach? Ktoś tu widzi jakąś logikę??

    • Ja byłem na dwóch turnusach jako wychowawca, ale trafiłem na hardkor, taki, że można by książkę napisać na ten temat. Pieniądzem to bym tego nie nazwał za opiekę 24/h i tak częste nadstawianie głowy. To ja już wolę wolontariat 😀 A co do wymagających rodziców, to ja zawsze powtarzam, że zrobię co będę mógł, ale mam na to tylko kilka dni.

  • No właśnie, na obozie którym byłeś dzieciom zależało, więc aktywnie włączały się do zabawy. Ale to był niezwykły obóz. Na zwykłych dzieci mają wszelkie atrakcje głęboko w poważaniu, bo myślą tylko o tym, że wytrwały się od rodziców i w związku z tym wszystko im wolno. Mam jednak nadzieję, że trochę uogólniamy i nie jest zawsze tak źle? 🙂

    • To co napisałaś jest kwintesencją tego posta. Oczywiście, że dyskutując tu uogólniamy, bo nie tylko obozy dla niepełnosprawnych są tymi wartościowymi. Wszystko tak naprawdę zależy od tego na jakie dzieci trafimy i jak zostały wychowane.

  • Oczami Humanistki

    I pomyśleć, że chciałam jechać na kolonię jako wychowawca… Teraz to młodzież robi ze starszymi co im się podoba. Najgorsze jest to, że często rodzice stają w obronie swoich dzieci, które nieźle broją. Faktycznie takie dziewczyny 15+ są nie do ogarnięcia. Jedzie sobie taka na kolonie, żeby się wyrwać z domu i ugania się za facetami, alkoholu nadużywa itd.
    Może jednak wybiorę się lepiej na kolonię z Caritasu. Wydaje mi się, że tam dzieciaki powinny być fajne i wdzięczne 🙂

    • Jeżeli tylko chcesz jechać to jedź. Ja opisałem poniekąd własne przeżycia, ale to nie jest jakaś zasada, że na każdym obozie jest fatalna młodzież. Z kolei rodzice to inna strona medalu. Na szczęście ich na obozie nie ma 😛 Tego, co młodzież ma w głowie nie przewidzisz, więc musisz być zawsze przygotowana na wszystko.

      Obozy integracyjne i te z różnych wolontariatów też dają wiele korzyści. Myślę, że trzeba umieć wybrać o jakie korzyści nam chodzi, bo finansowo to sama widzisz, że szału nie ma 🙂

  • Ej no, są przecież i normalne szesnastolatki. Czy nie ma? My nawet w podstawówce przechytrzaliśmy nauczycielki, żeby do nocy grać w butelkę… ale to tylko na całowaniu się kończyło, przysięgam. Serio teraz takie czasy, że 16latki zachodzą w ciążę na obozach?

    • To zależy jakie mamy pojęcie normalności, ale na obozy raczej abstynenci nie jeżdżą. No i dziś młodzież jest dużo bardziej kreatywna, więc na przykład zamiast grać w butelkę woli imprezować na korytarzu.

      Co do tej ciąży, to głównie chodzi mi o to, że wychowawca nie ma wtedy żadnych szans na obronę.

  • Jak wspominam swoje kolonie to, powiem Ci, że też bym swojej córki nie puściła 😉

    • Z jednym małym „ale”, że wiele rzeczy się do teraz pozmieniało.

  • W czasach licealnych byłam z Maltanczykami w Szwajcarii na obozie międzynarodowym było cudnie 🙂

    • Szczyrzyc było moim drugim, dłuższym wyjazdem z Malty i nadal jest tak genialnie 😀

  • czasy się zmieniają, metody wychowawcze również. Pamiętam jak w szkole powtarzano jak mantrę – za czasów waszych rodziców tak nie było a dziś to samo powtarzamy tylko jesteśmy trochę starsi. Dziecko na obóz bym wysłał (jakbym miał) … szczególnie pod namioty, wszystko do załatwienia we własnym zakresie.

    • To u mnie skolei się mówi; „Starość nie radość, młodośc nie wieczność :D” I chyba każde pokolenie musi przejśc przez te same etapy życia, tylko przerobić je po swojemu. Tylko problem w tym, że dziś większośc odpowiedzi znajdziemy w internetach, a sprobuj dziś wysłać dziecko na obóz bez telefonu. To przecież by był koniec świata.