Będę grał w grę!

Święta, święta i po świętach! Znacie ten tekst prawda? No jasne, przecież ze wszystkich stacji radiowych i telewizyjnych dudnią nam o tym już od 27 grudnia. Wielu z nas przygotowywało się do niech przez cały adwent, żeby potem móc spokojnie usiąść do telewizora, czy raczej jego współczesnej wersji – komputera, bo będę grał w grę. Zwłaszcza jeśli jesteś facetem, bo…UWAGA

Każdy mężczyzna gra w grę

 
A jeśli nawet w tej chwili tego nie robi (albo się do tego nie przyznaje), to pewnie w przeszłości był zapalonym graczem w Tibię, Plemiona, czy jakieś inne gry. Pytanie, dlaczego? Bo mają stresującą pracę, bo chcą się na chwilę oderwać od rzeczywistości, albo dlatego, że kumpel go na to namówiło, bo przecież to świetna zabawa!
 
Jakich jeszcze argumentów używają nasi koledzy, oczywiście na równi z naszym mózgiem?
 
1. To przecież tylko gra.
2. Jak sobie pogram pół godzinki to przecież mi nie zaszkodzi.
3. No dobra, powiedziałem sobie, że nigdy w życiu, ale może to dobry sposób, żeby znaleźć z Józkiem w końcu wspólny język?
 
To wszystko są mity! Może nie takie jakie możemy poczytać u Parandowskiego, ale to nawet lepie, bo te współczesne są przez nas bardziej chwytliwie odbierane. W końcu żyjemy w erze mass mediów i to prędzej, czy później nas zgubi. Ale wróćmy może do tematu gier. 
Z zasady podejmujemy się czegoś (lub powinniśmy tak robić) z przyjemności a nie z nudnego obowiązku. Czyli jeśli chcemy sobie pograć w grę, to robimy to wtedy kiedy mamy czas, a nie kiedy tego czasu nie mamy. Gdyby to było takie proste w praktyce… No niestety nie jest. Każdy z nas mówi sobie: To tylko pół godziny. Tylko, że za pół godziny akurat będziemy mogli wybudować spichlerz, na co czekaliśmy przecież dobre dwa dni. No dobra, te 5 minut więcej przecież nikogo nie zbawi a spichlerz sam się nie wybuduje. Tym bardziej, że jeśli nie zużyjemy dzisiaj tego kamienia do budowy, to ktoś za kilka godzin nam go zwinie i tyle będzie z naszych planów rozwoju (to, że anty to już szczegół). A szkoda by było zmarnować, tyle naszej pracy i włożonego wysiłku, co nie?

To co z tą grą?

 
No dobra, to jeszcze 15 minut a potem zabieram się za porządki w domu. Kopalnie w stanie hibernacji, zwierzątka nakarmione, to teraz można już wyłączyć kompa, ale zaraz… O! Józek się odezwał, ciekawe czego chce. 
– Stary ratuj! Potrzebuję Twojej pomocy, bo atakuje mnie ten gnojek co ostatnio a ja nie mam wystarczającej liczby żołnierzy, bo reszta śpi!
-Dobra, czekaj tam zaraz coś wymyślę.
-Normalnie tyłek mi uratowałeś, nie wiem jak Ci się odwdzięczę. Może chcesz dołączyć do mojego nowego klanu, który niedawno założyłem?
-Jasne! Dzięki za zaproszenie.
 
I tak z 15 minut zrobiła się magicznym sposobem godzina. Ale dzięki temu mogłem przecież pomóc kumplowi, no i dołączyłem do nowego, silnego sojuszu, gdzie na pewno są świetni ludzie! Kto wie, może nawet okażą się być dobrymi przyjaciółmi?
 
 
Oczywiście! Zaraz pewnie zaproszą Cię na internetowe piwo, którego nigdy nie zobaczysz. O czymś zapomniałem? A, no tak! Stracony czas – jego też już nie zobaczysz. Bo tak to już działa; człowiek się wciąga w jakieś gry, klany, wojny i pokoje, zawiązuje internetowe znajomości a dostaje w zamian dwie (jak nie więcej) godziny straconego czasu. Wróć! Zapomniałem jeszcze o darmowym przyspieszeniu na autobus, który odjeżdża za 5 minut. W skrajnych przypadkach jest jeszcze dodatkowy gratis – łomot od żony, dziewczyny, kochanki etc. 
 

Tak się kończą ambitne plany grania godzinę dziennie

Skąd o tym wiem? Z doświadczenia! Bo wszystko co opisałem powyżej nie jest jakąś fikcją literacką, ale czymś co sam przeżyłem. W sumie kilka lat gry dało mi w końcu do zrozumienia w jak prosty i dziecinny sposób można ogłupić człowieka. Wystarczy sprawić, żeby w jednej minucie 2 osoby z odległych końców świata usiadły do komputera. Manipulacja level hard, co nie?
 
Podobno są jeszcze internetowe gry, które nas rozwijają, ale to tak jak z Yeti – wszyscy o nim słyszeli, ale nikt nie widział.
  • Wiesz co? Nie gram w gry bo nie lubię. Ale wczoraj usiadłam do komputera na godzinę, po trzech dopiero zauważyłam ile minęło czasu. W szoku byłam. Totalnie straciłam poczucie czasu. A to był tylko facebook, instagram, YouTube i blogi. Jeszcze tu zajrzę, jeszcze jeden komentarz. O! A tu coś nowego, coś ciekawego. Tu jakiś filmik, tu piosenka. I nawet jak już zauważyłam która godzina to jeszcze pół godziny trwalam przy kompie. Także jestem w stanie zrozumieć graczy, ale uważam, że to jest straszne. I w związku z tym opuszam internety i idę na śnieg, a właściwie jego resztki. 🙂 Jak tam, Ciebie nie zasypało? 😉

    • Prawie jak wehikuł co nie? A tak na serio to wystarczą same blogi, bo żeby przeczytać 5 nowych tekstów, to potrzebujesz średnio godzinę czasu. Jak doliczyć do tego jeszcze fesjbuka, to no…
      Na szczęście moja uczelnia skutecznie odwodzi mnie od siedzenia przed laptopem, więc zostaje mi tylko smartfon, ale nawet na nim nie gram już w gry – szkoda mi pamięci 😛
      Śnieg stopniał – alarm odwołany 😉

      • Masz rację, uważne czytanie innych wymaga czasu. Ale nie jest to czas stracony. 🙂 I ciągle wierzę, że wystarczy dobra organizacja i da się wszystko jakoś pogodzić. Bo jeśli nie cierpi na tym rodzina i obowiązki i sen, to można sobie w internecie siedzieć do woli. W końcu to sama przyjemność. 😉

        • Jak dla kogo 😛 Mnie akurat zbyt długie siedzenie w necie męczy. Wolę coś bardziej produktywnego 🙂

          • W necie jest tyle inspiracji, można czerpać garściami. I wtedy produktywność wzrasta maksymalnie. 😛

          • Ale za to czas ucieka 😛

  • Sam miałem etap w życiu, gdy poświęcałem tego typu grom dobrą godzinę dziennie. Otrzeźwienie przyszło, gdy koledzy zaczęli mnie namawiać do nastawiana budzika, by móc się zalogować o określonych godzinach w środku nocy. Przecież to absurd… oczywiście dopiero gdy patrzysz na to z zewnątrz. 🙂
    Gry online zwykle nie są tworzone jedynie przez programistów i grafików, ale również (a może przede wszystkim?) psychologów. Kilka prostych sztuczek i można zmusić delikwenta chcącego dźwignąć swoją samoocenę, mającego problemy w pracy, szkole czy związku, by udowodnił coś sobie i innym graczom zdobywając kolejny poziom, przedmioty i umiejętności, których nie ma nikt inny. By jako pierwszy pokonał nowego bosa i ubił kilku nowych graczy – „to tylko gra” przecież…
    Dawid

    • Ja do etapu wstawania w środku nocy na szczęście nie doszedłem, ale do 3 zdarzało mi się siedzieć. Miałem też tak, że swoja wyjścia uzależnaiłem od godziny zalogowania się na konto w grze. Teraz mogę się z tego pośmiać, bo wiem, że to była tragedia.
      Najlepszą grą samą w sobie i tak jest życie 🙂

      • Ja na szczęście też zrezygnowałem przed tym etapem 🙂
        A z tą grą w życie to zgadzam się w 100% 🙂
        Dawid

      • Nie tylko najlepszą, ale i najtrudniejszą. I nie ma w niej kilku żyć, ale dopóki się żyje zawsze można zacząć od początku. 🙂

        • No i nie ma też instrukcji obsługi 😛

  • No to ja się też zgłoszę. Teraz już sobie odpuściłem, ale w każdej chwili bym mógł grać znowu. Kiedyś ratowało mnie słabe łącze, później słaby komputer. Ale niejedna noc była zarwana. Do tego grałem w klanie, cóż, to było moje drugie życie. A może i to pierwsze, bo w końcu w real life się spotkaliśmy. I przyjaźnie trwają do dziś… „Band of Brothers”…

    • Jak się gra w klanie, to jest jeszcze bardziej wciągająco, ale często też zabawnie 😀 Ja neistety z moimi wspólnikami z klanu nigdy się nie spotkałem, ale może to i lepiej, bo już nie gram i dzięki temu jeszcze żyję. Umarłbym siedząc 24/h w domu przed kompem 😛

  • Tak, gry mogą wciągać wiem coś o tym. Ja praktycznie gracze jestem żadnym, ale jak byłam nastolatką to budowało się jakieś parki rozrywki, zoo czy ciupało w Heroes 3. Nie demonizujmy jednak gier, bo są taką samą rozrywką jak i oglądanie filmów czy czytanie romansów. Niby tracimy na tym bezsensownie czas, ale odpoczywamy, odstresujemy się na chwilę od trudów życia codziennego. Taka godzinka z rozrywką może odświeżyć nam umysł.

    • Ja z młodszych lat to pamiętam SimCity 4 😀 Tak…dopóki nie zbankrutowałem. W sumie zagrałbym w to jeszcze kiedyś, bo to była dla mnie niezła szkoła dobrego gospodarowania pieniędzmi, ludźmi – po prostu życiem, chociaż tym internetowych. Mam wrażenie, że dzisiaj tworzy się gry tylko i wyłącznie dla samego grania i to właśnie często gubi ludzi. Sam lubię się czasami bezsensownie odmóżdżyć. Sęk w tym, że trzeba znać granicę 🙂

      • Tak, te internetowe są tak zaprojektowane żeby nigdy się nie skończyć. Chodzi o to, żeby wyciągnąć od użytkownika jak najwięcej pieniędzy uzależniając go od wrażenia, ż musi ciągle udoskonalać konto. W pewnym momencie trzeba się opamiętać bo przeholować nie trudno .

        • No, to tu Cię zdziwię, bo ja grając nie wpakowałem w to ani jednej złotówki a mimo to wciągnęło. Bo o ile czas jestem w stanie w jakimś stopniu zorzumieć, to pakowanie w to pieniędzy już nie.

          • No i chyba to najsprytniejsze i najrozsądniejsze rozwiązanie. Szkoda, tylko że wielu młodych ludzi przepada zanim zorientują się, że nie tędy droga.

          • Myślę, że to kwestia tego, że wielu tak naprawdę portfela na oczy jeszcze nie widziało 🙂

  • Po bracie- który czasami odejdzie od kompa żeby się umyć albo przynieść jedzenie (tak je przed grą) widzę że to wciąga i to bardzo..;)

    • To w takim razie koniecznie podeślij mu ten tekst 😛

  • Kiedy to były te czasy kiedy człowiek marnował godziny przed komputerem na gry. Dobrze, że teraz mój sprzęt się buntuje, bo pewnie bym do tego wróciła. W końcu gra się najlepiej i najwięcej osiąga kiedy ma się dużo pracy. 🙂

    • Ja wyobraź sobie grałem nawet na buntującym się sprzęcie. I fakt, faktem, w najmniej odpowiednich momentach 😛

  • Gry komputerowe wciągają – to bardzo skuteczny pożeracz czasu. Dlatego właśnie od wielu lat nie gram. Generalnie wszytsko jest dla ludzi, ale nad pewnymi rzeczami łatwo stracić kontrolę.

    • Prawie tak skuteczny jak fejsbuk u blogi. Tutaj też można stracić kontrolę, chociaż w przypadku gier to chyba dużo bardziej zagmatwane.

  • heh.. jak ja to znam 🙂 Chłop z grą to jak z pilotem od TV 🙂

    • Z telweizorem to nie mam porównania, bo już prawie nie pamiętam jak wygląda 😛

  • Z graniem jest jak ze wszystkim innym. Czytanie – też można się zapomnieć, seriale? znam ludzi, którzy pod serial ustawiają plan dnia, sport – oglądanie, treningi.
    Wszystko potraktowane bez umiaru powoduje, że jesteśmy ogłupieni. Zdrowy rozsądek jest podstawą we wszystkim.
    ps1.Ja w grach mmo nawiązałam kilka przyjaźni, które przeszły do reala i mają się bardzo dobrze.
    ps2. nie tylko faceci zapominają się w grach.

    • Też znam takich ludzi, teraz już może tak nie mają, ale jak się jeszcze chodziło do szkoły, to no…
      Jednym po prostu przechodzi a inni potrzebują wstrząsu. Dobrze, żewspomniałaś o kobietach, bo wyszlo na to jakby to tylko mężczyźni byli potencjalnymi, uzależnionymi graczami 🙂

      • Szczerze, to wydaje mi się, ze to zależy od charakteru, wychowania, zasad wpojonych. Można się uzależnić od czegokolwiek, jedni są bardziej podatni inni mniej i tu cały jest ambaras. A za wszystko się wini gry i graczy 🙂 😀

        • Za wszystko to duże uogólnienie. Nie o to mi chodziło w tym poście 😛

          • Domyślam się ale chodziło Ci też o dyskusje czy etam? 🙂 Ja mam inne zdanie i je przedstawiam 🙂

          • No i bardzo się z teog cieszę 🙂