Nie cierpię komputerów !

Chwała komputerom! Za to, że zajmują coraz mnie miejsca na stole, za to, że technologia idzie do przodu i dzięki temu zżerają dzisiaj zdecydowanie mniej prądu niż dwa lata temu! Chwała im za to, że kurzą się w zastraszającym tempie i jeszcze za to, że zawsze psują się wtedy, kiedy nie trzeba! Serio, dla mnie komputer to taka zmora ludzkości, która zamiast ułatwiać życie, to je utrudnia. Po prostu nie cierpię komputerów!

Tak, tak, wiem o tym, że powinienem być wdzięczny nauce za ten jakże zacny wynalazek, tym bardziej, że nie zajmuje on już tyle miejsca co dwie klasy szkolne. I jestem, do czasu aż nie wyjdę z siebie i nie stanę obok, bo znowu muszę przeszukiwać milionpięćset folderów, żeby znaleźć ten jeden, niezbędny mi w tej chwili program. „No przecież gdzieś go tu zapisywałem. Niemożliwe, żeby przez tych kilka miesięcy się ulotnił. A może jednak?” Wklepuje w opcji „wyszukaj w systemie Windows” nazwę pliku (oczywiście hipotetyczną, bo po dwóch miesiącach nieużywania go jednak niewiele pamiętam) i okazuje się, że jest! Ale za chiny nie mogę sobie przypomnieć jakim cudem się tam znalazł. Tym bardziej, że jak szukam na przykład słuchawek do telefonu (wiecie takich dousznych) to chociaż pozwijane są tak jakby bawił się nimi mój kot, którego nie mam i tak znajduję je maksymalnie w minutę. Mam po prostu stałe miejsca: na słuchawki, na ładowarkę, na kartki ksero. I zawsze wiem gdzie szukać, bo wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy są w jednej szufladzie, ewentualnie w tej samej szafce. No, bo po co sobie utrudniać życie?

Spróbujmy przez chwilę myśleć pozytywnie

Dobra, załóżmy, że znalazłem już ten folder o który mi chodziło, na szczęście plik tekstowy zapisany dwa miesiące wcześniej nie wypłowiał a do dokończenia pracy zaliczeniowej zostało mi tylko jakieś kilka linijek. I wiecie co w takiej chwili myśli sobie komputer? „A zawieszę mu się 😀 Na godzinę, może dwie” (Na uczelni, to już jest jak mantra, starasz się, robisz dokładne prezentacje, nawet zrzucasz je na dwa pendriv’y na wszelki wypadek a komputer, w zwiążku z tym, że jest uczelniany i tak zorbi swoje! Czyli albo się zawiesi, albo nie będzie czytał pliku.) W takiej chwili po prostu krew mnie zalewa. Jeszcze dobrze, jak zdążę zapisać, te ostatnio dopisane linijki tekstu. Z resztą, kto by się przejmował! Przecież dwunasto stronnicową pracę można od tak napisać na nowo. Zgoda, można. Pytanie tylko czy znajdę jeszcze na to siłę… W sumie…jakby tak sobie zrobić przerwę na kawę, to może nie wyszedłbym na tym tak źle. Przychodzę za kawą: „Ooo odwiesił się. Cudownie! Tylko gdzie ja teraz mam ten kubek postawić?” Tu nie, bo fala dźwiękowa z głośnika będzie się źle rozchodziła, tam też nie mogę, bo jak telefon zadzwoni, to na pewno o ten kubek zahaczę.  I w końcu decyduje się poświęcić kolejne, cenne minuty przeznaczone na pisane poświęcić dla chili przyjemności. No, bo co mi zostaje innego? Aaa no tak, zapomniałbym; Siąść i płakać. W każdym bądź razie wniosek jest jeden:

Komputer bez internetu jest bezużyteczny!

Bo nie możesz nic zrobić: nie posłuchasz muzyki (o ściąganiu nie wspomnę, bo to przecież nielegalne), nie napiszesz żadnej pracy, bo całą potrzebną bibliografię ma wujek Google, no i nie zrobisz zakupów, co oznacza, że będziesz musiał ruszyć swój szanowny tyłek i iść do sklepu.
Dobrze jeszcze jak się ma dobrego dostawcę internetu i w miarę normalnych sąsiadów, którzy go nie kradną (wiecie; imigranci i te sprawy). A i to nie jest takie proste jakby się mogło wydawać,  bo albo musisz sobie pociągnąć własny kabel (przy tym oczywiście przekopać się przez ogródek sąsiada) albo jesteś skazany na radiówkę, która będzie działać jak jej się będzie podobało.
 A już najgorsze w tym wszystkim jest to, że na tą bezużyteczność nie możesz się zdenerwować, bo nic Ci to nie da. Komputer to nie człowiek. Możesz mu nawrzucać a on i tak zrobi swoje. Wnerw na człowieka jest o tyle lepszy, że przynajmniej dowiesz się co o Tobie myśli (to, że łaciną podwórkową to już inna sprawa). Ja popełnisz jakiś błąd, podejmiesz jakąś złą decyzję, to bedizesz mógł poprosić o radę (oczywiście o ile strczy Ci odwagi). Twój cudowny sprzę jedyny komunikat jaki Ci wyśle to ERROR! Na węcej bym specjalnie nie liczył.

Dlatego własnie nie cierpię komputerów

Bo przynajmniej wiesz co im chodzi po głowie, albo możesz się tego domyślić. Jak się zdenerwujesz, to możesz tej drugiej osobie wygarnąć i masz pewność, że zareaguje na Twój komentarz. Po całym nieprzyjemnym zajściu możecie dać sobie po szlagu a potem jak przystało na wzorowych przyjaciół: pójśc na piwo. Osobiście wolałbym wyżyć się na rowerze. Nie bez powodu mówi się przecież: „Złota Polska jesień”. Ale ja w ogóle jestem staromodny, więc się zbytnio nie przejmujcie.

  • No cóż, bez komputerów już nie potrafimy żyć. 🙂

    • Takie to już społeczeństwo informacyjne 😉

  • Z wnioskiem końcowym, że lepiej obcować z człowiekiem niż komputerem zasadniczo się zgadzam 🙂

    • Oczywiście wszystko zależy. Ja kaurat jestem społecznikiem, więc mnie momentami komputer przyprawia o zawrót głowy 😉

  • Dzisiaj bez komputera to jak bez ręki niestety. 🙂

    • Czasami wydaje mi się, że nawet bez ręki jest łatwiej.

  • No właśnie, ja też nie cierpię komputerów, telefonów i tabletów . Bo właśnie napisałam Ci dość długi komentarz, a on wziął i zniknął. Naprawdę. No nic, może uda mi się go odtworzyć, ale dopiero jak usiądę przy lepszym sprzęcie. 🙂 I wtedy będziesz miał ode mnie dwa. 🙂

    • Czasami tak sobie myślę, że w takich chwilach to przydałby się podręcznik do czarnej magii. Jak pracowałem jeszcze na starym laptopie to z nikąd zaczęły mi sie same przesuwać linijki tekstu. I napisz tu potem człowieku sensowną prezentację.

    • Nie cierpię komputerów itp. kiedy nawalają. Kiedy są w porządku to je kocham. Za to, że łączą mnie z internetem. 🙂 Bez internetu? Nie wiem czy tak naprawdę byłyby mi potrzebne, chyba, że do przechowywania zdjęć i tworzenia dokumentów. Z ludźmi mam podobnie, jak nie są w porzadku, to ich nie cierpię. No, może ludziom częściej wybaczam, choć komputerom też, bo jakie inne wyjście. 😉 Jednak czasami się zastanawiam, kto jest bardziej skomplikowany, ludzie, czy komputery? Mimo wnerwa całkiem fajny tekst Ci wyszedł. 🙂

    • No i tu jest pies pogrzebany. Ja pamietam jak dostałem swój pierwszy komputer. Cieszyłem się jak nie wiem co i potrafiłem przy nim przesiedzieć pół dnia chociaż nie miał internetu.Teraz dopiero widzę, że to nie było zbyt dobre. No bo gdzie tu jest sprawiedliowść? Komputerom trzeba wybaczać ich ułomności. A co z interakcją? Mimo, że człowiek czasami zachowuje się dziwnie, to jednak idzie to jeszcze jakoś swoim rozumem ogarnąć a nieprzewidzianych rekacji komputera już nie 😀

  • Pamiętam czasy bez komputera. Studiowanie gdy własny laptop to było coś wyjątkowego. Piękne wspomnienia, było, minęło.

    • Ja już takich mieć raczej nie będę. Chociaż, kto wiem, może jak w przyszłości założe rodzinę i moje dzieci pójdą na studia, to będę mógł powspominać jak to kiedyś dobrze było być studentem.

  • Niestety czy też może "stety" w dzisiejszych czasach komputer to podstawa, taki już XXI wiek. A z końcowymi zdaniami w 100% się zgadzam. Pozdrawiam;)

    • Bez komputera dziś to jak bęz ręki i dobrze o tym wiem. Z ludźmi wbrew pozorom zawsze idzie się jakoś dogadać 😉

  • Czasami (ale tylko czasami) mam ochotę cofnąć się do wcześniejszych czasów, gdy technologia dopiero rozwijała swoje skrzydła i spojrzeć na to wszystko z innej perspektywy. Tak, mogę wyłączyć laptopa, odłączyć dostęp do internetu i żyć tą wieczność (czyli zapewne niespełna parę godzin jeśli nigdzie się nie ruszam z domu) w totalnym zaciszu, ale za chwilę i tak wiem, że do tego powrócę, bo nie dam rady żyć bez tej przysłowiowej ' ręki '. Mam chociaż cichą nadzieję, że technologia sprawi mi kiedyś taką małą maszynę do podróżowania w czasie i wtedy już będę tylko zrzędzić… na wszystko inne dookoła mnie 😀

    • Życie bez pośpiechu i nie z minuty na minutę. To było by cudowne 😉 Niestety dzisiaj jesteśmy zmuszeni do tego, choćby przez posiadanie poczty e-mail. A wyobraź sobie, że ja musze takich skrzynek sprawdzać 5 😀 A co do podróżowania w czasie, to mnie by wystarczyło jakby dzień miał 27 godzin zamiast 24 😉

  • W moim domu jeden komputer to obecnie za mało… Ale w końcu jesteśmy z mężem informatykami, więc wiesz… 😉 Nam nerwy na sprzęt też się zdarzają, tylko dosyć często wiemy jak do niego mówić i pracuje dalej 😉

    • Nie jestem informatykiem i moja rodzina też z tą branżą nie ma nic wspólnego a i tak mamy w domu trzy komputery 😀 Ale skoro się na tym znasz, to może podeślesz mi jakiś poradnik jak mówić do komputerów, żeby słuchały?

  • A ja własnie odkryłam, że jestem uzależniona;) Od komputera rzecz jasna;)

    • Lepiej późno niż wcale 😀

  • Nie stawiam płynów obok komputera, nie ufam swoim nieskoordynowanym ruchom 🙂

    • Też sie nad tym kiedyś zastanawiałem, ale lenistwo wygrało 😉

  • haha, koncowy moral najlepszy 😀 jestem tego samego zdania! /K

    • Cieszę się, że się podobało 😉

  • Wiesz,a ja w zasadzie lubię komputery. Mogłabym pracować przy nich całymi dniami, byle przy czymś sensownym 😉 Nie mam nic przeciwko żadnym wynalazkom. Ale nie, nie zastąpią mi ludzi, bez przesady 😉

    • Ja też lubię komputery, ale tylko jak ze mną współpracują. Z kolei siedzenie przy nich cały dzień męczy mnie dużo bardziej niż całodzienny jogging. I zgadzam się z Tobą w 100%, że nic nie zastąpi ludzi, tylko patrząc jak dzisiejszy świat się rozwija, po prostu się tego boję.

  • Oj przedmioty martwe potrafią być wredne!!I walka z nimi tak totalnie bezowocna! A jak już net nawali- to robi sie z nich bezuzyteczne pudło 😉

    • No właśnie! Martwe i wredne, czy może być coś gorszego? 😀 Tyle dobrego, że moje pudło nie jest aż tak wielkie 😉

  • Podsumowując, czasami technologia to złośliwość rzeczy martwych.

    • To pewnie dlatego mnie nie lubi 😀

  • Czasem mam ochotę wywalić swojego lapka przez okno, po chwili jednak stwierdzam, że bez niego może mi być bardzo ciężko.

    • Przybij piątkę! Mam tak samo 😀

  • Pamiętam jeszcze czasy, kiedy posiadanie komputera to było coś, a o Internecie nawet nikt nie marzył 😉 Później modemy i kosmiczne rachunki za telefon, oraz kłótnie z rodzicami o zajętą linię 😉

    • Też je pamiętam a raczej ich końcówkę, bo ja jako jeden z nielicznych miałem w wieku 13 lat komputer bez internetu jeszcze. Czy to znaczy, że jestem już dinozaurem?

  • zielam

    Osobiście dalej korzystam z pc-ta, czyli tej większej skrzyni. Używałem przez pewien czas laptopa, ale przy obecnym wysypie smartfonów i tabletów, jest to dla mnie zupełnie nieprzydatne urządzenie. Laptopy konstrukcyjnie są dość zbite to i podłubać nie ma jak, ani rozbudowywać. Nawet głupiego czyszczenia nie można zrobić samemu. A grzać się lubią. Źle prowadzone baterie się sypią. Coś się odłączy, przepali i znowu z wywieszonym jezorem do serwisu. W końcu to maszyna. Samochodom też zdarza się stroić fochy. Sokowirówkom, odkurzaczom itd.

    • Obecnie ta skrzynie i tak są mniejsze niż były jeszcze kilka lat temu. Ja dla przykładu mam komputer, który wygląda prawie jak konsola – przynajmniej nie zagraca miejsca. Laptopa też posiadam, ale bardziej z musu, bo jak się wyjeżdża na studia, to jednak łatwiej jest go przetransportować. Problem jak zauważyeś w tym, że jak się coś zepsuje, to sam już dziś tego raczej nie naprawię, gdzie jeszcze kilka lat temu było to możliwe. Z doświadczeń ze starym laptopem; przy kupnie nowego zainwestowałem już w podkładkę-wiatraczek, żeby przez przypadek nie poszedł z dymem.