Dlaczego nie lubię litości

Nie lubię litości, bo to kolejne cudowne osiągnięcie naszej cywilizacji, które zamiast udowadniać potęgę ludzkiego rozumu, cofa nas w rozwoju o jakieś 100 lat za murzynami, którzy może i są odmienni kulturowo, mają mniej rozwiniętą technologię i dużo gorszą sieć informacyjną, przede wszystkim jeśli chodzi o media, ale i bez tego są od nas mądrzejsi o jakieś setki, jak nie tysiące lat do przodu. I wbrew pozorom, nie ma w tym żadnej wiekszej filozofii, jest tylko ciężka praca, bez miejsca na litość.
A my dzisiaj popadamy w takie skrajności, bo z jednej strony umywamy ręce od czarnej roboty a z drugiej, jeśli widzimy, że ktoś sobie nie radzi, to próbujemy go wyręczać. W szczególności mówię tu o osobach niepełnosprawnych.

 

Być może zaraz wjedzie na mnie grono ludzi o dobrych sercach (niestety bez rozumu), że jak to można takiej osobie na wózku nie pomóc zrobić chociaż głupich zakupów? Przecież to niehumanitarne!

No właśnie problem, w tym, że jest zupełnie odwrotnie…

Wyboraź sobie teraz, że mieszkasz w bloku z windą a Twoim sąsiadem jest dwudziestoparo letni meżczyzna na wózku, który codziennie na 8 rano wychodzi do pracy a wracając robi zakupy w osiedlowym markecie. Ty widząc jak pakuje te wszystkie rzeczy do reklamówki, chcesz mu pomóc i dlatego zaczynasz te rzeczy pakować razem z nim. Czy jest coś gorszego od wpakowania tych zakupów? Oczywiście, że tak! Wniesienie ich na piąte piętro w bloku z windą. A wszystko to nie w geście (jak Ci się wydaje) pomocy, ale z litości…
 

Z czasem stajesz się zależny

Pomyśl sobie, że (odpukać w niemalowane) sąsiad umiera… Był dla Ciebie przecież jedyną osobą, na której mógłeś polegać, do tego stopnia, że zapomniałeś o tym, że jesteś przecież jeszcze ty sam!
Wszystkim tym, którzy jeszcze nie bardzo wiedzą o co mi właściwie chodzi należy się jednak dłuższe wyjaśnienie.
 

Nie lubię litości bo…

Za dużo w niej pomocy dla samej pomocy a nie konkretnego działania. Nie sądzę, że jest coś złego w angażowaniu się w wolontariat, czy bezinteresownej pomocy niepełnosprawnemu koledze, ale nie zapominajmy, że ona musi mieć jakiś cel. Jeśli Twój niepełnosprawny sąsiad świetnie radzi sobie z zakupami, to może wystarczy mu tylko otworzyć drzwi do klatki, żeby mógł tam bez trudu wjechać? W ten sposób też mu pomożesz, ale nie wyręczysz go w codziennych obowiązakch do tego stopnia, że kiedy odejdziesz nie bedzie umiał sobie nawet obiadu ugotować. Takie pseudo-pomaganie pokazuje tylko innym, że…

Jesteś niepełnosprawny, więc jesteś słaby…

Choć tak naprawdę, to poza tym wózkiem nic Ci nie dolega. Możesz pracować, sprzątać, robić zakupy, umawiać się na randki a nawet możesz zostać królem parkietu. Problem w tym, że niestety nim nie zostaniesz, bo za bardzo przejmujesz się co inni powiedzą. Wszyscy na tej imprezie są przecież zdrowi (mają dwie sprawne nogi). Tylko, czy to znaczy, że dzięki temu bawią się lepiej? Patrząc na te pełne wódki stoliki szczerze w to wątpię. Ty jednak nadal nie jesteś traktowany, tak jak powinieneś, czyli…

Na równi z innymi

Nie możesz iść z kolegami na piwo, bo oni chodzą tak szybko, że za nimi nie nadążasz. Poza tym, jak w trakcie wyjedzie jakaś afera, to jak będziesz uciekał? Przecież w tym wózku nie masz wmontowanego silnika.
A kółka to co, są niby dla ozdoby? Na dobrą sprawę jakby ktoś pomyślał, to nie widzę problemu, żeby wziąć swojego niepełnosprawnego kolegę a w trakcie ucieczki przed tymi upośledzonymi driftować na tym wózku tak jak Julien. Przecież każdy człowiek ma prawo do dobrej zabawy. Dlatego cieszę się, że…

 Ja tej litości nie doświadczyłem


W szkole nabijali się ze mnie; że jestem mały i nawet do parapetu nie potrafię dosięgnąć, że jestem rudy a z rudymi to nikt się nie bawi. Mówili też, że mam w końcu śiągnąć ten zardzewiały hełm, bo wojna się już skończyła.
Ale na szczęście w porę zrozumiałem, że nie warto się tym przejmować, bo mówią to osoby, które w wieku 12 lat nie mają zielonego pojęcia czym naprawdę jest choroba, dla których wskoczenie na kalorofer, żeby na nim usiąść jest ważniejsze od zawiązania sznurówek i które (nawet w wieku tych 12 lat) niewiele wiedzą o życiu.

  • Nic dodać nic ująć, świetny tekst, głęboko poruszający temat pomagania, kiedy tak naprawdę nie ma takiej potrzeby. Z pełnosprawnymi tak to już jest, że zamiast pomagać niepełnosprawnym w byciu niezależnym, na siłę chcą te osoby uszczęśliwiać i wyręczać, a potem załamują ręce nad tym jaka ta osoba niesamodzielna ;o

    • Ludzie są dzisiaj bardzo uparci. I tak się zastanawiam, czy z tym uporem mają większy problem osoby zdrowe, czy niepełnosprawne?

      • Dobre pytanie, ale w tym przypadku myślę, że ile ludzi i doświadczeń tyle opinii

  • Mylisz współczucie z litością, a raczej sprowadzasz je do jednego mianownika.

    Należy kierować się zasadami mądrej pomocy – pisze to osoba z 8-letnim stażem wolontariackim – ale litość i współczucie nie muszą temu zaprzeczać.

    • Być może niewyraźnie to określiłem, ale chodziło mi właśnie o tą mądrą pomoc, żeby przez przypadek komuś nie zaszkodzić.