Nie lubię Cię bo śmierdzisz

No cóż, jak to mówią prawda boli… I chociaż wszyscy to wiemy to i tak większość z nas boi się ją usłyszeć. Dlaczego? Bo póki łazisz taki brudny, nieogarnięty tylko po swoim terenie, to nikogo to nie obchodzi – twoje życie, rób z nim co chcesz. No, chyba, że zaczynasz się integrować ze społeczeństwem,  albo przynajmniej zaczynasz chcieć a ktoś w odpowiedzi na Twoje: „cześć!” odpowiada:  

Spadaj! Nie lubię Cię, bo śmierdzisz

To się nazywa chamstwo mówicie…I macie rację, bo jak zdrowo myślący, w dodatku wykształcony człowiek może powiedzieć na „dzień dobry” coś takiego. A jeszcze wyobraźcie sobie, że pada to z ust przeciętnego nastolatka, czy studenta. Aż czuję ten hejt w pogardliwym spojrzeniu od starszej pani, która właśnie przechodzi obok. Tylko, że…Ona mu tego nie powie.
 
Przejdzie obok, popatrzy z litością i tyle ją widzieli. Z jednej strony – no spoko, przynajmniej ten brudas jej nie zapamięta, z drugiej – jest ona kolejną osobą, jedną z wielu, która doprowadzi do tragedii tego młodego człowieka. Tak! Młodego, bo przecież skądś te nawyki muszą się brać a wszyscy dobrze wiemy, że te najlepsze i te najgorsze nabywamy właśnie w dzieciństwie.
Szkoda tylko, że one nie znikają tak szybko jak się pojawiły. Bo wiecie, Ci ludzie maja strasznie słabą psychikę. Powiesz takiemu z grzeczności: „przebierz się” a on odwróci się do Ciebie dupą, bo niestety ogona nie ma. Chociaż może to i dobrze, bo pewnie byłby nim smród.
 
Ci ludzie potrzebują pomocy…
 
Okej, zgadzam się, ale…To wcale nie jest takie proste. Udowodniłbym wam to, ale w tej chwili musicie mi uwierzyć na słowo, że miałem taki przypadek obok siebie przez całe dwa lata. Ten (biedny człowiek) bo inaczej się tego nazwać nie da, w społeczeństwie w zasadzie nie istniał. I nie to, że nie mógł, czy coś – on po prostu tego nie chciał! Zawsze siadał sam, drugie śniadanie jadł sam, nawet na przerwie siedział sam. Czasami do niego podchodziliśmy próbując rozmawiać, ale to było takie wiecie; jak grochem o ścianę: tak, nie, no fajnie – i to była cała rozmowa. I bądź tu człowieku miły…
 

Tylko jak tu być miłym?

Pożycz długopis – ale tylko taki, który Ci się już nie przyda, bo nie wiadomo, czym się możesz zarazić. Z jednej strony brzmi absurdalnie, ale z drugiej; nie można przecież chodzi to łazienki, co 5 minut myć ręce z wymówką, że chyba macie już prostatę. Na szczęście jest jeszcze szansa na wyjście z tej sytuacji. Możecie takiemu brudasowi kupić…
 
Koszulkę 
T-shirt, czy jak zwał, tak zwał. Przykładowo taką za 10zł z targu, bo liczy się przecież gest! Nowa koszulka, nieważne ile by nie kosztowała będzie po prostu nowa, czysta, świeża. Najlepiej jeszcze, żeby była bawełniana, bo wiecie – szybciej wchłania pot. No, tylko, że tu znowu pojawia się problem, bo takiej bawełnianej koszulki na targu za 10zł nie kupisz a jak Ci się uda to będzie to czyste oszukaństwo. No chyba, że…
 
Dezodorant
Jakiś nie za drogi, ale żeby w miarę ładnie pachniał. Tak myślę, że to dobre rozwiązanie. Szkoda tylko, że tymczasowe. Bo co z tego, że kupię mu koszulkę i dezodorant, jak on w niej znowu będzie chodził przez kolejne dwa tygodnie aż mu się nie znudzi. Bo na to, że poczuje swój smród już nie ma co liczyć. W taki wypadku pozostaje tylko jedno rozwiązanie.
 
Mydło
I zimny prysznic! Trochę chamskie, ale skuteczne, bo przynajmniej daje do myślenia. A jak się skończy, (co teoretycznie powinno się stać po około tygodniu), to zawsze można kupić drugie – w końcu majątek nas to nie kosztuje a będzie szansa na pooddychanie świeżym powietrzem.
 
A prawda jest taka, że jeśli macie choć odrobinę rozumu, to nie kupicie takiej osobie ani koszulki, ani dezodorantu a już na pewno nie mydło! Bo będzie to po prostu szczyt bezczelności. Wyobraźcie sobie teraz, że to wy jesteście tym brudnym, zaniedbanym, nieogolonym i nieumytym człowiekiem i ktoś wam w prezencie podaruje mydło. Wszyscy dostają na prezent długopisy, książki, płyty ulubionego artysty a Ty dostajesz mydło. Szczerze? Ja chyba bym się popłakał… Z rozpaczy oczywiście. Bo wiecie…nawet ten brudny, zaniedbany, nieogolony ktoś, to też człowiek, który ma uczucia.