Nic nie trzeba robić dla zasady…

I nie wszystko musi mieć swój sens. Podobno a przynajmniej tak śpiewa Andrzej Krzywy w piosence „Żyj tylko chwilą” z 2004 roku. Nie mam zielonego pojęcia po co, kiedy, ani w jakich okolicznościach został napisany ten tekst, ale to w tym momencie jest nieważne. Nie piszę przecież tego posta po to, żeby skupić się na analizie i interpretacji współczesnego utworu muzycznego, ani dla zasady, ale po to, żeby kolejny raz uzmysłowić sobie i wam w jakiej pomylonej rzeczywistości żyjemy.

Nic dla zasady

Wszystko jest po coś, dla kogoś/czegoś, i musi się składać w jakąś logiczną całość. Nie ma miejsca na kreatywność, spontaniczność. Dlaczego? Bo to chwilowe, bezużyteczne i nie ma z tego żadnej większej korzyści. Ktoś mi teraz powie:” Jak to nie ma? Właśnie, że jest! Przecież jestem dzięki temu szczęśliwy”. No właśnie chodzi o to, że Ty a nie wszyscy, dlatego musisz się podporządkować.  I to jest chore, bo przecież wszystkim dogodzić się nie da, choć byśmy nie wiem jak bardzo tego chcieli. A mimo to zasady obowiązują wszystkich bez wyjątku. Ale czy to sprawia, że żyje nam się lepiej, że jesteśmy radośni każdego ranka wstając znowu o 5:30 i wykonując automatycznie szereg logicznie zaplanowanych w naszym mózgu czynności? Nie, bo to jest po prostu nudne! Okej, oszczędzamy przy tym masę czasu, ale co z tego skoro nie jesteśmy szczęśliwi?!
Jest na to niezawodny sposób
Wyciągnijcie kartkę, przedzielcie ją na pół i wypiszcie sobie plusy i minusy dobrze rozpoczętego dnia, dzięki kreatywnie przygotowanemu śniadaniu i zautomatyzowanego robota, którego zaburzenie porannego systemu włączania do życia może skutkować katastrofą psychiczną dla reszty świata, która tego robota spotka na swojej drodze. I co, nadal uważacie, że…
Kreatywność dziś się nie opłaca?
 
No to w takim razie zabieram was w podróż na dworzec autobusowy o 5:50 rano. Przychodzicie na swój stały przystanek, ale dzisiaj wygląda on jakoś inaczej, bo stojąca tam dziewczyna, która przez swoje zagłuszacze na uszach zapomniała o istniejącym świecie śpiewa z bananem na twarzy: „Rano trzeba wstać, rano to jest…” I  dam sobie głowę uciąć, że więszkość z was pomyślała by w tej chwili :”Chyba jej coś dolega, bo jak można być tak szczęśliwym stojąć na przystanku w środku nocy”. W waszej głowie trwa teraz zacięta walka serca z rozumem. Serc mówi: w sumie to mogłbym podejść i zapytać się czego słucha, że ją ta piosenka tak pobudza do życia”.
Z kolei rozum podpowiada: „Stój tu gdzie stoisz, bo jeszcze Ciebie uznają za wariata”. A że żyjemy w podporządkowanym konwenansom świecie, to zostajesz przy propozycji rozumu, ale tylko przez chwilę. Bo potem wsiadasz do busa i obiecujesz sobie, że jutro się dowiesz czego słucha ta dziewczyna o 5:50 rano. Przychodzisz następnego podobno poranka jak co dzień na ten sam przystanek, ale jej już nie ma. Pojechała wcześniejszym busem, bo o tej porze jest jeszcze pusty, dzieki czemu nie musi bać się tych wszystkich przerażających spojrzeń ludzi, mówiących: „Jesteś dziwna…” Nadal jednak słucha rano tej samej piosenki, bo tylko dzięki temu nie wygląda tak jak reszta ludzi na dworcu, z wymalowanym na twarzy napisie: „Nie podchodź bo ugryzę!” Jak widać kreatywność i entuzjazm dziś się nie opłaca, ale…podobno nic nie trzeba robić dla zasady.
Opłaca się siedzieć cicho i nie wychylać
Na przykład przy zawieraniu znajomości. Przecież nie zawsze trzeba to robić, żeby czuć się dobrze, żeby znaleźć godnego rozmówcę, czy człowieka z którym mógłbyś konie kraść. Czasami po prostu warto odezwać się do kogoś, kto ma pieniądze i udawać, że ze wszystkim co mówi się zgadzamy (dobre umiejętności aktorskie mile widziane). Co z tego, ze za poglądy polityczne wsadziłbyś go do pomieszczenia z kserokopiarką i zamknął a klucz wrzucił do toalety i spuścił gdzieś w głębokie czeluści rur kanalizacyjnych. „Dzięki niemu w końcu wyjedziemy z rodziną w wakacje na Kanary a po powrocie kupię żonie nowego Merca, bo tym sprzed 3 lat to się już jeździć nie da. Poza tym to wstyd przed sąsiadami.”  Szkoda tylko, że to wszystko są pozory a tak naprawdę  jak przychodzisz do pracy to w Twojej głowie już od wejścia słychać tylko: „Co za baran z tego szefa. Jak można mi dowalić tyle roboty, żebym jeszcze siedział tu po godzinach? Nawet nie mam czasu, żeby skoczyć do galerii po nowy garnitur”. A przecież wystarczyło by:
1) Zwolnić się i w końcu poszukać pracy, która oprócz pieniędzy przyniesie Ci satysfakcję.
2) Pójść do szefa i powiedzieć stanowczo, że nie zostaniesz dzisiaj po godzianch, bo Twoja rodzina zaczyna powoli zapominać jak wyglądasz. A i na kupno garnituru znalazłby się czas. Co prawda, taka inicjatywa może się wiązać ściśle z punktem pierwszym, ale tylko jeśli Twój szef to rzeczywiście Baran 😀

Nic nie robić dla zasady

To czy Twoja podróż autobusem będzie tylko codziennym rytuałem i to, czy relacje z Twoim pracodawcą będą jak psa z kotem (zwierzęta jak coś chcą to też potrafią być dla siebie miłe). Jeśli chcesz być naprawdę szczęśliwy, to wiedz, że nie wszystko co robisz musi mieć dla innych sens. Ważne, żeby miało go dla Ciebie.